Forum Kobieta Moda
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Wypadki na miescie

    15.11.07, 12:18
    Wyszlam wczoraj z domu na wazne, jednak nie bardzo oficjalne
    spotkanie. Ubrana bylam - przynajmniej w swoim odczuciu -
    odpowiednio. Czarna spodnica zakrywajaca kolana, cieliste rajstopy,
    czarne buty na lekkim obcasie, do tego koszula, zakiet i plaszcz
    (probowalam znalezc zdjecie plaszcza na stronie Debenhams, ale nie
    udalo sie; w kazdym razie, klasyczny, 3/4, z paskiem w talii, w
    czarno-bialo kratke z czerwona nitka (nie pepitke!).

    Jak wychodzilam z domu, bylo dosc cieplo, swiecilo slonce, bez
    problemow dotarlam na miejsce.

    Tak czy siak, spotkanie sie udalo, ale kiedy wracalam do domu, nagle
    zrobilo sie okropnie zimno. Drzalam jak lisc, a moje eleganckie
    buciki okazaly sie niewystarczajace. Do domu mialam kawalek drogi,
    autobusu nie bylo widac, a juz kiedys lezalam w szpitalu z
    zapaleniem jajnikow. Coz bylo robic - postanowilam kupic cos
    cieplego. Ale, ze zamykano juz sklepy, a okolica, w ktorej sie
    przesiadalam, byla dosc odludna, jedyna mozliwoscia byl maly sklepik
    gospodarstwa domowego, w ktorym mieli jedynie brazowe, meskie
    skarpety.

    I coz - kupilam te skarpety, wcisnelam na nie szpilki, i tak
    wracalam do domu. Wygladalam glupio, ale bylo mi cieplo. Nikt na
    mnie nie zwrocil uwagi, tylko jedna pani sie milo usmiechnela.

    Zdarzaly Wam sie kiedys takie przygody? A moze same widzialyscie
    kogos, po czyim wygladzie mozna bylo poznac, ze doznal odziezowego
    wypadku? Ja widzialam kiedys w Gdansku, w zimie, dziewczyne zakutana
    w futerko, czapke, szalik, spodnie, ktora na stopach miala
    przerazliwie grube welniane skarpety, a na nie cieniutkie sandalki z
    rzemykow. Jasne bylo, ze to nie stylizacja, tylko po prostu musiala
    gdzies dojechac, a buty jej szlag trafil. Pewnie wracala do domu.

    Jestem ciekawa, czy Wy mialyscie takie przygody, a moze widzialyscie
    kogos niegustownie ubranego z innych przyczyn niz brak gustu?
    Obserwuj wątek
      • axasa2 Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 12:26
        owszem... lata liceum i wycieczka do Parku Słowińskiego, na wydmy...
        Cała klasa w chińskich tenisówkach, jedna dziunia w białych
        szpilkach :) Oj cierpiała biedna, cierpiała...
        • croyance Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 12:32
          No ale to nie byl wypadek!
          • j053ph Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 16:52
            croyance napisał:

            > No ale to nie byl wypadek!



            Juz bardziej podobal mi sie post o szpilkach na wydmach (krotko i na
            temat) niz Twoj (przydlugawy post, w ktorym opisalas ze szczegolami
            jak bylas ubrana nie zapominajac ze mialas plaszcz z Debenhams. Pisz
            krotko i na temat bo zle sie Ciebie czyta.
            • evana Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 21:01
              A co? Jakies trudnosci z czytaniem? Ja tam nie mialam zadnego
              problemu.
            • martika10 Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 09:06
              Ja jak patrzę na tych ludzi chodzących po Krakowie to mam wrazenie,
              że wszyscy weszli niechcący, lub z przymusu po takie "brazowe
              skarpetki" . Ta moda to totalna porażka, a większość dziewczyn
              kupuje ubrania z wystaw sklepowych tylko dla tego, zę tam są
              zamieszczone i że to musi byc trendy. Ćiekawe ile z nich sie to
              naprawdę podoba, ile z nich spojrzało w lustro. Poza tym ta moda
              dzisiejsza jest dla naprawdę zgrabnych osób, a nie dla pasztetów,
              którym tłuszcz wypływa ze spodni "łonówek". Ludzie zastanówcie się
              czy warto robić z siebie błazna i burzyć innym poczucie estetyki.
              Ciekawe jak sie ta moda podoba chłopcom vel mężczyznom?
              • lucusia3 Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 10:22
                Łonówki to śpiewka sprzed 2 sezonów. Teraz tylko w takich chodzą wielbicielki estetyki Dody.
                Zgadzam się, że rurki to raczej dla smukłych dziewczym 9przynajmniej ze zgrabnymi nogami), ale są przecież inne modele spodni bardzo aktualnych. Zreszta moda treaz jest tak elastyczn, że naprawdę wszystki mankamenty mozna ładnie przytuszować - tuniki, szeroki spódnice, spódnice rurki, szerokie spodnie, rurki, za długie i za krótkie spodnie, krótkie i długie żakiety, szerokie cardigany, dłuższe koszuki i swetry, bluzki koszulowe ładnie dopasowane w talii.
                Martiko10, ja mam wrażenie, że to własnie ty określasz co jest modne na podstawie wystaw sklepow i to nie najwyższego autoramentu.
            • croyance Re: Wypadki na miescie 17.11.07, 00:30
              Alez sie watek rozwinal! Nie bylo mnie jeden dzien, a tu prosze, ile
              wpisow.

              Szczegoly mojego stroju graly wazna role, gdyz chcialam obrazowo
              przedstawic kontrast pomiedzy tym, co mialam na sobie, a skarpetami,
              ktore dolozylam pozniej. Naprawde nie ma powodu do zlosliwosci.
        • moniowiec Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 09:02
          moja koleżanka miała tak przemoczone buty, ze założyła sobie worek jednorazowy zamiast skarpetek - by woda dalej się nie wchłaniała. trochę dziwnie wygladała, ale była zdrowa
          • croyance Re: Wypadki na miescie 17.11.07, 00:31
            Dobre :-)
      • magdaksp Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 12:31
        mialam taka sytuacje.kiedys w podstawowce byłam na wycieczce wkrakowie.ibardzo
        mądrze zrobiłam zakładając martensy ,nowe,ledwo co kupione.nogi miałam
        pozdzierane do krwi.wiec na drugi dzien kiedy juz zwiedzaliśmy krakow to
        chodzilma w przydeptanych trampkach mojej koleżanki.
        • mainkun Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 21:36
          Ha, to chyba rodzaj wtajemniczenia ;). Kazdy posiadacz martensow
          musi je przejsc. Po przygodach z nimi nadal mam slady na pietach -
          mimo ze minelo jakies 8 lat ;).
          • moniowiec Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 09:12
            w czasie próbnej matury tak pierwszego dnia zmarzłam w nogi (zimno na sali było), bo w szpilkach byłam, ze drugiego dnia do długiej spódnicy załozyłam glany. matura zdana, próba nie za bardzo :D
          • pianazludzen Re: Wypadki na miescie 17.11.07, 13:02
            ja chyba tez mam po nich slady, i moja kolezanka tez :)
      • croyance Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 12:40
        Pamietam jeszcze, jak odbieralam mojego faceta ze szpitala po
        srednio powaznym zabiegu. Bylo lato, lipiec, okropnie goraco, ale na
        wszelki wypadek zabralam dla niego sweter. I slusznie. Czekalismy na
        taksowke, on siedzial na korytarzu, ale z powodu kilmatyzacji
        zrobilo mu sie zimno. Zalozyl sweter, zrobilo mu sie za cieplo.
        Zdjelam wiec swoja bluzke - taka typowo babska, z rozszerzanymi
        rekawami i dekoltem, i zapakowalam w nia mojego biedaka. Tak tez
        dojechalismy do domu. Boze, az mi sie lza kreci w oku, jak sobie
        przypomne; obolaly, nieszczesliwy moj Mis, ledwo idacy, z rurka w
        jadrze, i w tej damskiej bluzce.
        Ale wszystko sie szybko zagoilo :-)
        Drugi przypadek; siedzielismy w restauracji, moj facet zostawil swoj
        plaszcz w samochodzie, wiec wzial moj i poszedl cos tam ogladac ze
        swoim ojcem. Znowu; plaszcz damski, czerwony, z paseczkiem ;-)
      • daggy4 Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 12:44
        :))
        cale szczescie, ze znalazlas skarpety.
        nie przychodzi mi glowy wlasna przygoda, ale nawiazujac do faktu, ze
        przejelas sie bardziej wlasnym zdrowiem niz przechodzniami
        (b.slusznie!!!), przypomniala mi sie jedna francuska, ktora chodzi
        ze mna na silownie, i ktora nie chciala wyjsc na ulice po treningu,
        bo miala strasznie czerwone policzki i rozogniona twarz od wysilku.
        nie moglam sie nadziwic jak moze sie w ogole czyms takim przejmowac,
        bo moj makijaz po silowni ulatnia sie kompletnie po bieganiu,
        cwiczeniach, wizycie w termach, saunach i takich tam.
        • croyance Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 12:46
          No niestety, teraz mysle, ze jednak trzeba przewidywac zmiane
          temperatur; mam zamiar od dzisiaj nosic przy sobie w torebce jakies
          grube rajstopy na zmiane! :-)
      • michaelm3 Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 17:31
        O boszszszszs...
      • koala1212 Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 17:44
        Ja wpadlam, ale nie na miescie. Pojechalam ze grupa ze studiow na
        wycieczke. Byl kwiecien, pogoda piekna, prawdziwa wiosna, ale
        nastepnego dnia zrobilo sie zimno. Mialam zgrabiale rece, cala
        dygotalam, nie bylo tam zadnych sklepow z ubraniami, wiec ubralam
        sie wiec we wszystkie ciuchy jakie mialam i do szczescia brakowalo
        mi tylko czapki. Zlitowala sie nade mna kolezanka i pozyczyla mi
        welniana chuste, wiec 3 dni chodzilam cala ubrana sportowa z chusta
        na glowie jak babulinka.
        • miruka Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 19:34
          na studniówkę pojechałam w ocieplanych buciorach ze szpileczkami w
          siatce, nie wiem jakim cudem szpileczki zostały w samochodzie ojca
          koleżanki, który nas odwoził na miejsce zbiórki (z tego miejsca z
          kolei był wynajęty autokar), jako że studniówka miała miejsce jakieś
          50 km od miejsca zamieszkania kolezanki nie wyobrażałam sobie żeby
          jej tatę ciagnąć po nocy z powrotem z butami, komórek jeszcze wtedy
          nie było żeby go w drodze choćby złapać.
          na szczęście moja koleżanka miała zapasowe płaskie buty (śmiałam się
          z niej że je bierze) i pożyczyła mi,
          tyle że były dwa numery większe niż potrzebuję, wypchałam je watą
          wyrwaną z podpaski i ... bawiłam się świetnie,
          nazajutrz tata koleżanki zarzekał się że gdyby je znalazł pojechałby
          z nimi z powrotem wiedząc jakie to dla nas ważne, wobec tej
          deklaracji cieszyłam się że jednak nie znalazł, studniówka była w
          górach, te oblodzone drogi, ciemno, brrr, nie dla głupich butów ...
        • h.e.r.m.i.o.n.a Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 19:46
          Przypomnała mi sie podobna sytuacja. Niestety u mnie nie było tak
          miło- to nie była wycieczka, ale wrześniowe poprawki:(((
          Normalnie mieszkam w akademiku, ale w czasie poprwawek
          postanowiłyśmy z koleżanką zamieszkać przez tydzień na stancji.
          Znalazłyśmy jakąś na ostatnią chwilę i jak to bywa na stancjach, nie
          miałyśmy tam pościeli. Koleżanka miała śpiwór, ja nie. Do końca
          życia nie zapomnę, jak przez 7 nocy spałam w: koszula nocna, jeansy,
          dwie pary skarpet, sweter, bluza z kapturem i na to wszystko
          tworzyłam z siebie kokon owinięty w wielki ręcznik (1x2m), ale
          jednak ręcznik:( Nigdy więcej sesji poprawkowej!!! Choćby po to,
          żeby nie marznąć.
          • portfonetka Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 12:09
            a propos sesji poprawkowej: zdawałam egzamin komisyjny (zwany też
            warunkiem) w lipcu, upał straszny. razem ze mną zdawał kolega, który
            specjalnie w tym celu przyjechał na jeden dzień do krakowa. przed
            egzaminem udał się do mieszkania, które zajmował w ciągu roku
            akademickiego, po garnitur itp. jakież było jego zdziwienie gdy
            okazało sie, że właściciel mieszkania w tym czasie zmienił zamki...
            i tak przyszedł na egzamin w przepoconym tiszercie. wiem, ze był
            przepocony, bo jak zdał to z radości serdecznie mnie uściskał ;)
      • pamana Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 19:34
        Nie prosciej bylo zamowic taxi ?

        na studiach mielismy wycieczke do miedzyrzeckiego rejonu umocnionego(
        www.bunkry.pl/ ) ,3 lalunie pojechaly w butach na obcasie typu koturn i
        szpilki z czarnymi torebkami na krotkim pasku :-D to trzeba miec wyobraznie :-D
        p.
        • croyance Re: Wypadki na miescie 17.11.07, 00:34
          Czekalabym na te taksowke dluzej niz na autobus :-) Zreszta, sprobuj
          znalezc taksowke wieczorem w West Drayton :-) Zanim by dojechala, ja
          bym sie zamienila w balwana :-)
      • esmeralda_pl NIE - jeżdżę taksówką 15.11.07, 19:48
        nie było cię stać na taksówkę, tylko dziadowałaś? A może nie wpdałaś
        na coś tak oczywistego jak zamówienie taksówki?
        • cledomro Re: NIE - jeżdżę taksówką 15.11.07, 20:28
          dziadowałaś? jak kulturalnie... taksówki nie wszędzie jeżdżą, tak na marginesie.
          • esmeralda_pl Re: NIE - jeżdżę taksówką 15.11.07, 20:37
            nie wszędzie? dziękuję więc za warszawskie korporacje :) dojadą
            wszędzie
            • sumire Re: NIE - jeżdżę taksówką 15.11.07, 21:03
              no cóż, my biedne maluczkie niektóre po wsiach mieszkamy ;)
              a serio - po co się silić na złośliwości? to jest wątek o nagłych kryzysach ubraniowych na mieście, a nie o tym, kogo na co stać.
            • cledomro Re: NIE - jeżdżę taksówką 15.11.07, 21:05
              spoko, ciekawe, ile np. przy sobie gotówki nosisz. bo ja zwykle mam tylko kartę
              i trochę drobnych, góra 10 zł. więc wyobraź sobie, że miałabym gdzieś pod
              wrocławiem łapać taksówkę i jechać nią na drugi koniec wrocławia chociażby. ale
              rozumiem, że kobieta z klasą, używająca określenia "dziadujesz" nie ma takich
              problemów, gratuluję.
              • mmkl Re: NIE - jeżdżę taksówką 15.11.07, 21:27
                e tam, są już taksówki w których można kartą płacić:)
              • ziuz Re: NIE - jeżdżę taksówką 16.11.07, 09:47
                "dama" oznacza nie tylko elegancje, ale tez podejscie do zycia, a w tym np.
                gotowosc na rozne sytuacje. nietrudno przewidziec, ze wieczorem moze byc ciezko
                wrocic z jednego konca miasta na drugi, wiec niestety trzeba zabrac wiecej
                gotowki. albo poprosic taksowkarza pod domem, zeby poczekal iz niesc mu
                pieniadze. albo zadzwonic do rodziny/przyjaciolki/wspollokatora, zeby czekal na
                dole pod domem z kasa dla taksowkarza.
                • esmeralda_pl Re: NIE - jeżdżę taksówką 16.11.07, 11:57
                  o właśnie!!! wreszcie trochę rozsądku :)
                  w taksówkach można płacić kartami już od wielu lat.
            • nessie-jp Re: NIE - jeżdżę taksówką 15.11.07, 21:22
              esmeralda_pl napisała:

              > nie wszędzie? dziękuję więc za warszawskie korporacje :) dojadą
              > wszędzie

              A byłaś ty kiedyś w Warszawie, czy tylko tak teoretyzujesz? Bo moje
              doświadczenia z warszawskimi korporacjami są diametralnie odmienne...
              • esmeralda_pl Re: NIE - jeżdżę taksówką 16.11.07, 11:56
                mieszkam - na Grochowie - nigdy nie miałam problemu z taksówkami
                • nessie-jp Re: NIE - jeżdżę taksówką 16.11.07, 12:43
                  No, to widać Grochów jest dzielnicą cudów. Ileż razy próbowałam zamówić taksówkę
                  telefonicznie i słyszałam, że "może za pół godziny", że "już jedzie" (po 45
                  minutach dostawałam szału), że "akurat nikogo nie mają", albo że korki, że
                  szczyt, że to, że tamto...

                  Nie wiem jak ty, ale ja wolałabym kupić ciepłe skarpetki, niż czekać pół godziny
                  na zimnie aż się jakiś taksówkarz łaskawie pojawi, albo latać po ulicach w
                  poszukiwaniu taksówki :)) Ostatecznie, to przecież szalene drobnomieszczańskie
                  • justynnka Re: NIE - jeżdżę taksówką 16.11.07, 12:46
                    wystarczy miec kartę stałego klienta i taksówka przyjezdza po 10
                    minutach.ewentualnie zawsze mozna zadzwonić po
                    męża /narzeczonego/przyjaciela. to mniej krępujace niz latanie w
                    byle czym.
                  • esmeralda_pl Re: NIE - jeżdżę taksówką 16.11.07, 13:47
                    a nie robiłaś awantur w korporacjach za spóźnienia? bo może trafiłaś
                    na czarną listę klientów... ja naprawdę nie mam problemów z
                    taksówkami w żadnej korporacji. Co więcej, udało mi się zamówić
                    taksówkę nawet o 4 nad ranem 25 grudnia :)
        • evana Re: NIE - jeżdżę taksówką 15.11.07, 21:12
          Nie wszystkich musi byc stac na taksowke.
          • pamana Re: NIE - jeżdżę taksówką 16.11.07, 16:51
            Akurat na tym forum chyba wszytskich stac na taksowki.
            jesli juz to zal wydac na taxi.
            p.
        • diopsyd1 Re: NIE - jeżdżę taksówką 16.11.07, 12:22
          O wiele wiekszy szacunek dla autorki watku za inwencje,
          niekonwencjonalne myslenie i odwage niz dla Ciebie za zlota rade z
          taksowka.
          • evana Re: NIE - jeżdżę taksówką 16.11.07, 21:35
            Dokladnie tak!
            • croyance Re: NIE - jeżdżę taksówką 17.11.07, 00:41
              Bardzo dziekuje :-) Komentarze powyzej niemilo mnie zas zaskoczyly,
              wie tym bardziej dziekuje za wsparcie slowne. Nie wiem, czemu ludzie
              sa czasem tak nieprzyjemni bez zadnego logicznego powodu. Watek jest
              humorystyczny, nie ma wiec co walic mnie mlotem po glowie. Moglam
              wczesniej pomyslec, nie pomyslalam, trudno. Kazdemu sie zdarza. A
              zdrowie jest zawsze wazniejsze, niz wyglad :-)
        • croyance Re: NIE - jeżdżę taksówką 17.11.07, 00:36
          W poscie powyzej tlumacze, ze czekanie na taksowke w Londynie w
          godzinach wieczornym graniczy z cudem, a autobusy jezdza co 10
          minut.
      • lucy215 [...] 15.11.07, 19:53
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • myszka_333 Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 20:18
          kiedyś miałam torbę w bardzo ładnym niebieskim kolorze.
          Wracałam z pracy, dzień był bardzo upalny,torba na ramieniu, strój oczywiście
          letni (z tego co pamiętam sukienka na cienkich ramiączkach).
          Radośnie w podskokach sobie wracałam aż tu nagle spostrzegłam że dłoń (którą
          podtrzymywałam torbę aby mi nie spadła z ramienia) jest cała niebieska, to samo
          z ramieniem.
          Okazało się że pod wpływem potu torba puściła kolor,a szkoda bo fajna była :)
      • sumire Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 20:29
        nie miewam - wyjąwszy przypadki butów niesionych w ręce przy okazji wracania z imprezy :)
        poza tym nie. jeśli pogoda się psuje, po prostu dzwonię po taksówkę i załatwione.
      • nessie-jp Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 20:40
        Och, nie zliczę tych przypadków, kiedy to obtarta do krwi sandałkami musiałam
        nabywać w kiosku bawełniane skarpetki w kolorowe kwiatki, misie czy inne motylki
        i tak wracać...

        Raz jeden, w straszliwy, suchy upał, wybrałam się na miasto w espadrylach z
        Zary. Gdy już wracałam, rozpętała się burza
      • asik12 Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 20:52
        Na próbną maturę poszłam w butach które kupiłam na studniówkę i
        świetnie się w nich bawiłam. Niestety w drodze do szkoły buty
        obtarły mnie do krwi. Do domu wracałam w za dużych butach mojej
        koleżanki, która mieszkała blisko szkoły :)
        Moje koleżanki też miały przygody. Jedna pół urlopu przechodziła w
        klapkach basenowych, bo nabawiła się pęcherzy na piętach i w zadnych
        butach nie mogła chodzić, a innej koleżance w centrum handlowym
        pękły spodnie lniane na tyłku. Dowiedziała się dopiero o tym jak
        ktoś jej zwrócił dyskretnie uwagę. Musiała wejść do sklepu i kupić
        długą tunikę, która zakryła dziurę.
      • ryfka81 Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 21:04
        Kiedyś, na obczyźnie, w wynajmowanym przez nas mieszkaniu nie mieliśmy przez
        kilka dni ciepłej wody. Chodziliśmy więc się kąpać do znajomych, a potem
        wracaliśmy z głowami owiniętymi ręcznikami (nie, nikt nie miał suszarki). Było
        zimno, więc na te turbany naciągaliśmy jeszcze kaptury bluz/kurtek i tak
        paradowaliśmy przez miasto. Na szczęście było ciemno :)
        • ind-ja Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 21:32
          ha przypomniala mi sie historia.Pewnego razu wybralam sie z moim
          bylym na spacer po starym torowisku.Byla noc a my bylismy po kilku
          glebszych.Zgubilismy droge i weszlismy na jakies bagna.On,ze jako
          dzentelmen chcial mi pomoc zaproponowal,zebym wskoczyla mu na
          plecy,tak tez zrobilam.On to jakos zniosl ale moje stare dzinsy
          nie.Pekly na moich 4 literach.Najgorszy byl jednak fakt,ze
          nastepnego dnia musialam wracac do domu,jakies 7h pociagiem.Nie
          mialam nic innego na przebranie(przyjechalam tylko na 2 dni).Musialm
          wiec wbic sie w jego najmniejsze spodnie.Jestem szczupla wiec efekt
          byl porazajacy.Zeby tego bylo malo, na ostatniej stacji spotkalam
          swoje kolezanki z liceum(wracaly z domu do bursy).Do tej pory mam
          niezly ubaw jak sobie przypomne te bambuly na nogach i bol(zeby nie
          wzbudzac sensacji,w ogole nie wstawalam z siedzenie).
          • moniowiec Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 09:10
            ach, przypomnialas mi moje studia. kieydś szlismy z moim TŻ (becie mężem) do kolegi. tak lało że po 100 m mimo parasola byliśmy cali mokrzy. powrót. i zonk - ja nie miałam ciuchów (mieszkałam blisko tego kolegi właśnie, do kótrego szliśmy!), a taka zmokła nie chciałam isć. więc ubrałam się w najwęższe spodnie (ta, bojówki!), bluze z kapturem mojego faceta i dalej do domu. trochę spodnie mi tylko spadały....
          • iza-bel Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 09:44
            chyba próbowałabym zaszyć tę dziurę:)
      • podzlotymleszczem Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 21:52
        A nie pomyślałaś żeby założyć skarpety na szpilki? :)
      • zewszad_i_znikad Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 21:58
        Jako podróżniczka, skoczniołazica i traperka najczęściej mam
        problemy z gatunku przemoczenie. Schody zaczynają się przez to, że
        zwykle nie mam w co się przebrać - nie mam samochodu (---> wszystko
        musi się zmieścić do plecaka), nie mam też talentu do pakowania,
        więc nigdy nie biorę ze sobą np. zapasowych butów, na samotne
        wyjazdy skoczniowe zawsze biorę tylko te buty, w których udaję się z
        domu do pociągu. Więc zdarzyło mi się na wyjeździe akurat na zawody
        wyginać się przy kominku w restauracji, czekając na pizzę (szuszenie
        spodni - kurtkę przeciwdeszczową zresztą miałam, ale w takich
        warunkach okazała się całkowicie nieskuteczna), zdarzyło mi się na
        wyjeździe też na zawody z koleżanką suszyć buty jej suszarką do
        włosów... Moje obecne zimowe buty skoczniołazowskie są dużo
        porządniejsze, stare po dwóch sezonach były do wyrzucenia.
        Niegdyś trafiłam na tak przeraźliwe mrozy, że mój obyczaj noszenia
        zimą rajstop pod dżinsy nic nie dawał, musiałam kupić bardzo grube
        podkolanówki. Przydały się rewelacyjnie - prawie do kolan grzała
        mnie kurtka, tuż poniżej kolan zaczynały się skarpety. A dwa dni
        później, przy temperaturze już tylko rzędu -5, biegałam na nartach w
        samych dżinsach, golfie i czapce. Biegi narciarskie w kurtce są dla
        mnie nie do pomyślenia, nie wytrzymałabym.
        Poniekąd dżinsy, sweter i czapka to też mój dość typowy strój do
        skoczniołazostwa podczas odwilży. Włażenie na skocznię też męczy,
        zwłaszcza jak się ma astmę i do tego totalny nałóg skoczniowy. ;)
        • kwiat_paproci Re: Wypadki na miescie 15.11.07, 23:40
          Ja miałam kiedyś wypadek i to dosłowny. Mając 17 lat pojechałam pewnego dnia do
          dużego miasta na randkę. Jako że chciałam dobrze wyglądać, a było lato, wbiłam
          się w jakąś wyjściową kieckę i założyłam śliczne, nowe sandałki. Niestety buty
          zaczęły mnie obcierać, jeszcze zanim doszliśmy do restauracji, ale zacisnęłam
          zęby i zgrywałam twardziela ;) Jednak, gdy już wracaliśmy, miałam stopy
          poobcierane do krwi, a że było bardzo ciepło i romantycznie, zdjęłam buty i tak
          boso chodziłam sobie po trawce. No i trrrach, szkło w stopie i po zabawie...

          Druga historia jest weselsza, ale już nie dotyczy mnie.
          Mój rodzinny dom znajduje się jakieś 200 m od liceum, do którego chodziłam. W
          tymże liceum pracowała niezwykle sroga pani szatniarka, dla której regulamin
          szatni był świętością i dlatego, jak ktoś po15.30 przyszedł po kurtkę, to choćby
          nie wiem, co się działo, już nie pozwalała wziąć. Z tego powodu, w zimie w moim
          domu często gościły pielgrzymki moich znajomych ze szkoły z pytaniem "Masz może
          jakąś niepotrzebną kurtkę?". I tak potem paradowali po mieście w starych
          kurtkach mojej mamy, mojego taty, czasem dziadka ;D
        • moniowiec Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 09:14
          heh, mój kumpel kiedyś suczył buty na grillu, bo wszedł w nich w wodę, a innych nie miał. trochę się tylko przypaliły... trzeba było zeskrobywac...
      • gwasiluk Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 01:10
        moja historia :
        góry , pojeście jakieś 2800 m w góre, na dole +37, szacuje ze na górze będzie ok
        +15 po wejściu jest ok zera , zimno jak cholera:)
        nie mam ubran nie maja też ludzie z mojej grupy , robimy sobie kiecki ze
        spiworów i tak w okolicach sczytu grasowały takie śpiworkowe muminki :)
        spaliśmy z plecakami na głowach zamiast czapek:) ale jaki widok ! morze było
        widać i burze daleko nad morzem, !! i linie brzegu ze światełkami miejscowości ,
        najbardziej romantyczny wtyjazd jaki zaliczyłem :) (Mitikas)

      • ala1986 Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 01:58
        Oczywiście, że mam na koncie takie przygody. W tej chwili
        przypominam sobie dwie:

        Pierwsza - odpadło mi ramiączko od torebki. W pierwszej chwili
        chciałam kupić nową ale po odwiedzeniu dwóch sklepów trzymając
        torebkę tak, żeby nie spadła z ramienia i żeby wyglądało jakby nic
        się nie stało (a ciężka była i duża, nie wiem jak ja to zrobiłam)
        zrezygnowałam i zaczęłam szukać sklepu z super glue :P Trochę to
        zajęło ale w końcu znalazłam, później poszłam do jakiegoś centrum do
        toalety naprawić szkodę i dalej na zakupy.

        Druga - będąc w sklepowej toalecie odpadła mi klamra od paska w
        płaszczu. Chwilę tam siedziałam próbując to naprawić ale sytuacja
        była beznadziejna, więc po prostu wyjęłam ten pasek i 2 inne (przy
        rękawach) też. Teraz mam całkiem inny płaszcz (szczegół, że ma w
        talii szlufki do paska, więc na początku wydawał mi się dziwny bez
        niego ale zmieniłam zdanie).

        A! Jeszcze jedna historia mi się przypomniała :) Założyłam oficerki,
        w których zamek lekko się psuł i pojechałam na zajęcia. Po wykładach
        zamiast jechać prosto do domu poszłam na zakupy, trafiłam na
        wyprzedaż w Vero Moda i oczywiście wskoczyłam do przymierzalni
        zapominając o zamku. Jak już przymierzyłam wszystko i przyszło do
        zakładania butów z powrotem, zamek szlag trafił. Siedziałam w tej
        przymierzalni chyba z 40 minut próbując jakoś go zapiąć... Na
        szczęście w końcu się udało, nie wiem jakim cudem :)
      • karola12341 Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 09:03
        Ja też miałam małą wpadkę hihi byłam z moim N na wakacjach w wiedniu
        miało być cały czas gorąco więc zabrałam sukienki i lniane spodnie i
        takie tam, natomiast pododa spłataał figla i padał deszcz, a oprócz
        tego znajomi wyciągnęli nas do undergrundowego klubu flex, gdzie
        przebywaja punki itd mie miałam co założyć, było zimno i raczej
        wolałam załozyć coś ciemnego, a nie w kwiatki więc założyłam ciuchy
        mojego faceta; spodnie bojówki i koszulke wszystko sobie łądnie
        wystylizowałam :) i wyglądałam odpowiednio na deszcz i na imprę
        undergrund
        dobrze że mój N jest szczupły hihi
      • henia04 Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 09:10
        Mamusia mnie nauczyła, że w sprawach mody to "zanim głupi zauważy, to mądry
        powie, że tak musi być". Więc nie wiem, co to są wpadki ubraniowe :).
        • iza-bel Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 09:55
          lat temu kilkanaście
          przyjechałam na uczelnię, pociągiem do miasta oddalonego spory kawał
          od mojego domu i zaraz na dworcu złamałam obcas od buta - to były
          wysokie sznurowane, zimowe buty na wysokim obcasie
          Chcąc nie chcąc cały dzień chodziłam bez tego obcasa
          Trudno opisać jak mnie wieczorem bolała noga gdy już wreszcie
          dotarłam do domu
          Nie zliczę też ile razy usłyszałam "mentos the freshmaker" ( kto
          pamięta tę starą reklamę, ten zrozumie:)- w końcu przestało być
          śmiesznie:)

          dla tych, którzy zaraz stwierdzą, że kupiliby nowe buty - od razu
          napiszę, że po pierwsze nie miałam na to czasu, a po drugie wtedy
          byłam biedną studentką i nieprzewidziany w budżecie zakup zimowych
          butów ot tak nie wchodził w grę

          zresztą buty były w miarę nowe i bardzo wygodne i po naprawieniu u
          szewca jeszcze długo świetnie mi służyły
      • katarz1 Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 10:19
        Mnie kiedyś urwał się obcas. To były wysokie, zimowe buty, gruby, wysoki obcas,
        taki masywny, ja w mini, wszystko widać... Wróciłam do domu kulejąc i
        kuśtykając, jedna nogą normalnie a drugą idąc na palcach. Było to dość
        ryzykowne, bo lód, ślisko itd., ale jakoś doszłam. Myślę, że musiałam głupio
        wyglądać.
      • szadoka Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 10:57
        Mnie ostatnio zdarzyla sie wpadka z ponczochami samonosnymi. Odkleil mi sie
        pasek silikonowy . Centrum miasta, nie bardzo jest gdzie sie schowac. Wiem, ze
        na taka przypadlosc pomaga zwilzenie silikonu ale to wiazaloby sie z zadarciem w
        gore plaszcza i sukienki. Musialam jakos dotrzec do metra, odebrac corke ze
        szkoly i dojechac do domu. Wszystko to trzymajac ponczoche jedna reka. Dziecko
        mialo ubaw po pachy...
      • naprawdetrzezwy Słyszałaś o wynalazku pana Grahama Bella? 16.11.07, 11:00
        A o taksówkach?
        • justynnka Re: Słyszałaś o wynalazku pana Grahama Bella? 16.11.07, 12:03
          nie mam takich problemów. nie uznaję miejskiej komunikacji wiec
          wszędzie jeżdzę albo samochodem albo taksówką. przyznaję ze aby
          uniknąc awarii mam zapasowe ponczochy w pracy a w bagazniku pantofle
          i parasol.
      • alex_koz Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 12:44
        wiec opowiem o sobie:
        pewnego lipcowej niedzieli wybralam sie ze znajomimi nad morze
        (mieszkalam wtedy godzine pociagiem od morza). mialam na sobie:
        japonki, letnia spodnice, top i bawelniany zakiecik a w torebie
        recznik na plaze. zanim dojechalismy nad morze to okazalo sie ze
        pada i wieje wiec usiedlismy w knajpie. jak tylko przestalo padac to
        poszlismy na spacer plaza - bo nie chcielismy poddac sie
        niepogodzie. wialo strasznie, ja nie mialam apaszki, wiec owinelam
        sie recznikiem wokol szyi jako szalikiem i kontynuowalam spacer:)))
        troche zdzwionych spojrzen widzialam, co mi tam...., cieplo mi
        bylo:)))
      • nadia_m Re: Wypadki na miescie 16.11.07, 12:57
        z kolezanka na miescie (Warszawa jakies 5 lat temu), ja w swoim
        nowym nabytku- skorzany czasny plaszcz, dlugosc do ziemii, z paskiem
        w talii... spacerujemy od wystawy do wystawy, a ze mamy nieco inne
        gusty, czasem rozchodzilysmy sie w przeciwne strony.
        W pewnym momencie kolezanka, chcac mi cos pokazac, zlapala mnie za
        rekaw plaszcza i... urwala mi go- calusienki rekaw, swiernie
        wygladalam wracajac przez pol Warszawy z oberwanym rekawem (samochod
        zaparkowalysmy niemadosc daleko) w 15 ° mrozie :)
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka