Dodaj do ulubionych

Jemy odpady........................... ............

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.08, 11:24
do niedawna pracowałem w jednej z miejscowych piekarni, niby
cieszącej się renomą i uznaniem (nazwy nie wymienię, wszyscy i tak
wiedzą o kogo chodzi) , i to co tam widziałem ogromnie różni sie od
tego, co jest napisane na torebkach z chlebem lub innych produktach,
chemia idzie do chleba łopatami, polepszacze
itp, choć nic o tym nie pisze na opakowaniu, pączki i inne słodkości
powracające jako zwroty są moczone i spowrotem wracają do "świeżych"
produktów jako świeżynki, myszy biegają jak w terrarium, a
pracownicy są traktowani na równi ze szmatą od podłogi. tak rodzi
się nasza inteligencja, która od krów i świń się oderwała
Obserwuj wątek
    • Gość: Betek Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.08, 14:15
      a potem rak i burta
      • muraszka1 mozna domowym sposobem 24.05.08, 15:35
        ale trzeba na to miec czas :(
        www.chleb.info.pl/?id=4
    • Gość: masarnia Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.08, 20:44
      cienkie wędliny bardziej trujące i jedzą
    • Gość: Farinelli Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.08, 02:14
      Najlepsze kawłki wycinają w Radiu Olsztyn.
      • Gość: Farinelli Re: Jemy odpady........................... ..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.08, 02:15
        kawałki
        • Gość: zejrowski Re: Jemy odpady........................... .... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.08, 22:27
          niczem wygłodniały koczkodan, z gracją i poświęceniem godnym
          zawodzącego mudżahedina, przeszukuję andysjkie stoki, w
          przetrząsając świstacze gniazda, w poszukiwaniu świeżej kaki alpaki,
          gdy obiekt moich westchnień znajdzie się na horyzoncie, niemalże w
          orgazmicznych spazmach ekstazy, bez cienia konsternacji, pochłaniam
          zdobycz doświadczając jej byt wszystkiemi zmysłami, po czym odchodzę
          w poczuciu wykonania zyciowej misji
    • Gość: gastrofaza Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.08, 14:51
      gastrofaza.blogspot.com/
      • Gość: aqsia Re: Jemy odpady........................... ..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.08, 22:42
        brrrrrrrrrrrrrrr
    • Gość: stolcman Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.08, 15:41
      img81.imageshack.us/img81/3842/srakersgr1.jpg
    • Gość: i tak już od 2 lat Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.08, 16:59
      za 50 minut wpadnie do mnie dostawca pizzy będę miał z kim gadać
      przez parę minut
      • Gość: ff Re: Jemy odpady........................... ..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.09, 14:45

        fast food = fast death
    • Gość: Maxio Niemożliwe. Jaśnie Wielmożny Pan Piekarz... IP: *.ols.vectranet.pl 22.06.08, 22:05
      ...wcale to a wcale nie robi nam takiego świństwa...
      • Gość: WERNIC Re: Niemożliwe. Jaśnie Wielmożny Pan Piekarz... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.08, 09:34
        jemy i od tego umieramy
        --------------------------------
        pl.youtube.com/watch?v=4bhCugczs3U&feature=related
    • Gość: EB Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.08, 00:10
      Piję ocet, żeby schudnąć.
    • Gość: Jajojad Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.08, 12:20
      www.youtube.com/watch?v=hpBC6oAzKgw
    • Gość: Przewalski Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.08, 02:22
      My, zwykli konsumenci, nie mamy często nawet szansy poznać
      wszystkich walorów smakowych koniny, ponieważ do rzeźni nagminnie
      trafiają konie stare i kontuzjowane, a mięso pochodzące od nich nie
      posiada już pełni wartości kulinarnych.
    • Gość: Tewje Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.08, 11:24
      Kosher Butchers

      www.youtube.com/watch?v=2smFj6iJt54
    • ravendom Albo Wietnamczycy... 25.06.08, 13:18
      Patrz Pan jaka perfidia. Zalewają nasz rynek skarpetkami uciskowymi.
      I tamuje się krwiobieg i rok - ciach stopy. Drugi rok - ciach
      kolana! i po Was. Ale na szczęście mnie nie orżną te żółte dupki. Za
      cienkie są w żółtych uszach. Kupuję te ich tandetę, i ciach gumkę
      żyletką. I sparpetka zdrowa, nieuciskowa, zdrowa :P
    • Gość: kupex Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.08, 14:38
      Piwo to napój plebsu. W ostatnich latach tworzy się takie
      przekonanie że "browarki" są cool i aby potwierdzić swoją
      przynależność do społeczeństwa należy te szczyny pić wszędzie i o
      każdej porze. Zagraniczne browary bardzo umiejętnie rozkręciły ten
      biznes w Polsce i trzepią z chłopstwa niesamowite pieniądze. W
      Polsce kutlury picia piwa nie było i nie ma, jest za to coraz
      większe spożycie napędzone reklamą.
      • Gość: F.Kimono Re: Jemy odpady........................... ..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.08, 11:28
        Wczoraj oglądałem sobie półfinał, kibicując oczywiście brudom od
        kebaba, gdyż volksdeutschem nie jestem i swoją godność mam. Meczyk
        jak wiadomo lubi browar, zatem przed seansem zakupiłem sobie
        czteropaczek mojego ulubionego Żywczyka. Podczas oglądania tegoż -
        jakże emocjonującego spotkania - które niestety moi faworyci
        przegrali, grzmotnąłem niepostrzeżenie wszystkie cztery bronksy, po
        czym udałem się na zasłużony spoczynek. Wszystko byłoby super gdyby
        nie fakt, że dzisiaj od samego rana mam straszną zmułę spowodowaną
        wczorajszym browarem. Zastanawiam się czy to kwestia starzenia się
        czy też marnej jakości dzisiejszego piwa. Dodam, że optymalną
        ilością do najeeby jest dla mnie 8-10 browarów.
      • Gość: oskar Re: Jemy odpady........................... ..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.10, 17:33

        www.sfora.biz/Polskie-sklepy-zaleje-tanie-piwo-Wypijesz-a25862
    • Gość: nasrallah Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.08, 22:42
      wale stolec w kebab
      wy to jecie
      psy niewierne
      • Gość: C Sto kilo przeterminowanej surówki w tureckim barze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.09, 23:15
        www.wyhacz.pl/Wyhacz/1,88542,6259829,Sto_kilo_przeterminowanej_surowki_w_tureckim_barze.html
    • Gość: Myszkin Włośnica u 26 Rosjan po tym, jak zjedli niedźwiedz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.08, 17:12

      W Rosji na Dalekim Wschodzie i Syberii praktykowane są uczty, w
      trakcie których zjada się mięso niedźwiedzia. Jak się okazuje, nie
      zawsze wychodzi to ludziom na zdrowie. W mieście Czyta 26 osób
      zachorowało na włośnicę po spożyciu niedźwiedziego mięsa.

      wiadomosci.wp.pl/wid,10072925,wiadomosc.html
      • Gość: stefania jemy odpady IP: *.ols.vectranet.pl 23.07.08, 06:55

        Co jemy w popularnych i tanich wędlinach? Na prośbę "Gazety Poznańskiej"
        specjaliści odpowiadają: szpik, chrząstki, dużo tłuszczu i chemii oraz...
        śladowe ilości mięsa. Parówek, traktowanych powszechnie jako dietetyczna
        żywność, eksperci nie daliby swoim dzieciom.

        Cena mówi wszystko - stwierdza prof. Włodzimierz Dolata, dyrektor Instytutu
        Technologii Mięsa AR w Poznaniu, który oficjalnie przyznaje: - Parówka, w której
        jest 35-40 proc. tłuszczu i dużo soli nie powinna być podawana małym dzieciom. A
        takie kupujemy i karmimy nimi niemowlęta!

        Studenci i ich akademiccy nauczyciele w uczelnianym laboratorium badają wędliny
        przynoszone ze sklepów. Kosztowna i długa procedura pozwala rozłożyć na czynniki
        pierwsze także to, co wypełnia naturalne jelito "parówki delikatesowej". Zwykle
        znajduje się w niej "mięso mechaniczne odkostnione".

        - Dzisiaj można parówkę nazwać jak się chce, bo nie regulują tego polskie
        przepisy, które ograniczają się jedynie do określenia poziomu białka, tłuszczu i
        soli, mówi poznański profesor. Reszta należy do maszyny, która rozdrobni mięso
        na miazgę podobną do budyniu. Wysysa z kości wszystkie soki łącznie ze szpikiem
        i oskrobuje kość z każdej odrobiny przypominającej chrząstkę. Takiej obróbce
        poddaje się kości dużych zwierząt i drobiu.

        - Kogo stać na tę technologię, może tanio robić parówki i parówkową - zapewnia
        jeden z rzeźników, który opowiada, iż uzyskanie odkostnionej masy to dopiero
        połowa sukcesu: - Do niej leje się wiadrami środki poprawiające smak, zapach,
        konsystencję. O rzeźniku coraz częściej mówi się dzisiaj "chemik". Musi dużo
        wiedzieć, jak z niczego zrobić coś.

        - Mieliśmy najbardziej restrykcyjne przepisy dotyczące wędlin, ale popsuła je
        UE, opowiada prof. Włodzimierz Dolata i podaje przykład fosforanów, których
        można było dodawać 1500 mg na 1 kg szynki. Obecnie dozwolonych jest 5 000 mg na
        kilogram! Fosforany mają cudowne właściwości wiązania wody, poprawiają też
        konsystencję. Słoje z majerankiem, czosnkiem i pieprzem zastępują butelki i
        kanistry z aromatami, smakami i barwnikami. Parówek nie wędzi się, jak drzewiej
        bywało, bo dym zastąpił płyn. - To wszystko jest wyrażone ceną, mówi profesor i
        dodaje, że tylko fachowiec wyczuje, co tak naprawdę siedzi w parówce i parówkowej.
        tekst pochodzi z o2.pl
        • Gość: stefania straszne wędliny IP: *.ols.vectranet.pl 23.07.08, 06:57
          ZAGROŻENIA ZDROWIA ZE STRONY WĘDLIN

          "Gazeta Wyborcza", 26. października 2002r.

          Wolnoamerykanka mięsna

          Tomasz Lipko

          Kupując szynkę w sklepie, nikt z nas nie wie, czy woda z wielofosforanami i
          pochodnymi azotu zajmuje w niej 30, 50 czy 70 procent
          Na środku peklowni stoi głośno pracująca trzęsąca się maszyna wielkości dużej
          pralki. To główna bohaterka tej historii - nastrzykiwarka. Obok niej w
          plastikowym kuble pływa bladoszara maź pokryta gęstym kożuchem, który dopiero po
          kilkakrotnym zamieszaniu palcem ukazuje powierzchnię płynu. Nastrzykiwarka za
          pomocą specjalnych igieł wlewa, ile się tylko da, tej szarej cieczy do
          wysokogatunkowych wędlin. "Szyneczka prezesa", "baleron babuni", polędwice i
          wędzonki, które każdego tygodnia kupujemy w sklepie, po opuszczeniu
          nastrzykiwarki zwiększają swoją wagę od kilkudziesięciu do stu procent.

          Masarze walczą o przetrwanie

          - Mam ten zakład od 18 lat. Kiedy jeszcze była to prowincjonalna masarnia,
          włożyłem w nią wszystkie oszczędności. Swoje, żony i właściwie całej rodziny -
          mówi mi ostatniego dnia Zygmunt, właściciel tego zakładu, kiedy przy wódce
          próbujemy wszystkiego, co nastrzykiwarka wypluła w ciągu tygodnia. Ma 50 lat,
          chodzi po zakładzie w garniturze, wypachniony perfumami i, jak twierdzi, zjadł
          własne zęby na produkcji wędlin. Zgodził się, żebym przez tydzień na własne oczy
          oglądał, jak dziś w Polsce produkuje się przetwory mięsne. Warunek - nikt z
          branży nie rozpozna go w tym tekście.

          Jego masarnia, zatrudniająca 20 pracowników, od pół roku jest na krawędzi
          bankructwa, podobnie jak wiele innych firm w branży. - Do niedawna zaopatrywałem
          ponad setkę punktów w województwie, otworzyłem sieć własnych sklepów,
          eksperymentowałem z nowymi produktami. Katastrofa przyszła w lecie zeszłego
          roku. W ciągu kilku miesięcy sprzedaż spadła o kilkadziesiąt procent. W okolicy
          gwałtownie zaczęło rosnąć bezrobocie, ludzie przestali kupować mięso albo robili
          to znacznie rzadziej. Nawet w stanie wojennym, gdy mięso było na kartki, jedli
          go więcej niż teraz.

          Nie wiadomo, ile zakładów zbankrutowało w ciągu ostatnich 12 miesięcy. W
          porównaniu z połową lat 90. liczba przetwórni jest dziś mniejsza o połowę.
          Reszta rozpoczęła walkę o przetrwanie. Walkę na ceny. Począwszy od małych,
          chałupniczych zakładów po giełdowych potentatów wszyscy redukują koszty. Firmy
          się łączą, zwalniają ludzi, ograniczają zużycie energii.

          80 proc. kosztów produkcji stanowił do niedawna surowiec. Wrzucanie coraz
          większych ilości ścięgien, skór i tłuszczów do kutrów (młynów) mielących mięso
          na parówki i kiełbasy nie było już rozwiązaniem na miarę tych czasów. Producenci
          zdecydowali się na krok bardziej radykalny - uzupełniać na masową skalę
          najdroższe gatunki wędlin najtańszym surowcem - wodą.

          Napompować zwierzaka zaraz po uboju

          Bladoszara ciecz, która donoszona jest w plastikowych kubłach do nastrzykiwarni,
          to rozrzedzone dużą ilością wody roztwory stosowanych m.in. do produkcji
          coca-coli wielofosforanów, azotynów i azotanów, które wykorzystuje się także
          przy wytwarzaniu materiałów wybuchowych i nawozów rolniczych. Fachowa nazwa tej
          cieczy to solanka. Litr solanki kosztuje złotówkę. Dziesiątki igieł pracujących
          wewnątrz maszyny pompują tą solanką płaty mięsa na szynki, polędwice, balerony.
          Ich waga musi wzrosnąć o kilkadziesiąt procent. To jest już żelazny zwyczaj, do
          którego - chcąc nie chcąc - musieli dostosować się niemal wszyscy producenci w
          kraju. Żeby wstrzyknięte preparaty za szybko nie wylały się z mięsa, jego płaty
          wrzucane są następnie do masownicy. Maszyna przypominająca w konstrukcji
          betoniarkę rozgniata połcie mięsa, tak by ciecz w środku została równomiernie
          rozprowadzona.

          Pan Bogdan obsługujący nastrzykiwarkę, zasuszony posępny flegmatyk po
          pięćdziesiątce, jest jednym z najważniejszych pracowników w firmie. Od jego
          umiejętności zależy wydajność całej masarni.

          - Wydajność to dziś kluczowe słowo w przetwórstwie mięsnym - mówi mi Bogdan, nie
          odrywając wzroku od pracującej maszyny - dziś 90 proc. wysokogatunkowych wędlin,
          które kupujemy w sklepach, to produkty wysoko wydajne. W skrócie oznacza to
          tyle, że kiedy szynka czy polędwica poleży parę dni w lodówce, zacznie się z
          niej wylewać woda.

          A dokładniej ten szary płyn, który pod kożuchem syntetycznej piany pływa w kuble.

          - Do większości zakładów mięsnych w kraju te maszyny weszły w latach 90. -
          opowiada Zygmunt. - Używane nastrzykiwarki i masownice z Niemiec wędrowały do
          Polski stadami. To był taki najnowszy krzyk techniki, którym ze zrozumiałych
          względów nikt nie chciał się chwalić. Ja sam w 1993 roku pojechałem z trzema
          tysiącami marek w kieszeni po agregat prądotwórczy, ale kiedy zobaczyłem, jakie
          cuda taka maszyna potrafi zrobić z kawałem mięsa, za wszystkie pieniądze kupiłem
          na pniu wysłużony egzemplarz. Tydzień zajęła mi nauka właściwego kłucia -
          wędlinki od razu zyskały na wadze 20 proc., nie mówiąc już o apetycznej
          soczystości... Nawet nie wiedziałem, jak szybko i po cichu konkurencja
          zaopatrzyła się w jeszcze wydajniejsze maszyny.

          Sztuczne zwiększanie soczystości wędlin jeszcze niedawno było tylko wstydliwym
          procederem przyjętym po cichu przez większość producentów. Dostępne urządzenia
          oraz przyjęte w branży zwyczaje pozwalały na zwiększanie w ten sposób wagi
          najlepszych gatunków wędlin do 20 [19.01] 16:55 Tetryk zwiększanie w ten sposób
          wagi najlepszych gatunków wędlin do 20 proc.

          Prawdziwy wyścig zaczął się pod koniec lat 90., kiedy znacznie złagodzono
          polskie normy regulujące skład produktów spożywczych, a jednocześnie na rynku
          pojawiły się nowoczesne niemieckie maszyny nastrzykujące kolejnej generacji.
          Pompowanie mięsa w polskich zakładach przyjęło formę wyścigu między
          producentami. Dziś na rynku obowiązuje wolnoamerykanka - ilość wody w wędlinie
          ogranicza jedynie jakość sprzętu oraz wytrzymałość mięsa. Ostatnio krzykiem mody
          są maszyny, które dzięki elastycznym igłom omijającym kości potrafią
          "napompować" zwierzaka po uboju jeszcze przed rozebraniem go na kawałki.

          Więcej przypraw!

          - Do czego lejecie najwięcej wody? - pytam Zygmunta, kiedy przerwa w dostawie
          solanki wstrzymała niemal całą produkcję w zakładzie.

          - Przede wszystkim do wędzonki. Balerony, szynki, polędwica, a więc produkty o
          największej wartości handlowej. Kiedyś z dziesięciu kilogramów surowej szynki
          robiło się około 8 kg wędliny. Dziś z tych samych dziesięciu kilo najbardziej
          pazerni potrafią zrobić do 20 kg. Decyduje wyłącznie technologia. Ja jestem
          ograniczony kilkuletnią niemiecką maszyną, dzięki której mogę rozpędzić się do
          50 proc. - w 100 kg surowca mogę wstrzyknąć maksimum 50 kg solanki.

          - Ludziom nie przestały smakować coraz bardziej rozrzedzane wędliny?

          - Przede wszystkim robili to wszyscy i stopniowo, więc udało się ludzi
          przyzwyczaić do nowej jakości. Poza tym, żeby za bardzo nie było czuć, że mięsa
          w mięsie jest coraz mniej, nauczyliśmy się dodawać więcej przypraw.

          - Nikt nie wpadł na pomysł zdobycia rynku wędlinami robionymi według
          tradycyjnych receptur - tylko mięso i zioła?
          - Znałem gościa, który chciał taką szansę wykorzystać. Oryginalne receptury,
          przemyślana dystrybucja, reklama w dużych miastach, przy czym udało mu się robić
          naprawdę smaczne rzeczy. Zbankrutował po sześciu miesiącach. Wykończyły go
          napompowane szyneczki i polędwice; nie był w stanie choćby zbliżyć się do nich
          ceną. Wiem, że było takich odważnych więcej, ale w większości skończyli
          podobnie. Producenci zdążyli nauczyć ludzi, jakie wędliny mają jeść.

          Kupując szynkę w sklepie, nikt z nas nie jest w stanie stwierdzić, czy woda z
          wielofosforanami i pochodnymi azotu zajmuje w niej 30, 50 czy 70 proc.

          Straszna śmierć niszczy mięso

          Solanka wreszcie przyjechała, jak zwykle w postaci sproszkowanej. Żeby było
          szybciej, Bogdan wsypuje proszek do kilku wiader naraz, a ja idę do garażu po
          gumowy wąż, który za chwilę połączy peklownię z toaletą.

          - Czasem jak ktoś przesadzi z pompowanie
          • Gość: stefania Re: straszne wędliny cd. IP: *.ols.vectranet.pl 23.07.08, 07:00
            przepraszam, urwał mi się tekst:
            Czasem jak ktoś przesadzi z pompowaniem, widać takie szare nacieki
            przypominające naturalne żyłki czy ścięgna - tłumaczy mi pan Bogdan, wrzucając
            na taśmę płaty mięsa (czekają już na nie opakowania z napisem "Staropolska" -
            plastikowe, żeby lepiej przytrzymały wodę, która zawsze zaczyna wyciekać dopiero
            po pewnym czasie). Jak potrzymasz trochę szyneczkę w plastikowym opakowaniu, po
            kilku dniach zacznie się w nim zbierać to samo, co wlewam z tego kubła -
            syntetyczny koktajl, który większość ludzi bierze za naturalne soki.

            Bywa jednak, że mięso zachowuje się nietypowo. Wygląda normalnie, ale nie chce
            przyjmować wody, wylewa się jak z gąbki. - Często zdarza się, że mięso
            nieoczekiwanie "leje się" już w zakładzie, choćbym nie wiem, jak starannie
            przygotował je do nastrzyknięcia - mówi Bogdan. - Oznacza to, że przed śmiercią
            i w jej czasie zwierzę tak bardzo się nacierpiało, że zdegenerowane stresem
            mięso, jakby mszcząc się na człowieku, nie chce także przyjmować zwyczajowej
            porcji wody.

            Okazuje się, że humanitaryzm uboju ma także wartość ekonomiczną - jeżeli zwierzę
            przed śmiercią poddane jest stresowi albo co gorsza cierpieniu, mięso na skutek
            gwałtownych zaburzeń metabolizmu traci sporo walorów, także smakowych.

            A biedne wiejskie ubojnie często nie mają specjalnych urządzeń regulujących np.
            ruch świń w drodze do uboju, tak by każda była ogłuszana pojedynczo i w spokoju.
            W rezultacie świnie są głuszone po kilka naraz wśród dzikich kwików. Oprócz
            samego stresu zwierzęta często muszą przejść drakońskie męki, zanim pozwoli im
            się zdechnąć. Sęk w tym, że oszałamianie i wykrwawianie należy wykonać zaraz po
            sobie w jak najkrótszym czasie, tak by zwierzę wykrwawiło się szybko we śnie.

            Częstym błędem, zwłaszcza w niewielkich ubojniach, jest za niskie napięcie
            chałupniczych urządzeń do ogłuszania zwierząt - w rezultacie porażone zbyt małą
            dawką prądu świnie budzą się, wisząc już na łańcuchach rzeźniczych. Umierają
            wtedy w męczarniach, a w mięsie pozostaje niebezpiecznie duża ilość krwi, w
            której błyskawicznie rozmnażają się bakterie, co dodatkowo pogarsza jego jakość
            i - ku utrapieniu przedsiębiorców - zdolność chłonięcia wody.

            Klej, żeby się szynka trzymała (przynajmniej w sklepie)

            Trzeci dzień mojej pracy w masarni. Jadę z Zygmuntem rozwieźć kilkudniową
            produkcję do kilkudziesięciu sklepów w okolicy. - Dziś kierownik sklepu to
            stanowisko o większym prestiżu niż w czasie stanu wojennego - Zygmunt w
            samochodzie przypomina mi, żebym powiedział "dzień dobry", "do widzenia" i
            najlepiej nic ponadto - w ciężkiej sytuacji całej branży to kierownicy decydują,
            jakie mięso będą jedli ludzie, kto i czym będzie je szprycował. A kierownicy
            sklepów mają przede wszystkim dwa życzenia - żeby w [19.01] 16:58 Tetryk żeby
            wędlina była tania i żeby się dobrze kroiła na cienkie plasterki, bo tylko tak
            teraz ludzie chcą brać. Mówiąc w skrócie, przynajmniej w sklepie wędlina musi
            się trzymać w kupie. A same wielofosforany z solanki do tego nie wystarczą.
            Trzeba dolać sporo "kleju", żeby wytrzymała w zdrowiu parę dni i puściła soki
            dopiero w domowej lodówce. Jak doda się mocnego "kleju", to nawet nieźle
            napompowana szyneczka potrafi trzymać się jak guma.

            Klej to oczywiście nazwa umowna. Chodzi o związki chemiczne, które są w stanie
            związać nadwyżkę wody wewnątrz wędliny, dzięki czemu zapewniają jej jędrność.
            Jeszcze do niedawna producenci lali do środka zwyczajny krochmal, ewentualnie
            wsypywali worki mąki. Jednak nawet mąka, zwłaszcza że sypana w coraz większych
            ilościach, stała się kolejną pozycją na liście oszczędności. Rodzimi
            przedsiębiorcy z branży zaskakująco szybko przyswoili sobie najnowsze
            osiągnięcia światowej nauki. Preparaty białek soi, skrobi, wyciągi z alg
            morskich i preparaty roślin tropikalnych - okazy światowej flory na tyle mocno
            wiążą wodę wstrzykniętą do mięsa, że w rezultacie są tańsze od surowców
            stosowanych od dziesięcioleci w polskich masarniach. Zdolności wiązania mięsa
            tropikalnych preparatów i tradycyjnej mąki Zygmunt porównał do różnicy między
            klejem do papieru i Super Glue.

            W ostatnich latach wiele firm zaczęło sprowadzać do kraju coraz tańsze
            sproszkowane substancje, które skutecznie zapobiegają przedwczesnemu wyciekowi z
            trudem wpompowanej wody. Najtańsze (i co za tym idzie najpopularniejsze wśród
            producentów) są, niestety, preparaty nietrwałe, podatne na przedwczesną
            fermentację, która przyśpiesza procesy gnilne w mięsie.

            Importerzy zaopatrują wszystkich - nielegalne masarnie w oborach i wielkie fabryki.

            Konkurencja lakierowana

            Wracamy do zakładu, trzeba wyładować to, czego nie udało się sprzedać w żadnym z
            40 sklepów. - Niestety, dziś pijemy z Zygmuntem przy pasztetowej i wątrobianej,
            wyniki sprzedaży nie upoważniają do lepszych gatunków. - Konkurencją, oprócz
            dużych zakładów, są nielegalne przetwórnie w oborach i chlewniach. Tam chłopi po
            cichu biją inwentarz i w warunkach urągających jakiejkolwiek higienie preparują
            "tradycyjne" wędliny. Wiem o co najmniej kilkunastu takich "przetwórniach" w
            samej tylko najbliższej okolicy. Sprzedają na lewo, także sklepom w miastach.
            Widziałem, jak oni to mięso zagniatają dosłownie czarnymi rękami. Taki rolnik,
            jak ubije świnię, łaskę zrobi, jak w ogóle zbada mięso. Przeważnie jednak nie
            bada. Zwłaszcza że higieniczne zdjęcie skóry w takim małym zakładzie jest
            praktycznie niemożliwe. Najgorszą rzeczą jest podciąganie skóry do góry -
            powoduje, że kawałki błota i kału spadają, przyczepiając się do płatów mięsa,
            które idą prosto do peklowania. W takich wypadkach nawet wymycie pod strumieniem
            wody niewiele pomoże - grudki brudu błyskawicznie przywierają między
            sztywniejącymi mięśniami.

            Następnego dnia dowiaduję się, że w ramach oszczędności prawdopodobnie w ciągu
            miesiąca zlikwidowana zostanie wędzarnia należąca do Zygmunta.

            - Jeżeli chodzi o wędzenie, pozostałem wierny tradycji tylko dlatego, że na
            kupno "lakierni" po prostu mnie nie stać - mówi Zygmunt, kiedy wchodzimy do
            pomieszczenia, w którym od aromatu mięsa uwędzonego w specjalnie dobranej
            mieszaninie liściastego drewna aż zakręciło mi się w głowie. Zygmunt wyjmuje z
            beczki garść grubo zmielonych, pachnących żywicą trocin - to buk i olcha.
            Zamocowane na wędzarniczych hakach połcie mięsa przez kilka godzin muszą się
            nawdychać dymu, żeby nabrały odpowiedniego smaku, zapachu i wyglądu.

            Ten aromat naukowcy zdążyli skomponować za pomocą kilkudziesięciu chemikaliów.
            Nowoczesna "lakiernia", czyli sztuczna wędzarnia, spryskuje mieszanką
            chemikaliów wiszące płaty mięsa. Najpierw jednak mięso musi być spreparowane i
            przygotowane na kąpiel w tablicy Mendelejewa, tak żeby warstwa "lakieru" ładnie
            przylegała i nadawała mu apetyczny, lśniący wygląd. Oficjalna nazwa takiej
            substancji to preparat dymu wędzarniczego.

            - Policzyć opłacalność takiego wynalazku jest stosunkowo łatwo - mówi Zygmunt. -
            Jednowózkowa "lakiernia" kosztuje około miliona. Na wózek wejdzie 100 kg wędlin,
            czyli o 10 proc. więcej niż w tradycyjnej wędzarni. To daje na 100 kg wędzonki
            10 kg dodatkowo. Średnia cena surowej wędliny to 8 zł, więc z jednego wózka
            wychodzi już 80 zł ekstra minus koszty surowca - sto wózków daje już prawie
            osiem tysięcy. A sto wózków mięsa można "nasmarować" nawet w tydzień, bo
            opryskiwanie zajmuje mniej czasu od tradycyjnego wędzenia. Kiedy odjeżdżam do
            domu z wielką torbą tradycyjnych wędzonek, Zygmunt przyznaje się na pożegnanie,
            że zamierza zwinąć interes najdalej za trzy miesiące. - Jeżeli sytuacja na rynku
            się nie poprawi - zastrzega - ale coraz mniej w to wierzę.

            PIH: wielofosforany, związki azotu i fragmenty osłonek

            Po powrocie do Warszawy rozmawiałem ze specjalistami. Na nikim moje opowieści
            nie zrobiły większego wrażenia.

            - Nie ma normy, która by regulowała ilość solanki w wędlinach - mówi prof. Jan
            Mroczek, kierownik zakładu technologii mięsa z warszawskiej Szkoły Głównej
            Gospodarstwa Wiejskiego.
            • Gość: stefania Re: straszne wędliny cd. IP: *.ols.vectranet.pl 23.07.08, 07:03
              Jedyne ograniczenie to tzw. dobra praktyka produkcyjna, która w polskich
              realiach jest wolnoamerykanką. Zresztą to i tak bez znaczenia, bo nie ma systemu
              kontroli przestrzegania tych norm. Nawet jak inspekcja handlowa raz na jakiś
              [19.01] 17:01 Tetryk Nawet jak inspekcja handlowa raz na jakiś czas pobierze z
              jakichś zakładów próbki produktów do analizy, to są to kontrole wyrywkowe, zaś
              wysokość kar, jeżeli są w ogóle wymierzane, nie stanowi dla producenta żadnego
              zagrożenia. W Polsce nie ma systemu, który by eliminował producentów oszustów.

              Prof. Mroczek przyznaje, że jedynym oznaczeniem wskazującym, że kupowane przez
              nas mięso zostało napompowane wodą, jest napis "produkt wysoko wydajny", który
              też nie wszyscy producenci umieszczają na opakowaniach. Cała zaś gama
              dodatkowych preparatów białkowych, zmodyfikowanych soi, środków żelujących
              ukrywa się pod symbolami "E" z trzycyfrową liczbą.

              Okazuje się jednak, że inspektorzy Państwowej Inspekcji Handlowej po wielekroć
              alarmowali o niebezpiecznie wysokim stężeniu w mięsie wiążących wodę
              wielofosforanów (nadmiar wielofosforanów powoduje u dzieci niedorozwój kości, u
              starszych ludzi osteoporozę). Jeszcze bardziej niebezpieczne jest nadmierne
              szprycowanie wędlin związkami azotu, które powyżej pewnego poziomu stają się
              trucizną.

              Już ponad rok temu PIH (podlega Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumenta)
              pisała: "Niepokojącym zjawiskiem w branży przetwórstwa mięsa stał się powszechny
              udział różnych substancji dodatkowych stosowanych w celu zwiększenia wydajności
              produktu" (cytat z raportu po kontrolach w największych supermarketach w
              Polsce). Oprócz faszerowania mięsa chemią inspektorzy wykrywali w szynce
              rozwarstwianie się mięśni na skutek zbyt dużego pompowania wodą, w wędlinach
              znaleźli "fragmenty osłonek pochodzących z przerobu innych wędlin oraz kwaśny i
              piekący smak świadczący o zapoczątkowanym procesie zepsucia". W zależności od
              gatunku wędlin inspekcje zakwestionowały jakość od kilku do kilkudziesięciu
              procent badanego towaru. Wśród konserw mięsnych ponad połowa skontrolowanych
              produktów została uznana za wadliwe, a wśród paczkowanych wędlin drobiowych
              prawie dwie trzecie. Kontrola ujawniła jednocześnie masowe oszukiwanie klientów
              - na opakowaniach większości przetworów mięsnych brak informacji o zastosowanych
              środkach uzupełniających. Poza tym potwierdzono istnienie szarej strefy -
              nielegalnych zakładów przetwarzających mięso bez żadnej kontroli weterynaryjnej
              czy higienicznej.

              Doktor Adam Jarecki z Głównego Inspektoratu Weterynarii mówi, że nielegalne
              przetwórnie to problem w całym kraju. - Niestety, jesteśmy bezbronni. W momencie
              kiedy składamy w prokuraturze doniesienie o nielegalnym wytwarzaniu wędlin na
              sprzedaż gdzieś na wsi, zawalona sprawami prokuratura z reguły umarza śledztwo z
              powodu niskiej społecznej szkodliwości czynu.

              - Co gorsza, inspektorzy i kontrolerzy kontrolują przede wszystkim duże zakłady,
              gdzie mogą liczyć na dużą karę, ewentualnie łapówkę - dodaje jeden z moich
              rozmówców - zakłady mniejsze, bardziej prymitywne, skutecznie unikają kontroli.

              W 1999 r. Inspekcja Weterynaryjna dokonała przeglądu wszystkich zakładów - tylko
              1 proc. ubojni i 4 proc. przetwórni spełniało wymagania UE.

              Parówki cielęce bez cieląt

              Roz mowa z Bogusławą Pawlaczyk, głównym kontrolerem jakości w Zakładach Mięsnych
              "Krotoszyn"

              Krystyna Naszkowska: W 1997 r. zmieniła się norma do produkcji wędlin - z
              branżowej na polską. Na czym polega różnica?

              Bogusława Pawlaczyk: Norma branżowa stawiała precyzyjne wymagania każdemu
              produktowi co do surowca, przypraw, ilości wody i tłuszczu, rodzaju użytych
              osłonek oraz wydajności. Nowa norma jest bardzo ogólna i stawia wymagania nie
              poszczególnym gatunkom wędlin, tylko grupom, a w grupie "wędzonki" jest i
              podgardle, i szynka. Wielu producentów, wykorzystując zaufanie do nazw, np.
              kiełbasa krakowska czy wędzonka krotoszyńska, z dużą dowolnością odstępuje od
              zapisanego w dawnej normie branżowej wzorca. Instytucje kontrolujące są bezradne.

              Mamy więc uśrednienie jakości między podgardlem a szynką.

              - Przede wszystkim mamy do czynienia z nadużywaniem zaufania konsumentów, żeby
              nie powiedzieć oszustwem. Bo dzisiaj normalne jest, że pod nazwą krakowska czy
              śląska jest coś trudnego do określenia.

              Musiało tak się stać?

              - Pewnie nie. Wolny rynek to nie jest wolnoamerykanka, gdzie każdy chwyt jest
              dozwolony. Idąc do Unii, możemy zachować swoją tradycję wędliniarską poprzez
              przywrócenie wymagań naszym powszechnie znanym markom wyrobów. Wtedy producent,
              który zdecyduje się na nazwanie swojego wyrobu np. krakowska, będzie musiał
              przestrzegać ściśle określonej receptury. Na nasze skargi Urząd Ochrony
              Konkurencji i Konsumentów wszczął w sierpniu br. postępowanie i uznał, iż nasze
              argumenty przemawiają za koniecznością zmiany w/w normy polskiej?

              Co to znaczy wysoko wydajna szynka?

              - Szynka ze składnikiem zwiększającym wodochłonność, dzięki czemu z 1 kg mięsa
              można zrobić nawet 1,5 kg szynki. To dopuszczają przepisy, jednak moim zdaniem
              nieuczciwością jest, jeżeli ten wyrób sprzedawany jest jako szynka i nie jest
              oznakowany jako szynka wysoko wydajna.

              Dodajemy więc tłuszcz, bo tańszy, wodę, środki chemiczne, by to wszystko nam się
              nie rozpadło i długo mogło poleżeć na półce w sklepie. A co z naszym zdrowiem?

              - O zdrowie musimy zadbać sami. Uznane przez ministra zdrowia dodatki są
              bezpieczne. Problemem są te dodatki, które funkcjonują na rynku bez stosownych
              zezwoleń, a także niemożność kontroli blisko 4500 zakładów przet [19.01] 17:04
              Tetryk 4500 zakładów przetwarzających mięso, z których wiele nigdy nie
              prowadziło gospodarki materiałowej - dokumentowania zużywanych w procesie
              produkcji surowców, przypraw i dodatków.

              To czym powinniśmy się kierować, kupując wędliny, jeśli jednak nie w smak nam
              wynalazki technologiczne?

              Tu jest pole do popisu dla organizacji konsumenckich. Po pierwsze, musimy
              starannie czytać etykietę i nie wstydzić się pytać sprzedawcę, gdy jakiś zapis
              na niej jest niezrozumiały. Po drugie, uświadomić sobie, iż dobry, bezpieczny
              wyrób wyprodukowany zgodnie z zasadami bezpieczeństwa, tak jak i dobry samochód
              czy telewizor, kosztuje. Po trzecie, pamiętajmy, iż zły producent nie napisze na
              etykiecie, że zastosował niedozwolony środek albo barwił wędlinę, co jest
              zabronione. Po czwarte, trzeba przy zakupach wykazać pewną dozę nieufności.
              Zastanowić się, z czego np. produkowane są parówki cielęce, kiedy w Polsce od
              kilku lat prawie nie ubija się cieląt, albo z czego można wyprodukować szynkę
              lub śląską za 4 zł. Rozporządzenie o oznakowaniu mówi np., iż nazwa nie powinna
              wprowadzać w błąd, ale tak się często dzieje.
              Tomasz Lipko

              To tyle!
              SMACZNEGO!!!
              • Gość: Filip Zawada Na granicy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.08, 21:15
                Dobrze że tego nie widzą.
          • Gość: dg Re: straszne wędliny IP: *.adsl.inetia.pl 07.01.11, 10:57
            finanse.wp.pl/kat,104128,title,Czas-odstawic-mieso,wid,13009200,wiadomosc.html?ticaid=1b8eb
      • Gość: rambo Re: Włośnica u 26 Rosjan po tym, jak zjedli niedź IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.08, 15:21
        img98.imageshack.us/my.php?image=dsc00103wk4.jpg
        kup u siebie i obadaj czy też taka sama jest "banderola"
    • Gość: jola Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.ols.vectranet.pl 23.07.08, 13:56
      Danku czy z tej piekarni sperzdają pieczywo na rogu Żeromskiego i
      Jagiellońskiej bo bardzo by to pasowało do yego co czytałał na forum
    • Gość: Irmina Kobus Świnia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.08, 13:42
      uploaded.to/?id=5q5skz
    • Gość: Wuss Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.08, 13:24
      Your own health and the health of those you love is something to be
      cherished.
    • Gość: Jędrzejak Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.08, 11:41
      Właśnie jem zupkę chińską o smaku tradycyjnej zupy koreańskiej. Nie
      napisali tylko czy to Korea Północna czy Południowa.
      • Gość: lucy Re: Jemy odpady........................... ..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.08, 16:20
        kupiłam wczoraj tą zupę z zielonego groszku z ciekawości, jest inna
        ni z te które jadłam do tej pory, ale zasmakowała mi bardzo, super
        sie komponuje z grzankami albo ptysiami, lubię też pomidorową
        szczególnie bazyliową mniam no a z domowych to wiadomo grzybowa na
        Święta....już niedługo.:)
        • Gość: lucy Re: Jemy odpady........................... .... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.09, 19:07

          nowe laysy o smaku poledwiczek z cebulką są genialne, niebo w gebie
    • Gość: Grzybek Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.08, 12:00
      www.policyjnyserwisinformacyjny.fora.pl/lustracja-esbecki-gang,10/czesc-tw-zadowalala-sie-dobrym-obiadem-w-restauracji-a-
      nawe,4304.html
    • Gość: iza Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.ols.vectranet.pl 05.09.08, 23:12
      dziwi mnie to . co przeczytałam w artykule śtefanii, a włściwie nie, wiemy o
      tym wszyscy, my szarzy zjadacze , którzy płaca ciezka kase w sklepie mięsnym!!
      tylko za co??? gdzie sa słuzby za to odpowiedzialne? czy tylko przy kasie po
      wypłatę? ja, jako szary obywatel , w wolnym kraju mam prawo , i żądam tego żeby
      mnie w majestacie prawa nie karmiono ta cholerna chemią!! A POTEM OTWIERA SIE
      KOLEJNE CENTRA ONKOLOGII TAk?, a na leczenie kasy nie ma tak, bo i po co>> a
      przyzwolenie na trucie ludzi jest tak?? wystarczy podać na etykiecie ile czego
      E-jakie s tam i jest spoko taK?? tylko co ztego rozumnie konsument? JEST W
      SKLEPIE, KUPUJE , NORAMLNIE , TAK POWINNO BYć!!CO JEST DOSTęPNE LEGALNIE , NIE
      ZAGRZA!!
    • Gość: sn jak zjesc smacznie i zdrowo... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.08, 16:10
      www.wrzuta.pl/audio/Byb7YWHJ1A/jak_zjesc_smacznie_i_zdrowo...
    • Gość: Zając Smalec z "najlepszego przyjaciela" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.08, 23:29
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/10,88721,5735893,Smalec_z__najlepszego_przyjaciela_.html
      • Gość: Puschke Re: Smalec z "najlepszego przyjaciela" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 21:51
        Boję się.
    • Gość: Adam Re: Jemy odpady........................... ...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.08, 11:52
      Od początku tego roku do wakacji schudłem 15 kg. Tyle że to nie była
      dieta tylko zmiany w odżywianiu i dużo sportu. 6 dni w tygodniu coś
      ćwiczyłem coś innego co najmniej przez pół godziny.
      - bieganie - 30 minut
      - jazda na rowerze - 2 godziny (zdarzało się że wyjechałem sobie
      poza miasto na 3 godziny, rekord to coś koło 80 km jednego dnia).
      - basen - 1 godzina
      - brzuszki - pół godziny
      - siłka - 30-60 minut
      - nawet na hali byłem ze 2 razy w nogę pograć

      A jeśli chodzi o dietę to wykreśliłem z niej ziemniaki i białe
      pieczywo. Jadłem więcej ryb i owoców morza i warzyw. Ograniczyłem
      keczupy, majonezy i sosy. I nie jadłem kolacji a jeśli już to
      skromną. Co najważniejsze po wakacjach nie ma efekty yo-yo choć
      ćwiczę już teraz znacznie rzadziej. Po nowym roku znowu się zabieram
      do roboty.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka