andrzej_z_gor
29.03.10, 09:03
Taaaaa...Znowu sukces!... Jagodziński Trio w muzeum... Byłem, widziałem. I
przez ponad godzinę przeżywałem męki...Dłuższy komentarz sobie odpuszczam, bo
jeszcze dzisiaj byłby zbyt emocjonalny. Tylko najszczersze wyrazy współczucia
dla doskonałych muzyków, którym kazano grać w...studni! Do pana Leszka
Możdżera wystosuję błagalnego maila, żeby nie przyjmował zaproszenia do
muzeum. Miejsce koncertu, czyli tzw. patio, to podwórko – studnia przykryte
szklanym dachem i takaż tam akustyka, jak w studni właśnie. Około setki
miłośników jazzu albo robiło dobrą minę do złej gry, albo po prostu słoń im
wszystkim na ucho nadepnął... Mistrz Jagodziński zapowiadając drugą część
koncertu skomentował sytuację, pytając siedzących o metr ludzi – „czy
słychać?..” Siedziałem o dwa metry i...ledwie słyszałem Mistrza...
Więc proszę pana dyrektora i jego sympatycznych skądinąd podwładnych –
animatorów tych, nota bene, pożytecznych przedsięwzięć – nie kompromitujcie
naszego miasta! Nie urządzajcie jazzu w studni! Nie stawiajcie za konsolą
akustyków z bożej łaski, którzy myślą, że im głośniej, tym lepiej. Znajdźcie
na kameralny koncert kameralne pomieszczenie o nienagannej akustyce.
Przenieście koncerty do katedry, gdzie akustyka jest boska i niepotrzebne są
jakiekolwiek wzmacniacze...Może do teatru?..Przecież Szef i tu i tam ten sam...
Fatum jakieś ciąży nad tym miastem...