jow.plock
12.08.04, 16:46
Polemika Nie godzimy się na system mieszany, na żadne "fifty-fifty", na
żadne "prawda leży pośrodku"
Tylko jednomandatowe
JERZY PRZYSTAWA
W opublikowanym w "Rzeczpospolitej" 22 lipca eseju zatytułowanym "Kryzys
leczony ordynacją" senator Zbigniew Romaszewski krytykuje propozycję
wprowadzenia w Polsce brytyjskiej ordynacji FPTP (First-Past-The Post), którą
pod hasłem JOW - Jednomandatowe Okręgi Wyborcze - od lat propaguje Ruch
Obywatelski na rzecz JOW.
Przekonuje, śladem wszystkich krytyków tego postulatu, że "ordynacja nie jest
panaceum", a już JOW w szczególności do naprawy Rzeczypospolitej się nie
nadaje. Zamiast tego wysuwa propozycję, która ostatnio staje się coraz
bardziej popularna w kręgach tzw. elity politycznej, a mianowicie "ordynację
mieszaną" - trochę JOW - trochę "proporcjonalności", co zawsze należ rozumieć
jako system list partyjnych.
Pierwsze pytanie, na jakie powinna obywatelom odpowiedzieć owa "elita
polityczna", jest takie: Jak to się dzieje, że w przywódczych sferach tej
partyjnej elity w ogóle nie ma zwolenników rozwiązania brytyjskiego, a więc
takiego, które z powodzeniem stosuje u siebie nie tylko Wielka Brytania, USA
czy Kanada, ale ok. 60 krajów świata, w tym nawet Papua Nowa Gwinea czy
Republika Malawi? Na chłopski rozum mogłoby się wydawać, że w przypadku
kwestii "akademickiej", a więc zagadnienia, czy coś jest dobre czy niedobre
dla Polski, skoro jest to system wyborczy tak popularny w świecie, zdania
powinny być przynajmniej podzielone. Jedni byliby za JOW, inni za
jakimś "anty-JOW" i to by było w jakiś sposób naturalne i zrozumiałe. W tym
przypadku jest inaczej. Różne koterie, partyjne i ponadpartyjne, walczą ze
sobą bez pardonu i bez przebierania w środkach w setkach spornych spraw
różnej rangi. W tym natomiast przypadku cała owa "klasa" przypomina niezłomny
bastion, który, jeśli wprost nie atakuje takiego rozwiązania z powodu jego
wad, to za pomocą argumentu, że co dobre dla Anglików i Amerykanów, to dla
Polaków byłoby katastrofalne,.
Moim zdaniem, jedyna racjonalna odpowiedź na to pytanie może być tylko taka,
że propozycja JOW zagraża interesom tej "elity politycznej" i dlatego tutaj
występuje ona solidarnie, za nic mając pożytki, jakie z takiego rozwiązania
ustrojowego odniosłaby Polska.
W tym miejscu nie robię wyjątku dla ostatnio głoszonego hasła PO, ponieważ
nie ma na razie dowodów, że PO zgłasza tę propozycję szczerze i z zamiarem
wprowadzenia w życie. Natychmiast po oficjalnych deklaracjach liderów PO
przedstawiciele Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW zwrócili się do nich z
propozycją współpracy, ale propozycja ta została, jak dotąd, zignorowana.
Na początku swego artykułu senator Romaszewski pisze: "należy dać obywatelom
prawo dokonania realnej wymiany elit politycznych przez zmianę ordynacji
wyborczej". Jak takiej sztuki można dokonać za pomocą zachwalanej
ordynacji "mieszanej"? Najważniejszą bowiem w tym wszystkim sprawą jest to,
że tzw. ordynacje proporcjonalne - zarówno "czyste", jak i "mieszane" -
nadają partiom politycznym ogromne przywileje ustawowe, w tym najważniejszy,
jakim jest układanie partyjnych list wyborczych i decydowanie w ten sposób o
wyniku wyborów.
Ordynacja JOW, na wzór brytyjski, likwiduje wszelkie przywileje partii
politycznych i na tym polega jej prawdziwa zaleta. Okazuje się, że ta
likwidacja przywilejów bynajmniej nie likwiduje partii politycznych, ale,
przeciwnie, tworzy mocne, stabilne partie polityczne, a nie rachityczne
twory, które, jak we wszystkich parlamentach polskich, nie są w stanie
przetrwać jednej kadencji. Rzecz w tym, że są to inne partie polityczne,
oparte na innych zasadach, partie, w których kandydatów na posłów nie
wyznacza się paluszkiem lidera. I o to przede wszystkim trwa walka.
Naturalnie, że liderzy polskich partii politycznych chcą za wszelką cenę
zakonserwować tę cudowną moc swoich paluszków, ale równie naturalne jest to,
że my, obywatele, chcemy czegoś dokładnie przeciwnego. I to właśnie dlatego
nie godzimy się na system mieszany, na żadne "fifty-fifty", na żadne "prawda
leży pośrodku". Domagamy się ordynacji bez jakichkolwiek przywilejów dla
partii politycznych. Taką ordynacją jest właśnie ordynacja brytyjska.
Przeciwnicy JOW bardzo często w swojej argumentacji powołują się na negatywne
skutki takiej ordynacji i z upodobaniem przywołują przykłady Rosji i Ukrainy,
gdzie, ich zdaniem, takie ordynacje mają zastosowanie. Tam właśnie, i w
innych krajach byłego ZSRR, takie wybory "są rozsadnikiem korupcji,
fałszerstw wyborczych i sprzyjają umocnieniu się monopartii władzy". Ale
przecież to właśnie w tych krajach, w Rosji i na Ukrainie, działają ordynacje
mieszane, które tak zachwala senator Romaszewski. Nie żadne JOW, tylko
właśnie ukochany przez nasze elity "kompromis". Wszystkie one prowadzą do
tego samego: do uprzywilejowania partii politycznych i do partiokracji. My
twierdzimy, że najwłaściwsze i najlepsze jest pozbawienie partii politycznych
nienależnych im przywilejów i że to dopiero da nam szansę na zdrową,
obywatelską scenę polityczną.
Autor jest pełnomocnikiem Krajowego Komitetu Referendalnego o Jednomandatowe
Okręgi Wyborcze w Wyborach do Sejmu RP