ballest
26.01.06, 07:07
"Policjant oskarża swojego szefa o mobbing
Anna Malinowska 25-01-2006 , ostatnia aktualizacja
Były oficer policji oskarża swojego szefa o mobbing. Nie mógł znieść jego
wulgaryzmów. Policjanci się śmieją: - U nas k...wy są na porządku dziennym
Zbigniewowi M., byłemu oficerowi Centralnego Biura Śledczego w Bielsku-
Białej, nie podobał się język, jakiego używał naczelnik Henryk Sz., jego
przełożony. Nie podobały mu się wulgaryzmy na "k" i na "ch". Poczuł się
mobbingowany, napisał raport i wywołał burzę. Sprawą zajęła się Prokuratura
Okręgowa w Częstochowie. - Sprawy o mobbing są bardzo trudne, bo gdzie jest
granica między dozwoloną stanowczością szefa a odczuciem pracownika, że jest
szykanowany? - pyta Romuald Basiński, rzecznik częstochowskiej prokuratury.
Jeśli zarzuty Zbigniewa M. się potwierdzą, będzie to jeden z nielicznych
przypadków w kraju, gdy policjant odpowie z nękanie podwładnego krwistymi
określeniami.
Policjanci z bielskiego CBŚ mówią, że ich szef potrafi być ostry, ale policja
to nie miejsce, gdzie używa się kulturalnych słówek i zaprasza wzajemnie na
herbatę.
Zapytaliśmy w jednym z katowickich komisariatów o język, jakim posługują się
policjanci. - Gadamy z różnymi mętami, ludźmi z półświatka. Przecież jak
powiem: "Proszę pana, czy byłby pan tak uprzejmy i odpowiedział na parę
pytań", to mi się roześmieje w nos. Zrozumie za to, jak powiem: "Słuchaj,
ch..., nie widziałeś, jak ten po..b zaj....ł tę torebkę?". Wulgarny język
wchodzi w krew, to stały element naszej pracy - mówi jeden z policjantów.
Z wulgaryzmami oswojone są nawet policjantki. - Na przekleństwa już dawno
przestałam zwracać uwagę. K...wy są u nas na porządku dziennym. Ja to
rozumiem, bo jakoś trzeba wyładować emocje, które są związane z naszą pracą.
Gdybyśmy mieli talerze, pewnie byśmy je tłukli. Twierdzenie, że wiązanki nie
przystoją funkcjonariuszom, to hipokryzja - mówi policjantka z
kilkunastoletnim stażem.
Krzysztof Hajdas z biura prasowego Komendy Głównej Policji nie przypomina
sobie zapisu, który wprost zakazywałby policjantom używania wulgaryzmów, ale
jest przekonany, że nie powinni używać w pracy krwistych przekleństw.
Policjanci, z którymi rozmawialiśmy, za nic w świecie nie przyznaliby się
publicznie, że używają wulgaryzmów. Nie mogą ich też stosować w oficjalnych
notatkach i dokumentach.
Prokuratorom, którzy zajmują się sprawą o nękanie wulgaryzmami, mogliby pomóc
językoznawcy. Prof. Edward Polański, członek Rady Języka Polskiego, radzi, by
zawsze spojrzeć na sposób używania wulgarnych słów. - Stosowane jako
przerywnik, np. "Ale, k..., zimno", nie naruszają dóbr osobistych. Inaczej
jest, gdy przekleństwo kierujemy pod adresem konkretnej osoby, np. "Ty ch..,"
albo "Ty k...". Wtedy możemy mówić o formie poniżenia i mobbingu - mówi prof.
Polański. Przyznaje, że tolerancja dla wulgaryzmów jest dzisiaj o wiele
większa niż jeszcze kilka lat temu. - Sam znam kilku wybitnych językoznawców,
którzy w przeklinaniu nie widzą nic złego - mówi profesor.
Policjanci w polskim filmie
Po wojnie policjanci przez długi czas byli wręcz piewcami doskonałej
polszczyzny. Początek lat 90. pokazał, że rzeczywistość jest inna. W "Psach"
Pasikowskiego słyszymy:
Przełożony: - Stopczyk, co wy tam palicie?
Stopczyk: - Ja? Radomskie... ale jak pan major woli, to Franz ma Camele.
Przełożony: - Co ty pier...sz za uszami Stopczyk... na wysypisku co palicie
po nocach?
Stopczyk: - A takie tam szpargały (...)
Przełożony: - Stopczyk, wy wyżej wała nie podskoczycie, to nie róbcie sobie
jaj. Panowie mówią, że akta palicie..."