roman_j
17.02.06, 22:58
To dobrze, że kierowniczka schroniska zdecydowała się jednak opowiedzieć o
tym, jak naprawdę wyglądała sytuacja w schronisku. Prawdopodobnie nie zrobiła
tego ze szlachetnych pobudek, ale widocznie uznała pod ciężarem materiału
dowodowego, że dalsze zaprzeczanie jest bezcelowe. Szkoda tylko, że
prawdopodobnie będzie jedyną osobą, która poniesie konsekwencje, choć dość
jasne jest, że nie jest jedyną osobą winną zaniedbań. To niestety może
oznaczać, że kiedy sprawa ucichnie wróca stare praktyki pod nowym już
kierownictwem. Może rozwiązaniem byłoby rozwiązanie umowy na prowadzenie
schroniska z firma SITA. Takie miejsce naprawdę nie powinno być prowadzone
przez podmiot, którego nadrzędnym celem jest generowanie zysków. To prędzej
czy później doprowadzi do nadużyć i patologii. Zwłaszcza, że jedyni
poszkodowani, czyli zwierzęta, są wobec takich nadużyć całkowicie bezbronni i
nie mogą się nikomu poskarżyć. Po ujawnieniu tej afery miasto za punkt honoru
powinno postawić sobie przywrócenie schronisku dla zwierząt charakteru
schroniska, bo w tej chwili najlepiej pasuje do niego określenie "rakarnia",
czyli zakład eksterminacji bezdomnych zwierząt. No chyba, że temu ma to
miejsce służyć, ale jeśli tak, to nazywajmy rzeczy po imieniu, a nie bawmy się
w eufemizmy w postaci słowa "schronisko" w nazwie.