delicja_czekoladowa
08.09.07, 20:45
Przyznam, że mam mały problem z odpowiednim ubiorem w pracy.
Pracuje w firmie gdzie nie obowiązuje sztywny dress code. I o ile osoba w
trampkach nie wzbudza sensacji, to jednak ja w sukienkach i szpilkach czasami
tak...
Zajmuje dość wysokie stanowisko, mam sporo do powiedzenia i nieskromnie mówiąc
jestem cholernie mądra:) Jestem jeszcze studentką, wyglądam dziecinnie, jestem
niska, drobna, blond włosy. Wyglądam na grzeczną dziewczynkę z czym walczę
całe życie, w pracy jestem odpowiedzialna, konkretna, energiczna, żadna tam
słodka lalunia. Jednak nie chcę rezygnować z kobiecego wyglądu. Noszę głównie
sukienki i spódnice (wąskie z podwyższoną talią), długość nie krótsza niż do
kolan. Do tego męskie kamizelki na zwykły t-shirt lub koszlę. Jeśli spodnie to
rurki w stonowanych kolorach. Klasyczne szpilki lub czarne, delikatne
baleriny. Wiem, że wygladam seksownie, ale nigdy w wulgarny sposób, żadnych
mini, krzykliwych dodatków, mocnego makijażu. Gdybym miała określić swój styl
jako podobny do stylu jakiejś "gwiazdy" byłaby to Brodka.
Niestety nie wiem, czy nie przeginam. Powoli wyrabiam sobię opinię (a raczej
już ją wyrobiłam) dziewczyny seksownej. Nie wiem, czy to dobrze czy źle?
Przecież ja naprawde ciężko zapracowałam na swoją pozycję, i to nie wyglądem.
Czy zgadzacie się z opinią, że podkreślanie kobiecości w pracy szkodzi? Jak ja
mam się ubierać, w golfy? Mam 23 lata i nie chcę wyglądać jak bibliotekarka.