amoremio
20.05.09, 20:38
Magdalena Środa, 10 maja 2009
"Polacy są pasażerami na gapę w swoim kraju"
Jestem w Brukseli. Wysiadam z autobusu wiozącego mnie z lotniska,
plac Schumana, pierwsze słowa jakie słyszę to gromkie „k.... gdzie
leziesz!" Na szczęście nie skierowane do mnie. Mówię po francusku,
nikt nie wie że jestem Polką i dobrze. Jestem w Holandii, znajomy
Polak z opowiada, jak się wzbogacił na pracy, ale przede wszystkim
na omijaniu przepisów podatkowych. Jest z tego dumny. Na razie nie
zamierza wracać, bo po co? Jestem na debacie w Berlinie. Rozmawiam z
niemieckim socjologiem o narodowych stereotypach i pluralizmie
kulturowym. Chwalę Polaków, bo w ostatnich badaniach J. Czapińskiego
(„Diagnoza społeczna") okazało się, że Polacy są szczęśliwym
narodem. „Eksportujemy więc wam szczęśliwych obywateli", mówię, ale
ten pyta mnie, dlaczego ci szczęśliwi obywatele są w
Niemczech „pasażerami na gapę". Siedzą tu przez całe lata, zarabiają
i niczego od siebie nie dają. Nie włączają się w działania
wspólnotowe, nie budują kapitału społecznego twierdząc, że ich
ojczyzna i zobowiązania są gdzie indziej, w kraju. Ale tam jeżdżą
rzadko i też niczego nie budują.
Nie wiem czy bycie „pasażerem na gapę" jest właściwym określeniem
dla Polaków za granicą, ale z pewnością jest ono dobre w odniesieniu
do Polaków w kraju. Jakoś pasożytujemy na tym kraju, nie budując
jego wspólnotowej tożsamości. Nie zapełniamy niemal w ogóle tej
sfery która jest „pomiędzy"; pomiędzy domem a pracą, pomiędzy
rodziną a Kościołem, pomiędzy nami, którzy są „ofiarami" a „onymi",
którzy rządzą. Nikt nas zresztą tego nie uczy. A najmniej politycy.
Wylewamy wieczne pretensje, że jest coraz gorzej, że wszyscy kradną,
że nic się nie zmieni, że wszędzie cynizm, relatywizm i poruta. I z
czego tu być dumnym?! Z historii? Mimo że polska szkoła niemało się
napracowała, by uwięzić sens bycia Polakiem w ciągu nieudanych
powstań, mało kto rzeczywiście czerpie z nich dumę. W ogóle
budowanie dumy narodowej na historii jest ryzykownym
przedsięwzięciem. Bo jak się ma samych nieudaczników, to trudno się
z tego cieszyć, a jak się ma samych zwycięzców, to trochę nie
wypada, zwłaszcza w świetle dzisiejszych rozważań o winie i
odpowiedzialności (za kolonializm, imperializm, ekspansywizm).
Można być oczywiście dumnym z historii najnowszej. Solidarność i
okrągły stół. To było coś! No ale jakże skutecznie to opluto i
zmieniono w „układ". W nauce polskiej nic wielkiego się nie dzieje,
w technologii - do tyłu (prócz autobusów Solaris, nie mamy chyba
niczego co by się przebiło do Europy). Poziom kultury osobistej i
politycznej Polaków jest niesłychanie niski, i mimo tysięcy godzin
spędzonych na lekcjach katechezy i niedzielnych mszach - poziom
moralny bynajmniej też nie zwyżkuje. Duma z Tatr, Mazur czy Kujaw -
umiarkowana, bo choć to co własne to piękne, ale jak pojechać gdzieś
dalej, ot choćby do Francji, to to, co obce jeszcze piękniejsze.
Trudno tu o solidny fundament dumy narodowej, a polityczna
propaganda, którą uprawia prawica jeszcze bardziej ten fundament
osłabia, sprowadzając wszystko do rytualnych i nudnych deklaracji,
których, jeśli ktoś nie podejmuje - staje się „obcym".
Nie chce być jednak przedstawicielką Polski narzekającej i powiem,
że jestem dumna z młodego pokolenia, zwłaszcza tego
uniwersyteckiego, ze studentów, z młodych kobiet, z kobiet w ogóle,
bo aktywne, przedsiębiorcze, wykształcone. I wszystko „ciągną".
Polska jest kobietą. Tylko jeszcze tego nie wie, a na pewno nie ceni.
www.polityka.pl