Gość: strasznie szaro
IP: 82.139.48.*
20.05.06, 16:36
Napisał(a) RSz w nie, 09/04/2006 - 20:46
„Gazeta Polska” nr 4/2006
ZROBIONY NA SZARO
Prowokacja służb specjalnych, polityczne gierki, czy ochrona interesów
wartych wiele milionów dolarów – o co naprawdę chodziło w tzw. „aferze
Szeremietiewa”, która ciągnie się już ponad cztery lat?
Burza wokół byłego wiceministra obrony narodowej Romualda Szeremietiewa
rozpoczęła się na początku lipca 2001 po publikacjach „Rzeczpospolitej”. Z
artykułu autorstwa Anny Marszałek i Bertolda Kittela wynika, że jego asystent
Zbigniew Farmus prowadził przestępczą działalność. Według dziennikarzy zyski
z niej spływały również do kieszeni Szeremietiewa. Zaraz po opublikowaniu
artykułu wszystko potoczyło się błyskawicznie. Najpierw w spektakularny
sposób aresztowany został Farmus, a kilka dni później z ministerstwa musiał
odejść sam Szeremietiew (przeciwko któremu w połowie 2004 r. sporządzono akt
oskarżenia).
Nim jednak sąd zajął się sprawą wyrok wydały już media - b. wiceminister oraz
jego współpracownik są winni korupcji. Tymczasem mimo, że obydwie sprawy
toczą się za zamkniętymi drzwiami. Dowiedzieliśmy się jednak, że kolejne
zarzuty przedstawiane przez oskarżenia nie potwierdzają się. – Szeremietiew
stanął na drodze wielkim interesom. Nie było więc wyjścia, trzeba go było
zniszczyć – tłumaczy GP jeden z naszych informatorów.
Przypomnijmy, że w 1997 r. Szeremietiew zerwał podpisany przez SLD-owski rząd
kontrakt na rakiety Rafael. Uznał, że był on niekorzystny dla Polski. Nie
było również tajemnicą, że wiceminister sceptycznie podchodzi do kupna
amerykańskich F-16 i na pewno nie kupiłby fińskiego transportera
opancerzonego Rosomak (obecnie prowadzone jest postępowanie mające wyjaśnić
zasadność jego kupna i pojawiły się podejrzenia, że doszło do korupcji).
Wartość tych kontraktów wyniosła – bagatela – 25 mld zł.
Klucze do sejfu
Zarzuty wobec b. wiceministra Romualda Szeremietiewa opierały się na
zeznaniach dwóch jego współpracowników: mjr Andrzeja Adamczyka – wówczas
rzecznika prasowego wiceministra – oraz płk Andrzeja Zdunkiewicza –
pracownika jego sekretariatu. Ten pierwszy, jak zeznał w prokuraturze, był
świadkiem uzgodnień o charakterze łapówkarskim między Szeremietiewem, a
Michałem W. (prezesem jednej z poznańskich kancelarii prawniczych starającej
się o uzyskanie obsługi prawnej zakupu samolotu wielozadaniowego).
Zdaniem Adamczyka chodziło o łapówkę na kwotę 8 mln dolarów. Potwierdził to
także jego kolega, płk Zdunkiewicz, który też miał brać udział w poznańskim
spotkaniu. Oprócz nich świadkiem zdarzenia był również inny oficer z
sekretariatu Szeremietiewa płk Andrzej Bocheński, który nie potwierdził
wersji obydwu świadków.
Adamczyk oraz Zdunkiewicz zeznali również, że otwierali kluczami
Szeremietiewa znajdujący się w jego gabinecie sejf, z którego wypadło
kilkadziesiąt paczek banknotów – wszystkie o nominałach 200 zł. Świadkiem
zdarzenia miała być jedna z sekretarek, której nazwiska nie pamiętali. W celu
wyjaśnienia sprawy prokuratura przesłuchała więc wszystkie sekretarki.
Zeznały one zgodnie, że Szeremietiew nigdy nie dawał nikomu kluczy do sejfu i
nikt w pod jego nieobecność nie otwierał go.
Mógł wykupić nakład
W 2003 r. Adamczyk opublikował książkę, wydaną przez firmę Ostrowski Arms
(prezesem firmy jest Andrzej Ostrowski, znajomy gen. Janusza Bojarskiego –
zastępcy szefa WSI, wcześniej attache wojskowego w USA) pt. F-16 na polskim
niebie. Przetarg stulecia – kalendarium wyboru. Na jednej ze stron można
przeczytać, że „pojawiły się pewne nieścisłości związane z obsługą
konsultingową przetargu na samolot wielozadaniowy (…) temat ten jest
wyjaśniany przez warszawską prokuraturę apelacyjną”. Autorzy nie wspominają
jednak, że te niejasności i wyjaśnianie ich przez prokuraturę spowodowane są
ich oskarżeniami o łapownictwo Szeremietiewa.
Dwa lata później, w bardzo niskim nakładzie ukazał się kolejna publikacja
Adamczyka pt. „5 dni, które wstrząsnęły MON. Afera Romualda Szeremietiewa”. –
Na krótko przed promocją książki pewien znajomy przypadkowo informując mnie o
niej sugerował, że mógłbym łatwo wykupić cały nakład za kilkanaście tysięcy
złotych i mieć spokój – opowiada Szeremietiew. Autor książki próbował
udowodnić, że b. wiceminister obrony narodowej brał wysokie łapówki. Nie
uwzględnił ani rezultatów śledztwa prokuratorskiego, ani opinii urzędu
skarbowego, który po bardzo intensywnym prześwietleniu finansów Szeremietiewa
zakończył kontrolę nie dostrzegając żadnych uchybień.
Rozprawa b. wiceministra obrony narodowej jest obecnie na etapie
przesłuchiwania świadków. Na liście zeznających znajduje się m.in. Bronisław
Komorowski. – Jest to sprawa bardzo dla mnie bolesna. W końcu Szeremietiew
jest moim kolegą z opozycji, zasłużonym w walce z komunizmem. Mam nadzieję,
że sąd go uniewinni – powiedział „GP” obecny wicemarszałek Sejmu.
Operacja „Szary Mietek”
Afera Szeremietiewa bardzo mocno uderzyła także w jego asystenta Zbigniewa
Farmusa, który aż 2,5 roku spędził w więzieniu. Obecnie jest na wolności
jednak niestety nie chce rozmawiać z dziennikarzami. – Nie ma mu się co
dziwić, wygląda na zastraszonego i twierdzi , że jeśli coś powie może stać mu
się krzywda – mówi jeden z jego znajomych.
Farmusa zatrzymano trzy dni po ukazaniu się publikacji w „Rzeczpospolitej”.
Akcję filmowały kamery telewizyjne. Aresztowania b. asystenta Szeremietiewa
dokonali funkcjonariusze Urzędu Ochrony Państwa na promie płynącym do
Szwecji. Podano, że brawurowa akcja miała na celu uniemożliwienie Farmusowi
ucieczki na jednym z pięciu paszportów. Jednak w rzeczywistości ma dwa:
polski i kanadyjski. Nie zamierzał również ratować się ucieczką – płynął do
Szwecji spotkać się z córką.
Nie wiadomo dlaczego funkcjonariusze tajnych służb mimo, że przez cały czas
śledzili każdy jego ruch nie dokonali zatrzymania przed wejściem na prom, ale
dopiero na Bałtyku. Na wniosek ówczesnego Ministra Obrony Narodowej
Bronisława Komorowskiego w akcji wziął udział śmigłowiec marynarki wojennej. –
Jeśli się pomyliłem to wiem, że będzie mnie to kosztowało karierę
polityczną – wyjaśniał wówczas Komorowski.
W rozmowie z „GP” obecny wicemarszałek Sejmu potwierdził, że decyzja o
zatrzymaniu Farmusa była słuszna. – Szeremietiew obiecał, że jego asystent
nie wyjedzie nigdy za granicę. Jednak obietnica została złamana i trzeba było
coś zrobić. Uruchomiłem więc WSI, żeby zastawić pułapkę – mówi Komorowski.
Szeremietiew zaprzecza jednak, jakoby skład fał jakieś obietnice. –
Komorowski zadzwonił do mnie z pytaniem, gdzie jest Farmus. Odpowiedziałem,
że nie wiem, ale pewnie spędza urlop gdzieś w Polsce. Nie było więc żadnej
obietnicy – mówi były wiceminister.
Dowiedzieliśmy się, że w akcję o kryptonimie „Szary Mietek” (mającej
udowodnić łapówkarstwo wiceministra Szeremietiewa) zaangażowany był także
gen. Adam Rapacki. Natomiast samą akcją zatrzymania Farmusa kierował ówczesny
zastępca szefa WSI ds. kontrwywiadu płk Kazimierz Mochol. Po całej akcji
Bronisław Komorowski wystąpił z wnioskiem do prezydenta Kwaśniewskiego o
awansowanie Mochola na stopień generała brygady. – Liczył na to, że dzięki
awansowi uda mu się zostać szefem WSI. Jednak Kwaśniewski funkcję tę
przewidział dla swojego protegowanego Dukaczewskiego. Tak więc Mochol awansu
na generała nie dostał i szefem WSI nie został– mówi jeden z wysokich rangą
wojskowych.
Dowiedzieliśmy się, że większość funkcjonariuszy biorących udział w akcji
pracuje dziś na zagranicznych placówkach m.in. na Słowacji i w Indiach. – W
przypadku tej sprawy nie