Gość: szaramysz Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.chello.pl 28.02.09, 23:49 jesssu...., ja przez tego karolka zawału dostanę, już myślałam ze sobie odpuścił. Dużo, za dużo to prawda, ale uczciwie by było gdyby gość zaznaczał że wielu jest wspaniałych muzyków, poważnie traktujących pracę w filharmonii i nie są to tylko SOLIŚCI! Instrumenty służbowe? ale przecież nie wszyscy je mają, część muzyków może pomarzyć i musi sama sobie kupić, oszczędzając na wszystkim dosłownie- jedzeniu, ubraniach... Zarobki? jakie są to wstyd mówić - goniec w UM zarabia więcej niż muzyk tutti z wieloletnim stażem. Przecież to co pisze karolek czytają nasi melomani i mogą sobie wyrobić o muzykach złe zdanie, a to będzie krzywdzące. Władze miasta tu nie zaglądają i mają to w ..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: googler Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.szczecin.mm.pl 01.03.09, 00:25 no i co? niech pisze. to jego prawo.po to jest forum. nie mial biedak posluchu w macierzystej firmie to chociaz tu wywali, co go gryzie, a robi to w dobrej wierze. melomani, coz...jesli z klasa, to itak beda nas szanowac, jesli bez tejze, to i tak maja nas w d... taka prawda. ja wierze, bo rozmawiam z wieloma, ze wiekszosc ma wielka klase, czaem wieksza niz my sami-muzycy, bo oni doceniaja to co robimy w pelni, a nie ttylko nasmiewaja sie jak my z wlasnej pracy (oj czesto tak jest!). brakuje nam tego...szacunku do wlasnej pracy, nie w slowach ale czynach, bo slow az za duzo u nas pada (w szczegolnosci nt szacunku:) ) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szaramysz Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.chello.pl 01.03.09, 11:15 googler przyznaję ci całkowitą rację, oczywiście ze ma prawo pisać w dobrej wierze...Uważam tylkjo, że nie powinien w takim (dla mnie) złym tonie pisać o JIS, bo karolek nigdy nie był dyrektorem, nie odpowiadał za byt i codzienność prawie 100 osób, "tamte" czasy zna tylko z pozycji zwykłego człowieka, nie wie jakim naciskom Ona musiała ulegać i komu podlegać, i jeszcze wiele nie wie, więc to zahacza o zwyczajne krytykanctwo no i o kobiecie, starszej pani, nie wolno tak...Ja Ją lubię, dużo się od Niej nauczyłam. Po co zresztą ciągle mówić co było? może teraz pomyśleć co zrobić żeby było lepiej? Ja się nigdy z pracy swojej ani innych ( i z życia) nie naśmiewałam, to raczej ja ciągle jestem obiektem plotek za pasje, niepodporządkowanie się tradycjom i zwyczajom(głupim wg mnie)w prywatnym życiu, ale cóż, w każdej grupie ludzi znajdą się "ludziska", mnie to śmieszy, bo to nie ja wystawiam sobie świadectwo plotkując, na szczęście tych osób jest MAŁO u nas. Większość to pasjonaci i wspaniali artyści i inteligentni ludzie. Brak szacunku do własnej pracy? ....może to tak z pozoru wyglądać, skoro praca nie idzie w parze z zarobkami a rodzinę trzeba utrzymać, to problem jest. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.libra.ar.szczecin.pl 01.03.09, 20:37 Pewnie, że jest wielu fajnych ludzi i dobrych muzyków w Filharmonii. Kilku nie tylko podziwiam ale i lubię, innych szanuję choć nie było okazji się na tyle poznać aby mogła być mowa o jakiejś sympatii osobistej. Problem w tym, że im bardziej ktoś kulturalny - tym bardziej się odsuwa od tego, co się "wyrabia" w filharmonii. Niestety - szacunek do własnej pracy musi się objawić w postawie aktywnej, przejmowaniu inicjatywy. Tyle tu "natychmiastowy" pisał o tym - kto komu powinien narzucać styl, jakoś bez zrozumienia. To ludzie normalni, porządni i kulturalni powinni narzucać atmosferę i styl w instytucji, powinni się czuć "u siebie" i stwarzac takie warunki, aby to ci mniej kulturalni czuli się "nieswojo" ze swoim zachowaniem i obyczajami, aby byli zmuszeni "się podciągnąć" do wyższego poziomu większości, ogółu. Jest jednak dokładnie odwrotnie; dlaczego? Cóż z tego że są fajni ludzie, gdy siedzą cicho i we wszystkim ulegają zacofańcom. Nie mają szacunku do własnej pracy... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: googler Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.szczecin.mm.pl 01.03.09, 23:04 karolku. niby fajnie wszystko, ale: dia_dia nie musi na zapad. on jest naprawde dyrygentem duzego formatu, choc moze w Polsze nie tak popularnym jak polscy koledzy. szanujac Rycherta, nie ublizajmy innym, zwlaszacza obcokrajowcom (ksenofobia?oj, niebezpiecznie) kulturalni nigdy nie beda przejmowac inicjatywy i narzucac sie ogolowi. Na tym polega kultura. to srodowisko samo w sobie winno byc bardziej kulturalne, by kazdy mogl powiedziec i zrobic swoje. tylko wtedy machina ruszy do przodu jak trzeba. kulturalny nie powie nic bez pytania, kulturalny nie bedzie sie "rzucal" i gadal na lewo i prawo, ze "skandal" etc. etc. na tym polega kultura.sic! filharmonia to nie antykwariat, ale i nie targowisko. a na targowisku miejsca na kulture malo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.libra.ar.szczecin.pl 02.03.09, 17:27 Rzeczywiście - jestem dość sceptyczny co do ewentualnego naszego "otwarcia na wschód" - czy też po prostu - tak zwanych "artystów zza Buga"...Trzeba mieć na uwadze, że to na Bugu przebiega granica Unii Europejskiej, czyli z tamtejszego punktu widzenia - zachodu. Uważam, że rzekomo wielka klasa i wysoki poziom muzyków z tamtego rejonu, powiedzmy - byłego ZSSR - jest sprawą ewidentnego MITU, świadomie przez nich podsycanego, a opartego głównie na tym właśnie zupełnie nie artystycznym "parciu na zachód" – dziś na szczęście bardziej „kulturowym” i indywidualnym, nie to co w 1920. To sprawa motywacji. Jeśli uzyskanie bardzo wysokiego poziomu techniki gry jest - a przynajmniej za czasów ZSSR - było JEDYNYM sposobem wydostania się stamtąd do normalnego świata, albo choćby zarobienia - jak na kurs rubla - ogromnych kwot, to znajduje się dużo na tyle zmotywowanych, żeby i po kilkanaście godzin dziennie się zajmować tylko nauką i ćwiczeniem. Ale od tego - do poziomu artystycznego tak samo daleko jak i stajennemu cyrkowemu. Wiec bez przesady: ludzie "zza Buga" wcale nie są z zasady większymi artystami, za to z naszego punktu widzenia czasem reprezentują dużo niższy od nas poziom kultury ogólnej, osobistej; na nas z kolei pod tym względem psioczą Anglicy, a na Anglików - Francuzi... My też tak jeszcze całkiem niedawno byliśmy postrzegani na zachodzie, też ktoś nas "wpuścił" do siebie - jako tę nieokrzesaną dzicz, „barbarzyńców ze wschodu” - jak to ujął Czesław Miłosz. Też jeszcze całkiem niedawno nie wiedzieliśmy jak wodę spuścic w nowoczesnej toalecie, choć przynajmniej już wtedy mieliśmy tę świadomość, że JAKOś to trzeba no i dlatego musi się jakoś dać spuścić... Doprawdy - od takiego mojego poglądu - do ksenofobii to bardzo daleko. Nie tylko kseno- ale i każdej innej fobii. Bez przesady. Nie trzeba być ślepym aby być "poprawnym politycznie", natomiast nadmierna "poprawność polityczna" - jest równoznaczna ze ślepotą. Co to znaczy "dyrygent dużego formatu" ? Otyły nie jest. Nie znam DiaDia, chociaż jestem przekonany - że jego format i tak okaże się za mały dla naszych wielkich muzyków już po kilku miesiącach pracy i kilku cierpkich, bezkompromisowych uwagach adresowanych do tych naszych "nietykalnych". Nie zgadzam się, że "nie musi na zapad". Musi - jeśli chce być "kimś" - tak samo jak i my. Oczywiście - nie musi przez Polskę, Ziemia jest podobno okrągła...Przyjąłem założenie, że opinie wygłaszane tu przez "cool_turalnego" są jeśli nie powszechnie akceptowane to przynajmniej mają więcej zwolenników. Autor nie od dziś sprawia wrażenie, że wie co mówi a jeśli dobrze się domyślam tożsamości - to jestem pewien, że wie co mówi. Jest dla mnie autorytetem w sprawach „światowych” instytucji muzycznych. Chodzi mi tu o następujące opinie: cool_turalny 02.03.09, 05:38 A tak na marginesie - wracając do wspomnianego Diadury> Spójrzmy prawdzie w oczy. Jeśli dyrygent taki jak on jeździ na Zachód z własną orkiestrą ukraińską i nie dostaje tam propozycji pracy, to do Szczecina nie przyjedzie licząc na to, że dokona tu cudu i będzie to dla niego lepszą drogą do światowej kariery. Raczej z przekonaniem, że to najwięcej na co go stać. Dlatego nie martwiłbym się, że zostanie tu krótko - raczej, że będzie tu za długo. Powiedzmy sobie szczerze - od wielu lat bycie szefem polskiej orkiestry nie stało się dla nikogo drogą do międzynarodowej kariery. Wit, Kaspszyk, Kord, Nowak, to historie sprzed 30 lat. Z tych, którym udało się niedawno "wybić" na Zachód (Boreyko, Nestorowicz, Urbański, Kotla, Dworzyński) tylko dwóch pierwszych było dyrektorami w Polsce, a i tak obaj po odejściu ze swoich orkiestr (Poznań, Gdańsk) musieli najpierw wygrać międzynarodowe konkursy. 01.03.09, 02:53 (Ciekawostka: Nie znam Diadury, o którym się ostatnio w naszej filharmonii mówi, ale zdaje się, że już nawet Salwarowski i Rychert dyrygowali lepszymi orkiestrami niż on - w Polsce nie wiem czy dyrygował gdzieś poza Białymstokiem, Katowicami i Szczecinem, a jego poprzednicy przecież pojawiali się w takich orkiestrach jak NOSPR, Narodowa, Wrocławska czy Poznańska. W dodatku poza Ukrainą i Polską jego nazwisko pojawia się chyba tylko przy dość słabej Filharmonii Sofijskiej; hmmm...). Jeśli się z tym nie zgadzasz, napisz dlaczego a nie "nie ubliżajmy obcokrajowcom". Pisząc o oczywistym, powszechnie widocznym zjawisku - nikomu nie ubliżam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.libra.ar.szczecin.pl 02.03.09, 17:32 Odnośnie kształtowania atmosfery w pracy - także nie do końca się zgadzam. Nie miałem na myśli narzucania siłą. Chodziło mi o to, że jeśli ludzie kulturalni nie będą chować się w swoich grupkach towarzyskich i szeptać gdzieś po kątach, ale cała firma stanie się ich grupą towarzyską, to wtedy następuje samoczynny nacisk psychologiczny na pozostałych. Na przykład: wchodzisz gdzieś, gdzie należy być bez obuwia. Wtranżalasz się w gumiakach. Widzisz, że inni jakoś dziwnie na ciebie spoglądają, oglądają się, wyraz przygany w oczach albo co gorsze - olitowania ...Pierwsze - rozporek: zapięty. Drugie - gęba czy nie pobrudzona. Zerkasz w szybę, lusterko: nie. To czego oni tak się gapią - myślisz. Zaczynasz kombinować i im bardziej jesteś inteligentny - tym szybciej się domyślisz, dlaczego. Możesz iść w zaparte i pozostać w gumiakach, wiesz jednak już, że to nie jest mile widziane i że następnym razem mogą cię w ogóle nie zaprosić, a jeśli tak - to się dostosowujesz i zdejmujesz co trzeba. Nigdy nie byłeś w podobnej sytuacji? Ja kiedyś doświadczyłem takiego kulturalnego nacisku, gdy niechcący wtargnąłem na niemiecką plażę nudystów. Długo nie wytrzymałem spojrzeń i "sygnałów" do mnie adresowanych i szybciutko zdjąłem z siebie cuchy... Wcale nie wystarczy, aby jak piszesz "każdy zrobil swoje" - bo znajdą się tacy, co robiąc swoje - zniszczą to co ty zrobiłeś. Dla nich "swoje" znacy coś innego...więc nie tak. Oczekiwanie, że ktoś dostosuje się do powszechnie akceptowanego zwyczaju - nie jest wbrew kulturze. Masz dziwne wyobrażenia. Nie nawoływałem by z siekierą w ręku wymagać kulturalnego zachowywania się. Chodziło mi o tego typu zjawisko jedynie: nie może być tak, że zachlany koleś wywrzaskuje sprośne ruskie kawały swoim kilku ziomalom (charakterystyczne - oni strasznie głośni i gadatliwi zawsze są - słowiańskie dusze... c.i.m.)a reszta czyli "nasi" zażenowana, ze spuszczonymi głowami siedzi i stara się nie słuchać. (Autentyczna sytuacja wyjazdowa z autobusu - Opera). To większość zawsze powinna się czuć u siebie i zachowywać się tak, aby koleś czuł się nieswojo z tymi jurnymi kawałami. Dalej uważam, że to niezbędne. Dla mnie - na tym właśnie polega kultura. Oczywiście, ze ta dyskusja tutaj nie jest jakoś szczególnie kulturalna, ale zawsze interwencje w sytuacjach szczególnych nie są kulturalne i tego się od nich nawet nie oczekuje; oczekuje się skuteczności. Wojna także nie jest kulturalna ani tym bardziej rewolucje, ale czasami są konieczne, jak np. tu i teraz. Nie wyobrażam sobie - aby Polacy we wrześniu 1939 r nie przeciwstawili się armii niemieckiej - ze względu na swoją wyższą kulturę. Powiedzieli by - trudno, chce szwab włazić - niech włazi, my się nie będziemy sprzeciwiać bo to takie niekulturalne by było:..strzelać?... do ludzi...? Abstrakcyjne porównanie - ale wcale nie takie odległe od rzeczy, bo my tu mamy także pewną "wojenkę", a w czasie wojenki obowiązują chwilowe prawa skuteczności... Więc z ostatnią tezą także się nie zgadzam: kulturalni mogą i muszą przejąć inicjatywę i to ich kulturze w żadnym stopniu nie zaprzecza. Ważne jest i pod względem kultury i pod względem stosunku do pracy, i stosunku do dyrektora – dyrygenta – kto komu narzuca wzorce poprawności. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.libra.ar.szczecin.pl 02.03.09, 17:53 Zarząd Miasta i nasi szanowni Radni zapewne chcieli by wiedzieć, ale się wstydzą zapytać: skoro orkiestra gra co tydzień pod batutą innego dyrygenta, a każdy z nich ma prawo dażyć do realizacji swojej wizji artystycznej granego utworu i wydaje w tym celu polecenia, żąda konkretnego sposobu zagrania pewnych istotnych fragmentow - do czego orkiestra musi się po prostu dostosować i wykonać to - dlaczego tak ważny jest "dobór" akurat jednego z tych dyrygentow, także bywającego raz na jakiś czas na jeden tydzień - czyli Dyrektora Artystycznego. Pozostałych dyrygentów się nie dobiera i nie przebiera, przyjeżdżają po kolei co tydzień inni ludzie, to dlaczego ten jeden musi byc tak bardzo dobrany i akceptowalny dla orkiestry...? Przecież z punktu widzenia artystycznego, czy pracy artystycznej orkiestry - to absurd. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szaramysz Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.chello.pl 02.03.09, 23:00 Czytam i czytam i prawdę mówiąc to mnie złość ogarnia - czy to nie przesada? Oczywiście, w pewnym małym zakresie to pracownicy między sobą "nadają ton", ale muzyk jest od grania a organizacja, wymagania porządkowe regulaminowe, narzucanie odpowiedniej kultury bycia i zachowania, itd to powinni zwierzchnicy czyli dyrektorzy , władze wydziału kultury, ministerstwo, władze państwowe. Ciągle się tylko kotłuje w tych " dołach", mówi się co to ci muzycy powinni, niby że nie ma im się prawa nic omsknąć, mają pracować za grosze i być zadowoleni, zabiera się im prawa nabyte, zmienia zasady, krytykuje, ponagla, straszy. Muzyk teraz czuje się jak szaramysz- piszę o sobie oczywiście, bo to najbardziej wiem z własnego długiego doświadczenia zawodowego, ale też rozmawiam z wieloma kolegami, więc to też o nich jest. Tą rewolucję powinno się zacząć od głowy a nie od ogona. Jeżeli dyrektorka boi się wymagać kultury bycia, ubioru, itd to dlaczego muzycy między sobą mają takie sprawy załatwiać? Czy nie powinno to być zapisane w regulaminach i egzekwowane? Żadnych jasnych zasad nie ma wynagradzania, premiowania, wymagań zawodowych, nawet bhp.Ciągle jak mantrę powtarza się te wymysły o przesłuchaniach a to jakieś dziwactwo. Jak widzę szanownych radnych w drogich garniturach z papierosem i łapą w kieszeni to mi się smutno robi. Sama już nie wiem kogo powinno się najpierw resocjalizować, bo każdy ma swojego zwierzchnika . Teraz mamy nową dyr, wydziału kultury i mam nadzieję że może wreszcie kobieta wprowadzi jakiś ład i porządek, że będzie jej się chciało i nikt jej nie przeszkodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jasiu Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.gprs.plus.pl 02.03.09, 23:47 Dobra, ale co to ma wspólnego z tym, co tu powyżej napisano...? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szaramysz Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: 83.168.70.* 03.03.09, 15:02 Bardzo dużo juz zostało tu napisane jasiu, a mnie chodzi o to zeby tą rewolucję kulturalną zacząć od góry, bo tak jak dziecko uczy się od dorosłych, tak pracownik zachowuje się tak jak mu zwierzchnk pozwoli. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: googler Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.szczecin.mm.pl 02.03.09, 23:57 toksyczna atmosfera miasta z prowincjonalnym duchem przenika wszedzie. i tu racje ma collturalny. mamy taka kulture, jaki poziom reprezentuja mieszkancy szczecina. ale mamy tez aspiracje. od niedawna, ale zawsze. czy to wysmiewane floating garden, czy inne koncepcje rozwoju, niewazne. wazne, ze sa, ze komus chcialo sie rzucic pomysl w "lud prosty". wiadomo, krytyka bedzie zawsze, na ogol niestety tylko negatywna, ale sa tez przyklady dzialan na plus. wystarczy wziac Echo sprzed roku a teraz. dzieje sie wiecej i wiecej! wszyscy tworzymy nasza kulture i takie nasze zadanie. szaramysz ma racje, ze od nas WSZYSTKICH zalezy, jak ta nasza kultura bedzie wygladac. sila rzeczy interesuje mnie najbardziej filharmonia, bo tu, mimo zywych dyskusji wewnetrznych, dziej sie coraz mniej i sie cofa. dyr.art. pokazuje wielka klase "kladac lache" na to co sie wyrabia, nie ma juz ochoty do pracy i gada wiecej niz dotychczas miast pracowac sumiennie i dotrwac z klasa na posterunku. ludzie to widza i odbijaja pileczke "w-pupie-mam-to-wszystko-izmu" z najwieksza przyjemnoscia. trend moze sie przelamie za pol roku, ale prawda jest taka, ze i tak bez ostrych dzialan nie wybijemy sie na szczyt i nie zostaniemy wiodaca instytucja kulturalna regionu. jako filharmonia dajemy kilka koncertow (3,4?) w miesiacu.z taka iloscia nie mozna kreowac wizerunku. to sa "male bąki" puszczane w miasto, a nie bycie awangardą kultury miasta. i nic nie pomoże robienie od wielkiego dzwonu konceertu kameralnego albo zaproszenie gwiazdy swiatowego formatu G.Brodzinskiej, ktora znow dla publicznosci (srednia wieku 78 lat) zaspiewa aaaarie ze smmmiechhheppchem... nie zarzucajcie mi, ze nie probuje nic zrobic i tylko narzekam. od kiedy tu pracuje, probowalam, chodzac do góry i namawiając doly na to, zeby cos zrobic. plan udalo mi sie wypelnic w moze 5 %...sam muru nie przebije, zwlaszcza tego wokol siebie, muru obojetnosci wobec przyszlosci miasta w ktorym sie rodzmy i umieramy, znieczulicy wobec piekna zawodu jaki wykonujey, braku szacunku do lepszych od siebie i pokory wobec sztuki. pytania jakie spotykalam na swojej drodze: "a za ile?", "a po co tyle prób?, "a kto na to przyjdzie?" lub z góry: "ale to sie nie sprzeda, za trudne", "za dużo roboty", "nie stać nas", "nieeeee...musyka wspolczesna???" juz nawet opera widzi, ze bez zroznicowania oferrty nie zainteresuje soba nikogo poza posiadaczami dozywotnich abonamentow...ech... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.libra.ar.szczecin.pl 03.03.09, 00:51 Tak jak i biskup przysłowiowy "Pierdonek" nie ma racji, gdy chce ustawowo zakazać ludziom grzeszenia, tak i "szaramysz" o tyle nie ma racji, gdy chce wprowadzić ustawowy (regulaminowy) obowiązek zachowywania kultury w orkiestrze. Ale poza tym rozumiem jej irytację, ale widać że ona nic jeszcze nie zrozumiała, bo pisze...jak to lubi Panią Starszą i ile to od niej się "dobrego nauczyła" (?) - nie bacząc że tam właśnie jest pra-przyczyna. Bardzo bym chciał dożyć takich czasów, gdy muzyk artysta Filharmonii Szczecinskiej będzie faktycznie należał do elity tego miasta, narzucającej modę, styl, sposób bycia, chętnie widzianym ciekawym gościem w każdym dobrym towarzystwie i będzie - tak jak teraz muzycy orkiestry kameralnej z Pranzlau - wyluzowany, wypoczęty, pachnący najlepszymi paryskimi perfumami... Ileż to musimy się namęczyć, aby dorównać ... Prenzlau. Całkowicie się z Tobą zgadzam "Googler" ...więc już wiesz, dlaczego od dwóch prawie miesięcy siedzę i piszę "jak wariat" o tym, że trzeba nam (Szczecinowi) Dyrektora Naczelnego z prawdziwego zdarzenia, fachowca od organizacji i zarządzania, który wdroży pilne zmiany całościowe organizacji administracji - na wzór innych podobnych i porządnie działających Firm, kogo trzeba - wyśle do szkoły, kogo brak - przyjmie (ale nie synalka Ważnego Pana X - po rocznych zaocznych - tylko wg. faktycznych kompetencji); że dobrze zorganizowana Filharmonia w nowej siedzibie może mieć zupełnie inne możliwości i finanse, może przejąć oficjalnie funkcje oświatowe i promocyjne i część budżetów w/wym ... itp. itd (no, nie będę przecież drugi raz przepisywał). Niech tylko Pani Agata przejmie obowiązki - to trza do niej z tym! Radni mam wrażenie znają sprawę, bo ponoć ktoś ich na samym początku powiadomił wszystkich razem i każdego z osobna e-mailem - o toczącej się tu dyskusji, więc pewnie czytali, a w każdym razie nie będą mogli powiedzieć: "my o niczym nie wiedzieliśmy"... no ale Dyrektora Wydziału w tym czasie nie było, był tylko Pan Cezary - p.o. z PO, ale siedział cicho bo był chyba jedynie od spraw najpilnych, mial ograniczone kompetencje - więc trzeba poczekać na Nową Panią Dyrektor WKiOZ UM. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szaramysz Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: 83.168.70.* 03.03.09, 14:56 Ja też rozumiem Twoją niechęć do pani dyrektor, bo wiem ktoś ty i o co poszło, ale to nie w niej jest ta praprzyczyna, bo jak juz powiedziałam ona miała swoich zwierzchników i nie mogła robic co chciała, tylko co jej kazali, była tylko jednym trybikiem w tej maszynie. Niestety regulaminy powinny być w każdej zbioriwości, a szczególnie w takiej jak artyści. Mogę tu wymieniać długo, ale po co skoro Ty wiesz, zasady powinny być jawne, znane, no i formalne a nie takie "na buzię" załatwione. Np ostatnia sprawa - ubrania estradowe: pan dyrektor przyszedł, zapowiedział jak mamy być ubrani, wywiesił na tablicy zarządzenie, dał ekwiwalent. Co tydzień teraz patrzy z balkonu na tą zbieraninę ubrań, wyprzedaż z Bonprixu- błyszczy się, powiewa, goło też jest, no tragedia, nie ma to nic wspólnego z eleganckim strojem odpowiednim na estradę filharmonii. Przecież dla niego to jak pokazanie palca, a on NIC. A gdyby maił odpowiedni regulamin i chciało mu się z niego skorzystać? Przeciez ludzie przychodzą do nas nie tylko słuchać, ale też patrzeć. A zasady wynagradzania i degradacji? Przychodzisz do pracy i dowiadujesz się że zostałeś zdegradowany, bo "do dyrektora docierały głosy", a ciebie nikt nie zapytał, nie postawił zarzutów. Zarobki - jak kto sobie wyrwie. Przecież cały czas mówię że przyznaję Ci rację z potrzebą prawdziwego dyrektora i menagera, ale jeśli oni nie będą mieli podstawy w przepisach to też nic nie zrobią. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.libra.ar.szczecin.pl 03.03.09, 19:02 Nie! Nie zgadzam się! Kategorycznie protestuję! Nikt nikomu nie nakazywał "rżnąć hrabinę", kosztem zachowania swoich układzików, kłaniania się wszystkim i robienia własnego majątku - byle się nikomu z "ważnych" nie narazić! Ja mówię i piszę to, czego jestem pewien, o czym jestem przekonany - że jest słuszne i dobre dla firmy. Mogę się w szczegółach mylić - bo nie jestem omnibusem, potrafię się przyznać do błędu i przyznać rację innym, ale jestem AUTENTYCZNY. Dlatego nie wszystkim się to podoba, narażam się, tracę - mimo że w wielu sprawach mam rację, sami mi ją przyznajecie. Ja jestem wierny prawdzie i dlatego mam wrogów, a Ona ma samych "przyjaciół" KOSZTEM prawdy, kosztem FILHARMONII, kosztem walczenia o nasz wspólny interes. Mówię to co uważam za słuszne i dlatego pewnie "dostaję za swoje" i jestem praktycznie bezdomny! Ona mówi to co jej zwierzchnicy uważają za słuszne i dlatego ma chatę za kilkadziesiąt milionów! - a Filharmonia jest zaniedbana, skłócona, zdezorganizowana. Uprawiasz pic na wodę, tere fere, i "myśmy tylko wypełniali rozkazy" , "zapewniam was towarzysze że zawse chciałem dobrze" -... Tylko jedno może tu być usprawiedliwieniem i dowodem: chcę widzieć pisma do towarzysza Brycha - że konieczna jest w Filharmonii winda. Do tow. Walaszka...że lokalizacvja nie odpowiada potrzebom Instytucji, może w gmachu na Tarasach von Hakena by było lepiej... A po "wyniesieniu sztandaru" - do wszystkich kolejnych prezydentów miasta...wtedy i tylko wtedy będzie można powiedzieć tak jak Ty..."chciała załatwić ale nie dało się". Tu nie istnieje żadna osobista "niechęć do Pani Dyrektor" - proszę mnie tak nie obrażąć... W Filharmonii jest tak jak jest i za to odpowiada wieloletni Dyrektor> Koniec! W życiu musi istnieć konkretna odpowiedzialność, zwłaszcza gdy się za nią bierze przez dziesięciolecia grube pieniądze. A teraz - następna fortunka rośnie, następny domek się spłaca i kolejny lawirant bezradny "nic nie może" ? Więc nie pisz bzdur! Do Solidarności należy trzydzieści kilka osób a pracuje - 100. Kto im dał prawo do decydowania za wszystkich i na szkodę wszystkich? Część osób należy do związku "branżowego", którego przewodnicząca z każdą najmniejszą decyzją ogląda się na Solidarność - bo... bo pragnie tylko jednego: być koncertmistrzem! Może w nagrodę za dobrą współpracę Dyrektor jej kiedyś pozwoli. Czy to jest właściwa reprezentacja? Kto ją wybrał i jaką część orkiestry reprezentuje?. Orkiestra ma prawo powołać samorząd pracowników: jednego swojego przedstawiciela który w sprawach nie objętych ustawą o związkach zawodowych mógłby mieć spore uprawnienia do obligatoryjnej informacji od Dyrektora, wpływ na wiele spraw organizacyjnych i decyzje - którego nie mają związki ...ale z tego nie korzystacie - bo by się umniejszyła władza "grupy trzymającej władzę" ...grupy zacofanych cwaniaczków?. Wyjaśniano już tu kilkakrotnie, że Dyrektor nie będzie walczył o jednolitość strojów koncertowych, o wykonanie własnego zarządzenia w tej sprawie - bo to on tu służy orkiestrze i z powodu swojej niekompetencji jest od orkiestry całkowicie zależny, a w każdym razie - jego nowy domek... Widzi i nic nie zrobi bo się boi o swój kredyt; a orkiestrę, - jej klasę, jej prezentowanie się na estradzie ma w głębokiej dwpie... Nie tylko że "Artystki zza Buga" przychodzą wyszywane cekinami to jeszcze i panowie: a to brak pasa do fraka, a to buty mokasyny (jeszcze dobrze jak czarne, bo już widziałem i w brązowych) jedni w czarnej a inni w białej muszce...Poprzedni pracownik techniczny - taki starszy siwawy pan - to się starał, żeby to nie tylko wszystko było w komplecie, żeby nic nie brakowało, ale i było ESTETYCZNIE USTAWIONE, symetrcznie skomponowane na estradzie, nieraz widziałem - godzinę się krzątał przed koncertem i poprawiał, sprawdzał z widowni jak to wygląda, przejmował się swoją skromną rolą ...żeby nasza orkiestra się ŁADNIE PREZENTOWAŁA, to co "swoje" robił dobrze i każdy tak powinien...ale... Regulaminy są tworzone wewnętrznie przez dyrektora naczelnego. Nikt nikomu nie zabrania stworzyć konkretne rozwiązania. Do tego trzeba być organizatorem pracy, organizatorem przedsiębiorstw i ponadto mieć charakter, "jaja" po prostu trzeba mieć...! Ale On jest Aktorem - czytałaś program studiów na wydz. aktorskim który tu zamieścił "natychmiastowy" za życia? Gdzie tam masz organizację przedsiębiorstw i inne niezbędne dziedziny wiedzy? Brak wiedzy i charakteru - no to trzeba zaprzeczać potrzebie organizowania pracy. Dyrektor stwierdził publicznie, że gdyby prawo i regulaminy miały być w instytucjach kultury przestrzegane, to te instytucje musiałyby natychmiast wstrzymać działalność. Jego zdaniem to się programowo opiera na bezprawiu i wielkiej improwizacji na ostatnią chwilę. Więc o czym Ty tu piszesz. Przecież Dyrektor i wszyscy pracownicy administracji mają SłUŻYĆ orkiestrze - nie czytałaś na początku dyskusji - artukułu Pana Dyrektora? Ale On nie rozumie, że to porządek a nie jego brak - służy orkiestrze, nie odróżnia służenia orkiestrze - od służenia kilku zacofańcom związkowym! Nawet nie to! -służenie "związkowcom" - jest dla niego bezpieczniejsze i pozwala siedzieć na stołku i spłacać kredyt. To wszystko było już tu opisywane i nikt nie zaprzeczał. Także zgadzam się, że skandaliczne było to chodzenie z donosami na kolegów do Pani Dyrektor. Wiele osób z tego powodu ucierpiało, np. pewna calkiem spokojna altowiolistka, ktorą później koleżanki donosicielki przepraszały... Normalny dyrektor - to powinien pierwszym trzem walnąć za to NAGANĘ (nie naganem - broń Boże) - wtedy reszta by nie przychodziła, taki obyczaj by się nie pojawił - bo nie było by na niego przyzwolenia. Ale Pani Nasza Kochana pogłaskała po główce, przyznała każdemu rację, KAŻDEMU - CZYLI NIKOMU - bo racja jest jedna, musi być w takich okolicznosciach jasna. Sama sobie zaprzeczasz: dyrektor powinien być obiektywny, sprawiedliwy i bezstronny; jeśli już trafia do niego skarga - ma obowiązek sprawdzić, wysłuchać obwinionego i wyrobić sobie dopiero wtedy pogląd, a wówczas KTÓRĄŚ ZE STRON UKARAĆ! np. tego kto niesłusznie oskarżał. A jeśli się okaże, ze to ważny związkowiec zawinił? To ukarze niewinnego. Tak musi bo tak mu się opłaca. Więc Regulamin tylko by mu przeszkadzał! Jeśli Pani nasza nie była obiektywna od początku - tylko "łagodziła" w ten sposób, że i jednemu i drugiemu przyznała rację PO CICHU - to konflikt dalej się tlił, trwał; to się nazywa "podmiatanie pod dywan" - to było już tu opisane i nikt nie zaprzeczał! Więc nie pisz :"chciała ale nie pozwolili jej" bo sama sobie zaprzeczasz. Wszyscy wiedzą, że pierwsze co zrobił Przewodni natychmiast po wybraniu go - i uzyskaniu w ten sposób statusu "ochronnego" - to pobiegł do Pani Dyrektor z donosem na kolegę z garderoby...ale z innego związku... Jaki Pan taki kram...Sama pisałaś, że trzeba zacząć "od głowy"... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: googler Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.szczecin.mm.pl 04.03.09, 00:18 tak. trudno sie z tym nie zgodzic. to dyrekcja ponosi odpowiedzialnosc za "droge", ktora podaza filharmonia. My mam jedynie prawo doradzania i ewentualnie opiniowania, jednak, mimo wszystko, bez mocy prawnej, chyba, ze w kwestii obrony praw pracowniczych (zgodnie z kodeksem i innymi takimi, na ktorych sie malo znam, niestety, bo czasem przydaloby sie)... znamienne jest to co karolek pisze o czlonkach zwiazkow! nie wiedzialam, ze mozna sie zapisac, zeby zostac koncertmistrzem?! Jak na razie mielismy ich az nadmiar, a tu nastepni sie zapowiadaja? zreszta, jak tak dalej pojdzie, jak teraz postepuje, to bedziemy mieli samych dyrektorow, przywodcow, kierownikow i prowadzacych, tylko nikomu nie bedze sie chcialo wziac odpowiedzialnosci za przyszlosc... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szaramysz Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: 83.168.70.* 04.03.09, 15:25 Przepraszam.Być może zle się wyraziłam, bo wcale nie miałam na myśli tego ze to jakieś osobiste Twoje sprawy mają wpłym na Twoje zdanie o pani dyrektor. Masz sporo racji, ale ja jednak jestem przekonana ze Ona nie mogła zrobić wszystkiego tak jak Ty to piszesz, chociaż część mogła. Niestety władze jakie są każdy wie, więc nawet jak się starała, to predko jej to wyperswadowali. Kto odda władzę i pieniadze bo tak jest uczciwie? to nie na tym swiecie. Jak jest w innych instytucjach, nie tylko kultury? Czy tam dba się o pracownika i instytucje? Zarządy i dyrekcje uczciwie rozdzielaja zarobione pieniądze i dbają o zakłady? Przecież gdyby pani dyrektor tak zaczęła działać jak mówisz to zaraz by przestała byc dyrektorem. To jest to wybierania tzw mniejszego zła- nie znoszę tego określenia. Np dyrektorzy artystyczni mają taki układ, że jeden drugiego popiera i chroni. Jak pan Rychert przyszedł do Szczecina to był dyrektorem na całym etacie w TRZECH filharmoniach i miał za to cale pensje z premią. Oczywiście normy zero, więc za każdy koncert ustalona stawka. No i wyjazdy zagraniczne. Jak jechał do innego miasta to tutaj cała pensja szła. Natomiast zwyczajny muzyk jak chce zagrać koncert wyjazdowy to tutaj musi wziąć urlop bezpłatny. Czy to jest normalne, czy jakiś dyrektor odda te przywileje bo są nieuczciwe? Jesteś idealistą i dlatego trochę się o ciebie boję . Nie jest nam potrzebny jakiś muzyczny znikający kapelan solidarności. To nie ja wymysliłam że polityka jest brudna. Tak dla uczciwości - pisząc o tej zdegradowanej koleżance nie miałam na mysli pana Oryla, to pan Rychert słyszał te głosy i nie dał koleżance szansy poznania zarzutów, a jaki sens ma degradacja skoro ktos nie rozumie dlaczego i nie może sie w zwiazku z tym poprawić? Wiesz, jak ja juz pracuję ponad pietnaście lat to trochę się nauczyłam, że nie trzeba zbyt wiele wymagać tylko robić swoje. Bo jednak w ludziach tli sie jakaś iskierka, a wiem to słysząc " jak poprzedni estradowy ustawił to było dobrze cały tydzień, a teraz nie wiadomo co do czego ...." Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szaramysz Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: 83.168.70.* 04.03.09, 15:35 Googler przepraszam, zle mi sie podpięło, tamto było do karolka oczywiście :-)A jeśli chodzi o związki to nic nie moga, nawet w sprawach pracowniczych, wystarczy przypomnieć sprawę estradowego- sam szef solidarności filharmonicznej osobiście i bez wiedzy zarządu napisał opinię, złą oczywiście, na zamówienie dyrekcji. Okropność. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.libra.ar.szczecin.pl 04.03.09, 18:48 Ach tak. Już rozumiem, dzięki "szarejmyszy" (dobrze że nie jesteś biała...) Tu po prostu wystąpił typowy efekt mimowolnego PRZERYSOWANIA. Chodzi o ten sam efekt jaki mamy w prasie codziennej lub dzienniku telewizyjnym: podaje się tzw. news'y - czyli głównie informacje o: katastrofach, pożarach, morderstwach, gwałtach, wojnach i bliskim końcu świata - bo to się nadaje na pierwsze strony. I to wszystko zapewne prawdą jest - ale prawdą wybraną z całej rozmaitości życia. Gdyby to uważać za prawdziwy obraz życia - to by znaczyło, że ...nie da się życ! Ale to są tylko news'y. Jeśli o to chodziło "szarejmyszy" - to oczywiście ma pełną rację: Pani Dyrektor ma wielkie zasługi, zapewne w długim "dyrektorowaniu" dobrze rozwiązała wiele problemów z władzami, pieniędzmi, "dyktaturą proletariatu" itp. Z pewnością. Nikt też nie twierdzi, że miała złą wolę nawet w tym "zagłaskiwaniu orkiestry na śmierć". Jeśli skutki są złe - wcale nie znaczy, że zostały zaplanowane. Ale jeśli są złe - trzeba przyznać, że są złe a tego brakuje. Chodziło jednak o to, aby znależć przyczyny, więc jedynie w tym celu trafnie rozpoznać to co złe. "Natychmiastowy" a po nim - ja - piszę jedynie o tym co uważam za złe, podobnie jak i dziennikarze o tragediach i wypadkach - bo uważam, że to co złe wymaga wyjaśnienia i zmiany a nie to co dobre, więc o dobrych sprawach nie warto pisać - stąd powstało mimowolne przerysowanie tych złych aspektów w relacji do "całości". Tu oczywiście "szaramysz" ma rację jeśli tak: nie wszystko było złe, nie wiemy tak do końca co było realne a co nie. Kilka dni temu była rozmowa z p. Dyrektor w R.Sz. o historii Filharmonii - to oczywiście nasza niezastąpiona Pani Halinka zrobiła - i tam także i prof. Szczęsny kilka bardzo ciekawych informacji podawał...nie wiedziałem na przykład, że początkowo to faktycznie była jedynie aula Rady Narodowej i tylko na czas koncertu rozstawiano luzem krzesła dla słuchaczy a po koncercie - sprzątano...i "władzy ludowej" wcale to nie przeszkadzało, nie widziała tu potrzeby żadnych zmian, bardzo trudno było przekonać, że trzeba zrobić salę tylko do koncertów...to rzeczywiście rzuca inne światło na stosunek "władz" do Filharmonii. Oczywiście nie wycofuję się z niczego co napisałem, ale przyznaję, że nastąpiło mimowolne "przerysowanie" - w tym znaczeniu, co powyżej i teraz jak to już rozumiemy - mogę nawet przeprosić. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.libra.ar.szczecin.pl 05.03.09, 14:46 Władzy a szczególnie "ludowej" bardzo daleko było do zrozumienia rzeczywistych potrzeb instytucji oraz ludzi kultury, było ta całkowicie jej obce, bo albo wywodziła się z "proletariatu" i awansu społecznego opartego na opinii partyjnej, albo ze świata polityki - czyli jeszcze gorzej... A jak jest dziś? Jak daleko jest do świata tultury politykom i działaczom współczesnym; już nie wspominam o Samoobronie Leppera, ale o "liberałach" od tej "niewidzialnej ręki" ...? Ciekaw jestem: czy Pani Dyrektor Agata Stankiewicz będzie się po prostu jedynie ograniczała do ... realizacji zaleceń l e k a r s k i c h, czy też ma jakiś własny plan i jakieś własne rozeznanie - połączone z charakterem i samodzielnością? Obawiam się, że od tego zależy "być albo nie być" Filharmonii w sensownym jej kształcie. Jak trzeba - Pani Dyrektor - to ja - co do Filharmonii - chętnie pomogę... :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: faqt Ale bzdury koles popisales... IP: *.dip.t-dialin.net 05.03.09, 15:26 Muzycy to nie "gornicy" specjalisto od pisania bredni i takie porownanie aczkolwiek pozornie blyskotliwe jest totalnie chybione. Muzyka TRWA w czasie, dlatego "muzycy-gornicy" to i gornicy i kopalnia i wiekszosc sprzetu w jednym. Wiem skad ci to porownanie przyszlo do glowy, ale teraz wyciagnij paluszek i prosze umyc rece. Muzycy maja calkowite prawo do glosu - ONI PRZEDE WSZYSTKIM. Tylko to jest gwarancja profesjonalnego poziomu. Jezeli tak nie jest to znaczy ze system jest bardzo chory. Po drugie - kiedy i gdzie widziales ogloszenie otwartego konkursu na pozycje tego swietlanego i obciazonego az taka kolosalna odpowiedzialnoscia supermana-Dyrektora-Artystycznego ? Juz podpowiem - nigdzie, poniewaz takie pozycje sa w Polsce (inaczej niz w Afryce i Chinach) stricte z politycznego rozdania. Kto je "wygrywa" ? Sam sobie odpowiedz - ten kto juz sobie wczesniej wybudowal dom. Zanim zaczniesz paszcze wycierac orkiestra zrozum ze ci ludzie sami powinni o tym decydowac z kim graja i w ich najlepszym interesie jest to robic dobrze. Nie "uzurpuja sobie" tylko maja psi obowiazek - rowniez w obronie interesow melomanow i kultury danego miasta. Muzykow "tutti" jest w orkiestrze 80% - oni nie sa gorsza rasa, wiele osob gra tutti, poniewaz akurat nie bylo otwarcia na "solo" - co nie znaczy ze sa w czymkolwiek gorsi. Bez muzykow tutti o ktorych piszesz z takim lekcewazeniem bedziesz mial kwartet smyczkowy. Po trzecie - wytknij nos z grajdola w ktorym siedzisz i zobacz co sie dzieje na swiecie - coraz wiecej orkiestr wywala tzw. "szefow" razem z ich ukladami i spolkami i same prowadzi swoj managamenent. Przyklad ? London Symphony. Kiepsko graja ? Czasy gdy jakis cienias siedzial sobie dziesiatki lat jako dyr. Filharmonii w Polsce z nadludzka wladza w kieszeni dobiegaja konca, w Polsce z wielkim opoznieniem, ale tez. Z tego nalezy sie tylko cieszyc. Po czwarte - wyrazanie opini to demokracja i sluzy informowaniu spoleczenstwa. Rzetelna i szczera informacja to podstawa, nawet jezeli to bolesna informacja. "Opinia nie jest skandaliczna przez to ze zostala wygloszona dziennikarzowi" stukniety filozofie. To przyklad odwagi ! Myslisz te ten czlowiek nie wie ze ryzykuje swoja praca i pozycja zeby cos zmienic na lepsze ? To jest ten skandal dla ciebie ??? Zycze choc odrobine takiej odwagi. A na koniec mala opowiastka - prawdziwa. Dyrektor muzyczny pieni sie na orkiestre (jedna z najlepszych w Europie..), ubliza muzykom, wkurza sie o byle co, traktuje ludzi jak smiecie, itd. W pewnym momencie daje Auftakt - a tu cisza...nikt nie zagral ani jednej nuty. Powtarza numer skad zaczynamy, Auftakt,...a tu cisza.... Dyrektor robi sie purpurowy na twarzy. Koncertmistrz wstaje i mowi - Maestro, tak pan brzmi bez nas, chcialby pan kontynuowac z nami prace, czy.. ? Reszta proby przebiegala wyjatkowo milo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewcia Re: Ale bzdury koles popisales... IP: *.chello.pl 05.03.09, 16:09 Przykład odwagi - wygłaszanie opinii w imieniu całego zespołu nie mając na to upoważnienia :-D I po co ty klarnet, o przepraszam fagot ubliżasz karolkowi? - możesz się z nim nie zgadzać, nawet jeżeli przesadza to może wreszcie kogoś wkurzy i poruszy. A jeśli chodzi o tą opowiastkę to nie u nas, u nas na pewno by byli tacy którzy zagrają, niestety, chociaż w Regulaminie Zakładowym mamy napisane dosłownie " wszyscy pracownicy są zobowiązani do zachowania ciszy w czasie prób i koncertów" :-/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: faqt Re: Ale bzdury koles popisales... IP: *.dip.t-dialin.net 05.03.09, 16:22 klarnet? fagot ? hmm ? halo? nie ublizam karolkowi, komentuje "natychmiastowego". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewcia Re: Ale bzdury koles popisales... IP: *.chello.pl 05.03.09, 16:36 ja też z natychmiastowym (zablokowanym)-karolkiem nie zgadzam się w paru kwestiach, wiele mnie razi chociaż gość prawdę pisze (jak to napisał googler-90%), skoro można do prasy podawać wiadomości w imieniu orkiestry to chyba można pisać co się wie o "kuchni" ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: faqt Re: Ale bzdury koles popisales... IP: *.dip.t-dialin.net 05.03.09, 17:04 Pewnie ze mozna..nawet trzeba. To co sie dzieje w Polsce to poczatek drogi ktora inne zespoly - tez z bolami - przechodzily np. na Zachodzie dziesiatki lat temu. Bialystok, Lodz, itd. To trudne, szczegolnie w czasach gdy niby jest kryzys..kazda negatywna opinia na temat orkiestry jest niebezpieczna. Problem w tym ze sa pewne mechanizmy ktorymi mozna zblizyc orkiestre do ludzi, to kwestia programowania, organizacji, zbierania poparcia, itd. Jestesmy w tej kwestii w powijakach - wejdz na strone jakiejkolwiek duzej orkiestry w USA. To jest ten "bufor bezpieczenstwa" ktory niweluje nieporozumienia, to sa ludzie ktorzy sa blisko orkiestry, wielu z nich bardzo wplywowych, osoby publiczne ktore popieraja zespol i wystepuja w jego obronie. U nas tego nie ma, nie znam ani jednego szefa orkiestry ktory sie w to zaangazowal - w USA to jest wazniejsze od dyrygowania...(niemal niestety..). Dlatego szlag mnie trafia jak jakis patafian-meloman uwaza ze "nie powinno sie wypowiadac", ze to wszystko mozna ustawic, skanalizowac i kontrolowac - jak za starych, dobrych czasow. Moze to mala wolnosc i moze to niewiele, ale z tego ma szanse wyrosnac dojrzala dzialalnosc administracyjna, wplywowa Rada Orkiestry, zaangazowanie samych muzykow w dzialalnosc zespolu. I o to chodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewcia Re: Ale bzdury koles popisales... IP: *.chello.pl 05.03.09, 19:10 szczecin to nie USA, nam daleko do takiej kultury-bycia,współpracy, organizacji, poziomu życia, nawet ubioru,więc chyba " na początku musi być wielki wybuch"? Nie wiem czy to dobre porównanie. Owszem, karolek przegina, specjalnie, właśnie ostatnio to tłumaczył, ale on ma rację- u nas za dużo muzycy dyskutują, Rada dba o solistów a muzyków tutti nie ma w radzie i nie mogą się bronić. Od działalności administracyjnej jest administracja, a nie muzycy. Od zarządzania jest dyrektor. U nas Rada Artystyczna decyduje ile kto zarabia, zamiast tylko o artystycznych sprawach. Atmosfera koleżeńska jest taka jak pisze karolek- niedobra. Chcesz oszukiwać ludzi melomanów że jest fajnie? ludzie są inteligentni i słyszą w naszych koncertach że nie jest ok. Karolek przerysowuje ale nie kłamie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: googler Re: Ale bzdury koles popisales... IP: *.szczecin.mm.pl 06.03.09, 00:11 sorry, ale z tego, co se orientuje, to nie rada artystyczna, ale dyrektor naczelny decyduje o wysokosci podwyzek. moze w prozumieniu z artystycznym ale chyba nie rada? na pewno jest tak, ze kazdy z rady swoje na niej zalatwia, bo to normalne, ze najpierw mysli sie o wlasnej d... a potem o innych, ale mimo wszystko nie raz kiedy zglaszalem problem kolegom z rady (zwlaszcza jednemu perkusiscie), bylo to (podobno) naradzie zalatwiane, w kazdym razie odczulem to ze ktos o tym rozmawial. faktem jest, ze w naszej filharmonii rada ma raczej zadanie paskudne - wentyla bezpieczenstwa dla dyrekcji. on sobie pogada, przypodoba sie komu trzeba, a ci z rady pogadaja i tez dostana swoje. kazdy jest zadowolony, a mierne zarzadzanie kwitnie. i tezfakt, ze, dopoki nie znajdziemy w orkiestrze wspolnego jezyka, nie zaczniemy dzialac jak jeden zespol (teamwork - usa?), nie bedzie lepiej. ale tu juz wracamy do poczatku dyskusji po raz kolejny... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szaramysz Re: Ale bzdury koles popisales... IP: 83.168.70.* 06.03.09, 14:30 No własnie , zaczynamy kręcić się w kółko. A z tego co ja się orientuję to naczelny mówi ile ma kasy na podwyżki i prosi żeby artystyczny podzielił, a on z kolei woła radę..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: googler Re: Ale bzdury koles popisales... IP: *.szczecin.mm.pl 07.03.09, 01:39 rada i tak nic nie powie ponad to w czym ma interes. A podwyzki to tylko wyrownanie inflacji i ewentualnych spadkow wartosci zlotowki...przeciez 200 zlotych brutto np to jakies 130 na reke, ludzie...to jalmuzna nie pieniadze... szkoda gadac, nudne to juz jest Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 08.03.09, 12:10 W zasadzie nie chciało mi się reagować na to "coś" - co tu napisał "faqt" - jest to zresztą jak widać dość jednoznacznie ocenione choćby samą już skromnością zainteresowania tą wypowiedzią w porównaniu do dotychczasowych łącznie ponad 260 ważnych i ciekawych postów w sprawie Filharmonii - materiału do przemyśleń dla władz miejskich. Ta jedna wypowiedź jest nie tylko niekulturalna (wręcz po prostu obrzydliwa) ale głównie w naszych warunkach po prostu... futurystyczna. Nie wspominam wiec o jakichś paskudnych uwagach personalnych świadczących o "zamiłowaniach" które by normalnemu kulturalnemu człowiekowi nawet nie przyszły do głowy. Już sam nawet nick autora (faqt - czytaj fak-ju-ti), wyjaśnia sens i treść jego osobistej wypowiedzi. Ale cóż zrobić... Mniejsza z tym. To świetny popis i przykład zachowania muzyka - elity kulturalnej ...tak bardzo nam "drogiej" (mam na myśli pozycję w budżecie miasta - o czym za chwilę) - orkiestry. Co do treści wypowiedzi - jednak odniosę się do niej w paru zdaniach; - zastanowiło mnie mimo wszystko - bo to ciekawostka przyrodnicza; - czy to jakiś "jajogłowy" się naćpał, czy odwrotnie; jakiś naćpany się naczytał w internecie o "amerykańskich nowoczesnych orkiestrach symfonicznych"...i nie wiem, i to i tamto nie jest wykluczone. Sami Państwo widzicie - tu zwracam się jak zwykle do Radnych i Zarządu Miasta oraz Pani Dyrektor Odnośnego Wydziału - z jakim problemem mamy do czynienia. Biedny człowiek. bez użycia silnych środków psychotropowych czegoś takiego nikt by nie napisał... Wygląda na to, że - jeśli nie poświęcicie sprawie funkcjonowania instytucji kultury należytej uwagi, nie przestaniecie - i to natychmiast - lekceważyć tak jak dotychczas bałaganu, samowoli i niekompetencji tam panującej, to ...jak pisze "faqt" po prostu stracicie pracę, nastąpi rewolucyjne obalenie Dyrektora Wydziału Kultury i Dyrektorów Filharmonii. Trzeba zrzucić z siebie to jarzmo wyzysku i obalić władzę dyrektora, który tak strasznie pogardza sławnymi i świetnymi muzykami, co więcej: czepia się każdego fałszu, każe artystom grać tak - jak on sam to uważa za słuszne - nie pyta działaczy Zbynia, Pawełka czy Robercika; gnębi drań wielkiego i swobodnego ducha wolności artystycznej, czepia się takich głupot i drobnostek jak rytm, trzymanie tzw. pionów (co muzykom zawsze nawet w godzinach pracy trudno przychodziło, wszak napisał ktoś: można grać na trzeźwo, ale po co ryzykować?; co jak co, ale OBALAĆ to niektórzy nawykli), co dopiero mówić o "pionach" dźwiękowych; a nawet intonacji się czepia tyran, despota czyli tak zwanej czystości gry. Dosyć już waszej - Radni i Dyrektorzy - nadludzkiej władzy! Muzycy ruszą z posad bryłę i was obalą, ponieważ: - (cyt): "czasy gdy jakiś cienias siedział sobie dziesiątki lat jako dyr. Filharmonii w Polsce - z nadludzką władzą w kieszeni - dobiegają końca, w Polsce z wielkim opóźnieniem, ale też." (koniec cyt.) Z jaką nadludzką władzą? Np. kto taką ma? A kto tego "cieniasa" tam powołał i tolerował przez "dziesiątki lat" ? Dlaczego ten tak "odważny" muzyk nie przeciwstawił się "cieniasowi" tylko jego zastępcy - niezwykle doświadczonemu artyście z wielkim dorobkiem ? - (cyt.) "coraz więcej orkiestr wywala tzw. "szefów" razem z ich układami i spółkami i same prowadzi swój managamenent. (koniec cyt.) Zamieniają "układy i spółki" swoich szefów na własne - przewodniczącego i kolesiów ? Widać więc, że tu powstał jakiś orkiestrowy LEŃ-IN, zamierzający robić rewolucje. Ale my doskonale wiemy, że tamten Lenin robił rewolucję tylko po to, aby on sam i jego paru kolesiów mogli dorwać się do władzy. "Faqt" szermuje hasłem "orkiestra": orkiestra zrobi, orkiestra wywali...ale my wiemy, że "orkiestra" - to stu czy nawet czasem stu kilkudziesięciu indywidualistów, skłóconych, zawzięcie rywalizujących ze sobą o wszystko, łączących się jedynie w niewielkie kółka towarzyskie. Orkiestra to z natury pojęcie abstrakcyjne. Widocznie - idąc za przykładem Ludwika XV - uważa, że "Orkiestra - to Ja", Wasz Przewodniczący. No przecież ktoś musi rządzić a dyrektora żeśmy obalili...więc "tera k. MY!"... Ale ja się nie dziwię. To zawsze tak się kończy, kiedy BRAK GOSPODARZA. Pytałem - już dwukrotnie - jaka jest rola i zadania Dyrektora Artystycznego i czym on się różni od gościnnych dyrygentów, dając tym pretekst do wymiany opinii, wyjaśnienia nakierowanego na oświecenie decydentów ... ale nikt nie podjął tego tematu, za to takie "wojenne pogróżki"...? Omijanie tego tematu jest bardzo znaczące...cóż, będę musiał sam to wyjaśnić zarządowi miasta. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 08.03.09, 12:16 Dalej pisze "faqt": (cyt)"Muzycy to nie "górnicy" specjalisto od pisania bredni i takie porównanie aczkolwiek pozornie błyskotliwe jest totalnie chybione. Muzyka TRWA w czasie, dlatego "muzycy-górnicy" to i górnicy i kopalnia i większość sprzętu w jednym. Muzycy maja całkowite prawo do głosu - ONI PRZEDE WSZYSTKIM. Tylko to jest gwarancja profesjonalnego poziomu. Jeżeli tak nie jest to znaczy ze system jest bardzo chory" (koniec cyt.) Łącznie z dywagacjami na temat "Amerykańskich Orkiestr" czy London Symphony - to futurystyka o tyle, że tu u nas, na naszym poziomie rozwoju - na razie jeszcze panują inne zasady. Faqt nam śpiewa znaną piosenkę: "tu na razie jest ściernisko, ale bedzie San Francisko...". Bedzie...kiedyś bedzie, ale na razie ...jest ściernisko. Nie da się od razu od ścierniska przejść do „San Franciska” - Panie Fakju-t. Na razie w Polsce jest jeszcze tak, że ktoś, kto ma pieniądze albo jak w tym przypadku - prawo dysponowania pieniędzmi publicznymi - zakłada i organizuje firmy i ma prawo całkowicie władać nimi i decydować o wszystkich sprawach ich dotyczących. W Polsce w imieniu "ludzi" działa demokratycznie powołana władza, np. w imieniu i interesie mieszkańców Szczecina działa Zarząd Miasta - jako władza wykonawcza i Rada Miasta - jako władza decydująca - podległa jedynie ustawom. Ten kto założył firmę i płaci - ten decyduje, zarządza i organizuje, a nie "robotnicy" których wynajął do pracy. Czas darować sobie rewolucyjne hasełka - Panie Leń-in. Cale społeczeństwo - poprzez budżet centralny, oraz mieszkańcy Szczecina dodatkowo jeszcze - poprzez podatki, opłaty lokalne i wykupowanie biletów wstępu - finansują istnienie Filharmonii Szczecińskiej i pensje jej pracowników - łącznie tymczasowo ok. 3,4 miliona złotych rocznie na same tylko płace, a wszyscy wiemy - że prawidłowo powinno być dwa razy więcej. Właśnie to że piszemy tu o funduszach publicznych - powoduje, że nie może być mowy o "samodzielnym decydowaniu co grać i z kim" jak by chciał Faqut. Przypomina mi się tu niedawny happenning zorganizowany przez Piotra Muszyńskiego pod hasłem "Cały Szczecin karmi Ptaka". Oczywiście chodziło o tego Ptaka związanego z "Pogonią" i jego stosunek do publicznych pieniędzy. Dziś Faqt mówi: dawajcie nam - "orkiestrze" - kochani durni szczecinianie - ciężkie pieniądze, miliony waszych społecznych pieniędzy - utrzymujcie nas i karmcie a my - "orkiestra" - już sami wam "zrobimy dobrze", będziemy się samo- rządzić i będziemy nawet bronić Waszych interesów - melomani kochani..." Tu już sporo tupetu wykazał Fakju-t. Ale to bzdura - kompletna bzdura - na dziś: tym kto zarządza publicznymi pieniędzmi - jest zarząd miasta, to on wynajmuje do pracy muzyków w orkiestrze - upoważniony przez mieszkańców wynikiem wyborów Prezydenta Miasta, on im płaci za pracę, on tą pracą zarządza i on decyduje - przy współudziale opiniodawczym reprezentacji orkiestry - z kim i co ma ta orkiestra grać. Muzycy - pracownicy wynajęci na koszt miasta do pracy artystycznej w orkiestrze miejskiej - podlegają dyscyplinie pracy i mają artystycznie zrealizować wizję utworów realizowaną przez Dyrygenta, podlegają jego poleceniom i jego ocenie. Jak będzie potrzeba - będzie nowy happening "Cały Szczecin karmi Orkiestrę"... Absolutnie niedopuszczalne jest na tym etapie jakieś "samo-rządzenie się" publicznymi pieniędzmi" i nawoływanie do tego szkodzi Miastu i Orkiestrze , a nie pisanie prawdy. Przypadki - gdy orkiestra sama przejmuje funkcje managera i po części zarządu - dotyczą zupełnie innych uwarunkowań, innego poziomu cywilizacyjnego społeczeństw dłużej w spokoju i samodzielności się rozwijających; dotyczą przypadków, gdy orkiestra jest finansowana przez prywatne konsorcja, z dużym udziałem kapitałów prywatnych, sponsoringu, wsparciem znanych osób - i nie może to mieć wiele wspólnego z pieniędzmi publicznymi. W Polsce gdzie Instytucje są finansowane w całości z funduszy publicznych - nie jest to możliwe prawnie - dlatego to futuryzm. Dlatego – pod tym względem – muzycy niczym się nie różnią od górników. Pod tym względem muzycy są tak samo pracownikami najemnymi i tak samo muszą się podporządkować dyscyplinie pracy, tak samo obowiązuje ich „warsztat zawodowy nabyty w szkole państwowej na koszt społeczeństwa” oraz tak samo nie decydują sami w którą stronę oraz na jakiej głębokości budować chodniki. Na tym się po prostu nie muszą znać i nie znają, nie znając się na tak wielu rzeczach... realizują po prostu wytyczne zarządy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 08.03.09, 12:31 Jest tu jeszcze i inna bzdura: były już eksperymenty ale mimo kompetencji - prof. Religa jako lekarz nie naprawił służby zdrowia właśnie dlatego że był lekarzem. Powierzenie naprawy Straży Miejskiej – Komendantowi tejże Straży spowoduje, że nie zostanie ona naprawiona; straż miejska ustalając sama swoje obowiązki a nawet program naprawczy - nie robi zupełnie nic, a z pewności nie to do czego została powołana, musi to zrobić ktoś "z zewnątrz" i tylko wówczas może to się udać. Nawet mądrzy lekarze - nie leczą się sami, tylko proszą kolegow. I tak dalej... To fakty oczywiste, powszechnie znane. Ale niestety nie minęła moda na z góry nieudane eksperymenty: ta „orkiestra” sama się nie zreformuje, nie naprawi i nie będzie się „zarządzać” - to nie jest możliwe...Proponować to może tylko największy wróg orkiestry, zwolennik jej likwidacji i przejęcia jej budżetu. Wyraźnie jednak rysuje się tutaj już rzeczywisty charakter tego "rewolucyjnego" pomysłu... Dla nas niedoścignionym wzorem są na razie jeszcze orkiestry niemieckie, z ich profesjonalnym podejściem do zawodu, dyscypliną, poważnym traktowaniem pracy, obowiązków i ograniczeń stąd wynikających, naturalnym umiłowaniem pięknego dźwięku instrumentu... Na razie spróbuj Faqt dorównać muzykom z Neubrandenburga, co będzie bardzo trudne, potem - o ile Ci się uda dorównać - pogadamy o poziomie krajowym a dalej - Londynie czy USA. (Oczywiście - Ty jesteś przekonany, że jesteś lepszy, jesteś geniuszem i wspaniałym solistą, co ci tam jakiś Neubrandenburg...) Jednym z przypadków, gdy szef orkiestry zostaje wyłoniony drogą wygrania międzynarodowego konkursu - jest właśnie choćby pobliski Neubrandenburg (Malzew), dlatego o tym miejscu wspomniałem. Wiec jest to możliwe i daje dobre efekty - oczywiście w środowisku normalnych muzyków zawodowców a nie "rewolucjonistów". W Szczecinie ani Pani JIS, ani tym bardziej Pan O. - nie byli i nie są "z politycznego rozdania" - to bzdura. Akurat oni oboje "wybudowali sobie domy" dopiero po zajęciu stanowiska dyrektorskiego i wręcz - dzięki temu, a nie przed - jak pisze Faqt. Nigdy nie pisałem z lekceważeniem o muzykach tutti. Wręcz przeciwnie - broniłem ich. Pisałem, że szkoły produkują samych solistów, wirtuozów o wybujałym indywidualizmie i nadętym jak balon Montgolfierów - "ego" ,z powodu chorobliwej konkurencji wprowadzanej w szkołach. Prawdziwy muzyk tutti rozumie swoją rolę w orkiestrze i po pierwsze "słucha całości" szczególnie swojej grupy (smyczki) i w tę całość się wtapia - a nie słucha tylko i wyłącznie siebie a jak mu inni przeszkadzają - to gra trochę głośniej, trochę szybciej albo choć ciut wcześniej niż koledzy - jak to jest u nas; po drugie - z definicji - słucha i dokładnie realizuje wytyczne Dyrygenta - bo bez tego nie można być "tutti". Ale jak pisze Faqt - u nas każdy jest solistą a gra tutti tylko dlatego, że akurat "nie było otwarcia na "solo". Więc to Faqt nie rozumie istoty gry w orkiestrze i wartościuje muzyków tutti negatywnie - nie ja. Po prostu wystarczy poczytać wześniejsze posty ze zrozumieniem. Współczesne programowe odtwarzacze plików dźwiękowych - choćby rosyjski darmowy AIMP-2 - pozwalają bardzo "spowolnić" muzykę bez zmiany tonacji i miejsca na skali. Przy takim niewielkim nawet zwolnieniu - słychać jak grają nasi smyczkowcy...i płakać się chce czasami... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 08.03.09, 12:44 Pisałem i nadal tak uważam, że negatywna opinia o Dyrektorze Artystycznym - sprokurowana przez muzyka tutti Pana Baturo jest uprawniona - jako wyraz prawa do wygłaszania własnych lub związkowych opinii, ale jest skandaliczna dlatego, że została wypowiedziana publicznie, zupełnie niepotrzebnie upubliczniona. Po co. Dyrektor Artystyczny pracuje i wypełnia swoje obowiązki do sierpnia, więc po co podawać do publicznej wiadomości w styczniu, że przestał być Dyrektorem - z inicjatywy Związku Zawodowego. Skandaliczne jest to, że Dyrektor Naczelny bez skonsultowania się z Zarządem Miasta natychmiast "rzucił się" do poszukiwania innego Dyrektora i w ciągu 2 - 3 tygodni obiecał Podać nazwisko Nowego Dyrektora - podczas gdy dotychczasowy jeszcze pracuje przez wiele miesięcy i wcale nie kwestionował tej decyzji. Upublicznianie tej sprawy było zupełnie zbędne, niczemu nie służyło, nie mialo żadnego znaczenia praktycznego dla melomanów, cała niniejsza dyskusja od tego się rozpoczęła. Dla publiczności nie ma to żadnego znaczenia - i tak jest ona skazana na decyzję zarządu i o zmianie Dyrektora powinna dowiedzieć się dopiero przed pierwszym koncertem Nowego Dyrektora - a więc na inauguracji sezonu 2009/10. Tak by było kulturalnie, elegancko - jeśli te określenia coś mówią "Faqut-owi" To nie jest żadne bohaterstwo Przewodniczącego - tylko zupełnie niepotrzebna złośliwość i chęć publicznego upokorzenia Pana Zygmunta Rycherta. Przewodniczący niczym nie ryzykuje bo zgodnie z ustawą o związkach zawodowych jest "nietykalny" - więc nie wykazał się żadną odwagą - tylko prymitywną podłością, małostkowością, chęcią podbudowania swojego "ja", udowodnienia kolegom jaki to jest ważny, być może miał być to także jakiś sygnał adresowany do innych Filharmonii. Skoro "miał być" - to i jest, a że "troszkę inny"... Nie jestem "zwolennikiem" Pana Rycherta i nie mam żadnych kompetencji występować po którejś ze stron, bronię tu jedynie kultury, prawa do godności, szacunku należnego człowiekowi z wielkimi osiągnięciami. Co do przywołanej tu - a starej jak świat - dykteryjki dla laików, którą słyszałem już setki razy: To przykład, jak się podnoszą na duchu niektórzy muzycy, tak cierpiący z powodu niedowartościowania... Dyrygent nie ma prawa być niegrzeczny, wulgarny, niekulturalny, agresywny - temu się trzeba i można kategorycznie przeciwstawić. Zresztą konieczność taka występuje niezwykle rzadko. Podawanie instrukcji jak i co ma zostać zagrane, uwag odnośnie braków technicznych - nie jest zlośliwością tylko obowiązkiem dyrygenta. Muzycy nie mają prawa "nie wejść" na sygnał Dyrygenta, sabotowania jego poleceń - bo to jest złamaniem dyscypliny pracy i wystąpieniem przeciwko podstawowym zasadom zawodowym. Muzycy mają pełna swobodę kształtowania swojej osobistej kariery artystycznej; mogą sami sobie dobierać repertuar, akompaniatorów, wybierać zespoły lub tworzyć własne, realizować własne plany i programy koncertowe, być dla samych siebie lub usługowo - dla swoich znajomych managerami, a nawet komponować własne utwory, dyrygować nimi itp. Tu jest i zawsze była pełna swoboda. Ale w orkiestrze nie ma i nigdy nie było ani nie będzie takiej swobody; czy to był jakiś mecenas Książę, król, cesarz, biskup - który z własnej kiesy finansował orkiestrę ale narzucał co, kiedy i w jaki sposób ma ta orkiestra grać, wymagał stroju dworskiego, dyspozycyjności i kompetencji - czy to mieszkańcy miasta finansujący miejską orkiestrę poprzez wybrany przez siebie Zarząd - to na jedno wychodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 08.03.09, 12:49 "...szczególnie w czasach gdy niby jest kryzys...każda negatywna opinia na temat orkiestry jest niebezpieczna..." - to nawoływanie do koniunkturalizmu, fałszu, zakłamania i picu-fotomontażu: nie ważne jaka jest PRAWDA - ważne żeby nie wygłaszać negatywnych opinii - twierdzi ktoś, kto przed chwilą tak zaciekle bronił prawa do upubliczniania własnych demokratycznych opinii, informowania społeczeństwa poprzez prasę itp. Demokracja jest jedynie dla pozytywnych opinii i jedynie do dyspozycji Przewodniczącego - prawda? Tak uczyła Pani Starsza. I Lenin. Nie ma takiej możliwości, aby "orkiestra" się samo-rządziła za publiczne pieniądze. Najpierw musimy dojść do poziomu orkiestr niemieckich, stanu dyscypliny, świadomości, kultury i zamożności muzyków orkiestr niemieckich, potem można iść dalej ... nawet i do "teamwork". Dziś - z tą słomą w bucikach - głupio by było udawać Amerykanina - Panie "Fak-ju-t"...w tym się specjalizują "artyści zza Buga". Ale tu wyłania się goła prawda i sedno całej sprawy. Oczywiście rewolucjonista zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że w Polsce są zupełnie inne uwarunkowania i nikt takiego "działacza" nie dopuści do publicznych pieniędzy. Po prostu prawo tego zabrania. Na tym więc polega cały pomysł; pozbyć się doświadczonego i kompetentnego Dyrygenta i organizatora, najlepiej nikogo na jego miejsce nie angażując, a pozostawić niekompetentnego i uzależnionego "sztukasa" - pachołka "orkiestry"i wtedy ...samemu przejąć realne zarządzanie - pod hasłami wolności i sztuki, rzekomo "w imieniu Orkiestry" - a tak na prawdę - to wbrew interesowi orkiestry a jedynie dla siebie i swoich paru kolesiów "zacofańców". Fajny plan „wydojenia” mieszkańców tego miasta z pieniędzy. Ale do tego nie dojdzie. Bardzo szanuję naszą Filharmonię i jest mi bardzo potrzebna - ale nawet przy takiej jak dotychczas całkowitej bierności tych co mają sprawować zarząd w imieniu mieszkańców miasta - zrobię wszystko aby nie dopuścić do powodzenia takiego planu. Szkoda tu tylko dużej części tych normalnych, rzetelnych muzyków zawodowców, chcących pracować i odnosić sukcesy wraz z Instytucją...ale cóż: sami sobie winni, dlaczego milczą i dają sobie niszczyć instytucję. Ostatecznie najwyższą władzą stanowiącą każdego związku jest w Polsce Ogólne Zebranie Członków Związku, w każdej chwili - tak jak powołało zarząd związku, tak i może każdej chwili ten zarząd odwołać ...lub zmienić... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: googler Re: W obronie Filharmonii IP: *.szczecin.mm.pl 09.03.09, 00:11 karolku... niestety pointa tego wszystkiego zawiera sie w liczbie osob ktore zagladaja na forum...i pisza cos w tym wlasnie watku...5-10 osob to maksimum...niestety, prawda jest taka, ze, jak mowia szczecinianie, wiekszosc "ch... kladzie" na to co sie wydarzy w naszej filharmonii a kultura wysoka kojarzy sie predzej ze stwierdzeniem: "nie warto, bo trzeba sie wysilic umyslowo i emocjonalnie, zeby zrozumiec i przezyc", niz ze stwierdzeniem: "warto sie ty zajac, pojsc, posluchac, wspierac, bo dzieki temu ja, moi znajomi, Szczecin, region, bedzie postrzegany jako cos wiecej niz region upadlej stoczni, wioska z tramwajami, miasto bez slonca zatopione we mgle i deszczu..." dopoki nie zmienimy mentalnosci i myslenia szczecinian, filharmonia w tym miejscu nie ma sensu. mozemy grac, muzykowac, ale w wiekszosci przypdakow robimy to dla niedobitkow, ktorzy wykupili abonament 45 lat temu i teraz chodza d filharmonii z przyzwyczajenia lub z pasji zycia, bo taka a nie inna droge wybralismy w swoim zyciu - byc artysta muzykiem. Niezaleznie od przewalanek na gorze to muzyka winna byc naszym mottem, mysla przewodnia, czyms co daje nam energie do zycia, chec do dalszej pracy... ale komu ja to pisze. garstce wariatow, ktorym tez zalezy. reszty nie przekonam, bo powiedza, ze jestem swirem... ech... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: W obronie Filharmonii IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.03.09, 23:37 Nie jesteś świrem. Świry to ci, którzy wywalili muzykę z programów szkół, ci, którzy wywalają publiczne pieniądze na żałosne imprezy "muzyczno"-piwne,ci, którzy traktują instytucje kultury jako miejsce bezpieczne dla kolesiów - dyletantów w tej dziedzinie itd... Ty jesteś normalny!!! Odpowiedz Link Zgłoś
cool_turalny Re: W obronie Filharmonii 10.03.09, 04:25 Ja Panu Karolowi mogę pogratulować przenikliwości spojrzenia i "doprecyzować" krytykę pomysłu, żeby to muzycy orkiestry wybierali swojego dyrektora artystycznego. Londyńska Symfoniczna, Filharmonia Wiedeńska, Filharmonia Berlińska i większość orkiestr amerykańskich to rzeczywiście jedne z najlepszych orkiestr na świecie i zespoły gdzie muzycy sami wybierają swoich dyrektorów. Ale (i to jest OGROMNE ALE!) ktoś tu zapomniał, że są to instytucje prywatne-fundacje, a nie organizacje państwowe. Jako instytucje prywatne same odpowiadają za swój majątek i dotacje państwowe nie otrzymują automatycznie z rozdajnika, tylko muszą o nie walczyć z innym orkiestrami. Prawda jest taka, że muszą one ciągle konkurować z Wiener Symphoniker, Berliner Symphoniker czy London Philharmonic o pieniądze publiczne. Muzycy muszą dbać o poziom, bo odpowiadają za niego majątkiem nie tylko orkiestry (której akcje i dywidendy do nich należą), ale także swoim. Jeśli koncerty są słabe, nie przychodzi publiczność, brak nagród płytowych, kontraktów, tournee, to orkiestra wypada z rynku. Były już przypadki, że gdy tego typu orkiestry wpadały w tarapaty finansowe to musiały np. wyprzedawać swoje kolekcje instrumentów - nie dostawały na to pomocy z garnuszka państwowego. Muzycy dostawali po pensjach, bo musieli potem płacić za wypożyczanie instrumentów od prywatnej fundacji, która wcześniej je od orkiestry kupiła. W Filharmonii Szczecińskiej takiej odpowiedzialności nie ma. Tu można ciągle wyciągać rękę po państwowe. Pensje nie zależą od poziomu grania, ale od tego ile da się "wyszarpnąć" z budżetu miasta. A że często przy braku międzynarodowych sukcesów "wyszarpnąć" się nie da, to jest potem tak jak jest - biedne pensje, ale kombinuje się jak by tu wyrwać się z prób i koncertów, urlopy na żądanie, chałtury na boku i stopniowe zmniejszanie ilości koncertów, żeby można było dorabiać po kątach. Niestety przypomina to trochę sytuację jakby urzędnicy z UM sami wybierali radnych i prezydenta miasta. Jak podatnicy mają rozliczyć filharmonię z jakości koncertów, które dostają za swoje ciężko zarobione podatki, jeśli UM zawsze może umyć ręce i powiedzieć, że poziom orkiestry i jej szef artystyczny zależą tylko od widzimisię muzyków? - trochę to postawione jest na głowie. Dlatego z polskimi orkiestrami nigdy nie będzie dobrze, dopóki nie pojawi się jeden z dwóch modeli: orkiestra jest dalej państwowa, ale jest kierowana przez kompetentnego menedżera mianowanego przez kompetentnych i znających się na sztuce polityków; orkiestra jest prywatna, ale wraz z innymi zespołami musi swym poziomem i jakością koncertów walczyć o subwencje państwowe (np. miasto dysponuje pulą pieniędzy na 20 koncertów symfonicznych w sezonie i 10 koncertów edukacyjnych, którą przyznaje temu zespołowi, który zapewni najlepszą jakość, ale i najlepszą cenę). Ten ostatni przypadek byłby napewno najlepszy i dawałby muzykom prawo do wyboru dyrygentów, ale i nakładał na nich obowiązek dbania o jakość orkiestry. Kto jak kto, ale muzycy w FS dawno już nie mogli narzekać na brak wpływu na obsadę stanowiska dyrektora artystycznego - przynajmniej po kolei każdego potrafili "obalić". Wiłkomirski (słynne jego powiedzenie na pożegnanie "ja odchodzę, ale Pani X od tego nie będzie lepiej grała" do dziś ma chyba dość niepokojąco znajomy wydźwięk), Marczyk, Lipke, Salwarowski, teraz Rychert - wszystkich pozbywano się niemal w atmosferze skandalu, nawet jeśli po ich śmierci stawiano im tablice. Tak więc i teraz schemat się powielił - znowu tak naprawdę dyrektor artystyczny został wybrany pod presją muzyków i przyzwoleniem "słabego" naczelnego. A dla tych, którzy zastanawiają się nad mądrością wyboru dokonanego właśnie przez to gremium i nad tym, czy przyczyni się on do rozwoju orkiestry i jej wyjście "na świat" mam krótki quiz: Powiedzmy, że Mikołaj Diadura dostaje zaproszenie dla siebie i orkiestry na prestiżowy festiwal na zachodzie Europy. Wybiera: a. jeden z czołowych zespołów świata, który ma na swoim koncie multum nagród płytowych, prężnie działające związki, jest rozchwytywany na kolejnych tournee, jednym słowem - Filharmonia Szczecińska. b. Narodową Orkiestrę Ukrainy (co z tego, że tańsza, co z tego, że z jednego z największych krajów Europy, co z tego, że bogatymi tradycjami rosyjskiej szkoły kształcenia muzyków) c. Seulską Orkiestrę Symfoniczną (no przecież nikt nie będzie patrzył na to, że przemawiają za nią egzotyka, sukcesy takich muzyków jak Sarah Chang, Myung Wha Chung, Myung-whun Chung i pękate kieszenie koreańskich samochodowo-elektronicznych czeboli - potencjalnych sponsorów). Pytanie pomocnicze: Z jakiego kraju była orkiestra, z którą Pan Rychert ostatnio pojechał na koncerty do Szwajcarii, które najpierw obiecywał szczecińskim muzykom? Ja powiem tylko jedną: mam nadzieję, że rzeczywiście do Berlina pociągi będę coraz częściej i szybciej jeździć. Chyba jednak warto będzie zainwestować w karnet jednej z tamtejszych orkiestr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: googler Re: W obronie Filharmonii IP: *.szczecin.mm.pl 10.03.09, 09:53 cool_turalny, sprostowanie: Z.Rychert pojechal do Szwajcarii z Ukraińską Orkiestrą dlatego, że warunki finansowe jakie nam zaproponowano były rażąco uwłaczające. Poza tym, ze to nasza pasja, to też nasza praca, a nikt o zdrowych zmysłach nie będzie zostawiał rodziny dla tygodnia za granicą za samą dietę...sorry. ale taka jest prawda. bez emocji. byłem przy organizacji wyjazdu to wiem. Odpowiedz Link Zgłoś
cool_turalny Re: W obronie Filharmonii 10.03.09, 12:31 Uwłaczające? Hmmm... ciekawe. Szwajcaria to nie jest biedny kraj. Stać ich na to, żeby wydawać setki tysięcy franków na zapraszanie na festiwale chociażby do Lucerny, Gstaad czy Montreux najlepszych orkiestr świata. Widocznie na więcej FS nie wycenili. Tragedią takich orkiestr jak FS jest to, że muszą operować na poziomie rynku, na którym jest niemal obojętne czy gra filharmonia ze Szczecina czy dęta strażacka z Poronina. To, że zachodni agenci oferują orkiestrze tak niskie gaże nie jest przyczyną jakiegoś problemu, ale jego skutkiem. Skutkiem wieloletniego braku inwestowania w poziom orkiestry i angażowania dyrygentów, którym zwisa jej rozwój. Ktoś kto tego nie widzi żyje w krainie złudzeń. To jest tak jak na rynku wina - albo się produkuje masowo tanie jabole, albo inwestuje czas i wysiłek w produkcję wyrafinowanego burgunda. "Rynek" wie bardzo dobrze co jest co i jedną butelkę wycenia na parę złotych a inną na tysiące złotych. Rozsądek nakazywał wybrać dyrektora, któremu zależałoby na promocji TEJ konkretnej orkiestry - dla którego sukces FS byłby jego osobistym sukcesem. Wybranie kogoś, kto zaangażowany jest już w pracę i promocję innego zespołu, prawdopodobnie lepszego (w końcu jednej z największych orkiestr w największym kraju Europy), ale i tańszego jest małą gwarancją, że zaangażuje się w rozwój FS. Spójrzmy prawdzie w oczy - przy upadającej ukraińskiej ekonomii będzie tu przyjeżdżał tylko dla pieniędzy. Mylę się? Naprawdę?? Hmmm... No to zobaczmy czy dla FS Diadura zrezygnuje teraz ze swoich stanowisk na Ukrainie. Odpowiedz Link Zgłoś
cool_turalny Re: W obronie Filharmonii 10.03.09, 13:44 A przy okazji z niecierpliwością czekam na jakieś odpowiedzi, które odniosłyby się do reszty mojego postu, a nie tylko jego przedostatniego akapitu. PS Nie śledziłem wiadomości przez ostatnią godzinę - Diadura już ogłosił odejście z Ukraińskiej Narodowej? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 10.03.09, 23:37 Bardzo dziękuję za to doprecyzowanie, oczywiście dokładnie o to mi chodziło, lecz cóż: z pewnością nie mam tak szczegółowych informacji, takiego rozeznania i wiedzy... Ważna jest tu zasada, szczegóły tylko służą jej potwierdzeniu, wyjaśnieniu, to nawet ważniejsze - no bo co komu po nierozumianej i przez to nieakceptowanej zasadzie. Co do obiekcji Googlera - przyznam się szczerze, iż także miałem właśnie taką chwilę zwątpienia, ale nie tyle zwracającą moją uwagę na program Berliner Philharmoniker - jak cool_turalnego, tylko złapałem się na mimowolnej myśli: chyba czas kompletować jakąś dobrą płytotekę na stare lata, póki można dostać jeszcze i stare genialne wykonania - nawet Toscaniniego, i wcale nie gorsze - nowe... Myślę że to po prostu realizm... Ale pominięty troszkę został ten główny - bo najbardziej bliski realiom i przez to najbardziej prawdopodobny scenariusz: orkiestra tymczasowo pozostaje miejska z ew. korektą jej zadań a co za tym idzie - korektą konstrukcji budżetu miasta; zmienia się Dyrektor Naczelny na jakiegoś ogranizatora i managera szykującego szczegółowy plan poprawy przychodów własnych instytucji poprzez pełne wykorzystanie możliwości jakie daje nowy obiekt, budynek Nowej Filharmonii; calkowicie i zarazem ODPOWIEDNIO zmienia się organizacja (i stopniowo - liczebność) administracji i pracowników nieartystycznych tak aby zapewnić wykonanie opracowanego planu... no i stwarzane są możliwości zarówno rozwoju orkiestry (stały dyrygent- trener, asystent Dyrektora Naczelnego - oprócz (czy zamiast?) Dyr. Artystycznego? ... Może znów powie szaramysz że jestem idealistą, marzycielem - ale nie wydaje mi się to tak zupełnie niemożliwe. Niestety nie da się tego zrobic bez przysłowiowych "jaj". Trochę może to niezręcznie brzmi w odniesieniu do faktu, że Dyrektorem Wydz. Kult. jest Pani A.S. - no ale ciekaw jestem co myślicie - szczególnie cool_turalny i Googler na temat: czy Pani Dyrektor daje ekspektatywę rozsądnych ale zdecydowanych działań, zmian - no bo bez tego - nie ma o czym mówić...? Fakt, że w dobie konkurencji o pieniądze budżetowe - mamy do czynienia nie tylko z przyjaciółmi i miłośnikami Żywej Symfoniki ale i z takimi, w których interesie leży niszczenie a nawet zawieszenie, likwidacja Filharmonii Miejskiej - no i przejęcie jej budżetu na swoje potrzeby, potrzeby swojej instytucji... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szaramysz Re: W obronie Filharmonii IP: *.chello.pl 11.03.09, 08:11 :-)no pewnie że powiem - marzyciel :-), ale przecież od tego wszystko się zaczyna, gdyby ludzie nie marzyli, nie widzieli tych "szklanych domów" to by nikt ich nie zbudował. A co do pani dyrektor WK UM - kobiety też mogą mieć "jaj", przecież podobno i Kopernik była kobietą :-D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 01:30 Filharmonia tak naprawdę nie miała żadnej roli sprawczej w tej sprawie. Organizatorem koncertu w Szwajcarii była pianistka - Pani Jacobson (z pochodzenia i charakteru - Polka), kilkakrotnie wcześniej występująca na estradzie Filharmonii, w czasach Salwara. Była to zagrywa na poziomie dawnego Pagartu: pozornie prosta wymiana. Miał zostać zorganizowany i ujęty w roczniku koncert muzyków wskazanych przez Panią Jacobson - Olivii Jacobson (córki)? oraz Mateo Creuxa a w zamian okrojona orkiestra miała miec koncert w Szwajcarii. Oczywiście - jak łatwo przewidziać, koncert w Szczecinie odbył się pierwszy, gdy natomiast chodziło o rewanż - zaczęły się zmiany, początkowo dość przyzwoite warunki zaczęły być stopniowo okrajane; a to zapłata, a to koszty wyżywienia...prawdopodobnie chodziło o celowe zniechęcenie muzyków do tego wyjazdu. Wiadomo jednak, że pojechała "grupa muzyków z Filharmonii Ukraińskiej" a nie Filharmonia Narodowa Ukrainy - jako taka, no i tym bardziej wiadomo - że tamtejsi muzycy są skłonni pracować za dużo mniejsze pieniądze (w euro) - bo jak je przeliczą na hrywny... Jednak zgadzam się, że po pierwsze, postawę Pana Rycherta w tej sprawie należy uznać jako coś w rodzaju "zdrady" czy może po prostu nielojalności wobec własnej orkiestry i tak też to wówczas "na gorąco" nazywałem. Jednocześnie fatalnie to świadczy o organizacji Filharmonii, braku osób kompetentnych, organizatorów czy managerów - o czym już była mowa... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: googler Re: W obronie Filharmonii IP: *.szczecin.mm.pl 10.03.09, 17:04 coz. wobec oczekiwania odpowiedzi, sprobuje cos na biezaco sklecic: byc moze faktem jest, ze londynska, wiedenska, berlinska to instytucje prywatne, ktore maja wlasne fundacje i dzialaja w oparciu o to co wypracuja. nie wiem. byc moze ich los zalezy od tego jak graja - byc moze. ale. nie oszukujmy sie i nie porownujmy do tych orkiestr, ktore sa wolami pociagowymi niemiec, gb i austrii. nie ta polka, jak zwykli mawiac szczecinianie. sa dziesiatki orkiestr w niemczech, ktore sa staatliche, czyli panstwowe, reprezentuja wysoki poziom istnieja mimo braku "parcia ze strony sponsorow, publicznosci itd." to oczywiscie ironia z mojej strony...to nie status instytucji powinien determinowac muzykow do pracy, tylko determinacja muzykow winna przyciagac pieniadze i publicznosc do nas. to nie kasa i uklady, wyjazdy i mozliwosc decydowania o wyborze czy nie-wyborze dyrektora winny prowokowac do dzialania, ale obraz caloksztaltu dzialania muzykow i administracji powinien sklaniac decydentow do wybierania nam jak nejlepszych szefow. PIENIADZE NIE MAJA TU ZNACZENIA! choc szaramysz pewnie powie ze jest inaczej. jestem moze chory, ale czy gram zadarmo, czy za kilkaset zlotych staram sie tak samo, a niejednokrotnie wiecej daje od siebie grajac honorowo, bo na ogol sa to imprezy o duzym znaczeniu dla promocji wlasnej osoby. co do quizu...jezeli faktycznie diadura otrzyma taka propozycje, a bedzie naszym dyrektorem, to pojedzie z nami. to kwestia profesjonalizmu i odpowiedzialniosci za wlasna firme. i jeszcze jedno cool_turalny: wiele dla mnie (i kilku muzykow tez) znaczy opinia o nas w srodowisku, wbrew wszelkim pozorom, ze nic nas to nie interesuje. i nie dodaje nam skrzydel deklaracja o kupnie karnetu do berlina. przykro mi, ze opiniujesz, majac nas jednoczesnie w pupie, bo stwierdzeniem o inwestycji w berlinska kulture potwierdasz brak checi zeby u nas dzialo sie powoli, jak zolw ociezale, ale zawsze lepiej...odechciewa sie starac, czytajac takie stwierdzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szaramysz Re: W obronie Filharmonii IP: *.chello.pl 10.03.09, 20:08 Czuję się wywołana do pulpitu( komputera). Owszem,uważam że w pewnym sensie pieniądze mają znaczenia i to duże. Nie mogę tu pisać o innych, chociaż znam sytuację finansową, rodzinną pracowników FS. Są muzycy którzy chcą jechać nawet za dietę bo to więcej niż nic. Ogólnie mówiąc muzyk średnio zarabia netto 1800, pracownik biura 2500 a dyrekcja 9000- czy to jest normalne? Ja także staram się zawsze grać najlepiej bez względu na ilość zarobionych pieniędzy, ale jestem też odpowiedzialna za moje dzieci, muszę je kształcić, leczyć, karmić, no tak normalnie, więc nie mogę powiedzieć że pieniądze nie mają znaczenia. Sam zawód muzyka jest przyjemnością, wyzwaniem, przygodą, odpowiedzialnością- bo musimy być przykładem, ludzie nas rozpoznają na ulicy. Tylko jak być tym przykładem, jak budować dobrą opinię o muzykach pracując na kilka etatów, nie mając już w związku z tym czasu na czytania, bywanie w teatrze, w kinie, na hobby, ani na porządny odpoczynek? Więc jednak znaczenie pieniędzy - ludzi wkurza np że dyrygent bierze za jeden koncert 2 średnie pensje muzyka, albo i więcej. Ja już mam czas na hobby, ale jak patrzę na młodych ludzi "na dorobku" to mi smutno. Smutne jest też to, że takiego gościa jak karolek wyrzuca się z pracy, bo " rozrabia i krytykuje", zamiast wykorzystać dla dobra firmy jego zaangażowanie, potencjał, wiedzę, czas. Oj, dziwny jest ten świat, jak mawiał jeden gość uznawany za dziwaka, do czasu jak umarł.Teraz jest uznany za wybitnego i wielkiego. Odpowiedz Link Zgłoś
cool_turalny Re: W obronie Filharmonii 12.03.09, 04:31 "i nie dodaje nam skrzydel deklaracja o kupnie karnetu do berlina. przykro mi, ze opiniujesz, majac nas jednoczesnie w pupie, bo stwierdzeniem o inwestycji w berlinska kulture potwierdasz brak checi zeby u nas dzialo sie powoli, jak zolw ociezale, ale zawsze lepiej..." Panie Googler. Spójrzmy prawdzie w oczy. Niech Pan popatrzy na całą sytuację oczami przeciętnego szczecińskiego melomana. Musiał dostosować się do nowej ekonomicznej rzeczywistości, zasuwa on od rana do nocy, żeby jego firma mogła być konkurencyjna wobec firm zachodnich i płaci z tego ciężkie podatki, z których dofinansowuje takie instytucje jak FS. Po czym co widzi? Widzi, że w przeciwieństwie do jego firmy FS przez ostatnie dwadzieścia lat prawie się nie zmieniła i w dodatku nie wytrzymuje konkurencji nie tylko z zachodnimi, ale i ze wschodnimi zespołami. I co może z tym zrobić? Nie może z tym zrobić nic. Nie może rozliczać z tego polityków w następnych wyborach, bo oni od decyzji o szefostwie artystycznym umyli ręce. Nie może rozliczyć muzyków wybierających szefa artystycznego, bo muzycy nie są wybierani w wyborach powszechnych i w dodatku są na dożywotnich etatach. Nie może też liczyć na to, że niezreformowana i niekonkurencyjna filharmonia w zetknięciu się z twardą rynkową rzeczywistością będzie musiała zreformować się albo upaść - tak jak to miało miejsce w przypadku paru zakładów przemysłowych w tym mieście. Co mu pozostaje? Pozostaje mu głosować nogami i te pieniądze, które mu pozostają wydawać na ofertę kulturalną o najwyższej dostępnej jakości niezależnie od tego czy ona jest w Berlinie, czy w Paryżu czy Moskwie. Niemoralne jest mówienie przez jakiegokolwiek artystę, że ktoś kto zmuszony jest do płacenia składek na jego pensję ma jeszcze "obowiązek" bezkrytycznego odbioru jego sztuki. Chyba cieszy się Pan, że w dzisiejszych czasach nie musi już Pan patrzeć na znudzone paniusie w biurach obsługi klienta TPSA tylko dlatego, że firma ma "Polska" w nazwie. Tak samo ja mogę mieć nadzieję, że nie jestem już zmuszony słuchać słabego koncertu tylko dlatego, że grający go zespół ma nazwę mojego miasta w swoim logo. Moim obowiązkiem (powiedzmy) jest wykształcenie się na dojrzałego odbiorcę sztuki, ale to Pana obowiązkiem jest to, żeby swoją pracą przekonać mnie, swojego sponsora, do jakości swojej sztuki. Dopóki wszyscy pracownicy państwowych instytucji kulturalnych nie zrozumieją tej prostej prawdy będzie tak jak jest - czyli nie najlepiej i będziemy mieli paniusie (o których tu ktoś wspomniał), które jeszcze na wtorkowej próbie nie wiedzą co grają. A wracając do tematu nowego dyrektora artystycznego. Skoro ma nad sobą Naczelnego, który na muzyce się nie zna i kontaktów w świecie muzycznym nie ma, czy naprawdę podoła planowaniu pełnego sezonu i stymulowaniu rozwoju w dwóch orkiestrach, z których jedna jest jednym z głównych zespołów w 46 milionowym kraju, a druga wymaga gruntownych i rewolucyjnych wręcz reform? Już teraz słyszę głosy powątpiewania wśród znajomych muzyków. Mówi Pan o "profesjonalizmie"? Tu nie profesjonalizm się liczy, ale czysta ekonomia. Dlaczego ten sam dyrygent miałby wybierać orkiestrę mniej znaną, ale droższą, zamiast bardziej znanej, ale tańszej, gdy otrzymuje propozycję koncertu. Agenci by go wyśmiali. Niestety przykre jest, że są ciągle mamy wielu artystów, którzy ignorują fakt, że w większości rozwiniętych krajów jest coś takiego jak "muzyczny rynek". I to właśnie ignorowanie tego faktu powoduje to, że nasze orkiestry albo opery są w tych krajach traktowane jako zespoły niższej i słabo opłacanej kategorii. A ekonomia puka nam coraz mocniej do drzwi. Słyszałem, że te najlepsze orkiestry potrafią nawet grać 150 koncertów rocznie. Przecież to mniej więcej 5 razy więcej niż FS!!! Czy gdyby nasi muzycy zarabiali 5 razy więcej to dalej uważaliby, że zarabiają bardzo mało? Tylko, że żeby grać taką ilość koncertów, to nie można na przygotowanie każdego poświęcać aż 5 dni prób. A nagrania? Dlaczego robimy ich coraz mniej? Bo już nawet głodowe stawki polskiej orkiestry, której nagranie płyty zajmuje 5 dni to fortuna w porównaniu z kosztem drogiej orkiestry, której zajmuje to jeden dzień. I dlatego tu nie pojawiają się zachodnie wytwórnie płytowe Decca, EMI czy Deutsche Gramophone, a nagrania powstają jedynie dzięki hojności prywatnych sponsorów, polskiego radia lub organizacji samorządowych (to ostatnie to chyba ewenement na skalę światową!!!). Jest dla mnie niezwykle interesujące, że w tym samym numerze Wyborczej był artykuł o nominacji Diadury i o krachu finansowym na Ukrainie. Przypadkowy zbieg okoliczności czy prawdziwy klucz do powodów jego decyzji? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 00:42 Właśnie o to chodzi. Cieszę się, że nie jestem tu sam i nie tylko ktoś wreszcie popiera mój pogląd ale go jeszcze na dodatek uzupełnia, rozwija... Troszkę powiało optymizmem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 11.03.09, 00:33 (cyt):"...orkiestra jest prywatna, ale wraz z innymi zespołami musi swym poziomem i jakością koncertów walczyć o subwencje państwowe (np. miasto dysponuje pulą pieniędzy na 20 koncertów symfonicznych w sezonie i 10 koncertów edukacyjnych, którą przyznaje temu zespołowi, który zapewni najlepszą jakość, ale i najlepszą cenę). Ten ostatni przypadek byłby napewno najlepszy i dawałby muzykom prawo do wyboru dyrygentów, ale i nakładał na nich obowiązek dbania o jakość orkiestry..."(koniec cyt.) Moim zdaniem pewną wadą tego toku myślenia jest to - co już było tu poruszane: używanie pojęcia "orkiestra" , zarówno w sensie podmiotowym jak i przedmiotowym, tak jakby chodziło o jakiś spójny twór, monolit, jednorodną grupę ludzi o wspólnym celu...a tak nie jest. Oczywiście całościowo nigdy tak nie będzie w żadnej grupie ludzi, ale chodzi mi tu o oczywisty i faktyczny, ostry konflikt postaw i interesów w orkiestrze - jaki się ujawnił i w tej wymianie opinii (i choćby dlatego - warto było poświęcać czas). Są tacy, którzy chcą pracować dla zespołu i dla siebie zarazem, osiągać coś, rozwijać się - i nie boją się tego; są tacy, którzy już chcą tylko przetrwać najmniejszym kosztem nakładu pracy i czasu, uwagi; po prostu trwać ale zachować przy tym dobre zdanie o samym sobie; są tacy którzy się boją i popierają zawsze tych aktualnie silniejszych (chorągiewki na wietrze), są jeszcze postawy ukryte pod pozorami, opancerzone jakimiś pozorami...Przy tym jeszcze postawa walki, konkurencji - związana z brakiem "jasnych, słusznych i akceptowalnych zasad np. awansu zawodowego, awansu płacowego - o czym wspominała np. szaramysz. Gdy brak zasad - w ruch idą łokcie, gęby, ale gdyby zasady były - należałoby je jeszcze wyegzekwować - a tu też brak "instancji" , kolejni dyrektorzy bez charakteru ...poza tym niezwykle trwała postawa...ciągłej "obrony" - przed wszystkimi i wszystkim, na wszelki przypadek...W takiej sytuacji mówić "orkiestra" można by jedynie - gdyby istniała choć zdecydowana i szeroko akceptowana platforma wewnętrzna do demokratycznego kompromisu - ale takiej nie ma. Z pewnością już nie jest nią Solidarność - skompromitowana, pod "zwiędłymi" sztandarami, opanowana przez nowe pokolenie nie mające już nic wspólnego z "korzeniami" czy "rodowodem". Daje to wzajemną sprzeczność interesów i dążeń wewnątrz "zespołu" - rozbitego na niezliczone grupki interesu, ambicji, poziomu wykształcenia a właściwie - własnego o nim mniemania... Dokąd się tego nie zmieni - nie można mówić: "orkiestra to", "orkiestra tamto" - a z tym Dyrektorem Naczelnym nie zmieni się tego, bo - akurat jemu to jest "na rękę"... Niestety jestem przekonany, że oba związki zawodowe są "opanowane" przez ludzi nastawionych "wstecznie", broniących dotychczasowego "status quo", własnej pozycji "władzy", ograniczenia do minimum wymagań wobec muzyków - ktorych sami nie chcą albo nie umieją spełnić - i blokujących w ten sposób wszelki postęp. Cóż: - najzabawniejsze jest gdy pomyśleć, jak łatwo to zmienić... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 11.03.09, 01:12 Szanowna Pani Dyrektor Wydziału Kultury UM w Szczecinie. Filharmonia ma obecnie Dyrektora Naczelnego - będącego absolwentem czteroletnich studiów na wydz. aktorskim. W ramach 4 LAT studiów miał On tam ...4 GODZINY wykładu o podstawach zarządzania i marketingu. Przykładowy plan studiów aktorskicj - odzwierciedlający zasób wiedzy Dyrektora: www.at.edu.pl/page.php?name=wa_program_studiow Obecne uwarunkowania wymagają jednak, aby Dyurektor Naczelny Filharmonii był rzeczywistym organizatorem i managerem: Przykładowy plan studiów zarządzania i marketingu a w szczególności zarządzania instytucjami kultury (podyplomowe) - jest następujący: www.uczelnie.pl/nu.asp?p=1664,6110 www.kz.ae.katowice.pl/?contentid=2229 Odzwierciedlają one zasób wiedzy i umiejętności jakie powinien posiadać Dyrektor Naczelny Filharmonii Szczecińskiej - a jakich nie posiada. Z poważaniem .........................karolek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szaramysz ale kupa śmiechu... IP: *.chello.pl 11.03.09, 18:34 no nie, pan dyrektor Oryl powiedział (wg Gazety Wyborczej )że "na razie jeszcze prowadzimy z nim (Diadurą) rozmowy, ale już mogę powiedzieć że zakończą się pomyślnie". Ciekawe, to o czym oni rozmawiają, skoro naczelny ma pewność pomyślności ? Czy ktoś to rozumie, bo ja już się pogubiłam.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: realista Re: ale kupa śmiechu... IP: 212.14.54.* 12.03.09, 05:31 Hehe - jak to o czym? O bieżącej sytuacji ekonomicznej na Ukrainie...:-)) Diadura pewnie uzależnia swoją decyzję od spadku spadku hrywny. Jeszcze trochę spadnie a nie tylko on, ale i reszta jego orkiestry podpiszą z Orylem kontrakty na współpracę. A nasi filharmonicy? Na zieloną trawkę...:-) Że też nikt o tym nie pomyślał! Odpowiedz Link Zgłoś
cool_turalny Re: W obronie Filharmonii 12.03.09, 03:20 (cyt) "Moim zdaniem pewną wadą tego toku myślenia jest to - co już było tu poruszane: używanie pojęcia "orkiestra" , zarówno w sensie podmiotowym jak i przedmiotowym, tak jakby chodziło o jakiś spójny twór, monolit, jednorodną grupę ludzi o wspólnym celu...a tak nie jest. Oczywiście całościowo nigdy tak nie będzie w żadnej grupie ludzi, ale chodzi mi tu o oczywisty i faktyczny, ostry konflikt postaw i interesów w orkiestrze - jaki się ujawnił i w tej wymianie opinii" I tu Panie Karolu chyba trafił Pan przy okazji w głębokie sedno tej dyskusji. Kiedyś czytałem wywiad z dyrygentem, który opowiadał o pracy z jedną z wymienionych przeze mnie wcześniej, samozarządzających się orkiestr. Kiedy dziennikarz spytał się o to, co takiego niezwykłego jest w dyrygowaniu takim zespołem ten odpowiedział, że niezwykłe jest to, że nagle pracuje się w grupie ludzi, z których ABSOLUTNIE KAŻDY chce dać z siebie 100% i że jedynym innym miejscem, gdzie może to być możliwe są chyba tylko drużyny sportowe. W firmach można się kryć po gabinetach, "ściemniać", a w orkiestrze , która sama musi dbać o swoją przyszłość i swój sukces, żeby przetrwać, każdy pilnuje się nawzajem, a wszelkie braki techniczne, które obniżają jakość gry zespołu (nie ma tu mowy o "omsknięciu się" palca) są szybko wychwytywane przez muzyków i skutkują wykluczeniem z zespołu. Dlatego tam to nie dyrygent jest największym wrogiem złego muzyka, ale jego kolega z pulpitu. No i stąd bierze się to słynne granie o "jakości kompaktowej" na pierwszej próbie i czyste granie "a vista" nawet "Święta wiosny".(I to naprawdę nie jest mit). I może to jest ten sekret, że orkiestra gra "jak jeden instrument". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: googler Re: W obronie Filharmonii IP: *.szczecin.mm.pl 12.03.09, 07:52 idac za tym tokiem myslenia nalezaloby nas wszystkich pozwalniac, nieprawdaz? a zaoszczedzone pieniadze przeznaczyc na dofinansowanie biletow do Berlina:) Taki plytki zarcik...panie cool_turalny, ja zawsze powtarzalem, ze fakt, iz gra sie "czysto, rowno i ladnym dzwiekiem", to NORMALNE. W szczecinie uchodzi za ewenement, bo nigdy nikomu sie ni chcialo, a jesli sie juz za-chcialo, to na ogol byly to jednostki. Powod:zle uczenie w szkolach, rutyna, brak mobilizacji do pracy i.. (tez to mowie czesto) brak strachu, ze mozna swoja ciepla posade musyka stracic. Ale w obecnej sytuacji, idac za tokiem myslenia cool_turalnego jedynie rozwiazanie instytucji i powolanie na nowo z egzaminami wstepnymi mogloby, choc nie musialo rozwiazac problem. bo nie wiadomo jak sprawdzi sie muzyk ktory gra slicznie, ale solo, bo na orkiestrowe granie nie jest nauczony/przygotowany/on-jest-solista-a- nie-jakims-tam-grajkiem-tutti. Pachnie mi dyr. Kuncem...:) czyzby? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szaramysz Re: W obronie Filharmonii IP: *.chello.pl 12.03.09, 09:37 PROTESTUJĘ ! co ty człowieku wypisujesz? mów za siebie, bo to nie jest prawda że większości nie chce się "równo, czysto i ładnym dzwiękiem". To jakaś paranoje dęciaków. Chyba trzeba być nienormalnym żeby przyjść do pracy i specjalnie grać fałszywie i brzydko. Ja nic takiego nie widzę. Fajnie mówić komuś, kto ma służbowy, dobry instrument. Ale nie wszyscy mają, a kupienie instrumentu to trudna sprawa. To nie jest sprawiedliwe żeby jedni mieli, a innych zostawić z problemem samych sobie i krytykować. Przecież każdego widać i słychać, siedzimy tak że widać. Nie ukryje się jak ktoś nie gra, bo to słychać. Nie tylko fałszowanie, ale jak się nie gra to też słychać - taką dziurę dzwiękową, więc nie pisz bzdur. Ta paniusia co we wtorek nie wiedziała co gra, to właśnie ukrainka, więc może po polsku nie rozumiała :-D. Oczywiście , że egzaminy nie rozwiązują problemu , bo są muzycy którzy grają pięknie solo, a jako tutti nie. Nikt ich nie nauczył tych wymagań jakie się stawia tutti, więc graja głośno, prędko, sami. To nie jest prawda, że tutti to muzyk , który nie nadaje się na solistę, bo słabszy. Taki muzyk akompaniujący musi mieć po prostu inne predyspozycje niż solista. Nie musi mieć tej odwagi, przebojowości , umiejętności przewodzenia grupie, ale za to powinien umieć AKOMPANIOWAĆ, a to wcale łatwe nie jest. Owszem, ekonomia się liczy, wszyscy piszecie mądrze jakie to warunki trzeba stawiać , ale zapominacie o człowieczeństwie, uczciwości, lojalności zawodowej. Jakoś nie słyszałam jeszcze żeby wyrzucać starszych ludzi z jakichś zakładów pracy, bo już nie mają werwy młodzików i zaczynają chorować. Przecież nie można wymagać żeby starszy pracownik tak samo pracował jak młody. Tacy doświadczeniem mogą służyć, pomagać, współpracować. Teraz bardziej niż dawniej jest z tym problem, bo coraz dłużej pracujemy - już zabrali nam " szczególne warunki pracy" i nikt z dyrekcji ani ze związków nie protestuje w tej sprawie, nie pisze do ministra pracy ani kultury. Już mówiłam, że policja w tydzień załatwiła sprawę kiedy chcieli zabrać im przywilej przechodzenia na emerytury po 15 latach. Teraz mają wybór- kto chce może pracować 25, a jak nie może to po 15 idzie. A u nas? Zawsze był problem, bo starsi muzycy przed emeryturą byli szykanowani przez młodych ( inna sprawa, że też nie umieli odejść niektórzy). Chyba nie mogę podawać nazwisk, ale to wiadomo. Właśnie mówiłam tutaj, że potrzebne są jakieś rozsądne rozwiązania regulaminowe, prawne, bo to wstyd dla nas wszystkich jak muzyk po 25, czy 35 latach pracy będzie musiał iść na rentę (ok 700zł) i korzystać z pomocy społecznej. Nie wiem co z tym problemem zrobić, jak go rozwiązać, ale ja nie jestem prawnikiem, dyrektorem, nie odpowiadam za pracowników, tylko piszę jak " wariatka" o tym , ze to jest poważny problem. Niby czemu muzyk tutti ma grać solo Paganiniego, albo innego Wielkiego, pokazywać wygibasy i łamańce? A codzienność to konieczność słuchania solisty, wtopienia się w jego dzwięk, dopasowania do tempa, uwaga na to który instrument gra solo i dostosowania się itd. To tak, jak by mieć pretensje do lekarza diagnostyka świetnego, że jak taki dobry lekarz to i operację powinien chirurgiczną umieć zrobić, no bo co - przecież to lekarz! Ty się zastanów googler czy zawsze będziesz młody i zdrowy? PS.Dyr Kunc to był (nie wiem jak teraz) świetny dyrygent, naprawdę dobrze się z nim pracowało- próby - i grało- przedstawienia- potrafił tak porwać muzyka, że człowiek zapominał o realiach i przenosił się w świat granego przedstawienia. Ale czy to też świadczy o jego człowieczeństwie? Odpowiedz Link Zgłoś
cool_turalny Re: W obronie Filharmonii 12.03.09, 14:21 "idac za tym tokiem myslenia nalezaloby nas wszystkich pozwalniac, nieprawdaz? a zaoszczedzone pieniadze przeznaczyc na dofinansowanie biletow do Berlina:)" Panie Googler - widzę, że Pan jest coraz bardziej otwarty na nowe, stosowane "na świecie", rozwiązania...;-) Jeśli filharmonia się nie zreformuje a WSZYSCY muzycy nie przyłożą się bardziej do pracy (bo niestety zawsze bardziej przyciągają uwagę Ci, którzy grają źle, a nie Ci którzy grają dobrze), to ja widzę sposoby co najmniej dwa (jeśli można pomarzyć): Model anglosaski: rozwiązanie orkiestry i stworzenie z zaoszczędzonych pieniędzy budżetu na organizację koncertów, o który mogą ubiegać się na drodze konkursu różne zespoły (także takie założone przez byłych muzyków filharmonii). Model m.in. szwajcarski: stworzenie kompetentnego impresariatu i zapraszanie za te pieniądze najlepszych zespołów z Polski i zagranicy. W Szwajcarii nie każde większe miasto musi mieć orkiestrę symfoniczną (np. Lozanna i Bazylea mają tylko kameralne, a Montreux ze słynną salą im. Strawińskiego - w ogóle). Łódź zapłaciła niedawno za koncert Royal Philharmonic Orchestra z Londynu 600 tys. zł. W przypadku orkiestr kameralnych (też z tej najwyższej półki) potrafi to być co najmniej dwa razy mniej. Oznacza to, że nawet za obecny budżet FS można byłoby co najmniej raz w miesiącu zapraszać do Szczecina orkiestrę z najwyższej światowej półki. A co będzie jak miasto zdecyduje, że może podwyższyć jeszcze budżet na koncerty orkiestrowe? Te relacje będą jeszcze bardziej niebezpieczne. Moja rada byłaby taka, żeby zacząć poważnie myśleć o powyższych możliwych modelach i reformować orkiestry, grać lepiej, lepiej dobierać dyrygentów, zanim będzie za późno i jedno z powyższych rozwiązań stanie się faktem. Brzmi nieprawdopodobnie? Proszę popytać agentów, muzyków w innych orkiestrach. I proszę mnie nie traktować jak wroga, bo chyba lepiej, żebym ja to powiedział teraz, niż jakiś decydent za rok czy za dwa, kiedy na zmiany w FS może być już za późno. 5 dni na przygotowanie jednego koncertu to naprawdę luksus, na który coraz mniej orkiestr na świecie może sobie pozwolić. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: realista Re: W obronie Filharmonii IP: 212.14.54.* 12.03.09, 14:47 Wow. Czytając tę wypowiedź nasuwa się jeden komentarz: "totalny nokaut". Mam nadzieję, że ktoś z UM to czyta. Nie wiedziałem, że w tym mieście są osoby z taką wiedzą - (na Kunca jakoś mi to nie wygląda). Tylko dlaczego w takim razie nie biorą się za rządzenie kulturą??? Panie cool_turalny, niech Pan przestanie, bo Pana rozmówcy już ledwo zipią - coraz mniej wydają się mieć argumentów!!! A przecież my tu zawsze byliśmy przyzwyczajeni, że rzeczy mają iść "po staremu". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szaramysz Re: W obronie Filharmonii IP: *.chello.pl 12.03.09, 20:08 Nie mają i nie mogą "po staremu", ale też nie powinny "po trupach". Mów za siebie, bo ja nie jestem przyzwyczajona. Nam taka wiedza na nic, bo Szczecin to Szczecin i nie ma co małpować zachodu. "Coraz mniej wydają się mieć argumentów " ? a na co? Każdy tu jakieś swoje załatwia interesy, a komu chodzi tak naprawdę o filharmonię? Odpowiedz Link Zgłoś
skoluba2000 Re: W obronie Filharmonii 13.03.09, 04:04 "Nam taka wiedza na nic, bo Szczecin to Szczecin i nie ma co małpować zachodu." Czytam to z coraz większym przerażeniem. Czyżby aż TAK niektórzy muzycy są niereformowalni??? Jeżeli 20 lat (a może i więcej) próbuje się tych samych metod i nie przynoszą one rezultatów, to może jednak warto uczyć się od tych, których sukcesy są podziwiane na całym świecie. Staram się oceniać wypowiedzi a nie ludzi, ale mówienie "Szczecin to Szczecin i nie będziemy innych małpować" w sytuacji, gdy od tylu lat FS nie jest już dumnie pokazywaną na zewnątrz wizytówką miasta - to pachnie mentalnością kresowego parobctwa. Boże uchroń nas od ludzi, którzy za nasze podatki reprezentują taki poziom myślenia. Mentalność rodem z peerelowskiej prowincji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szaramysz Re: W obronie Filharmonii IP: *.chello.pl 13.03.09, 08:20 Gratuluję rozumienia - a gdzie ja powiedziałam że nie jestem za reformowaniem? Nie wystarczy jednego posta przeczytać, żeby kogoś ocenić, bo wszystkie moje wypowiedzi są takie, że uważam zmiany za konieczne. Ale naśladowanie zachodu nam na nic, bo reformowanie instytucji nie może być oderwane od realiów życia, poziomu opieki zdrowotnej, szkolnictwa, opieki socjalnej itd. Chyba przyznasz, że u nas to wszystko trochę inaczej działa niż w Niemczech? Chodzi mi o jasne, uczciwe zasady. Jeszcze pracownik, ale przecież całe rodziny będą musiały zmierzyć się z problemem reformowania instytucji. Uważasz że myślenie o uczciwości, człowieczeństwie ludzi w trakcie koniecznych zmian jest złe i naganne ? Jakoś Ci nie przeszkadza to, że Twoje podatki wydawane są w dużych ilościach na darmozjadów "przedstawicieli boga na ziemi". Jeżeli filharmonia nie jest teraz najlepszą wizytówką miasta, to nie jest wina zwykłych muzyków tylko zarządzających instytucją, co juz tu długo omawiał karolek. To może przykład wezmiemy ze starożytnych rzymian i wszystkich uznanych ( przez kogo?) za zbędnych zrzucimy ze skały ? Jak naśladowanie to na całego:-D Odpowiedz Link Zgłoś
skoluba2000 Re: W obronie Filharmonii 14.03.09, 03:56 " To może przykład wezmiemy ze starożytnych rzymian i wszystkich uznanych ( przez kogo?) za zbędnych zrzucimy ze skały? Jak naśladowanie to na całego:-D" Po pierwsze gratuluję znajomości historii - zbędnych ze skały zrzucali Spartanie a nie Rzymianie (swoją drogą szkoda, że na wydziałach instrumentalnych naszych akademii muzycznych jest taki niski poziom ogólnego kształcenia humanistycznego). Natomiast ogromnie cieszę się, że jednak jak widać w FS zachodzą jakieś zmiany - wreszcie muzyk Filharmonii OTWARCIE przyznaje, że nie ma nic przeciwko temu, żeby orkiestrę postrzegano jako klub nieudaczników i kalek życiowych (nie obrażająć niepełnosprawnych), którym nawet za brzydkie granie należy się zapomoga z kasy państwowej. O czym Ty kobieto mówisz? O jakim reformowaniu? Przecież od czasu po-Lipkowych strajków to Wy macie najwięcej tu do powiedzenia. JIS tak samo Wam się podlizywała jak teraz Oryl. Obalaliście jednego artystycznego za drugim i tak naprawdę mieliście przemożny wpływ na wybór każdego następnego. I przez cały ten czas Wasze "reformy" doprowadziły do jeszcze większej stagnacji. Gdzie nasze miasto może zobaczyć z dumą, że reprezentuje ich na świecie Filharmonia Szczecińska? Więc skoro od tylu lat tańczycie ten bezesensowny "taniec chochoła", w którym nawet róg już gra samymi kiksami, to może wreszcie pójść po rozum do głowy, przestać za przeproszeniem "chrzanić", wypróbować pomysły, które sprawdzają się u lepszych, zanim się je krytykuje, no i przede wszystkim wziąć się wreszcie za robotę! Przeciętni Polacy i ich rodziny już dawno i często przy wielu bólach i wyrzeczeniach musieli zmierzyć się z kapitalistyczną rzeczywistością. Zresztą wystarczy spojrzeć na Stocznię. I to jest niemoralne, że muszą patrzeć, gdy grupka "artystów" żyje sobie dalej baztrosko za ich pieniądze w krainie realnego socjalizmu. A już najbardziej bezczelne jest to, że za pracując tak naprawdę tylko przez 15 tygodni w roku (czyli 30 tygodni po 20 godzin w tygodniu) narzekają, że nie zarabiają tyle co inni pracując prawie 50 tygodni w roku po 40 godzin. A przecież jak zwolnią specjalistę ze stoczni, to gdzie on pójdzie? A muzyk zawsze może gdzieś dorobić, a teraz przecież i cała Europa stoi przed nim otworem - można starać się do orkiestr. Ciekawe gdzie dzisiaj bylibyśmy, gdyby nasze firmy też tak podchodziły do życia - nie uczmy się od Zachodu, bo tam inne realia. To "wali" komuną na 100 km. Pytanie tylko po co ten filharmoniczny skansen, którego tylko za dopłatą ludzie chcą słuchać za rogatkami Szczecina, wprowadzać za 3 lata do budynku nowej filharmonii? Cieszy, że ktoś w filharmonii chce reform, ale jeśli ten najbardziej "postępowy" element ma myślenie tak głęboko osadzone w poprzedniej epoce, to może jednak rzeczywiście tę instytucję przegonić na cztery wiatry. Odpowiedz Link Zgłoś
skoluba2000 Re: W obronie Filharmonii 14.03.09, 03:59 A tak na marginesie też nie pochwalam uprzywilejowania kleru, ale jeśli jedyny argument na obronę sytuacji muzyków, to przywołanie argumentu pazerności kleru, to jest to już zupełne dno - daleko poniżej poziomu merytorycznej dyskusji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szaramysz Re: W obronie Filharmonii IP: *.chello.pl 14.03.09, 14:40 Witaj skolubo2000. Przyznaje że Spartanie, ale czy to wiadomo NA PEWNO że Rzymianie to tylko na pożarcie rzucali a Spartanie tylko ze skały? Chodziło mi raczej o barbarzyństwo a nie o "fakty" historyczne. Przyznaję, że moja wiedza o "wiedzy " starożytnej jeśli chodzi o mordowanie, wojowanie, barbarzyństwo duża nie jest. Ponieważ szkoła średnia to dawne czasy- komuny- to historia była moim mało ulubionym przedmiotem ,ze względu na jej poprawność polityczną - uczono tylko tej "właściwej " historii. Wystarczy porządnie przeczytać np " Zakazaną archeologię" Cremo i Thompsona żeby upewnić się co do marności tej "wiedzy" starożytnej jaką posiadamy. Artystów uczy się takiej namacalnej historii- to znaczy te dzieła które powstały zbudowane, namalowane, stworzone są do zobaczenia. Oczywiście starożytność też ma luki i tak na prawdę to nie wszystko wiadomo. Uważam, ze o człowieczeństwie, inteligencji, przydatności zawodowej nie decyduje wiedza ogólna wgrana jak na dysk komputera, zresztą nie wszystko muszę dobrze umieć, tak jak i Ty nie na wszystkim się znasz. Bo tak z ręką na sercu jeśli nie jesteś muzykiem to jaka jest Twoja wiedza wyniesiona ze szkoły na temat muzyki? Czy wiesz np co to są hemiole, a jak nie, to wiedzy na ten temat będziesz szukał w podręczniku do chemii? :-D Masz jakiś dziwny zwyczaj przekręcania wypowiedzi . Cały czas piszę, że muzycy w filharmonii to w większości wspaniali artyści, inteligentni ludzie. Cały czas piszę, że zmiany są konieczne i oczekiwane przez muzyków. Tylko ze do tego potrzebne są uregulowania prawne, bo takich wcale nie ma. Nie ma żadnych regulaminów, wszystko załatwia się "na buzię" bo tak chcieli decydenci a nie muzycy. Owszem, moje czasy nauki to komuna, ale dlatego chcesz mnie uznać za winną? to prawie wszyscy jesteśmy " popeerelowską prowincją". Nawet piszesz do mnie per " Wy" :-) A myślisz, ze gdzie ci wszyscy decydenci komunistyczni się podziali - wyparowali ? To właśnie jest ten problem. Już to tutaj pisałam , ze zwykły muzyk nie ma na nic wpływu, nikt go nie pyta. Przedstawiciel Solidarności uzurpuje sobie prawo występowania w imieniu wszystkich bez pozwolenia. Nikogo nie obalałam . Pani dyr JIS odeszła na emeryturę bo był jej czas, pan Marczyk zachorował na raka i nie mógł już pracować, inny dyr odszedł bo chciał wrócić do swojego miasta do chorego ojca itd. To że orkiestra czasem prosi o zmianę dyr. art.to instynkt samozachowawczy jak ktoś tylko nabija sobie kabzę i nic nie robi. Przecież to nie orkiestra organizuje koncerty, realizuje plan artystyczny, załatwia promocje itd. To jest pisanie bzdur , również o tym ile kto pracuje, bo my mamy nienormowany czas i jak trzeba to więcej niż 8 godzin dziennie pracujemy. Widzę że jesteś zwolennikiem budowania "nowego" na gruzach "starego". Ale czy to mądre jest? Najpierw zlikwidować wszystko co stare i od nowa organizować na wzór i podobieństwo zachodu? Czy jak filharmonię zlikwidujesz to też po 60 tys zł dostaną muzycy odprawy, tak jak stoczniowcy? Już nie mam siły tu pisać, bo mam swoje zajęcia, zresztą ja posługuję się głównie sercem a Ty umysłem - jak widzę." Głowa to wspaniały mechanizm, używaj jej, lecz nie bądz przez nią używany. Głowa ma służyć twym uczuciom. Kiedy myślenie służy uczuciom następuje równowaga. " Miłej soboty. Odpowiedz Link Zgłoś
skoluba2000 Re: W obronie Filharmonii 15.03.09, 06:08 No niezmiernie mi przykro, że moja jedna celna uwaga na temat wiedzy ogólnej tak łatwo Ciebie wprowadziła w totalne poplątanie. Człowiek chciałby skomentować, ale aż ręce opadają - nie wiadomo od czego zacząć. Komunizm, archeologia, Rzymianie, "namacalna" historia i Spartanie - wszystko wymieszane i wyartykułowane w formie, hmm, niezrozumiałego bełkotu. Niestety logiki i dyscypliny umysłu (która jednak do analizy utworów potrafi się bardzo przydać) w naszych szkołach muzycznych raczej nie uczą. Powiem krótko - zamiast wypowiadać się na tematy, o których w widoczny sposób nie masz pojęcia lepiej już mów o muzyce, bo jak dotąd, mimo najszczerszych chęci, pogrążasz siebie i kolegów. Aż żal patrzeć jakie opinie wypisujesz nt. potrzeby ogólnego wykształcenia humanistycznego u muzyka. Żeby grać trzeba mieć o czym grać i trzeba rozumieć co się gra. Sama technika nie wystarczy. Wrażliwość wrodzoną trzeba uzupełniać wiedzą humanistyczną - to też muzycy w najlepszych orkiestrach rozumieją. I stąd mamy np. Harnoncourta (słyszałaś?) - byłego wiolonczelistę Filharmonii Wiedeńskiej, który swoją wiedzą nie tylko muzyczną, ale i humanistyczną przebił niejednego muzykologa. Nasi "wirtuozi" niestety często do dziś uważają, że wymęczona "piątka/szóstka" z instrumentu przepchnie ich przez liceum muzyczne z wszystkich innych przedmiotów. Jednego nie rozumiem tylko. Skoro w filharmonii są tacy inteligentni i wspaniali artyści, to czemu nie widać tego po jakości koncertów? Czemu pozwalają na to, żeby grupka związkowców podejmowała za nich tak idiotyczne decyzje dot. dyrektorów artystycznych? Skąd się bierze ich przyzwolenie na chamskie i prostackie dowcipy, które podobno nierzadko pojawiają się w FS na próbach? Natomiast kolejny raz szokuje mnie protekcjonalny ton Twojej wypowiedzi. Może jednak Wasi słuchacze wiedzą o muzyce więcej niż Wam się to wydaje i wymagania jednak mają już coraz wyższe i coraz trudniej Wam im sprostać? Nie tylko wiem co to jest hemiola (zwana też hemiolią) i że w wykonaniu filharmoników szczecińskich brzmi ona zwykle niestylowo, przyciężko i niezgrabnie, ale nawet np. wiem, która z form con sordina, con sordino, con sordini, con sordine jest poprawna (ciekawe czy Ty wiesz?...:-)) Radzę naprawdę łapać jak najszybciej za telefony, dowiadywać się jak orkiestry są zorganizowane w "normalnych" krajach, reformować i nie traktować swoich melomanów jak kupy idiotów, którzy mają tylko bez szemrania bulić kasę na Wasze kiksy. I skoro jesteś taka "sercowa" to nie wiem dlaczego się upierasz, że od suchych regulaminów np. sekcja kontrabasów będzie zawsze trafiała we właściwe dźwięki, a waltorniom nagle zaczną "odpalać" wszystkie nuty. Jeżeli orkiestra nie weźmie się do roboty i nie pozwoli sobie znaleźć dyrygenta, który będzie miał odwagę zagonić do roboty, naprawdę gra ze światowymi orkiestrami i który zaangażuje się w jej rozwój, to te 6 mln na odprawy dla 100 pracowników rozwiązanej "kiksarmonii" szczecińskiej będzie naprawdę dobrze wydaną kwotą. A Ty może rzeczywiście tak jak i inni Twoi koledzy powinnaś się poddać i już nie wypowiadać na ten temat, a decyzje nt. przyszłości FS pozostawić tym , którzy przynajmniej za nie będą odpowiadać przed sponsorującymi Was wyborcami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szaramysz Re: W obronie Filharmonii IP: *.chello.pl 15.03.09, 12:49 A do tej pory co niby się działo? ciągle ktos "właściwy" za filharmonię odpowiada, tylko że muzycy nie mają na to wpływu. Faktycznie, szkoda mojego czasu na tłumaczenie, bo tylko Ty masz patent na celne uwagi i raję. Tyle agresji, złości, żalów, stąd pewnie ta Twoja bezsenność - poprzedni post o 4 rano, teraz o 6. Nie zrozumiałeś, bo widocznie ta Twoja nabyta wiedza książkowa nie na wiele się zdaje, do tego trzeba inteligencji a nie wykutych regułek. Widać jak na dłoni, po tych agresywnych wypowiedziach wszystkich panów tutaj,że nawet sztuka nie może obronić się przed agresywną postawą biznesmenów postkomunistycznych: żadnych świętości i zasada "po mnie choć by potop". Już czekają żeby na ruinach filharmonii biznesy robić, niczym pan Miśkiewicz na zlikwidowanej stoczni ." Przemień lęk, złość i zazdrość w twórczą energię" - dla dobra własnego i Sztuki, żeby nikt nie musiał się za Ciebie wstydzić. Miłej niedzieli. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 12.03.09, 14:45 Jestem przekonany, że nie da się przekroczyć zasad, konieczności zachowania naturalnej formy rozwoju, w której "wartość zawodowa muzyka" może wzrastać jedynie w miarę i w tempie rozwoju jego kultury ogólnej, rozwoju osobowości, wzrostu także wiedzy ogólnej. Obawiam się że nie da się tak nagle przeskoczyć z obecnego poziomu do tamtego - typu "teamwork" - podobnie zresztą jak i w każdej innej sprawie. Jak się dawniej mawiało: dać chłopu zegarek to go i tak będzie kłonicą nakręcał... Idea :samozarządzającej się" orkiestry - nie jest ZAMIAST normalnej dyscypliny zawodowej muzyków, uczciwości i odpowiedzialności wobec odbiorcy; nie ZAMIAST ale PONAD normalną dyscyplinę. Najpierw trzeba dojść do normalnego poziomu dyscypliny zawodowej np. orkiestr niemieckich a po tym dopiero można pomyśleć o odrzuceniu - już wówczas ZBĘDNYCH struktur zarządzania. Inaczej: to nie służy OMINIĘCIU konieczności poddania się w działaniach artystycznych woli dyrygenta (kreatora konkretnej interpretacji utworu muzycznego), tylko możliwe jest wtedy - gdy takie poddanie się jest już czymś absolutnie oczywistym i naturalnym, że przestaje być czynnikiem zauważalnym, w niczym nie przeszkadzając muzykowi pozostawać przez cały czas aktywnym artystą. Może to trochę skomplikowanie brzmi, ale trudno to wyrazić prościej... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 14.03.09, 23:04 Przepraszam za dłuższą nieobecność, ale miałem do zaliczenia ważny egzamin... Ale widzę, że ...wreszcie coś się dzieje. Moja pisanina od początku stycznia jakoś procentuje. Może jednak nasza Filharmonia nie jest bez szans? Może jednak jest jakaś nadzieja...? To ciekawe: wszyscy tu aktywni - mieliśmy chwile zwątpienia, ale jakoś jednak ciągle nam się chce, ciągle wracamy do naszych nadziei... Cóż jednak z tego, że trwa dyskusja i przynosi pewien postęp, skoro ... "u góry" - jakby nigdy nic - rządzi sobie Pan Dyrektor, prowadzi jakieś rozmowy... Apelowałem na samym początku, jeszcze w styczniu, aby Pan Cezary Cichy - po. Dyrektora Wydziału - wstrzymał chwilowo te działania, do czasu przejęcia obowiązków przez nowego Dyrektora Wydziału Kultury. W tzw. międzyczasie odbył się konkurs i osoba Dyrektora została wyłoniona: Pani Agnieszka Stankiewicz. Musi ona zakończyć i "zdać" swoje liczne poprzednie obowiązki, aby przejąć tę funkcję w Urzędzie Miejskim. Dlatego tym bardziej było potrzebne i uzasadnione wstrzymanie dziwacznych działań Dyrektora Filharmonii. W G.Wyborczej zamieszczono wiadomość: Mikołaj Diadiura, pierwszy dyrygent Orkiestry Symfonicznej Narodowej Filharmonii Ukrainy, zostanie nowym dyrektorem artystycznym szczecińskiej filharmonii. "Mikołaj Diadura - To wspaniały artysta, bardzo dobrze znany szczecińskiej publiczności..." - mówi Andrzej Oryl, dyrektor szczecińskiej filharmonii. - "...Jego koncerty zawsze kończyły się długimi owacjami na stojąco. Poza tym to człowiek o niesamowitej sile przekazu, nie tylko muzycznego. Na razie prowadzimy z nim rozmowy, ale już mogę powiedzieć, że zakończą się pomyślnie"... Pytam: skąd całkowity laik może wiedzieć, czy "...to wspaniały artysta, bardzo dobrze znany szczecińskiej publiczności..." ? Był u nas dwa razy. Poprzedniczka mu powiedziała? Dalej mamy bezpośredni pokaz niekompetencji: "Na razie prowadzimy z nim rozmowy, ale już mogę powiedzieć, że zakończą się pomyślnie". Rozmowy są o warunkach pracy, wzajemnych prawach i obowiązkach a przede wszystkim - o pieniądzach. Trzeba kompletnie nie mieć pojęcia o negocjacjach, żeby coś takiego "palnąć"! Inaczej - uspokoił Pan Oryl stronę w rozmowach przeciwną, że rozmowy jeszcze sobie trwają ale "my na wszystkie żądania Diadury się zgodzimy". To w czyim interesie Dyrektor prowadzi te rozmowy? Jeśli przed końcem zapowiada sukces - to chyba w swoim? A Miasto zapłaci. O prowadzeniu negocjacji finansowych nie uczą studentów Wydziałów Aktorskich Akademii Teatralnej! Spotkałem się z Diadurą co najmniej dwa razy. Teraz, gdy w wyniku sprawy tzw. "taśm Oleksego" zostało już oficjalnie zdefiniowane pojęcie "buc" - można śmiało stwierdzić - że zachowanie tego człowieka dokładnie odzwierciedla tę definicję. (Mnie to nie dziwi - uważam to za typowe). A był wówczas jedynie gościem. Co będzie teraz? Człowiek ten ożywia się i normalnieje nieco jedynie na widok i głos swoich "ziomali" - muzyków ukraińskich zatrudnionych w Filharmonii i ich koleżanki - posiadającej już teraz polskie obywatelstwo. No to już teraz wiemy, kto będzie "rządził" i narzucał styl...o czym pisałem wcześniej. Jak to zresztą sobie wyobraża Pan Oryl: przecież Diadura czyli "Dziadura" - jak na niego mówią pieszczotliwie jego krajanie u nas pracujący - nie mówi po polsku; czy znów muzycy mają obowiązkowo uczyć się rosyjskiego. A może trzeba tłumacza na etacie...? To - inaczej mówiąc - po prostu taki "ruski Bevier". On nas nauczy, jak grać Chopina, Moniuszkę i Karłowicza...To musi, po prostu musi - po kilku czy kilkunastu miesiącach się skończyć katastrofą...wybuchem... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 14.03.09, 23:14 Dlaczego apelowałem od początku o chwilowe powstrzymanie działań? Bo przecież nie ma powodu do tak strasznego pospiechu, do września daleko. Dyrektor Artystyczny jest do końca sezonu i pracuje. Jeśli będzie trzeba, to się opóźni następny sezon... Uważam, że to nie przypadek, że Naczelny tak się spieszy, tak się rzucił z panicznym pośpiechem, aby tę sprawę natychmiast załatwić, zawrzeć wiążące kontrakty. Założę się, że będzie tam punkt dot. wysokości odszkodowań, gdyby Filharmonia chciała się z nich wycofać...! Naczelny chce, (a dokładniej to Pani Dyrektor Nasza - Eminencja - która tu podejmuje decyzje) - chce po prostu postawić nową panią Dyrektor Wydziału Kultury przed faktem dokonanym. Zanim ta obejmie swoje obowiązki - zawrzeć kontrakt gwarantujący utrzymanie dotychczasowego "status Quo". To skandal, że Wiceprezydent Jarmoliński i p.o. Pan Cichy pozwalają na coś takiego!. Skoro sprawa jest tak dyskusyjna, skoro ma taki oddźwięk w prasie - trzeba dać Pani Stankiewicz szansę zapoznania się z problemem i wypracowania przemyślanej decyzji. Wysłuchania sprzecznych opinii. Są tutaj niezwykle ważne spostrzeżenia i wypowiedzi - z którymi Pani Stankiewicz powinna się zapoznać, zanim zadecyduje o przyszłości Filharmonii. Powinno być dla Pana Jarmolińskiego oczywiste i bezdyskusyjne, że w takich okolicznościach niezbędne jest chwilowe wstrzymanie decyzji w tej sprawie! Chyba że jest tak zaplanowane, że to On będzie podejmował decyzje, a Pani Stankiewicz będzie je po prostu jedynie realizowała. Byłoby to jednak niezmiernie dziwne, że Pan Oryl posiada całkowitą samodzielność, pies z kulawą nogą się nie zainteresuje tak na prawdę, co ten człowiek tam „uzgadnia” na koszt Miasta, za to jego przełożona – Pani Dyrektor Stankiewicz – jest całkowicie podporządkowana decyzjom T. Jarmolińskiego, nikt się nie liczy z nią i jej zdaniem... Ciekawe co na to Pan Premier Tusk ... no i PiS...? Była tu mowa o konieczności reform, weryfikacji spojrzenia na Filharmonię w ogóle, pod każdym względem. Pojawiły się bardzo ciekawe głosy, ważne informacje. Dyskusja dotknęła kierunku w jakim niezbędne jest przekształcenie tej Instytucji, aby dostosować ją do zmieniającej się rzeczywistości finansowej, rynkowej. Ktoś tu pisał o powtarzającym się od ponad dwudziestu lat cyklu konfliktów i "wywalania" Dyrektorów Artystycznych. O zaklętym kręgu nielogicznych i nieskutecznych działań. My tu sobie gadu...gadu... a tu kolejny taki cykl się zaczyna, kolejne "wywalenie" Dyrektora, kolejny niekompetentny Naczelny, kolejna próba z góry skazana na niepowodzenie i kolejna strata tak cennego dziś czasu... Czy coś znów odebrało mowę i siły Pani Podgajnej – że jako dziennikarz tak beznamiętnie przygląda się tej całej sytuacji? Po co znów próbować sposobu, który w przeszłości się po wielokroć nie sprawdził. Jest 14 marca 2009 roku godzina 22.00. Materiał ten znajdzie się w Internecie w sposób zupełnie niezależny od Gazety Wyborczej. Apeluję niniejszym do Pana Cichego: proszę powiadomić natychmiast Panią Agatę Stankiewicz o toczącej się tu dyskusji! Proszę wstrzymać (odroczyć) natychmiast zawarcie kontraktu z p. Diadurą do czasu przejęcia obowiązków przez Panią Agatę Stankiewicz. Sprawa jest poważna bo dotyczy finansów publicznych ...Ignorowanie toczącej się tu dyskusji i przerzucanie odpowiedzialności za błędne decyzje na Pana Oryla może w przyszłości okazać się nieskuteczne. Co na to Radni – którzy zostali powiadomieni o toczącej się tu dyskusji? Co na to Pani Małgorzata Jacyna Witt – znająca przecież sprawę? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 00:27 Pan Szafrański piastując bardzo długo funkcję Dyrektora Wydziału Kultury - z obojętnością patrzył przez lata na to, co się dzieje w Filharmonii. Może dał się przekonać a może sam doszedł do wniosku, że tak po prostu być musi, że to w tym środowisku naturalne, że zawsze będzie zamieszanie, protesty związkowe, że nic się nie da zmienić i nie warto nawet próbować... Zapewne nie przyszła mu na myśl żadna z artykułowanych tu teraz wątpliwości, czy też żaden z prezentowanych tu pomysłów - wart przemyślenia. Był bierny - jak to zawsze zasiedziały urzędnik. Być może prawdą było to - co o nim słyszałem z ust dyrektorów - że "szczególnie nadaje się na dyrektora wydziału kultury, bo się zupełnie na tym nie zna". Nie zna się a więc nie przeszkadza w realizowaniu własnych planów i interesów tychże dyrektorów, w niczym nie ogranicza samodzielności dyrektorów instytucji kultury, a gdyby nawet próbował - to się go łatwo zbajeruje.... Odejście Dyr. Szafrańskiego było dla Dyrektorów szokiem - Szczegolnie w Filharmonii. Zrozumiałe są w takim przypadku próby "dobrania" odpowiedniego dyrektora Artystycznego pod potrzeby orkiestrowego "zacofaństwa" - aby choć na jakiś czas jeszcze przedłużyć dotychczasowy "układ". Szkoda jaka z tego wynika dla Filharmonii nikogo tam nie interesuje, ważne żeby poudawac jeszcze hrabinię, odebrac jeszcze parę medali i orderów, spłacić jeszcze trochę rat kredytów a'konto dyrektorskiej pensji. Jak Filharmonia od tego "zdechnie" - to cóż, trudno, nie nasza wina, to wina kiepskich muzyków...niskich pensji... No przepraszam: teraz to jeszcze będzie prawdopodobnie MOJA wina...Pan Dyrektor nic nie straci, po prostu zostanie dyrektorem "czegoś innego" ...to muzycy żyjący z tej pracy stracą "chleb" i na dodatek, żeby było głupiej - im bardziej byli zaangażowani i skupieni na samej muzyce - tym dla nich gorzej. Jak ktoś procz etatu ma sklep lub warsztat samochodowy - to i bez filharmonii da sobie radę... Jest jeszcze szansa, póki nie znamy obecnej faktycznej postawy Pani Stankiewicz i jej obecnych kompetencji. Sądząc po dotychczasowych funkcjach i spełnianych zadaniach - są one wystarczające. Pazostaje jeszcze wielka zagadka ... charakter, stopień samodzielności jaki sobie wywalczy u Wice Jarmolińskiego, zdecydowanie, energia, obiektywizm... Zetknąłem się z Panią Stankiewicz kilka lat temu i poznałem jako osobę aktywną, nie gardzącą bezposrednią pracą i rozwiązywaniem bezpośrednich zadań organizacyjnych - pomimo widocznej już, zaawansowanej ciaży (mam nadzieję, że urodziła cudownego i zdrowego dzidziusia :-) - w czasach, gdy pracowała jeszcze w Szkole. Po tym wykonywała dużo bardziej złożone i odpowiedzialne funkcje. Wszystko to dobrze wróży przyszłości kultury szczecińskiej. Bardzo bym chciał porozmawiać z Panią Dyrektor - zanim rzucą się na nią "doradcy" - zasłużone Panie Dyrektor z wielkim doświadczeniem, przodujący muzycy pilnujący własnych małych, śliskich interesików, Dyrektorzy "bardzo przystojni jeżeli idzie o głos" - bojący się o swoje posadki...pan dyrektor szkoły muzycznej pozostający muzykiem w Filharmonii i jednym z czołowych "zacofańców" związkowych... Z tego - tu właśnie powstającego materiału - może się Pani Stankiewicz dowiedzieć bardzo wielu ciekawych faktów i opinii, zasługujących co najmniej na przemyślenie... a przecież o tak wielu sprawach tu - ze względów tak zwanych "zrozumiałych" nie mówimy...przynajmniej na razie jeszcze... Bardzo bym chciał mieć szansę zaprezentować Pani Dyrektor inne zdanie i inne podejście do tematu - niż poprzedni i obecny - pożal się Boże - Dyrektor. Jest ono prezentowane i tu. Chodzi obecnie o to jedynie, żeby niedopuścić do sytuacji, gdy Pani Dyrektor dojdzie do właściwych wniosków a metodą faktów dokonanych za jej plecami wszystko już zostanie "zaklepane". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 00:55 Oczywiście rozumiem i popieram, przyłączam się z przekonaniem do wypowiedzi cool_turalnego, choć nie mam takiego dystansu: Filharmonia jest mi bliska, jestem pozytywnie zaangażowany. Uważam, że nie jest beznadziejnie o tyle - że zasadniczej zmiany, reformy po prostu wbrew pozorom dotychczas nigdy nie podjęto. Jest jednak przed nami jeszcze taka ewentualność, taka próba - by naprawić to co jest i stworzyć warunki do EWOLUCJI, szybkiego rozwoju. To o tyle wazne, że najmniej by KOSZTOWAŁO, mam tu na myśli i uwadze także, a może nawet przede wszystkim - koszty ludzkie. To nie jest tak, że próby reformy tego co tu mamy zdecydowanie się nie sprawdziły, nie powiodły. Po prostu - nigdy ich tak na prawdę nie podjęto. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 03:21 cool_turalny napisał: "...Moja rada byłaby taka, żeby zacząć poważnie myśleć o powyższych możliwych modelach i reformować orkiestry, grać lepiej, lepiej dobierać dyrygentów, zanim będzie za późno i jedno z powyższych rozwiązań stanie się faktem. Brzmi nieprawdopodobnie? Proszę popytać agentów, muzyków w innych orkiestrach. I proszę mnie nie traktować jak wroga, bo chyba lepiej, żebym ja to powiedział teraz, niż jakiś decydent za rok czy za dwa, kiedy na zmiany w FS może być już za późno. 5 dni na przygotowanie jednego koncertu to naprawdę luksus, na który coraz mniej orkiestr na świecie może sobie pozwolić..." Brawo. Dokładnie to samo piszę od stycznia. Otóż zanim będzie za późno, zanim pozostanie tylko "jeden z wymienionych modeli" (zaspokojenia potrzeb kulturalnych mieszkańców - bez utrzywywania własnej wielkiej orkiestry symfonicznej) - można jeszcze spróbować zreformować tę orkiestrę i o tym od dwóch miesięcy piszę. W tej chwili obiekt ogranicza możliwości koncertowe ale nie ogranicza własnej pracy i rozwoju. Trudno tu w tej obskórnej auli przy Urzędzie Miejskim organizować więcej koncertów symfonicznych, ale orkiestra może się rozwijać. Po pierwsze - trzeba ustalić model organizacyjny. Obecny jest absurdalny, anachroniczny, przypadkowy, dostosowany do specyficznych potrzeb Pani Dyrektor i idiotycznych nacisków "związkowców" na ograniczenie "administracji". Kiedyś było nawet tak, że gdy zaistniała potrzeba zmniejszenia liczebności I skrzypiec, zwolnienia kogoś - to związkowcy wymusili - na zasadzie "odwetu" - zmniejszenie liczebności administracji o jedną osobę. Problem polega nie na ambicjach czy "socjalistycznym poczucie uprawiedliwości społecznej" działaczy solidarności - tylko na tym, że orkiestra może śmiało grać pełną symfonikę zarówno wtedy, gdy ma 14 pierwszych skrzypiec jak i - gdy ma ich 13, natomiast księgowość nie jest w stanie sprostać pełnej procedurze księgowości budżetowej i sprawozdawczości - gdy ma - przykładowo i abstrakcyjnie piszę - dwoje pracowników zamiast trojga... Stąd właśnie się wywodzi absurdalna sytuacja, gdy struktura organizacyjna administracji jest całkowicie nielogiczna i nie odpowiada niezbędnym potrzebom. Organizacja administracji jest skandalicznie wypaczona a jeszcze - z winy nepotyzmu i prywaty - bardzo dużo tam niekompetencji. Mamy skandaliczna organizacja pracy, oparta na sympatiach osobistych i "widzimisię" Pani Kierownik M a nie na sensownym i przemyślanym podziale ról, zadań i oparciu się na autentycznych kompetencjach. Ale to przecież można natychmiast zmienić; po prostu - pisałem już o tym do nudności - natychmiast zaangażowac kompetentnego dyrektora naczelnego po studiach administracyjnych lub managerskich (MBA) oraz podyplomowym "zarządzaniu instytucjami kultury" i on już będzie wiedział ile i jakich osób mu potrzeba do wykonania zadania, kto z obecnie zatrudnionych jest potrzebny a kto nie spełnia wymogów i musi albo się szybko dokształcić, albo zrobić miejsce osobie kompetentnej. To proste i oczywiste jak dwa a dwa - cztery, jednak NIGDY tego nie zrobiono, nie próbowano nawet, więc nikt nie ma żadnych podstaw twierdzić, że Filharmonia jest niereformowalna. Nikt dotychczas nie próbował jej zreformować, a z całą pewnością nie jest w stanie tego zrobic obecny Dyrektor Sztukas. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 03:33 W filharmonii jest absurdalna struktura organizacyjna, nie podobna do żadnej innej filharmonii a odpowiadająca jedynie potrzebom towarzysko-koteryjnym poprzedniej Dyrektor. Wszystko opiera się na obcięciu zatrudnienia poniżej potrzeb i zapewnieniu centralnej pozycji "niezastąpionej i niezbędnej" Pani Uniwersalnej Kierownik - bez której wszystko się zapewne rozsypie... To wynaturzenie i absurd. Jaki cymbał i kiedy ustalił "raz na zawsze", że liczba etatów osób zatrudnionych w Filharmonii nie może przekraczać 100, nie analizując obiektywnie jakie są obiektywne potrzeby wynikające z charakteru Instytucji. Przecież ta liczba musi wynikac z obiektywnej analizy a nie z zacieków na suficie! Wystarczy porównać faktyczny stan organizacji z podobnymi instytucjami. Tu kompletnie brak podziału zadań w taki sposób aby ze sobą nie kolidowały i pozwalały na pełne wykonanie. Trzeba raz na zawsze skończyć z wtrącaniem się związków zawodowych do sposobu organizacji oraz składu osobowego i ilości pracowników, bo jak to już wcześniej wykazano - muzycy- związkowcy po pierwsze nie mają najmniejszego prawa ingerowac w to, a po drugie - nie mają najmniejszego pojęcia o zadaniach poszczególnych osób i ich praco-, oraz czaso-chłonności. Nie mają pojęcia o rachunkowości budżetowej i wynikających z niej, z ustawy o VAT, ustawy o zamówieniach publicznych, ustawy o ZUS, ustaw podatkowych itp, itd - ogromnej masie terminowych obowiązków, dlatego żądanie zwolnienia kogoś z administracji w odwecie za zmniejszenie liczby muzyków - powinno po prostu trafić do kosza na śmieci! Oczywiście: trzeba uwzględniać prawo związków do OPINIOWANIA I PRZEKAZYWEANIA UWAG ale muszą one po prostu przechodzić normalny proces weryfikacji i mogą być po prostu odrzucane - gdy są nieuzasadnione. Orkiestra nie zarządza Instytucją i uwagi przez nią przekazywane nie są poleceniami dla dyrektora! Nie znaczy, że nie mogą być słuszne, pomocne i warte uwzględnienia. To jest wynaturzone w Filharmonii i musi, i może zostać unormowane, ale do tego jest potrzebny Dyrektor z charakterem i gwarancją lojalności Zarzadu Miasta. NIe może być tak, że w dziale Gospodarczym, który zajmuje się np. zakupami - jest sama Pani Kierownik, a nie ma pracownika, zaopatrzeniowca, referenta - posługującego się swobodnie komputerem. Gorzej: był zaopatrzeniowiec, magazynier, referent - posługujący się swobodnie komputerem - ale wyznaczono mu inne obowiązki. Jak można dziś - gdy wiele firm już nie wydaje katalogów drukowanych - ograniczając się dla oszczędności do istnienia w sieci - załatwiać zakupy "na telefon" - jak za Ćwieczka, nie posługując się do zbierania ofert i porównywania cen komputerem (internetem) - a tak jest w Filharmonii. Sama Pani Kierownik musi być zapoatrzeniowcem, magazynierem, referentem, specjalistą od remontów i inwestycji, zamówień publicznych i jeszcze nadzoruje utrzymanie obiektu...Przy najlepszych chęciach - brak czasu na KIEROWANIE PRACĄ, NADZOROWANIE PODWłADNYCH - kiedy się samemu zasuwa... Dokładnie tak samo jest w Dziale Koncertowym. Niedawno to było Biuro Koncertowe, ale gdy się okazało, ze Kierownik Działu może mieć wyższą pensję niż kierownik Biura - nazwę zmieniono (no i pensję - ma się rozumiec - także). Ale poza tym - nic, dalej jest chaos, wieczna improwizacja, nadrabianie błędów i pomyłek. Brak podziału ról ma bezpośrednie konsekwencje: kto inny powinien zajmować się "organizacją widowni" a więc sprzedażą biletów, promocją konkretnych koncertow i cyklów, kontaktami z klientem "instytucjonalnym" itp, a kto inny - z promocją artystów, solistów i orkiestry jako takiej. Dlatego często zdaża się - jak choćby przy niedawnym koncercie naszych muzyków - Piotra K. - że promocja nakierowana jest jedynie na sprzedaż biletow. A nie jest przeważnie trudno zapełnic tak małą salkę. Jest komlet - to brak promocji artystów występujących, no bo po co, bilety sprzedane. Ale to nie jest miejsce dla amatorów, zachowujących się jakby sprzedawali jaja na Turzynie. Przecież mimo że bilety na koncert są sprzedane - artyści; ostatecznie nie byle kto - Jan Stanienda, no i Nasz świetny Piotr z tym "nie byle kim" razem grający - zasługiwał na promocję, na te choćby trzydzieści plakatów indywidualnych, jego właśnie osobiście dotyczących. Plakaty drukuje się na OFFsecie, dlatego ich liczba jest często zbyt duża, często nie ma co zrobić z całą wydrukowaną ilością, bo Filharmonia nie dba też o miejsca ogłoszeń, niedawno Pani Dyrektor zrezygnowała ze świetnego miejsca przy placu Grunwaldzkim a własnych słupów ogłoszeniowych jest zaledwie kilka. Zamiast drukować zbyt dużą ilość plakatów i sto wyrzucać, można by wydrukować mniej a za zaoszczędzone pieniądze - trzydzieści innych, specjalnych, dotyczących promocji muzyków, solistów tej orkiestry. Ale do tego musi być fachowiec, mający pojęcie o poligrafii, najlepiej gdyby sam był plasytkiem, grafikiem komputerowym i mógł coś zaprojektować, wtedy mniej się płaci drukarnii cyfrowej... Wszystko musi mieć sens a ten sens może zapewnic jedynie kompetentny, rzutki organizator. Co zrobił Pan Oryl przez niemalże trzy "sezony" swojego urzędowania? Wydał kilka zarządzeń. Na przykład - że Inspektor orkiestry ma obowiązek rejestrowac fakty niewłaściwego zachowywania się lub łamania dyscypliny pracy przez muzyków. Ale skąd miał wiedzieć - biedak - że jak świat - światem - każdy inspektor taki obowiązek ma, od "zawsze" tak było i jest - bez jego zarządzenia. No skąd miał wiedzieć? Przecież na studiach aktorskich tego nie uczą... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 13:05 Trzeba wreszcie przestać traktować muzyków jak bałwanów, którym się "należy" pełna wysoka płaca i wielka swoboda; duża pensja za 3 godziny pracy dziennie - pomimo że niektórzy faktycznie BAŁWANAMI SĄ. Tu doprawdy nie chodzi o przydział zasiłku socjalnego "na dzieci" - jak niektórzy dotychczas sądzą (szaramysz?). Proponowałem gdzieś na początku sposób, jak zwiększyć budżet Filharmonii w tym i budżet płac - bez potrzeby (tymczasowo) zmieniania wszystkiego w sposób szokowy. Po co – ktoś zapyta. Po to aby móc więcej wymagać od własnych pracowników, przejąć dodatkowe obowiązki na rzecz mieszkańców. Aby mogli poświęcić więcej czasu Filharmonii – nie musząc dorabiać „na boku”. W Filharmonii - tym bastionie socjalizmu Pani Zasłużonej - niektórzy nie zauważyli, że dwadzieścia lat temu zmienił się ustrój polityczny naszego kraju, zaczął się zmieniać ustrój gospodarczy i to nastąpiło z woli demokratycznej większości a nie w wyniku wrogiego przewrotu. Pensja muzyka jest za 8 godzin pracy, bo muzyk jest normalnym pracownikiem najemnym i podlega wszelkim przepisom Ustawy regulującej powszechnie stosunki pomiędzy zatrudniającym a zatrudnionym. Ja celowo i specjalnie nie używam tu idiotycznego sformułowania "pracodawca" - bo od dwudziestu lat nikt już nikomu i niczego nie daje! Także dotyczy to pracy. Pracę się "kupuje" i "sprzedaje" i jest to po prostu także pewna gra rynkowa. To wynik pewnej umowy a obie strony generalnie są sobie potrzebne; stosunek między nimi jest po prostu wynikiem pewnego wypośrodkowania. Daleki jestem od radykalnych twierdzeń czy rozwiązań, ale to jest po prostu oczywistość. Dziś po prostu tak jest, że aby zwiększyć zarobki, trzeba zwiększyć nakład pracy, jej wydajność i (lub) jakość i umieć to jeszcze "sprzedać". Ma wreszcie rację cool_turalny i ostrzega jak życzliwy przyjaciel, że jest OSTATNIA CHWILA na opamiętanie. Zmiany nastąpią. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 13:08 To wcale nie musi być tak, że muzyk "odbębnia" 3 godzinki z półgodzinną przerwą - "pańszczyzny" i biegnie zarabiać do innej pracy. Na tę samą wypłatę ktoś inny, też magister i wcale nie gorszy - musi pracować 10 godzin. Oczywiście - ta przerwa jest konieczna, bo nie-muzycy nie zdają sobie sprawy jak bardzo intensywna, wyczerpująca psychicznie i fizycznie jest to praca. Wcale nie musi być tak, że połowę (teoretycznie) czasu pracy stanowi "praca własna" w domu. Żeby poważnie zająć się odtworzeniem orkiestry - te proporcje mogą być czasowo zmienione. Żeby więcej zarobić - trzeba przyjąć na siebie większe obowiązki, większą pracę oraz drożej wynik tejże pracy sprzedać. Jest na to prosty sposób – podawałem go. Musi i może nastąpić okres intensywniejszego dochodzenia do formy zespołu - po to właśnie, aby kompetentny manager -0 który będzie zatrudniony - miał co sprzedawać, promować. Musi być specjalista od reklamy – a nie ma takiego: jest Pan x – któremu to wpisano do zakresu obowiązków aby mieć pretekst podwyższyć mu pensję. Jakość orkiestry zaczyna się od "materiału wyjściowego" oczywiście, ale także od ilości i jakości razem przepracowanego czasu. Trzeba zmienić proporcje pomiędzy czasem pracy zespołowej a pracą własną. Zespół w fazie rozwoju potrzebuje trenera, stałego partnera trenującego zasadnicze umiejętności zespołowe niezależnie od aktualnego programu koncertowego. Ta orkiestra nie słucha dyrygentów, wszystko gra "po swojemu" - czyli średnio głośno i średnio razem, sztampowo i schematycznie, tak jak zawsze się grało...Nieraz mnie szlag trafia jak słyszę i widzę wysiłki kolejnych gościnnych dyrygentów, aby coś zmienić, dodać...niektórzy mówią w piątek: cóż nie udało nam się zrobić tego i tamtego tak jak zamierzałem..ale już dziś jest piątek i trudno, zagramy tak jak możemy. Tak mówią i ... wyjeżdżają, zabierając ze sobą NEGATYWNĄ opinię, którą się przecież dzielą z innymi. Ta orkiestra nie umie zagrać pianissimo, wszystko jest średnio i sztampowo. Ta orkiestra nie reaguje na każdy gest dyrygenta tylko gra po swojemu, a co - przecież jesteśmy niezależni, samorządni - co nam tu TAKI będzie nakazywał. My lepiej wiemy jak grać a dyrygent ma "machać" i nie przeszkadzać! ...właściwie często odnosi się wrażenie, że dyrygent jest zaledwie z trudnością tolerowany. Pusty śmiech ogarnia na pizzicato całej grupy smyczków; to coś jakby stado kulawych szkap, a przecież to zależy od ilości wspólnej pracy treningowej, zgrania... no i pozytywnego nastawienia, od chęci - których brak. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 13:29 Cały model "Dyrektora Artystycznego" jest do poważnego przemyślenia. Naczelny jednak nie widzi konieczności myślenia, nie pozwala na to, żeby tylko koniecznie jak najszybciej "zaklepać swoje". Nikt nie chciał się tu wcześniej wypowiadać na temat roli Artystycznego – o co pytałem celowo, chcąc sprowokować wymianę opinii na ten temat. Co od Niego powinno się oczekiwać z punktu widzenia orkiestry i z punktu widzenia „Miasta” . Dotychczas to był po prostu jeden z gości, od czasu do czasu bywający w Instytucji a zajmujący się własną karierą....no i własnego syna lub córeczki... dla którego orkiestra staje się darmowym akompaniatorem. Dyrektor jest - oczywiście z "normą zerową: - co oznacza otrzymywanie pensji bez żadnej pracy, za samo istnienie. W przypadku niejakiego Pana S. - a było to już kilka lat temu w innej sytuacji ekonomicznej - było to: zasadnicza pensja 4 tysiące ZA SAMO BYCIE DYREKTOREM oraz do tego po 4 tysiące - za KAŻDY dyrygowany tu koncert. Tak właściwie to był Dyrektorem gdzie indziej, wykładał w Poznaniu, mieszkał w Katowiacach a tu przyjeżdżał czasem "zadyrygować". Dyrygował bardzo dobrze – to prawda... Nigdy nie pracował poważnie z tą orkiestrą, na koniec ostentacyjnie wyznał, że nie zamierza być "trenerem" - bo jest wielkim "kreatorem" i szkoda mu czasu, a taka pensja "dyrygentowi tej klasy" się NALEŻY i nie jest wcale zawyżona. Przecież wiedziała o tym i Dyrektor Naczelna i Dyrektor Wydziału Kultury i Prezydent miasta... tak to było zaakceptowane. Co się teraz czepiać orkiestry: z tą orkiestrą nigdy nikt na poważnie nie pracował! A w każdym razie od dawna. Do Wiłkomirskiego już się nie cofajmy, bo to już i nie ta (personalnie) orkiestra. Dlatego apeluję o wstrzymanie powielania znów tego schematu, o wstrzymanie angażowanie kolejnego "kreatora" własnej kariery na zachodzie - po to aby się zastanowić, szybko i poważnie przemyśleć - jaki ma być model pracy orkiestry. Wymaga on zmiany, choćby nie wiem jak się temu przeciwstawiały siły wsteczne. Może trzeba się przyjrzeć treści umowy jaka ma być zawarta z Diadurą...żeby to znów nie było tak jak zawsze. Z tego co tu piszą muzycy wynika, że nie rozumieją oni, za co się dostaje pieniądze w filharmonii, jaka jest rola Rady Artystycznej, jakimi zasadami się rządzą ich możliwości awansu lub degradacji zawodowej; było tam wręcz oskarżenie o łamanie przez dyrektora podstawowych zasad, uleganie plotkom czy "robieniu komuś koło pióra". Winni takich działań powinni być z zespołu natychmiast usunięci. Może pomysł Dyrektora Artystycznego jest w ogóle zasadniczo zły; może powinien być jeden kompetentny dyrektor i po prostu etatowy dyrygent, codziennie będący w pracy i codziennie choć przez pół godziny pracujący z orkiestrą technicznie, wykonujący ćwiczenia techniczne poczynając od reagowania na każde polecenie dyrygenckie, nawet najbardziej zaskakujące - i to niezależnie od aktualnego programu i osoby dyrygenta przygotowującego go na koncert. Może próby powinny być 4 - 5 godzinne z przerwą na lunch i praca nad wieloma utworami występującymi w przyszłych programach, mozolne opracowywanie szczegółów przez dłuższą ilość czasu, po to aby to opanować, zmienić standardową interpretację sztampową na coś nowego, oryginalnego co się da "drogo sprzedać" , nagrać z sukcesem fonograficznym itp. A chodzi też i o przygotowanie do więcej niż jednego koncertu tygodniowo. Nie jest powiedziane że to muszą robić stale te same osoby, powinny być zmiany, przestoje, możliwość wlaściwego ułożenia planów pracy. Początkowo musi to być także praca "szkolna" - do tego doszło, żeby ponownie przypomnieć niektórym jak grać pianissimo, jak operować wspólnie charakterem brzmienia, jak patrzeć na dyrygenta i bez żadnych zastrzeżeń reagować na każde drgnienie jego ręki nawet wówczas, gdy nam się jego pomysł nie podoba, gdy jesteśmy innego zdania. Orkiestra musi być jak FALE MARTENOTA, gdy każde najmniejsze nawet drgnienie ręki dyrygenta wywołuje natychmiastową i przewidywalną, zaplanowaną zmianę dźwięku. Ale do tego trzeba UZNAĆ PRAWO DYRYGENTA DO DYRYGOWANIA – a tego przede wszystkim brak! Zawodowy muzyk orkiestrowy powinien czerpać zadowolenie ze sprawnego działania w zespole któremu się podporządkował - odwrotnie jak solista. A po godzinach pracy każdy może stac się solistą, wirtuozem, realizować swoje prywatne plany koncertowe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 13:41 Możliwe, że się nie obejdzie bez „podziękowania” kilku osobom, ale ja wiem i obserwowałem to w swojej praktyce, że ludzie doskonale potrafią i wręcz chcą dostosowywać się do rozsądnych oczekiwań, wymagań, zwłaszcza gdy widzą realny wynik. Artyści, muzycy są ludźmi niezwykle potrzebującymi sukcesu, realnego pozytywnego wyniku własnej pracy. Wieloletnia stagnacja, błędy zarządzania – zniechęciły wielu, ale już pierwsze sukcesy, pierwsze oznaki pozytywnych zmian napędzałyby dalsze wysiłki oraz zmianę postaw. I nie chodzi tu o jakąś niesamowitą rewolucyjną zmianę: można to zrobić bardzo szybko; po kilku miesiącach orkiestra ta mogłaby być nie do poznania. Chodzi też o promowanie właściwych postaw, wzorców a otwarte ganienie tych niewłaściwych. O otwarcie, asertywnośc - a nie podmiatanie pod dywany. O obarczenie kierowników grup instrumentów realną odpowiedzialnością i realnymi możliwościami. O faktyczny autorytet koncertmistrza – zakotwiczony w lojalności Dyrektora. Za długo muzycy z pobłażliwością spoglądali na „warajana” - podśmiewając się z niego po kątach. Tu nie chodzi o żaden cud. Po prostu zwyczajne kompetentne działania organizacyjne. Dlatego piszę: przerwijmy szaleństwo dyrektora prącego jak „ruski ślizgacz” do zaangażowania nowego Dyr. Art. - na starych zasadach, jako kontynuację błędnej dotychczasowej drogi - aby się tylko nic nie zmieniło „u góry”. Bo za rok znów będzie: "orkiestra ma przecież prawo raz na jakiś czas zaopiniować swojego Dyrektora Artystycznego... w interesie melomanów..." Posiadanie własnej miejskiej doskonałej orkiestry znanej i sławnej w europie, nagrywającej ciekawe płyty i promującej miasto w sposób bezpośredni na całym świecie – to jednak coś innego niż zapraszanie jedynie obcych orkiestr, gościnnie występujących, choć melomanowi może się wydawać inaczej. Dobre, równorzędne orkiestry mogą się wszak wymieniać koncertami, z pożytkiem i dla własnych melomanów ale i dla promocji własnych miast. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 14:07 Cool_turalny ma całkowitą rację. Po prostu pisze to samo co ja, ale umie to zgrabniej ująć i doprecyzowac to szczegółową wiedzą. Szanuję to i bardzo dziękuję. Myślę,że jeszcze jest możliwy pozytywny obrót spraw. Jeszcze można zawrzeć z zarządem Miasta układ oparty na przejęciu większych obowiązków, konkretnie promocyjnych i oświatowych - wraz z pewnym odpowiednim partycypowaniem w budżecie na tamte zadania, no i oczywiście zobowiązaniem się do szybkiego wzrostu poziomu, realnym, faktycznym zabraniu się do roboty, zakasaniu rękawów na najbliższy rok albo do czasu oddania nowego obiektu. Oczywiście to nie jest zadanie dla "orkiestry" tylko dla nowej administracji, managera oraz dyrygenta. Cała struktura organizacyjna musi zostać dopasowana, unowocześniona. Treść umowy z dyrygentem - Dyrektorem Artystycznym zależy od wcześniejszej decyzji w tej sprawie. Musi być tam zawarte to - czego Miasto od Dyrektora oczekuje. Nie "norma zerowa". Dlatego właśnie zanim nie zapadnie w tej sprawie decyzja, zanim nie wypowie się Pani Dyrektor Stankiewicz - nie powinno się tej umowy podpisywać, finalizować. Może się wszakże okazać, że oczekiwania i pozycja Dyrektora Artystycznego powinna być zupełnie inna albo - że Miasto rezygnuje z obsadzania takiej funkcji i rozwiązuje inaczej kwestię Dyrygenta...Oczywiście wszystko zależy od tego, czy Miasto a konkretniej Władze miasta oraz mieszkańcy będą chcieli zainwestować w pomysł posiadania własnej orkiestry, narzędzia promocji miasta i przedmiotu dumy - jak w innych wielu ośrodkach kulturalnych. A to, czy bedą chcieli - zależy od prawdopodobieństwa powodzenia takiego planu naprawy. A stopień tego prawdopodobieństwa - zależy od autentyczności postaw ludzi, od chęci... Dobra: nadrobiłem zaległości... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 22.03.09, 20:40 Oczywiście - Pani Agata Stankiewicz, nie Agnieszka ...ale i tak by było ładnie. Oba imiona lubię, dlatego mi się mylą, za co przepraszam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.gprs.plus.pl 17.03.09, 02:43 Można się skontaktować z Filharmonią Narodową Ukrainy - na Wołodymyrskim Spustie w Kijowie, a jakże... można ... I okazuje się, że prawdopodobnie niewłaściwie piszę nazwisko dyrygenta. Tutaj niestety nie mamy do dyspozycji cyrylicy, ale po ukraińsku to się pisze: D - ja - d - ju - r - a ...czyli Diadiura a nie Diadura. Oczywiście mamy tu jeszcze wielki problem transliteracji z języka ukraińskiego z punktu widzenia nauki polskiej oraz specyficznej "transliteracji" - stosowanej przez samych ukraińców - dającej takie "łamańce" jak np. Mykhailo ... Wydaje się jednak, że powinno się pisać Diadiura. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 18.03.09, 15:42 Kto się tam znowu podszywa. Uwaga - bezrobotni: Nowy sposób poszukiwania Dyrektora Artystycznego Filharmonii. www.epuls.praca.gov.pl/index.php?ePulsNrSesji=e8e07293035d72be46218c5c293eb229 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 20.03.09, 12:16 a to dranie: ...zmienili link; Uwaga - wszyscy bezrobotni. Dyrekcja Poszukuje Dyrakcji Artystycznej, takiej "w sam raz". www.epuls.praca.gov.pl/index.php?up=32620 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 20.03.09, 12:18 Uwaga: oferta tylko dla absolwentów szkół muzycznych! Szczegóły - w pupie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 21.03.09, 23:17 Zaręczam, że gdy wstawiam ten link - jest on dobry, to potem nagle się zmienia. Ale jeśli postanowiłem raz pokazać to ogłoszenie - zrobię to: gutambe.sitesled.com Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorzej .. IP: *.libra.ar.szczecin.pl 21.03.09, 23:22 Właściwie to przed chwilą, gdy przeczytałem informację o powołaniu przez Prezydenta Krzystka znanego nam pana Marka Sz. na koordynatora starań Szczecina o miano ESK 2016 - (www.kurier.szczecin.pl/Art.aspx?a=18938) - dopiero zrozumiałem sytuację. Zacząłem przypominać sobie fragmenty wcześniejszych wypowiedzi różnych osób; Barbary z Pogodna, Googlera, Cool_turalnego i innych...Nawet ja sam już wcześniej przeczuwałem prawdę... Zastanowiłem się więc: jak Prezydent mógł powołać kogoś takiego na takie stanowisko? Czyżby był aż do tego stopnia nieświadomy, pozbawiony rozeznania i informacji? Przecież to była bardzo głośna była sprawa – przymusowe odejście Pana Sz. ze stanowiska Dyrektora Opery. Opera co prawda podlega Urzędowi Marszałkowskiemu a nie Miejskiemu, ale przecież ZA COŚ musiał ten człowiek odejść, nie "za niewinność"; tam była jakaś wielka afera, w dziwaczny sposób ukrywana i maskowana. Były tam jakieś kontrole z Urzędu Marszałkowskiego, które coś tam wykazywały, były podejrzenia o niegospodarność, nadmierną rozbudowę administracji kosztem zdziesiątkowanej orkiestry i zespołu artystycznego, udane próby zdeklasowania własnego zespołu - zastępowanego "impresariatem" obcych gotowych przedstawień.., delikatnie mówiąc "niewłaściwą" gospodarką finansową związaną z tym impresariatem prowadzącą do podejrzenia „czerpania prywatnych korzyści z wykorzystania majątku publicznego”, z rozdawaniem parotysięcznych kwartalnych premii kilku przez siebie zatrudnionym własnym asystentkom ... Nie mam dokładnej wiedzy, bo nie byłem tym osobiście zainteresowany, ale coś się tam musiało potwierdzić z tych negatywnych ocen i oskarżeń, skoro ten człowiek został zwolniony z funkcji Dyrektora, odszedł bez protestów i zajął się odpowiednią dla siebie działalnością na właściwym sobie poziomie - w organizacjach pozarządowych, czy może w jakimś „Domu Kolejarza”... Musiały być bardzo poważne powody, że usunięto go z funkcji Dyrektora Opery (wraz z nim odszedł wówczas i J. Kraszewski) – tym bardziej – gdy było to wówczas równoznaczne z powrotem do Opery kogoś tak histerycznie, psychopatycznie znienawidzonego przez operowych „związkowców” p. Bosiackiej – jak dyrektor – dr W. Kunc. Czy to wszystko nagle teraz już stało się nieważne? Czy Marszałek zupełnie nie kontaktuje się z Prezydentem Miasta - choćby i pośrednio – poprzez swoich urzędników? Albo w przeciwnym kierunku? Czy Prezydent Piotr Krzystek lub p. Jarmoliński może być do tego stopnia pozbawiony informacji, rozeznania kto jest kim? Czy Prezydent Piotr Krzystek przyjmuje bezkrytycznie każdą – podawaną mu przez „usłużnych” i „życzliwych” - informację? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.libra.ar.szczecin.pl 21.03.09, 23:27 Wreszcie trzeba zapytać: czy istotnie w tym mieście nie mamy już nikogo odpowiedniego, że sięgamy po takie osobistości? A może to jest po prostu wielka gra pozorów z "fantami" do wygrania - i wcale tu nie jest potrzebny ktoś kompetentny, kto by chciał się poświęcić kulturze tego miasta i zostawić tu swoją pracę, wysiłek i część życia – tylko ktoś sprawny w przechwytywaniu tychże „fantów” ? Może po prostu jesteśmy naiwni - oczekując czegoś podobnego – jako mieszkańcy i miłośnicy muzyki? Może cała sztuka polega na tym, żeby zrobić wiele szumu wokół konkursu ESK 2016, zamącić wodę i pomimo nieuniknionej przegranej Szczecina - wypłynąć bezpiecznie i niezauważalnie ...z dziwnie rozepchanymi kieszeniami...załapawszy się na „fanty” i urwawszy dla siebie co się da z ogromnej masy zmarnowanych na ten konkurs pieniędzy publicznych. Może to wszystko, cała ta „przepychanka” i „podchody” różnych osób i organizacji wokół sprawy konkursu na ESK 2016 – to po prostu jakby ustawianie się i przepychanie prosiaków ryjem do żłoba – pustego jeszcze – i brakuje jedynie kogoś, kto coś do tego żłoba wrzuci...a to „coś” - to dziesiątki czy setki milionów złotych z publicznych funduszy, asygnowanych na ten – z góry skazany na niepowodzenie – cel. Dla niewielkiej grupy dobrze ustawionych pod żłobem prosiaków – z pewnością zakończy się to powodzeniem ...a pozostałe 450.000 mieszkańców... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.libra.ar.szczecin.pl 21.03.09, 23:33 Kiedyś - w PRL mawiano, że wszelkie dyskusje są bezsensowne, bo o czymkolwiek by nie zacząć rozmawiać, prędzej czy później dojdzie się do "przewodniej roli partii" - a ta już była poza dyskusją, to kończyło wszelką dyskusję. Wygląda więc na to, że niewiele się zmieniło, bo i obecnie - nieuchronnie dochodzimy do roli władzy samorządowej czy wojewódzkiej między innymi w sytuacji kultury, sytuacji ludzi i instytucji kultury... Analizując sytuację w Filharmonii – dochodzę do wniosku, że dalej dokładnie to się potwierdza. Wszystko zawsze zależało od władzy; partyjnej, państwowej a teraz – samorządowej. Od początku mojej pracy uderzał mnie niesamowity brak samodzielności tej instytucji. I tu nie tylko chodzi o specyficzną postawę Pani Dyrektor; postawę koniunkturalizmu, uległości i konformizmu. Uderzała też agresywna postawa urzędników Urzędu Miejskiego. Słusznym by było pytanie, co było tu przyczyną a co skutkiem. Najrozmaitsi dyrektorzy, kierownicy z UM – zachowywali się wobec pracowników Filharmonii tak, jakby wszyscy byli ich zwierzchnikami. Nawet każdy pożal się Boże młodszy referent z Działu Gospodarczego UM – czuł się i zachowywał, jak ktoś mający więcej do powiedzenia w sprawach naszej instytucji – niż jej Dyrektor Naczelna. Przychodziła Pani Słodkowska i wydawała polecenia – jakby tu chodziło o jeden z wydziałów Urzędu Miejskiego a nie odrębną instytucję, mającą odrębną dyrekcję i odrębny budżet – a przypadkowo jedynie mieszczącą się w tym samym budynku. Wydział Oświaty, Wydział Kultury – to samo: telefon z poleceniem wykonania tego czy owego, poleceniem udostępnienia sali na ich potrzeby – no i wielkie zdziwienie, że ktoś nieśmiało protestuje albo co gorsze – zapyta o zapłatę za pracę po godzinach... Łatwo sobie oczywiście wyobrazić, jak to wpływało na sytuację i samopoczucie w naszej instytucji. To oczywiście można traktować jedynie jak skandaliczne wypaczenie, za które jest odpowiedzialna postawa „władzy” - w tym przypadku Dyrektor Naczelnej. Co zadziwiające – nigdy nie słyszałem, aby Dyrektor Wydziału Kultury zajmował taką postawę, zdecydowanie ingerował w nieprawidłowości – a to akurat było by potrzebne, zrozumiałe, słuszne a nawet zbawienne... Pani Dyrektor zawsze dawała wiarę obcym a nie swoim, pozwalała na wtrącanie się nawet przypadkowych osób – do planów koncertowych, repertuaru, decyzji ... Ulegała najdziwniejszym i najbardziej choćby niebezpiecznym pomysłom ludzi urządzających w tej sali własne, komercyjne koncerty, jak choćby sprzedanie przez p. Muszyńskiego 700 biletów na tę salę (mającą ok. 450 miejsc) – co doprowadziło do sytuacji nawet bardzo niebezpiecznej. Obecnie sytuacja nie jest lepsza... tradycja jest kontynuowana. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.libra.ar.szczecin.pl 21.03.09, 23:43 Odnosząc to do postawy pracowników aktywnych, działaczy związkowych – można ich postawę rozumieć i oceniać także i w tym aspekcie: czy można mieć pretensję, że widząc taką bezwolność, bark charakteru, koniunkturalną postawę p.Dyrektor – uważali się za zmuszonych do „przejmowania władzy”, poczuwając się we własnym interesie do odpowiedzialności za instytucję – starali się „zastąpić” w jakimś sensie uległą Dyrekcję – co właśnie doprowadziło do obecnego ogromnego wypaczenia – prób zarządzania instytucją przez związek zawodowy? Z wypowiedzi pracowników – tutaj prezentowanych – wyraźnie wynikało przekonanie, iż muszą „w interesie melomanów” przeciwstawić się „władzy” a także uważali to za objaw działania instynktu samozachowawczego – jako zawodowcy „żyjący” z tej pracy. Nie mamy tu miejsca na dłuższą analizę, ale dla mnie postawa związkowców widziana z tej perspektywy – podlega zupełnie innej ocenie a w każdym razie można ją zrozumieć. A przyczyna – brak kompetentnego zarządzania Instytucją. Podobnie – jeśli chodzi o płace. Wspomnijmy o obecnej sytuacji w Filharmonii Koszalińskiej. Związek Zawodowy Solidarność zażądał tam – podobnie jak to było w Szczecińskiej – podwyżek płac o 1000,- zł. Po odmowie – powstał protest, narastające napięcie i konflikt z Dyrektorem. Dyrektor w wyniku tego zaoferował podwyżki o 300,- co nie zostało całościowo zaakceptowane. Ale spójrzmy na to z innej strony. Wiadomo, że płace w Filharmoniach są o wiele za niskie. Tego już nikt nie kwestionuje. Wiedział to i Dyrektor, ale ... nie dał. Po prostu czekał chyba na takie żądanie i strajk. Po co?! Skoro dał po 300,- zł – widać takie możliwości BYŁY. Posiadając takie możliwości – mógł po prostu tę podwyżkę przeprowadzić wcześniej, przekonać pracowników że wykorzystuje zawsze posiadane możliwości i jeśli takie będą w przyszłości – także z nich na pewno skorzysta. Inaczej – jeśli nie będzie podwyżki – znaczy że faktycznie nie było możliwości. To kwestia zaufania – które należy budować i które ... buduje, a nie walki – która zawsze niszczy. A jak wyszło? Dyrektor wymusił protest, przekonał pracowników, że jeśli czegoś nie wymuszą siłą, nie wydrą pazurami – nie dostaną, że droga do podwyżki wiedzie tylko poprzez spór, konflikt, strajk – kosztem pracy instytucji i kosztem poziomu artystycznego (bo taka sytuacja konfliktowa natychmiast się odbija...). Więc Filharmonia Koszalińska wiele straciła, ugruntowała się zła tradycja – z winy ... „władzy”... Jeśli więc wynaturzoną i wypaczoną „samorządność” pracowników Filharmonii Szczecińskiej (tak jak i Opery, F.Koszalińskiej i innych) traktować jako formę dbałości o własne miejsce pracy, przeciwstawienia się kolejnym niekompetentnym osobom z „władzy” obojętnego szczebla – trzeba to uznać za wynik niewłaściwej polityki kadrowej „władzy zwierzchniej nad dyrekcją”, braku dbałości o kompetencje zarządzających i szczegółowego nad nimi nadzoru. Pytam więc: kto i na jakiej podstawie uznał p. Jarmolińskiego – wiceprezydenta – za kompetentnego w sprawach zarządzania miejskimi instytucjami kultury? No chyba Pan Prezydent – dobrał sobie ekipę po linii partyjnej. Jakie sam miał kompetencje merytoryczne, aby to ocenić? Czy kompetencje merytoryczne miały jakieś znaczenie wobec PO- litycznego wyniku wyborów? Kto i na jakiej podstawie merytorycznej wybrał w konkursie na Dyrektora Filharmonii – tego akurat kandydata który jest Dyrektorem – i czym się przy tym kierował? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.libra.ar.szczecin.pl 21.03.09, 23:58 Mam przed sobą – między innymi – dokument o nazwie: „Formalne kryteria wyboru kandydatów na stanowisko Dyrektora Naczelnego Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza z siedzibą przy Pl. Armii Krajowej 1 w Szczecinie”.- z sierpnia 2006 roku. I.Kandydaci przystępujący do konkursu powinni spełniać następujące warunki: 1.posiadać wykształcenie wyższe; 2.posiadać udokumentowany co najmniej 5-letni staż pracy na stanowiskach związanych z organizacją, upowszechnianiem, prowadzeniem lub zarządzaniem działalnością kulturalną; 3.dysponować znajomością problematyki związanej z organizacją, współtworzeniem i upowszechnianiem kultury muzycznej, w szczególności poprzez organizowanie i realizację koncertów symfonicznych, kameralnych, instrumentalnych, wokalnych, oratoryjnych oraz recitali, festiwali i innych przedsięwzięć muzycznych; 4.dysponować umiejętnością organizacji pracy i kierowania zespołem pracowników; 5.dysponować znajomością przepisów prawnych, dotyczących funkcjonowania instytucji kultury, w szczególności działających w formie filharmonii; 6.posiadać wiedzę i doświadczenie na temat pozyskiwania pozabudżetowych środków finansowych na działalność kulturalną; 7.posługiwać się językiem obcym (preferowany angielski lub niemiecki); 8.dysponować dobrym stanem zdrowia, potwierdzonym zaświadczeniem lekarskim. II.Przystępujący do konkursu powinni złożyć następujące dokumenty: 1.pisemną koncepcję programową dotyczącą prowadzenia Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie. 2.... itp, itd... Można zapytać: kto właściwie i na jakiej podstawie uznał, że ten kandydat spełnia choćby wymienione tu warunki formalne. W maju 2006 r. kandydatura Pana O. została skonsultowana i zaopiniowana przez związek zawodowy Solidarność w Filharmonii, (nie przez „orkiestrę” ani nie przez „związki” tylko przez DWIE OSOBY), do dnia 30 sierpnia trwało składanie zgłoszeń przez kandydatów (i było kilka innych, z "Polski" - które skonsultowane nie zostały) a 6 września odbyło się „rozpatrzenie kandydatur”... Pozostawiam to bez komentarza. Kto widział – a zwłaszcza czytał „pisemną koncepcję programową dotyczącą prowadzenia Filharmonii im m. Karłowicza” - złożoną do konkursu przez Pana O. (Dot. ust.II, pkt 1 - pracownicy śmiali się, że prawdziwą autorką i tak jest Nasza Kochana Pani Dyrektor...) Na ile – przez niemalże trzy pełne sezony artystyczne – zrealizował on tę przedstawioną komisji konkursowej swoją koncepcję programową – która uzyskała tak wysoką ocenę „komisji konkursowej”. Czy to zupełnie nie interesuje P.P Jarmolińskiego i Krzystka? Przecież powszechnie mówi się w firmie – że nie zrobił on przez ten czas absolutnie nic istotnego. Mało tego: mówi się, że tym którzy doprowadzili do wygrania przez niego tego konkursu – dokładnie właśnie o to chodziło, aby nic nie zrobił (nic nie zmienił)... Więc cóż? ...niekompetentny dyrektor, nieaktywny były Dyrektor Wydziału, niekompetentny w tej akurat sprawie Wiceprezydent (lekarz), nie mający o tym pojęcia Prezydent (prawnik), niewiele o tym wiedzący Radni z Komisji (w większości – nauczyciele)...Jak się dziwić, że to muzycy usiłują z fatalnym skutkiem „zarządzać” instytucją – wtrącając się do wszystkiego i powodując totalny bałagan – wszak bronią swojego miejsca pracy, chleba... Sam tu nawoływałem do zaproszenia wreszcie kogoś nowego, poszukiwania w drodze AUTENTYCZNEGO konkursu kogoś kompetentnego, kogoś spoza Szczecina, kogoś kto tu się osiedli i poświęci się temu miastu... Teraz znów - powołanie kolejnego „lokalnego specjalisty” - jakby przesądza o wszystkim. Przepełnia miarę. Chyba już dość! W mieście, w którym są tak wielkie zaniedbania, tak wielkie potrzeby społeczne, tak wiele biedy i zacofania – ta zabawa o wielomilionowym budżecie – faktycznie wydaje się skandaliczna, w sytuacji niespełniania podstawowych potrzeb życiowych bardzo wielu mieszkańców. Jak długo będzie jeszcze ona tolerowana? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorze IP: *.libra.ar.szczecin.pl 22.03.09, 00:10 Pisząc z przekąsem o "powołaniu kolejnego lokalnego specjalisty" - miałem oczywiście na myśli pełnonocnika - Pana Sz. W żadnym przypadku nie Pani Agaty Stankiewicz. Ale - zastanowiłem się; cóż Ona nawet przy pełnym zaangażowaniu i oddaniu sprawie - może zdziałać w takim towarzystwie. Musiała by faktycznie dostać "białą kartę"...pokazać charakterek, podporządkować sobie Dyrekcję Filharmonii i zachować samodzielnosć od "porad lekarskich" ... Jeśli Rada Miasta w poniedziałek zatwierdzi "pełnomocnika" - to koniec! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tomaszek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.09, 15:07 Szkoda, ze jednym klamliwym postem naplules na swoje dobre imie, Karolku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tomaszek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.09, 01:45 Gość portalu: karolek napisał(a): Przecież to była bardzo głośna była sprawa – przymusowe odejście > Pana Sz. ze stanowiska Dyrektora Opery. Opera co prawda podlega > Urzędowi Marszałkowskiemu a nie Miejskiemu, ale > przecież ZA COŚ musiał ten człowiek odejść, nie "za niewinność"; > tam była jakaś wielka afera, w dziwaczny sposób ukrywana i > maskowana. odejscie wymuszone ,aby splacic dlugi wyborcze wobec Kunca, ktory "wygral" ustawiony konkurs. Gość portalu: karolek napisał(a): > Były tam jakieś kontrole z Urzędu Marszałkowskiego, które coś tam > wykazywały, były podejrzenia o niegospodarność, nadmierną rozbudowę > administracji kosztem zdziesiątkowanej orkiestry i zespołu > artystycznego, udane próby zdeklasowania własnego zespołu - > zastępowanego "impresariatem" obcych gotowych przedstawień.., > delikatnie mówiąc "niewłaściwą" gospodarką finansową związaną z tym > impresariatem prowadzącą do podejrzenia „czerpania prywatnych > korzyści z wykorzystania majątku publicznego”, z rozdawaniem > parotysięcznych kwartalnych premii kilku przez siebie zatrudnionym > własnym asystentkom ... > > Nie mam dokładnej wiedzy, bo nie byłem tym osobiście zainteresowany, > ale coś się tam musiało potwierdzić z tych negatywnych ocen i > oskarżeń, skoro ten człowiek został zwolniony z funkcji Dyrektora, > odszedł bez protestów i zajął się odpowiednią dla siebie > działalnością na właściwym sobie poziomie - w organizacjach > pozarządowych, czy może w jakimś „Domu Kolejarza”... piszesz, ze nie wiesz, a jednak... Te rewelacje wyssales ze swego brudnego palucha? Prawda jest taka,ze RIO oddalilo wszystkie zarzuty postawione Sz. ,mimo usilnych staran i upierdliwosci Opery (czytaj K.)prokuratura tez. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.libra.ar.szczecin.pl 22.03.09, 15:06 Czyżby to znowu „Fa-kiu-ti”...znów o tym palcu... Nie lubię się babrać w gvwnie i dlatego właśnie szczegółów tej sprawy w Operze już nie pamiętam. "Bozia" mnie na szczęście nie pokarała aż tak, żebym musiał pracować w Operze na Zamku w Szczecinie. Obserwowałem jednak jego (Pana Sz.) pracę bezpośrednio i wyrobiłem sobie konkretny pogląd. To nie są żadne "rewelacje" tylko sprawa publiczna, powszechnie znana. Była to bardzo głośna wówczas sprawa (jesień 2007). Przykłady? choćby artykuł pt. "Gdzie jest milion z kasy Opery!" - patrz www.e-teatr.pl/pl/artykuly/46158.html Pewnie i był tam element wojenki politycznej pomiędzy marszałkiem Mejerem (SLD) a młodymi "Orłami" z nowego politycznego klucza...Pan SZ. mógł się i po części stać ofiarą przepychanki, nie można wykluczyć. Mówiono wówczas i o takiej ewentualności, że Pan Sz. dlatego tak skwapliwie skorzystał z możliwości "podania się do dymisji", iż od tego uzależniono ...upublicznienie wyników kontroli w Operze, bądź ich ...nieupublicznianie. Tak ludzie gadali na mieście, i rzeczywiście dziwne jest, że dziś wyników tych kontroli faktycznie nigdzie nie ma; ani w archiwum Urzędu Marszałkowskiego, ani w archiwum RIO, ani w audycie wewnętrznym Urzędu Marszałkowskiego... Pan Sz. odszedł - i jak się okazuje ... żadnych kontroli nie było. To czyni powyższą wersję prawdopodobną. Pod wyżej przytoczonym artykułem bardzo trafnie napisał wtedy Pan Maciej Deuar: (cyt): "...Niezależnie od argumentacji obu stron ewentualnego konfliktu jedno jest pewne: finansowanie i działalność Opery na Zamku powinna być bardziej przejrzysta dla pracowników, urzędników i opinii publicznej. Robienie sztuki z natury bardzo kosztownej środkami adekwatnymi dla kameralnego teatru, a nie reprezentacyjnej dla regionu sceny muzycznej, będzie w nieskończoność powodować konflikty i wzajemne oskarżenia. A przede wszystkim całkowicie zaciemni sens istnienia tego teatru.» "Gdzie jest milion?" (MaD) Kurier Szczeciński online 26-10-2007 (koniec cyt.) Minęło kilkanaście miesięcy - i dalej jest to aktualne, dalej jest chryja w Operze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.libra.ar.szczecin.pl 22.03.09, 15:20 Powracam wiec do sprawy kompetencji osób zarządzających kulturą. Jak długo jeszcze mieszkańcy będą się przyglądać na ten chocholi taniec. Podam przykład absurdalności całej tej sytuacji. Pan Sz. zorganizował koncert na stoczni - w rocznicę Grudnia. "Reqiem Polskie" Krzysztofa Pendereckiego. Była to współ- organizacja ale całą zasługę przypisał SOBIE i Operze. Sądząc po filmie video jaki z tego powstał - byłby doskonałym propagandystą partyjnym w PO - z wielkim pożytkiem dla kultury szczecińskiej by było, gdyby się jej nie "tykał". Ustawienie estrady na stoczni przygotowali pracownicy Filharmonii, własnumi instrumentami i własnym transportem, z niewielką pomocą Pana Michała - woźnego z Opery. Co więcej - 70% muzyków grających tam - to byli muzycy Filharmonii a nie Opery. Nie ma o tym nawet cienia wzmianki. Wszystkie próby, wraz z pierwszą połową generalnej - prowadził z wielkim wysiłkiem Pan Zygmunt Rychert a nie dyrygent z Opery - J.K. - nikt na ten temat nie pisnął. Pan J.K. przyszedł jedynie na ostatnią próbę do tego koncertu - odbywającą się w filharmonii i posiedział 10 minut NA BALKONIE - po czym zainkasował za to od pana Sz. - 5.000,- zł. Nie ma o tym nawet wzmianki. Pan Zygmunt Rychert jest zbyt wielkim i doświadczonym dyrygentem, żeby się o to upominać. Na wspomnianym filmie jest TYLKO Pan SZ; największy organizator wszechczasów. Żeby tak mógł dłużej - to już by był pewnie po własnej beatyfikacji. Pan Penderecki był bardzo zadowolony. Dyrygował oczywiście za darmo. No wziął ...oczywiście że wziął 25.000,- zł, ale to było za prawo do wykonania jego utworu, a nie za dyrygowanie... Nic dziwnego, że w sporze o Operę, proszony o wsparcie przez Pana Sz. - opowiedział się po jego stronie. To tak, jakby pilnował własnej kasy pancernej (przyszłej owocnej współpracy). Niepokoi mnie jednak - że ogromna liczba mieszkańców szczecina zarabia tę kwotę na rok. PRZEZ CAŁY ROK PRACUJĄ NA DOCHÓD = 25,000.- Na czym jednak polegała ta "współ-organizacja" - że Filharmonia nie dość że praktycznie zagrała ten koncert, zaangażowała własne instrumentarium, transport i sprzęt - to jeszcze dopłaciła na koniec Operze - 150.000 zł? Chyba za to właśnie, aby jej nie pokazywać na tym filmie w towarzystwie Pana Sz, bo faktycznie - filharmonia tam zupełnie nie istnieje. Przypomniało mi się jeszcze jedno; na czym polega ta zabawa - ciężko tyrający na swój chleb szczecinianie: w czasie próby generalnej prowadzonej przez Pana Pendereckiego - w pewnym miejscu były tam w partii wiolonczel takie bardzo szybkie pasaże bardzo małymi wartościami nut itp. bardzo dużo i gęsto ich było i nagle Penderecki- kompozytor przerwał i pyta wiolonczelistek: a co wy tam tak gracie strasznie, moje Panie. Na to one, że tak jest w nutach, tak Pan to - Maestro - skomponował. A to kto wam kazał tak to dokładnie grać? - pyta Penderecki. To trzeba tak "ogólnie", to mają być takie tylko "przebiegi melodyczno-rytmiczne"...no wiecie Panie o co chodzi... nie widziałem czy tu „puścił oczko” do wiolonczelistek, ale mu zagrały "takie przebiegi", pewnie każda inaczej ale i tak tego nie było słychać w ogólnej kakofonii... =(25.000,-) Budżet tego jednego koncertu odpowiadał rocznym kosztom utrzymania Filharmonii Szczecińskiej. Był to koncert poświęcony pamięci ofiar Grudnia, wydał na niego Pan Sz. kilka milionów, zapomniał jednak, że większość prawdziwych ofiar Grudnia, szczególnie tych żyjących, okaleczonych, prześladowanych wówczas psychicznie i fizycznie, żyje z poniżających rent i nie doczekała się do dzisiaj żadnego odszkodowania za swoje cierpienia, cierpienia w słusznej sprawie. Może należało to najpierw załatwić, a potem robić koncert....? Mam więc inne zdanie niż „tomaszek” i nie widzę powodu by zdanie zmieniać. Dla mnie Pan Sz. - to hochsztapler z ogromną łatwością robienia propagandy i rozrzucania pieniędzy - i dlatego pewnie tak się podoba "władzy". Jeśli zostanie pełnonocnikiem - to szczecin na pewno wygra ... Oscara ...za film o doskonałym mieście Szczecinie, stolicy kultury wszechświatowej. Pan Sz. - już jako Prezydent - będzie osobiście rozdawał video-kasety z autografem - "mieszkańcom slamsów i bezrobotnym ku pamięci – Prezydent Sz.". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tomaszek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.09, 16:10 stosujesz taktyke z czasow slusznie minionych, jedne klamstwa pokrywasz innymi, wiekszymi. Nie chce mi sie z Toba gadac! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.libra.ar.szczecin.pl 22.03.09, 17:14 Oczywiście Ty znasz całą obiektywną prawdę. Jesteś wszechstronnie zorientowany w sytuacji, wiesz wszystko - co jest prawdą, a co kłamstwem. I jesteś nieomylny ...tylko nic nie mówisz, bo ci się nie chce. Ostatnio kogoś takiego spotkałem ... w przedszkolu...jakieś czterdzieści lat temu... Nigdy nie twierdziłem, że wiem wszystko albo że nie jestem subiektywny. Nikt nie jest obiektywny ale nie wszyscy o tym wiedzą, zdają sobie z tego sprawę... To jest miejsce, gdzie można zaprezentować swój pogląd, swoje zdanie czy opinię. Pogląd, zdanie lub opinię zawsze i z natury subiektywną. Dlatego tylko wszyscy tu opuszczają tę część zdania o treści:"moim zdaniem to..., ja uważam że...ja myślę...,wydaje mi się... itp, itd - bo to w domyśle JEST w każdej wypowiedzi zawarte - prócz Twojej. Nie mam zamiaru wnikać w spory w innych instytucjach. Nie interesuje mnie historia Dyrektorów w Operze. Chodzi mi jedynie o to, że od wielu lat działalność operowa jest tam prowadzona na marginesie niekończącej się chryi. Opery się wystawia przy okazji wojenki podjazdowej wewnątrz instytucji - o czym pisał Deuar w przytaczanej wyżej wypowiedzi. A to z kolei interesuje mnie JEDYNIE w aspekcie niesprawności władzy województwa. Konkretnie - niedoboru "jaj". Intrersuje mnie to w aspekcie niewyczerpanej cierpliwości mieszkańców tego miasta ciężko pracujących na swoje potrzeby. Subiektywnie, prywatnie jestem miłośnikiem symfoniki, muzyki instrumentalnej i po części chóralnej a nie cenię teatru, nawet operowego. Nigdy jednak bym się nie odważył nawet pomyśleć, nie tylko publicznie głosić, że z tego powodu trzeba namawiać do likwidacji Opery - tak jak to się zdarzało Operowym mentorom. Mam własne poglądy i własne przekonania i na podstawie przedstawianej merytorycznej argumentacji czasem je zmieniam. Nie jestem marionetką, kukiełką na sznureczkach i nie interesuje mnie, czy się moje poglądy komuś ważnemu (np. Tobie) podobają czy nie, czy mnie pochwalą - czy zganią. Jestem człowiekiem "z jajami" , z charakterem i dlatego właśnie pewnie kogoś podobnego poszukuję, by zajął się Filharmonią, albo i wszystkimi instytucjami kultury w tym mieście. Wszelkie znaki wskazują, że ktoś taki tylko może coś zmienić, nadać nowy kierunek. Pan Sz. w mojej subiektywnej ocenie powstałej z bezpośredniej obserwacji - takim kimś nie jest - i o tym tu piszę, takie mam osobiste przekonanie. Gdzie tu widzisz miejsce na "kłamstwo". Ja wiem, że bardzo trudno może byc komuś kto przywykł prowadzić wojenki, podjazdy, rozgrywki itp - po prostu wygłaszać - jak ja szczere, subiektywne poglądy i wysłuchiwać z uwagą także subiektywnych poglądów innych, rozpatrywać ich słuszność i zasadnosć. Wyłącz kalkulatorek - człowieku, i powiedz prawdę, całą prawdę. To pomoże Szczecinowi. Masz tendencje do manipulowania marionetkami ? - to kariera w Nowej Pleciudze stoi przed Tobą otworem - Przyjacielu. Tylko zaakceptuj pensję - 1200 na rękę, i możesz "manipulować" do woli. No ale dość tych porad psychologicznych - amatorskich, przyznaję. Nie tylko Tobie - widać nikomu już się nie chce tu gadać. cóż: poniedziałek 23 marca - sesja Rady Miasta... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: googler Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.szczecin.mm.pl 23.03.09, 22:00 o... ale karolek sie napisales??? i co? dalej nic do przodu. a w filharmonii coraz gorzej...ja juz nie daje rady! jeszzce troche a bedziemy grac pod kierownictwem "pana x", bo zna sie z obecnym artystycznym... sorry, serce mnie boli jak musze pracowac pod takimi artystami jak ostatnio... a z forum mimo pieknych slow zbyt duzo nie wyplywa na miasto, bo jakos nic sie nie zmienia... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.libra.ar.szczecin.pl 24.03.09, 02:11 Nic do przodu. Wręcz przeciwnie. Szukali DNA i znaleźli. Na czele instytucji organizującej udział Miasta w konkursie - stanął dziś niejaki Sz. (...) Zrobi wam audyt w Filharmonii (ile się da od was "wygospodarować"i zaangażuje znów tę słynną piątkę asystentek (czyli "zaangażuje kompetentne osoby" - jak to już zapowiadał. Co o tym myślę - jest podane wcześniej. Jest dokładniejszy artykuł o tym, napisał niejaki mur. A wiadomo głową mura nie przebijesz. Od miesięcy widać, ze jakaś powszechna głupawka, szajba zajebista się rozlewa po Mieście. Szkoda czasu na to. Wyglądasz na równego gościa, też mi Ciebie szkoda... jak się pomyśli, że każda chwila naszego życia jest niepowtarzalna i bezpowrotnie przemija ...na waleniu głową w mur. Ustawiaj się - przyjacielu - "ryjem do żłoba" albo wyjeżdżaj stąd do normalniejszego miejsca na ziemi. Ja niestety nie mogę zrobić ani tego, ani tamtego. A wiesz, że domy w Liverpool są tańsze niż w Szczecinie? Ten materiał wypłynie pewnie - przy wyborach. Wypłynie wcześniej i nie tylko ten, ale przy wyborach się przyda. Powyżej doszedłem jak pewnie wyczytałeś - do wniosku, że to władza jest wszystkiemu winna; i bałaganowi organizacyjnemu, i tendencji wtrącania się pracowników do zarządzania - co uznałem za - jeśli nie częściowo usprawiedliwione to przynajmniej zrozumiałe, i nawet strajkom i protestom, jak teraz w Koszalinie - i towarzyszącemu im bałaganowi. A jak wiadomo o "przewodniej roli" się nie dyskutuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: googler no i...? IP: *.szczecin.mm.pl 17.08.09, 15:33 cos dluga przerwa w filharmonii:) czyzby mozolne budowanie poziomu i tajna promocja w podziemiach? buuuuahahahaaaaaa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sankir Re: no i...? IP: *.205.16.51.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 09.08.13, 00:26 no i... sprawa się rypła; Odpowiedz Link Zgłoś