Dodaj do ulubionych

Dyktat palaczy w knajpach

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.06, 00:00
Cóż pora sięgnąć po dobre wzorce choćby z Wlk. Brytanii, albo Irlandii.
Śmierdzący nałogowcy do podziemia! Całkowity zakaz palenia w knajpach
rozwiązałby sprawę. Rzecz jasna knajpiarze zarabiają niemało na papierosach i
to by im sie nie spodobało, ale skoro w cywilizowanych krajach takie
rozwiązania funkcjonują, moze czas wprowadzić je i u nas? Knajpiarzom
wystarczy zarabianie na alkoholu i wyżerce.

Palaczy trzeba spychać z przestrzeni publicznej coraz bardziej. Palenie to po
prostu obciach, a co gorsza to coś co skutecznie zatruwa życie innym, dlatego,
jak chcą sobie palić niech to robią w swoich samochodach i mieszkaniach, ale z
cuchnącymi fajkami precz z ulic i wszystkich tych miejsc gdzie przebywają
ludzie, którym nie w smak wdychanie waszej spalenizny! Szlag mnie trafia gdy
idę do knajpki coś zjeść i wychodzę z niej z przesiąkniętym ubraniem i włosami
papierosowym smrodem.

Polska to niestety wciąż barbarzyński kraj gdzie obrzydliwi nałogowcy dyktują
warunki, ale liczę, że to wkrótce się zmieni.
Obserwuj wątek
    • Gość: jaro Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.dyn.optonline.net 18.01.06, 03:44
      w nowym jorku tez jest zakaz palenia w knajpach. ciekawe rozwiazanie bylo w
      klubie "Europa" na greenpoincie - byla wydzielona salka z paroma obrazkami na
      scianach o nazwie galeria. tam mozna bylo raczyc sie do bolu nikotyna...
      • Gość: mamut Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.sympatico.ca 18.01.06, 05:11
        Kanada tez nie jest w tyle... Toronto i Mississauga (bylo nie bylo z
        przyleglosciami praktycznie 4 mln luda)wprowadzily zakaz palenia w barach i
        restauracjach.. i jakos nie widac zeby ruch w interesie spadl. A za to lzej
        oddychac i czuje sie wreszcie ten smak steka z piwkiem.
    • Gość: ghm Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.ols.vectranet.pl 18.01.06, 07:05
      A mnie wpieniają ci co jeżdzą samochodami, też trują i też śmierdzą. Wszyscy
      samochodziarze poszli won.
    • Gość: ja Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.twp.olsztyn.pl / *.twp.olsztyn.pl 18.01.06, 10:10
      czytrzeba podawac wlascicielilokali do sadu jak to zrobil poznanski (chyba)
      student? cale szczescie ze zakaz palenia w lokalach w calej unii juz niedlugo
      bedzie obowiazywal.
      • sss9 Re: Dyktat czy hipokryzja ? 18.01.06, 10:39
        moze nie wiecie, albo nie pamiętacie, że jest w Polsce przepis o "strefie dla
        palaczy" w lokalach. wg niego każdy lokal jest zobowiązany do wydzielenia
        osobnego pomieszczenia dla palących tak, żeby nie zatruwali oni niepalących. na
        właściecielu lokalu spoczywa też obowiązek instalacji odpowiednio wydajnej
        wentylacji.
        co z tego, skoro przepis ten, jak i wiele innych jest tu martwy. nikt go nie
        respektuje i nikt nie wymaga.
        swoją drogą wciąż zadziwwia mnie hipokryzja urzędników i państwa - skoro państwo
        tak ochoczo zarabia na wyrobach tytoniowych, to dlaczego penalizuje ich używanie
        i ogranicza wolność palaczy?
        w różnego rodzaju "frytkowniach" czy "plackarniach" nikt się nie skarży na smród
        palonego oleju, który przecież także nie jest obojętny dla zdrowia, o samych
        spożywanych tam "delikatesach" nie wspomnę - zadziwiające.
        • Gość: Hakenbu Re: Dyktat czy hipokryzja ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.06, 23:26
          Jaka hipokryzja? Papierosy są legalnym produktem, ale nie można z nimi wyczyniać
          co się żywnie podoba! Samochody też są dozwolone, ale istnieją ograniczenia w
          zakresie ich użytkowania. Nie można prowadzić po spożyciu alkoholu, nie można
          przekraczać danej prędkości, itd.

          Co do kolejnego argumentu, to idąc do frytkarni czy plackarni wiem na co się
          narażam, a wdychanie wzyziewów (dla kogoś kto jest głodny niekoniecznie
          przykrych) które tam królują są ceną, którą muszę zapłacić za to, że zaraz zjem
          pyszną porcję fytek, albo placków.

          W przypadku papierosów jest zupełnie inaczej. Ich smród i dymienie jest celem
          samym w sobie, a nie tylko dolegliwym skutkiem ubocznym. Skoro już o zdumiewaniu
          się jest mowa, to dla mnie jest zadziwiające, że smrodzenie, dymienie i trucie
          moze kogoś rajcować. Jeśli jednak ktoś już musi to niech to sobie robi "na
          zdrowie", byle nie moim i innych kosztem.
          • sss9 Re: Dyktat czy hipokryzja ? 20.01.06, 09:08
            Gość portalu: Hakenbu napisał(a):

            > Jaka hipokryzja? Papierosy są legalnym produktem, ale nie można z nimi wyczynia
            > ć
            > co się żywnie podoba! Samochody też są dozwolone, ale istnieją ograniczenia w
            > zakresie ich użytkowania. Nie można prowadzić po spożyciu alkoholu, nie można
            > przekraczać danej prędkości, itd.
            >
            wybacz kolego, ale co ma piernik do wiatraka? jak dotąd nie stwierdzono utraty
            zdolności psychofizycznych uniemożliwiających wykonywanie jakichkolwiek
            czynności po wypaleniu tytoniu. w ten sposób możesz równie groteskowo, wyliczać
            kolejne relacje między jazdą samochodem a chorobami psychicznymi, piciem kawy ,
            jedzeniem pałeczkami chińszczyzny...

            > Co do kolejnego argumentu, to idąc do frytkarni czy plackarni wiem na co się
            > narażam, a wdychanie wzyziewów (dla kogoś kto jest głodny niekoniecznie
            > przykrych) które tam królują są ceną, którą muszę zapłacić za to, że zaraz zjem
            > pyszną porcję fytek, albo placków.
            >
            analogicznie można przyjąć, że wchodząc do zadymionego lokalu płacisz cenę za
            dobrą zabawę. możesz wybrać inny lokal, przecież są takie dla niepalących -
            tylko jakoś nudą w nich zawiewa. po co się na siłę pchać tam, gdzie ci źle?

            > W przypadku papierosów jest zupełnie inaczej. Ich smród i dymienie jest celem
            > samym w sobie, a nie tylko dolegliwym skutkiem ubocznym. Skoro już o zdumiewani
            > u
            > się jest mowa, to dla mnie jest zadziwiające, że smrodzenie, dymienie i trucie
            > moze kogoś rajcować. Jeśli jednak ktoś już musi to niech to sobie robi "na
            > zdrowie", byle nie moim i innych kosztem.

            "dymienie celem samym w sobie"? ciekawa teoria. proponuję zapytać palacza
            dlaczego pali, wątpię by wymienił argument "dymienia". napewno zaś, powie ci o
            nikotynie, której pragnie, a której inaczej nie wchłonie - no chyba, że jest
            akurat na terapii odwykowej i żuje bądź się plastruje.
            niestety dla ciebie, ty także wchodząc do knajpy podejmujesz świadomy wybór
            zakopcenia się - takie są realia, a tylko od ciebie zależy, który lokal wybierzesz.
            regulowanie prawem gdzie wolno, a gdzie nie palić to zwykły zamach na wolność
            obywateli. niech państwo zdelegalizuje tytoń - wtedy taki przepis będzie miał
            logiczne umocowanie. nie rozumiem dlaczego nie wprowadza się restrykcyjnego
            prawa wymuszającego na właścicielach lokali zagwarantowania "czystego" powietrza
            - choć są lokale, w których to się udało bez rugowania z nich palaczy - jak
            widać łatwiej wprowadzać zakazy i nakazy, którym o dziwo zawsze ktoś przyklaśnie.

            • Gość: Hakenbu Słuszna walka o niezadymione powietrze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 09:24
              Nie rozumiemy się. Palenie w miejscach publicznych to ta sama kategoria jak np.
              zakłócanie ciszy nocnej, albo publiczne obnarzanie się. Może na to też
              powinniśmy pozwolic? No przecież wolnośc jednostki, wolność ekspresji jest
              najważniejsza, co tam spokój, co tam cisza, co tam czyste powietrze!

              Przecież najważniejsze jest, zeby palacz miał pełną swobodę dymienia! Przecież
              mu się należy!
              Kiepsko u Ciebie z tymi analogiami. Wchodząc do knajpy idę po to, zeby coś
              zjeść, wypić i pogadać a nie wdychać dym. Jeśli knajpy chcą być przybytkami
              gdzie się dymi - niech wywieszają tabliczki na drzwiach. "Uwaga - Dym", "Wejście
              tylko dla palaczy" "Niepalący wchodzą na własne ryzyko". Nie robią tego. Chcą
              mieć ciastko i zjeść ciastko, ale powinno się z tym skończyć jak najszybciej.


              Jak ktoś już zauważył knajpy nawet niespecjalnie zarabiają na papierosach więc w
              ich interesie jest, żeby przyciągnąć niepalących i zarabiać więcej na alkoholu.
              Jak na razie panuje przekonaie, że zakaz uderzy w puby i bary, bo wyniosą się
              ich stali bywalcy, prawda jest jednak inna. Mniejszość palaczy zawłaszczyła te
              miejsca, wykurzając skutecznie niepalących. Jeśli odwróci się role to jestem
              przekonany, ze frekwencja w barach szybko wróciłaby do normy.
              • sss9 Re: Słuszna walka o niezadymione powietrze... 20.01.06, 10:01
                Gość portalu: Hakenbu napisał(a):

                > Nie rozumiemy się. Palenie w miejscach publicznych to ta sama kategoria jak np.
                > zakłócanie ciszy nocnej, albo publiczne obnarzanie się. Może na to też
                > powinniśmy pozwolic? No przecież wolnośc jednostki, wolność ekspresji jest
                > najważniejsza, co tam spokój, co tam cisza, co tam czyste powietrze!
                >
                > Przecież najważniejsze jest, zeby palacz miał pełną swobodę dymienia! Przecież
                > mu się należy!

                juz ci pisałem - wymuś na państwie przepisy, które pozwolą dobrze spędzić czas w
                jakimkolwiek lokalu jednym i drugim, to jest możliwe, ale ty namolnie
                prezentujesz postawę skrępowanej zakazami owieczki, która cieszy się z
                ograniczania kolejnych wolności. panstwo ma tworzyć możliwości, a nie je ograniczać.

                > Kiepsko u Ciebie z tymi analogiami. Wchodząc do knajpy idę po to, zeby coś
                > zjeść, wypić i pogadać a nie wdychać dym. Jeśli knajpy chcą być przybytkami
                > gdzie się dymi - niech wywieszają tabliczki na drzwiach. "Uwaga - Dym", "Wejści
                > e
                > tylko dla palaczy" "Niepalący wchodzą na własne ryzyko". Nie robią tego. Chcą
                > mieć ciastko i zjeść ciastko, ale powinno się z tym skończyć jak najszybciej.
                >
                czy ty czasem nie piszesz z Ameryki Płn? to tam trzeba klientowi wszystko
                napisać, najlepiej tłustym drukiem - inaczej poparzy się kawą, strzeli sobie z
                rewolweru niechcący w głowę, bez instrukcji nie zapnie błyskawicznego zamka w
                kurtce,itp. :)
                >
                > Jak ktoś już zauważył knajpy nawet niespecjalnie zarabiają na papierosach więc
                > w
                > ich interesie jest, żeby przyciągnąć niepalących i zarabiać więcej na alkoholu.

                to ja zauważyłem. no, zaczynasz myśleć - zastanów się teraz dlaczego tego nie
                robią? :)))

                > Jak na razie panuje przekonaie, że zakaz uderzy w puby i bary, bo wyniosą się
                > ich stali bywalcy, prawda jest jednak inna. Mniejszość palaczy zawłaszczyła te
                > miejsca, wykurzając skutecznie niepalących. Jeśli odwróci się role to jestem
                > przekonany, ze frekwencja w barach szybko wróciłaby do normy.

                jak pięknie można sobie samemu zaprzeczyć. :)
                chyba, że właściciele knajp to idioci, którzy świadomie rezygnują z większych
                zysków rugując niepalących byle by ta garstka palaczy mogła się u nich zabawić.
                :)))
                • Gość: Helmi Re: Słuszna walka o niezadymione powietrze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 12:27
                  Co do restauracji to sie zgadzam by był całkowity zakaz palenia. Faktycznie
                  jedzenie lepiej smakuje. Ale bedzie czuć jak kuchnia coś przypali. Co do PUB-ow
                  to wolny wybór właściciela. Już wyobrażam sobie tłumy wyskakujących na
                  papieroska przed lokal z kufelkiem pifka :-). Dobrym przykładem są letnie piwne
                  ogródki na starówce. Pomimo, że na świeżym powietrzu i z dala od ruchu
                  samochodów to na większości stolików i tak paczki z papierosami leżą. Wnioskuję
                  z tego, że osoby nie palące jak chcą sie pobawić to idą do bibloteki albo w
                  domku się spotykają.
    • Gość: Przyjezdny Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.cable.ubr01.dals.blueyonder.co.uk 18.01.06, 11:53
      Kto wymyslil ze w Zaulku nie ma problemu z palaczami????Bylem w Olsztynie pare
      miesiecy temu goscinnie i przeciez tam nie mozna bylo wysiediec,przyslowiowa
      siekiera wisiala w powietrzu!!!!Skandal!Na zewnatrz zimno wiec niejak nie mozna
      bylo otworzyc okna,brak wentylacji,a od nadmiaru dymy szczerze robilo sie nie
      dobrze!Zdecydowanie najgorsza obsluga w miescie i najgorsza knajpa w jakiej mi
      przyszlo siedziec w Olsztynie,gdyby byl tu jakis ranking dalbym note ponizej
      zera!Czesto przyjezdzam do Olsztyna z sentymentow,gdyz w tym miescie spedzilem
      pare ladnych lat i sam pracowalem jako barman w czasach studenckich,ale tego co
      prezentuje Zaulek nie da sie porownac z niczym,beznadzieja to chyba dobre
      oreslenie,pozdrawiam!
      • Gość: kopytko Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.olsztyn.mm.pl 18.01.06, 12:14
        Zakazy, zakazy. A może by po prostu nie chodzić tam, gdzie nam się nie podoba?
        Wtedy wszyscy byliby zadowoleni. Ja nie palę, i jakoś nie mam żadnego problemu
        w knajpach, do których chodzę.
        PS. Na przystankach autobusowych też.
        • Gość: wsd Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.olsztyn.mm.pl 18.01.06, 12:26
          Na przystankach palic w dalszym ciagu!!!!!
      • Gość: wsd Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.olsztyn.mm.pl 18.01.06, 12:25
        To co napisal przyjezdny to calkowita prawda!!!!!!!
        Popieram jego informacje.
        • Gość: BCrB Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: 81.210.22.* 18.01.06, 19:05
          Wy jesteście chorzy!
          Od "spychania palaczy z życia publicznego" czy jakto tam zostało ujęte tylko
          mały kroczek do absolutnej dyskryminacji. Palenie w lokalach publicznych
          rozwiązuje wolny rynek - nie nakazy i zakazy. W tej Irlandii, na którą się
          powołujecie jest lokal w którym wolno palić - właściciel płaci mandaty, ale
          stać go na to, bo ma wielu klientów.
          Jeśli więcej będzie osób niepalących - właściciele lokali (w Olsztynie i
          gdziekolwiek na świecie) wprowadzą zakazy we własnym zakresie, bo będzie im się
          to opłacało.
          Po zakazie palenia w miejscach publicznych wejdzie zakaz palenia wogóle. Potem
          obowiązkowe badania na wykrywanie nikotyny osób podejrzanych o palenie, potem
          obowiązkowe badania wszystkich. I tak można dojść do absurdu. Przyjrzyjcie się
          amerykańskiej prohibicji - niczego nie zmieniła, poza zbudowaniem drugiego
          rynku, na którym wyrosły fortuny przestępców sponsorujących pokolenie
          polityków - tych od zniesienia prohibicji.
          Zwolennicy ograniczeń - uderzcie się mocno w główki. To na prawdę niebezpieczna
          zabawka w rękach niedojrzałych społeczeństw. A kraje, które nazywacie
          cywilizowanymi to tak na prawdę takie same społeczeństwa tylko troszkę
          zamożniejsze.
          • inka28 Re: Dyktat palaczy w knajpach 18.01.06, 20:23
            Nie zakazujemy palić ogólnie, bo jak ktoś ma ochotę to jego sprawa. Zakazujemy palić w miejscach publicznych! Jestem jak najbardziej zdecydowaną zwolenniczką zakazu palenia w miejscach publicznych.
          • Gość: Hakenbu Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.06, 20:27
            Papierosy są legalne i przynajmniej ja nie postuluję, żeby ich zakazać, ale to
            co się wyrabia w knajpach woła o pomstę do nieba. Najgorzej jest w klubach
            studenckich, niezmiennie spowitych tytoniowymi obłokami. Tam nawet najzdrowszy
            osobnik, albo i nałogowy palacz nie wysiedzi zbyt długo bez przykrych obiawów
            łzawieniu oczu, drapania w gardle, itp.

            Palacze niech sobie palą, ale tak, zeby nie narażać niepalących na wdychanie
            produkowanych przez nich śmierdzących wyziewów. Granicą wolności palaczy jest
            prawo niepalących, a nawet innych palaczy, którzy w danym momencie robią sobie
            "wolne od dymka" do wdychania czystego powietrza.

            Bardzo to nieskomplikowane i pusta, demagogiczna gadanina, że najpierw jak
            zabronią palenia w knajpach i na ulicach, to za chwilę zabronią pewnie palenia w
            ogóle a nawet kichać, jest śmieszna. Palenie to nic innego jak przejaw słabości
            charakteru. Każdy z nas ma jakieś słabości, ale staramy się je ukrywać, a
            przynajmniej minimalizować negatywne skutki tychże słabości dla otoczenia.

            Skoro niektórzy palacze nie mają na tyle kultury i respektu dla innych ludzi, że
            swój pożałowania godny nałóg prezentują publicznie, winno się ich zdyscyplinować
            administracyjnie.
            I na koniec jeszcze jedna uwaga: dochody knajpiarzy to nie najważniejsze dobro,
            które należy chronić, jest jeszcze zdrowie i komfort ich licznej rzeszy
            klientów. Które z wymienionych dóbr, Szanowny Panie BCrB, jeśli je postawić na
            szali, powinno przeważyć?
            • Gość: kopytko Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.olsztyn.mm.pl 18.01.06, 20:34
              Słusznie mówisz! Zakazać słabości charakteru! Chorób też!
            • Gość: BCrB Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: 81.210.22.* 18.01.06, 21:14

              "...dochody knajpiarzy to nie najważniejsze dobro... Które z wymienionych dóbr,
              Szanowny Panie BCrB, jeśli je postawić na szali, powinno przeważyć?"

              Nie jestem knajpiarzem - nie mnie decydować. Ale skoro nie zabraniają palenia w
              lokalach, to chyba ich najlepsza wypowiedź.
              Co do "słabości, które wszyscy staramy się ukrywać albo minimalizować ich
              skutki...". Czy aby na pewno? Rozejrzyj się wokół.
              Czy palenie jest pożałowania godnym nałogiem? Nie jest. Znam - Ty z pewnością
              również - inne nałogi, godne nie tyle pożałowania, co potępienia.
              Wcześniej w dyskusji ktoś słusznie zauważył, że nie lubi samochodów. I to jest
              argument. Samochód niszczy środowisko i człowieka (w sensie, że jego zdrowie)
              daleko bardziej.
              A teraz trochę demagogii:
              Wyprodukowanie jednego telefonu komórkowego (mam na myśli cały proces
              technologiczny, złożony z podprocesów) jest daleko bardziej szkodliwe niż
              paczka papierosów. Czy możesz żyć bez telefonu? Tak. Przecież dekadę temu
              żyłeś :)

              Czystego powietrza polecam szukać w lesie - nie w knajpach.

              Co do śmieszności, nieskomplikowanej i pustej gadaniny - przykre, że tak
              oceniasz moje argumenty. Ale popatrz w przeszłość. Wielka Brytania i Oskar
              Wilde. Kiedy się urodził skłonności homoseksualne były wyrugowane z życia
              publicznego w takim sensie, że nie można było się z nimi obnosić w miejscach
              publicznych. Ok. 30 lat później twórca Doriana Grey'a poszedł do więzienia
              tylko za to, że ktoś rzucił na niego takie podejrzenie.
              Przykładów przeradzania się głupich zakazów w groźne instrumenty jest znacznie
              więcej.
              ----------------
              Wyłącz telewizor - zacznij myśleć
              • Gość: Hakenbu Demagogiczny kontratak palaczy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.06, 23:06
                Porównywanie samochodów i telefonów komórkowych do papierosów jest chybione,
                zresztą sam przyznałeś, że to demagogia, i ja nie śmiem temu zaprzeczyć. A dla
                tych co te słowa wzięli serio spieszę objaśnić ;) Te dwa pierwsze wynalazki są
                niebędne do życia w cywilizowanym świecie. Świat sie zmienia i fakt, że dekadę
                temu obywałem się bez komórki, a teraz jest w mojej kieszeni i przy moim uchu
                stale obecna nijak się ma do stawianych zarzutów palaczom i mojej chęci ich
                poskromienia.

                Powoływanie się na banalne i puste argumenty, że w produkcji tego czy tamtego
                też truje się środowisko to stary wybieg tych, którym brak sensownych
                argumentów. Słowem jak w starym dowcipie:

                "Regan w rozmowie z Breżniewem wytyka mu, że z w ZSRR krucho z respektowaniem
                praw obywatelskich, na co oburzony Breżniew odpowiada: "A u was to biją murzynów!"

                Gdybym dziś za pomocą czarodziejskie różdżki powiedział: Abrakadabra , znikają
                wszystkie papierosy na świecie, po chwili powtórzył ten sam ekpsperyment
                zubażając świat kolejno z komputerów, samochodów, czy telefonów komórkowych,
                jakie byłyby konsekwencje?

                Wystarczy odrobina wyobraźni i porównanie ewentualnych skutków niedoboru danej
                części rzeczywistości z inną by zrezygnować ze stosowania kompletnie
                nieadekwatnych porównań. Moja toleranacja dla samochodów, czy komórek i godzenie
                się także z niekorzystnymi skutkami ich używania, przy jednoczesnym braku
                tolerancji dla osób palących w miejscach publicznych, nie wymaga chyba głębszego
                uzasadniania.

                Pisząc o czystym powietrzu użyłem skrótu myślowego, i nawet przez myśl mi nie
                przyszedł skondensowany tlen w puszce. Czyste powietrze to takie, w którym da
                się swobodnie oddychać. Atmosfera jaka panuje zwłaszcza wieczorami w ogromnej
                większości barów jest dla osób o przeciętnej tolerancji na przejrzystość
                powietrza porównywalna z wizytą w płonącym domu, albo w przestarzałej kotłowni.

                Ktoś tu na forum pisze, że w knajpach wieczorami trudno spotkać nie-palacza skąd
                prosty wniosek, że nie-palacze statystycznie są mniej rozrywkowi. Aż powala z
                nóg logika takiego wywodu! Nie prościej jednak przyjąć, że to tytoniowi
                śmierdziele zawłaszczyli knajpy i ludzie chcący spędzić miły wieczór przy piwku
                tudzież czymś mocniejszym, nie narażeni na przesiąkanie odzieży i płuc trującymi
                wyziewami nie mają gdzie się podziać??

                Właściciele knajp idą na łatwiznę wydzielając w swoich przybytkach kąciki dla
                palących albo niepalących myśląc, że to załatwia problem i mają już czyste
                sumienia. Tymczasem to nie niepalący mają kombinować jak unikać smrodu, a
                palacze jak uskuteczniać zadymianie swoich płuc w taki spsób by Ci, którym taka
                zabawa nie odpowiada nie musieli swoich dróg oddechowych nie z własnej winy
                wystawiać na szwank.

                Szanowny BCrB sam raczy ze swoim papieroskiem udać się do lasu, a nie wysyłać
                tam innych, którzy zawinili w twoich oczach "straszliwie" domagając się łyku
                powietrza pozbawionego dymu z twojego papierosa. Czy nie uważasz , ze robienie
                sobie dobrze kosztem innych jest naganne? Chcesz wysłać niepalących do
                rezerwatu? A może to palacze powinni się tam znaleźć?

                I na koniec chciałbym się odnieść do ostatniego, barwnego argumentu mojego
                oponenta. Jak to w Wlk, Brytanii ewoluowały poglądy względem homoseksualizmu i
                penalizacja tego typu zachowań. Najpierw było w miarę OK, później było gorzej
                (sadzali za gejowanie do pierdla), ale spójrzmy cóż mamy dzisiaj? Elton John
                bierze publicznie, w świetle jupiterów ślub z osobnikiem tej samej płci! Czyż to
                nie piękne! A idąc w ślad za twoim tokiem rozumowania to powinni tego wrażliwego
                artystę i mężczyznę jego życia nadziać co najmniej na pal.

                I dlatego jestem spokojny o to, że jeśli uchwalą wreszcie oczekiwane przeze mnie
                przepisy, że w miejscach publicznych palić nie wolno, to nie poskutkuje to w
                bliższej i dalszej przyszłości prohibicją na wyroby tytoniowe, lub cokolwiek
                innego bardziej potrzebnego do życia .
            • sss9 Re: Dyktat mniejszości 18.01.06, 21:19
              Gość portalu: Hakenbu napisał(a):

              > Papierosy są legalne i przynajmniej ja nie postuluję, żeby ich zakazać, ale to
              > co się wyrabia w knajpach woła o pomstę do nieba. Najgorzej jest w klubach
              > studenckich, niezmiennie spowitych tytoniowymi obłokami. Tam nawet najzdrowszy
              > osobnik, albo i nałogowy palacz nie wysiedzi zbyt długo bez przykrych obiawów
              > łzawieniu oczu, drapania w gardle, itp.
              >
              nie wiem, może kolega nie słyszał o wolnym wyborze? jeśli właściciel lokalu ma w
              dupie niepalących - miej go także właśnie tam.

              > Palacze niech sobie palą, ale tak, zeby nie narażać niepalących na wdychanie
              > produkowanych przez nich śmierdzących wyziewów. Granicą wolności palaczy jest
              > prawo niepalących, a nawet innych palaczy, którzy w danym momencie robią sobie
              > "wolne od dymka" do wdychania czystego powietrza.
              >
              spisz więc kodeks, gdzie i w jakich okolicznościach wolno palić. to już pachnie
              gorzej niż dym papierosowy.

              > Bardzo to nieskomplikowane i pusta, demagogiczna gadanina, że najpierw jak
              > zabronią palenia w knajpach i na ulicach, to za chwilę zabronią pewnie palenia
              > w
              > ogóle a nawet kichać, jest śmieszna. Palenie to nic innego jak przejaw słabości
              > charakteru. Każdy z nas ma jakieś słabości, ale staramy się je ukrywać, a
              > przynajmniej minimalizować negatywne skutki tychże słabości dla otoczenia.
              >
              dziwne, że rządy wszystkich krajów nie chcą jak dotąd tych słabych charakterów
              wzmocnić zakazem produkcji i sprzedaży tytoniu. jedna decyzja i mielibyśmy
              zdrowe i silne charakterologicznie społeczeństwa.

              > Skoro niektórzy palacze nie mają na tyle kultury i respektu dla innych ludzi, ż
              > e
              > swój pożałowania godny nałóg prezentują publicznie, winno się ich zdyscyplinowa
              > ć
              > administracyjnie.

              kolega przechodzi sam siebie, po palaczach będą żujący gumy ?

              > I na koniec jeszcze jedna uwaga: dochody knajpiarzy to nie najważniejsze dobro,
              > które należy chronić, jest jeszcze zdrowie i komfort ich licznej rzeszy
              > klientów. Które z wymienionych dóbr, Szanowny Panie BCrB, jeśli je postawić na
              > szali, powinno przeważyć?

              knajpiane zyski ze sprzedarzy papierosów są liche - przynajmniej w Polsce
              obowiązuje cena detaliczna, więc to naprawdę nietrafiony argument przeciw.
              głosuj kolego i pozostali niepalący nogami, w koncu nikt was na siłę nie pcha do
              zadymionych sal.
              jeśli knajpiarz wyczuje, że opuszcza go silna klientela niepalących wprowadzi
              tak wymarzony przez was zakaz. póki co, wygląda jednak na to, że jesteście
              hałaśliwą mniejszością, może i bardziej świadomą, ale jednak mniejszością, z
              którą rynek się nie liczy. taki dyktat mniejszości mi nie odpowiada.
    • Gość: Palacz... Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.dip0.t-ipconnect.de 18.01.06, 20:37
      Wydaje mi sie iz papierosy to duzo mniejszy problem w Polsce od np
      Alkoholu!!!
      Pozamykac wiec knajpy i stosiska monopolowe !!!
      ;o)
      • Gość: Hakenbu Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.06, 20:53
        Nie trzeba zamykać :), no przynajmniej nie knajpy, jeśli już to tych, którzy
        gadają i piszą od rzeczy ;)
        • Gość: kopytko Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.olsztyn.mm.pl 18.01.06, 21:33
          O! I juz ten kolejny krok został zrobiony!
      • Gość: jaro o nie! tylko nie monopol!!! IP: *.dyn.optonline.net 20.01.06, 04:35
    • Gość: Cines Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.tdi.tktelekom.pl 19.01.06, 14:20
      Jestem za wyżuceniem palaczy z knajp nie jest przyjemnie wąchać smrody z
      tytoniu nieraz przychodze do domu śmierdzący papierochami.Palacze
      precz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • luna37 Re: Dyktat palaczy w knajpach 19.01.06, 14:52
        Myślę że większym problemem jest tutaj brak odpowiedniego zabezpiecznie
        pomieszczeń dla palących niż problem palących. W knajpach nic nie dzieli
        pomieszczenia dla palących od tych dla niepalących, czesto brak jest
        odpowiedniej klimatyzacji czy zwykłych wywietrzników ...a co do reszty - nie
        bardzo rozumiem dlaczgo miałabym rzucić palenie na czyjeś żądanie?! Palę bo
        lubię i tyle. Zresztą dużo większym problemem są osoby niepalące niż palące (
        bo te starają się to robić tam gdzie można) Na poparcie swojej tezy podam taki
        przykład - ostatnio dużo jeżdżę pociągami. W wagonie zawsze 3 ostatnie
        przedziały są dla palących - ale spróbujcie zapalić tam papierosa gdy jedzie
        jakiś "nie-palacz" ! wrzask taki jakby co najmniej rodzinę mu mordowali - i nie
        dociera do nich informacja że te przedziały są właśnie po to, a on/ona może
        przesiąść się do przedziału dla niepalących....
    • Gość: Helmi Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.06, 15:35
      Może jednak palenie nie jest słabością, lecz osoby palące mają poprostu większą
      skłonność do korzystania z przyjemności w życiu. Z moich kilkunastoletnich
      obserwacji w knajpach wynika, że zdecydowana większość aktywnych bywalców
      nocnych lokali to są właśnie osoby palące. Zdecydowanie te osoby najchętniej
      piją alkohol i się bawią. Właśnie dzięki temu mamy knajpki do których można się
      udać. Osoby niepalące w tego typu miejscach są faktycznie jekieś strute :-)
      • Gość: kicia Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.ols.vectranet.pl / 62.29.133.* 19.01.06, 21:23
        Uwazam ze powinny byc rowniez lokale gdzie moze pojsc osoba nie palaca.Jak ktos
        wie gdzie jet taki lokal w Olsztyn to niech powie. Teraz to jest duskrymoacja
        nie palAcych. Bylam na z grupa znajomych w lokalu moze godzine i po powrocie
        cale ubranie do prania i obowiaskowo kompiel,a przedewszystkim mycie glowy bo
        nie zasniesz taki smród.Ja niemam nic przeciwko temu ze ktos pali ale niech nie
        truje.
        • Gość: mamut Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.sympatico.ca 20.01.06, 05:06
          Dwa lata temu w przedziale kilku miesiecy zmarlo dwoch moich znajomych.. Obaj
          zmarli na raka.. Obaj palili i to mocno.. jeden to wrecz jednego za drugim.. Od
          jednemu dali kilka miesiecy zycia.. jeden z nich jeszcze probowal sie leczyc
          lecz po 4 miesiacach zmarl. Jeden mial 60, drugi 47 lat.

          Jedna z moich przyjaciolek pracowala kiedys w knajpce.. siekier to tam kilka
          wisialo w powietrzu..ale praca jest praca.. a jak jej nie ma to i kazda
          dobra.. Pojakims czasie dziewczyna zaczela miec problemy ze zdrowiem.. rzucila
          te prace i pracuje juz tam gdzie sie nie pali... odrazu jej zdrowie sie
          poprawilo.. A ile jest kobiet i mezczyzn w Polsce, ktore ciagna prace w barach
          czy restauracjach mimo ze same nie pala.. ciagna taka robote bo o kazda
          trudno.. a jak kto zachoruje na raka to co wtedy? Choroba zawodowa?

          Pora rzucic bzdurny nalog.

          czuwaj
          • Gość: Hakenbu Pal sobie, ale we własnym sosie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 08:53
            Oto i mamut odpowiedział Ci kolego ss9 na twoje napastliwe argumenty. Jakbyś nie
            miotał się w swoim tytoniowym szale to obiektywnie rzecz biorąc racja stoi po
            stronie niepalących, którzy wbrew twojemu błednemu mniemaniu, zapewne powziętemu
            z perspektywy zadymionych knajp, stanowią zdecydowaną większość. I to tej
            większości szanowni palacze będziecie musieli juz wkrótce się podporządkować.

            Tak jak nie przepadam za ustawodawstwem unijnym tak w tym przypadku jeśli pójdą
            z Brukseli do Polski dyrektywy nakazujące wprowadzenie ograniczeń dla
            rozpasanych palaczy nie pozostanie mi nic innego jak podpisać się pod tym
            czterema kopytami. :)

            I skamlenie zza pożółkniętych zębów nic Wam Drodzy Palacze tu nie pomoże.



            • sss9 Re: Pal sobie, ale we własnym sosie... 20.01.06, 09:17
              Gość portalu: Hakenbu napisał(a):

              > Oto i mamut odpowiedział Ci kolego ss9 na twoje napastliwe argumenty. Jakbyś ni
              > e
              > miotał się w swoim tytoniowym szale to obiektywnie rzecz biorąc racja stoi po
              > stronie niepalących, którzy wbrew twojemu błednemu mniemaniu, zapewne powziętem
              > u
              > z perspektywy zadymionych knajp, stanowią zdecydowaną większość. I to tej
              > większości szanowni palacze będziecie musieli juz wkrótce się podporządkować.
              >
              racja, to fakt, że tytoń szkodzi - tego nikt nie kwestionuje.
              problem dotyczy czego innego i udawanie, że jesteś zaszczuty przez "mniejszość"
              palaczy, którzy terroryzują cię w knajpach jest żałosne. podobnie jak żałośnie
              śmieszne są twoje insynuacje o moim "miotaniu się w tytoniowym szale". jak widać
              w tym wątku piszesz raczej o sobie. :)

              > Tak jak nie przepadam za ustawodawstwem unijnym tak w tym przypadku jeśli pójdą
              > z Brukseli do Polski dyrektywy nakazujące wprowadzenie ograniczeń dla
              > rozpasanych palaczy nie pozostanie mi nic innego jak podpisać się pod tym
              > czterema kopytami. :)
              >
              > I skamlenie zza pożółkniętych zębów nic Wam Drodzy Palacze tu nie pomoże.
              >
              >
              wybacz kolego, ale jedyną skamlącą osobą jest ta, której właśnie odpowiadam,
              nawet jeśli jej zęby są po dentystycznym lakierowaniu. :)
              • Gość: Hakenbu Wolnoć smrodku (tytoniowy) w swoim domku... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.06, 11:14
                Podejrzewasz mnie, że moja zapalczywość wynika z tego, że jestem byłym palaczem?
                Niestety ponownie powziąłeś błędne mniemanie :D... Jak widać jesteś palaczem nie
                tylko z uzależnienia od nikotyny, ale i z przekonania: "Palę bo lubię, palę bo
                to jest cool!" - widzę wyraźnie czytając między wierszami twoich wpisów na forum.

                Podziwu godna postawa. Nie widzisz problemu ani w pożółkniętych zębach, ani
                przesiąkniętej tytoniowym dymem odzieży, nie widzisz powodu, dla którego palacze
                winni przestać palić w barach, bo jak twierdzisz własciciele barów są po waszej
                (czyli palaczy) stronie. A ten kto domaga się by palacze ograniczyli swój
                proceder do zacisza swoich domów, aut i ściśle wydzielonych miejsc w miejscach
                publicznych to ani chybi oszołom, osobnik, który pragnie odebrać tak ukochaną
                wolność.

                Z uporem bronisz z góry przegranej sprawy. Znam sporą liczbę palaczy, ale ci
                przynajmniej nie udają, że to co robią jest w porządku. Przeciwnie: bardzo
                często z rozbrajająca szczerością przyanają, że nie mają dość siły i silnej woli
                by po prostu zaprzestać płacenia za autodestrukcję jaką jest bez wątpienia palenie.

                Palaczy i palenia bronią najczęście młodzi, Ci którzy zaczęli palić w szkole, na
                studiach tylko po to by zyskać akceptację w danym środowisku. Nie chcę
                uogólniać, ale w ponad 95% znanych przeze mnie przypadków mechanizm rozpoczęcia
                palenia był właśnie taki. Stoi sobie taki pierwszoroczniak oparty o ścianę i
                widzi fajnych kolesi i odlotowe laski, które siedzą nieopodal na korytarzu i
                ćmią fajeczki. Myśli sobie: "posiedziałbym z nimi i pogadał sobie.., ale ja nie
                palący". No więc decyduje się zapalić raz, potem drugi, cholera drapie w gardle,
                dusi w płucach, ale co tam - byle nie być outsaiderem!

                W jaki sposóby Ty zacząłeś palić sss9? Będziesz potrafił opowiedzieć o tym z
                dumą, czy raczej nie da rady (mam na myśli dumę)? Spodobała Ci się może reklama
                Marlboro Man? Ten super luz, amerykański szyk, który bez wątpienia poczujesz jak
                tylko wetkniesz sobie w usta zawiniętą w papierek garstkę tytoniowego siana i
                podpalisz. Albo byłeś fanem jakiegoś aktora, a ten tak seksownie jarał paierochy
                na ekranie...?

                Czy może stwierdzisz, że spróbowałeś raz, spodobał Ci się ten smak i po prostu
                palisz tak jak powiedzmy ja uwielbiam wcinać czekoladę...? Nie namawiam Cię broń
                Boże do złożenia samokrytyki, ale choć powściągliwości w atakowaniu tych, którzy
                proszą Cie tylko o jedno: Nie pal w moim towarzystwie! Jak widzisz, że siedzi
                obok Ciebie przy stoliku w knajpce gość, który nie pali to nie uszczęśliwiaj go
                na siłę i powstrzymaj się od palenia, albo poszukaj sobie na palenie takiego
                miejsca, w którym nikomu postronemu nie będzie to przeszkadzać. Ot to i cała
                esencja moich dotychczasowych wpisów.


                • sss9 Re: Wolnoć smrodku (tytoniowy) w swoim domku... 22.01.06, 17:13
                  Gość portalu: Hakenbu napisał(a):

                  > Podejrzewasz mnie, że moja zapalczywość wynika z tego, że jestem byłym palaczem
                  > ?
                  > Niestety ponownie powziąłeś błędne mniemanie :D...

                  a ja coś takiego zasugerowałem i to "ponownie"? pokaż mi gdzie, a potem możesz
                  się wyszczerzyć. póki co nieudolnie starasz się zamaskować swoją bezsilność.
                  :D

                  Jak widać jesteś palaczem ni
                  > e
                  > tylko z uzależnienia od nikotyny, ale i z przekonania: "Palę bo lubię, palę bo
                  > to jest cool!" - widzę wyraźnie czytając między wierszami twoich wpisów na foru
                  > m.

                  j.w. - o jakich moich wpisach na forum piszesz?

                  >
                  > Podziwu godna postawa. Nie widzisz problemu ani w pożółkniętych zębach, ani
                  > przesiąkniętej tytoniowym dymem odzieży, nie widzisz powodu, dla którego palacz
                  > e
                  > winni przestać palić w barach, bo jak twierdzisz własciciele barów są po waszej
                  > (czyli palaczy) stronie. A ten kto domaga się by palacze ograniczyli swój
                  > proceder do zacisza swoich domów, aut i ściśle wydzielonych miejsc w miejscach
                  > publicznych to ani chybi oszołom, osobnik, który pragnie odebrać tak ukochaną
                  > wolność.

                  nie, uważam jednak, że o tym nie powinni decydować urzędnicy. ty natomiast
                  jesteś szczęśliwym niewolnikiem nakazów i zakazów. żal mi cię.

                  > Z uporem bronisz z góry przegranej sprawy. Znam sporą liczbę palaczy, ale (...)
                  Ot to i cała
                  > esencja moich dotychczasowych wpisów.
                  >
                  >
                  ta "esencja", to bełkot nie na temat i insynuacje w przerażająco dużej dawce.
                  zajmujesz się bezsensownym wodolejstwem zawodowo czy hobbystycznie?
    • Gość: gosc Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: 81.246.17.* 20.01.06, 10:46
      Jak ten artykuł skomentują służby odpowiedzialne za przestrzeganie prawa?
    • Gość: Jeff Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 02:30
      Przesada z W.Brytanią. W Londynie znajdowałem bardzo wiele miejsc z miejscami dla palących (nie mowię o szybkich barach oczywiscie, ale to nie problem bo tam nie ma po co palić). jako palacz nie czulem sie bardzo dyskryminowany. Znacznie gorzej jest w Cambridge, ale tez coś można znaleźć. Obelgi , "śmierdzących nalogowcow" itp pomijam milczeniem.
    • Gość: adam Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.aster.pl / *.aster.pl 25.01.06, 15:17
      to nonsens jak kto pali to chyba powinien siedziec wyzej od osoby nie
      palacej.to do tego jak wyglada sytuacja w la boca.dym unosi sie do gory.
      • Gość: kopytko Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.olsztyn.mm.pl 25.01.06, 15:56
        Kilka stuleci europejskiej tradycji zbudowano na fajeczce i dobrym trunku.
        Kultura zmacdonaldyzowana chce ludzi tego pozbawić. Nie dajcie się!
        • Gość: Lidia Kawa i papierosy IP: *.hsd1.mi.comcast.net 31.01.06, 17:19
          Przypomniala mi sie sytuacja z czasow, gdy pracowalam w jednym z olsztynskich pubow. Weszla do lokalu pewna para i zapytala czy sa stoliki dla nieplacych, na co my (obsluga) bardzo bystrze (jak mi sie wtedy wydawalo) odpowiedzielismy - "Tak, prosze sobie wybrac stolik i nie palic."

          Zdaje sobie sprawe z tego, ze wiele knajp nie ma odpowiedniej wentylacji i przez to rzeczywiscie czasami mozna siekiere w powietrzu zawiesic, ale jesli jestes niepalacy i bardzo Ci to przeszkadza, idz na piwo gdzies indziej; otworz swoj lokal i wprowadz zakaz palenia.

          Moge sobie teraz zapalic. W koncu rzucilam palenie, wiec od czasu do czasu zapale, bo przeciez nie pale, wiec moge.

          Wiecej dystansu, ludzie!

          • Gość: zechu Re: Kawa i papierosy IP: *.85.1311C-CUD12K-02.ish.de 31.01.06, 21:10
            a moze ty chcesz sobie zapalic wiec otworz swoj lokal i sobie w nim pal??
            glupie argumenty...
    • Gość: zechu Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.85.1311C-CUD12K-02.ish.de 31.01.06, 21:08
      zdecydowanie za!! od stycznia 2005 taki sam zakaz funkcjonuje we wloszech i
      funkcjonuje bardzo sprawnie, nie widzialem nikogo palacego nawet na duzych
      imprezach. przyczyna prosta: wysoka kara dla palacego i wlasciciela knajpy czy
      klubu!! po powrocie do domu ubranie nie smierdzi, wlosy tez nie, przecudnie:) w
      hiszpanii dziala to samo od stycznia 2006, jak jest w praktyce jeszcze nie
      widzialem:( ale faktycznie powinno sie skonczyc to smierdzenie w miejscach
      publicznych!! moze od stycznia 2007?? pozdr.
      • Gość: kopytko Re: Dyktat palaczy w knajpach IP: *.olsztyn.mm.pl 31.01.06, 21:28
        Wy jeszcze nawet nie przeczuwacie, co to jest dyktat. To dopiero zaczną
        wprowadzać.
        • Gość: Lidia Kawa i papierosy IP: *.hsd1.mi.comcast.net 01.02.06, 05:18
          Wszedzie wprowadzane teraz sa zakazy palenia. Nie wiem czy to ma na celu ograniczyc liczbe palaczy, zmusic ludzi do rzucenia palenia czy jest jakis inny wyzszy cel. Palenie szkodzi, WIEMY! Wprowadzenie zakazu palenia przy piwie nic nie zmieni. Nie tedy droga!

          Przestan przejmowac sie rzeczami, na ktore nie masz wplywu (ja nie mam super mocy, zeby przekonac tamtego Pana do zgaszenia tego papierosa, a Ty?)!
          • Gość: kort Re: Kawa i papierosy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.06, 22:37
            popieram cie lidia
          • Gość: prophet65 Re: Kawa i papierosy IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 08.02.06, 12:21
            Jeśli nie udajesz zdziwnienia to Ci odpowiem:

            Nie ma to na celu ograniczenia liczby palaczy (choć jeśli się tak stanie to bardzo dobrze).

            Nie ma to na celu zmuszenia palaczy do rzucenia palenia (choć jeśli się tak stanie to bardzo dobrze).

            Tak, wyższym celem jest dobro całego społeczeństwa i mimo, że brzmi to jak socjalistyczne państwo to ja w tym przypadku jestem zwolennikiem socjalizmu.

            Skoro wiecie, że palenie szkodzi - dlaczego palicie przy innych?

            Też nie mam super mocy, mam za to astmę, która dzięki Wam postępuje. I też nie mam mocy do przekonania palacza aby zgasił papierosa co mnie po kawałeczku zabija - wchodzę zadymioną klatką schodową (nie mam innej drogi do domu) a potem duszę się przez kolejne trzy godziny. Jeśli wracam wieczorem np. o 22 to nie mam szans na zaśnięcie wcześniej niż o 1-2...

            A teraz taką moc będę miał i kiedy wpadnę ze służbami mundurowymi to mój przemiły sąsiad nauczy się, że palić to on sobie może w zaciszu domowego ogniska trując swoją żonę i dzieciaki, nie mnie.

            To palacze są mniejszością i nikt się z Wami patyczkował nie będzie. Smutne, ale prawdziwe. Wy nie macie szacunku dla nas - my nie mamy dla Was. Rozsądek jest po naszej stronie. I prawo również.

            Pozdrawiam.
            • Gość: borg Re: Kawa i papierosy IP: *.olsznet.ec.pl 10.02.06, 16:11
              Ściemniasz gościu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka