jurek_z_berlina
22.02.11, 10:35
Ok. Sprowokowałem dyskusję na stanem naszego forum, w trakcie której kilkakrotnie zostałem „wywołany do tablicy“, aby zacząć jakiś nowy wątek, który bardziej nadawałby się do dyskusji, niż kilka jajecznych o „gwałcących parafianki proboszczach”.
W takim razie proponuję porozmawiać sobie o sprawie, która bardzo ściśle wiąże się z moim wątkiem o forum, a gdyby się tak dokładniej przyjrzeć, jest chyba jedną z głównych przyczyn, dla których dochodzi w ogóle do nieporozumień w naszych dyskusjach z ateistami.
Chciałbym, abyśmy spróbowali się zastanowić, czy chrześcijanie powinni być w jakiś sposób milsi od niechrześcijan, tylko z racji swej wiary i na czym tak właściwie powinno polegać to chrześcijańskie „bycie miłym człowiekiem”?
Czym miły chrześcijanin różni się od miłego niechrześcijanina? Przecież zupełnie logicznie rzecz rozpatrując, obaj powinni chyba się jakoś między sobą różnić, w ważnej kwestii bycia miłym, prawda?
Z własnych obserwacji i doświadczeń wiem, że tego „bycia miłym” od nas chrześcijan wręcz się na każdym kroku oczekuje, czasem nawet nie tak złośliwie, jak to robi pytający o teoretyczną postawę Jezusa w różnych spornych sytuacjach Jajko czy inny, zawsze pełen pretensji i zarzutów forumowicz, ale zupełnie przychylnie i życzliwie.
Czy zatem wiara w chrześcijańskiego Boga rzeczywiście musi niejako „automatycznie” z człowieka czynić kogoś milszego od niewierzącego?
Czy Jezus naprawdę chce, a w/g innych powinien z nas zrobić miłych ludzi?
Zapraszam do dyskusji. ;)