klee
27.11.07, 14:24
KinOko łypie okiem za ocean!
Kolejne spotkanie z cyklu KinOko - 4 grudnia, o 18:00, w Domu Muz na
Podmurnej.
Skupione dotychczas na kinie europejskim KinOko postanowiło dokonać
drugiego wyłomu. Pierwszym był pokaz "Bitwy w niebie", Meksykanina,
Carlosa Reygadasa. Tym razem przeniesiemy się na północny kontynent,
by podróżować ulicami Chicago podczas projekcji znakomitego taxi-
movie - "Hellcab" / "Chicago Cab" Johna Tintori i Mary Cybulski.
"Chicago Cab" / "Hellcab" - jeden film, dwa tytuły. Binarność, która
doskonale obrazuje dualistyczny charakter tego obrazu. Z jednej
strony jest to bowiem film obyczajowy, pełna humoru opowieść o dniu
pracy taksówkarza w Chicago. Z drugiej zaś - obraz eksplorujący
świat trudny, irytujący, może wręcz przeklęty, film odkrywający
prawdziwy obraz Ameryki, obraz nie zawsze wesoły, nielukrowany.
Twórcy roztaczają przed widzem galerię niezwykłych postaci,
przedstawiają krótki wycinek życia każdej z nich. Spotkania z nimi
zanurzone są w historii tego, który ich wiezie, kierowcy tytułowej
taksówki. On obserwuje swoich pasażerów, widzowie obserwują jego w
kontakcie z nimi. Przyglądają się im, jemu i zaczynają przyglądać
się samym sobie. Zaczynają odszyfrowywać przekaz, który twórcy
przemycają w tej prostej z pozoru historii, a który dla każdego z
nas ma nieco inną treść. Stare, dobre, tradycyjne kino. Kino, które
opowiada perypetie ludzi i robi to, żeby bawić, ale też żeby skłonić
do określonego typu refleksji.
Amerykańskie kino. Z jednej strony klasycy tacy jak Orson Welles,
Alfred Hitchcock czy Peter Yates, z drugiej - współczesne
hollywoodzkie produkcje, które niewiele mają wspólnego ze sztuką
filmową, oraz audiowizulane eksperymenty, które mają wiele wspólnego
ze sztuką, ale coraz mniej z kinematografią. Podczas grudniowego
KinOko zaprezentujemy amerykański film, który ani nie jest produktem
hollywoodzkiego przemysłu filmowego, ani nie stanowi przykładu
niezrozumiałego, pretensjonalnego eksperymentu. Film, który należy
sytuować w amerykańskim mainstreamie i w nurcie amerykańskiego kina
niezależnego jednocześnie. Film, który stanowi esencję
kinematografii, który pokazuje, że Stany Zjednoczone to nie tylko
przemysł filmowy, ale również sztuka filmowa.
Jeśli monachijski teatr Fassbindera we francuskim sosie, które to
danie zaserwowaliśmy w listopadzie z okazji urodzin Francoisa Ozona,
okazał się dla kogoś niestrawny, zapraszamy na najbliższe Kinoko.
Zaprezentujemy coś zupełnie innego, amerykańskie kino, którego nie
sposób skosztować na co dzień. A i wstęp będzie krótszy. ;-)
Wstęp wolny!
www.sebastiandeka.republika.pl/KinOko.htm