Dodaj do ulubionych

płk Konstanty Miodowicz - PO

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.08.05, 09:40
wiadomosci.onet.pl/1243021,2677,1,kioskart.html
Pułkownik Miodowicz - autor prowokacji?

Kulisy ataku na Cimoszewicza

Kto zmontował aferę z Anną Jarucką? Kto za nią stoi? Ślady prowadzą do płk.
Konstantego Miodowicza, posła Platformy Obywatelskiej, współpracownika
Donalda Tuska.
Wszystko wskazuje na to, że po raz kolejny ćwiczymy ten sam mechanizm: mamy
przesilenie polityczne, wielką aferę, która lada chwila okaże się prowokacją,
w sprawę zamieszani są ludzie ze środowiska służb specjalnych, ciągle ci
sami, i towarzyszący im tygodnik „Wprost”. To się powtarza od lat.

Tym razem główne role grają Anna Jarucka, płk Konstanty Miodowicz, który
przyprowadził ją do Komisji ds. Orlenu, i kserokopia rzekomego upoważnienia
do zmiany oświadczenia majątkowego, która miała pogrążyć Cimoszewicza, a
która staje się dowodem na jego niewinność.

Nasi reporterzy wzięli pod lupę całą sprawę. Sprawdziliśmy, kim jest Anna
Jarucka i jakie mogą być motywy jej postępowania. Ustaliliśmy, że architektem
całej afery jest płk Miodowicz i, być może, ekipa oficerów służb specjalnych,
która z nim współpracuje. Przypominamy również, że w zdecydowanej większości
afer z udziałem służb specjalnych czynny udział brali ludzie związani dziś z
płk. Miodowiczem, przypominamy te afery i ich bohaterów. A chcielibyśmy
zacząć od opisu dnia, który jak na dłoni pokazał, że w tej aferze gra toczy
się znaczonymi kartami.

Fałszywka

To był wtorek, 16 sierpnia. Najpierw Anna Jarucka zeznawała przed Komisją
Śledczą ds. Orlenu. Nagle w świat poszła informacja, że Jarucka przyniosła
komisji dokument, z którego jednoznacznie wynika, że Cimoszewicz polecił jej
zmienić swoje oświadczenie majątkowe. Miało to być upoważnienie napisane
przez nią, ale podpisane przez niego.

Posłowie z Komisji ds. Orlenu wychodzą z zadowolonymi minami do dziennikarzy.
Zbigniew Wassermann z PiS, prokurator z zawodu, mówi, że jest to kserokopia
upoważnienia i że jest to decydujący dowód. Widzi sceptyczne miny
dziennikarzy. „Czy nie uważacie, że ksero może być dowodem?”, pyta. „Nie!!!”,
słyszy odpowiedź tłumu. Więc czym prędzej się wycofuje.

Bardziej pewny siebie jest płk Konstanty Miodowicz, były szef kontrwywiadu. Z
rozpromienioną miną macha przed dziennikarzami kartką. „Niemożliwe stało się
faktem!”, woła. Dla niego kserokopia jest decydującym dowodem.

O godzinie 18.00 mamy całkowite odwrócenie sytuacji. Cimoszewicz na
konferencji prasowej udowadnia, że kserokopia, którą dała komisji Jarucka,
jest fałszerstwem:

1. Widnieje na niej nie podpis, ale faksymile (czyli pieczątka podpisu).
Cimoszewicz pokazał dziennikarzom kilka kartek tym faksymile podbitych.
2. Nie jest to faksymile używane przez Cimoszewicza w MSZ.
3. Jest to faksymile używane przez Cimoszewicza, gdy był szefem Polskiego
Komitetu Pomocy Społecznej. To faksymile zostało przesłane do MSZ w czerwcu
2002 r. Jak wynika z dokumentów MSZ, trafiło ono do rąk Anny Jaruckiej,
wówczas zastępcy dyrektora departamentu.
4. Pismo, które przedstawiła Jarucka komisji, nosi datę 20 kwietnia 2002 r.
5. Ale faksymile z PKPS trafiło do MSZ dopiero w czerwcu, można więc w stu
procentach założyć, że pismo, które pokazywała Jarucka, zostało „sporządzone”
nie w kwietniu 2002, ale później.
6. 20 kwietnia 2002 r. była sobota i MSZ nie pracowało.
7. Cimoszewicz swoje oświadczenie majątkowe złożył w Sejmie 24 kwietnia 2002
r. Nie mógł więc dawać pełnomocnictwa zamiany oświadczenia jeszcze przed jego
złożeniem.

Dziennikarze wracają do redakcji. Katarzyna Piekarska, szefowa sztabu
wyborczego Cimoszewicza, po raz pierwszy od wielu godzin się uśmiecha: „Chyba
sprawa wyjaśniona jest do końca, prawda?”, pyta jednego z dziennikarzy.

To był nieuzasadniony optymizm. Już godzinę później „Fakty” TVN, relacjonując
sprawę, wiele minut poświęcają Jaruckiej i jej zeznaniom, konferencję
marszałka kwitując krótko: zdaniem Włodzimierza Cimoszewicza, dokument
Jaruckiej jest sfałszowany.

Mamy więc wyłożoną kawę na ławę – dla wielu mediów prawda, fakty to rzeczy
niepotrzebne. Jest czysta gra.

Pułkownik Miodowicz

Jeżeli płk Konstanty Miodowicz oglądał relację z konferencji Cimoszewicza, to
raczej stracił dobry humor. Odzyskał go pewnie później, patrząc, jak cała
sprawa jest relacjonowana przez największe media. Ale chyba przedwcześnie –
bo wszystkie ślady związane z aferą Jaruckiej prowadzą do niego.

Płk Miodowicz w czasach Andrzeja Milczanowskiego był szefem kontrwywiadu UOP.
Potem, gdy prezydentem został Kwaśniewski, odszedł ze służby i oficjalnie
wszedł do wielkiej polityki. Najpierw był posłem AWS, teraz jest w Platformie
Obywatelskiej, zasiada w Komisji ds. Służb Specjalnych i w Komisji ds. Orlenu.

Miodowicz przez cały ten czas pilnował, by zachować wpływy w środowisku
oficerów służb specjalnych. Do dziś utrzymuje kontakty z byłymi podwładnymi,
jeden z nich, Maciej Hunia, jest dziś szefem kontrwywiadu, drugi – Marek
Szczur-Sadowski, szefem kadr. Równie ważne jest jego przełożenie na
bezpieczniaków, którzy są dziś poza służbą. W Komisji ds. Orlenu w gronie
ekspertów znaleźli się płk Zbigniew Nowek, szef UOP w czasach Buzka, i gen.
Bogdan Libera, szef wywiadu w czasach Andrzeja Milczanowskiego, uczestnik
afery Józefa Oleksego, za udział w której został nagrodzony przez Wałęsę
generalskimi lampasami. I Libera, i Nowek mają zorganizowane własne zaplecze,
obaj też uczestniczyli w bezpieczniackich aferach i włos z tego powodu z
głowy im nie spadł.

Miodowicz przyznał, że to on przyprowadził Jarucką do komisji, zresztą i tak
by się to wydało. Jak opowiadał, Jarucka najpierw opowiedziała
o „przestępstwach” Cimoszewicza swojemu znajomemu, który okazał się jego
znajomym. Ale ani on, ani ona nie podali nazwiska tego pośrednika. Kto nim
był? Czy był to funkcjonariusz służb specjalnych?

Czy to Jarucka przyszła do Miodowicza, czy może on dotarł do niej? Czy
wynosiła dokumenty Cimoszewicza z własnej inicjatywy, czy też na czyjeś
polecenie? Czyje? Na te pytania nie mamy odpowiedzi. A jeżeli chcemy poznać
mechanizm całej afery, musimy je otrzymać.

Innym wątkiem, który trzeba rozwikłać, jest odpowiedź na pytanie, w jaki
sposób Miodowicz weryfikował prawdomówność Jaruckiej. Jako poseł wielokrotnie
składał oświadczenia majątkowe, więc wie, że nie można ich zmienić. Wie też,
do kogo zadzwonić, by to dokładnie sprawdzić. Jako wieloletni szef
kontrwywiadu wie też, jaką wartość mają kserokopie. „Ja sobie zadaję pytanie
i publicznie zadaję pytanie panu Miodowiczowi, jak to jest możliwe, że
dokument sfałszowany tak nieudolnie, że fałszerstwo tego dokumentu powinien
odkryć student pierwszego roku historii, ten dokument nie jest zdemaskowany
przez byłego pułkownika służb specjalnych, szefa kontrwywiadu, płk.
Miodowicza (...)”, szydził z niego w radiowej Trójce Tomasz Nałęcz.

Pozostaje tylko jedna odpowiedź – Miodowicz wiedział dobrze, kim jest Jarucka
i jaką wartość mają jej zeznania. I świadomie rzucił je w Polskę.

Czy była to forma podziękowań za to, że Donald Tusk umieścił go na pierwszym
miejscu listy PO w Świętokrzyskiem? Od tygodni mówi się w Platformie, że
układanie list wyborczych Donald Tusk wykorzystał jako najlepszy moment na
osłabienie wpływów Jana Rokity. Ludzie Rokity, pisała o tym prasa, byli
spychani na dalekie miejsca na listach, na ich czele Tusk plasował swoich
zaufanych. Tej partyjnej rzezi wymknął się Miodowicz, człowiek ewidentnie
związany z Rokitą, jeszcze z czasów działalności w krakowskiej organizacji
Wolność i Pokój. Czym się zasłużył dla Tuska? Co przyniósł mu w wianie?
Znając odpowiedź na to pytanie, bylibyśmy bliżsi wyjaśnienia afery Jaruckiej.

Kampania

Bo
Obserwuj wątek
    • Gość: olo Re: płk Konstanty Miodowicz - PO IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.08.05, 14:34
      ciekawe?!
    • Gość: lpr Re: płk Konstanty Miodowicz - PO IP: 82.139.8.* 23.08.05, 21:12
      Roman Giertych (LPR) uważa, że Włodzimierz Cimoszewicz sprzedając swoje akcje
      PKN Orlen w styczniu 2002 roku, mógł wykorzystać poufne informacje o planach
      zatrzymania przez UOP w lutym 2002 roku b. prezesa płockiej spółki Andrzeja
      Modrzejewskiego.

      Taki wniosek zawarł wiceszef sejmowej komisji śledczej ds. PKN Orlen w swojej
      drugiej poprawce do sprawozdania komisji, przedstawionej we wtorek
      dziennikarzom.

      Pierwszą poprawkę opisującą plany sprywatyzowania sektora naftowego Giertych
      przedstawił na początku sierpnia.

      Zdaniem Giertycha, istnieje korelacja czasowa pomiędzy sprzedażą akcji przez
      Cimoszewicza, a wniesieniem przez UOP do prokuratury wniosku o zatrzymanie
      Modrzejewskiego. Cimoszewicz akcje sprzedał 4 i 9 stycznia 2002, a UOP wysłał
      wniosek do prokuratury 8 stycznia.

      - Wszystko wskazuje na to, że mieliśmy do czynienia z wykorzystaniem przez
      Cimoszewicza informacji poufnych - powiedział Giertych prezentując we wtorek
      dziennikarzom drugą poprawkę do sprawozdania komisji. Według Giertycha taką
      wersję uprawdopodobniają częste wizyty ówczesnego szefa UOP Zbigniewa
      Siemiątkowskiego u Cimoszewicza w grudniu 2001 roku i styczniu 2002r.

      Poseł LPR powiedział, że najprawdopodobniej w środę komisja będzie głosować nad
      zawiadomieniem do prokuratury w sprawie ewentualnego wykorzystania przez
      Cimoszewicza informacji poufnych.

      Giertych powtórzył, że jego zdaniem Cimoszewicz napisał nieprawdę w swoim
      oświadczeniu majątkowym, nie wpisując akcji PKN Orlen. Nie wierzy też w
      tłumaczenia marszałka, że to była pomyłka. - O żadnej pomyłce nie mogło być
      mowy. To było świadome zatajenie, by nie łączyć Cimoszewicza z zatrzymaniem
      Modrzejewskiego - dodał. Podkreślił też, że marszałek mógł przewidzieć, że
      akcje koncernu paliwowego stracą na wartości po zatrzymaniu jego szefa.

      Poseł LPR napisał w swojej poprawce, w której opisuje okoliczności zatrzymania
      Modrzejewskiego, że było to częścią planu przejęcia PKN Orlen przy pomocy służb
      specjalnych, by móc go potem sprzedać Rosjanom.

      Według poprawki przedstawionej we wtorek, zatrzymanie - wbrew prawu -
      Modrzejewskiego było częścią planu przewidującego umożliwienie "grupie
      trzymającej władzę" przejęcie sektora paliwowego i sprzedaż tego sektora
      Rosji. - Wiązało się to z uzyskaniem odpowiednich kwot prowizji za tę sprzedaż -
      zapisał poseł w poprawce.

      Według Giertycha, przed Trybunałem Stanu w związku ze sprawą PKN Orlen obok
      prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego powinien stanąć b. premier Leszek Miller i
      była minister sprawiedliwości Barbara Piwnik. Odpowiedzialność karną powinni
      ponieść funkcjonariusze UOP, którzy kierowali zatrzymaniem Modrzejewskiego -
      przede wszystkim ówczesny p.o. szefa UOP Zbigniew Siemiątkowski i szef zarządu
      śledczego UOP Ryszard Bieszyński oraz prokurator Zbigniew Ordanik, który -
      według Giertycha - był dyspozycyjny wobec władz.

      Giertych, który - jak powiedział - przedstawiając drugą poprawkę zakończył
      merytoryczne prace w komisji, chciałby, aby w tym tygodniu komisja skończyła
      prace w ogóle. - Najlepiej byłoby, gdybyśmy już skończyli, bo każde nasze nowe
      ustalenia będą traktowane jak kampania wyborcza - powiedział. Poseł nie
      chciałby, żeby przed komisją stawali jeszcze jacyś świadkowie. Zapowiedział, że
      w następnej kadencji klub LPR złoży wniosek o powołanie podobnej komisji, może
      w mniejszym składzie, która miałaby dokończyć prace obecnej komisji.

      Poseł LPR ubolewał, że komisji w różny sposób utrudniano prace. Przypomniał
      m.in. przesłuchanie pracowników sekretariatu komisji przez ABW, podczas
      składania zeznań przez Leszka Millera, czy zatrzymanie b. asystenta Józefa
      Gruszki Marcina Tylickiego (aresztowanego za gotowość do współpracy z obcym
      wywiadem - red.). To - zdaniem posła - miało osłabić komisję.

      Poinformował też, że na przesłuchanie do ABW została wezwana jego asystentka. -
      Widać już nie wystarcza zastraszanie mnie. ABW zaczęła prześladowania moich
      współpracowników - dodał.

      Według niego, należałoby się zastanowić, czy politycznym wnioskiem z prac
      komisji nie powinno być rozwiązanie ABW i zbudowanie jej od nowa. - Służby
      specjalne wymknęły się spod kontroli państwa - uważa.
    • Gość: Jabłoń i japko Re: płk Konstanty Miodowicz - PO IP: 82.139.8.* 23.08.05, 21:13
      Alfred Miodowicz (ur. 28 czerwca 1929 w Poznaniu), działacz związkowy, polityk.

      1959-1990 członek PZPR; 1986-1990 członek KC PZPR, 1986-1989 członek Biura
      Politycznego KC PZPR; 1985-1986 przewodniczący Komisji Wniosków, Skarg i
      Sygnałów od Ludności KC PZPR.

      1948-1952 działał w organizacjach młodzieżowych; 1952 podjął pracę w Hucie im.
      Lenina, był tam m.in. pierwszym nagrzewnicowym wielkich pieców. Działał w
      związkach zawodowych, 1983-1987 przewodniczący Komitetu Wykonawczego Federacji
      Hutniczych Związków Zawodowych; 1984 został przewodniczącym Ogólnopolskiego
      Porozumienia Związków Zawodowych. 1985-1986 członek Rady Państwa, 1985-1989
      poseł na Sejm PRL IX kadencji.

      Przeciwnik Wałęsy w debacie telewizyjnej jesienią 1988, następnie brał udział w
      obradach Okrągłego Stołu. W 1991 został zastąpiony na stanowisku
      przewodniczącego OPZZ przez Ewę Spychalską; od 1992 był przewodniczącym Ruchu
      Ludzi Pracy.

      Należał do władz Światowej Federacji Związków Zawodowych (członek Rady
      Generalnej).

      Syn Konstanty (ur. 1951) jest politykiem prawicy, działaczem i posłem Platformy
      Obywatelskiej.
      • Gość: lekarz Re: płk Konstanty Miodowicz - PO IP: 82.139.8.* 23.08.05, 22:01
        Syn nieuleczalnie zachorował na nienawiść i już nikt tego u niego nie wyleczy.
    • Gość: biedny nałęcz Re: płk Konstanty Miodowicz - PO IP: 82.139.8.* 23.08.05, 21:15
      Miodowicz: będę ścigał Nałęcza
      Niedziela, 21 sierpnia 2005 - 22:20 CEST (20:20 GMT)


      Konstanty Miodowicz (PO) zapowiedział, że złoży zawiadomienie do prokuratury o
      popełnieniu przestępstwa przez Tomasza Nałęcza, rzecznika Włodzimierza
      Cimoszewicza w wyborach prezydenckich.

      Jak powiedział Miodowicz, przestępstwo Nałęcza polega na fałszywym oskarżeniu
      jego osoby, "naruszającym dobra osobiste i próbującym podważyć wiarygodność
      publiczną" wykonywanego przez Miodowicza mandatu poselskiego.
      Nałęcz powiedział w niedzielę w radiu Zet w audycji "Siódmy dzień
      tygodnia": "Jak patrzymy na sprawę pani (Anny) Jaruckiej, to jest dokładnie ten
      sam mechanizm, co przy lojalce, przy niby-lojalce, pana (Jarosława)
      Kaczyńskiego. Tak samo podrobiony podpis, ten sam mechanizm. Ja pytam
      publicznie, choć nie mam żadnych dowodów, ale pytam Donalda Tuska (szef PO,
      który brał udział w programie): proszę wyjaśnić rolę pułkownika Miodowicza we
      wszystkich tych sprawach".

      Miodowicz kategorycznie zaprzeczył "prezentowanym w sposób perfidny, pod
      postacią pytań (...) insynuacjom Nałęcza". "Mamy do czynienia z bezczelnymi,
      bezpardonowymi, powiem wprost - chamskimi zarzutami czy pseudozarzutami, które
      oczywiście nie pozostaną bezkarne. Będę ścigał pana Nałęcza w sposób
      zdecydowany, zarówno w postępowaniu karnym, jak i w procesie cywilnym".

      "Zaprzeczam, abym uczestniczył w wytwarzaniu materiałów dokumentujących
      zlecenie przez Włodzimierza Cimoszewicza pani Annie Jaruckiej wymianę
      oświadczeń majątkowych pana Cimoszewicza. Zaprzeczam też bym, w jakimkolwiek
      stopniu, w jakiejkolwiek mierze, na jakimkolwiek etapie wytwarzania lub
      upubliczniania tzw. lojalki - wpisując to słowo w cudzysłów - Jarosława
      Kaczyńskiego partycypował w tym przedsięwzięciu" - oświadczył Miodowicz.

      "Pan prof. Nałęcz przekroczył granice tego, co dla niego charakterystyczne w
      jego kreacjach publicznych - daleko posunięty kabotynizm - i przesunął się na
      płaszczyznę przestępczą. Nie zamierzam tego tolerować, bo sprawa dotyczy mnie w
      sposób bezpośredni" - dodał.

      "Nie twierdzę, że pan płk Miodowicz stoi za sprawą sfałszowanej lojalki, ani
      też, że pan płk Miodowicz stoi za fałszerstwem dokonanym przez panią Annę
      Jarucką. Stwierdzam, że próba +opluskwienia+ człowieka, odebrania mu dobrego
      imienia i przypisania mu czynów, których nigdy nie popełnił, jest w obu
      przypadkach taka sama" - powiedział Nałęcz i dodał, że nie ma sobie nic do
      zarzucenia.

      "Zastanawiająca jest demonstracyjna ślepota pułkownika Miodowicza w sprawie
      pani Jaruckiej. Pan płk Miodowicz musi odpowiedzieć opinii publicznej na wiele
      pytań" - powiedział zaraz potem. Postawił też pytania: "Dlaczego świadek
      przedstawiający fałszywy dokument i składający fałszywe zeznania został do
      komisji doprowadzony przez płk Miodowicza? Kto skontaktował pana Miodowicza z
      panią Jarucką i jak wyglądały ich prywatne rozmowy? Dlaczego taki wybitny
      ekspert nie rozpoznał prymitywnie dokonanego fałszerstwa? Dlaczego wyszedł do
      dziennikarzy z nieudolnie podrobionym dokumentem i powiedział: oto jest dowód
      nieprawości Cimoszewicza? Dlaczego płk służb specjalnych uznał kserokopię
      dokumentu, bez oryginału, który można zbadać, za poważny dowód? Dlaczego
      komisja śledcza nie podjęła działań sprawdzających dokum

    • Gość: major st szeregowy Cimoszewicz z SLD IP: 82.139.8.* 24.08.05, 00:41
      Oświadczenia Cimoszewicza nie różnią się jednym - brakiem wzmianki o akcjach
      OrlenuW oświadczeniu majątkowym Włodzimierza Cimoszewicza, datowanym na 22
      stycznia 2002 roku, napisał on, że zasiadał w radzie nadzorczej firmy BMC SA
      (Busisness Managment Consulting SA). W tym dokumencie nie ma informacji o
      posiadaniu akcji tej firmy. W drugim oświadczeniu - z datą 2 kwietnia 2002 -
      nie ma informacji na temat zasiadania przez Cimoszewicza w jakiejkolwiek radzie
      nadzorczej. W tym zeznaniu Cimoszewicz napisał, że posiada akcje BMC SA o
      nominale 10 tys. zł. W trzecim dokumencie, z datą 20 kwietnia 2002, Cimoszewicz
      nie wymienił posiadania akcji BMC SA. Jak wyjaśniał wcześniej rzecznik
      Cimoszewicza Tomasz Nałęcz, oświadczenie z końca kwietnia 2002 jest korektą, w
      której Cimoszewicz informuje, że zbył akcje tej firmy. W żadnym z trzech
      dokumentów nie ma wpisanych akcji PKN Orlen. We wszystkich trzech
      oświadczeniach Cimoszewicz wpisał, że posiada akcje Agory.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka