tadeusz.nowakowski
18.05.08, 13:47
Wyznanie ks. Isakowicza-Zaleskiego:
"Im bliżej wydania książki o przeszłości Lecha Wałęsy, tym bardziej główny
bohater tej publikacji zachowuje się histerycznie. W swym zacietrzewieniu
coraz bardziej przypomina arcybiskupa Józefa Życińskiego, który, nadużywając
swojego stanowiska, stara się od lat wmówić społeczeństwu swoje tezy o
archiwach zgromadzonych w IPN. Opowiadali mi niedawno księża lubelscy, że ich
metropolita w swych kazaniach niezależnie od jakiego fragmentu Ewangelii
wyjdzie zawsze kończy na słowach "bo wszystkie akta IPN są sfałszowane".
Życiński choć jest filozofem zachowuje się w tej kwestii w sposób
nieracjonalny, wskazujący na jego ewidentny problem z owymi aktami. Myślę, że
najbliższa przyszłość pokaże, czego on tak panicznie się boi.
Czego z kolei boi się Lech Wałęsa? Tego też dowiemy się w najbliższym czasie.
Zresztą swym zachowaniem zdradza on to już teraz. Bo nic tak nie zdradza kogoś
jak jego histeryczne zachowanie.
Piszę to ze smutkiem, bo kiedyś Lech Wałęsa był dla mnie autorytetem. Jego
jednak prezydentura, począwszy od zatrudnienia Mieczysława Wachowskiego, a na
wspieraniu "lewej nogi" i na obaleniu rządu Jana Olszewskiego skończywszy,
pokazała to co pokazała. Trzeba przy okazji zaznaczyć, że Wałęsa też jako
prezydent z jednej strony odmówił awansowania do stopnia generalskiego płk.
Kuklińskiego, a z drugiej strony strony przez grzech zaniechania sprawił, że
oprawcy z SB do dziś mogą pobierać wysokie emerytury.
Z kolei dzisiejsze oświadczenie Wałęsy, pełne agresji i buty, też pokazuje, że
brnie on wytrwale w ślepą uliczkę. W oświadczeniu tym bowiem domaga się -
uwaga! - zwołania dwóch specjalnych konferencji prasowych, jednej w dniu
wydania książki, drugiej 7 dni po tym wydaniu. W oświadczeniu tym także czytamy:
"Wobec powyższego podejrzewam złą wolę ze strony niektórych pracowników IPN w
połączeniu z wyraźną nieznajomością tamtych czasów i realiów. Myślenie i
działanie autorów książki nie odgrywających większych ról w walce z komunizmem
w tamtych czasach, a wynikające z wychowania w realiach komunistycznych,
powodować może skrzywienie prawdy i tworzyć wypaczony obraz. Takie
niebezpieczeństwo przewiduję już teraz, przed wydaniem książki, na podstawie
relacji medialnych. W związku z tym zmuszony jestem do włączenia się, by nie
pozwolić na sukces trupa komunistycznego zakopanego w stosach SB-eckiego
fałszu, któremu poddają się autorzy."
Wypisz wymaluj jest to to samo, co pisała i czyniła kuria krakowska w 2006 r.
przed wydaniem książki pt. "Księża wobec bezpieki". Czego wówczas broniono?
Czyżby prawdy historycznej o trudnych czasach? Nie, tylko i wyłącznie dobrego
samopoczucia kilku byłych agentów. Nawiasem mówiąc, straszono mnie wówczas
szeregiem procesów kościelnych i cywilnych. Po wydaniu książki okazało się, że
były to tylko "strachy na Lachy", bo ani jeden były agent na to się nie
zdobył, potwierdzając tym samym wiarygodność książki.
Szkoda, że swego czasu nie zdobył się na odwagę także Lech Wałęsa, aby
powiedzieć całą prawdę o latach 70-tych. Nikt by mu z tego powodu nie urwał
głowy, bo zrozumiano by trudne uwarunkowania zwykłego robotnika, obarczonego
liczną rodziną. Zwłaszcza, że nie było wtedy ani opozycji demokratycznej, ani
"Solidarności". Wzięto by też pod uwagę wszystko, co zrobił on dobre w latach
80-tych. Etos Jacka Soplicy z "Pana Tadeusza" i Andrzeja Kmicica z "Potopu"
jest bowiem bardzo silny w polskim społeczeństwie.
No cóż, stało się inaczej, więc następne dni będą bardzo smutne dla byłych
wyborców Lecha Wałęsy. Dla mnie szczególnie."