Gość: Protestant
IP: *.bielsko.dialog.net.pl
18.03.05, 13:29
Stara strategia - przerobić po swojemu młodzież i obsadzić na kluczowych
stanowiskach. Jej realizacja przez jezuitów w XVII wieku doprowadziła do
wasalizacji i zniszczenia Polski.
Jak pisał Ignacy Chrzanowski:
"Najgorliwiej krzątali się koło oświaty jezuici, których sprowadził do Polski
Hozjusz (jeszcze za Zygmunta Augusta) - do walki z reformacją. Za
najskuteczniejszą broń do tej walki poczytywali oświatę, zakładali więc
szkoły w Koronie i na Litwie i szybko umieli sobie zjednać zaufanie ogółu, i
to nie tylko schlebianiem szlachcie i podbijaniem bębenka magnatom, ale także
rygorem szkolnym i systematycznością nauki. Czego uczyli jezuici? Głównie
troszczyli się o to, aby uczniowie byli prawowiernymi katolikami: osiągnęli
swój cel w zupełności, ale jednocześnie zatruwali serca duchem fanatyzmu,
nietolerancji, nienawiści względem wszystkiego co niekatolickie; a i umysłów
nie rozwijali, owszem, ogłupiali je raczej, bo poza religią i dewocją uczyli
prawie wyłącznie łaciny: znajomość gramatyki łacińskiej (według osławionego
podręcznika jezuity hiszpańskiego Alwara) i kilku autorów rzymskich (mocno
okrojonych), rozmowy i dysputy łacińskie, wygłaszanie szumnych a głupich
oracji łacińskich, zwłaszcza panegirycznych, to jest schlebiających komu się
tylko dało, oraz deklamowanie poezji łacińskich, które musieli wysmażać sami
uczniowie według gotowych recept - oto główny zakres nauki w szkołach
jezuickich. Były wprawdzie jeszcze inne szkoły, zakonne i nie zakonne, i one
jednak nie krzewiły rzetelnej nauki, ponieważ pragnąc współzawodniczyć ze
szkołami jezuickimi, tak samo jak one dbały nade wszystko o prawowierność
katolicką i naukę łaciny. Wychodziła tedy ze szkół młodzież z ciasnym
poglądem na Boga, świat i ludzi: wierzyła, że Bóg jest tak dobry, iż nie
dopuści upadku Polski; nie rozumiała, że Bóg wtedy tylko ludziom pomaga,
kiedy oni sami sobie pomagają; myślała, że kto umie paplać po łacinie (a jaka
to była łacina, Boże się zmiłuj!), ten już rozumy całego świata pojadł;
wynosiła ze szkoły nienawiść różnowierców, a nadto przewrotny pogląd, na tak
zwaną równość szlachecką, głoszący, że skoro szlachcic szlachcicowi równy,
więc szlachcic nie ma obowiązku słuchać szlachcica, choćby ten był wojewodą;
przecie szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie, a i królem dzięki zasadzie
obieralności każdy szlachcic urodzony może zostać! I jakże wobec tego
szlachcic miał szanować władzę? [...]"