slask15071920
17.08.08, 10:43
na tle sytuacji politycznej w międzywojennym województwie śląskim
W sierpniu mijają kolejne rocznice nominacji Michała Grażyńskiego na
stanowisko wojewody śląskiego (28.08.1926) oraz śmierci Wojciecha
Korfantego (17.08.1939), co daje okazję do przypomnienia sytuacji
politycznej województwa śląskiego, zdominowanej przez konflikt
pomiędzy tymi dwoma politykami.
Konflikt ten miał swój początek podczas II powstania polskiego na
Górnym Śląsku. Wobec pewnych sukcesów militarnych powstańców oraz
wywołanego równolegle strajku generalnego, doszło do niemiecko-
polskiej ugody, na mocy której rozwiązano Policję Bezpieczeństwa
(Sicherheitspolizei) i powołano do życia wspólną Policję
Plebiscytową (Abstimmungspolizei). Dowództwo Polskiej Organizacji
Wojskowej Górnego Śląska z por. Michałem Grażyńskim (urodzonym w
małopolskiej wsi Gdów koło Wieliczki, jako Michał Kurzydło) na
czele, dowodzące powstaniem zza polskiej granicy, z siedziby w
Sosnowcu, chciało kontynuacji bratobójczej walki. Bratobójczej, gdyż
to sami Ślązacy walczyli między sobą, a częstokroć zdarzało się, że
po dwóch stronach barykady kuzyn stawał przeciwko kuzynowi, a brat
przeciwko bratu. Wojciech Korfanty przeciwny samoeksterminacji
Ślązaków, uznając cel powstania za osiągnięty, podporządkował sobie
POW Górnego Śląska i usunął jej dotychczasowe dowództwo z Michałem
Grażyńskim na czele.
Po przejęciu części terenów plebiscytowych przez Polskę, Korfanty
był przeciwnikiem szykanowania społeczności niemieckiej. Jesienią
1924 roku przeciwstawił się on próbie bezprawnego obciążenia
finansowego, które chciano nałożyć na wielką niemiecką spółkę
Hohenlohe. W efekcie kierownictwo Związku Powstańców Śląskich z
Grażyńskim na czele upowszechniło w województwie ulotkę, w której
zarzuciło Korfantemu zdradę polskich interesów narodowych.
12 maja 1926 roku w Warszawie marszałek Józef Piłsudski dokonał
wojskowego zamachu stanu, powierzając władzę ludziom, którzy
popierali jego poglądy i choć sam oficjalnie nie objął żadnej
funkcji, to właśnie on miał kontrolę nad całym państwem. Na funkcję
wojewody śląskiego w dniu 28 sierpnia 1926 roku nominowany został,
na wniosek prezydenta RP - Ignacego Mościckiego, mimo ostrego
sprzeciwu Korfantego, prawdziwy Polak, „powstaniec śląski” rodem z
Galicji - Michał Grażyński, usunięty niegdyś przez Korfantego z POW.
Pamiętający o tym, narzucony tu wojewoda śląski rozpoczął
bezpardonową walkę z Korfantym - przywódcą najsilniejszego
ugrupowania w Sejmie Śląskim. Zaostrzyła się wówczas
nacjonalistyczna polityka polonizacyjna, porównywalna jedynie z
późniejszą polityką germanizacyjną nazistów. Zraziło to do Polski
nawet najbardziej lojalistycznie nastawionych Niemców górnośląskich
oraz sporą część Ślązaków, popychając jednych i drugich w ramiona
nacjonalistycznych organizacji niemieckich.
Mroczne oblicze państwa polskiego otworzyło oczy nawet Wojciechowi
Korfantemu, który przypomniał sobie teraz, że pochodzi spod Katowic,
a nie z Poznania. Tak, jak wcześniej popierał politykę
polonizacyjną, teraz zaczął ją negować. Tak samo, jak przedtem dążył
do osłabienia autonomii, teraz z całą determinacją zaczął bronić
przestrzegania Statutu Organicznego. Zaczął także stawać w obronie
dyskryminowanych Ślązaków. Ostro protestował przeciwko łamaniu przez
polskie władze postanowień Konwencji Górnośląskiej poprzez
represjonowanie ludności niemieckojęzycznej. Jakby tego było mało
ten niegdyś tak antyniemiecki Górnoślązak, nie tylko stawał w
obronie Niemców, lecz (trzy lata później) nawet wszedł w koalicję
wyborczą z Volksbundem. Uznał za wielki błąd, iż dzięki niemu władzę
objęły, jak sam to określił „elementy obce, przybyłe na Śląsk z
wszystkich części Polski, dążące do zniesienia autonomii i
prowadzące dyskryminacyjną politykę wobec Górnoślązaków”. Oczywiście
natychmiast został przez nacjonalistyczną prasę sanacyjną (m.in.
przez „Polskę Zachodnią”) okrzyczany niemieckim agentem. Chadecja
Korfantego słusznie oskarżyła Związek Obrony Kresów Zachodnich
o „szowinizm i zamiar przeorientowania ciał administracyjnych na
pozycję wojującej polszczyzny”, sama była bowiem przeciwna
konfrontacji Polaków ze śląskimi Niemcami oraz stanowiącymi
zdecydowaną większość - Ślązakami, odpornymi na polsko-niemiecką
polaryzację, nazywanymi w polskich opracowaniach „ludnością chwiejną
narodowo” lub „ludźmi o nie sprecyzowanej narodowości”.
19 listopada 1926 roku odbyły się wybory komunalne, w których
zdecydowanie zwyciężyli kandydaci Volksbundu. Zwłaszcza
przygniatające było ich zwycięstwo w największych miastach:
Królewskiej Hucie (70% głosów) i Katowicach (57% głosów), a stało
się tak pomimo odpływu z tych miast znacznej części ludności
proniemieckiej do Prowincji Górnośląskiej oraz równoczesnego
ogromnego napływu do tych miast Polaków z ościennych województw, a
także powiększenia Katowic o gminy, w których podczas plebiscytu
większość mieszkańców głosowała za Polską. Widać więc tu wyraźnie
reakcję analogiczną, jak w czasie identycznych wyborów w roku 1919.
Górnoślązacy zrażeni wówczas terrorystyczną polityką Hörsinga
zdecydowanie poparli listy polskie, zaś teraz zrażeni analogiczną
polityką terrorystyczną Grażyńskiego głosowali na listy niemieckie.
Niemcy, którzy dostali ogółem 41% głosów, nazwali te wybory drugim
plebiscytem. Polityka wynarodowienia Górnoślązaków dawała więc
zawsze wręcz odwrotny skutek do oczekiwanego najpierw przez
germanizatorów, później przez polonizatorów. Z powodu niekorzystnej
ordynacji wyborczej, preferującej małe gminy i powiaty, radni
niemieccy otrzymali zaledwie 857 mandatów (21%), zaś mający dużo
mniejsze poparcie blok Korfantego 1461 mandatów (36%). Mimo słabości
finansowej przyzwoite poparcie zdobył głoszący narodową i kulturową
odrębność Ślązaków od Polaków - Związek Obrony Górnoślązaków (2,3%
głosów), co przełożyło się na 180 mandatów dla radnych miejskich i
gminnych. Co ciekawe, największą ilość głosów zdobyło ugrupowanie
Jana Kustosa w powiatach: pszczyńskim 3509 (6,6%), rybnickim (2%) i
w okręgu Katowice-wieś 1619 (2%), czyli tych dotychczas
najbardziej „polskich”, gdzie mieszkańcom czkawką odbijał się udział
w powstaniach. Sam Kustos został radnym w Katowicach.
W roku 1927 Związek Powstańców Śląskich, będący od czasu
secesji „korfanciorzy” w praktyce rządową bojówką, której
przewodniczącym mianowano Michała Grażyńskiego, rozpoczął
terroryzowanie opozycji z Korfantym i autentycznymi powstańcami
śląskimi, skupionymi teraz głównie w Narodowym Związku Powstańców i
Byłych Żołnierzy, a także działaczy mniejszości niemieckiej. Odczuł
więc Korfanty na własnej skórze to, co sam do niedawna czynił
Związkowi Obrony Górnoślązaków. Jeszcze w maju 1927 roku Jan Kustos
zdecydował się poprzeć swego dotychczasowego wroga Wojciecha
Korfantego w jego konflikcie z Grażyńskim.
W latach 1927-1929 sanacja dokonała czystki etnicznej w
administracji, bez powodu zwalniając z pracy osoby narodowości
niemieckiej. Wkrótce represje polskich władz dotknęły także Niemców,
zajmujących kierownicze stanowiska w górnośląskim przemyśle.
Przejęto również bezprawnie zarząd nad majątkiem księcia
pszczyńskiego. W roku 1928 władze sanacyjne przymusowo oddelegowały
100 kolejarzy poza województwo śląskie, zastępując ich przybyłymi z
ziem etnicznie polskich. Grażyński umotywował taką nacjonalistyczną
politykę bezczelnym zdaniem: „Ślązak musi się czuć obywatelem całego
państwa, nie jest związany z glebą”.
W roku 1929 Sejm Śląski walczący z faszystowską polityką wojewody,
który likwidował opozycyjne rady miejskie i gminne, powołując w ich
miejsce podległe sobie zarządy komisaryczne, został rozwiązany. 11
maja 1930 roku władze sanacyjne przystąpiły do kolejnych wyborów we
wscho