Dodaj do ulubionych

Grazie Papa...

03.04.05, 15:08
Była już późna noc. Stałam razem z wieloma osobami, wzdłuż ulicy, którą miał
przejechać Papież w swoim papamobile, jadąc z lotniska. Najpierw pojawił się
ksiądz z sutanną, którą unosił wiatr do tego stopnia, że ksiądz przypominał
batmana i krzyczał do megafonu: "Jedzie Papież!!!" - sytuacja trochę
absurdalna i niby nic nieznacząca. Zobaczyć Papieża przez ułamek sekundy i do
tego w swoim samochodziku... A jednak tak ważna. Było to już pare lat temu,
ale pamiętam, że bardzo się wzruszyłam i przeszedł mnie dreszcz, gdy ujrzałam
Jana Pawła II.

Człowiek ten był niesamowity. Może to jest banalne określenie, ale chyba
bardzo prawdziwe, a to sie liczy. Zrobił tak dużo dla ludzkości i zarazem tak
wiele dla każdego z nas indywidualnie. Pobudzał do zastanawiania się nad
samym sobą, na poszukiwaniu prawdy, na jednoczeniu się... Jednym z
najbardziej wzruszających momentów dla mnie było, gdy pokazywali w telewizji,
jak ludzie modlą się za Niego w synagoach i meczetach. Udało mu się
przekroczyć tą barierę międzyludzką.

Dzis o 12 w poludnie, rozlegly sie syreny i dzwiek bijacych dzwonow. Wszyscy
ludzie sie zatrzymali i zlapali za rece. Dopiero stojac tam, trzymajac za
rękę obcą mi osobę, zrozumiałam ile Papież zrobił, ile znaczył i będzie
znaczył dla całego świata, dla całej ludzkości. I bez względu czy jest się
wierzącym czy nie, nie należy zapomnieć o tak dobrym, niesiacym spokój i
energię człowieku.

Nie jestem mocno związana z kościołem, a jednak to przeżywam. Bo to nie jest
smutek, że umarł Papież, tylko jakaś metafizyczna siła, która sprawia, że
ubolewam nad śmiercią tak DOBREGO człowieka. Grazie Papa, per tutto...
Obserwuj wątek
    • surtout Re: Grazie Papa... 03.04.05, 15:21
      Teraz, kiedy TO nadeszło, żałuję każdego z Jego słów, które uroniłam, którego
      niedosłyszałam, albo nie zrozumiałam. Pierwszy raz na gdańskiej Zaspie, kiedy
      byłam zbyt mała, żeby pojąć, jak ważne jest to, co się dzieje, pojąć znaczenie
      Jego wizyty i przesłania (pamiętam łzy w oczach moich rodziców), później na
      jasnogórskim spotkaniu z młodzieżą w 1991 roku, kiedy stałam kilka metrów od
      przejeżdżającego papamobile, aż wreszcie w roku 1999, kiedy po raz ostatni
      odwiedził Trójmiasto, jeszcze pełen sił, wspaniały.
      Kiedy Karol Wojtyła stał się Janem Pawłem II miałam dwa lata, teraz mój syn ma
      dwa lata, kiedy On odchodzi. Nie będzie Go pamiętał, ale zrobię wszystko, żeby
      nauczyć go jak najwięcej o tym wielkim, mądrym Człowieku. Najwspanialszym.
      Dziękuję...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka