Dodaj do ulubionych

Jak dyskutować

21.08.07, 08:27
www.mateusz.pl/czytania/20070821.htm
"Trzeba również „odróżniać błąd, który zawsze winno się odrzucać, od
błądzącego, który wciąż zachowuje godność osoby, nawet jeśli uległ fałszywym
czy mniej ścisłym pojęciom religijnym” (tamże). Św. Paweł zachęca głosić
„prawdę w miłości” (Ef 4, 15); obrona prawdy nie powinna nigdy obracać się na
niekorzyść miłości. Nawet mimo różnicy sądów, wierni powinni zawsze starać się
„w szczerej rozmowie oświecać się nawzajem, zachowując miłość jedni względem
drugich i zatroskani przede wszystkim o dobro wspólne” (KDK 43). Pogodzić
miłość i prawdę nie zawsze jest łatwo z powodu ograniczoności człowieka, lecz
jest to cel, do którego należy dążyć ze spojrzeniem zwróconym na Boga. On jest
prawdą i miłością i przez miłość prowadzi człowieka do prawdy i dobra."

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 80
Obserwuj wątek
    • avchdega-27 Re: Jak dyskutować 21.08.07, 14:11
      z2006 napisał:

      > www.mateusz.pl/czytania/20070821.htm
      > "Trzeba również „odróżniać błąd, który zawsze winno się odrzucać, od
      > błądzącego, który wciąż zachowuje godność osoby, nawet jeśli uległ fałszywym
      > czy mniej ścisłym pojęciom religijnym” (tamże). Św. Paweł zachęca głosić
      > „prawdę w miłości” (Ef 4, 15); obrona prawdy nie powinna nigdy obra
      > cać się na
      > niekorzyść miłości. Nawet mimo różnicy sądów, wierni powinni zawsze starać się
      > „w szczerej rozmowie oświecać się nawzajem, zachowując miłość jedni wzglę
      > dem
      > drugich i zatroskani przede wszystkim o dobro wspólne” (KDK 43). Pogodzić
      > miłość i prawdę nie zawsze jest łatwo z powodu ograniczoności człowieka, lecz
      > jest to cel, do którego należy dążyć ze spojrzeniem zwróconym na Boga. On jest
      > prawdą i miłością i przez miłość prowadzi człowieka do prawdy i dobra."
      >
      > O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      > Żyć Bogiem, t. III, str. 80

      Wszystko zależy z kim i w jakim celu dyskutujemy. Inaczej będzie wyglądala
      dyskusja między „pokrewnymi duszami“, których poglądy są w zasadzie zbieżne i
      dzielą je jedynie niuanse, inaczej między kontrahentami stojącymi na dwóch
      diametralnie różnych pozycjach, na absolutnie przeciwnych biegunach przedmiotu
      dyskusji.

      Chyba również cel jest istotny. Jeśli będzie to zwykla wymiana zdań, bez prób
      przeciągania adwersarza na „swoją stronę“, to nie widzę specjalnych trudności,
      kiedy jednak – a to nam ludziom wierzącym najczęściej się zarzuca – celem
      większości rozpoczętych przez nas dyskusji ma być nawrócenie współdyskutanta, to
      trzeba naturalnie liczyć się z o wiele bardziej możliwym fiaskiem czy wręcz
      objawami agresji. Nie znaczy naturalnie, że z takich dyskusji należy w ogóle
      rezygnować, bo po pierwsze jako chrześcijanie zostaliśmy do nich zobligowani, a
      po drugie nawet w wypadku pozornego niepowodzenia zawsze istnieje nadzieja, że
      jednak „zasiejemy ziarno“, które może kiedyś wzejść i wydać owoce.

      Dlatego ważne jest chyba, aby nie wszystkie dyskusje sprowadzać odrazu do mniej
      lub bardziej świadomego ewangelizowania lecz ograniczyć się przede wszystkim do
      śmiałego „dawania świadectwa“, o co w dzisiejszych czasach i tak coraz trudniej.
      No i oczywiście nie robić niczego na siłę, starannie dobierać słowa i argumenty,
      a gdy ma się do czynienia z „wieprzami“, „nie rzucać pod nie perły“, ale
      zawczasu wycofać się z dyskusji, nawet wtedy, gdy takie przerwanie dialogu na
      zewnątrz nosiło będzie znamiona naszej porażki.

      Ale przede wszystkim nie dać się prowokować i nie sprowadzać dyskusji do poziomu
      obrzucania się epitetami, bo wtedy wszystko może obrócić się przeciwko nam
      samym, staniemy się nie tylko mało wiarygodni, ale na dodatek wszelkie dalsze
      próby uporczywego argumentowania wzbudzą jeszcze większą agresję i pogardę.

      Chrześcijański dyskutant, zwłaszcza w rozmowie na tematy religijne, powinien
      zdawać sobie sprawę z niezaprzeczalnego faktu udziału – przynajmniej na początku
      każdej rozmowy o Bogu i Jego sprawach – kogoś „trzeciego“, kogoś wyjątkowego, o
      którym powiada Pismo: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam,
      aby z wami był na zawsze - Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może,
      ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w
      was będzie.“ (J 14, 16-17)

      Świadomość tej obecności Pocieszyciela Ducha ma więc ten plus, że w każdej fazie
      dialogu możemy czuć się bezpieczni; napisano przecież także: „(...) nie martwcie
      się przedtem, co macie mówić; ale mówcie to, co wam w owej chwili będzie dane.
      Bo nie wy będziecie mówić, ale Duch Święty.“ (Mk 13, 11)

      Tak długo więc, jak długo wsłuchiwać się będziemy w ten Głos i zadbamy o taki
      poziom dialogu, aby pozostał On z nami do końca, nie mamy się raczej czego obawiać:)

      A.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka