Dodaj do ulubionych

Zły mundur. Los śląski

16.09.05, 08:23
Piotr Lipiński 12-09-2005, ostatnia aktualizacja 12-09-2005 12:28

Po wojnie pytałem, czemu ten tata nie przychodzi, jak już inni wrócili

Im jest starszy, tym więcej myśli o ojcu. Nigdy go nie widział - tata zginął
na wojnie, kiedy on miał kilka miesięcy.

Gdyby chociaż jako dziecko mógł z dumą mówić: ojciec walczył na froncie. Ale
w Polsce nie mógł powiedzieć, że tata zginął w mundurze Wehrmachtu.

Zdjęcie z gnoju

Pierwszy raz zobaczył ojca na zdjęciu wygrzebanym z gnoju za domem. Mało tych
zdjęć się zachowało. Był prostym chłopem, ze wsi Bojszowy na Śląsku. Trzeba
by jechać do Pszczyny, Bierunia albo Katowic, tam były fotosalony.

Ta zagrzebana w gnoju fotografia była w dzieciństwie jedyną. Kilka innych -
po latach - syn zdobył od znajomych.

Tata na zdjęciu z gnoju był młody i przystojny. Zrobiono je w uroczystym
momencie - kiedy przywdział mundur, aby walczyć za III Rzeszę.

Kiedy wojna się skończyła, matka schowała zdjęcie do słoika i zagrzebała - za
takie wspomnienie o mężu i ojcu można było stracić życie.

Byłeś

"Wiem, że byłeś. Orałeś ziemię na Olszynkach, jesiennymi wieczorami zwoziłeś
ziemniaki ze Starej Wsi, woziłeś górnikom węgiel z Giszewaldu. Cieszyły cię
wieczory letnie, gdy twoje koniki hasały po zagrodzie. Radowała cię nuta
niedzielnych nieszporów, zapachy majowego kwiecia. Kochałeś chorą matkę,
jedyną siostrę i młodszego brata, a nade wszystko kochałeś swoją żonę - moją
matkę. I mnie. Byłeś ".

Te słowa Alojzy Lysko napisał kilka lat temu, kiedy przygotowywał książkę o
śląskich ojcach, których wcielono do niemieckiej armii. Takich ojców jak jego
na Śląsku było kilkadziesiąt tysięcy. W Wehrmachcie czuli się zapewne tak jak
ich śląscy koledzy w polskiej armii - obco.

Ginęli czasami naprzeciw siebie, tak jak pod Monte Cassino - po niemieckiej i
polskiej stronie.

Przez kogo właściwie zginął ojciec?

- Mama mówiła, że przez pieruńskiego Rusa - opowiada Alojzy Lysko. - Ojciec
zginął na froncie wschodnim. A ja w młodości myślałem: przecież Rosjanie się
bronili przed Hitlerem, to zginął raczej przez Niemców, którzy go zabrali do
wojska.

Bardzo trudno przecież żyć z myślą, że ojciec zginął w złej sprawie.

Przez imię się zatracił?

Może zginął przez fatum?

Ojciec i syn mieli tak samo na imię: Alojzy albo bardziej z niemiecka: Alojz.
To imię, i jeszcze Ludwik, chętnie dawano na Śląsku podczas wojny - pasowały
do polskiego i niemieckiego. Ale babce to się od razu nie spodobało. Mówiła: -
Nie dawajcie takiego samego imienia synowi co ojcu, bo jeden się zaraz
zatraci.

I wróżba się sprawdziła. Na froncie wschodnim, gdzieś na Ukrainie.

Na Śląsku pozostał kilkumiesięczny syn. Alojzy Lysko najpierw został
górnikiem, potem nauczycielem w szkołach górniczych, działaczem społecznym
szanowanym przez Ślązaków, dyrektorem szkoły.

- O swoim ojcu ludziom, którzy nie byli rodowitymi Ślązakami, nie mówiłem, bo
nie wiedziałem, jakie były ich doświadczenia wojenne. Takie sprawy potrafią
zrozumieć tylko miejscowi - opowiada.

Teraz Alojzy Lysko jest radnym śląskiego sejmiku. Kilka razy proponowano mu,
by startował w wyborach do Sejmu. Nie chce. Prędzej czy później ktoś wypomni
mu ojca z Wehrmachtu. Już go i tak LPR z jego powodu atakuje.

Siedzimy w jego domu w Bojszowach, w dziedzinie - jak tu mówią, czyli na
działce - w której rodzina żyje od co najmniej czterystu lat.

Alojzy Lysko powycinał wczoraj kartki. Na każdej zanotował kilka słów. Prosi,
żebym losował. Te kartki nazywa witrażami. Z nich kiedyś złoży się książka o
ojcu, a na razie witraże poprowadzą nas przez wspomnienia.

- Nie było dnia w życiu, żebym nie pomyślał o ojcu: kilka razy, dziesięć
razy - opowiada. - Sądziłem, że z wiekiem będę myślał coraz mniej, że będę
zapominał - tymczasem jest odwrotnie. Wszystko, gdziekolwiek jestem,
konfrontuję z ojcem. Jestem w Katowicach i widzę ratusz Bogucic, dawny, bo
dziś tam jest Akademia Ekonomiczna. A na nim wyryty rok: 1912. Myślę więc
sobie: widziałeś to, ojcze, czy nie? Do Chełmu jeżdżę z wielką miłością, bo
wiem, że ojciec tam bywał na rekolekcjach - mam takie zdjęcie. Ja jestem z
nim bez przerwy. Przy każdej decyzji zastanawiam się, co by powiedział
ojciec. Z matką byliśmy razem do końca jej życia, ale ona nie jest dziś tak
blisko mnie jak ojciec, którego nigdy nie znałem.

Ale więź z ojcem istnieje być może dzięki matce. Mówiła: - Ty nie wiesz,
synku, że on tu wciąż jest i się przygląda.

Kartka pierwsza: "Gość Niedzielny"

Od wieków żyli z Bogiem. Na starość matka ojca już nie chodziła do kościoła
przez chore nogi. Ale modliła się, a kiedy przychodził Popielec, ojciec ze
świątyni przynosił trochę czarnego popiołu, przyciskał czoło do maminego i
mówił: - Pamiętaj, człowiecze, żeś z prochu powstał i w proch się obrócisz.

W niedzielę po kościele ojciec kupował ukazującego się w Katowicach "Gościa
Niedzielnego". Okładki były ładne, kolorowane w sepii, a w środku papier
gazetowy. Tata czytał, a potem zszywał ze sobą kolejne egzemplarze.

Po latach na tych gazetach czytania uczył się syn. Dziś pieczołowicie
przechowuje je w teczce w szufladzie komody, na której stoją krucyfiks i
wizerunek Świętej Panienki Piekarskiej.

Kolejne zdjęcie, zdobyte po latach - u znajomych za stołem, pod ścianą domu,
siedzą panny uroczyście ubrane. Jak się bliżej przyjrzeć, widać, że zza okna
popatrują na nich panowie. Zdjęcie zrobiono jeszcze przed wojną.

To był "wyszkubek". Kiedy siostra ojca szykowała się do zamążpójścia, brat
urządził jej tradycyjną, kilkudniową uroczystość - dziewczyny z Bojszowów
kilka dni darły pierze na pościel dla panny młodej. Dziadek już nie żył, więc
to ojciec musiał wydać za mąż siostrę.

- To zdjęcie zrobiono już przed przyjęciem, na koniec uroczystości, wszyscy
są odświętnie ubrani, zaraz zasiądą do stołu, do jedzenia. Mój ojciec był
dowcipny. Nie lubił żuru - jak mu babcia nawarzyła, to nasuwał daszek na
czapce. - Żeby nie widzieć, co jem - mówił.

Kartka druga: czekanie

Ojcowie po wojnie wracali od strony stacji kolejowej. Ludzie godzinami
patrzyli w tamtą stronę.

- Po wojnie pytałem, czemu ten tata nie przychodzi, jak już inni wrócili z
wojny. Siadałem na słupku i patrzyłem pod las, czy nie widać taty. Pamiętam
starych dziadków, ojców, którzy siedzieli pod knajpą i patrzyli na Gostyniów,
na stację kolejową, czy stamtąd się ktoś nie zbliża. Niektórzy mieli
szczęście. Niestety, mój ojciec nie wrócił. A był taki przypadek, że
dziewczynka, jak jej powiedzieli, że stamtąd przyjdzie jej tata, to poszła do
lasu i tam się dziecko straciło. Może w rzece? Miałem wtedy trzy, cztery
latka.

Pamiętam płacz mamy. I modlitwy babki, ona odmawiała różaniec, rzykała, żeby
choć jeden syn z wojny wrócił, najlepiej mój tata, bo przecież już ma
rodzinę. Ja to czasami słyszałem, ale nie rozumiałem jeszcze, na czym ten
dramat polega. Ja wtedy jeszcze tak bardzo tego bólu nie odczuwałem. Dla mnie
było ważne, że miałem rówieśników, z którymi mogłem się bawić.

Bawiliśmy się w wojnę. Karabiny mieliśmy wystrugane z drewna. Babka mówiła: -
Wyciepcie te pieruńskie karabiny. Nie dzieliliśmy się w tej wojnie, kto
Polak, a kto Niemiec. Nigdy mi do głowy nie przyszły takie podziały. Po
prostu były dwie drużyny naprzeciw siebie.

Kiedy podrosłem, jak guślarz przywoływałem mojego tatę z dalekiej Ukrainy,
gdzie zginął. Tak jak synkowie się do mnie zwracają: tatusiu, tak ja swojego
ojca nawoływałem. Z moich ust często wydobywało się to słowo. Lecz zawsze
biegło w próżnię. Nie miałem do kogo powiedzieć: tato.

Ja swoją mamę nawet namawiałem, żeby wyszła za spotkanego na ulicy człowieka,
bo on mnie pogłaskał po głowie.

- A czemu ty chcesz, żebym ja wyszła za tego Augusta? - Bo on jest dobry. A
poza tym jak ty się za niego wydasz, to jo będę mógł jechać na kolonie. Jak
ktoś pracuje w fabryce, to jego dzieci jeżdżą na kolonie. A ja zac
Obserwuj wątek
    • grba Zły mundur. Los śląski #2 16.09.05, 08:27
      A ja zacząłem jeździć dopiero z młodzieżą, jak zostałem nauczycielem.

      Kartka trzecia: siano

      - Mama przed wojną pracowała u Żydów w Brzezince. Tam się nauczyła gotować i
      ogólnie nabrała ogłady, bo była prostą, wiejską dziewczyną. Tęskniła za
      rodzinnymi Bojszowami.

      Z Bojszowów do Brzezinki przyjeżdżał ojciec. Jeździł po węgiel albo woził
      mleko, ale nie swoje, tylko od innego mleczarza. Dla matki był takim
      przejeżdżającym kawałkiem Bojszowów. Z ojcem poznali się bliżej na jarmarku. I
      tak się zaczęła ta miłość. Ślub mieli brać w 1940 roku.

      Pytałem mamę, kaj ja się począł. - A, takie głupoty godosz - odpowiadała. W
      końcu kiedyś, jak byliśmy sami, opowiedziała: "Suszyli my siano". Jeszcze mi
      dokładnie nie powiedziała, a ja już wiedziałem, o jakie to miejsce magiczne
      chodzi, znałem je, lubiłem tam chodzić i zawsze się tam dobrze czułem.

      Gdy ojca Niemcy wysłali na front, matce przydzielono Polaków do pracy na roli -
      czyli wywieziono ich na roboty do Reichu, bo Bojszowy to już była Rzesza.
      Polacy pilnowali gospodarki i przerzucali gnój - tam, gdzie potem matka
      zagrzebała zdjęcie ojca. Traktowała ich dobrze, po wojnie nie mieli żalu, nawet
      przyjaźnili się.

      Ja się wychowałem w dymach Oświęcimia, w prostej linii to stąd trzy kilometry.
      Nie wolno się było poskarżyć na dymy z obozu. Esesmani jeździli i pytali, czy
      tu coś śmierdzi. - Ni, tu nic nie śmierdzi. I nie wolno było esesmanowi patrzeć
      w oczy.

      Kartka czwarta: świat w szufladzie

      - Jako nastolatek pasjonowałem się demonologią. Moi koledzy byli dziećmi
      górników i jeździli w wakacje na kolonie, a ja płakałem. Kiedyś wygrałem w
      szkole konkurs "Twoja wakacyjna przygoda". Stworzyłem takiego ducha lasu, który
      straszył grupę chłopców, kiedy w wakacje chodzili za jagodami, za owocami. My
      tu mieliśmy taką oazę, inni koledzy właśnie wyjechali na kolonie. Miałem wtedy
      13 lat. Moim królestwem był stolik w kuchni, a w nim szuflada. Jak miałem wolny
      czas, to siadałem przy niej i grzebałem - tam były książki, podręczniki, takie
      rozmaite nożyki, cały mój świat był w tej szufladzie.

      Kartka piąta: volkslista

      - Za tym wszystkim stoi niestety volkslista. Jak ktoś jej nie podpisał, to do
      Wehrmachtu nie szedł. Tylko że coraz więcej tę volkslistę dostawało do
      podpisania, nawet najbardziej polscy chłopcy z polskich rodzin. Coraz więcej
      ginęło niemieckich żołnierzy na froncie, to potrzeba było coraz więcej nowych.

      W 1939 roku spaliła się u nas stodoła i zabudowania gospodarcze. Moja babka
      była chora, a siostra ojca dorosła i trzeba ją było wydać za mąż. I miejscowym
      mówili tak: podpiszesz volkslistę, dostaniesz materiały budowlane, dostaniesz
      chleba. Nie podpiszesz, nic nie dostaniesz.

      Ojciec miał 27 lat, był młody, chociaż oczywiście już świadomy, wiedział, co
      robi. Ukształtowany był przed wojną przez niemiecką szkołę. Jak opuszczał
      szkołę podstawową, to Polska była dla niego czymś nieznanym. No i podpisał tę
      volkslistę.

      Do wojska szli z pamiątkowymi chusteczkami wyszytymi przez narzeczone,
      szkaplerzami z zaszytą przez żony i matki komunią świętą, z fotografiami,
      obrazkami ze św. Barbarą, Tadeuszem Judą i Panienką Piekarską.

      Szli na nabożeństwa, a po nich do karczmy, utopić smutek w winie lub piwie.
      Kiedy wychodzili z domów, całowali progi i mówili śląskie: "Zostańcie z
      Bogiem". Nie oglądali się do tyłu, tak kazał stary przesąd.

      Ojciec chyba do armii szedł bez przekonania. Inni w większości chyba też. Ale
      trudno mi wejść w ich skórę. Choć spotkałem się z takimi opiniami, że jak tu
      wkroczyli Niemcy w 1939 roku, to każdy chłopak chciał iść do Wehrmachtu. Bo ci
      żołnierze tak pięknie wyglądali. Ale potem, jak poszli na Rusa, to się im
      odechciało.

      Tu, na Śląsku, do dziś jest pełna labilność narodowa. Szkoła uczy o rozbiorach.
      Ale potem człowiek sobie uświadamia - a co to ma wspólnego ze Śląskiem? Tu
      nigdy nie było rozbiorów.

      Podziały narodowe szły przez rodziny. Mój dziadek był powstańcem śląskim,
      babcia była bardzo proniemiecka.

      Kartka szósta: zazdrość o partyzantów

      - Kiedyś podczas kłótni w internacie ktoś przezwał mojego kolegę Szwabem. Coś
      we mnie podskoczyło, poczułem się dotknięty, rzuciłem się do bójki. Potem
      dowiedziałem się, że ojciec tego chłopaka został rozstrzelany w czasie wojny.
      Ponoć przez Wehrmacht.

      Przyszła Polska gomułkowska i kult partyzantów. Wszyscy wspominają: tu był
      jakiś oddział, gdzie indziej też. Tu blisko jest Dąbrowa, ale to już właściwe
      inny kraik. Gdybym tam powiedział o ojcu z Wehrmachtu, toby mnie pewnie
      zlinczowali. Niczego pewnie w życiu tak nie zazdrościłem jak tych ojców
      partyzantów, o których tyle pisano w podręcznikach do historii.

      Potem brak ojca silnie czułem, jak mi źle było na kopalni. Kiedy skończyłem
      sztygarkę, pracowałem dwa lata na dole. Jak któremu koledze źle było, to jego
      ojciec latał po wszystkich znajomych sztygarach - no to znajdźta jakąś robotę
      mojemu synkowi, bo on tam na tym przodku prędzej czy później życie złoży.
      Wreszcie patrzę - synek, który się o wiele gorzej ode mnie uczył, ma teraz
      takie eksponowane stanowisko, a ja znowu nic.

      Kartka siódma: front

      - Najpierw tata trafił do jednostki w Alpach, 50 kilometrów od alpejskiej
      kwatery Hitlera. Potem byli w Holandii, nad morzem.

      Może na początku to była przygoda romantyczna?

      Proszę sobie wyobrazić. Pochodzisz z Bojszowów i nagle jesteś w letniskowej,
      pięknej miejscowości. To czujesz się wyróżniony. A potem jedziesz nad północne
      morze, do Haarlemu. Dzisiaj to dzielnica narkomanów w Amsterdamie, ale wtedy to
      była taka plażowa miejscowość.

      Zachowało się pięć listów z frontu:
      " Moja Ukochana Żono, niy pragnij tam dużo, ino rób tela, bele byś z tym
      dzieckiem użyła. Bo ja to już żodnego bogactwa niy pragna, ino Boga prosza,
      żebych szczęśliwie jeszcze do Wos powrócił, tak samo mój Brat.
      Leża w ruskim polu, w dziurze i pisza tyn list z wielkim strachym, bo mi kule
      nad łebym gwizdajom. Niy gorsz się, Moja Żono, że Ci mało pisza, bo jo musza
      maszerować kożdy dziyń po 20 kilometrów, to mi się na wieczór nic niy chce.
      Tela mnie ino cieszy, że maszeruja bliżyj chałpy. Jaki to moji życi jest, tego
      Ci, Moja żono, opisać niy idzie.
      Jakbyś mnie teraz widziała, to byś mnie niy poznała. Od bagna jest żech
      parszywy jak ropucha. Myć się i golić niy ma kaj i czasu, bo nos goniom do
      zadku bez litości. A teraz chca pozdrowić wszystkich w doma i wszystkich
      krewnych. Kochana Żono, wszystkiego najlepszego od Pana Jezusa miłego. Zostań z
      Bogiem. A ciebie, mój Alojzku, zasyłom kusika...".

      - Policzyłem, że 604 dni był w wojsku. Myślę często: ile nocy w łóżku przespał,
      a ile w ziemi. Ile razy za nami zatęsknił, a ile razy przeklinał wojnę. A ile
      razy zachwycał się pięknem tamtejszej ziemi. Matce z Holandii, zamiast
      przysyłać pocztówkę z kwiatami, to przysłał z krowami, i pisał: Wiktusia, bo
      mamusi było Wiktoria, jakie tu są ładne krowy. Bo tak chłop pisał. Mój ojciec
      kochał gospodarkę.

      Był na urlopie w 1942 roku. Szukał partyzantów w lesie, chciał do nich uciec z
      armii. Ale nie znalazł. Potem zaszył się u ciotki. Po kilku dniach powiedziała,
      że przecież mogła przechowywać swoich synów, którzy też byli w wojsku, a nie
      jego. Wrócił do armii.

      A na froncie wschodnim z armii już nie uciekali. Bo się Rosjanie nie
      patyczkowali, rozstrzeliwali uciekinierów.

      Nienawidzili się z Petersenem, dowódcą. On był Niemcem spod granicy duńskiej.
      Nienawidził Górnoślązaków. Chciał ojca zastrzelić, bo ten gdzieś zgubił broń.
      Ci żołnierze zamierzali nawet Petersena zlikwidować. Jak on dał komendę: feuer,
      ognia, to się gdzieś tracił, krył i znajdował się dopiero na miejscu, które
      mieli wyznaczone do odwrotu.

      Kartka ósma: śmierć

      - Jak mój ojciec umierał? Długo czy krótko? Słyszałem o różnych śmierciach
      żołnierskich. O ojcach płonących na morzu. O wybebeszonych na polu bitwy. Do
      domu zwykle przychodziły listy, że umarł od kuli w
      • grba Zły mundur. Los śląski #3 16.09.05, 08:29
        Do domu zwykle przychodziły listy, że umarł od kuli w głowę. Potem się rodziny
        pocieszały, że tyla w tym szczęścia i dobrego, że śmierć miał lekką, bo ino
        kulka w głowę. A w rzeczywistości było zupełnie inaczej.

        Jak po latach spotkałem jego kolegę z wojska, Sosnę, to on przypuszczał, że
        ojca rozjechał czołg. Bo Rosjanie tak dobijali Niemców na froncie. Uganiali się
        za nimi po polu i rozgniatali gąsienicami.

        Pamiętam takiego pana, co po wojnie grał na weselach na akordeonie. Nie miał
        nóg. Czołg mu nogi rozjechał. Ten miał szczęście, bo był mróz, krew zamarzła,
        znalazła go jakaś rosyjska dziewczyna, a że był gryfny, czyli ładny, to go
        wzięła do chałupy i podleczyła.

        Mój tata takiego szczęścia nie miał, żeby stracić tylko nogi.

        Kartka dziewiąta: jaskółki

        - Kiedyś dziadek mi powiedział: - Wiesz, zmarli wracają na Wszystkich Świętych
        jako jaskółki. I ja kiedyś, w jakąś listopadową noc, nagle słyszę, że jakaś
        jaskółka trzepie się za oknem. Odsłaniam zasłony, a tam w oknie twarz ojca.

        Zna pan słynną rozmowę księcia duńskiego z ojcem w lesie? Już byłem dorosły, to
        było w latach 80. Poszedłem kiedyś do lasu i miałem wrażenie, że ojciec idzie
        za mną w lesie. Bałem się odwrócić, żeby serce nie pękło, gdybym go zobaczył.

        Ojciec często przychodzi do mnie w snach. Raz miałem nawet taki sen, w którym
        się oddalał. Pomyślałem, że pewnie to byłby dzień jego naturalnej śmierci -
        miałby wówczas 86 lat.

        Kartka dziesiąta: inni

        Alojzy Lysko policzył:

        Z Bojszowów podczas wojny do niemieckiej armii powołano około 300 mężczyzn.

        Tylko jeden zgłosił się na ochotnika, resztę wcielono.

        Jeden ukrywał się w lasach i opuszczonych stodołach, schwytano go w 1944 roku i
        rozstrzelano.

        Trzech po przysiędze uciekło: jeden podczas transportu, jeden nie wrócił z
        urlopu, jeden uciekł z linii frontu.

        60 zginęło na froncie. Od Stalingradu i Kaukazu po Normandię.

        Czterech uciekło z niemieckiej armii podczas ofensywy Armii Czerwonej - dotarli
        na Górny Śląsk i ukryli się w domach. Zadenuncjowali ich sąsiedzi, a Rosjanie
        wywieźli do łagrów. Jeden nigdy nie wrócił.

        42 powróciło jako inwalidzi: trzech bez rąk, dwunastu bez nóg albo nogi, trzech
        psychicznie okaleczonych, trzech głuchych, dziewięciu ograniczonych ruchowo i z
        ubytkami ciała - bez palców u rąk i nóg, bez stopy, z usztywnionym kończynami,
        z cieknącymi z odmrożenia ranami, oszpeceni, zatruci.

        Siedmiu wkrótce po powrocie zmarło w wyniku poniesionych ran (w ciągu pięciu
        lat po powrocie).

        Po zabitych i przedwcześnie zmarłych pozostało 21 wdów i 35 sierot.

        Względnie całych i zdrowych powróciło 180. Wielu trafiło w sam środek
        rodzinnych tragedii: ukochana dziewczyna z dzieckiem po gwałcie rosyjskiego
        żołnierza, śmierć ojca i matki, spalone albo obrabowane gospodarstwo,
        zaminowane pole, obce rodziny w domu.

        Jako "Szwaby" w kopalniach mogli szukać pracy tylko jako halerzy, czyli górnicy
        przodowi, bo znali się na materiałach wybuchowych i zagrożeniach. W fabrykach
        zatrudniano ich do produkcji dynamitu dla górnictwa. W rolnictwie przy pługu
        ciągniętym przez najgorszą we wsi szkapę, najlepsze konie poszły na wojnę.

        Sieroty czuły to samo co Alojzy Lysko. Inny osierocony syn, Ludwik Kapiasa z
        Bojszowów, opisywał: "Mój ojciec - to był dla mnie ideał. Poszedłbym za nim na
        kraniec świata, byleby go tylko zobaczyć, dotknąć, przemówić do niego. Chodzę
        po świecie od dziesiątków lat i wciąż czekam na jego powrót, choć dobrze wiem,
        że to się nie stanie. Mój ból pojąć mogą tylko rówieśnicy, którym wojna zabrała
        ojców. Bo tylko sieroty znają tę straszną gorycz samotności i tęsknotę za
        rodzicem. Lgnęliśmy do każdego mężczyzny, który był dobry dla nas jak ojciec,
        uśmiechał się, głaskał po głowie. Byliśmy jak psy przybłędy".

        Kartka jedenasta: grób

        - Cztery razy byłem w Związku Radzieckim. Dlatego że z uczniami zwyciężaliśmy w
        olimpiadach wiedzy o Polsce i świecie współczesnym, a nagrodą dla nauczyciela
        była wycieczka. Wycieczka przeważnie zaczynała się albo kończyła w Kijowie lub
        Lwowie. Jechałem więc przez pola, gdzie walczył mój ojciec. I gdzie zginął. W
        czasie tych wyjazdów myślenie o ojcu zamieniało się w ogromną ranę.

        Szukałem miejsca, żeby pochować ojca. Z tego wzięło mi się też chodzenie po
        miejscowych cmentarzach i opisywanie grobów - napisałem o nich książkę. Co roku
        1 listopada poszczę przez wzgląd na pamięć mojego taty.

        W czasie jednej takiej wycieczki pojechałem kiedyś autobusem szukać miejsca,
        gdzie zginął. Ale już bałem się, że nie zdążę na pociąg powrotny do Polski,
        więc wysiadłem i tylko nazbierałem ziemi gdzieś na ukraińskim polu.

        Jak mama zmarła, to nasypałem tej ziemi do jej grobu. Miałem więc grób obojga
        rodziców. Napis, że tu mama leży, i prochy poległego taty. Bez dodatkowych
        szczegółów.

        Piotr Lipiński
    • slezan Re: Zły mundur. Los śląski 21.09.05, 09:25
      Dobrzez, że ten tekst ukazał się w ogólnopolskim dodatku. Dla mnie jest trochę
      zbyt emocjonalny, choć trudno się dziwić autorowi, który pisze o własnej
      historii. Więcej takich publikacji, a może postrzeganie spraw śląskich w Polsce
      nieco się zmieni.
    • Gość: :-) A ten slaski jakis taki podobny do polskiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 13:24

      Zupelnie nie przypomina zgermanizowanej i wykoslawionej grypsery Pytka i kilku
      innych z tego forum:-)

      Moja Ukochana Żono, niy pragnij tam dużo, ino rób tela, bele byś z tym
      dzieckiem użyła. Bo ja to już żodnego bogactwa niy pragna, ino Boga prosza,
      żebych szczęśliwie jeszcze do Wos powrócił, tak samo mój Brat.

      Leża w ruskim polu, w dziurze i pisza tyn list z wielkim strachym, bo mi kule
      nad łebym gwizdajom. Niy gorsz się, Moja Żono, że Ci mało pisza, bo jo musza
      maszerować kożdy dziyń po 20 kilometrów, to mi się na wieczór nic niy chce.
      Tela mnie ino cieszy, że maszeruja bliżyj chałpy. Jaki to moji życi jest, tego
      Ci, Moja żono, opisać niy idzie.

      Jakbyś mnie teraz widziała, to byś mnie niy poznała. Od bagna jest żech
      parszywy jak ropucha. Myć się i golić niy ma kaj i czasu, bo nos goniom do
      zadku bez litości.

      A teraz chca pozdrowić wszystkich w doma i wszystkich krewnych. Kochana Żono,
      wszystkiego najlepszego od Pana Jezusa miłego. Zostań z Bogiem.

      A ciebie, mój Alojzku, zasyłom kusika...".
      • slezan Re: A ten slaski jakis taki podobny do polskiego 21.09.05, 13:31
        Obrażając czyjąś mowę, sam wystawiasz sobie świadectwo.
      • eichendorff Re: A ten slaski jakis taki podobny do polskiego 21.09.05, 13:38
        1. Osoba pisząca ten tekst chodziła z pewnością do polskiej szkoły, więc fakt
        ten miał z pewnością największe znaczenie w trakcie pisania tego listu.
        2. Wtedy j.śląski nie był skodyfikowany (teraz również, choć Ślązacy są tego
        bliżej niż kiedykolwiek), więc nie nikt nie wiedział jak ma napisać, by tekst
        był "po śląsku".
        3. Leżąc w okopie i zdając sobie sprawę, że być może to ostatnie słowa do
        najbliższych, nikt nie dba o formę tylko o treść, dlatego list jest wymieszany
        słowami śląskimi i polskimi.
    • greg_slask Re: Zły mundur. Los śląski 21.09.05, 13:36
      Tak trochę nie na temat... Czy ktoś mógłby mi podać namiar na stronę ( strony )
      gdzie można znaleźć miejsca pochówku. Szukam grobu brata mojej babki.
      • Gość: grrrr Re: Zły mundur. Los śląski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 13:56
        Moja babcia mowila bardzo podobnie ,a ze Slaskiem nie ma nic wspolnego.
        • greg_slask Re: Zły mundur. Los śląski 21.09.05, 13:59
          Ale bardzo podobnie do czego ? Bo nie bardzo rozumiem. Pytam tylko czy ktoś nie
          wie jak szukać kogoś kto zginął: Gdzie leży ale też jednostkę itp. Wiem w sumie
          tylko tyle, że walczył w Wehrmachcie i zginął pod Monte Cassino.
          • Gość: Franzin Re: Zły mundur. Los śląski IP: 213.227.103.* 21.09.05, 17:24
            Istnieje biuro,które nazywa sie Deutsche Dienststelle( WASt). Wpisz w
            wyszukiwarce słowa WASt. Otworzy się strona na której znajdziesz informacje. Z
            tego co wiem, to może zabrać dużo czasu tej instytucji.
    • synziemi Re: Zły mundur. Los śląski 21.09.05, 21:09
      Trudno nie sympatyzowac z losem tego goscia. Ci ludzie naprawde nie mieli wyboru i byli
      wcialani do Wehrmachtu na sile. Oczywiscie noszenie hitlerowskiego uniformu to zaden powod
      do dumy ale jezeli sie nie bylo ochotnikiem to nie trzeba sie za to specjalnie kalac. Po prostu
      tak bylo i trudno. Przypomne jeszcze tylko, ze 35 procent polskich sil zbrojnych na zachodzie
      stanowili dezerterzy z Wehrmachtu (89 tysiecy ludzi). Duza czesc sposrod nich to zapewne byli
      Slazacy. Zapewne wielu innych nie dezerterowalo ze wzgledu na swoje rodziny. Niemcy zabijali
      bowiem cale rodziny dezerterow ze Slaska w akcjach odwetowych.
      • Gość: Franzin Re: Zły mundur. Los śląski IP: 213.227.103.* 21.09.05, 21:23
        Czy możesz rozwinąć przykład niemieckich działań odwetowych dotyczących rodzin
        dezerterów. Temat zupełnie mi nieznany.
        • synziemi Re: Zły mundur. Los śląski 22.09.05, 01:45
          Tak, osobiscie znam czlowieka ktorego dziadkow od strony ojca zamordowano
          wlasnie za to, ze jego ojciec zdezerterowal z Wehrmachtu i przeszedl na strone
          aliantow.
          • slezan Re: Zły mundur. Los śląski 22.09.05, 08:04
            Bardzo reprezentatywna sytuacja. Można na niej budować uogólnienia:-).
            • Gość: 602 Re: Zły mundur. Los śląski IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 24.09.05, 12:25
              Po prostu fakty. Na mitach to zazwyczaj bazujesz Ty.
              • slezan Re: Zły mundur. Los śląski 24.09.05, 17:27
                Gość portalu: 602 napisał(a):

                > Po prostu fakty. Na mitach to zazwyczaj bazujesz Ty.

                Wstrząsające. Szkoda, że dotąd nie udało Ci się tego udowodnić:-).
      • palec1 Re: Zły mundur. Los śląski 23.09.05, 03:22
        Ja, pytanie ino, czamu "zmieniali strona"
        - czy bo kochali Polska ? abo chcieli zywo i gibko dodom ?
        • Gość: 603 Re: Zły mundur. Los śląski IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 24.09.05, 12:28
          palec1 napisał:

          > Ja, pytanie ino, czamu "zmieniali strona"
          > - czy bo kochali Polska ? abo chcieli zywo i gibko dodom ?

          Nie wiem czy przejscie na strone aliantow musialo im gwarantowac powrot do domu. W wiekszosci wypadkow zazwyczaj zdawalo sie to wynikac z braku identyfikacji z walka o dana sprawe. Jak bys widzial, ze strona dla ktorej walczysz popelnia masowe morderstwa to chcialbys byc po jej stronie?
    • grba Dezerterzy 23.09.05, 09:54
      Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie liczące 228 tys. żołnierzy, miały w tej
      liczbie 89 600 dezerterów z Wehrmachtu (39,3%).
      • rico-chorzow Re: Dezerterzy 23.09.05, 10:55
        Wszyscy ze Górnego Sląska?;)))
        • grba Re: Dezerterzy 23.09.05, 11:58
          Ricusiu,
          Nadal masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Dezerterami byli Ślązacy,
          Warmiacy, Kaszubi i rzadziej Wielkopolanie. Ślązacy stanowili zdecydowaną
          większość.
          W 1943 nowy wzór niemieckiej dywizji piechoty ustalono na 12 713 żołnierzy.
          Armia niemiecka utraciła 7 dywizji, stąd brutalne represje wobec rodzin
          dezerterów.
          • Gość: Franzin Re: Dezerterzy IP: 213.227.103.* 23.09.05, 12:23
            Nie wszyscy byli dezerterami. Byli to ludzie wyciągani z obozów jenieckich. Po
            tych miejscach, czyli obozach jenieckich krążyli polscy żołnierze werbujący do
            II Korpusu i en bloc do PSZ. Skoro kilkadziesiąt tysięcy Ślązaków
            zdezerterowało to znaczy,że kilkadziesiąt tysięcy śląskich rodzin było
            represjonowanych przez Niemców. Absurd! Wskażcie niemieckie dokumenty
            swiadczące o masowej dezercji Ślązaków i niemieckich represjach. Inaczej
            dyskusja bedzie gołosłowna.
            • grba Re: Dezerterzy 23.09.05, 13:54
              Gość portalu: Franzin napisał(a):

              > Nie wszyscy byli dezerterami. Byli to ludzie wyciągani z obozów jenieckich.
              Po
              > tych miejscach, czyli obozach jenieckich krążyli polscy żołnierze werbujący
              do
              > II Korpusu i en bloc do PSZ. Skoro kilkadziesiąt tysięcy Ślązaków
              > zdezerterowało to znaczy,że kilkadziesiąt tysięcy śląskich rodzin było
              > represjonowanych przez Niemców. Absurd! Wskażcie niemieckie dokumenty
              > swiadczące o masowej dezercji Ślązaków i niemieckich represjach. Inaczej
              > dyskusja bedzie gołosłowna.


              1. Żołnierz w niewoli nie przestaje być żołnierzem, nadal obowiązuje go
              przysięga i prawo armii w której służy. Zmieniając mundur w obozie jenieckim
              dezerteruje.
              2. W PSZ zmieniano dezerterom z Wehrmachtu tożsamość.
              • Gość: Franzin Re: Dezerterzy IP: 213.227.103.* 23.09.05, 14:10
                Definicja słowa dezerter/dezercja jest inna. To o czym piszesz nazywa się
                zdrada.
          • Gość: & Re: Dezerterzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 21:42
            Jak traktowały władze okupacyjne miejscowych Niemców?

            - Teoretycznie wszyscy Niemcy mieli być uważani za obywateli Rzeszy. Ale nie
            było jasne, jak realizować ów postulat. Podwaliny stworzył Artur Greiser,
            namiestnik Kraju Warty (Wielkopolski). Dekretem z marca 1941 podzielono ludność
            pochodzenia niemieckiego na cztery grupy. Pierwszą stanowili Niemcy, którzy
            przed wojną byli czynni w niemieckich instytucjach. Drugą ci, którzy
            deklarowali się jako Niemcy, lecz nie dawali temu publicznie wyrazu. Trzecia to
            Niemcy częściowo spolonizowani, rokujący nadzieje na szybką germanizację.
            Czwarta obejmowała ludzi całkowicie spolonizowanych, którzy mogli zostać
            prawdziwymi Niemcami w ciągu dłuższego czasu.

            Pierwsza i druga grupa otrzymały niemieckie obywatelstwo. Wiązały się z tym
            prawa, ale i obowiązki - przede wszystkim służba w Wehrmachcie. Ci z trzeciej
            grupy też szli na front, ale nie mogli pełnić funkcji dowódczych, a w cywilu
            nie mogli być urzędnikami. Czwarta grupa była w pewnej mierze w
            najwygodniejszej sytuacji, bo miała wyższe niż Polacy przydziały żywnościowe, w
            zasadzie nie podlegała wysiedleniom i - z wyjątkiem końcowego okresu wojny -
            nie szła na front. Później te zasady przyjęto na wszystkich terenach włączonych
            do Rzeszy.

            Jak silny był nacisk na podpisywanie volkslisty?

            - Największy był na Pomorzu. Alfred Forster, namiestnik prowincji Gdańsk-Prusy
            Zachodnie, postanowił całkowicie zniemczyć Pomorze w ciągu dziesięciu lat.
            Dobrowolnie volkslistę podpisało 190 tys. osób, ale Forster uznał, że to za
            mało. Na początku 1942 r. zmusił do przyjęcia volkslisty ponad 700 tys. osób.
            Zaliczono je głównie do trzeciej kategorii.

            Jak zmuszano opornych?

            - Groźbami wysiedlenia do Generalnego Gubernatorstwa, rozmaitymi szykanami, a
            nawet wysłaniem do obozu. To poskutkowało. Ludzie byli zmęczeni okupacją.
            Proszę pamiętać, że to był jeszcze czas niemieckich zwycięstw. W Bydgoszczy
            volkslistę przyjęła większość mieszkańców.

            Podobnie było na Śląsku, gdzie władzom zależało nie tyle na szybkiej
            germanizacji, ile na spokoju i zapewnieniu wydajności tamtejszego przemysłu. Na
            listę niemiecką - przeważnie do trzeciej i czwartej grupy - wciągnięto ponad
            milion osób. Ponad 400 tys. podpisało volkslistę w Wielkopolsce i w Łódzkiem;
            ponad 40 tys. w okręgu ciechanowskim. Tak więc na terenach włączonych do Rzeszy
            było około 2,5 mln volksdeutschów. Nieco powyżej 900 tys. zaliczono do grupy
            pierwszej i drugiej. Było to niedalekie od liczby Niemców, którzy przed wojną
            deklarowali posługiwanie się językiem niemieckim.

            Niektórzy Polacy wcieleni do armii niemieckiej zasilili później armię Andersa.
            Ilu ich było?

            - Do armii Andersa wstąpiło kilkadziesiąt tysięcy byłych niemieckich żołnierzy.
            Do polskiej armii na Wschodzie - ok. 2 tys.
          • rico-chorzow Re: Dezerterzy 24.09.05, 12:32
            grba napisał:

            > Ricusiu,
            > Nadal masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Dezerterami byli Ślązacy,
            > Warmiacy, Kaszubi i rzadziej Wielkopolanie. Ślązacy stanowili zdecydowaną
            > większość.
            > W 1943 nowy wzór niemieckiej dywizji piechoty ustalono na 12 713 żołnierzy.
            > Armia niemiecka utraciła 7 dywizji, stąd brutalne represje wobec rodzin
            > dezerterów.


            Panie Grbusiu,gdzie są te - brutalne represje wobec rodzin
            dezerterów(dziesiątki,czy nawet setki tysiący?) -,będziemy się opierać na
            wypowiedzi Syna Ziemi?,Pan znowu robi z poważnego tematu podróżniczo-przygodową
            książkę dla 8-12-latków,tylko proszę nie zapomnieć,ci też wyrastają.
            • synziemi Re: Dezerterzy 24.09.05, 12:34
              Ilu znales dezerterow badz potomkow dezerterow z Wehrmachtu? Ja znalem przynajmniej jednego i na jego wspomnieniach sie opieram.
              • rico-chorzow Re: Dezerterzy 24.09.05, 13:05
                No...,to wejdzie Pan do nowej historii z tym 1,gratuluję.Ja znam wypowiedzi
                kilkunastu,łącznie z dezercją,tylko o represjach wobec rodzin nie słyszałem(może
                odebrano kartki żywnościowe),ale których nie wykluczam,jednak przy takiej ilości
                dezerterów jak p.Grbuś i inne książki podają,to 90%
                Górnoślązaków(rodzin)musiałoby wylądować w Auschwitz,sądzę,to byłoby TAK
                głośne,że słyszelibyśmy o tym po dzisiaj,i to bez głośników.
                • arnold7 Re: Dezerterzy 24.09.05, 13:07
                  Represje wobec Gornoslazakow oczywiscie byly, i to szeroko stosowane przez
                  panstwo polskie po "wyzwoleniu" Slaska.
                  • Gość: van deer Re: Dezerterzy IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 24.09.05, 13:12
                    arnold7 napisał:

                    > Represje wobec Gornoslazakow oczywiscie byly, i to szeroko stosowane przez
                    > panstwo polskie po "wyzwoleniu" Slaska.

                    Przepraszam, ze sie wtrace: co masz na mysli piszac "szeroko"?
                    To, ze dotyczyc mialy niemal kazdej rodziny? Czy chodzilo moze o wielorakosc
                    sposobow represjonowania? Przyznasz, ze oba sposoby rozumowania sie nasuwaja.
                    • arnold7 Re: Dezerterzy 24.09.05, 13:14
                      Gość portalu: van deer napisał(a):

                      > arnold7 napisał:
                      >
                      > > Represje wobec Gornoslazakow oczywiscie byly, i to szeroko stosowane prze
                      > z
                      > > panstwo polskie po "wyzwoleniu" Slaska.
                      >
                      > Przepraszam, ze sie wtrace: co masz na mysli piszac "szeroko"?
                      > To, ze dotyczyc mialy niemal kazdej rodziny? Czy chodzilo moze o wielorakosc
                      > sposobow represjonowania? Przyznasz, ze oba sposoby rozumowania sie nasuwaja.

                      Bo oba maja sie nasuwac.

                      • Gość: van deer Re: Dezerterzy IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 24.09.05, 13:20
                        > Bo oba maja sie nasuwac.

                        Tak tez przypuszczalem, ale wolalem sie upewnic.

                        Bedac dalej zlym panem czepialskim dodam jedynie, ze zdanie "Represje wobec
                        Gornoslazakow oczywiscie byly (...)" wprowadza zalozenie istnienia zjawiska
                        co najwyzej marginalnego, przynajmniej tak ja to odebralem. Nie mnie zreszta
                        oceniac czy skala jednych zbrodni jest wieksza od tych drugich, i czy
                        zbiorowosc zbiorowa ma u jednych obowiazywac a u drugich - nie.

                        Tego rodzaju zabawy juz tu byly przeprowadzane z mizernym dosc skutkiem.
                        Owocnych dyskusji zatem zycze.
                        • Gość: van deer Re: Dezerterzy IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 24.09.05, 13:22
                          Miala byc odpowiedzialnosc zbiorowa, a nie zbiorowosc zbiorowa.
                          (zamyslilem sie)
                    • rico-chorzow Re: Dezerterzy 24.09.05, 13:18
                      Prosto,za nieprzyjęcie munduru polskiego wędrowało się do obozu,jak
                      Oświemcim,Jaworzno,i przy aprobacie władz polskich,wywożono tych ludzi do
                      przyjaciela.
              • stefan_ems Re: Dezerterzy 24.09.05, 13:24
                synziemi napisał:

                > Ilu znales dezerterow badz potomkow dezerterow z Wehrmachtu? Ja znalem przynaj
                > mniej jednego i na jego wspomnieniach sie opieram.
                >

                I to wystarczy, by uogólniać? Sądzisz, że Rico nie wie, co się działo w jego
                regionie w tamtym czasie?

                Na serwer wrzuciłem zdjęcia mojego oupy, które zrobił podczas wojny:
                republika.pl/franz_buhl
                Wszystko wiecie drodzy synziemi i grba, więc odpowiedzcie mi proszę:
                1) Był Polakiem, Niemcem czy Ślązakiem
                2) Był wcielony, czy poszedł ochotniczo do Wermachtu?
                3) Czy wolałby może walczyć w polskim mundurze?
                4) Jaki był jego los po wojnie?
                5) Czy rodzina był szykanowana przez polską, czy niemiecką stronę?
                6) ...
                Chętnie dowiem się czegoś więcej. ;-)
                Pzdr.
                • Gość: George Hedgehog Re: Dezerterzy IP: *.claranet.co.uk 24.09.05, 13:33
                  > Diensteintritt
                  Co to znaczy? Sluzba wojskowa? Nie znam niemieckiego.
                  ----
                  "Jak może istnieć naród który nie ma swojego języka?" napisal hierowski 30.08.2005
                  • stefan_ems Re: Dezerterzy 24.09.05, 13:37
                    Data wcielenia do wojska
                    • Gość: George Hedgehog Dzieki ! n/t IP: *.claranet.co.uk 24.09.05, 13:45
                • arnold7 Re: Dezerterzy 24.09.05, 13:45
                  Fajne bildy Stefan, nasza historia, obejetnie jak by jej nie oceniac.


                  • stefan_ems Re: Dezerterzy 24.09.05, 13:53
                    arnold7 napisał:

                    > Fajne bildy Stefan, nasza historia, obejetnie jak by jej nie oceniac.

                    Dokładnie. Typowe losy młodych mężczyzn z Górnego Śląska w tym okropnym czasie.
                    Opowiadał, że z co drugim w jego Truppenteile można było "pogoudać".
      • slezan Re: Dezerterzy 23.09.05, 18:21
        Wielu Górnoślązaków miało dośc oleju w gowie, by nie dac się zabić za II RP i
        za III Rzeszę. Wiali z wojska polskiego w 1939, a z niemieckiego pod koniec
        wojny. Sanacja nie była warta, by za nią umierać, a naziści tym bardziej.
        • Gość: Franzin Re: Dezerterzy IP: 213.227.103.* 23.09.05, 19:35
          Niestety nie wszystkim to się udało. Dali głowę w wojnie,która ich nie
          dotyczyła.
        • Gość: black Re: Dezerterzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 21:05
          hehehe, wiali z polskiego wojska do niemieckiego bo nie myśleli że bądą za
          Hitlera umierać? Woleli zabijać Polaków puki co. Swołocz taka, nie ma co.

          Jeśli tak rozumowali jak ty to tu przedstawiasz, żadnego szacunku dla nich.
        • grba Re: Dezerterzy 23.09.05, 21:08
          slezan napisał:

          > Wielu Górnoślązaków miało dośc oleju w gowie, by nie dac się zabić za II RP i
          > za III Rzeszę. Wiali z wojska polskiego w 1939, a z niemieckiego pod koniec
          > wojny. Sanacja nie była warta, by za nią umierać, a naziści tym bardziej.


          Wybacz, ale twoja teza nie odpowiada prawdzie.
          Zapominasz o Ślązakach niemieckich patriotach, którzy szczerze służyli III
          Rzeszy; pomijasz tych Ślązaków, którzy z równym zaangażowaniem służyli Polsce,
          po prostu Polsce, wkładając polski mundur. Każdy Ślązak to dekownik? Odważnie
          napisane.
          Balcio ostatnio palną, że gen. Maczek to morderca.
          Szkoda, że nie wie, kim było wielu żołnierzy Maczka; kim był kierowca czołgu
          gen. Maczka. Kierowca czołgu dowódcy I DP, bardzo odpowiedzialne stanowisko...
          • ramon6 Re: Dezerterzy 23.09.05, 21:19
            grba napisał:



            > Balcio ostatnio palną, że gen. Maczek to morderca.
            > Szkoda, że nie wie, kim było wielu żołnierzy Maczka; kim był kierowca czołgu
            > gen. Maczka. Kierowca czołgu dowódcy I DP, bardzo odpowiedzialne stanowisko...
            Ballest przytoczyl tylko i wylacznie cytat jednego z polskich historykow, ktory
            podobno na tym terenie dosc obeznany jest.
            • Gość: black Re: Dezerterzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 21:29
              Czy ten "polski historyk" napisał też, że gen. Maczek był mordercą? A może to
              wtącił już herr ballest? Ramon jak długo jeszcze.....
              • Gość: George Hedgehog artykul dla blacka :))) IP: *.claranet.co.uk 24.09.05, 07:02
                www.niniwa2.cad.pl/czwartosz_zwyciezcow.htm
                "Żadne z czterech głównych sił zbrojnych walczących na Zachodzie (USA, Wielka Brytania, Kanada i Polska) nie osądziły ani nawet do końca nie opisały wszystkich swoich przestępstw poczynionych na obywatelach niemieckich. Do wyjaśnienia pozostaje choćby, co stało się z ok. 1 200 jeńców polskiej 1. Dywizji Pancernej pod Chambois. Los tych ludzi na kartach wspomnień kadry dowódczej dywizji (gen. Franciszka Skibińskiego i płk. Władysława Deca) jest albo przemilczany, albo też niejasny. Opisuje go za to amerykański historyk Stephen E. Ambrose. Jeśli ma on rację, najprawdopodobniej ciąży na nas popełnienie jednej z największych jednorazowych alianckich zbrodni na europejskim teatrze działań wojennych.
                W opublikowanej w 1997 r. książce "Citizen Soldiers" (wyd. polskie "Obywatele w mundurach", 2000 r.) Ambrose przytacza relację kapitana US Army Watersa, który miał odebrać od polskich pancerniaków ok. 1,5 tys. jeńców z kotła pod Falaise. Odebrał ich ok. 200. Eskortujący ich polski kapitan miał oświadczyć, iż reszta została rozstrzelana, a na ostatnich dwustu zabrakło już amunicji. Jedynie gen. Franciszek Skibiński zdecydował się przyznać w swoich wspomnieniach, że w pewnej chwili kwestia jeńców wyrwała się Polakom spod kontroli, ale wspomina on inne miejsce i czas niż Waters.
                Ambrose’a można lubić lub nie, jednak przy jego metodach badań i weryfikacji faktów, doświadczeniu i ostrożności wobec relacji kombatantów zazwyczaj brak jest chętnych do podważania efektów pracy amerykańskiego historyka i polemizowania z nim. Ambrose nie komentuje ani nie ocenia tego zdarzenia z historii polskiej 1. DPanc., bo taką właśnie kulturę reprezentuje jego pisarstwo. Poznając historię II wojny, trzeba pamiętać, że nie zawsze jej oblicze jest czarno-białe. Zwycięzców nikt nie sądzi – a szkoda."

                -----
                "Jak może istnieć naród który nie ma swojego języka?" napisal hierowski 30.08.2005
          • Gość: Franzin Re: Dezerterzy IP: 213.227.103.* 23.09.05, 21:27
            Zapomniałeś Grba o Slązakach, którzy mieli w głebokim poważaniu cały ten
            bajzel. Którym jedna lub druga strona wciskała w ręce karabin,żeby zabijali,
            swoich polskich i niemieckich sąsiadów.
            • Gość: black Re: Dezerterzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 21:38
              Co ty pie..sz, Polacy nie chcieli zabijać niemieckich sasiadów, w
              przeciwieństwie do niemieckich sąsiadów, co za piepszony kit tu wciskasz?

              Zrównujesz napastnika z napadniętym, dajesz im równą odpowiedzialność?
              • Gość: Franzin Re: Dezerterzy IP: 213.227.103.* 23.09.05, 21:44
                Synku uwazaj na słownictwo. Moi dziadowie trzymali chamstwo w czworakach. Bo
                tam było jego miejsce.
                • Gość: black Re: Dezerterzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 21:53
                  Moi dziadkowie chmastwo walili po mordach, więc też uważaj.
          • slezan Re: Dezerterzy 23.09.05, 21:45
            Nie, nie zapominam. Napisałem "wielu", a nie "wszyscy". Byli tacy, którzy
            służyli z przekonaniem. Poza tym dezerter to nie dekownik. Dezerter ryzykuje, a
            nie kryje się za plecami innych. Co do Maczka - niema chyba znacznie kto u
            niego służył? Jeżeli faktycznie ponosi odpowiedzialność za śmierć tamtych
            jeńców, to parę szkół powinno zmienić patrona.
    • Gość: Pit Dlaczego złye mundury ? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.05, 13:36
      Były z dobrego materiału i bardzo solidnie uszyte. Powastańcy w Warszawie
      bardzo je sobie cenili.
      • stefan_ems Re: Dlaczego złye mundury ? 24.09.05, 13:38
        Gość portalu: Pit napisał(a):

        > Były z dobrego materiału i bardzo solidnie uszyte. Powastańcy w Warszawie
        > bardzo je sobie cenili.

        ;-)))
      • Gość: George Hedgehog Re: Dlaczego złye mundury ? IP: *.claranet.co.uk 24.09.05, 13:41
        Gość portalu: Pit napisał(a):

        > Były z dobrego materiału i bardzo solidnie uszyte. Powastańcy w Warszawie
        > bardzo je sobie cenili.
        Czesc Pit ! Milo Cie widziec. :-)
        Co do mundurow - babka wspominala mi, ze jak ktos powolany do wojska przyjechal na przepustke, to budzil podziw pieknym mundurem ;) .

        ----
        "Jak może istnieć naród który nie ma swojego języka?" napisal hierowski 30.08.2005
        • Gość: Pit Re: Dlaczego złye mundury ? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.05, 13:50
          Witaj George !!!

          Milo mi spotakc znowu Ciebie. A mundury rzeczywiscie byly dobre i cenione nie
          tylko za "fason" ale co wazne jakosc.

          Ale czemu cytujesz Hierowskiego?
          • Gość: George Hedgehog Re: Dlaczego złye mundury ? IP: *.claranet.co.uk 24.09.05, 13:57
            > Ale czemu cytujesz Hierowskiego?
            Ironia :-) .

            ----
            "Jak może istnieć naród który nie ma swojego języka?" napisal hierowski 30.08.2005
            • Gość: Pit Re: Dlaczego złye mundury ? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.05, 14:08
              Gość portalu: George Hedgehog napisał(a):

              > > Ale czemu cytujesz Hierowskiego?
              > Ironia :-) .
              >
              > ----
              > "Jak może istnieć naród który nie ma swojego języka?" napisal hierowski 30.08.
              > 2005

              Wiesz co, sie chyba nie myle ze Ferenc List, wcale nie znal wegierskiego a byl
              Wegrem. Gen J. H. Dabrowski takze nie uzywal polskiego ino O zgrozo !!!
              niemieckiego. O przypadku wiekszosci Irishow nie wspomne.....


              Pozdr !!!!
              • Gość: George Hedgehog Re: Dlaczego złye mundury ? IP: *.claranet.co.uk 24.09.05, 14:32
                Korczak Ziołkowski - tworca pomnika Szalonego Konia uwazal sie za Polaka, choc nie umial po polsku. Co do Dabrowskiego, to slyszalem, ze jak sie zdenerwowal to klal po niemiecku :).
                ----
                "Jak może istnieć naród który nie ma swojego języka?" napisal hierowski 30.08.2005
              • grba Re: Dlaczego złye mundury ? 24.09.05, 16:17
                Gość portalu: Pit napisał(a):

                > Gość portalu: George Hedgehog napisał(a):
                >
                > > > Ale czemu cytujesz Hierowskiego?
                > > Ironia :-) .
                > >
                > > ----
                > > "Jak może istnieć naród który nie ma swojego języka?" napisal hierowski 3
                > 0.08.
                > > 2005
                >
                > Wiesz co, sie chyba nie myle ze Ferenc List, wcale nie znal wegierskiego a
                byl
                > Wegrem. Gen J. H. Dabrowski takze nie uzywal polskiego ino O zgrozo !!!
                > niemieckiego. O przypadku wiekszosci Irishow nie wspomne.....
                >
                >
                > Pozdr !!!!

                Nie wiem czy wiesz, ale zdarza się, że ludzie potrafią dobrze mówić kilkoma
                językami.
                Nasz bohater narodowy Dąbrowski, miał matkę Niemkę, żonę Niemkę, kształcił się
                w Niemczech i podobnie jak ojciec służył początkowo w armii saskiej. Języka
                niemieckiego nauczył się jednak dopiero w szkole będąc nastolatkiem. Jego
                polszczyzna nie była wzorową, ale przypominam były to czasy, kiedy ludzie
                najczęściej mówili dzialektami regionalnymi, a nie językiem "radiowo-
                telewizyjnym".
                Liszt matka była niemiecką Austriaczką i wierzcie mi Ferenc znał węgierski.



                • rico-chorzow Re: Dlaczego złye mundury ? 24.09.05, 16:41
                  grba napisał:


                  > Nie wiem czy wiesz, ale zdarza się, że ludzie potrafią dobrze mówić kilkoma
                  > językami.
                  > Nasz bohater narodowy Dąbrowski, miał matkę Niemkę, żonę Niemkę, kształcił się
                  > w Niemczech i podobnie jak ojciec służył początkowo w armii saskiej. Języka
                  > niemieckiego nauczył się jednak dopiero w szkole będąc nastolatkiem. Jego
                  > polszczyzna nie była wzorową, ale przypominam były to czasy, kiedy ludzie
                  > najczęściej mówili dzialektami regionalnymi, a nie językiem "radiowo-
                  > telewizyjnym".
                  > Liszt matka była niemiecką Austriaczką i wierzcie mi Ferenc znał węgierski.


                  He,he,he,ciekawe,bardzo ciekawe,śpiewa się Mazurek Dąbrowskiego,he,he,he,Mazurów
                  w Polsce nie ma,bo ich sprzedali.......(ok.5000 zostało),a sam Dąbrowski,ten
                  biedny,z dialektem regionalnym?,he,he,he

                  Panie Grbusiu,kto to jest niemiecka Austryjaczka?;)))he,he,he.
                  • grba Jak zwykle Ricusiu dużo gadałeś 24.09.05, 17:37
                    a nic nie powiedziałeś
                    • arnold7 Re: Jak zwykle Ricusiu dużo gadałeś 24.09.05, 17:46
                      grba napisał:

                      > a nic nie powiedziałeś

                      Bardzo subiektywne to pana odczucie, tow. grba. Moze jednak personalnie to pan
                      sie odforumuje od Rica?
                      • grba Re: Jak zwykle Ricusiu dużo gadałeś 24.09.05, 18:23
                        arnold7 napisał:

                        > grba napisał:
                        >
                        > > a nic nie powiedziałeś
                        >
                        > Bardzo subiektywne to pana odczucie, tow. grba. Moze jednak personalnie to
                        pan
                        > sie odforumuje od Rica?
                        >
                        >

                        Jesteś Genose czy Parteigenose, że tak mnie tytułujesz?
                        • arnold7 Re: Jak zwykle Ricusiu dużo gadałeś 24.09.05, 18:25
                          Kolejna paua ze sztuki propagandy tow. grba.

                          • grba Re: Jak zwykle Ricusiu dużo gadałeś 24.09.05, 18:39
                            arnold7 napisał:

                            > Kolejna paua ze sztuki propagandy tow. grba.
                            >

                            Sensei Arnold uczyć propaganda w swoim dojo?
                            • arnold7 Re: Jak zwykle Ricusiu dużo gadałeś 24.09.05, 18:59
                              grba napisał:

                              > arnold7 napisał:
                              >
                              > > Kolejna paua ze sztuki propagandy tow. grba.
                              > >
                              >
                              > Sensei Arnold uczyć propaganda w swoim dojo?

                              Ja nie uczyc, to tow. grba probowac.

                        • Gość: George Hedgehog Genose ? IP: *.www-cache.demon.co.uk 25.09.05, 11:32
                          > Jesteś Genose czy Parteigenose,
                          Nie znam niemieckiego, ale to sie chyba pisze "genosse".
                          -----
                          "Jak może istnieć naród który nie ma swojego języka?" napisal hierowski 30.08.2005
                          • rico-chorzow Re: Genose ? 25.09.05, 11:51
                            Przecież mógł się trochę pomylić,nasz teraźniejszy Slązak,mnie więcej interesuje
                            definicja - niemiecka Austryjaczka -,osobiście bałbym się Austryjakowi
                            powiedzieć że jest Niemcem,no...nie wiem co z tego wyniknie,ale p.Grbuś zna
                            pewnie inne wytłumaczenie podróżniczo-przygodowe.
                            • grba Re: Genose ? 25.09.05, 12:30
                              rico-chorzow napisał:

                              > Przecież mógł się trochę pomylić,nasz teraźniejszy Slązak,mnie więcej
                              interesuj
                              > e
                              > definicja - niemiecka Austryjaczka -,osobiście bałbym się Austryjakowi
                              > powiedzieć że jest Niemcem,no...nie wiem co z tego wyniknie,ale p.Grbuś zna
                              > pewnie inne wytłumaczenie podróżniczo-przygodowe.


                              George zauważył. Reszta milczała. Ricusiu, Francuzi powiedzieliby o tej
                              reszcie: "mądry na schodach".
                              "Austriak" wtedy znaczyło przynależność państwową. Bycie Austriakiem nie
                              oznaczało, że jest się tylko Niemcem, monarchia, jak ci nie wiadomo, była wtedy
                              wielonarodowa.
                              • rico-chorzow Re: Genose ? 25.09.05, 13:14
                                grba napisał:

                                > rico-chorzow napisał:
                                >
                                > > Przecież mógł się trochę pomylić,nasz teraźniejszy Slązak,mnie więcej
                                > interesuj
                                > > e
                                > > definicja - niemiecka Austryjaczka -,osobiście bałbym się Austryjakowi
                                > > powiedzieć że jest Niemcem,no...nie wiem co z tego wyniknie,ale p.Grbuś z
                                > na
                                > > pewnie inne wytłumaczenie podróżniczo-przygodowe.
                                >
                                >
                                > George zauważył. Reszta milczała. Ricusiu, Francuzi powiedzieliby o tej
                                > reszcie: "mądry na schodach".
                                > "Austriak" wtedy znaczyło przynależność państwową. Bycie Austriakiem nie
                                > oznaczało, że jest się tylko Niemcem, monarchia, jak ci nie wiadomo, była wtedy
                                >
                                > wielonarodowa.


                                Gdybym musiał milczeć nad pańskimi błędami,które zauważyłem,to nie
                                wypowiedziałbym jednego słowa,austryjacko-niemiecki Grbusiu;))

                                Ten dolno-saksoński język,jeden z najlepszych przykładów do milczenia,Grbusiu.;)))
                            • sss9 Re: Genose ? ricuś nawróć balcia ! :))) 25.09.05, 14:32
                              rico-chorzow napisał:

                              > Przecież mógł się trochę pomylić,nasz teraźniejszy Slązak,mnie więcej interesuj
                              > e
                              > definicja - niemiecka Austryjaczka -,osobiście bałbym się Austryjakowi
                              > powiedzieć że jest Niemcem,no...nie wiem co z tego wyniknie,ale p.Grbuś zna
                              > pewnie inne wytłumaczenie podróżniczo-przygodowe.

                              twój guru ballest, tak oto naucza :
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=27969565&a=27969565
                              więc zdecyduj się ricuś, nieboraku (podobnie jak twój kamrat balcio) Austriacy
                              to Niemcy, czy niy ? :)))
                              • rico-chorzow Re: Genose ? ricuś nawróć balcia ! :))) 25.09.05, 18:05
                                sss9 napisał:

                                > rico-chorzow napisał:
                                >
                                > > Przecież mógł się trochę pomylić,nasz teraźniejszy Slązak,mnie więcej int
                                > eresuj
                                > > e
                                > > definicja - niemiecka Austryjaczka -,osobiście bałbym się Austryjakowi
                                > > powiedzieć że jest Niemcem,no...nie wiem co z tego wyniknie,ale p.Grbuś z
                                > na
                                > > pewnie inne wytłumaczenie podróżniczo-przygodowe.
                                >
                                > twój guru ballest, tak oto naucza :
                                > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=27969565&a=27969565
                                > więc zdecyduj się ricuś, nieboraku (podobnie jak twój kamrat balcio) Austriacy
                                > to Niemcy, czy niy ? :)))



                                Nic prostszego jak iść na strony .at i się ich samych zapytać,OO,oświecone
                                SS-siątko,chyba proste?
                                • grba Re: Genose ? ricuś nawróć balcia ! :))) 26.09.05, 10:27
                                  rico-chorzow napisał:

                                  > sss9 napisał:
                                  >
                                  > > rico-chorzow napisał:
                                  > >
                                  > > > Przecież mógł się trochę pomylić,nasz teraźniejszy Slązak,mnie więc
                                  > ej int
                                  > > eresuj
                                  > > > e
                                  > > > definicja - niemiecka Austryjaczka -,osobiście bałbym się Austryja
                                  > kowi
                                  > > > powiedzieć że jest Niemcem,no...nie wiem co z tego wyniknie,ale p.G
                                  > rbuś z
                                  > > na
                                  > > > pewnie inne wytłumaczenie podróżniczo-przygodowe.
                                  > >
                                  > > twój guru ballest, tak oto naucza :
                                  > > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=27969565&a=27969565
                                  > > więc zdecyduj się ricuś, nieboraku (podobnie jak twój kamrat balcio) Aust
                                  > riacy
                                  > > to Niemcy, czy niy ? :)))
                                  >
                                  >
                                  >
                                  > Nic prostszego jak iść na strony .at i się ich samych zapytać,OO,oświecone
                                  > SS-siątko,chyba proste?

                                  Ricusiu,

                                  Popełniasz błąd. Dzieci uczące się historii muszą dowiedzieć, że użycie w
                                  bitwie pod Grunwaldem karabinu maszynowego było nie możliwe.
                                  Austriacy są paradoksalnie świeżym narodem. Dopiero przegrana III Rzeszy,
                                  zjednoczenie austriackich stref okupacyjnych i neutralność uczyniły z
                                  Austriaków naród. Wcześniej w starych statystykach z czasów Franciszka Józefa I
                                  występują po prostu jako NIEMCY.

                                  grba


                                  • rico-chorzow Re: Genose ? ricuś nawróć balcia ! :))) 26.09.05, 10:44
                                    Proszę,i to dokładnie zdefiniować pojęcie historycznie - Niemcy -,tylko
                                    proszę,nie odwołuj się Pan do znienawidzonego przez Pana Bismarcka,a propos
                                    karabinu maszynowego pod Grunwaldem,no....może różne daty pomogą.....temu
                                    karabinowi maszynowemu,padł jakiś pański przodek w gradzie tych kul?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka