mx4 06.08.09, 15:41 Bardzo lubię tego typu artykuły historyczne. Czyta się je o wiele przyjemniej niż o historii kapusiów esbeckich. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: behemot Re: O Zamku Górnym w Opolu IP: 77.252.18.* 06.08.09, 23:17 O historii kapusiów esbeckich nie czyta się dla przyjemności. Sam zaś tekst suchy przez co pić się chce, trza troszkę wody dolać albo jakiegoś tłuszczyku, boć to wszak gazeta codzienna a nie Zeszyty Naukowe UO albo co gorsza Strony. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: O Zamku Górnym w Opolu 07.08.09, 00:43 O laniu wody nie ma mowy, bo z ciężką biedą można upchnąć podstawowe informacje w ramach ustalonego limitu objętości. Tekst musi zmieścić się na jednej stronie, wliczając w to zdjęcia, miejsce na reklamę itp. Gazeta nie jest z gumy niestety. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot Re: O Zamku Górnym w Opolu IP: *.punkt.pl 07.08.09, 01:08 No więc wychodzi na to, że o historii trzeba umieć pisać by zaciekawić a nie tylko podać, wymienić, suche fakty, jak pardon w podręczniku. Wakacje, ogóry, gazetka nie ma czym szpalt zapełniać, więc ta guma mnie nie przekonuje. Można było z tego zrobić cykl albo dwa odcinki... Dzięki za pozdrówka.. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: O Zamku Górnym w Opolu 07.08.09, 01:41 "...trzeba umieć pisać, by zaciekawić..." Fakt, ale umiejętność pisania to nie wszystko. Można pisać barwnie i kwieciście, nie ograniczając się do wyliczania faktów, ale jeżeli redakcja ustala limit na trzy strony maszynopisu i nadmiar tekstu jest wycinany, to cały ten trud na wiele się nie zda. Jako autor nie mam wpływu na to, czy tekst zostanie podzielony na części i puszczony w całości w odcinkach czy tylko przykrojony do ustalonego limitu. Daję często kilka wersji tekstu o różnej długości - do wyboru. Z reguły wybierana jest wersja najkrótsza, a często jeszcze jest dodatkowo skracana. Z najnowszego tekstu o Koźlu "wypadły" najciekawsze, moim zdaniem fragmenty, o staroście Bieliku i uwięzieniu książąt opolskich na miejscowym zamku oraz o oblężeniu miasta przez wojska Wallensteina. Została sucha wyliczanka podstawowych informacji. A na koniec obrywa się autorowi, że nie umie ciekawie pisać. Nie wiesz Pan, jak wyglądał pełny tekst, to się nie wymądrzaj. Najlepiej zacznij Pan sam wydawać gazetę bez limitu objętości, to wtedy zobaczymy, co kto potrafi. To, co tu piszę, nie jest krytyką redakcji i jej działań. Redakcja ma prawo robić skróty i ja to akceptuję. Irytują mnie tylko tacy recenzenci, którzy udają, że nie rozumieją, jak powstaje gazeta, i próbują zrzucać całą odpowiedzialność na autora. Napisz Pan do redakcji, żeby puszczali dłuższe teksty, bo to nie ja o tym decyduję. Z.B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot A to dobre... IP: *.punkt.pl 07.08.09, 12:13 wszystkiemu winna redakcja czyli gazeta. Wyznacza objętość tekstu co zrozumiałe a od autora zależy co w tej objętości upcha i w jakiej formie. Zważywszy, że to gazeta codzienna, uzasadniona jest forma popularnonaukowa, co zmusza autora do dokonania pewnego wyboru, dokonania selekcji a nie uprawiania wszystkoizmu, bo wtedy wychodzi sucha wyliczanka pokazująca, że autor wie ale przecież nie o to chodzi,że autor wie. Przykrawanie tekstu odbywa się gdy autor przedstawił tekst dłuższy niż zamawiany.To oczywiste. Kastrowanie zaś tekstu bez zgody i wiedzy autora, to jawna ingerencja na którą autor nie może sobie pozwolić za wszelką cenę, bo póżniej zbiera zasłużone słowa krytyki. Jest podpis pod artykułem czy nie? Czytelnika za przeproszeniem goowno obchodzi jak powstaje gazeta, kto z kim śpi, kto komu teksty pisze i przycina. Ocenia podpisany produkt. Zaś autor podpisany pod tekstem zbiera śmietankę lub zjebki. By zbierać śmietankę nie należy się godzić na ingerencje w tekst zmieniające formę i charakter tego tekstu. Nie wiesz Pan, jak wyglądał pełny tekst, t > o się nie wymądrzaj. Najlepiej zacznij Pan sam wydawać gazetę< No to dobra argumentacja. W szufladzie mam Pulitzera a ścinki w gazecie dla czytelników. Przeczytajcie co mam w szufladzie a póżniej krytykujcie i wymądrzajcie się. To takie chwytanie się brzytwy. Reasumując. Z ciekawego popularnonaukowego tekstu przyprawionego pieprzem i tłuszczykiem z odrobiną wody zajmującego 3 strony maszynopisu, redakcja usuwa przyprawy i podaje czytelnikowi sam surowiec, czyli wyliczankę faktów historycznych jak w encyklopedii. Dokonuje więc zmiany charakteru tekstu. Z np. eseju robi się notka encyklopedyczna. I autor rozumiejąc prawa redakcji godzi się na to i swoistą kastrację akceptuje. Jego sprawa. Ale niech się nie dziwi, że taka forma może u niektórych czytelników budzić niechęć, może się niepodobać, zwłaszcza w gazecie codziennej. I nie chodzi tu o długosć tekstu, bo gdyby był dłuższy byłby jeszcze nudniejszy. Robisz Pan dobrą robotę popularyzując wiedzę o naszym hajmacie ale w formie do popularyzowania nieprzydatnej. Pozdrawiam i życzę sukcesu w pracy nad formą i walce z redakcyjnymi nożycami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: volksterier Re: A to dobre... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.09, 14:38 te dyskusje o formie i tak schodzą na bok wobec najistotniejszego faktu, że zamku górnego być może WCALE NIE BYŁO ;-P Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: A to dobre... 07.08.09, 18:36 Mając do dyspozycji trzy strony maszynopisu, nie da się wszystkich zadowolić. Jeden czytelnik będzie się skarżył na brak „wody, pieprzu i tłuszczyku”, drugi zarzuci autorowi powierzchowność i niedostatek informacji. Coś trzeba wybrać. Dla mnie osobiście ważniejsza jest treść niż forma. Wolę, by ludzie czegoś się dowiedzieli, niż podziwiali moją literacką sprawność. Jeżeli muszę wybierać, to wolę włożyć w tekst jak najwięcej informacji niż oszczędzać na informacjach, by wygospodarować miejsce na formalne sztuczki. Oczywiście każdy ma prawo do własnej hierarchii wartości. Jeden wolałby felieton czy esej na historycznych motywach, bo taka lektura jest dla niego przyjemniejsza i lżej strawna. Inny natomiast chciałby jak najwięcej dowiedzieć się o interesujących go sprawach. Cenię sobie wszystkich czytelników, ale w sytuacji, gdy nie można zadowolić wszystkich (z uwagi na niedostatek miejsca), wolę pisać z myślą o tej ostatniej grupie odbiorców. Szereg osób, również na tym forum, zwraca się do mnie o dodatkowe informacje do moich tekstów, a więc występuje jakiś głód informacji, który warto byłoby zaspokoić, nawet kosztem „wody, pieprzu i tłuszczyku”. Potrzeby sygnalizowane przez takie osoby przemawiają do mnie bardziej niż kulinarne wybrzydzania Behemota. Najtrudniejsze dla mnie są sytuacje, gdy muszę oszczędnie dawkować informacje, by nie przekroczyć ustalonego limitu objętości. Z „wody, pieprzu i tłuszczyku” rezygnuję bez żalu. Tego typu lekka strawa jest łatwo dostępna na co dzień w innych publikacjach prasowych, a od czasu do czasu dobrze jest choć trochę zmienić jadłospis. Nie każdy musi parać się eseistyką i felietonami. Są także inne gatunki twórczości publicystycznej i też jest na nie zapotrzebowanie. Nie wszyscy muszą pisać według jednego schematu. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot Re: A to dobre... IP: *.punkt.pl 08.08.09, 01:26 No to teraz wiem, że kształt wypowiedzi jest dziełem autora a nie jakiegoś redaktora, któru mu tnie teksty. Obawa przed zarzutem powierzchowności i niedostatku informacji - zupełnie niesłuszna w gazecie - powoduje, że autor zapycha trzy strony maszynopisu suchymi faktami, wyliczanką, praktycznie bez formy. O literackiej sprawności trudno tu mówić, podobnie jak o twórczości publicystycznej, raczej o poprawnym formułowaniu i wyliczaniu faktów historycznych w piśmie. To taki schemat wypowiedzi Pana Bereszyńskiego na łamach GwO na temat historii dalszej niż PRL. Z wody, pieprzu i tłuszczyku można łatwo zrezygnować, zwłaszcza gdy się ich nie ma, lub nie potrafi zastosować tych przypraw. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: A to dobre... 08.08.09, 11:08 Dalej nic Pan nie wie, bo nie czytał Pan tekstów w postaci wyjściowej, w związku z czym nie dysponuje Pan materiałem, który dawałby Panu podstawę do obiektywnej oceny moich umiejętności. Nie ma Pan pojęcia, jak trudno jest zawrzeć choćby minimum informacji w niewielkiej objętości, bo sam Pan uprawia innego rodzaju twórczość (jeżeli można tak powiedzieć), gdzie rzetelność i kompletność informacji nie ma większego znaczenia, a liczy się głównie formalne efekciarstwo. Uczepił się Pan jak przysłowiowy rzep psiego ogona, bo widocznie Panu zabrakło ciekawszych tematów. Najwyraźniej sam Pan padł ofiarą sezonu ogórkowego, dopadła Pan wakacyjna nuda, nie ma Pan o czym pisać, nie wie co począć z rozpierającą Pana potrzebą pisania, więc - z braku lepszych pomysłów - nastawił się Pan na złośliwe recenzowanie cudzych tekstów. W sprawach merytorycznych nie ma Pan chyba wiele do powiedzenia, więc uczepił się Pan kwestii formalnych, forsując na siłę swoją tezę o mojej nieudolności literackiej. Niech Panu będzie, że jestem literackim nieudacznikiem, który nie może mierzyć się z potęgą Pańskiego pisarskiego geniuszu. Jeżeli ma to Pana uwolnić od wakacyjnej chandry, to niech Pan sobie dalej tak myśli. Moje teksty nie są adresowane do takich jak Pan czytelników. Nie musi ich Pan czytać, jeżeli Pana nudzą (mnie np. nudzą teksty o tematyce sportowej i też ich nie czytam, choć rozumiem, że musi być również dział sportowy w gazecie, bo inni mają taką potrzebę). Wystarczy mi, że teksty te są czytane przez inne osoby, którym zależy na odrobinie informacji, a nie tylko na zabiciu wakacyjnej nudy. Ja nie wiem, co to wakacyjna nuda, bo intensywnie pracuję także podczas wakacji, a jedynym moim problemem jest brak czasu na realizację zaplanowanych przedsięwzięć. Dlatego nie zamierzam dalej tracić czasu na tę jałową polemikę. Wolę zająć się czymś bardziej pożytecznym. Z problemem wakacyjnej nudy musi Pan radzić sobie sam w inny sposób. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: volksterier Re: A to dobre... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.09, 12:50 ludzie, przecież mówię, że tego zamku nie było - Idzikowski go wymyślił, to o co tu się spierać ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: A to dobre... 08.08.09, 13:37 Sprawa nie przedstawia się tak prosto. Idzikowski faktycznie błądził, ale nie do tego stopnia. Zamek na Górce nie był wytworem jego wyobraźni, lecz istniał naprawdę. O tym, że na terenie Opola od końca XIV w. istniały dwa zamki książęce, świadczą dokumenty z okresu od średniowiecza począwszy. W dokumentach tych jest mowa o starym i nowym zamku opolskim. Początkowo mianem nowego zamku określano zamek na Górce, a mianem zamku starego - zamek na Ostrówku. W późniejszych czasach role się odwróciły. Opuszczony Zamek Górny popadł w ruinę, a na dodatek zapomniano o jego początkach, w związku z czym zaczęto nazywać go zamkiem starym – dla odróżnienia od lepiej zachowanego zamku na Ostrówku. Z tego powodu w XIX w. i w początkach XX w. wśród historyków panowała dezorientacja co do chronologii budownictwa obronnego na terenie Opola. Sądzono, że zamek na Górce był najstarszym zamkiem opolskim. Tak też patrzył na sprawę Idzikowski. W swojej historii Opola z 1863 r. umiejscowił on na Górce domniemamy gród plemienny Opolan, jak również gród kasztelański z XIII w. oraz „stary zamek” książęcy z około 1400 r. Powszechnym przekonaniem, że najstarszy zamek opolski znajdował się na Górce, zachwiało dopiero odkrycie reliktów grodu na Ostrówku w latach 30. XX w. Ostatecznie wyjaśnił sprawę Josoph Gottschalk w artykule „Zur mittelalterlichen Geschichte der Oppelner Burgen“, opublikowanym w 1936 r. w „Zeitschrift des Vereins für Geschichte und Altertum Schlesiens“. Wyjaśnił on, skąd wzięły się nieporozumienia na temat wzajemnego starszeństwa opolskich zamków, i uporządkował kwestie chronologiczme. Konto Idzikowskiego obciąża także inny błąd. Zamieścił on w swoim dziele rzekomy wizerunek Zamku Górnego, wydrukowany wcześniej w warszawskim „Tygodniku Ilustrowanym“. Wizerunek ten był później wielokrotnie przedrukowywany z powołaniem się na dzieło Idzikowskiego. Ponad rok temu na łamach opolskiego „Indeksu“ (nr 3-4/2008) Mariusz Pawelec wykazał jednak, że ów słynny wizerunek nie miał nic wspólnego z historyczną rzeczywistością. Jedynym wiarygodnym źródłem ikonograficznym na temat Zamku Górnego jest rysunek Krügera z 1844 r. Reasumując, należy stwierdzić, że dzieło Idzikowskiego faktycznie jest niewiarygodne, jeżeli chodzi o sprawy związane z historią i wyglądem Zamku Górnego. Sam zamek na pewno jednak istniał. Najlepszym tego dowodem są zachowane do dziś jego pozostałości w formie wieży bramnej. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot Re: A to dobre... IP: 77.252.18.* 09.08.09, 01:30 No i skopał mnie personalnie historyk hobbysta, przy czym hobbysta nie ma tu znamion uszczypliwości, ewentualnie pejoratywnego zabarwienia, bowiem niektórzy hobbyści są lepsi niż profesjonaliści. Gdybyż odniósł się do samej oceny krytycznej dotyczącej przedstawiania przez siebie, niewątpliwie ciekawych faktów czy spostrzeżeń z historyji naszego hajmatu - to zgoda. No ale psi ogon, jak sam się określił, mnie nazywając rzepem, wali ad personam. Zarzuca mi chandrę wakacyjną, nudę, formalne efekciarstwo, rozpierającą potrzebę pisania, conajmniej równą potrzebie pisania Z.B. Do tego dokłada moje lenistwo, przeciwstawiając je swojej mrówczej pracowitości co automatycznie stawiać ma Go w lepszej pozycji. Kpi w żywe oczy, zarzucając mi pisarski geniusz i wali między oczy, że nie pisze do mnie, czytelnika gazetki tylko do innych. Nie podoba się, to nie czytać, jako ja nie czytam wiadomości sportowych. Czytelnicy gazetki są różni i mają prawo do oceny tekstów w gazetce.To nie samizdat podziemny, który rządził się innymi prawami, bo inna była jego rola. Jak głaszczą to są dobrzy, jak ośmielą się zaprezentować inne zdanie to, skopać trzeba. To taki intelektualny totalitaryzm: nie jest ważne, czyje co je, ważne to je, co je moje. Psi ogon jest mi znany od czasów młodości durnej i chmurnej a nawet chemicznej. O historii można pisać jak o chemii ale nie w gazecie codziennej. Na to starałem się zwrócić uwagę autorowi, co On poczytał za złośliwość i zaczął kopać i gryźć. Jako że jestem równie zajęty jak psi ogon a występy na forum traktuję jako relaks i odskocznię, od usługowego pisania prac na różne tematy, przeto rzucam na ring ręcznik.Niech ma satysfakcję. Mimo wszystko pozdrawiam i oczekuję skierowania energii na odkrycia z zakresu historii współczesnej. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: A to dobre... 09.08.09, 10:05 Odpisałem Behemotowi takim tonem, jakim on pisał do mnie. Sam zaczął kopać i gryźć, przekraczając granice rzeczowej krytyki i czyniąc wycieczki natury personalnej, a teraz żali się, że został niegrzecznie potraktowany. Jak Kali komuś ukraść krowa, to dobrze, jak Kalemu, to źle... To, że on pisuje na forum anonimowo z pozycji czytelnika, a ja podpisuję się własnym imieniem i nazwiskiem, nie oznacza, że mam w pokorze zbierać joby z jego strony, położyć uszy po sobie i przyjmować milcząco do wiadomości wszystko, co napisze na mój temat. Nie uznaję takiej przewagi anonima nad osobą jawnie działającą. Przeciwnie - razi mnie nadużywanie przewagi, jaką daje anonimowość. Nie sztuka kogoś atakować, gdy samemu pozostaje się w ukryciu. Sztuka otwarcie rzucać i przyjmować wyzwania. Uważam, że wszyscy mają równe prawa. Jak piszesz do innych, tak będzie Ci odpisane. Co do oczekiwań Behemota w stosunku do mojej osoby, to nie czuję się nimi związany. Nie należę do podwładnych Behemota i nic nie uprawnia go do występowania w stosunku do mnie z pozycji przełożonego, zleceniodawcy itp. Sam decyduję o swoim życiu i kierunkach swojej aktywności. To wszystko. Jak już wcześniej napisałem, dalszą dyskusję uważam za bezcelową. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cocochalet Re: A to dobre... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.08.09, 10:29 Obaj Panowie zasługują na ukłony z powodu wielkiej erudycji, elokwencji i jasności w wyrażaniu myśli :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zula O Zamku Górnym w Opolu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.09, 17:53 A JA SIĘ CIESZĘ , BO MIESZKAJĄC W OPOLU LAT BLISKO 40 ANI RAZU NIE SPOTKAŁAM SIĘ Z JEGO HISTORIA CZY TO W SZKOLE CZY W INNY SPOSÓB. Tak jakby historia Opola zaczynała się w 1945 roku. Tylko własne wyprawy w głąb historii dały trochę wiedzy ale większość zwykłych zjadaczy chleba nie kopie w bibliotekach....Przynajmniej tak łykną trochę historycznej strawy , no i pozbędą się kompleksów miasta bez historii ( plotki ,że zabytki nasze to tylko wybudowane po wojnie propagandziaki aby wiadomo było ,że to piastowskie miasto) Odpowiedz Link Zgłoś