Gość: behemot
IP: 77.252.18.*
21.08.08, 23:09
że wojska kolaborującego z Moskwą rządu weszły 40 lat temu do
Czechosłowacji broniąc imperium moskiewskiego. Rząd, który nie
pochodził z wyboru lecz z nadania, zadecydował jak przystało na
wasala i tysiące żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego poszło bronić
socjalizmu w Czechosłowacji. Choć często ten socjalizm mieli w
dooopie, ale niewykonanie rozkazu było równoznaczne z podpisaniem
wyroku. Polska czeka na swego Dubczeka - widniało na murach
niektórych polskich miast, co wyrażało poparcie dla przemian w
Czechosłowacji, solidarność z działaniami tam powziętymi. Chcąc
niechcąc "zapracowaliśmy" sobie obecnością na niechęć Czechów i
Słowaków. Oni zapewne wiedzą, że nie była to decyzja suwerennego
rządu, bedącego owocem demokratycznych wyborów, ale w swiadomosci
zwykłych ludzi utrwala się kontakt z żołnierzami polskimi, bo takich
widzieli na ulicach, lepszych czy gorszych, jak to na interwencji
zbrojnej.Dwanaście lat póżniej Czesi i Słowacy pisali na murach -
Szkoda, że Wałęsa Lech to nie Słowak ani Czech - czym dawali wyraz
poparcia dla dążeń wolnościowych w obozie socjalistycznym. Bo w 56,
68, 70,76, 80, itd., chodziło o to samo. Przeciwstawić się
interwencji mógł Gomułka, ale po marcu 68 jego pozycja wisiała na
włosku, więc ochocze przystapienie do najazdu na Czechosłowację
przedłużało jego łaskę ze strony Moskwy. Nie mój rząd, nie moja
armia, ale ilekroć Czesi i Słowacy będą obchodzić rocznicę sierpnia
68 r. bedą wspominać o polskiej armii, która wraz z armią czerwoną
zajęła Jesenik i tłumiła demokratyczne zmiany w Czechosłowacji.Bez
wątpienia to historia, która trochę uwiera.