Gość: po
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
02.08.06, 09:01
Gazeta.pl > Gospodarka > Wiadomości
Środa, 2 sierpnia 2006
Z warszawskiego SKOK-u wyciekł ponad 1 mln zł
Zobacz powiększenie
SKOK-i kontroluje Kasa Krajowa. Jej działalność może budzić pewne wątpliwości,
m.in. z powodu powiązań rodzinno-towarzyskich we władzach Kasy, a także
różnych spółek, fundacji i spółdzielni związanych z systemem i mających wpływ
na jego funkcjonowanie. Kasie Krajowej szefuje Grzegorz Bierecki, były
prominent "Solidarności" i były bliski współpracownik braci Kaczyńskich.
Bierecki jeszcze ponad miesiąc temu ostro sprzeciwiał się obejmowaniu SKOK-ów
nadzorem, jakiemu podlegają banki
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
ZOBACZ TAKŻE
• Raport: Wszystko o SKOK-ach
Zobacz powiększenie
Tak się rozwijają SKOK-i
Maciej Samcik, Bogdan Wróblewski 02-08-2006 , ostatnia aktualizacja
01-08-2006 20:09
Przez ponad dwa lata wyciekały pieniądze ze SKOK-u Warszawa. Kilkadziesiąt
sfałszowanych umów kredytowych bada prokuratura, 22 osobom postawiono zarzuty.
"Gazeta" dotarła do dokumentów, które mogą świadczyć o nieprawidłowościach w
zarządzaniu SKOK-iem. Mamy m.in. kopie dwóch różnych umów pożyczkowych o tym
samym numerze i formularz poręczenia, na którym widnieją podpisy trzech osób
kreślone tym samym charakterem pisma
SKOK Warszawa to jedna z większych Spółdzielczych Kas
Oszczędnościowo-Kredytowych. Działa na Mazowszu, ma 18 placówek. Podobnie jak
inne kasy udziela pożyczek, gromadzi depozyty, prowadzi konta osobiste,
sprzedaje swoim członkom ubezpieczenia. Z ustaleń "Gazety" wynika, że w latach
2002-04 r. ze SKOK-u Warszawa wyciekło w formie "lewych" kredytów ponad milion
złotych.
12 kredytów bezrobotnego alkoholika
Pan Darek, na oko trzydziestolatek, to były klient warszawskiego Zakładu
Terapii Uzależnień od Alkoholu. Według Biura Informacji Kredytowej przez rok
miał wziąć - głównie w SKOK-u - osiem kredytów (największy na ponad 20 tys.
zł), a cztery poręczyć. - Mój terapeuta z zakładu odwykowego był bratem męża
pracownicy SKOK-u. Zaproponował wzięcie pożyczki. Dostałem część pieniędzy -
opowiada pan Darek. Potem były kolejne kredyty na spłatę poprzednich. O
większości z nich pan Darek nie wiedział.
Pan Darek twierdzi, że w podobny sposób pieniądze ze SKOK-u wyłudzono na konto
kilku jego kolegów. Kiedy zjawił się komornik, pan Darek chciał odebrać sobie
życie. Kilka miesięcy spędził w szpitalu psychiatrycznym. Dziś prokurator
zarzuca mu sfałszowanie zaświadczenia o dochodach.
Pani Teresa, ociemniała inwalidka, która ma 500 zł miesięcznej renty, w ciągu
kilku miesięcy rzekomo wzięła w warszawskim SKOK-u kredyty na kilkadziesiąt
tysięcy złotych. Z zaświadczeń o zarobkach wynikało, że pracuje jako
sprzedawczyni, a jej pensja sięga 1,5 tys. zł.
Pani Teresa opowiada, że do wzięcia pierwszego kredytu zachęciła ją Bożena M.,
sąsiadka i zarazem pracownica SKOK-u. - Mówiła, że ma kłopoty finansowe, że
odda za kilka miesięcy - relacjonuje pani Teresa. O kolejnych kredytach
wziętych na jej konto pani Teresa dowiedziała się dopiero wiosną tego roku,
gdy z sądu przyszło pismo od komornika.
Pani Ania w październiku 2003 r. poręczyła kredyt w SKOK-u osobie ze swojej
rodziny. Znała Bożenę M., dlatego nie oponowała, gdy ta poprosiła o podpisanie
in blanco trzech egzemplarzy poręczenia. - Tłumaczyła, że trzeba złożyć kilka
wniosków kredytowych, bo nie wiadomo, kto z członków rodziny będzie miał
zdolność kredytową. Poza tym dokumenty wypełniane są ręcznie i może nastąpić
pomyłka - mówi pani Ania.
Po kilkunastu miesiącach okazało się, że dwa podpisane in blanco dokumenty
stały się poręczeniami kredytów o wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych. W
marcu 2006 r. pani Anna otrzymała sądowy nakaz zapłaty.
Prokurator liczy pożyczki
Prokurator Zbigniew Gosk z Prokuratury Rejonowej Warszawa Ochota, która od
grudnia 2004 r. prowadzi śledztwo dotyczące SKOK-u Warszawa: - Kwota
wyłudzonych pożyczek to blisko 1,2 mln zł. Do tej pory zarzuty wyłudzania
pożyczek i fałszowania dokumentów postawiono 22 osobom, w tym Bożenie M.
Według prokuratury w kręgu podejrzanych jest ok. 60 kredytobiorców i
poręczycieli. - Z naszych informacji wynika, że pośrednicy i większość
pożyczkobiorców to byli znajomi i znajomi znajomych - opowiada prokurator Gosk.
Prokuratura potwierdza, że w niektórych przypadkach fałszowano podpisy na
umowach i zaświadczenia o dochodach. Śledztwo utknęło w martwym punkcie w
lipcu. Brakuje opinii eksperta od badań porównawczych pisma. Policja nie
zaakceptowała kosztorysu badań opiewającego na niespełna 15 tys. zł.
Ile osób może być pokrzywdzonych? Nie wiadomo. Część z nich dopiero w tym roku
dowiedziała się z pism sądowych, że wzięli lub poręczyli jakieś kredyty. W
pięciu warszawskich sądach rejonowych na 830 pozwów o zapłatę zgłoszonych w
ostatnim półroczu przeciwko członkom SKOK-ów ponad 450 przypada na SKOK Warszawa.
Zarząd SKOK-u musiał wiedzieć?
Czy to możliwe, że zarząd SKOK-u Warszawa przez dwa lata nie zauważył
wyciekania pieniędzy? Dopiero jesienią 2004 r. szefowie SKOK-u dyscyplinarnie
zwolnili Bożenę M. i skierowali doniesienia o popełnieniu przestępstwa do
prokuratury.
"Gazeta" dotarła do dokumentów, które mogą świadczyć o nieprawidłowościach w
zarządzaniu SKOK-iem. Mamy np. kopie dwóch różnych umów pożyczkowych o tym
samym numerze, formularz poręczenia, na którym widnieją podpisy trzech osób
kreślone tym samym charakterem pisma oraz umowy, na których widnieje podpis i
pieczątka wiceprezes zarządu, która do Krajowego Rejestru Sądowego została
wpisana kilka miesięcy później.
Wspomniana wyżej Anna K. w marcu tego roku złożyła w warszawskiej prokuraturze
doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez członków zarządu SKOK-u Warszawa.
Twierdzi, że kredyty wypłacano mimo braków we wnioskach kredytowych, umowy
kredytowe były zatwierdzane przez nieuprawnione do tego osoby, kredyty
wypłacano, mimo że poręczyciele żyrowali już wcześniej dwa lub więcej kredytów
(co jest sprzeczne z ustawą o SKOK-u).
- Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte, ale jeszcze się nic nie wykluło,
wezmę je pod lupę - informuje szefowa prokuratury na Ochocie Katarzyna
Kazimierczak.
Od szefowej SKOK-u Warszawa Joanny Wysockiej-Turek otrzymaliśmy oświadczenie,
w którym zapewnia, że zarząd "skrupulatnie prowadzi statystyki dotyczące
funkcjonowania SKOK we wszystkich istotnych aspektach". Wysocka-Turek dodaje,
że prokuratura została zawiadomiona "natychmiast po udaremnieniu przez
kontrolę wewnętrzną próby wyłudzenia i nieprawidłowości związanych z
udzielaniem kredytów i pożyczek".
Jednak z dokumentów zgromadzonych w prokuratorze wynika, że punkt kasowy
SKOK-u, w którym pracowała Bożena M., był kontrolowany już w 2001 lub 2002 r.
przez wewnętrzne służby. - Wykryto braki w dokumentacji i bałagan - mówi prok.
Gosk.
Kasa Krajowa nie widzi problemu?
To nie pierwsza afera związana z funkcjonowaniem SKOK-ów, Niedawno opisaliśmy,
jak na konta kilkunastu członków SKOK-u Ziemi Śląskiej zawierano bez ich
wiedzy umowy pożyczkowo-kredytowe, które potem musieli spłacać. Zarzut
niedopełnienia obowiązków i narażenia kasy na stratę 2,6 mln zł prokurator
przedstawił już Alfredowi S., byłemu prezesowi SKOK-u Ziemi Śląskiej.
Czy popularne kasy oszczędnościowe-kredytowe, w których 1,5 mln osób gromadzi
ponad 5 mld zł oszczędności, są właściwie nadzorowane?
Andrzej Dunajski, rzecznik Kasy Krajowej, w której SKOK-i obowiązkowo się
zrzeszają, wystosował oświadczenie: "Nie udzielamy informacji związanych z
nadzorem. Zapewniam, że nadzór ten sprawdza się bardzo dobrze, zaś żaden
członek SKOK-u od początku istnienia kas nie stracił ani złotówki".
SKOK-i, w odróżnieniu od banków i firm ubezpieczeniowych, nie są objęte
niezależnym nadzorem, choć korzystają z przywilejów podatkowych (od 1998 r.
nie płacą podatku dochodowego z podstawowej działalności).
SKOK-i kontroluje Kasa Krajowa. Jej działalność może b