edico
06.01.12, 22:29
Na forum pojawił się dzisiaj wątek dotyczący męczącej twórczości kecawy. Po przeczytaniu wątku postanowiłem podzielić się ze swymi wrażeniami na ten temat. I o dziwo - okazuje się po chwili, że wątku już nie ma. Ponieważ sam temat i ilość jego monotematycznych wątków przypominających mi znane ogólnie nie tylko ze szkła zjawisko mentalności pewnego działacza politycznego, postanowiłem ten problem poruszyć w odrębnym wątku.
Kiedyś pisałem już na temat porażającego i cynicznego relatywizmu PiS i jego terenowych agentów. Niektórzy twierdzą, że nawet płatnych. Nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Gdybym miał powierzyć logistykę reklamy jakiejś firmy takiemu pracownikowi, znacznie szybciej zakończył by pracę w firmie, niż ją zaczął. Fatalizm jego wątków zniechęca nie tylko do autora, ale także - a w tym wypadku chyba głównie, jak to jest w mojej sytuacji - do tych wartości, które tak usilnie chce wepchnąć każdemu w każde możliwe miejsce. Od kowala podkuwającego konie do produkcji piwa w puszkach, droga jest niestety daleka. Jeżeli można przyjąć zakładane wątki kecawy i jego wpisy w postach za sposób odzwierciedlania własnego obrazu świata i jego poprawiania stosownie do swego światopoglądu, to jeż się jeży na głowie i historia tego świata staje przed oczami wcale nie koniecznie tylko w wydaniu literackim. Znacznie bardziej tym rzeczywistym. Obraz świata i światopogląd, to dwa zdecydowanie różne, zjawiska, chociaż powiązane ze sobą w danym miejscu, ale już nie w przestrzeni. Brak umiejętności zrozumienia tego zagadnienia staje główną przyczyną narastających namolnie i niejednokrotnie nie wartych ponoszonych kosztów konfliktów prowadzących do ewolucyjnie koniecznych zmian. A główną ich przyczyną tego zjawiska jest subiektywizm światopoglądu będący odzwierciedleniem przynależności religijnej, rasowej, politycznej czy nawet wsiowej, negującej możliwości innego pojmowania rzeczywistości, niż jaka ona jest. W takiej sytuacji logika, rozum i prawda nie należały w przeszłości i nadal nie mogą należeć do wartości nadrzędnych ograniczanych subiektywizmem, talim, jakim on jest. Natomiast w takich warunkach wysoki prestiż uzyskuje instykt, uczucie, wola i wiara, jako destrukcyjne zupełne przeciwieństwo intelektu opartego na doświadczeniu i nauce. Już dawno przestałem odnosić się w sposób sensowny do wątków czy postów kecawy, mobydickazolsztyna i wielu im podobnych. Subiektywizm w ich wydaniu może być co najwyżej dobrotliwie przyjmowany, jako prawdopodobny. Słuszność światopoglądu wyznaczana jest stopniem prawdziwości twierdzeń, czyli zgodności z obrazem świata kształtowanym nie na mirażach, ale na sprawdzalnych faktach. I w tym momencie można bardzo swobodnie powrócić do jedynej słusznej racji - powiedzmy świata kecawy opartego na Biblii - który za czasów średniowiecza katolickiej Europy skazany by był na stos. Przynajmniej dla mnie nie ulega to absolutnie żadnej wątpliwości. A więc obraz świata i światopogląd ulega ewolucji i to ale nie pod wpływem kanonów religijnych czy Biblii, ale pod wpływem nauki i tylko nauki. Zamknięty sodowiskowo subiektywizm kecawy jest tragiczny w swych konsekwencjach zarówno dla niego samego, jak o jego najbliższego otoczenia. Kształtowanie swego światopoglądu na podstawie zgodności z właściwościami "danymi" i "zadanymi" przez Boga a przede wszystkim jego pośredników, w zasadzie zamyka temat. Nie tylko sama nauka o religii i religiach była w systemie katolickim wyklęta do 1964 r., kiedy to zdjęto z kościelnego wykazu ksiąg zakazanych najświętszą księgę katolicyzmu, jaką jest Biblia. Świadomość w tym względzie kształtowana była tylko i wyłącznie przez funkcjonariuszy Kościoła. A więc jak ja mogli kształtować, jak nie pod własne interesy? To samo można powiedzieć o Świadkach Jehowy,. Chociaż ich znajomość Biblii wielopiętrowo przekracza jej znajomość przez zarejestrowanych - słusznie czy nie - archiwach kościelnych, które nie tylko pod tym względem mogą budzić poważne wątpliwości. Twierdzenie, że światopogląd nie jest i nie może być kształtowany ludzką myślą i konstrukcją postrzegania przez niego rzeczywistości (czasami nawet wręcz woluntarystycznej), jest niewybaczalnym wprost błędem błędem znajdującym swe odzwierciedlenie w szufladkach. Właśnie takie a nie innee nadawanie znaczenie obrazu świata w nie tak dawnej przeszłości zaowocowało tym, że krzyż południa stał się początkowo starożytnym symbolem przekształconym przez chrześcijaństwo w znaną konstrukcję krzyża obrazującego Boga, na którym w czasach wznoszonego dzisiaj na ołtarze Piusa XII w centralnym miejscu zamiast figury zaczęła pojawiać się sfastyka.
Wszystko to było i jest nadal - jak się przynajmniej wydaje na przykładzie kecawy - w swych źródłach tak samo precyzyjnie określone jak i nieokreślone, niezwykle ureligijnione a jednocześnie mało sprzeczne wewnętrznie. Kecawa w tym forumowym wypadku jawi się jako rodzimy Talib wypowiadający wojnę wszystkim i wszystkiemu, co nie mieści się w jego indoktrynalnie wpojonym obrazie świata pozostającego w stałym związku z religijnymi wartościami i celami życia religianta znajdując w nich uzasadnienie dla swego postępowania. W przeszłości żal mi było tego człowieka i w dobrej wierze podejmowałem z nim próby dyskusji na forum. Zaowocowało to tym, że na temat funkcji i i mejsca religii w jego życiu przestał się wypowiadać zamieniając swoją dość nieudolną ewangelizację na wojnę ze wszystkimi, którzy nie chcą trzymać baldachimu nad miejscowym proboszczem. Przykro mi, ale tak, jak rodzą się ludzie autyczni, tak też zapewne rodzą się lub można ukształtować ludzi o wyjątkowo subiektywnym sposobie kategoryzacji postrzegania otaczających nas zjawisk tylko na kolory czarne i białe. W nie tak dalekiej przeszłości na takich właśnie ludziach oparł się rdzeń pangermanizmu (czy tylko jego?) szukającego pierwotnie oparcia jego aryjsko-bohaterskiej czystości na tzw. kanonicznie "czystej nauce Jezusa".