witomir
20.06.05, 15:01
Kilka tysięcy mieszkańców podolsztyńskiej gminy Dywity siedzi na prawdziwej
ekologicznej bombie. W Dągach trzy ciężarówki pozbyły się aż 60 ton odpadów
poubojowych. Obok jest ujęcie wody dla kilku wsi! Olsztyński Sanepid bada, czy
doszło do skażenia wody – informuje „Gazeta Olsztyńska”.
W ubiegły wtorek wieczorem trzy ciężarówki opróżniły ładownie i natychmiast
odjechały. Zaraz po tym ludzie poczuli potworny smród. Okazało się, że
ciężarówki zrzuciły odpady poubojowe z rzeźni - kawałki skóry, krew, treść
żołądków itp. Dobę po pierwszej wizycie te same trzy ciężarówki ponownie
przyjechały. Jednak tym razem interweniowali mieszkańcy i nie pozwolili na
zrzucenie śmieci.
Okazało się, że przewoźnicy z Mławy działali na zlecenie zakładu
utylizacyjnego z Krasnosielca w województwie mazowieckim. Co ciekawe firma ta
nie działa od dwóch tygodni, ale odpady przyjmowała nadal. Mieszkańcy wioski
żądają jak najszybszego usunięcia odpadów. Mirosław Karczewski, powiatowy
lekarz weterynarii w Olsztynie, potwierdza, że odpady należą do kategorii
niebezpiecznych i chce scedować ten obowiązek na gminę Dywity. Ale wójt Dywit
nie chce tego zrobić. A im dłużej odpady leżą w Dągach, tym większe zagrożenie
skażenia wód gruntowych i ujęć wody.