Dodaj do ulubionych

Lech Kaczyński prawda i mity.

16.06.12, 11:07
Najlepszy w dziejach wolnej polski minister sprawiedliwosci,prezydent z krwi i kosci,przypomnę jego zaslugi,gdyz paru oszolomów nie wie kto kim był


Lech Kaczyński urodził się 18 czerwca 1949 roku w Warszawie. Jest synem Jadwigi z domu Jasiewicz i Rajmunda Kaczyńskiego oraz bratem bliźniakiem Jarosława Kaczyńskiego, prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Matka — filolog polski, przez kilka lat nauczycielka w warszawskich liceach, pracownik Instytutu Badań Literackich w czasie wojny była sanitariuszką w Szarych Szeregach. Ojciec — inżynier, pracownik Biura Projektów, wykładowca na Politechnice Warszawskiej był żołnierzem AK i uczestnikiem Powstania Warszawskiego.

Uczeń warszawskich liceów — im. Joachima Lelewela i XXXIX Liceum Ogólnokształcące im. Lotnictwa Polskiego na Bielanach. W 1967 roku rozpoczął studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Po obronie pracy magisterskiej, w 1971 roku, przeprowadził się do Sopotu, by podjąć pracę naukową w Zakładzie Prawa Pracy na Uniwersytecie Gdańskim. W 1980 roku obronił doktorat z prawa, a w 1990 roku — habilitację rozprawą pt. „Renta Socjalna”. W latach 1996-1997 był profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego.

Od 1976 roku, odpowiadając na apel KOR-u, podjął akcję zbierania pieniędzy dla represjonowanych robotników, które za pośrednictwem mamy Jadwigi, przekazywał Janowi Józefowi Lipskiemu. W 1977 roku podjął współpracę z Biurem Interwencji Komitetu Obrony Robotników. Rok później związał się z Wolnymi Związkami Zawodowymi. Prowadził szkolenia i wykłady dla robotników z zakresu prawa pracy i historii. Pisywał w niezależnym „Robotniku Wybrzeża” oraz kolportował wśród robotników pisma: „Robotnik” i „Biuletyn Informacyjny KSS KOR”.

W Sierpniu’80 został doradcą gdańskiego Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej. Był autorem części zapisów porozumień sierpniowych, a także części statutów „Solidarności” dotyczących strajków, sekcji branżowych i układów zbiorowych. Był szefem Biura Interwencyjnego i kierownikiem Biura Analiz Bieżących Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. 17 września 1980 roku poparł koncepcję Jana Olszewskiego, Jarosława Kaczyńskiego i Karola Modzelewskiego, by wszystkie nowo powstałe związki zjednoczyły się w jeden ogólnopolski związek „Solidarność”.

W 1981 roku był delegatem na I Zjazd Krajowy „Solidarności” i przewodniczącym XI Zespołu Komisji Zjazdowej ds. stosunków z PZPR. Od lipca 1981 — członek zarządu regionalnego gdańskiej NSZZ „Solidarność”.

W stanie wojennym za aktywność w ruchu solidarnościowym został internowany. W obozie internowania w Strzebielinku przebywał od grudnia 1981 roku do października 1982 roku. Po uwolnieniu powrócił do działalności związkowej i był członkiem podziemnych władz „Solidarności”.

We wrześniu 1988 roku brał udział w rozmowach opozycji z przedstawicielami władz w Magdalence pod Warszawą. Wszedł w skład powołanej przez Krajową Komisję Wykonawczą tzw. „szóstki”, czyli kierownictwa „Solidarności” do rozmów przy Okrągłym Stole. Od lutego do kwietnia 1989 roku uczestniczył w obradach okrągłego stołu w zespole do spraw pluralizmu związkowego. Od kwietnia do lipca 1989 roku członek tzw. „Komisji Porozumiewawczej” pomiędzy rządem a „Solidarnością”. Od kwietnia 1989 został członkiem Prezydium Krajowej Komisji Wykonawczej NSZZ „Solidarność”. W maju 1990 roku został I wiceprzewodniczącym NSZZ „Solidarność” (przy czym praktycznie kierował związkiem w czasie kampanii prezydenckiej Lecha Wałęsy i po jego wyborze na urząd prezydenta RP).

W wyborach parlamentarnych w czerwcu 1989 roku zdobył mandat senatora Ziemi Gdańskiej.

W okresie od 12 marca do 31 października 1991 roku pełnił funkcję ministra stanu ds. bezpieczeństwa w Kancelarii Prezydenta RP. Nadzorował prace Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Z pracy w Kancelarii Prezydenta RP odszedł po konflikcie z Lechem Wałęsą i szefem jego gabinetu Mieczysławem Wachowskim.

W wyborach parlamentarnych w 1991 roku zdobył mandat posła na Sejm I kadencji z listy Porozumienia Centrum.

Od początku działalności politycznej w wolnej Polsce postulował lustrację i dekomunizację w życiu publicznym.

14 lutego 1992 roku został wybrany na prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Funkcje tę pełnił do 1995 roku. Jako prezes NIK w ogromnym stopniu wzmocnił zaufanie społeczne do tej instytucji i przeobraził NIK w skuteczny organ kontroli państwowej.

W latach 1995-97 — wiceprzewodniczący rady programowej Instytutu Spraw Publicznych.

W latach 1999-2000 — członek Komisji Kodyfikacyjnej przy ministrze pracy i polityki socjalnej.

12 czerwca 2000 roku został powołany przez premiera Jerzego Buzka na stanowisko ministra sprawiedliwości. Szybko stał się jednym z najbardziej popularnych członków rządu, drugim najpopularniejszym politykiem polskim po ówczesnym prezydencie Aleksandrze Kwaśniewskim. Jego działania, dążące do zerwania z obowiązującą w Polsce od lat liberalną polityką karną, spowodowały wzrost zaufania społecznego. Skutecznie walczył z przestępczością, korupcją i mafią.

W 2001 roku stanął na czele Komitetu Krajowego „Prawo i Sprawiedliwość”, nowej partii prawicowej, którą współtworzył wraz z Jarosławem Kaczyńskim. Uzyskał mandat posła na Sejm IV kadencji z okręgu gdańskiego. Pełnił funkcję przewodniczącego sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej.

18 listopada 2002 roku znaczną przewagą wygrał w bezpośrednich wyborach na Prezydenta m st. Warszawy. Rządy w stolicy rozpoczął pod hasłami zlikwidowania układów korupcyjnych oraz przywrócenia ładu i porządku. Podjął skuteczne działania na rzecz poprawy bezpieczeństwa w mieście. 1 sierpnia 2004 roku w 60. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego otworzył Muzeum Powstania Warszawskiego. Mandat Prezydenta Stolicy złożył w przeddzień objęcia urzędu Prezydenta RP.

23 października 2005 roku, wygrał wybory prezydenckie, pokonując swojego kontrkandydata Donalda Tuska w drugiej turze.
Obserwuj wątek
    • Gość: cba Re: Lech Kaczyński prawda i mity. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.06.12, 11:28
      A kiedy zostanie ogłoszony świętym?
      • prawdziwyradomianin Re: Lech Kaczyński prawda i mity. 16.06.12, 11:40
        Od 1976 roku, odpowiadając na apel KOR-u, podjął akcję zbierania pieniędzy dla represjonowanych robotników z RADOMIA, które za pośrednictwem mamy Jadwigi, przekazywał Janowi Józefowi Lipskiemu.


    • Gość: sympatyksympatyka Re: Lech Kaczyński prawda i mity. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.12, 11:39
      "W 1947 ukończył studia inżynierskie na Wydziale Mechanicznym Politechniki Łódzkiej[2]. Pracował w Polskich Zakładach Optycznych w Warszawie oraz jako kierownik robót w Społecznym Towarzystwie Budowlanym[potrzebne źródło]. Prowadził również wykłady z termodynamiki na tzw. Sorbonie przy Politechnice Warszawskiej, głównie jako skrócone studia dla wyższych członków partii. W trakcie swojej pracy na Politechnice wstąpił do partii i pełnił funkcję sekretarza organizacji partyjnej..."

      źródło wikipedia.

      może to wyjaśnienie tego, że Jarek i Leszek żyli jak pączki w maśle podczas komunizmu, dostając np role w reżimowej telewizji?

      • Gość: sympatyksympatyka Re: Lech Kaczyński prawda i mity. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.12, 11:40
        opis wyżej oczywiście o tatusiu braci K Rajmundzie.
        • prawdziwyradomianin Re: Lech Kaczyński prawda i mity. 16.06.12, 11:41
          Od 1976 roku, odpowiadając na apel KOR-u, podjął akcję zbierania pieniędzy dla represjonowanych robotników, które za pośrednictwem mamy Jadwigi, przekazywał Janowi Józefowi Lipskiemu.
    • Gość: Manitu Re: Lech Kaczyński prawda i mity. IP: 194.181.137.* 16.06.12, 13:07
      Za co należy się pomnik Lechowi Kaczyńskiemu?

      Niektórzy uważają, że za nic. „Z punktu widzenia historii, zasług i prawdy o polityce, Lech Kaczyński nie jest politykiem, któremu w pierwszej kolejności należałoby stawiać pomniki” – zauważył Rafał Grupiński.

      Dlaczegóż to? Bo, zdaniem posła Platformy, nie był dobrym prezydentem, a to, że zdaje się lepszym, niż był, wynika z tego, że stał się ofiarą tragicznej katastrofy.

      Z jednej strony trudno się dziwić. Żyjemy w Polsce, w kraju, w którym emocje polityczne silniejsze są niźli śmierć. Z drugiej wszelako dziwić się należy i wypada. A przede wszystkim warto odpowiedzieć na te wątpliwości. Nie, proszę się nie martwić, nie jestem na tyle naiwny, bym dufał, że ktokolwiek taką odpowiedzią się przejmie. W końcu politycy doskonale odnajdują się w obecnej sytuacji powrotu do epoki plemiennej. Tu nie ma miejsca na ważenie zasług, dostrzeganie zalet przeciwnika. Po prostu wali się wroga jak najmocniej w najsłabsze miejsce. Byle bolało. Kto trafi lepiej ten jest gościem (słówko to pozwolę sobie pożyczyć od Adama Małysza), kto da się podejść – kpem. Ale dość jeremiad. Ad rem.

      Czy to prawda, że zmarły tragicznie prezydent nie miał wielkich zasług dla polskiego państwa? Otóż miał jedną, podstawową. Jedną, której nikt mu nie może, tuszę, odebrać. Niezbywalną. Lech Kaczyński polskie państwo traktował poważnie. Wbrew niektórym swoim dzisiejszym wyznawcom, wbrew apologetom klęski właśnie w jego umocnieniu, w przywróceniu mu siły, w trosce o to, by nie było to państwo drugiej kategorii, państwo pariasów i nieudaczników, widział główny sens polityki. Zabiegał o państwo, którego Polacy by się nie wstydzili i które mogłoby wziąć ich skutecznie w obronę. Myślę, że to była istota. Dlatego pytanie, czy sam Kaczyński w swej politycznej praktyce zawsze do tego ideału dorastał, zdaje się drugorzędne. Zapewne nie. Łacno wykazać, że się mylił. Łatwo sprowadzić jego prezydenturę do serii porażek, niekiedy śmiesznostek – tak patrzono na niego za życia i tak wielu spogląda nań dziś. Tyle że to pójście na łatwiznę.

      Ludzka wielkość zawsze miesza się z małością. I gdyby stawiać pomniki tylko nieskazitelnym politykom, to zapewne żadnych by nie zbudowano. Zasługa Kaczyńskiego jest tym większa, tym bardziej bezsporna, tak, czy to się komuś podoba czy nie, powtarzam, bezsporna, że jego wizja państwa musiała się zderzać nie tylko z owego państwa faktyczną niewydolnością, czego złowieszczym zwieńczeniem stała się wyprawa do Smoleńska, ale z duchową atmosferą współczesnej Polski. Z powszechną narodową apostazją, z kpiną i szyderstwem wobec wielkich słów. Z atmosferą, w której na poniżaniu polskości i patriotyzmu kariery robią szarlatani, pseudokomedianci i hucpiarze od siedmiu boleści.

      Nie mam wątpliwości, że prędzej czy później taki pomnik Lecha Kaczyńskiego powstanie.
      To tylko kwestia czasu.

      blog.rp.pl/lisicki/2011/04/08/za-co-nalezy-sie-pomnik-lechowi-kaczynskiemu/
    • zibislon Re: prawdziwyradomianin 16.06.12, 18:30
      prawdziwyradomianin urodzony w Budkach skaryszewskich
      • Gość: Cukiereczek Re: prawdziwyradomianin IP: *.xdsl.centertel.pl 16.06.12, 19:06
        Ojciec Lecha, Rajmund Kaczyński, żołnierz AK, tuż po wojnie dostaje od stalinowskiej władzy wypasiony apartament na Żoliborzu, jak na tamte czasy rzecz poza zasięgiem zwykłego obywatela, nawet szarego członka PZPR !

        dlaczego ???

        żołnierz AK, mąż sanitariuszki AK, dostaje posadę wykładowcy na Politechnice Warszawskiej i oboje żyją sobie z jednej pensji jak pączki w maśle. W tym czasie, gdy w Polsce rządzi Bierut, a właściwie Stalin rządzi Bierutem, posada dla Akowca na uczelni brzmi jak ponury żart, jednak rzecz miała miejsce...

        dlaczego ???
    • Gość: Anna pis Re: Lech Kaczyński prawda i mity. IP: *.algo.radman.pl 17.06.12, 16:44
      Tylko Pan JAN TOMASZEWSKI z PIS powinien być naszym trenerem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka