Gość: Hans
IP: *.pools.arcor-ip.net
20.11.07, 22:24
Różnicy nie sposób zauważyć. Każdy, kto dzisiaj jedzie do Polski,
zobaczy najpierw szerokie autostrady, otoczone kolorowymi centrami
handlowymi i wielkimi fabrykami. Przed dziesięciu laty wszystko
wyglądało o wiele bardziej ponuro. Dzisiaj markety Media-Markt i
Metro symbolizują dobrobyt i konsumpcję.
Ludzie, którzy żyją z dala od autostrad i kolorowych sklepów, czasem
w prawdziwej biedzie, przepełnieni niepewnością jutra i strachem
przed światem, którego nie znają i którego nie rozumieją, boją się
opuszczać swoje dobrze znane gospodarstwa. Przyzwyczajeni od lat do
skromnych warunków życia, patrzą na ogromny bilbord z wielkim,
czerwonym hasłem „Nie dla idiotów”. Tylko 399 złotych!
To cena super taniej anteny satelitarnej. A jednocześnie kwota, za
jaką wielu emerytów i osób pobierających zasiłki socjalne w Polsce
musi przeżyć cały miesiąc.
Pracy nie trzeba szukać. Nie ma jej lub wynagrodzenie jest co
najmniej marne. Wraz z zasiłkami na dzieci 9-osobowa rodzina z
Rzeszowa (z lewej) otrzymuje 250 euro miesięcznie. Dzieci nieczęsto
widują ojca. Jako pracownik remontujący tory kolejowe rzadko bywa w
domu.
Przez sześć miesięcy Ryanair latał z Hahn do Rzeszowa (1.000 km) za
12,50 euro ze wszystkimi opłatami, jednak z powodu braku
zainteresowania szybko zrezygnował z tego połączenia. Samoloty
latające z Krakowa do Londynu są zawsze pełne. Do Niemiec Polacy
mają najbliżej, lecz Niemcy mają im najmniej do zaoferowania.
Każdy, kto cokolwiek potrafi, dawno już wyjechał do Anglii,
Hiszpanii lub Włoch. Wypłacane w tych krajach wynagrodzenia są
niższe niż niemieckie zasiłki, jednak dla przyjeżdżających tam w
poszukiwaniu pracy są prawdziwym błogosławieństwem. Polskim emerytom
i bezrobotnym pozostawało dotychczas tylko zbieranie szparagów lub
jabłek w Niemczech. Dokładnie w momencie przystąpienia Polski do
Unii Niemcy zamknęły Polakom drzwi przed nosem, drzwi, które
zasadniczo powinny być teraz bardziej otwarte, niż kiedykolwiek.
Teraz prace wykonywane dotychczas przez Polaków powinni wykonywać
Niemcy otrzymujący zasiłek zgodnie z ustawą Harzt IV. Jednak oni – o
ile w ogóle przyjdą do pracy - po drugim schyleniu się po szparagi
biorą zwolnienie lekarskie. Nie wychodzi to na dobre niemieckim
ogrodnikom, u których nie ma kto zbierać owoców.
Zupełnie inny problem mają polscy emeryci, którzy dotychczas
sprzedawali owoce ze swoich ogródków lub przydomowych sadów. W
konkurencji z Lidlem, Realem czy Intermarche nie mają oni szans na
znalezienie rynku zbytu.
To jest po prostu farsa. Lidl i Metro wpędzają rolników w biedę, a
my – jeżeli dostaniemy jakieś darowizny (ale nie od Lidl Stiftung) -
jedziemy potem do sklepu Lidla i kupujemy brakujące im do życia
artykuły spożywcze.
Zyski koncernów ciągle rosną, i rosną też stwarzane przez nie
problemy. W walce o niską cenę masowych produktów liczą się już
tylko wielkie zachodnie fabryki, ale czasem nawet one mają
trudności. Jest tylko jedno rozwiązanie. Prawna szara strefa UE
pozwala polskim przedsiębiorcom wysyłać całe grupy pracowników
jako „świadczących usługi” do niemieckich fabryk. To, co oni tam
robią, nazywają oni pracą. Jednak w zasadzie powinno się to nazywać
wyzyskiem i niewolnictwem.
Zdjęcie z prawej: Agnieszka z pro humane przynosi artykuły spożywcze
samotnej matce z trójką dzieci w Gliwicach. 120 euro renty
miesięcznie.
Witamy w UE – Kto właściwie na niej zyskuje?
Marcin ma 22 lata. Jego rodzice są od dawna we Włoszech, wiedzie im
się tam całkiem nieźle. Syna zostawili w Polsce. Przez dwa miesiące
harował – zwerbowany przez polskiego agenta – w rzeźni Manten w
Geldern przy holenderskiej granicy. „Czasem codziennie mieliśmy
obławy policyjne” – mówi Marcin. Jednak to, co on tam robił,
uznawane było za legalne. Na akord w tonach rozbierał świnie, 15
godzin dziennie, 6 dni w tygodniu. Kwaterę, którą oddał mu do
dyspozycji właściciel przedsiębiorstwa, można w zasadzie nazwać
chlewem. Brudna, zatęchła, zimna woda. Zarabiał tam w przeliczeniu
4,60 euro na godzinę. Z tego 50% (słownie: pięćdziesiąt procent)
oddawał swojemu pośrednikowi. Harówka za 2,30 euro na godzinę. Otto
Beisheim (Metro, Media Markt, Real) & Co rozdają nagrody. Miliardowe
nagrody.
Przed 15 laty za 5 marek było w Niemczech jeszcze dużo pracy na
czarno. Sprzątanie, malowanie, tapetowanie. W międzyczasie koszty
życia w Polsce wzrosły trzykrotnie. Lecz Polacy, zamiast w Unii
Europejskiej zarabiać pieniądze, które przyniosłyby z sobą wymarzony
dobrobyt, są witani na dojazdach do autostrad przez zielonych
policjantów. W wielkich obławach wyłapują oni przypuszczalnych
nielegalnych robotników. „Podeszli do nas z przewieszonymi przez
ramię pistoletami maszynowymi, kazali wysiąść, warczeli na nas i
traktowali jak terrorystów” – opowiada Marek Galwas z Gorzowa,
pracujący jako stolarz.
Przełom nastąpił wraz ze zjednoczeniem Niemiec. Niemcy ze wschodu
nienawidzą Polaków jak zarazy. Polacy są nie tylko tańsi, lecz także
lepsi i szybsi. Dla wschodnioniemieckiego blacharza Olafa W. są oni
tylko „brudnymi świniami”. Ostatnio w Polsce i w Niemczech coraz
częściej widać przejawy nienawiści i zawiści, podczas gdy w Azji
wszyscy coraz szerzej się uśmiechają do siebie. Dokąd to doprowadzi?
Polscy rolnicy sprzedają swoje zbiory za ceny poniżej minimum
gwarantującego przeżycie, reszta jest bezrobotna, niektórych stać
tylko na kupno anteny satelitarnej w Media Markt i teraz patrzą w
ekran, na którym pokazywany jest cudowny świat dobrobytu. Ale coś
się zmieniło: „Wcześniej kłamstwo było czarno – białe, dziś jest
kolorowe” – mówi starsza kobieta z Rzeszowa.
Nie dla idiotów.
Jednocześnie nasz były kanclerz klepie się po ramieniu z rosyjskim
prezydentem Putinem, któremu zbyt rzadko zadawane są krytyczne
pytania o prawa człowieka w jego kraju. Teraz oni obaj „idą w gaz”.
Podczas gdy obaj politycy w wielkiej przyjaźni układają swoją rurę
nad Bałtykiem, była część Niemiec patrzy na to z pewnym
zażenowaniem. Oni zarobiliby więcej.
W polskim Międzyrzeczu dwaj 14-letni bracia jeżdżą przez 5 godzin
dziennie na rowerach, aby znaleźć w śmietnikach puste puszki. Robią
to wcześnie rano, żeby nikt ich nie widział. Wstydzą się tego, ale
muszą jakoś żyć. Pomińmy fakt, że jest to praca nieletnich.
Wystarczyłoby już, gdyby ktoś im zdradził, że za co dwudziestą
puszkę otrzymaliby 80 km dalej, za niemiecką granicą, tyle
pieniędzy, ile w Polsce za kilogram. Ponieważ co dwudziesta puszka
pochodzi z Niemiec i zastaw za nią wynosi 25 centów. W Polsce nie
jest ona warta nawet pół centa.