sq7btu
30.08.07, 11:04
Witam
Poszukuję pomocy w sprawie domofonu. Mieszkam kilkanaście lat w starym
osiedlu, komunalnym. W bloku w mojej klatce kiedyś był domofon. Został
zniszczony około 10 lat temu i były z tym ciągłe problemy. Mam pecha, że w
klatce mieści się "melina" Sprzedają tam też jakąś przemycaną wódkę. W związku
z tym klatka jest odwiedzana w dzień i w nocy przez nieznanych "typów". I stąd
ciągłe kłopoty z domofonem. Dzwonili w nocy do innych mieszkań, budzili,
ciągle domofon lub zamek był uszkodzony. Rozbijali go po prostu. Zmorą były te
nocne pomyłki, ale nie ma się co dziwić, klienci tego lokalu często nie za
bardzo poznawali swoich znajomych, więc co tam numer mieszkania. Kilkukrotnie
płaciliśmy za wymianę kaset z domofonem, naprawy zamków. Raz jednak po
wyrwaniu kasety niektórzy powiedzieli dość. Nie założyliśmy nowego domofonu.
Koniec z nocnymi dzwonieniami. Sytuacja taka trwało około 10 lat. Nikt się nie
włamywał, było dobrze. Kilkukrotnie przyjeżdżali przedstawiciele jakichś firm
montujących domofony, ale po zebraniu lokatorów na schodach nie było zgody
wszystkich na założenie i odjeżdżali.
Niedawno wprowadziła się nowa lokatorka i zapragnęła mieć domofon nie znając
sytuacji w klatce. Chodziła po mieszkaniach z listą, jednak nie uzyskała zgody
wszystkich. Zwróciła się do administracji (zarządcy) budynku i spowodowała
instalację domofonu przez niego, gratis.
Jednak trzech lokatorów nie zgodziło się (w tym ja), więc szef firmy
montującej powiedział, że dostaniemy klucze i jak ktoś znajomy będzie chciał
nas odwiedzić, to będzie krzyczał pod oknem (21 wiek!). "Szef" rozmawiał też
ze mną i odpowiedziałem, że ja nawet nie wezmę kluczy, bo ja nie chcę
domofonu, a nie mogą mi przecież zabrać dostępu do mieszkania. Domofon
założono, ale nie został uruchomiony z powodu osób które nie pobrały kluczy.
Niedawno telefonowała do mnie miła pani z administracji i wręcz prosiła o
pobranie chociaż kluczy, bo przez nas - opornych nie mogą zakończyć sprawy.
Proponowała, że gratis dostanę unifon/słuchawkę (lokatorzy płacili około 30
zł) jeśli problemem są finanse. Nie zgodziłem się, bo nie o finanse tutaj
chodzi. Na końcu rozmowy tylko podkreślała, czy oby na pewno jutro pobiorę te
klucze aby zamknąć klatkę. Klucze pobraliśmy i teraz jesteśmy (3 mieszkania)
pozbawieni możliwości normalnego życia. Do domu wejdę, mam klucz od klatki,
ale do mnie już ciężko (mieszkam na 4 piętrze, przy głównej ulicy. Jest hałas
samochodów i krzyki pod oknem nie wystarczają. Wczoraj syn wracał do domu to
zadzwonił telefonem że jest pod klatką, ale ja muszę pokonać 4 piętra w dół i
na górę aby otworzyć).
Odwiedzający nas mogą zadzwonić do tych co domofon mają, ale dzisiaj właśnie
była taka sytuacja - odwiedził mnie kolega i poprosił o otworzenie drzwi.
Drzwi otwarto, ale z nerwami i jakimś niemiłym komentarzem, że w tym
mieszkaniu nie ma domofonu i nie będzie. Teraz sytuacja sprzed kilkunastu lat
(pomyłkowe nocne dzwonienia) powtarza się z powodu opornych lokatorów, bo nasi
odwiedzający będą dzwonić do kogo "popadnie"
Wiadomo, że ktoś z "nas" może spowodować sytuację, że domofonu jutro "nie
będzie", przyjdą jacyś wandale w nocy i go rozbiją lub ukradną kasety, wcisną
szpilkę w zamek, są różne metody zniszczenia. Nikt nie będzie widział i
będziemy mieli spokój. Zresztą podejrzewam, że i tak długo się nie utrzyma.
Jednak jestem normalnym człowiekiem i nie będę uciekał się do takich metod,
dlatego składam zapytanie na forum co z tym fantem zrobić. Jak wyegzekwować
swoje prawa do wolności. Tak, wolności, bo przez taką decyzję pozbawiono mnie
jej częściowo. Jestem osobą młodą mam dużo znajomych a w chwili obecnej nie
mogą mnie odwiedzać.
Może ktoś z szanownych forumowiczów wie jak można wyjść z takiej sytuacji, co
powinna zrobić administracja osiedla żeby tym kilku rodzinom zapewnić dostęp
do mieszkań rodzinie i znajomym. Przecież nie dorobię sobie kilkudziesięciu
kluczy i nie porozdaję mamie, bratu, siostrze i często odwiedzającym mnie.
Dziękuję za odpowiedzi.
Jarek z łódzkiego osiedla.