Gość: henio
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.12.05, 08:19
Czy minister gospodarki może działać przeciw interesom skarbu państwa, które
ma reprezentować? Wiele wskazuje na to, że Jacek Piechota, szef resortu
gospodarki w rządach Leszka Millera i Marka Belki, przyczynił się do
bankructwa jednego z największych holdingów stoczniowych w Europie. A to z
kolei pozwoliło biznesmenom związanym z SLD przejąć strategiczny dla
bezpieczeństwa energetycznego kraju terminal paliwowy w Świnoujściu. Terminal
ten to najnowocześniejsza polska baza paliw przetworzonych (benzyna i oleje
napędowe) o zdolności przeładunkowej 3,2 mln ton rocznie.
Weszliście do nie swojego koryta!
W 1994 r. władze Świnoujścia zorganizowały przetarg na teren, na którym
znajduje się paliwowy terminal. Wygrała go Stocznia Szczecińska SA. Hurtowe
ilości taniego paliwa płynącego z całej Europy do terminalu w Świnoujściu
miały być realną konkurencją dla polskich dostawców i szansą na niższe ceny
benzyny i oleju napędowego. Przegranym w przetargu była firma Ship-Service,
kierowana przez szczecińskiego magnata paliwowego Jerzego Krzystyniaka
(niegdyś szefa paliwowej firmy Solo). Krzystyniak, podejrzany w sprawie mafii
paliwowej, przebywa obecnie w areszcie. Był on sponsorem kampanii
prezydenckiej Aleksandra Kwaśniewskiego w 1995 r. 10 lat temu w szczecińskim
hotelu Radisson Kwaśniewski i politycy SLD Jerzy Szmajdziński i Jacek
Piechota uczestniczyli w bankiecie wydanym przez Krzystyniaka.
Kluczowy dla śledztwa przeciwko mafii paliwowej świadek, do którego
dotarł "Wprost", twierdzi, że skromny trener tenisa ziemnego, jakim był
niegdyś Jerzy Krzystyniak, zrobił oszałamiającą karierę biznesową dzięki
politycznym koneksjom w SLD i poparciu tajnych służb PRL. Na początku lat 90.
otrzymał koncesję na import i handel bezcłowym paliwem z tzw. kontyngentu
fińskiego. To była żyła złota, gdyż w tym czasie paliwo było obłożone 40--
procentowym cłem. Interesy Krzystyniaka wspierał poseł SLD Jacek Piechota.
Krzystyniak sfinansował wtedy jego wyjazd do Kuwejtu (są na to faktury w
dokumentacji firmy Solo). Potem nazwisko Piechoty pojawia się przy okazji
negocjacji w sprawie sprzedaży firmy Krzystyniaka - Solo - spółce J&S,
monopoliście na rynku dostaw ropy do Polski.
Krzysztof Piotrowski, były prezes szczecińskiego holdingu stoczniowego,
opowiada "Wprost" o spotkaniu w mieszkaniu Jerzego Krzystyniaka, do którego
doszło kilka tygodni po przetargu na teren, na którym znajduje się świnoujski
terminal paliwowy. - Spotkaliśmy się wówczas z posłem Jackiem Piechotą.
Zaproponowano nam, że terminal odkupi od stoczni firma Krzystyniaka Ship-
Service. Później, podczas kolejnych negocjacji, padały słowa: "Weszliście do
nie swojego koryta!". - Kilkanaście lat temu znałem i Piotrowskie-go, i
Krzystyniaka, więc umożliwiłem ich spotkanie.ĘA prezesowi Piotrowskiemu
udzielałem życzliwych rad, nie wywierałem natomiast na niego żadnej
politycznej presji - twierdzi w rozmowie z "Wprost" Jacek Piechota.
Zaplanowana upadłość?
Latem 2001 r. szczecińska stocznia i PKN Orlen przygotowywały wspólne
przedsięwzięcie: stoczniowy holding wnosił terminal, Orlen - usytuowaną na
wyspie Wolin bazę, która miała być połączona podwodnym rurociągiem ze
Świnoujściem. - Alternatywne źródło paliwa dostarczanego przez Bałtyk
gwarantowałoby wzrost bezpieczeństwa energetycznego Polski i realny spadek
cen paliw, przynajmniej w północnej części kraju. Bliskie sąsiedztwo Berlina
dawało z kolei szansę na hurtowy handel z Niemcami - wspomina Andrzej
Modrzejewski, były prezes PKN Orlen. - Planowaliśmy także uruchomienie
terminalu gazu płynnego w Policach pod Szczecinem, czyli uniezależnienie się
od rosyjskiej rury. Jacek Piechota wiedział o naszych planach, ale bardzo go
drażniły - mówi "Wprost" Krzysztof Piotrowski. Z wielkich planów nic nie
wyszło, bo w lutym 2002 r. UOP zatrzymał prezesa Modrzejewskiego, a zaraz
potem go odwołano, natomiast szczeciński holding stoczniowy popadał w poważne
tarapaty finansowe.
Na początku 2002 r. stocznia poprosiła państwo o pomoc. Do otrzymania w
polskim banku kredytu pomostowego stocznia potrzebowała gwarancji rządowych w
wysokości 60 mln USD (równowartość 10 proc. rocznych obrotów firmy).
Szczecińska stocznia liczyła na wsparcie, bo w światowych rankingach
zajmowała piąte miejsce pod względem zamówień i dziewiąte pod względem
wielkości produkcji - w ciągu dziesięciu lat wyeksportowała 160 jednostek za
ponad 4 mld USD. W maju 2002 r. rząd odmówił pomocy. Banki kredytujące
bieżącą produkcję stoczni wpadły w popłoch, gdy minister Piechota zażądał od
nich dwukrotnie wyższej redukcji wierzytelności, niż ustalił to Sąd Rejonowy
w Szczecinie podczas postępowania układowego z wierzycielami. To wystarczyło,
by wstrzymano kredyty. Stocznia stanęła w chwili, gdy miała kontrakty na 30
jednostek za 1,6 mld USD.