rita100
07.12.05, 19:21
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=28299478
Stajenki z marcepana
Tradycja robienia szopek w Olsztynie sięga aż XVI wieku. Początkowo szopkę na
Gody, bo tak nazywali na Warmii święta Bożego Narodzenia stawiali w kościele
św. Jakuba rzemiślnicy zrzeszeni w czechach. Szopka co roku była zatem
orginalna. W okresie międzywojennym szopki pojawiały sie też w witrynach
sklepowych i na targowiskach jako towar handlowy. Przy Starym Ratuszu
organizowane były specjalne świąteczne jarmarki.
Szopki dekorujące przeważnie wystawy były sprodukowane i sprowadzane z
Niemiec.
W sklepach kolonialnych, piekarskich oraz cukierniczych dominowały wyroby z
kompozycji ciast, marcepana, karmelu, suszonych owoców oraz czekolady. Dzieci
uwielbiały ten okres przedświąteczny, chętnie się gromadziły i brały udział w
różnych odbywających się loteriach prowadzonych przez sklepikarzy. Jak jest
dziś wszyscy wiemy :)
Gość: tralala 06.12.05, 20:47 + odpowiedz
Pyszne te szopki z marcepana! Czekałam i czekałam na świąteczną atmosferę,
żeby w końcu napisać o jutrzni mazurskiej na Gody. Chyba już można? Dziś
wprowadzenie: 'Chyba najpiękniejszą mazurską tradycją była jutrznia. Jej
przebieg opisał już Max Toeppen w 1866 roku i w takiej postaci jutrznia na
Mazurach cieszyła się ogromną popularnością. W kościołach, a tam, gdzie w
rozległych parafiach nie było kościołów, głównie w wiejskich szkołach, w
dzień Bożego Narodzenia odbywały się jasełka z żywym udziałem miejscowej
dziatwy szkolnej. Karol Małłek zabiegał o utrzymanie starych tradycji
mazurskich. Coraz bardziej zapominaną na niemieckich Mazurach tradycję
jutrzni w latach trzydziestych udało się ponownie na krótko ożywić w
okolicach Działdowa.'
(Mazurzy - tradycja i codzienność).
Jutro - fragmenty jutrzni napisanej przez Karola Małłka. Podobno jutrznię też
spisał Michał Kajka, ale tego tekstu nie mam. A czy teraz gdzieś na Mazurach,
a może na Warmii odbywają się jutrznie?
Gość: tralala 06.12.05, 21:14 + odpowiedz
No właśnie niekoniecznie! Choć to tylko moje przypuszczenia. Kilka lat temu
wróciłam z pasterki, trafiłam na jakiś dobry film, posiedziałam do późnej
nocy, a właściwie wczesnego poranka, i kiedy już szłam spać, wyjrzałam przez
okno - i ku swemu niepomiernemu zdziwieniu zobaczyłam rodzinę z dziećmi,
wszyscy nieśli zapalone lampiony i szli w stronę Starego Miasta. Do tej pory
zastanawiam się, czy to znaczy, że być może w kościele ewangelickim jednak
jest jutrznia, nie pasterka. I może ożywają te stare mazurskie teksty? Może w
końcu w tym roku to wybadam i wypytam moją koleżankę, ewangeliczkę?
rita100 06.12.05, 21:29 + odpowiedz
Wiesz Tralala, to jest dla mnie najcięższy temat, bo tu się przeplata wiara
katolicka z ewangielicką i robi mi zamieszanie. Czyli Jutrznia jest po
Wigilii ?
I jest ona tylko uznawana przez ewangielików.
Dlatego też możesz spotakć ludzi o świcie z lampionami w Olsztynie, ale w
Krakowie takich nie spotkasz.
Gość: tralala 06.12.05, 21:39 + odpowiedz
Wolę nie twierdzić, że katolicy na pewno i od zawsze na pasterkę szli o
północy, a ewangelicy wyruszali wczesnym rankiem na jutrznię. Nie wiem, czy
nie zdarzało się tak, że jednak bezpieczniej było iść na mszę nad ranem, a
nie w środku nocy, zwłaszca jeśli ludzie mieszkali w odległych wsiach i
musieli iść w nocy przez las. Takie lampiony może odstraszały wilki? Jak jest
teraz w kościele ewangelickim w Olsztynie, spróbuję podpytać. A od jutra
zapraszam na Małłkową jutrznię.
Ech, jutro wstaję raniutko, jak nie przymierzając na jutrznię, więc się już
pożegnam i dobrej nocy życzę. Deszczyk cały czas siąpi, pogoda usypia jak
nic.
rita100 06.12.05, 21:51 + odpowiedz
dobranoc, ale mamy tu wielokulturowość i o pomyłke nie trudno :)
Popatrz, też coś mam :)
"Z kamnienia na kamnień skowronecek skace,
tak i moje serce, tak i moje serce, zawse we mne płacze.
Ojczulek z mateczką pod ziemną sie skryli,
a mne sieroteckę, a mne sieroteckę, na świecie zostawili".
Tak spiewała Dina Małłek - teraz rozumie tą pieśń, to pieśń 'Jutrzni'
Ale zostawmy to na jutro, bo ciekawy temacik