Dodaj do ulubionych

chciałam sie przywitac...

24.02.08, 19:16
witam serdecznie.

niechetnie do was dołaczam-wolałabym byc szczesliwa zona i mama na jakimś
tandetnym forum i gadac o kupkach nocniczkach i innych pierdołach.

mam 24 lata, mężatką dwa lata.
rozstałam sie z mezem kilka dni temu. róznica charakterów, nie dogadywalismy
sie, łaczyło nas tylko dziecko.

chciałam to załatwić spokojnie. zaproponowałam aby sie wyprowadził (juz
wczesniej o tym rozmawialismy), bo oboje sie meczymy.
niestety nie mógł znieść tego, ze to kobieta dyktuje warunki, uderzył mnie i
zwyzywał.

teraz grozi ze zabierze mi dziecko, ze spotkamy sie w sądzie.

jestem strasznie rozbita, szukam wsparcia, bo musze byc silna.
wiem ze napewno byliscie albo jestescie w podobnej sytuacji.
Obserwuj wątek
    • crazyrabbit Re: chciałam sie przywitac... 25.02.08, 00:26
      Nie daj się zastraszyć! Nie zabierze Ci dziecka , jak spotkacie się
      w sądzie to na sprawie rozwodowej , ale trochę czasu upłynie. Mój ex
      straszył mnie , że ja będę jemu płacic alimenty , bo ja "tyle"
      zarabiam... hehehehe...

      Witaj , rozgość sie , pisz...
      Może nie od razu będzie dobrze , ale na pewno inaczej smile
    • drugiezycie Re: chciałam sie przywitac... 25.02.08, 06:40
      Witaj. Ja jestem tu od niedawna (sama jeszcze nie bardzo jestem w stanie siać
      optymizmu) ale z tego co już wiem są tu wspaniali ludzie , którzy nie zostawią
      Cię w potrzebie.Pocieszą, podpowiedzą, podzielą się doświadczeniem,czasem
      ochrzanią(konstruktywna krytyka dobrze robi).Koniecznie poczytaj trochę starych
      wpisów-znajdziesz tam wiele cennych rad.
      Dziecka Ci nie zabierze! to bzdura, którą chce Cię zastraszyć. Ale odgrywać na
      Tobie się może. Opowiedziałaś komuś o tym jak Cię potraktował (np.mama,
      koleżanka)? Świadek może być potrzebny.
      Trzymaj się dzielnie, nie daj się. Życie przed Tobą smile. Ściskam mocno.
    • pieg00ska Re: chciałam sie przywitac... 25.02.08, 08:55
      Witaj smile
      Ja jestem tutaj od pół roku, ale jak porównam swój stan psychiczny z
      tych dwóch okresów, to nie chce mi się wierzyc, że tyle można
      przeżyć i wyjść w miarę cało ztej trudnej sytuacji.

      Teraz jestem juz po rozwodzie, poukładałam sobie na nowo codzienne
      życie, zrobiłam mnóstwo rzeczy dla siebie i mam nadzieję, że z dnia
      na dzień będzie mi coraz lepiej wink pod każdym wzlędem.
      Tymczasem słuchaj rad "mądrzejszych" i głowa do góry
      pozdr
      pie00ska
    • sylwiamich Re: chciałam sie przywitac... 25.02.08, 09:07
      limmonka napisała:

      > witam serdecznie.
      >
      > niechetnie do was dołaczam-wolałabym byc szczesliwa zona i mama na
      jakimś
      > tandetnym forum i gadac o kupkach nocniczkach i innych pierdołach.


      Jak zobaczysz jacy tu sa ciekawi ludzie to zmienisz zdaniewink))Poza
      tym uszlachetnisz się wewnętrzniewink))
      A tak na serio...młodę dziewczę z Ciebie, życie całe masz przed
      sobą.Za kilka miesięcy, lat będziesz nam tu pisać z dzidzią na
      rękach i normalnym facetem ktory potrafi SIEBIE szanować.Tylko się
      nie bój wyciągnąć po to rękę.A zacznij od nie bania się
      męża...straszy głupio tylko.Ale uważaj na niego.Facet w sytuacji gdy
      coś nie po jego myśli atakuje.Będzie starał się Ciebie
      zastraszyć.Policję wzywaj, że by się nie okazalo że za parę lat nie
      będziesz miała na nic papieru.
    • renamar1 Re: chciałam sie przywitac... 25.02.08, 10:00
      Cóż, zgadzam się. Policję wzywać trzeba i nie trzeba się jej bać.
      "Odejdziony" facet, o ile nie ma jeszcze nowej baby, będzie
      przechodził przez kilka faz:
      Najpierw będzie groził, wrzeszczał, krzyczał, zastraszał,
      szantażował.
      Potem uderzy w tony litości i poczucia winy. Bo biedny,
      nieszczęśliwy, opuszczony, samotny, kocha, lubi, szanuje...
      Następnie będzie obwiniał: "Bo to tyyyyyyy"
      Potem najczęściej wraca do fazy grożenia i wrzeszczenia.
      Jeśli złapiesz się w którąkolwiek z tych pułapek- możesz mieć
      pewność, że Twoje życie będzie takie samo, jak przed miesiącem,
      dwoma, trzema... Dojdzie Ci tylko złość na siebie samą, że dałaś się
      po raz kolejny nabrać i wróciłaś do punktu wyjścia.
      Zawsze masz prawo wyboru...
    • limmonka dziekuje:) 25.02.08, 17:01
      dziękuje za miłe przyjęcie na forum.
      bede sbie podczytywała wypowiedzi, bo narazie jeszcze jestem zielona w tym temacie.
      pozdrawiam wszytkich
      • sylwiamich Re: jestem zielona w tym temacie 25.02.08, 17:19
        ...to chyba twój naturalny kolor?wink))
    • movisz Re: chciałam sie przywitac... 25.02.08, 18:21
      Powiem ci tylko tyle ze bardzo brzydko sie zachowal, ale
      to ze nie mozecie sie dogadac to nie jest wystarczajacy
      powod do rozwodu. Kiedys jakos sie dogadywaliscie.
      Przewaznie po dwoch latach jest kryzys w malzenstwach
      bo po dwoch latach mija to glebokie uch i ach i zaczyna sie
      kto kim bedzie rzadzil. Kazdy przeciaga na swoja strone. Czy nie
      lepiej spozytkowac ta energie na wspolne dorabianie sie?
      Rzeczywiscie poczytaj wiecej to forum, co sie dzieje u ludzi,
      jakie maja problemy i jak wyglada zycie po. Z iloma problemami
      przyjdzie ci sie zmagac.
      Czy przypuszczasz ze z nastepnym partnerem bedziesz mogla
      lepiej sie dogadac? Tylko zamienisz jedne problemy na drugie.
      Znalezienie partnera bez zobowiazan bedzie coraz trudniejsze
      a ty juz bedziesz z bagazem, takze. Zastanow sie nad tym zanim
      cale uczucie miedzy wami nie umrze.
      Lepiej probowac jeszcze jakiejs terapii malzenskiej. Jestescie
      bardzo mlodzi i przypuszczalnie oboje nie w pelni dojrzeliscie
      jeszcze do roli rodzica i malzonka. Moze warto walczyc o rodzine?
      • renebenay Re: chciałam sie przywitac... 25.02.08, 19:36
        Jezeli facet pozwala sobie na bicie partnerki i jak rowniez na podly szantaz
        odebrania dziecka to niestety jak mozna na takiej bazie prowadzic dalsze wspolne
        zycie.
        • limmonka Re: chciałam sie przywitac... 25.02.08, 19:48
          oczywiscie rozwazyłam wszystkie za i przeciw.

          nie myslcie sobie ze nie próbowałam, od jakiegos roku to ciagnę.

          czekałam tylko na ten moment- moment w którym bede pewna w 100% ze to nie ma
          sensu, bo zadnego z niego pożytku nie było.
          on nie pracował, mimo ze ja studiowałam w trybie dziennym, majac obowaizki
          domowe i małe dziecko na głowie. on sie nie angazował- nie wychodził na spacery,
          nie pomagał mi. spał do 13, bo tak mu pasowało a w domu nie robił kompletnie nic.

          wiec czy zycie z takim darmozjadem miało by dalej sens...
          długo wierzyłam w to ze miało.

          do momentu az podniósł na mnie reke-uderzenie pieścia w twarz, trzymalam wtedy
          małego na rekach. a za co? za to ze kazałam mu sie wynosić i powiedziałam ze nie
          oddam laptopa.
          potem agresja zaczeła w nim burzyć, moj ojciec zapytał go dlaczego bije zone, a
          on "jebnąłem jej bo jej sie należało".
          wiec nie mówicie mi prosze o jakiejś terapii malzeńskiej, bo od momentu jak on
          sie wyprowadził czuje ze życie zaczyna mi sie układać.
          że jest lepiej, bo mam czas na nauke, prace, na czytanie bajeczek na dobranoc i
          wspólne spacery z małym. nawet na to zeby wyjść do fryzjera. a przedtem były
          tylko kłótnie, frustracje, niewyładowane emocje...

          czy to źle ze mysle tak pozytywnie...?
          • movisz mialas racje 26.02.08, 21:43
            Nie wiedzialam o szczegolach.
            Dobrze zrobilas.
            Wlasnie przykre jest ze bez nich lepiej sobie dajemy rade niz z
            nimi. Czesto sa tylko obciazeniem naszego czasu i energii.
            Trzymaj sie i powodzenia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka