Komżofobia

03.12.09, 18:25
Komżofobia
Tomasz Piątek

Polska jest krajem homofobów. Oczywiście, homofobia występuje nie tylko w
Polsce. Wszędzie na świecie są faceci, którzy brzydzą się gejami. I pewnie
wszędzie są też kobiety, które brzydzą się lesbijkami, aczkolwiek ja osobiście
z tym ostatnim zjawiskiem (kobiecą homofobią antylesbijską) spotykałem się w
życiu sporadycznie. Mogę więc wypowiadać się jedynie o męskiej homofobii
antygejowskiej, bo znam ją lepiej, widziałem ją wiele razy i nie tylko w
Polsce. Ten tekst będzie właśnie o tej formie homofobii - przez homofoba
będziemy tu rozumieć faceta, który nie lubi gejów.

Jak napisałem wyżej, wszędzie na świecie są tacy faceci-homofobi i jakoś mogę
to zrozumieć. Jest pewnie jakieś kilkadziesiąt przyczyn, które sprawiają, że
facet-heteryk staje się homofobem. Uczą cię, że masz być twardy i twardo się
odnosić. A potem pokazują ci, że gej jest miękki i miękko się odnosi. Uczą
cię, że nie wolno ci dotknąć czule innego mężczyzny. A potem pokazują ci, że
gej chce się dotykać. Pęd do sensacji sprawia, że twoja uwaga zostaje
skierowana akurat na te aspekty życia seksualnego gejów (zresztą dość
rzadkie), które mogą wzbudzić twoje obrzydzenie. Różne mendy w rodzaju Jana P.
z TVP opowiadają ci o homoseksualistach jako o klubie miłośników kiszki
stolcowej. I tak dalej, i tak dalej.

W tej sytuacji można zrozumieć, że jest tylu homofobów. I zrozumiałe jest, że
zazwyczaj ta homofobia przybiera formę ostrożnej odrazy, pragnienia, żeby
utrzymywać gejów na dystans, nie zadawać się z nimi, nie myśleć o nich, co
najwyżej czasem wyśmiać. Tak wygląda homofobia w w większości krajów zachodnich.

Natomiast w Polsce homofobia bardzo często wygląda inaczej. W Polsce
organizuje się manifestacje przeciwko gejom i przeciwko marszom gejów. W
Polsce uczestnicy Parady Równości bywają obrzuceni kamieniami. Polski minister
oświaty (teraz na szczęście już były minister) mówi publicznie, że sprzeciwia
się wstrętnym pederastom. Polski piłkarz - zamiast pominąć tak niemęski i
niepiłkarski temat - w książce o swoim życiu pisze wprost: jestem katolikiem,
więc nienawidzę gejów. Homofob-Polak nie chce unikać geja, chce go dopaść.

To w naszym kraju opowiada się niesamowite bajeczki o „promocji
homoseksualizmu”, o tym, że geje swym ukrytym wpływem chcą przeniknąć
wszystkie instytucje i warstwy społeczeństwa, a przede wszystkim szkoły, żeby
„spedalić” zdrowych mężczyzn, a przede wszystkim dzieci. To w Polsce na widok
transwestyty wąsaty heteryk ryczy: „pedofil! pedofil!”, mieszając już nie dwa,
a trzy nietypowe zachowania seksualne. Dla niego jest jasne, że pedał, a także
każdy, kto pedalstwem zajeżdża - to pedofil. Informacja, że transwestyta nie
musi być homoseksualistą, a co najmniej dwie trzecie pedofilów to heterycy,
nie dociera do takiego obywatela - albo obywatel nie chce tej prawdy usłyszeć.
Bo nie chce myśleć. On chce tylko jednego: zniszczyć dziwnego, miękkiego
faceta w sukience i ochronić przed nim swoje dzieci. Ochronić je przed
mglistym, czającym się naokoło pedalstwem-pedofilstwem, które wszędzie ma
chody i wszędzie rozciąga swoje miękkie macki.

Jest tu coś chorego. Nie w geju, tylko w homofobie. Jakieś zdyszane zgrzytanie
zębów, jakiś ciemny, gorączkowy rumieńczyk na buzi. Złapać! Zajebać! Zabić!
Wyżyć się! Za nasze krzywdy oraz krzywdy naszych dzieci! I nie myśleć!
Myślenie osłabia rozkosz „zemsty” - więc nie wolno myśleć. Nie można sobie
nawet zadać pytania, czy jest to naprawdę zemsta, zemsta na realnym wrogu -
czy też kompletnie bezsensowna przemoc i nienawiść.

Dlaczego tak się dzieje? Media donoszą, że na Litwie jest podobnie, tylko
jeszcze gorzej. Ze wszystkich krajów zachodnich, które poznałem, najsilniejszą
homofobię, czasem agresywną, widziałem we Włoszech.

Od razu pojawia się myśl: to są kraje katolickie - i to takie, w których
obecność katolicyzmu ma szczególne znaczenie. Katolicyzm panująco-wojujący w
Polsce i na Litwie, cień papieża przez wieki nad Włochami… A katolickie
nauczanie to przecież absurdalny konserwatyzm obyczajowy,
guślarsko-średniowieczny, często w ogóle niezwiązany z chrześcijaństwem i z
biblijną dyscypliną moralną. Watykan potępia homoseksualistów, więc w krajach
najbardziej mu podległych kwitnie homofobia agresywna, wzrastająca, aktywna i
wymyślna. Plenią się tropiciele gejów, domorośli pseudowiedźmini, którzy chcą
„zabijać potwory” (piszę „pseudowiedźmini”, bo wiedźmin Sapkowskiego jest
lewicowo-liberalny, a ksenofobów i nietolerancyjnych prawicowców zwykle karze
swoim mieczem: wiedźminie, przyjdź!).

To proste wytłumaczenie: katolicka indokrynacja równa się agresywna homofobia.
Ale to wytłumaczenie nie tłumaczy. Bo przecież Kościoł potępia wiele innych
rzeczy, a Polacy na to gwiżdżą. Kościół potępia antykoncepcję, a Polacy masowo
kupują prezerwatywy. Kościół potępia rozpad związków małżeńskich, a związki
małżeńskie rozpadają się niczym Związki Sowieckie, spektakularnie, nagle i na
zawsze. Kościół potępia aborcję i Polacy aborcję akurat też potępiają - ale
tylko oficjalnie: w podziemiu setki tysięcy kobiet usuwają ciążę przy cichej
tolerancji społeczeństwa. Czemu więc, do cholery, Polacy uwzięli się tak na gejów?

I następna myśl: a może pomiędzy panoszącym się katolicyzmem, a kwitnącą
agresywną homofobią istnieje jeszcze jeden związek, bardziej ukryty… Tak
naprawdę boimy się innych miękkich facetów w sukienkach, którzy cienko
śpiewają i nie śpią z kobietami, którzy przenikają swym ukrytym wpływem
wszystkie instytucje i warstwy społeczeństwa, którzy mają wszędzie chody,
którzy znani są z afer pedofilskich i z tuszowania tych afer. Ale nie powiemy
tego głośno, nie dopuścimy tego nawet do naszej własnej świadomości. No bo oni
mają wszędzie chody, ich miękkie macki sięgają wszędzie. A poza tym oni to
tradycja, to polskość: ich szefem był przecież nasz najsłynniejszy rodak.
Znajdźmy więc sobie zastępczych, „podobnych” winnych - i wywrzyjmy na nich
nasz gniew. Zamiast zbuntować się przeciwko księżom, nienawidźmy gejów!

Czy w wyobraźni popularnej możliwy jest taki nieświadomy ciąg skojarzeń, takie
przesunięcie gniewu, taka nienawiść zastępcza? Oczywiście, w historii było
wiele takich przykładów. W podobny sposób Hitler (i nie tylko on, bo miał w
tym wielu poprzedników) przekierowywał na Żydów gniew lewicowych robotników,
pierwotnie skierowany przeciwko kapitalistom.

Dodatkowym uprawdopodobnieniem takiego przekierowania są informacje, według
których 50% księży katolickich to homoseksualiści. Nie wiem, czy te statystyki
są prawdziwe (dla mnie brzmią trochę aż nazbyt sensacyjnie). Ale krążą wśród
ludzi, stały się częścią legend miejskich - i już to świadczy, że w popularnej
wizji świata ksiądz może być po cichu kojarzony z homoseksualistą.

Uważam więc, że takie przekierowanie nienawiści jest bardzo prawdopodobne.
Polska homofobia może być tak naprawdę komżofobią. Może być strachem przed
wpływowymi facetami-niefacetami w kształtnych komżach i czarnych sukienkach.
To by znaczyło, że jedna ikona ludowego strachu została wyparta przez inną
ikonę ludowego strachu. Dlaczego? Właśnie ze strachu. Ze strachu przed jawnymi
i tajemnymi mocami księży, ze strachu przed osłabieniem tożsamości narodowej,
ze strachu przed utratą więzi z Bogiem, którą księża rzekomo posiadają i
sprzedają swoim poddanym. Pleban zawinił, tancerza powiesili.

Radzę o tym pamiętać. Okazuje się to bardzo przydatne, kiedy na przykład w
tramwaju wściekły homofob spróbuje uwikłać nas w dysputę. Można wtedy
powiedzieć: „Rozumiem: pan nie chce, żeby faceci przebierali się w sukienki i
obmacywali dzieci?”. Kiedy potwierdzi, dopytujemy: „Czyli walczy pan z
Kościołem katolickim?”. W ten sposób możemy zakończyć rozmowę w sposób
przyjemny dla nas, nie dla homofoba.

No, chyba że trafisz na tramwajowego homofoba-antyklerykała. Tacy t
    • diabollo Re: Komżofobia 03.12.09, 18:26
      CD:

      No, chyba że trafisz na tramwajowego homofoba-antyklerykała. Tacy też są. I na
      takich nie mam dzisiaj pomysłu.

      www.krytykapolityczna.pl/Tomasz-Piatek/Komzofobia/menu-id-215.html
Pełna wersja