Dodaj do ulubionych

dzień, w którym

15.08.12, 01:17
uu. super. ile razy od kogoś z kim mieszkasz, można usłyszeć jak bardzo jesteś do bani?
hm. ile razy można przyjąć to, starając ograniczać się w odpowiedzi do konkretów?
pewnie liczy się w okolicach nieskończoności. serce zetlało i pancerna dupa.
jeśli mogę wstawać o szóstej, to cała reszta może mnie nieprzyjemnie łaskotać


dzień, w którym (ZNOWU) ktoś powiedział - nawet nie na mój temat, ale w związku ze mną i swoim emocjonalnym zapętleniem jakiś - NONSENS. ile takich dni można przeżyć - nie kopiąc w unerwione części stawiających zarzuty? ile - kku - nie ma usprawiedliwienia dla wulgaryzmów - można zrozumieć? (kwestia możliwości brania na siebie została negatywnie rozpatrzona ponad dwa lata temu, jakoś tam, dawniej)



moje ostatnie eksperymenty potwierdzają światowe doświadczenie, że im bezczelniej i z większym przekonaniem wygłaszasz bzdury, tym lepiej wiedzie się w kwestii utrzymania

czas przenieść to na niwę miłości, przyjaźni, rodziny i całej szitowej reszty, która ponoć powinna być ważna
Obserwuj wątek
    • nihilyst Re: dzień, w którym 15.08.12, 01:34
      pytanie na ile przeciw zmasowanym represjom
      a na ile w ochronie upierdliwości charakteru (osobistego) się walczy
      • olga_w_ogrodzie Re: dzień, w którym 15.08.12, 13:28
        sądzę, że pół na pół rozkładać się może to.

        / krytykę można przyjąć, pomyśleć.
        no, ale gdy ona wciąż i wciąż ?
        jeśli jest tylko o tym bez przerwy, że wszystko co się robi jest złe, a samej jest się do niczego w całości, to warto się zastanowić nad celem takich wypowiedzi krytykującej osoby.
        gdy kto życzliwy, to krytykuje, by coś naprawić, by lepiej się funkcjonowało.
        gdy nieżyczliwy lub bezmyślny, to przez ciągłą krytykę rozładowuje własne frustracje, ustawia się wyżej kosztem poniżania kogoś, albo po prostu wyłazi tak z niego niechęć, a nawet nienawiść. /
        • nihilyst Re: dzień, w którym 15.08.12, 23:28
          znaki objawione na portalu z nieruchomościami. nawet mój własny kwietnik i suszarka do naczyń. nic się tam nie zmieniło. tylko skąd mam 300 lat? albo przedawkowałam dzisiaj internet, albo mam odstawienne zwidy. albo coś mi zaszkodziło. na przykład zupa z proszku. albo to sposób wyparcia faktu, że 15 sierpnia to tylko jeden dzień. chociaż za dwa dni piątek, więc niby nie powinnam cierpieć zbyt dotkliwej radości z nieuchronnej perspektywy jutra. duchy wyłażą z komputera. zabawne. złośliwe. i lekko profetyczne. i moja tapeta! i pralka, którą wynegocjowałam. los mówi: pamiętasz jak się skończyło ostatnim razem. tak losie, pamiętam. miałam przez pięć minut sensowną figurę, dobre czasy.
          • nihilyst Re: dzień, w którym 17.08.12, 20:36
            można też kupić średniowieczny zamek, z donżonem
            • olga_w_ogrodzie Re: dzień, w którym 17.08.12, 21:14
              można.

              sama to bym wolała bez donżona coś.
              dworek maleńki z wielkim ogrodem.
              lub chatkę.
              • olga_w_ogrodzie Re: dzień, w którym 17.08.12, 21:17
                niektórzy się niczym nie przejmują.
                mają 28 lat i , np., śmierć totalnie oswojoną.
                jedna 28. latka studiująca na jakimś kierunku o kościach za 5 tys. na semestr /ale ona za 2 i pół, bo skądś jej dopłacają/, mówiła z entuzjazmem głośno w autobusie, jak to uczestniczyła w oględzinach mężczyzny w jej wieku, który się powiesił.
                - Znaleziono go po 6. tygodniach i - z uśmiechniętym zapałem opowiadała - już tylko kości zostały. Trudno uwierzyć, że po 6. tygodniach, tak szybko cała reszta wyschła, tylko trochę zostało na piersiach i nogach, co się okazało, gdy mu buty zdjęto - dziwiła się.
                śmiała się też opowiadając jak trudno było czaszkę wydobyć z pętli wisielczej.
                i inne takie.

                zastanawiałam się, co to za studia - bo mówiła też o badaniach wielowiekowych kości.
                patrząc na jej twarz pełną ekscytacji koleżanka powiedziała do niej :

                - Bo ty to już od zawsze miałaś pasję, gdy idzie o te kości. Pamiętam jak mi znosiłaś sterty tych różnych książek strasznych.

                pasja - dobra rzecz.
                budzi do życia, nawet, gdy śmiertelna pasja to.
                • nihilyst Re: dzień, w którym 17.08.12, 21:45
                  bez pasji nie da się żyć - próbowałam:
                  byłam zadowolona, zamroczona, zapatrzona
                  dziura. niedostateczny z serią minusów dla stanu bieżącego.

                  to, że życie bez wielkiego ach nie ma sensu wykoncypowałam w liceum
                  po liceum nic nowego nie da się wymyślić
                  potem dorosłam, i próbowałam się przeskoczyć
                  ale się nie da, dziura aktualna. myślę, że moim powołaniem może być pisanie telenowel sci-fi
                  w końcu. ile można walczyć z przeznaczeniem?
                  • olga_w_ogrodzie Re: dzień, w którym 19.08.12, 17:33
                    krótko mówiąc, bez pasji nie ma pasji życia.
    • nihilyst następuje zerowanie 17.08.12, 21:28
      - z tym zerowaniem to nie takie pewne - w zeszłym tygodniu wybrawszy się na - tańce
      nie tylko zupełnie nie słyszało się (Olgo, czy Ty też ostatnio czytałaś Lód - jak ja nie znoszę tej maniery - to do autora, nie Ciebie - choć i poniekąd, na odtworzeniach trwoni się własny styl - a przecież dobry jest) muzyki (a była jak na nasze, dzieci lat osiemdziesiątych i późniejszych nastolatków, wymagania, wyborna: new year's day, billie jean, love will tear us apart - i tak dalej, bez końca, nostalgicznie i - - - i przecież byli depesze) nic. wracałam trzeźwa jak jelonek bambi, żałując, że basen już nie działa i nie można się - - wyzerować.


      dziś się zeruję na umarłym forum wzajemnych animozji napadowych kalek społecznych
      • olga_w_ogrodzie Re: następuje zerowanie 17.08.12, 21:54
        nihilyst napisała:

        (a była jak
        > na nasze, dzieci lat osiemdziesiątych i późniejszych nastolatków, wymagania, w
        > yborna: new year's day, billie jean, love will tear us apart - i tak dalej, be
        > z końca, nostalgicznie i - - - i przecież byli depesze)

        ciekawe gdzie tak dawnie grywają w mieście tym.

        Lodu nie czytałam.
        nawet nie wiem o który idzie.
        ten :

        czytelnia.onet.pl/0,6471,0,1,nowosci.html
        czy ten :

        www.empik.com/lod,prod360018,ksiazka-p?gclid=CKXix6-377ECFcOEDgodFQsAEw
        forum martwe ?
        zatem wielu przychodzi czytać napisy na nagrobkach.
        systematycznie.
        nałogowo wręcz, jak informują źródła.
        • nihilyst Re: następuje zerowanie 17.08.12, 22:09
          dukaj, przecież. a dj musiał myśleć o śmierci.
          • olga_w_ogrodzie Re: następuje zerowanie 18.08.12, 00:28
            raczej nie czytuję książek sf.

            dj może był świeżo porzuconym ?
            albo miał zjazd po ziole ?
      • olga_w_ogrodzie Re: następuje zerowanie 18.08.12, 21:58
        poszłam na basen.
        pierwszy raz od dawien dawna nie chciało mi się pływać.
        na siłę trzeba było.

        tanatologiczne natręctwa zwężają przełyk ścigając się z odczuciem, że i tak wszystko na nic.
        świat galopuje jak na speedzie, a mnie się nie chce go gonić.
        stoję i gapię się.
        i tęsknię za ludźmi, których nie ma i nigdy nie wrócą.
        może trzeba pójść ich poszukać.

        kilku chłopaków chyba z 17.letnich licytowało się, który ma "większe cycki i bardziej czerwoną d... " od spływania z wrzaskiem na zjeżdżalni.
        smętne okoliczności zatem.
        ale na chwilę zaciekawił mnie zapach marihuany nad trawą parną unoszony.
        nie palę, nie lubię, ale zapach dobrze jest mi znanym, więc nie sądzę, bym się myliła.
        ktoś podjął ryzyko i palił sobie.
        • olga_w_ogrodzie Re: następuje zerowanie 18.08.12, 22:04
          a z tym brak sportowych osiągów, bo niby młodzież nie ma gdzie ćwiczyć, to bzdura jakaś.
          IMO.
          młodzieży to się nie chce.
          młodzież nawet nie pływa.
          basen prawie pusty.
          puste też całkiem fajne boiska do siatkówki, koszykówki, piłki nożnej, tenisa oraz stół do stołowego.
          młodzież leży pokotem na trawie w przerwach leżenia jedząc tłuste frytki.
          lub lody.
          • nihilyst Re: następuje zerowanie 19.08.12, 12:02
            basen rekreacyjny na świeżym powietrzu - dzieckiem będąc uwielbiałam takie okazje
            jako nastolatka już nie. i tak mi zostało - chodzę na basen sportowy, kryty.
            większość klienteli to ludzie dorośli - może ze względu na porę, którą wybieram
            takie freaki, co od ściany, do ściany
            właściwie basenowe pogaduszki to gruby nietakt, blokują sposobność do przetarcia okularków
            albo wydyszenia ewentualnej przesady na dystansie -
            ale rzadko przesadzam. wolę się w swoim tempie wozić i oglądać kształty
            latem, kiedy zdarza mi się trafić na basen za światła dziennego - śledzę rozbłyski i ławice światła
            w ostatnim tygodniu nie doszłam - dlaczego? skupiłam się na przesypianiu niedostatków
            niedługo koniec sierpnia, co się dzieje z tym czasem?
            • olga_w_ogrodzie Re: następuje zerowanie 19.08.12, 17:32
              ja też chodzę na kryty, bo jest duży, głęboki i dzieci oraz rozwydrzeni młodociani nie włażą.

              tu mieszkam kilkanaście lat, ale na takim basenie otwartym byłam 2. raz dopiero.
              tj. 3. w sumie, ale raz, choć była ładna pogoda, basen w niedzielę, bez zapowiedzi nieczynnym był, lecz na teren można było za darmo wejść.

              na terenie jednego otwartego mnie zraziła totalna chamówa facetów szalejących tam w basenie i na trawie, manie gdzieś tego przez ratowników i obsługę , stan baseniego dna gorszy, niż dno oraz trawa ostra jak rżysko.

              na drugim jest bezpiecznie i, gdy kto głodny i biedny, może podjeść zdziczałych tylko na wpół gruszek i jabłek z drzew tamtejszych, ale basen mały.
              to tu są właśnie te różne boiska do gry.
              zaleta niebagatelna to taka jest, iż, kupując bilet na na otwartym, można sobie z niego legalnie przejść na kryty i cały dzień pływać.

              w basenie pogaduszek też nie lubię, bo to nudne i czasu szkoda, gdy jest cel, by napływać się, ile wlezie.

              • olga_w_ogrodzie Re: następuje zerowanie 19.08.12, 17:34
                dziś byłam w innym miejscu spróbować się wyciągać za uszy, ale potem poszłam niebacznie w bardziej popularne rejony stolicy i musiałam zmykać spiesznie, bo tłumy ludzi są, głównie obcojęzyczne, o tej roku porze.

                trzeba się zbierać nad morze.
                tam znane mi są rejony uroczo opustoszałe nawet w sezonie.
                a, jak już będzie nie do wytrzymania, to można po prostu wypłynąć w morze i nigdy nie wrócić.
                na basenie niewykonalne to czy kryty ów czy otwarty.
                basenów niestrzeżonych nie ma.
                chyba, że w domach bogatych państwa.
    • mart-tram Re: dzień, w którym 18.08.12, 11:24
      nihilyst napisała:

      > uu. super. ile razy od kogoś z kim mieszkasz, można usłyszeć jak bardzo jesteś
      > do bani?

      Tylko dzieci muszą to jakoś znosić i za to płacić, jeśli bozia sprawiła, że są wrażliwsze niż przewiduje norma.

      Powiem tak: nie należy tego tolerować nigdy.
      Sposoby, aby "nie tolerować" są różne, warto ich poszukać na swoją miarę, tak żeby pasowały i były skuteczne (po jakimś czasie).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka