master_in_lunacy
15.11.05, 08:10
facet był w trudnej sytacji albo czapa od Niemców, albo wydanie AKowców,
gdyby nie zdradził byłby bohaterm jak filmowy Hans Klos,
niestety pękł...
''W Krakowie IPN oskarżył o zbrodnię nazistowską i udział w dokonanym przez gestapo w 1944 roku zabójstwie ośmiu osób z oddziału Armii Krajowej w Makowie Podhalańskim 84-letniego Piotra W. ze Śląska
Oskarżonemu zarzucono przestępstwo z rzadko już stosowanego dekretu PKWN "o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy" z 1944 roku, za które grozi mu kara dożywocia. Odnalezienie podejrzanego i postawienie mu zarzutów było możliwe dzięki poszukiwaniom syna jednej z ofiar, w momencie tragedii - kilkuletniego chłopca.
Zdaniem IPN, Piotr W., idąc na rękę władzy państwa niemieckiego, brał udział w 1944 roku w zabójstwie ośmiorga członków i współpracowników oddziału AK w Makowie Podhalańskim Wenancjusza Zycha, ps. "Dziadek".
Jak powiedziała prokurator Izabela Niezgoda z Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu krakowskiego oddziału IPN, sprawa zbrodni była głośna i żywa w Makowie. Świadkowie obciążali nią członka oddziału AK, pochodzącego ze Śląska i dlatego nazywanego "Hanysem". Zdezerterował on z Wehrmachtu i dzięki mundurowi oraz znakomitej niemczyźnie brał udział w wielu akcjach oddziału.
Nikt nie znał jednak tożsamości "Hanysa". Dopiero analiza materiałów, zgromadzonych do książki o działaniach AK na Śląsku, doprowadziła syna ofiary do ustalenia jego personaliów.
Według ustaleń IPN, aresztowany w kwietniu 1944 roku Piotr W. załamał się podczas śledztwa w zakopiańskim Palace - nazywanym katownią Podhala - i podał gestapo nazwiska członków i współpracowników oddziału AK ęDziadka". W lipcu wskazywał ich podczas akcji gestapo, w której zatrzymano kilkadziesiąt osób, on też potem w budynku magistratu dokonywał selekcji zatrzymanych.
Osiem z tych osób zostało w sierpniu rozstrzelanych w obozie koncentracyjnym w Krakowie - Płaszowie.
Przesłuchani przez IPN świadkowie rozpoznali po 60 latach "Hanysa" i potwierdzili, iż wskazywał on gestapowcom domy AK-owców i dokonywał selekcji w magistracie. Wśród świadków była też kobieta, z którą "Hanysa" łączyły wtedy bliskie stosunki i która została razem z nim aresztowana, ale z którą nie spotkali się już po wojnie.
Mężczyzna mieszka na Śląsku, przy ulicy nazwanej imieniem jego dwóch braci, żołnierzy AK, bohaterów wojennych, zgilotynowanych w 1944 roku w hitlerowskim więzieniu. Nie przyznał się do winy.
Był członkiem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Jego dane znalazły się w przygotowywanej do publikacji książce o dziejach AK na Śląsku. Tak dotarł do niego syn ofiary. Swoje informacje przekazał do rzecznika dyscyplinarnego ŚZŻAK i do IPN.
Krakowski oddział IPN korzystał w śledztwie z materiałów rzecznika dyscyplinarnego.
W 2003 r. Sąd Najwyższy ostatecznie utrzymał wyrok ośmiu lat więzienia dla 80-letniego Henryka Mani za pomoc hitlerowcom w mordowaniu Żydów w obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem. Był to pierwszy proces o zbrodnie hitlerowskie w Polsce od 1973 r.''
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3014084.html