tow.stalin
02.09.05, 08:06
ipn podobnież ustalił odmienny przebieg wydarzeń na wieży spadochrownowej,
teraz zabrał się za ustalanie innego przebiegu prac prof. spannera. na
dodatek Gerhard Olter, szef tamtejszej mniejszośi niemieckiej twierdzi, że
jego ekperymenty nie były zbrodnią przeciwko ludzkości...
żeby to udowodnić, proponuję takie eksperymenta na nim przeprowadzić a
następnie zapytać mniejszość niemiecką co o tym sądzi...
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2897083.html
Produkcja mydła z ludzi nie była zbrodnią ludobójstwa - ustalił gdański IPN,
który chce zakończyć umorzeniem śledztwo w sprawie hitlerowskiego
laboratorium prof. Spannera. Mydło robiono, ale nikogo w tym celu nie
zabijano. Mniejszość niemiecka chce teraz zmiany treści pamiątkowej tablicy.
Robione w Gdańsku pod koniec wojny mydło z ludzi opisała Zofia Nałkowska w
opowiadaniu "Profesor Spanner" (cykl "Medaliony"). Sprawa byłaby już dawno
odłożona ad acta, gdyby nie to, że śledztwa nie zakończono w czasach PRL. W
latach 70. zostało zawieszone, bo strona polska oczekiwała pomocy ze strony
Centrum Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w niemieckim Ludwigsburgu.
Niemcy nie udostępnili wówczas swoich ustaleń. Zrobili to dopiero niedawno,
na prośbę Instytutu Pamięci Narodowej. Przesłali m.in. protokoły przesłuchań
prof. Rudolfa Spannera przeprowadzone w ramach postępowania
denazyfikacyjnego. Spanner stwierdził, że w Instytucie Anatomii Akademii
Medycznej w Gdańsku w latach wojny rzeczywiście wytwarzano substancję na
bazie tłuszczu ludzkiego. Jego zdaniem nie było to jednak mydło, lecz środek
do preparowania stawów ludzkich.
- Rzecz w tym, że nic nie wiadomo o takiej metodzie - mówi prokurator Maciej
Szulc, naczelnik oddziałowej komisji ścigania zbrodni przeciwko narodowi
polskiemu z gdańskiego IPN. - Są dużo prostsze sposoby preparacji stawów i
dlatego należy uznać, że Spanner opowiedział śledczym historię, która pomogła
mu się uwolnić od kłopotów w Niemczech. Robienie mydła nie było wytworem
komunistycznej propagandy. Wynikało z zeznań osób wykonujących różnego typu
prace u Spannera. Trzej z nich to byli jeńcy brytyjscy, których przesłuchano
już po powrocie do ojczyzny. Ich zeznaniom można wierzyć.
Czy Nałkowska mijała się z prawdą, pisząc swoją relację z gdańskiego
Instytutu Anatomii? Zdaniem Szulca - nie. Opowiadanie "Profesor Spanner" może
jednak sugerować dużą skalę procederu. - Tymczasem należy przyjąć, że był to
tylko rodzaj eksperymentu - tłumaczy prokurator Szulc. - Odrażającego,
amoralnego, bo sprowadzającego ludzkie ciało do roli półproduktu. Na pewno
nie można jednak mówić o ludobójstwie w celu produkcji mydła. Doszło
natomiast do zbezczeszczenia ludzkich zwłok.
Ciała przywożono głównie z więzień w Gdańsku i Królewcu oraz ze szpitali
psychiatrycznych. Były to szczątki osób różnych narodowości. Polacy,
Rosjanie, ale i Niemcy.
IPN zamierza umorzyć śledztwo w najbliższych tygodniach. Czekają na to m.in.
członkowie mniejszości niemieckiej w Gdańsku.
- Chcemy wystąpić o zmianę treści tablicy pamiątkowej na gmachu Akademii
Medycznej - mówi Gerhard Olter, lider gdańskiej mniejszości. - Napis
sugeruje, że była to fabryka mydła z ludzi. Tablica mówi też o "zbrodni
przeciw ludzkości". To zbyt mocne słowa.
Treść tablicy wiszącej na murze gdańskiej Akademii Medycznej
"W tym gmachu faszyści niemieccy w latach II wojny światowej popełnili
zbrodnię przeciw ludzkości, używając zwłok więźniów obozu koncentracyjnego
Stuthoff jako surowca do fabrykacji mydła. Ludzie ludziom zgotowali ten los".