Miałem honor......

20.10.05, 14:10
chodzić do II LO.Moje II LO miesciło sie w starym gmachu przy Kościuszki i
Reymonta.Wejście główne z pięknym portalem było od strony ul.Kościuszki.Za
drzwiami miał swoją siedzibę wożny Król,postać niewielkiej postury,przed
którym drżeli tylko pierwszacy,a starsi zyli z nim w symbiozie.Na parterze po
prawej był sekretariat i gabinet dyrektora szkoły,którym na owe czasy był
Witalis Brągiel,panujacy nad nauczycielami i uczniami niczym John Wayne szeryf
z Rio Bravo.Zastepowali go Prof.Kossowski matematyk,a póżniej pan Szmid.Dyro
był zacnym człowiekiem,a nade wszystko wychowawcą.Potrafił solidnie ukarac,a
po karze podac ręke i dac szanse uczniowi na poprawe nie przekreslajac go
zupełnie.Lubił tych niepokornych,pryszczatych,rozwichrzonych,widzac chyba w
nich sol szkoły i pole do popisu dla wychowawców.Przez uczniów byl
szanowany,ale nie szacunkiem danym z góry,lecz autorytetem na który zapracował.
Na parterze był równiez instytut fizyki,jak nazywalismy pracownie do tego
przedmiotu z jedną sala amfiteatralną.Pod ścianami stały przeszklone szafy
wypełnione maszynami elektrostatycznymi,butelkami lejdejskimi,puszkami
Faradaya,równiami pochyłymi i całym doświadczalnym sprzetem fizycznym,ciekawym
i jednoczesnie zabytkowym.Czasami w szafie pojawiało sie jabłko soczyste
budzac irytacje profesorów nad niesfornością uczniów wyrażana okrzykiem
No co to za znowu jabłko?
Newtona odpowiadalismy chórem-i dowcip sie udawał.A profesorów fizyki było
dużo,że wspomnę:Brągiel i jego małżonka,Pani Gabryjelska i pan Gabryjelski(nie
wiem czy pisownie nazwisk dobrze zachowałem),pan Cmielewski pani
Sponar.Prof.Gabryjelski był autorem podrecznika do fizyki dla szkół średnich i
stypendysta jednego z angielskich uniwersytetów i jako chyba jeden podjeżdzał
pod szkołę czerwonym samochodzikiem z napisem na masce Anglia.
Na parterze mieściły sie tez pracownie prac recznych pana Wawrzyniaka i pani
Wierzgoń.Gdzie oprócz pisma technicznego,stali stopowych tłukło sie
niesmiertelne karmniki,bo nikt o ptasiej grypie nie słyszał.
Poniżej parteru były szkolne lochy,piwnice,schrony,a w nich
szatnie,kawiarenka,harcówka,ciemnia Szkolnej Agencji Fotograficznej,którą
przez lata opiekował się prof.Czesław Chmielewski,aż został kuratorem.Była tam
równiez ptaszarnia z wolierą i liczne akwaria którymi opiekowali się uczniwie
profa Kazimierza Merhy niekwestionowanego autorytetu z dziedziny biologii i
prawdziwego postrachu szkoły.Pomieszczeń tajemnych było tam wiele i nie
wszystkie udało sie odkryc i do nich dotrzeć.Krążyły opowieści,że są połączone
ze schronami,które znajdowały się pod dziedzińcem szkoły i pobliskiego sądu.
Na pierwszym piętrze znajdowała się biblioteka szkolna na czele której stała
polonistka i bibliotekarka prof.Lukaszyn,tak podobna do patronki szkoły,której
figura stała koło biblioteki,że jak na chwilę stanęła obok popiersia,to trudno
było odróżnić.Tam tez znajdował sie pokój nauczycielski i liczne sale w
których odbywały się zajęcia z języków.W skrzydle zas od ul.Reymonta na samym
jego końcu,był instytut geografii,tak nazywaliśmy salę do geografii wyposażona
w liczne mapy,atlasy,globusy,astrolabia.Tym gabinetem kierowała prof
Zołna,zdecydowana przeciwniczka fryzur bitelsowskich okrywających młodzieńcze
głowy.Tam w desperacji rzuciła kiedys przy wystawianiu ocen na koniec roku
sakramentalne:
Jak zetniesz włosy to dostaniesz 4.Ale krnąbrność kolegi była tak wielka,że
nie poświęcił fryzury dla oceny.
Na pierwszym piętrze była też słynna męska ubikacja,przez niektórych londyńska
zwana,a to przez mgły tam się wiecznie utrzymujace,mgły z dymu papierosowego
widoczność ograniczajace niekiedy do 1 metra.Scianą graniczyła z pokojem
nauczycielskim.Pod latarnia najciemniej i z tego powodu najstarsi uczniowie
założyciele tego przybytku tam ją umiejscowili.O sikaniu tam nie było mowy.Jak
jakiś neofita zjawił sie tam w tym celu został wyrzucany.Często odbywały się
tam naloty podnoszące adrenaline i obniżające stopnie ze sprawowania.Głównymi
łowcami nikotyniarzy byli prof.Merha i prof.Zabski z PO(Przysposobienie
Obronne,a nie platforma).Gdy oni wpadali do toalety,to padały rekordy
pojemności kabin.A pewien kolega Rysiu wymyślił sposób na bułkę.Stał paląc
papierosa,a w lewej rece trzymał bułkę nadgryziona.Gdy wpadali łowcy papieros
lądował w muszli lub koszu a Rysio oddawał się konsumpcji.I zawsze zbierał
ochrzan za to,że jest ordynusem bez wychowania,no bo jak można jeść w kiblu
pośród zapachu uryny.Na co rozkładał ręce i z mina niewiniątka mowił no co
zrobić jak lubię.
Na tym piętrze mieścił sie również gabinet matematyczny profa Tutki(nie tego
od Szaniawskiego)z wielkim suwakiem logarytmicznym wiszącym pod tablicą,na
którym uczyliśmy sie wykonywać obliczenia,tu padały pitagorasy,rachunki
prawdopodobieństwa sinusy,cosinusy,rachunki macierzowe i inne silnie,nie
mówiąc ozbiorach i geometrii.Profesor cieszył się złą sławą,wielu tam
poległo,podobnie jak u Kossowskiego.Zasłynął tym,że podczas klasówek stawał na
krześle i jak żuraw obserwował klasę,lub rozkładał gazetę,udawał,że czyta,a
przez dziurę obserwował uczniów.Tam też znajdował się gabinet
prof.Szury-Szymczak od polskiego,prof.Kobiałko,Niedzwieckiej,Górskiej,Jana
Feussete-polonistów.Na drugim piętrze na uwagę zasługiwało królestwo
Kazimierza Merhy,czyli gabinet biologiczny.Jaskinia lwa.Panował tam
półmrok,pod ścianami było nagromadzonych tyle sprzętów i pomocy naukowych,że
niejeden uniwersytet by sie nie powstydził.W szklanych szfach do sufitu stały
słoje z formalina,a w nich:gady,płazy,embriony,płody
ludzkie,czaszki,szkielety,kości i piszczele.Pod ścianami akwaria i terraria z
rybami,zółwiami,traszkami.Z sufitu zwisały wypchane ptaki,orły,sokoły i kto
tam jeszcze je wie.Za sala był mały gabinet profesora w którym parzył herbatę
i wypoczywał.Szkołę często opuszczał po zmroku.W tej sali nie mozna się było
skupić po przez rok uczniowie wodzili wzrokiem po ścianach przyglądając się
eksponatom i jak bilogia miała wchodzić do głowy,a prof.był piekielnie
wymagający.Obok był gabinet Lidii Cipior,też biologa i równie dobrze
wyposażony w szkielety,a dominował w nim prawdziwy kościotrup,sądząc po
uzębieniu należący do młodego człowieka.Stał zamknięty w szklanej szafie na
klucz.Szczytem pomysłowości uczniowskiej było pomalowanie mu zębów złotą farbą
imitująca koronki,wsadzenie w zęby niedopałka,a wszystko to gdy klucz jedynie
miała pani profesor.Majstersztykiem,który kosztował nas wiele czasu było
przeprowadzenie tak żyłki wędkarskiej by szkielet podczas lekcji delikatnie
pukal rączka w szybę.Dziewczyny musiały być wtajemniczone by nie wywołać
paniki na lekcji.No i zastukał,czego pani zrazu nie zauważyła.Gdy do niej to
doszło kolega rozładowując napięcie skwitował:
Widać,chce do toalety,ale tak bez nerek,dziwne-tym uratował poważną sytuację.
Na tym piętrze był gabinet chemiczny gdzie panie Wacławska,Komarkowa,Gruszecka
wymagały tablicy Mendelejewa i to po
łacinie,Aurum,Argentum,Ferrum,Cuprum,Calcium,Plumbum,a
mole,cząsteczki,bezwodniki,estry unosiły się w powietrzu.Pięknie ów gabinet
był wyposażony w możdzierze,palniki gazowe,kolby,probówki,pipety.Prawie jak w
aptece.Nieopodal była katedra historii,którą zawiadywał prof.Władysław
Szewczyk zwany Pepinem Małym.Człek wielkiej wiedzy,ducha i prawdy historycznej
niezakłamanej politycznym koniunkturalizmem.Tam uczyliśmy się prawdy.Historycy
to wazna karta II LO.Uczyła tu nestorka prof.Keck ze wspaniałym
wschodnim,kresowym akcentem,prof.Okrzesa prowadził wykłady-nie lekcje-z
historii starożytnej,kohorty,legiony,manipuły,periojkowie,bitwa pod Kannami na
stałe zostały w naszej pamięci,nawet jak ktoś historii nie lubił.Wiesława
Ceglińska-Sempruch,bardzo piękna kobieta,była historykiem młodszego pokolenia.
Tam tez miał gabinet rusycysta Baltazar Bajsarowicz,który niczym Lenin chodził
z marynarka narzucona na ramiona,a w klapie połyskiwała odznaka im.Janka
Krasickiego.Rosyjskiego uczyła rownież Barbara Blicharsk
    • marmullo Re: Miałem honor...... 20.10.05, 14:31
      i był to rosyjski,a nie radziecki.Dalej idąc odbywały się lekcje plastyki u pani
      Grobelnej i spiewu u pana Pochronia.No i wreszcie serce szkoły-aula.Tu odbywały
      się zabawy szkolne na wyrost zwane dyskotekami,studniówki,pisano matury,wreczno
      świadectwa dojrzałości i nagrody.Tu debiutowała na prawdziwej scenie z
      kulisami,czerwoną kurtyną,rampą Ewa Wencel w szkolnym teatrzyku,tu Michałek
      Bajor szlifował rosyjski z panią Blicharska przed Festiwalem Piosenki
      Radzieckiej w Zielonej Górze,by móc tam zdobyć sławę i samowar.Koncertowy
      fortepian podkreślał doniosłość tego miejsca.
      No i wreszcie osiągnęliśmy piętro trzecie gdzie rozlokował się pentagon,czyli
      militaryści,gabinet do PO.Tam uczono nas pokojowo posługiwać się karabinkiem
      sportowym czeskiej produkcji Brno,zakładać maski
      PGaz,pałatki,bandażowania,sztucznego oddychania usta-usta i obronienia się przed
      atakiem jądrowym państw Nato.Musztrę ćwiczyliśmy na dziedzińcu pod kierunkiem
      panów Giedrojcia i Zabskiego.Na dziedzińcu była też sala gimnastyczna i zejścia
      do schronów.W sali gimnastycznej dowodził najsłynniejszy wuefista pan Leszek
      Gliwiński.I tak wyglądała moja ukochana dwójka wobec której mam pewien dług
      wdzięczności.Spłacam go tą przydługą wypowiedzią by zachować pamięć o
      szkole,której już w tym miejscu nie ma.
      • Gość: MIeszaniec Ja też miałem honor...... IP: *.pl / 217.173.202.* 21.10.05, 18:44
        Nie wymieniłeś polonistów, a tam na szczególne wyróżnienie zasługiwała prof.
        Wanda Pilch, która zawsze podkreślała, ża najlepsi poloniści są w klasach
        matematyczno-fizycznych. "Wandzia" uczyła nas, że nie po to uczymy się
        literatury, żeby posiąść jakieś encyklopedyczne wiadomości, czy małpować po
        krytykach literackich. To tylko środek. Ja chcę was nauczyć sprawnego
        posługiwania się językiem polskim. I nauczyła nas! Chociaż myśmy jej odpłacali
        się dość średnio. Niejednokrotnie nasz bełkot, właśnie brak umiejętności
        wysławiania się doprowadzał jądo pasji. Wspaniały pedagog!

        Ta szkoła żyła. Żyła w czasie lekcji, żyła i po lekcjach.
        Harcówka. Nie sposób wymienić tu hm. Krężlewskiego harcerskiego dobrego ducha
        tej szkoły. To dzięki niemu harcerstwo nawet odziane w śmieszne koszulki od
        galowych mundurów instruktorskich dalej było harcerstwem. Harcówka była
        wspaniała, tam się czuło jakby siedziało się o ogniska. Prawie wionęło dymem z
        ogniska. Czy ktoś jeszcze pamięta ten księżyc w oknie harcówki? Poświetlony za
        pomocą żarówki siluet sprawiał wrażenie, że i do piwnicy księżyć zagląda.
        Klub etnograficzny. Pasja biologa i harcerza pani prof. hm. Cipior.
        Szaleństwo fotograficzne profesora Czesława Chmielewskiego. Na ogrągło
        fotoreportaże, dokumentacja życia szkoły na każdym kroku. I jego twarda ręka do
        opierniczania za zdjęcia złej jakości.
        Dyskoteki ogólnoszkolne - niestety tylko do czasu jak dyrektor Witalis Brągiel
        wkurzył się, bo na dyskoteki zaczęły wchodzić łobuzy z miasta, różnego rodzaju
        chuliganeria ze śródmieścia, dobrze znana dzielnicowym.
        Zabawy klasowe. Super. Wszytskie studniówki były w szkole. Nie jakaś tam knajpa
        jak teraz.
        Kółka matematyczne, fizyczne. Mimo braku swojej sali gimnastycznej był też SKS!
        KOniecznie należy wspomnieć prof. Gliwińskiego, obecnie nieformalnego przywódcę
        Pasieki w walce z obwodnicą. Pan profesor był wspaniały. Nigdy nikogo nie
        szykanował za brak umiejętności sportowych. Oceniał tylko za zaangażowanie.
        Jeśli nawet byłeś ostatnia oferma, ale na WF pokazałeś, że wuefu i profesora
        nie olewasz - zawsze była piątka. Gliwiński nidgy nie gonił palaczy, ale zawsze
        mówił - nie palcie, bo ze sportu będą nici. Niestety kreciąrobotą robili mu
        opolscy sportowcy. Zaproszony na spotkanie Wojtek Tyc przyciągnął sobie
        popielniczkę po zaoczniakach i siedząc w auli razem z Piechniczkiem puszczał z
        dyme "Klubowego" za "Klubowym". Biedny Gliwiński płakał: "Młodzież mi teraz
        powie, że pan Tyc piękne bramki strzela i pali!".
        Prof. Kazimierz Merha wymaga zdecydowanie dużo większego wyróżnienia. Ten
        szalony biolog, twórca szkolej wystawy awkarystycznej i szkolnych wolier z
        ptakami był oryginałem jakich już się nie spotka. Szydził z naszej niewiedzy, o
        komórce musiałeś bracie "o każdej porze dnia i nocy z najgłębszego snu
        wyrwany". Koloryt języka profesora, jego dowcipy, jego kpiarstwo, a przede
        wszystkim jego nieprzewidywalność zapadły nam wszystkim w pamięć. Takiego
        gościa chyba nie było wśród opolskich belfrów! Trochę przed moim przyjściem do
        szkoły potrafił w maturalnej klasie postawić 6 niedostatecznych i całe grono z
        dyrektorami nie było w stanie nakłomnić go do zmiany decyzji. Na moje szczęście
        profesor "odpuścił" sobie krótko przed moim przyjściem. Potem już 3 mógł dostać
        każdy. Ale 5 była raczej niedostępna.
        Plastyka u Grobelna była poezją. Nie obrażając pani profesor należy wspomnieć,
        że miała ona wśród uczniów pseudonim "Golda" z racji pewnego podobieństwa do
        Goldy Meir. Pseudonimy miało wielu nauczcieli. Najbrzydszy był Giedroycia, więc
        o nim nie wspomnę, bo i nie warto. Natomiast na wyróżnienie zasługuje nick
        najsłynniejszego historyka dwójki - profesora Szewczyka, którego z racji
        mizernego wzrostu i profesji nazywano Pepinen Małym.
        Muszę kończyć, bo żona mnie wygania.
        Na razie.
        • Gość: behemot Re: Ja też miałem honor...... IP: *.zwm.punkt.pl / *.zwm.punkt.pl 21.10.05, 23:41
          Słusznie.Pani Pilch była niezłą polonistką,a jej mąz był fizykiem.Golda Meir to
          ksywka prof.Wierzgoniowej od prac ręcznych,a Tuman i Krępulec to goście od
          PO.Kosa to Kossowski.Sliwka to geograficzka,ale nie prof.Zołna.Merha to
          Kazek.Jeszcze oprócz wymienionych pamiętam prof.Mielnika młodziutkiego anglistę
          łamacza serc uczennic.Dzięki dyrowi szkoła nie była sfeminizowana,mam na myśli
          ciało pedagogiczne,była zachowana rownowaga.A na strychu była strzelnica
          sportowa,gdzie w ramach kołka strzeleckiego waliliśmy gdzie popadnie,czasami w
          tarczę.
          Ale faktycznie dyrektor Witalis Brągiel to był wspaniały człowiek i
          wychowawca,co ja gadam jest,
          Był taki przypadek.Szkoła udawała się do Wrocławia pociągiem na śpiewogrę
          Ernesta Brylla i Katarzyny Gaertner pt."Na szkle malowane",był to hicior na owe
          czasy nieprzymierzając jak Dzisus Krajst Sjuperstar.Spektakl odbywał się w
          operetce,na żywo,no może z playbacku.W pociągu jeden z uczniów,nawiasam mówiąc
          syn dziennikarza radiowego osłabił się był podróżą,lemoniadą no wiecie i dobiło
          go powietrze wrocławskie.By nie widziały go profesorskie oczy,wytargaliśmy
          gościa na balkon,by tam spokojnie przedrzemał spektakl.Gdy rozpoczynał się drugi
          akt ze sceny poleciały słowa songu żegnaj mi lipowa łyżko,życia mego
          towarzyszko...nasz kumpel przebudził się,wychylił się przez poręcz i puścił
          takiego pawia,że w życiu nie widziałem tak wielkiego ptaka w operetce,który jak
          boeing wylądował na pięciu rzedach na parterze.Artyści,co niejedną komedię
          widzieli i w niejednej zagrali,zaczęli rechotac niemożliwie przerywając występ.
          Ci z dołu skoczyli na równe nogi i zaczeli czyscić garderobę.Ptak wylądował na
          wrocławianach i opolanach.Zapłonęły światła,zrobił się hałas,szum,konsternacja.
          Wielka plama w przenośni i dosłownie.Wróciliśmy do Opola,wine podzielono miedzy
          winowajcę głównego i kilku kolegów,którym udowodniono współbiesiadowanie.Groził
          najwyższy wymiar kary,czyli wyrzucenie ze szkoły,z II klasy i wilczy
          bilet.Zostawała zawodówka.Rozrywki bananowej młodzieży jak nas określili musiały
          być napiętnowane i surowo ukarane.Nie byliśmy godni miana ucznia socjalistycznej
          szkoły.I pomyśleć,jak jeden paw mogł zaważyć na życiu człowieka.Artykuły w
          Wieczorze Wrosławia i Słowie polskim surowo traktowały występek młodzieży z
          Opola.Jak nas ochrzanili bracia wrocławianie,zapewne mysleli,że to ślązacy,a nie
          wschodniacy spod Lwowa,ale tu grubo się myli,bo żaden Slązak czy Niemiec nie był
          w stanie puścić takiego pawia,no w życiu.Inna obyczajowośc,zupełny brak
          fantazji.Trybuna Opolska też zawtórowała w potępieńczym chórze.Sprawa oparła się
          o komitet wojewódzki PZPR dwa tygodnie zawieszenia w prawach ucznia,zakaz
          chodzenia do szkoły i czekanie na decyzję.
          Chłopcy dostali wszystkie możliwe kary szkolne,z warunkowym zawieszeniem
          relegowania,ze szkoły na jeden rok.A wywalczył to własnie nasz ukochany dyro
          Witalis Brągiel.Może dlatego,że też miał syna.Był mądry,wiedział,że trzeba dać
          szansę,że każdemu może przydarzyć się bład.
          Po wielu latach zachował się podobnie,jak Wieśka Ukleję na dworcu spałowała i
          zamknęła milicja,był jednym z pierwszych,który wystąpił z poręczeniem za niego,a
          pikanterii dodaje sprawie fakt,że był szefem POP na WSI.
          Pozdrawiam dwójkowiczów.Moze jeszcze się ktoś odezwie ze starej dwójki?
          • Gość: MIeszaniec Dzięki za sprostowanie IP: *.pl / 217.173.202.* 22.10.05, 08:37
            Golda to rzeczywiście Wierzgoniowa. Dzięki za sprostowanie.
            Grobelna to inny nauczyciel - o ile dobrze pamiętam - aktywny harcerz.
            Nauczycieli - mężczyzn było w szkole bez liku, to prawda. Jakoś tego nie
            zauważyłem, bo wydawało mi się to normalne. Ale masz rację - w porównaniu do
            trójki lub jedynki u nas męska połowa grona była chyba nawet liczniejsza niż
            żeńska.
            Zarówno absolwenci, jak i fachowcy od nauczania twierdzą, że Kosa był
            najlepszym nauczycielem matematyki w Opolu w powojennej historii.
            Inna sprawa, że był upierdliwy i nierówno traktował uczniów.
            Czy Wiesław Ukleja uczęszczał do dwójki? Jest tak charakterystyczny, a powinien
            uczyć się w tym samym czasie co ja. Jakoś go nie pamiętam.
            Dyrektor Brągiel był wspaniałym facetem, ale miał swoje humory.
            Jak się wnerwił, to lepiej było zwiewać. Raz się na mnie wydarł, kiedy miałem
            rękę w kieszeni jak do niego mówiłem, to mnie aż wyprostowało.
            Stasiu Mielnik rzeczywiście podobał się dziewczynom i wiedział o tym.
            Minusem tej szkoły był brak sali gimnastycznej. Ja widać na przeszkodzie stałuy
            tylko pieniądze, bo dzisiaj sala stoi. Swoją drogą może już pora wyprowadzić z
            tych murów bibliotekę pedagogiczną i przywrócić szkole dawną przestrzeń. Gbydy
            jeszcze tak zamienić II z V!
            Co do wyrzucania ze szkoły warto wspomnieć słowa pani od historii Wilheminy
            Keck. "Skończysz w trójce!" zwykła mawiać do tych, którzy eksponowali niechęć
            do zdobywania wiedzy. Warto o tym przypomnieć, bo dzisiaj, albo za sprawa pani
            dyrektor Koszyk, która wywindowała "trójkę" w rankingu ogólniaków, albo też za
            sprawą dyrektorów Paleja i Pateraka, którzy nie potrafili utrzymać
            rangi "dwójki", nikt już tak nie powie.
            Tak faktycznie było! Kto sobie w II LO niedawał rady lądował w III LO!
    • Gość: ;-) Re: Miałem honor...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.05, 16:43
      Behemot !
      To TY ?!?!?!?
    • Gość: ;-) Re: Miałem honor...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.05, 16:45
      Tak mi się zdaje, bo widzę te same błedy, które gdzieś już, kiedyś, coś takiego
      u kogoś widziałem etc ...

      ;-)
    • Gość: las Re: Miałem honor...... IP: *.opole.agora.pl 20.10.05, 17:49
      Prosze o kontakt w Gazecie - tel. 4012023
      • Gość: behemot Re: Miałem honor......też IP: *.zwm.punkt.pl / *.zwm.punkt.pl 21.10.05, 15:46
        No marmul fajny tekst walnąłeś.Aż Ci zazdroszczę.Tez do tej budy chodziłem.I
        jeszcze Gazeta się Tobą zainteresowała.Napisz jak nie jest to tajemnicą,co Ci
        zaproponowali.Pzdr.
        • Gość: Moriss A profesor Łużny?????? IP: *.range81-129.btcentralplus.com 22.10.05, 01:59
          Nie chodziłem do dwójki ale miałem tam wielu przyjaciół...Że wymienię
          min. "Antona" Antończyka, niesamowitej urody "Belkę" Leszczyńską czy kolegę
          Osińskiego, Bethke lub "Wentyla". No i zwalisty i gołębim sercu Bartek!
          Ciekawe że nikt (chyba) ie wspomniał o słynnym geografie Łużnym!!!!
          Pozdrawiam mój rocznik!
          Absolwent Liceum nr. I Aktualnie UK ;)
          • easystreet Re: wspomnienia średniaków.... 22.10.05, 04:05
            Jak widać i następnych "dojrzalych" nostalgia ogarnia. Czyżbyście też zjazd
            przegapili? Myslałam, że tylko ja sie potrafię roztkliwiać nad szkołą, której
            akurat zbytnio nie lubiłam. W owym czasie faktycznie slyszalam, ze Wasza dwojka
            byla lepszą "budą", ale nie zgadzam się ze snobistycznym twierdzeniem, iż
            najlepsi polonisci chodzili do klas mat-fiz! Jak na ścisłowców, to trochę
            ciężko się streścić, ej? Rozumiem, że to Wasza opóźniona nostalgiczna reakcja
            na przemijanie straconego czy utraconego czasu!
            chlipu-chlip...przynajmniej macie forum.
            A teraz wszyscy usiądźmy w kółeczku...:)
            • tiresias Re: wspomnienia średniaków.... 24.10.05, 12:46

              ja mogę wspominać lata 1979 - 83.
              - prof. Tutka miał pracownie mat. nad głównym wejściem i na 1 maja woźny chciał
              powiesić flagi - profesor powiedział że w żadnym razie i flag nie było!
              lubiliśmy go za to chcociaż gnębił nas humanistów niemiłosiernie..
              - w burzliwym 'karnawale' 80 - 81 ktos napisał na boisku 'Katyń pomścimy'
              czerwona farbą wołami na 1 metr - afera była straszna, ubecy w szkole, Paterak
              sie chyba za bardzo wtedy nie sprawdził...

              - studniówka styczeń 82' - do godziny 21. bo później godzina milicyjna -
              większośc zbojkotowała studniówke i piła po domach a na zabawę wszedł patrol
              zomowców z kałachami żeby sprawdzic co to za zgromadzenie...

              to była dobra szkoła i piękne czasy
              pozdrawiam wszystkich
Pełna wersja