pokopacz
15.10.08, 16:29
"Jesteś nieprzygotowana" - krzyczy zdenerwowany Tusk do zapłakanej
minister zdrowia i zapowiada: "Już więcej takich spotkań nie
będzie."
Chyba zaraz umrę
Łzy Ewy Kopacz nie są czymś wyjątkowym. Gdy z namaszczenia Tuska
awansowała jako szefowa struktur mazowieckich (co zaowocowało
przydomkiem "Królowa Mazowsza"), niektórzy koledzy partyjni odczuli
coś w rodzaju deja vu. Była równie emocjonalna jak Zyta Gilowska,
która zdenerwowana trzaskała drzwiami i wracała na salę dopiero po
długich namowach. Gdy Gilowska odeszła, Kopacz zaczęła grać podobną
rolę: krzyczała, złościła się, obrażała, płakała. Złośliwi
powiedzieliby: histeryzowała. "Najważniejsza jest skuteczność" -
mawia swoim doradcom, którzy radzą stosować inne techniki.
I taka jest do dziś. Dowolny dzień, dowolna pora dnia, histeria może
wybuchnąć w każdym momencie, choć zwykle pora jest popołudniowa. Ni
stąd, ni zowąd wybucha alarm. Wiceministrowie i członkowie gabinetu
politycznego odbierają telefony wzywające do natychmiastowego
stawienia się. Gromadzą się w gabinecie pani minister. Ta, paląc
papierosa za papierosem (nieco wbrew oficjalnemu wizerunkowi w
tabloidach, z którymi swego czasu publicznie rzucała palenie),
rozdygotana pyta zebranych: "I co my teraz zrobimy? Przeklinam
dzień, kiedy zdecydowałam się zostać ministrem. Chyba zaraz umrę."
Zebrani rzucają się do pomocy, pocieszają, obiecują wsparcie, ale
doskonale wiedzą, że na długo to nie wystarczy. Za kilka dni czeka
ich kolejny sabat. Po prostu pani minister bardzo źle znosi presję
towarzyszącą sprawowaniu tak wysokiej funkcji. - To ministerstwo
zawsze było obiektem najostrzejszych ataków, ale za czasów pani
minister atmosfera oblężenia sięgnęła zenitu - mówi jeden z
pracowników resortu.
Jak wystraszona stażystka
Czy to efekt kompromitujących wpadek, braku zaufania do politycznego
obycia pani minister czy raczej wynik strategii premiera, która
politykę w ogromnym stopniu uzależnia od sondaży - tego nie wiemy,
ale nie da się ukryć, że Ewa Kopacz jest pod stałym, bardzo ścisłym
nadzorem swego szefa. W pełnym tego słowa znaczeniu - gdy tylko
pojawi się w mediach z jakimś oryginalnym pomysłem, natychmiast
zostaje sprowadzona na ziemię.
całość:
www.dziennik.pl/polityka/article251432/Ewa_Kopacz_skutecznosc_przez_lzy.html