Dodaj do ulubionych

Polska - Witamy w EU

IP: *.pools.arcor-ip.net 20.11.07, 22:24
Różnicy nie sposób zauważyć. Każdy, kto dzisiaj jedzie do Polski,
zobaczy najpierw szerokie autostrady, otoczone kolorowymi centrami
handlowymi i wielkimi fabrykami. Przed dziesięciu laty wszystko
wyglądało o wiele bardziej ponuro. Dzisiaj markety Media-Markt i
Metro symbolizują dobrobyt i konsumpcję.

Ludzie, którzy żyją z dala od autostrad i kolorowych sklepów, czasem
w prawdziwej biedzie, przepełnieni niepewnością jutra i strachem
przed światem, którego nie znają i którego nie rozumieją, boją się
opuszczać swoje dobrze znane gospodarstwa. Przyzwyczajeni od lat do
skromnych warunków życia, patrzą na ogromny bilbord z wielkim,
czerwonym hasłem „Nie dla idiotów”. Tylko 399 złotych!

To cena super taniej anteny satelitarnej. A jednocześnie kwota, za
jaką wielu emerytów i osób pobierających zasiłki socjalne w Polsce
musi przeżyć cały miesiąc.

Pracy nie trzeba szukać. Nie ma jej lub wynagrodzenie jest co
najmniej marne. Wraz z zasiłkami na dzieci 9-osobowa rodzina z
Rzeszowa (z lewej) otrzymuje 250 euro miesięcznie. Dzieci nieczęsto
widują ojca. Jako pracownik remontujący tory kolejowe rzadko bywa w
domu.

Przez sześć miesięcy Ryanair latał z Hahn do Rzeszowa (1.000 km) za
12,50 euro ze wszystkimi opłatami, jednak z powodu braku
zainteresowania szybko zrezygnował z tego połączenia. Samoloty
latające z Krakowa do Londynu są zawsze pełne. Do Niemiec Polacy
mają najbliżej, lecz Niemcy mają im najmniej do zaoferowania.

Każdy, kto cokolwiek potrafi, dawno już wyjechał do Anglii,
Hiszpanii lub Włoch. Wypłacane w tych krajach wynagrodzenia są
niższe niż niemieckie zasiłki, jednak dla przyjeżdżających tam w
poszukiwaniu pracy są prawdziwym błogosławieństwem. Polskim emerytom
i bezrobotnym pozostawało dotychczas tylko zbieranie szparagów lub
jabłek w Niemczech. Dokładnie w momencie przystąpienia Polski do
Unii Niemcy zamknęły Polakom drzwi przed nosem, drzwi, które
zasadniczo powinny być teraz bardziej otwarte, niż kiedykolwiek.
Teraz prace wykonywane dotychczas przez Polaków powinni wykonywać
Niemcy otrzymujący zasiłek zgodnie z ustawą Harzt IV. Jednak oni – o
ile w ogóle przyjdą do pracy - po drugim schyleniu się po szparagi
biorą zwolnienie lekarskie. Nie wychodzi to na dobre niemieckim
ogrodnikom, u których nie ma kto zbierać owoców.
Zupełnie inny problem mają polscy emeryci, którzy dotychczas
sprzedawali owoce ze swoich ogródków lub przydomowych sadów. W
konkurencji z Lidlem, Realem czy Intermarche nie mają oni szans na
znalezienie rynku zbytu.

To jest po prostu farsa. Lidl i Metro wpędzają rolników w biedę, a
my – jeżeli dostaniemy jakieś darowizny (ale nie od Lidl Stiftung) -
jedziemy potem do sklepu Lidla i kupujemy brakujące im do życia
artykuły spożywcze.

Zyski koncernów ciągle rosną, i rosną też stwarzane przez nie
problemy. W walce o niską cenę masowych produktów liczą się już
tylko wielkie zachodnie fabryki, ale czasem nawet one mają
trudności. Jest tylko jedno rozwiązanie. Prawna szara strefa UE
pozwala polskim przedsiębiorcom wysyłać całe grupy pracowników
jako „świadczących usługi” do niemieckich fabryk. To, co oni tam
robią, nazywają oni pracą. Jednak w zasadzie powinno się to nazywać
wyzyskiem i niewolnictwem.

Zdjęcie z prawej: Agnieszka z pro humane przynosi artykuły spożywcze
samotnej matce z trójką dzieci w Gliwicach. 120 euro renty
miesięcznie.

Witamy w UE – Kto właściwie na niej zyskuje?

Marcin ma 22 lata. Jego rodzice są od dawna we Włoszech, wiedzie im
się tam całkiem nieźle. Syna zostawili w Polsce. Przez dwa miesiące
harował – zwerbowany przez polskiego agenta – w rzeźni Manten w
Geldern przy holenderskiej granicy. „Czasem codziennie mieliśmy
obławy policyjne” – mówi Marcin. Jednak to, co on tam robił,
uznawane było za legalne. Na akord w tonach rozbierał świnie, 15
godzin dziennie, 6 dni w tygodniu. Kwaterę, którą oddał mu do
dyspozycji właściciel przedsiębiorstwa, można w zasadzie nazwać
chlewem. Brudna, zatęchła, zimna woda. Zarabiał tam w przeliczeniu
4,60 euro na godzinę. Z tego 50% (słownie: pięćdziesiąt procent)
oddawał swojemu pośrednikowi. Harówka za 2,30 euro na godzinę. Otto
Beisheim (Metro, Media Markt, Real) & Co rozdają nagrody. Miliardowe
nagrody.

Przed 15 laty za 5 marek było w Niemczech jeszcze dużo pracy na
czarno. Sprzątanie, malowanie, tapetowanie. W międzyczasie koszty
życia w Polsce wzrosły trzykrotnie. Lecz Polacy, zamiast w Unii
Europejskiej zarabiać pieniądze, które przyniosłyby z sobą wymarzony
dobrobyt, są witani na dojazdach do autostrad przez zielonych
policjantów. W wielkich obławach wyłapują oni przypuszczalnych
nielegalnych robotników. „Podeszli do nas z przewieszonymi przez
ramię pistoletami maszynowymi, kazali wysiąść, warczeli na nas i
traktowali jak terrorystów” – opowiada Marek Galwas z Gorzowa,
pracujący jako stolarz.

Przełom nastąpił wraz ze zjednoczeniem Niemiec. Niemcy ze wschodu
nienawidzą Polaków jak zarazy. Polacy są nie tylko tańsi, lecz także
lepsi i szybsi. Dla wschodnioniemieckiego blacharza Olafa W. są oni
tylko „brudnymi świniami”. Ostatnio w Polsce i w Niemczech coraz
częściej widać przejawy nienawiści i zawiści, podczas gdy w Azji
wszyscy coraz szerzej się uśmiechają do siebie. Dokąd to doprowadzi?

Polscy rolnicy sprzedają swoje zbiory za ceny poniżej minimum
gwarantującego przeżycie, reszta jest bezrobotna, niektórych stać
tylko na kupno anteny satelitarnej w Media Markt i teraz patrzą w
ekran, na którym pokazywany jest cudowny świat dobrobytu. Ale coś
się zmieniło: „Wcześniej kłamstwo było czarno – białe, dziś jest
kolorowe” – mówi starsza kobieta z Rzeszowa.

Nie dla idiotów.
Jednocześnie nasz były kanclerz klepie się po ramieniu z rosyjskim
prezydentem Putinem, któremu zbyt rzadko zadawane są krytyczne
pytania o prawa człowieka w jego kraju. Teraz oni obaj „idą w gaz”.
Podczas gdy obaj politycy w wielkiej przyjaźni układają swoją rurę
nad Bałtykiem, była część Niemiec patrzy na to z pewnym
zażenowaniem. Oni zarobiliby więcej.

W polskim Międzyrzeczu dwaj 14-letni bracia jeżdżą przez 5 godzin
dziennie na rowerach, aby znaleźć w śmietnikach puste puszki. Robią
to wcześnie rano, żeby nikt ich nie widział. Wstydzą się tego, ale
muszą jakoś żyć. Pomińmy fakt, że jest to praca nieletnich.
Wystarczyłoby już, gdyby ktoś im zdradził, że za co dwudziestą
puszkę otrzymaliby 80 km dalej, za niemiecką granicą, tyle
pieniędzy, ile w Polsce za kilogram. Ponieważ co dwudziesta puszka
pochodzi z Niemiec i zastaw za nią wynosi 25 centów. W Polsce nie
jest ona warta nawet pół centa.

Obserwuj wątek
      • Gość: Ahania Re: Polska - Witamy w EU IP: *.ols.vectranet.pl 21.11.07, 10:09
        Oczywiście,że skopiowany tekst / nawet to,że zdjęcie z boku /.Współczujący Hans
        nie zauważył,że Supermarkety zadomowiły się u nas na wiele lat przed
        przystąpieniem do UE. Nie chce też wiedzieć,że w każdym kraju są zawsze oprócz
        bogatych również biedni ludzie /w Niemczech też/.Hans siedział cicho przez jakiś
        czas i teraz znowu chce nas sprowokować i narazie delikatnie wciągnąć do
        dyskusji a potem znowu zacznie obrażać naszą godność. I pewnie już ten mój wpis
        będzie powodem do kontynuacji przez Hansa.Zresztą odczuwam Hansa jak znajomego
        ale niekoniecznie dobrego /dał się już we znaki/.Za każdym razem obiecuję
        sobie,że nie dam się sprowokować i zlekceważę kolejny wpis ale chyba znowu byłam
        zbyt słaba w swoim postanowieniu.Nie podoba mi się przepisywanie całej szpalty
        gazety i muszę teraz przewijać całą tę szpaltę,żeby zajrzeć do opinii innych
        ludzi na ten temat bo pewnie znowu się rozwinie.
        • Gość: Hans Re: Polska - Witamy w EU IP: *.pools.arcor-ip.net 21.11.07, 15:22
          Przyszłość Polski należy wiązać z Europą
          Autor: Marian Kałuski, pon, 28/11/2005 - 23:59
          Każde państwo ma własne interesy narodowe, prawie zawsze sprzeczne z
          interesami prawie wszystkich innych państw (to jest niestety wielki
          problem ludzkości). Tak jest również w wypadku Polski i Stanów
          Zjednoczonych Ameryki.

          Podzielam następującą uwagę p. Kazimierza Wiesaka, zamieszczoną
          niedawno w ?PAP ? Polonia dla Polonii?: ?Nie widzę żadnej specjalnej
          wspólnoty interesów ani sprzeczności interesów między Polską i USA.
          W tych warunkach każdy z nich będzie traktował drugi kraj
          instrumentalnie, jako narzędzie do osiągania swoich celów?.

          Ameryka na pewno nie jest dzisiaj naszym wrogiem. Ale na pewno nie
          jest także naszym przyjacielem. Najlepszym na to dowodem jest
          następujący fakt:

          Ameryka nie chce dopuścić do jedności Europy, a przede wszystkim do
          tego, aby była ona silna ? jeszcze jednym supermocarstwem i dlatego
          w jej interesie jest biedna i zakompleksiona Polska. Stąd, pomimo
          wysługiwania się Polski Ameryce i pomimo apeli polityków polskich, w
          tym prez. Kwaśniewskiego, podczas ich wizyt w Waszyngtonie o większe
          inwestycje amerykańskie w Polsce, największy inwestor kapitału na
          świecie, jakim jest Ameryka nie inwestuje w Polsce, czy raczej
          inwestuje tyle co nic.

          Dla mnie nie ulega wątpliwości, że czyni się to świadomie, aby
          utrudniać rozwój ekonomiczny Polski i przez odpowiednią politykę
          wiązać Polskę z Ameryką i wykorzystywać ją do realizowania
          amerykańskich celów politycznych w Europie. A w interesie Ameryki
          nie leży silna Unia Europejska, a tylko Unia zależna od Białego
          Domu. I taka jest prawda.

          To, co się dzieje czy niekiedy nie dzieje w dzisiejszej Polsce
          często mnie wręcz przeraża. Przeraża swą ignorancją polityczną i
          przez szkodzenie Polsce, narodowi polskiemu i sprawom polskim przez
          samych Polaków czy raczej polityków polskich.

          Prawdę mówiąc, coraz częściej coraz mniej rozumiem współczesnych
          Polaków znad Wisły, a szczególnie rządy polskie, bo często mało w
          polityce troski o Polskę, naród polski i polskie interesy narodowe.
          Sami politycy nad Wisłą bardzo często strzelają sobie we własną
          stopę, czyli w Polskę!

          No a już najmniej zrozumiałe są dla mnie właśnie te egzotyczne
          sojusze Polski z Ameryką i Wielką Brytanią (do których dopłacamy,
          m.in. uczestnicząc w amerykańskiej imperialistycznej wojnie w
          Iraku ? tak jest ona postrzegana prawie na całym świecie) wtedy,
          kiedy jesteśmy członkiem Unii Europejskiej.

          Po co więc Polska do niej przystąpiła? Czy naprawdę Polska jest w
          niej amerykańskim "koniem trojańskim" i chce nim być? A potem rządcy
          Polski i sami Polacy narzekają, że są nielubiani w Unii i że ona
          jest antypolska.

          Proszę mi wybaczyć za szczerość, ale ja na miejscu Brukseli
          wyrzuciłbym Polskę z UE. Bo albo albo. Albo Polska jest częścią
          Europy i członkiem UE, albo jest amerykańską placówką w Europie
          wrogą UE (na wzór amerykańskiej bazy Guantanamo na terytorium Kuby).

          Jeden z największych dziennikarzy międzywojennej Polski Stanisław
          Cat-Mackiewicz nazwał porozumienia obronne Polski z Anglią i Francją
          w 1939 roku "egzotycznym sojuszem". Wkrótce wrzesień 1939 roku
          potwierdził słuszność tej jego opinii. Londyn i Paryż nie przyszli z
          pomocą Polsce zaatakowanej zbrojnie przez Niemcy.

          Waszyngton także w żadnym wypadku nigdy nie przyjdzie z pomocą
          militarną Polsce, szczególnie jeśliby doszło do konfliktu polsko-
          rosyjskiego czy polsko-niemieckiego. Co więcej, jestem pewny, że
          gdyby historia miała się powtórzyć (a ona lubi się powtarzać!) i
          powtórzyła by się sytuacja polityczna w Europie z lutego 1945 roku,
          doszłoby ponownie do nowej Jałty, w której Biały Dom sprzedałby nas
          ponownie Rosji czy nowemu spuermocarstwu ? np. Chinom przy nowym
          dzieleniu świata na strefy wpływów.

          Stąd obecny sojusz Polski z Ameryką jest także egzotyczny. I to
          jeszcze bardziej! Bowiem Ameryka to kraj od Polski nie tylko za
          górami i lasami, ale także za wielkim oceanem.

          Ten sojusz polsko-amerykański kosztuje Polskę setki milionów złotych
          rocznie i szkodzi Polsce pod każdym względem!!!

          Chociażby jej reputacji (jesteśmy postrzegani jako agresor w Iraku),
          przez dużo większe zagrożenie terrorystyczne dla Polski i stosunkom
          polsko-rosyjskim (które i tak są już bardzo napięte), gdyż Moskwę
          drażni bliskie zbliżanie się Polski do USA. Ale tego wielu Polaków
          nie może zrozumieć.

          Widać, że lekcja z Francją Napoleona, którego trzymaliśmy się
          również wiernie, jak rzep psiego ogona, do ostatnich dni jego
          panowania, żywiąc jakieś głupie nadzieje z nim związane, nic Polaków
          nie nauczyła. Że nic nie nauczyła Polaków zdrada Polski przez
          Amerykę w Jałcie w 1945 roku, przez którą nasz kraj był w sowieckiej
          niewoli przez 45 lat.

          Że Polacy nic nie zrozumieli z tego, co powiedział obecny prezydent
          amerykański: że Biały Dom troszczy się jedynie o interesy
          amerykańskie, że one mają priorytet pierwszeństwa w polityce
          zagranicznej USA. Potwierdziła to dobitnie także niedawna
          konferencja państw amerykańskich w Buenos Aires.

          Ameryka, której supermocarstwowość słabnie z dnia na dzień (nawet
          Izrael - jej największy poplecznik i sojusznik - szuka sobie dzisiaj
          innej od amerykańskiej gwarancji politycznej na przyszłość, o czym
          pisały media na Zachodzie!) z powodu rosnącej potęgi Chin, nie da
          Polsce szczęścia.

          Przyszłość Polski jest w UE. Dlatego trzeba się starać o jak
          najlepsze stosunki z Brukselą i z wszystkim członkami UE, a
          szczególnie z Niemcami, gdyż tylko i wyłącznie na dobrych stosunkach
          z Niemcami Polska może zyskać wiele ? sto razy więcej niż na dobrych
          stosunkach z USA!!!

          Z USA należy mieć jedynie jak najbardziej poprawne stosunki
          polityczne "z dystansu", bo Waszyngton nie jest naszym wrogiem i w
          tej czy innej sprawie możemy siebie wspierać na arenie
          międzynarodowej.

          Troszczyć się i rozwijać należy jedynie stosunki gospodarcze
          (obopólnie korzystne, a nie korzystne tylko dla USA, co ma miejsce
          dzisiaj ? np. sprawa kupna amerykańskich samolotów F16, na której
          wyjdziemy jak Zabłocki na mydle!; gdzie są amerykańskie technologie,
          które w zamian za kupno tych samolotów mieliśmy otrzymać?!).

          Dodam tu, że nie jestem jakimś lewicowcem i wrogiem Ameryki.
          Przeciwnie, ten kraj jest dla mnie przepiękny i ludzie, których tam
          poznałem, spodobali mi się. Wiem, że Polska zawdzięcza Ameryce to i
          owo, przede wszystkim dostęp do morza po odzyskaniu przez Polskę
          niepodległości w 1918 roku (mylą się ci, co mówią, że to Ameryka
          przyczyniła się do upadku komunizmu w Polsce i Europie Wschodniej,
          bowiem miała ona w tym jedynie pewien udział).

          Popieram także wszechstronną współpracę - także militarną -
          amerykańsko-australijską. Bo Australię, gdzie mieszkam, Biały Dom
          traktuje dużo lepiej niż Polskę - bardziej na równi. No i
          amerykańskie interesy w Australii są tak wielkie, że Ameryka nie
          chciałaby ich stracić.

          A teraz proponuje się Polakom nowy sojusz egzotyczny. Premier
          Marcinkiewicz twierdzi dumnie, że razem z Anglią porwie do przodu,
          postawi na nogi i obudzi starą rozleniwioną Europę.

          Niedługo czekał na kubeł zimnej wody. Oblał Marcinkiewicza nie, kto
          inny jak... premier brytyjski Tony Blair, który chce obniżyć dotacje
          UE dla Polski w latach 2007-13 o 10%, tj. aż o 6 miliardów euro.

          Budowanie sojuszu polsko-angielskiego w ramach UE to nic innego jak
          przysłowiowe bujanie w obłokach i znowu de facto antypolska akcja.

          Wiadomo bowiem, że Wielka Brytania dąży do zniszczenia UE, a sama
          chce się złączyć politycznie, militarnie i gospodarczo ze swym
          anglosaskim bratem ? Stanami Zjednoczonymi i anglosaską Kanadą i
          Australią. O tym głośno się mówi w Australii.

          Jeśli dojdzie do tego to Polska zostanie na lodzie (bo do Klubu
          Anglosaskiego nie zostanie przyjęta!) i będzie znienawidzoną przez
          wszystkich za współudział w zniszczeniu Unii Europejskiej.
            • Gość: Hans Re: Polska - Witamy w EU IP: *.pools.arcor-ip.net 22.11.07, 00:52
              Polish jokes

              Żeby przekonać się co inni sądzą o nas wystarczy w przeglądarce
              internetowej wpisać hasło "polish jokes". Prezentują one oczywiście
              skrzywiony wizerunek Polaka, ale, jak pokazują badania, opinie
              cudzoziemców na nasz temat są nie mniej karykaturalne.

              Dla Anglika Polak to ktoś z wąsiskami, Włosi wiedzą, że naszym
              krajanem był papież, ale są przekonani, iż piszemy cyrylicą.
              Francuzi do niedawna nie mieli o nas zielonego pojęcia. Uczestnicy
              spotkania Taize, które w 2003 r. odbyło się w Paryżu ze śmiechem
              opowiadają, jak gospodarze pytali, czy w Polsce mamy odtwarzacze
              video, a odpowiedzi, że dość powszechne jest już nawet DVD
              przyjmowali z kiepsko ukrywanym niedowierzaniem. Nasz image niedawno
              popsuł nieszczęsny hydraulik, którym francuskie nianie straszą
              niegrzeczne dzieci.

              Niemcy - wiadomo jakie mają o nas zdanie - złodzieje z
              polnichewitze, którymi komicy rozbawiają publikę w popularnych
              programach rozrywkowych, Niedawno widownia zaśmiewała się do łez,
              gdy satyryk Stefan Raab pytał, dlaczego Polacy są tak skuteczni w
              zbieraniu szparagów? Odpowiedź - bo stosują odpowiednią technikę i
              tu wykonał gest, który w Niemczech oznacza kradzież.


              AFPGeneralnie obce nacje nie bardzo potrafią zidentyfikować nasz
              kraj, kojarzący się im z odległą, zimną północą. Gdy dwa lata temu
              do Groclina przyjechał zespół Manchester City, piłkarze dziwili się,
              że nigdzie nie widać śniegu. A był, przypomnijmy, dopiero początek
              listopada.

              Made in Poland

              W większości krajów Polska nie kojarzy się w ogóle z niczym. To
              spory problem dla polskich przedsiębiorców, którzy chcieliby za
              granicą wypromować swoje produkty. Napis "made in Poland" zwykle nie
              mówi zagranicznemu konsumentowi nic, a może nawet wywołać negatywne
              skojarzenia. Z tego właśnie względu producent soków Maspex sprzedaje
              w Niemczech soki Kubuś (pod nazwą Kubus) pod szyldem zarejestrowanej
              za Odrą spółki córki.

              O tym jak trudno wypromować się za granica przekonał się PKN Orlen,
              właściciel sieci stacji paliw w Niemczech. Wyniki Orlen Deutschland
              są mizerne także dlatego, że miejscowi kierowcy wolą tankować u
              znanych sobie firm, a polska rafineria do takich się nie zalicza.

              Polskie wyroby dobrze sprzedają się tylko w skupiskach polonii, poza
              tymi enklawami są praktycznie nieznane. Z polskich marek
              rozpoznawanych na świecie można wymienić tylko wódki Belvedere i
              Chopin, ale ich wypromowanie kosztowało właściciela - amerykańską
              firmę Millennium Import LCC - sporo pieniędzy.

              Taniej niż w Constarze

              Negatywny, a co najmniej niechciany wizerunek, od dawna już
              usiłujemy zmienić i to na kilku odcinkach naraz. Statutowo promocją
              kraju zajmują się ministerstwa: spraw zagranicznych, kultury oraz
              gospodarki, Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych,
              Polska Organizacja Turystyczna, a także organizacje pozarządowe, jak
              chociażby Krajowa Izba Gospodarcza. Aż dziw bierze, że przy tylu
              instytucjach zaangażowanych w promowanie Polski cudzoziemcy mają o
              nas takie a nie inne zdanie.

              Niestety, jedną z barier ograniczających skuteczność kampanii jest
              rozproszenie sił i środków. Skromne 1,7 mln zł jakie chcemy
              przeznaczyć na kampanię medialną jest w gruncie rzeczy śmiesznie
              niska kwota.


              Polska niby w Unii, a jednak nie wiadomo gdzie... /RMF FMWięcej
              pieniędzy chce wydać na poprawę swojego mocno nadszarpniętego
              wizerunku firma mięsna Constar, która na ten cel zarezerwowała 2 mln
              zł. Jeszcze wiosną ministerstwo gospodarki planowało przeznaczyć na
              kampanie ze znacznie większym rozmachem: oprócz spotów telewizyjnych
              i ogłoszeń prasowych miały pojawić się bilboardy i plakaty na
              lotniskach, a na promocję zamierzano przeznaczyć 3,5 mln zł.
              Ostatecznie pieniędzy jednak nie wystarczyło, i zgodnie z
              zasadą "tyle krawiec kraje..." poprzestaliśmy na skromniejszej
              kampanii wizerunkowej. Ma ona zaprezentować Polskę jako kraj
              otwarty, nowoczesny i przyjazny dla inwestorów. Reklamy mają
              uwypuklić nasze atuty: tanią siłę roboczą i niskie podatki.

              Wałęsa lepszy od latawaca

              Jeśli ktoś sądzi, że po tej kampanii obraz Polaka i Polski za
              granicą radykalnie się zmieni jest oczywiście w błędzie. Upłyną lata
              zanim za granicą przestaną nas kojarzyć z zaściankiem. Obraz kraju
              mógłby zmienić rozpoznawalny na świecie produkt, taki jakim jest np.
              Nokia, ale na to się nie zanosi. Nie tylko nie powstają u nas nowe
              marki, ale już dobrze znane na rynku zaczynają znikać, wypierane
              przez ogólnoświatowe znaki towarowe. Jesienią do lamusa pójdzie logo
              Idei, a zastąpi ją marka France Telecom - Orange. Pewnie niedługo to
              samo stanie się z Erą (T-mobile Deutsche Telekom) i Plusem
              (Vodafone).

              Do historii przechodzi nazwa Bank Śląski. Holenderski inwestor,
              grupa ING, najpierw dopisał do szyldu swoje inicjały, a od nowego
              roku chce wymienić tablice po prostu na ING Bank. Na rebranding
              czeka Orbis, który do 2009 r. ma zmienić szyld na logo swojego
              właściciela grupę Accor.

              Jak na razie jedyną rozpoznawalna marką na świecie "made in Poland" -
              oprócz wódki - jest tylko Lech Wałęsa i "Solidarność". Warto
              wykorzystać obchody rocznicowe, żeby odświeżyć te ikony w
              świadomości cudzoziemców. Skoro nie mamy Googli, ani VW, ani
              Akropolu, musimy stawiać na to co mamy. Na pewno lepszy to pomysł
              niż kreowanie nowych symboli, jak nieszczęsny latawiec wymyślony
              kilka lat temu przez speców w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka