Dodaj do ulubionych

Szantażyści

19.03.03, 15:23


Ruch Obywatelski na rzecz JOW od wielu lat wysuwa postulat zmiany systemu
wyborczego do Sejmu i wprowadzenia na wzór brytyjski małych, jednomandatowych
okręgów wyborczych, aby nie wybierać ciągle tych samych osób z list
partyjnych, nie wybierać tych, których już wcześniej wybrali partyjni
macherzy, ale wybierać ludzi, którzy budzą zaufanie swoich wyborców. Jest
rzeczą zrozumiałą, że takiej zmiany nie chcą wodzowie partii politycznych,
ponieważ takie rozwiązanie godzi w ich wodzowską pozycję. Takiego argumentu
nie mogą jednak wysunąć i dlatego w zwalczaniu JOW posługują się zupełnie
innym typem argumentacji i do dezawuowania naszego postulatu wykorzystują
tzw. porządnych ludzi, zatroskanych stanem państwa i rozwojem sytuacji.
Ludzie ci nie posiadają żadnych merytorycznych argumentów, które
pokazywałyby, że nasza propozycja jest niedobra dla Polski, a zamiast tego
przekonują nas, że zmiany takiej, chociaż dla kraju dobrej, przeprowadzić się
po prostu albo w ogóle nie da, albo przeprowadzić nie można. Wysuwane są trzy
rodzaje argumentów:
Pierwszy: to nic nie da. Wszyscy polityce to świnie, skorumpowane łobuzy, czy
ich wybierać tak, czy inaczej zawsze wyjdzie na to samo. Nie warto sobie tym
głowy zawracać. Trzeba odczekać co najmniej trzy pokolenia, wychować nowe
społeczeństwo, wykorzenić dziedzictwo komunizmu, dopiero potem, kiedyś, jak
społeczeństwo dojrzeje przyjdzie czas na nowe wybory. Drugi: szkoda tracić
czasu na walkę o inny system wyborczy. ONI nigdy władzy z rąk nie wypuszczą,
nigdy się na to nie zgodzą. Chociaż ten system jest zły, generuje korupcję,
degeneruje społeczeństwo i rujnuje państwo, nie ma rady, musimy z tym żyć i
toczyć swoje walki o to, co się da w tym systemie wywalczyć: może lepsze
szkoły? Może lepszych sędziów? Może sprawniejszych policjantów? I wreszcie
trzeci: tak macie rację, system JOW jest lepszy, ale teraz nie czas na to.
Teraz musimy się zmobilizować i zająć sprawami najpilniejszymi. Taką sprawą
dzisiaj jest kwestia wejścia do UE. Temu trzeba podporządkować wszystko,
wszystko inne na bok odsunąć. Każdy, kto dzisiaj rozprasza energię społeczną
i kieruje ją na inne sprawy, szkodzi Polsce, jest właściwie dywersantem,
szkodnikiem sabotażystą.
Argument pierwszy, to nic nie da, pada z różnych stron. Wysuwają go dyżurni
intelektualiści, jak np. wzięty socjolog i komentator Paweł Śpiewak. Wg
Śpiewaka wszystko, co Polska miała najlepszego już się ujawniło, wypełniło
salony polityczne, uformowało klasę polityczną. Innej elity nie ma i próżno
jej szukać. Poza Warszawą nie ma zbawienia. Zmiana ordynacji tego stanu
rzeczy nie zmieni. Z drugiej strony, kilka dni temu przeczytałem ze
zdziwieniem w „Rzeczpospolitej” wypowiedź pisarza, Piotra Wojciechowskiego,
którego nie uważam za dyżurnego intelektualistę. Według niego właśnie muszą
upłynąć trzy pokolenia, aż doczekamy się jakichś przyzwoitszych elit.
Tymczasem trzeba się zająć pracą u podstaw, pielęgnowaniem ścieżek
rowerowych, turystyką, współżyciem z przyrodą, dbałością o rodzinę,
przyjaciół.
Wypowiedzi tego rodzaju to dodatkowy przykład na stwierdzoną w wielu
badaniach zaniżoną samoocenę Polaków. „Dla Polaków można wiele zrobić, z
Polakami nic”. Oczywiście, wypowiadający te słowa nigdy nie stosują ich do
siebie, to inni, to pozostali Polacy są tacy do niczego, ja, rzecz jasna
jestem tutaj chlubnym wyjątkiem. Ale ponieważ inni są tacy to i ja nie mam po
co się szarpać i wysilać, aby coś zmienić.
Ostatnie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast zadały poważny cios
tej ideologii. Prawie 2000 wójtów i burmistrzów zostało wybranych wbrew
szefom partii politycznych, zarówno tym z lewa, jak i tym z prawa. Teraz jest
czas porównań i przekonania się kto lepiej wybiera: partyjni baronowie czy
obywatele? Mam nadzieję, że wynik tego testu będzie jednoznacznie pozytywny.
Argument, że ONI się nie zgodzą jest połączeniem niskiej samooceny Polaków z
przecenianiem siły i trwałości obecnego establiszmentu politycznego. Sprawa
Rywina ujawniła całą słabość tej sieci korupcyjnych powiązań. Nagle cały ten
spróchniały mur partyjnych i gangsterskich interesów na naszych oczach zaczął
się sypać. Wczorajsze głosowanie w Sejmie, w którym rząd Millera uzyskał 212
głosów poparcia, pokazało, że gdyby tylko kilku z tzw. opozycjonistów
pofatygowało się na głosowanie, to może nawet ten wspaniały mężczyzna
musiałby już pakować manatki.
Ostatnie tygodnie ujawniły jak gwałtowanie wzrasta poparcie społeczne dla
idei JOW. Nagle zaczynają naszą sprawę popierać ludzie, którzy na nasz widok
przez lata uciekali i zatykali sobie uszy. Teraz przechodzą na stronę
zwolenników JOW i głoszą, że zawsze nimi byli. To bardzo dobrze i wszyscy się
z tego cieszymy. Na tym polega idea ruchu obywatelskiego i tak on się
rozwija. Pojawili się jednak nowi hamulcowi. Tłumaczą nam, że teraz nie jest
czas na forsowanie zmiany systemu wyborczego. Teraz musimy się zająć naszym
wejściem do UE. Każdy kto odciąga uwagę od tej najważniejszej sprawy to nie
tylko dywersant, ale wręcz nie Polak. Przodują w tych oskarżeniach
przedstawiciele Ligi Polskich Rodzin, by wymienić tylko świeżo nawróconego z
PSL-u, posła Pęka i jemu podobnych. Ale, niestety, argument ten wysuwają nie
tylko zawodowi demagodzy, ale i ludzie Bogu ducha winni, którzy nie potrafią
się przeciwstawić temu histerycznemu szantażowi.
Argument, że teraz nie czas na JOW, nie jest wcale nowy. Hamulcowi wysuwają
go bez przerwy. Możemy przejść rok po roku historię ostatniej dekady i
każdego roku były okazje, żeby zarzucać nam, że wybraliśmy się nie w porę, że
teraz nie czas na JOW, bo są sprawy pilniejsze. W roku 1991, 1993, 1997, 2001
trzeba było wszystko rzucić i brać udział w kampanii wyborczej do Sejmu i
Senatu. W roku 1994, 1998 i 2002 należało wszystko zaangażować w wybory
samorządowe. W 1995 i 2000 mieliśmy wybory prezydenckie. Po drodze mieliśmy
jeszcze referendum uwłaszczeniowe i referendum konstytucyjne. Za każdym razem
pojawiali się hamulcowi szantażyści, którzy oskarżali nas o sabotaż sprawy
polskiej, bo zamiast rzucenia wszystkich sił w wir tamtych walk,
twierdziliśmy uparcie, że najpierw trzeba rozstrzygnąć sprawę zasadniczą,
trzeba właściwie skonstruować fundament demokratycznego ustroju jakim jest
ordynacja wyborcza, zanim przejdziemy do rozstrzygania o innych
najważniejszych sprawach.
I dzisiaj twierdzimy to samo: jeśli nie zmienimy systemu wyborczego, to
referendum unijne może być wygrane, albo może być przegrane, ale bez
wprowadzenia JOW my, Polacy, w obu przypadkach przegramy, bo zamiast pasterzy
i gospodarzy będziemy mieli pastuchów i naganiaczy, zamiast liderów
skorumpowanych agentów obcych interesów. Tylko radykalna zmiana sposobu
wyłaniania elity, tylko stuprocentowe JOW, otworzyć mogą przed nami drogę i
szansę naprawy i rozwoju. I ta prawda zaczyna wreszcie, choć ciągle zbyt
wolno, docierać do naszych rodaków.

Jerzy Przystawa
(komentarz wygłoszony w Katolickim Radio Rodzina, 13 marca 2003)
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka