ariel_31
06.04.05, 01:13
A ja, heretykk, antyklerykal, wrog instytucji kosciola i sztucznej pomply,
cyniczny przesmiewca, stoik, czlek generacji X, a jednak…. Raczej w ciszy
przezywam. Swieca w oknie i wygaszone swiatlo poznym wieczorem. Sporo czytam
i ogladam o papiezu.
Wiedzielismy, ze papiez wkrotce odejdzie. Szczegolnie podczas Jego ostatniej
pilgrzymki do Polski, naladowanej jak nigdy emocjami. Teraz moge sie
przyznac, ze i przezywalem, choc nie chcialem okazac… Mowilo sie o kolejnej
ale patrzac na raporty z Rzymu nie dawalem juz temu wiary nadto. Informacje o
pogarszajacym sie stanie zdrowia mogly przygotowac wszystkich na to co sie
stanie. Nawet silnie wierzacy katolicy mowili czasem, iz papiez powinien moze
zrezygowac z urzedu. Ale On szedl swoja sciezka. Ja tez sobei zadawalem
pytanie po co? Po co sie meczyc? Co on kuzwa robi?! Teraz usmiech na mojej
twarzy jak to pisze, bo odpowiedz jest juz bardzo jasna... Jak zwykle
bardziej czynem niz slowami pokazal w co wierzy: w godnosc czlowieka, w
zycie, w milosc, w nadzieje.
Czytam biografie. Znam ja doskonale. Przeciez bylem przewodnikami po
Wadowicach :) A jednak dopiero teraz czuje czym bylo Jego zycie i dnajduje
sesn swoich smutnych dni, szczegolnie tych gdy na dnie... Te ostatnie lata to
tak naprawde zakonczenie tej samej drogi.
Bylismy na to przygotowani, a jednak ilosc emocji ktora uwolnily slowa “nasz
papiez odszedl do domu Ojca” byla ogromna. Nie sadzilem. Rozplakalem sie
poznym wieczorem jak bobr. Jak wiesz nie jestem wierzacym katolikiem. Nie
jestem teraz nawet w Polsce, a jednak czuje ogromny smutek. Obojetnie gdzie
bym byl, jest to dzien zaloby. I tez mowie “nasz papiez, our great pope”.
Gdybym byl w kraju na pewno uczestniczyl bym we mszy. I to zapewne w kosciele
oo. Franciszkanow. Mistyczne to. Zdaza sie raz na 100 lat. Uchwyc jak
najwiecej w Krakowie ktory nazywam swoim.. i duma mnie rozpiera, ze tak samo
na to miasto mowil Jan Pawel II. Jestem dumny z tego ze tez mieszkalem w
Krakowie, ze jestem Polakiem jak wlasciwie jeszcze nigdy przedtem
Wyglada na to, ze Karol Wojtyla oddal cala swoja energie Polsce a jednak byl
wiekszy niz Polska. Jako Jan Pawel II slyzyl calym soba Kosciolowi, a jednak
okazal sie wiekszy niz ta intytucja. Gleboki smutek po odejsciu papieza
oglaszaja muzulmanie, Zydzi, protestanci, ateisci. I chyba to mnie
najbardziej wzrusza. Jakis tam Hosni Mubarak w Egipcie oglasza zalobe.
Modlitwa przywodcy palestynczykow. Wypowiedzi glowy kosciola anglikanskiego.
Wlasnie tym byl nasz papiez.
I tu tez tacy jak ja sa w kosciele. To jak w roku 1980 gdy moja znajoma
protestantka uczestniczyla co tydzien w katolickiej mszy. Niektorzy sie
zbulwersuja. Ale nie Ci, ktorzy rozumieja i czuja nauke papieza.
Dla mnie papiez to msza w Czestochowie w 1983 roku, Jego pojawienie sie w
oknie Palacu Arcybiskupow gdy nie mogl odprawic mszy na Bloniach. Tysiace,
glownie mlodych, ludzi wykrzykujacych Jego imie. Dla mnie papiez to tez
muzyka z plyty Abba Pater. I cos czego nie potrafie opisac. I to co sie stalo
w weekend. Malo i bardzo duzo zarazem.
Naprawde Polska stala sie centrum duchowym swiata ktory wzmacnial ogien z
Rzymu. Tez jak w 1980-81. Ludzie kultury i nauki starali sie byc tu jak
Polacy. Nie trzeba bylo podrecznika by wiedziec jak sie zachowac. Czytam, ze
w Polsce przerwane imprezy, sciszona muzyka, przerwane seanse w kinach, na
miateczku gogantyczny krzyz ze swiec w oknach akademikow. Kto mogl szedl do
Kosciola. W ciszy ze slonymi lzami... Ze smutkiem ale jak dumnie! I
zadziwiahjace ze nie przedstawiciele kosciola. Oni jakby najmniej i
najbardzien nie do rzeczy. Ale prezenterzy w TV, ktory przeciez te programy
mieli przygotowane ale ich emocje chpolernie prawdziwe, i tez raczej zwykli
ludzie i stalo sie cos dziwnego bo znikl nagle podzial na prostych i
zlozonych. Nikt sie nie wstydzi powiedziec “nasz papiez”. I tak juz
pozostanie. Bedzie kolejny papiez, miejmy nadzieje, ze tez wielki (tu sie
mowi: there is no doubt that he will be called Joyhn Paul the Great"),
ale “nasz papiez” bedzie sie juz zawsze odnosilo do “Papieza Polaka”.
Owszem odszedl, ale jest cos wiecej. Non omnis moriant. Patetyczne slowa,
jednak nie tym razem. Zwsze pozostaje oczywiscie wspomnienie po kims i to co
zrobil, ale tu jest ogrom. Jakos kieruje swoje mysli w strone smierci ale nie
jest to juz dominacja Thanatosa i deprecha. Wrecz przeciwnie, nie udaje ze
smierci nie ma. Nie walcze z nia ale patrze w przyszlosc. I to wlasnie czuje
po papiezu.
Wykonal prace w tej formie w jakiej mogl doskonale. Ale widac teraz swietnie
jak pracuje nadal. Gdy podczas jednaj z Jego pielgrzymek do Polski Damian
powiedzial mi: bylem Mariusz na mszy ale mialem wrazenie ze te tysiace ludzi
przyszlo na widowisko, na piknick. Nic nie rozumieli. Owszem. Bo nie byli w
stanie pojac. Ale teraz wielu z nich bedzie pamietalo kazde slowo ktore wtedy
usmyszeli i jestem pewien, iz wielu z nich zrozumie.
Sluchalem z uwaga slow kondolencji politykow z calego swiata. Zazwyczja nie
maja nic do powiedzienia, ale wczoraj wieczorem z ich ust padaly wzruszajace
slowa. Na pewno papiez teraz, mocniej niz kiedykolwiek czyni nas lepszymi.
Jest to fenomen znany historii ludzkosci, ale tylko wielcy moga isc ta droga.
Kiedys powiemy ze zylismy w epoce Jana Pawla Wielkiego.
Nie moge tego zrobic ale czuje jakbym chcial od siebie podziekowac Rzymianom
i pielgrzymom, ktorzy byli w te dwie noce na Placu Sw Piotra. I takze
wszytskim ktorzy tworzyli serwisy informacynje. Zarowno nasze w Polsce jak i
za granica. Nie bylo tu sztucznosci i pompy. Widac bylo ze Jan Pawel II
uwalnia z wiezow i pozostaje czlowiek poruszany wlasnie sila milosci.
Dostalem przeniezwykel smsy od ludzi z Polski i zagranicy. Czasem psty tekst,
czasem mnostwo literowek - niezykle.
Powiem ze udalu Mu sie. Mamy Jego milosc w sobie.
Teraz jest latwo gdyz emocje podsycaja uczucia i czujemy sie dobrzy, ale
niedlugo bedzie tego mniej. Oby pozstalo jednak jak najwiecej. przeciekl nam
przez palce etos Solidarnosci ale mam nadzieje, ze nie zgubimy ewangelii
milosci of John Paul the Great.