lynx.rufus
29.11.05, 12:34
Staram sie czasami zrozumiec idee wiecznego oddalenia od Boga, ktore kazdemu z
nas grozi. Wiemy, ze Pan Jezus powie do niektorych: "Bylem glodny, a nie
nakarmiliscie mnie." A winni beda pytac: "Kiedy?" I uslysza: "Idzcie precz!"
I to wlasnie "Idzcie!" mnie zastanawia.
Czy jest mozliwe, ze w rzeczywistosci sami winni nie beda mieli odwagi, aby do
Boga przyjsc? Ze sami sie oddala? Ze na Sadzie zostanie nam odsloniete
wszystko, kazdy nasz uczynek i intencja, a wtedy Sad bedzie polegal bardziej
na uznaniu wlasnej winy i poniekad niecheci do zjednoczenia z Bogiem? W takim
razie to nie Bog by nas odrzucal, czy skazywal, ale my sami - nie chcielibysmy
raju. Sami od Boga odejdziemy, sami sie skazemy na potepienie, czy raczej sami
przyjmiemy konsekwencje naszych ziemskich wyborow.
W skrocie: czy to nie bedzie raczej 'autosąd' zamiast 'sądu'? Samopotepienie
zamiast potepienia?
pozdrawiam
lynx