Dodaj do ulubionych

A ja kiedyś...

22.03.05, 23:12
A ja kiedyś byłam w takiej sytuacji:
Studia, 3 rok, poznałam faceta. Ode mnie z roku, wcześniej byliśmy na cześć.
Nasza sytuacja rodzinna była podobna - on (29 lat) żonaty, ja (25 lat)
mężatka, oboje mieliśmy pięcioletnich synów.
Dosyć szybko wzajemna sympatia przeszła w prawdziwe zauroczenie, a następnie
w gorące uczucie i wspaniały związek. Taki na boku oczywiście. Wszystko
trwało 15 miesięcy, ale w tym czasie byłam zakochana jak nastolatka.
Stwarzaliśmy pozory bardzo dobrych przyjaciół, mój małżonek nie był
zadowolony, ale pod przykrywką przyjaźni i wzajemnej pomocy w nauce udało nam
sie przetwac tyle czasu. Byliśmy poniekąd w wygodnej sytuacji, bo oboje w
stałych związkach, jedno za drugim nie wydzwaniało jak głupie i nie tęskniło
bez granic.
Ale po jakimś czasie zaczęłam sie łapać na tym, że ja o nim
myślę "przyszłościowo", że tęsknię właśnie jak głupia, że zazdrosna jestem o
inne kobiety, które np. z nim pracują.
Zerwałam, zostalismy "przyjaciółmi".
Wiedziałam jednak, że po takim związku z tej mąki chleba nie będzie.
Widywaliśmy się rzadko, aż 3 lata temu kontakt urwał się zupełnie.
Prawie rok temu siedziałm sobie w pracy, a tu - WCHODZi ON. Zapytałam jak
mnie znalazł?
A on na to ze stoickim spokojem, że na dole urzędu(punkt informacji dla
klientów) pan go poinformował.

Później, po kilku telefonach (rzadkich) spotkaliśmy się. Opowiedział o
ciężkiej chorobie żony, 3 operacjach i agonalnym jej stanie.

We wrześniu ub. roku kobieta niestety zmarła.
Przykre to było bardzo, ale ani to moja wina, ani jego.

Przed jej smiercią opowiedział mi, że przez ponad rok nie żyli ze sobą, on
wynajmował mieszkanie i spotykał się z o 14 lat (!) młodszą panną!
Zawsze takie lubił.

Po śmierci jego żony nasza przyjaźń (jeżeli kiedykolwiek takowa istniała)
odnowiła się. Codzienne (prawie) smsy, telefony, czasem spotkania.

On przez jakiś czas (niby kiedyś z nią zerwał) widywał się z tą 21 letnią
panną. Kiedyś ponoć opowiadał jej co nieco o mnie.
No i jak łatwo przewidzieć dziewczyna zaczęła szaleć z zazdrości.
Od miesiąca co parę dni dostaję smsy, telefony (nie odbieram rzecz jasna).

Groził, że o naszej przeszłości powie mojemu mężowi, ale ją wyśmiałam.
Było to bezpodstawne, ponieważ od czasu śmierci jego żony nic złego nie
robiliśmy. Do czasu...

Dwa razy to się zdarzyło - miesiąc temu i dwa miesiące temu.

Obawiam się, że źle robię. Coraz bardziej nabijam sobie nim głowę, od nowa.
Na co mi to?

Nie będziemy razem, ja mam już dwoje dzieci, planuję trzecie. Mój mąż nie
jest ideałem, ale dobrym człowiekiem. Co z tego, jak nasze małżeństwo to nie
to?

A tamto? Uważamy się za przyjaciół, ale ja jestem zazdrosna, myślę o nim,
chcę go ciągle widzieć. A już byłam taka spokojna.

On mi nie pomaga. Dzwoni, pisze smsy, chce się spotykać. Ale nie jestem
pewna, czy z tamta panną (niedojrzałym dzieckiem ją teraz nazywa) to on
skończył na pewno. Ja tego chce. Chcę również, aby znalazł sobie kogoś i
ułożył sobie życie na nowo. Ja mu tego nie mogę dać, dla mnie szczęście moich
dzieci (uwielbiają ojca) jest dla mnie wazniejsze niż moje własne.
Obserwuj wątek
    • szarak1 Re: A ja kiedyś... 23.03.05, 21:02
      Magda , myśl głową a nie dupą.Chcesz myśleć poważnie o swoim życiu to olej męża
      i odejdź do kochanka .Po co oszukiwać siebie dzieci i wielu innych ? .Takie
      proste a takie trudne:(
      • kizdam47 Re: A ja kiedyś... 23.03.05, 21:16
        A ja nie myślę dupą i wcale mi nie zwisa. A kochac potrafię:)
    • syfka88 Re: A ja kiedyś... 25.03.05, 15:41
      ja zakochałam sie tak mocno - ze aż mnie boli i choc staralm sie przed tym
      uciec, ochronić, nie dopuscic takeij mozliwosci- to stalo sie silniejsze ode
      mnie, co gorsza poczulam to gdy juz starcilam "jego" i tak mocno zaczęło mnie
      boleć, bolalo i boli........
      i nie ma na to lekarstwa...
      a kto mówi że mozna ot tak puścic wszystko kantem - no cóż, zanał tylko
      płycizny tajników miłości...zazdroszczę takiej osobie, bo żyje się jej lekko o
      i przyjemnie
      magda-co gorsza- byłam wtedy zakochaną mężatką gdy tamten mnie adrorował...
      ale gwóźż programu jest taki: mam przystojnego męza, mieliśmy na swoim punkcie
      bzika,
      a ten drugi - pokazał- nie powiedział ale pokazał jak naprawdę kocha się
      kobietę-ile mozna dla niej zrobić, i to właśnie było to- zawsze do mnie
      bardziej przemawiały czyny, gdyż jestem wymagającą koobitką, nie byle kokotka
      łasa na komplementy i czułe szepty
      my z męzem daleko od siebie, ten drugi mało przystojny i zachwycony mną sprawil-
      że bylam jak księzniczka- wszysttko mi sie udawało jak za czaradziejską
      różdża, wprowadził adrealinę i pełne uniesień chwile, samo z bycie z nim.... to
      było jak bajka i stało sie - we meni wypaliło sie uczucie do męza, jest
      pustka...
      a tamtego kocham całym swoim jestestwem,
      jestem z męzem i czuje sie jak w pułapce dla męczennicy-bo miłość dodaje
      skrzydel a wszsytko inne jest inne
      mam to samo- mamy dziecko - gdyby nie to byłabym z tamtym...
      ale teraz czuje jak sie jak martwa
      • magda_0609 Re: A ja kiedyś... 26.03.05, 08:43
        Właśnie o tym pisałam.
        I wcale nie myslałam dupą (jak ktoś napisał), bo mój mąż jest przystojny i
        dobry w łóżku, ale kochanek wtedy wydawała mi się lepszy. Wtedy, bo gdybym była
        z nim na codzien zdaje sobie sprawę, że te cudowne noce mogłyby zmienic sie w
        mniej cudowne.
        A przystojni sa obaj.

        Ja juz mam dwoje dzieci, mogłam nawet troje (nietrudno trafić na inne forum, na
        którym sie bardzo udzielam).
        I mój przyjaciel mówił mi takie piękne rzeczy, potrafił w środku zimy jechać do
        mnie pociągiem 90 km o 6 rano, żeby tylko mnie zobaczyc. No może nie tylko
        zobaczyć.

        Wiem, jaka to, adrenalina. Tylko potem zaczęło mi na nim coraz bardziej
        zależeć, myślałam o nim w dzien i w nocy, nie spałam, żołądek mnie bolał.

        Dlatego postanowiłam z bólem serca to zakończyć.

        A teraz znów od rana smsy...Zaraz do niego zadzwonie z życzeniami.
        • dadunka Re: A ja kiedyś... 28.10.05, 09:51
          Myślę, Magda, że ten wspaniały kochanek nie rokuje najlepiej na przyszłość. To,
          że mówił owstrzemięźliwości wobec żony to może być tylko grą. Mówił, co
          należało w takiej sytuacji. Mój szwagier był 4 lata z kochanką (żone kochał),
          zanima żona sie dowiedziała. Oczywiście kochanka była pewna, że nic miedzy nimi
          nie ma. (głupia, 4 lata i żona miała sie nie zorientować?!)
          Myślę, że to typ lowelasa. Przekonuje mnie do tego jego związek z tą 20 latką.
          Jasne, że jest miło. To przeciez odskocznia od codzienności. Adrenalina buzuje,
          nutka tajemniczości, facet rozumie o czym mówisz- stara sie jak nastolatek.
          Ja bym dokładnie zastanowiła sie, co moge stracić. Co dzieciom zgotuję.
          I co zyskam.
          Zastanów się: żone zdradzał. Nie tylko z Tobą. Skąd pewność, że z tobą będzie
          inaczej?
          PA
          • magda_0609 Re: Wyprostowałm trochę moje życie 25.05.06, 00:46
            Odzywam sie po ponad roku nieobecności, oczywiście na tym forum tylko:)

            Z panem X zerwałam jakikolwiek kontakt ponad 2 miesiące temu - poprzez sms. I
            jeszcze maila dołożyłam, ze szczegółowym wyjaśnieniem mojej decyzji. Może
            niezbyt elegancko ale miałam naprawde dosyć tego niezbyt fortunnego układu.

            Od lutego ub. roku nie było między nami żadnych intymnych zbliżeń, w sumie
            widzieliśmy sie jeszcze 3 razy. Były smsy, telefony z mniejszym lub większym
            natężeniem, pan X od roku spotyak sie z urocza panią i jest ok.

            Co do jego stosunków z ta małolatą - to oczywiscie jak przypuszczasz Dadunka -
            tak do końca z nią nie zerwał, narobiła mu panna nieźle koło pióra, jemu i jego
            dziewczynie (której było b. przykro), trudno, sam jest sobie winien skoro i
            mnie i ją oszukiwał. Tak to jest jak człowiek ślepy jest - widzi i słyszy co
            chce a nie to, co naprawdę powinien między wierszami wyczytać.

            W grudniu ub. roku urodziłam dziecko - trzeciego syna, jest naprawdę
            wspaniały:) Cieszę się, że tak zdecydowałam, nie możemy byc przyjaciółmi po tym
            co między nami było. Takie "przyjaźnie" trzeba ucinać od razu bo zawsze bedzie
            człowieka pociągać ta tajemniczość, ta adrenalinka...

            Wiem, że wyrzadziłam krzywdę jego żonie, gdy jeszcze żyła. Mimo wszystko nie
            moge jeszcze teraz szczerze powiedzieć: żałuję tego związku. Nie żałuję. Może
            dlatego, ze sie w końcu opamiętałam i nie straciłam rodziny.

            Pozdrawiam.
        • sara21-21 A ja kiedyś... 26.05.06, 07:21
          Magdo ,jak kontrolujesz ,to Ok,ale Ty już zaczynasz nie panować i pamietaj
          zawsze potem będzie szantaż!Jedyne co pocieszające ,że będziesz miała
          wspomnienia na starość.Moja rada,co już ugrałaś to Twoje teraz rakiem wycofuj
          się !!!
          • magda_0609 Re: Sara21-21 26.05.06, 20:42
            Pisałam wczoraj, że skończyłam z tym. Nie było to bezbolesne, ale zdecydowane i
            konieczne, tak nie mogło dalej być.
            Popełniłam błędy, ale staram się chociaz częściowo je naprawić i poświęcić czas
            przede wszystkim swojej rodzinie.

            Pozdrawiam.
            • sara21-21 Magda ! 28.05.06, 09:41
              Kazdy z nas robi błędy,błędów nie robi tylko ten ,co nic nie robi.Sama analizujesz
              swoje potknięcia życiowe i to jest dużo,bo potrafisz stanąć z boku i popatrzeć
              na siebie przez pryzmat obcej osoby.Tak ten świat jest skrojony ,że kobieta
              potrzebuje mężczyzny i Ty tylko chciałaś być szczęśliwa,nie poddawaj się ,masz
              rodzinę i może już czas zawinąć do portu ?
    • magda_0609 Re: Czasami tęsknię... 18.07.06, 16:14
      za tym moim wspomnieniem. Jego głos, jego dotyk...

      Ale historia z tą małolatą mnie wkurza do dzisiaj. Jakie my kobiety jesteśmy
      naiwne! Jak wierzymy w te piękne słówka! Uda się jednemu z drugim wyrwaclaskę
      do łóżka (o sobie pisze) a ona od razu uwierzy, ze jest najpiękniejsza i
      jedyna. No śmieszne to jest z perspektywy czasu.
      A on utrzymując z ta panienka kontakt po prostu chciał sobie zostawić
      furteczkę - gdy kobieta, z którą jest obecnie związny da mu np. kopa to on
      zawsze ma możliwośc wskoczyć do wyrka tamtej.

      Przyznaję, myśle o nim czasami i naprawdę miło wspominam chwile z nim spędzone.
      • magda_0609 Re: Co moje byłe kochanie nawywijało:)) 04.10.06, 22:45
        Ano machnął dziecko swojej dziewczynie, o czym poinformował mnie telefonicznie
        tydzień temu, po naszym półrocznym obustronnym milczeniu. Nie wiem po co
        własciwie zadzwonił, ale prosił o radę, co ma robić, bo jej nie kocha i powiela
        swoje błędy. Pomyślcie tylko, 36-letni facet a taki niepoważny...
        Oczywiście tłumaczył, że chciał to już wczesniej zakończyć, ze dawał jej do
        zrozumienia, że to im nie wyjdzie, ale "biedactwo" do łóżka z nią dalej
        chodził, bo nie chciał jej zranić i "drastycznie" tego zakończyć. Teraz obwinia
        ja o to, że specjalnie sie o ciążę postarała...I pomyśleć, że ja go
        kochałam...Tracę do niego resztki szacunku, naprawdę. Niech pije piwo, którego
        nawarzył, przede wszystkim niech bedzie dobrym ojcem (trudno mi to sobie
        wyobrazić). To typ lowelasa, jak słusznie napisała jedna z Was...jedna z nas.

        A ja kocham coraz bardziej mojego J., albo raczej chcę go...pragnę, a u mnie
        trudno z odróżnieniem jednego od drugiego. Ale czekam, żeby nie zrobić
        fałszywego ruchu.
    • magda_0609 Znów się zaczyna... 14.09.06, 10:22
      Tzn. ja - żona i matka znów się zauroczyłam jednym facetem, żonatym
      oczywiście. I co z tym robić! Jak się bronić, jak sobie racjonalnie tłumaczyć
      bezsens i bzdurę tego wszystkiego.
      Znamy sie jeszcze z podstawówki, nie utrzymywaliśmy żadnych kontaktów latami. A
      od lipca br. on został trenerem mojego najstarszego syna. Porozmawialiśmy kilka
      razy (ma niski i seksowny głos:) no i odwaliło mi - myślę o nim dzień i noc. Na
      razie tylko myślę, ale lepiej byłoby nie myśleć wcale. Jakoś może zrazić się do
      niego czy co...? Nie wiem...
      • stasi1 Re: Znów się zaczyna... 21.11.23, 07:41
        szkoda że nikt tego nie pociągnął dalej

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka