e.beata
22.10.09, 23:06
Młody człowiek, chce robić karierę polityczną.
Z racji wykształcenia młody człowiek powinien sie orientować w
tematyce prawnej.
Ma możliwość uzyskania mieszkania. Legalnie, prawnie wszystko ma być
w porządku.
Młody człowiek się cieszy.
Nie zastanawia się nad tym, że zgodnie z prawem nie znaczy etycznie.
Że skoro chce robić karierę, kiedyś ta sprawa moze się odbić czkawką.
Następnie mieszkanie kupuje zgodnie z prawem za niewielka sumę.
Kolejna radość, własność to własność.
Remontuje.
Młody człowiek wdrapał się na stołek, wróg czuwa i sprawa z
mieszkaniem zaczyna brzydko pachnieć.
Ma wybór - może lokal oddać dobrowolnie, czyli zachować twarz,
przypodobać się wyborcom.
Decyduje się jednak na sprawę sądową. Moze mieszkanie uda się jednak
zachować. Poza tym, gdy sąd stanie po jego stronie, odbierze broń
opozycji.
Za jaką cenę - to już nie ma znaczenia.
I do tej pory nie pochwalam, ale jestem w stanie zrozumieć
postępowanie młodego mieszkańca Szczecina. Ludzie w końcu sa różni,
mają różne charaktery.
Ale po cholerę on przepisywał mieszkanie na żonę? To już nie była
kwestia walki z opozycją, pokazania mieszkańcom, że nic się nie
stało, że mieszkanie prawnie mu się kiedys należało, sprawa jest
czysta, niesłuszmnie został posadzony itp. itd. Tu nie chodziło o to
aby się oczyścić z zarzutów.
Czyli o co chodziło? ;-))))) bo nie rozumiem ;-) ktoś wie?