roman_j
30.03.06, 21:25
Tym wątkiem świadomie wsadzam kij w mrowisko, a zebrało mi się na niego po
przeczytaniu opinii na forum na temat tego, co definiuje "metropolię" według
niektórych płocczan. Otóż okazuje się, że nie liczba mieszkańców, nie stopień
uprzemysłowienia, nie potencjał edukacyjny, nie poziom życia kulturalnego i
nie żadne inne tego typu wskaźniki. Okazuje się, że dla wielu, niestety,
płocczan o tym, czy dane miasto można zaliczyć do grona "metropolii"
(oczywiście w naszym płocko-prowincjonalnym sensie) jest fakt istnienia:
galerii handlowej (najlepiej w samym centrum miasta, bo inaczej mogłoby jej
nie być widać) i linii tramwajowej. Niektórzy dodają do tej listy jeszcze
multikino albo drugi hipermarket. W tym momencie aż się prosi, zeby przytoczyć
słowa, których autora niestety nie znam, ale które świetnie oddają problem
miast w rodzaju Płocka: "Prowincja, to nie określenie geograficzne, ale stan
umysłu". W tym sensie Płock był, jest i będzie prowincją tak długo, jak długo
ludzie, dla których wyznacznikiem "wielkomiejskości" jest hipermarket, galeria
handlowa i tramwaj, będą stanowić o jego obliczu. Postawcie klony "Zemsty
Metki" na każdym wolnym placu w mieście, puśćcie tramwaje wszerz i wzdłuż
Płocka oraz po przekątnych, nabudujcie tuneli, wiaduktów, rond, itp. A i tak
wszystko to na nic, bo jak niektórym z Was słoma z butów wystaje, tak wystawać
nadal będzie. I to zarówno tym, którzy są u władzy, jak i tym, którzy
"wielkomiejskim" pomysłom tych władz bezrefeksyjnie kibicują. :-))
A teraz możecie sobie na mnie powarczeć... ;-))