Dodaj do ulubionych

Jaki właściwie sens ma moja religia?

09.09.07, 17:06
Witam
Jestem nastolatką, a dokładniej gimnazjalistką - wiary katolickiej. Ostatnio
przeżywam intensywny rozwój psychiczny - często zastanawiam się nad sensem
życia, przyszłością, itp. Dlatego już od dłuższego czasu poszukuję odpowiedzi
na to pytanie - czym jest religia? Co mi to właściwie daje?
Bądźmy szczerzy, ostatnio dosyć się 'opuściłam' w mojej religii. Rzadko chodzę
do Kościoła, a jeśli już chodzę, to wcale nie skupiam się na Mszy św., bo nie
potrafię. Odbębniam comiesięczną spowiedź, ponieważ muszę to robić (pierwsze
piątki :/), jednak na spowiedzi nie zawsze jestem szczera. Po spowiedzi nie
odmawiam pokuty. Nie wypełniam Przykazań Bożych. W moim życiu właściwie nie ma
Boga (nie zawsze tak było). Nie zauważyłam złych skutków mojego postępowania.
Nie jestem jakąś 'tapeciarą', nie pyskuję do ludzi, jestem raczej człowiekiem
ugodowym, cichym - może czasami aż za bardzo 'cichym'.
Łatwiej jest mi się zwierzyć na forum, niż poprosić o poradę kogoś obcego. A z
bliskimi (zwłaszcza z rówieśnikami!) raczej nie rozmawiam na takie tematy...
Jak to jest? Czy moja religia wpływa na moje życie? Czy to, w jaki sposób się
modlę teraz, kiedyś zaplusuje w moim życiu? Jak odnaleźć moją wiarę - i czy
jest sens to robić?
Obserwuj wątek
    • mich.999 Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 09.09.07, 17:21
      Religia jest potrzebna wtedy,gdy czujesz potrzebę uczestniczenia w życiu wspólnoty wyznaniowej i szczere przyjmowanie sakramentów.Jeżeli nie - to obłudne obnoszenie się z rzekomą pobożnością tylko szkodzi.Wielu ludzi bierze udział w mszach św. czy nawet życiu parafialnym ale tylko dlatego że to jest dobrze widziane.Pamiętaj że Kościół Katolicki został założony przez cesarza Konstantyna dopiero ok.400 r.n.e. jako jedno z narzędzi sprawowania władzy i funkcje takie spełnia do dzisiaj.
      • ejkuraczek Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 11.09.07, 11:39
        > .Pamiętaj że Kościół Katolicki został założony przez cesarza
        Konstantyna dopier
        > o ok.400 r.n.e. jako jedno z narzędzi sprawowania władzy i funkcje
        takie spełni
        > a do dzisiaj.

        Nie wiem co rozumiesz przez słowo "kosciól",ale kosciól to wspólnota
        wierzcaych w Chrystusa-powstała z powołania tegoz ok 30 roku n.e,
        choć mozemy mówic o starym kosciele tzn. społecznosci Izraela.
        Słowo "katolicki" pojawia się ok. 1/II wieku co do gmin
        chrzescijanskich. Cos Ci się wiec poplatało w wiedzy historycznej.
        ps. Konstantyn nigdy nie była papiezem;)
        • mich.999 Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 11.09.07, 13:59
          Jednak obstaję przy swoim.Cesarz Konstantyn Wielki nie był papieżem ale założycielem Kościoła Katolickiego,który do dzisiaj posługuje się tylko wybranymi przez niego ewangeliami.Wspólnoty chrześcijańskie to zupelnie inna bajka.
          • ejkuraczek Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 12.09.07, 09:52
            mich.999 napisał:

            > Jednak obstaję przy swoim.Cesarz Konstantyn Wielki nie był
            papieżem ale założyc
            > ielem Kościoła Katolickiego,który do dzisiaj posługuje się tylko
            wybranymi prze
            > z niego ewangeliami.Wspólnoty chrześcijańskie to zupelnie inna
            bajka.

            Lepiej obstawac przy rzetelnej wiedzy historycznej ,a nie
            przy "swoim".Zajrzyj do źródeł historycznych, albo do encyklopedii
            byle nie do bajek z racjonalisty.Oni szukaja
            naiwnych,niewykształconych- i chyba znajdują?
            • mich.999 Zajrzałem i poczytałem. 12.09.07, 18:33
              Jednak to ja mam rację.
            • carpedijem Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 22.09.07, 14:07
              Zajrzyj do źródeł historycznych, albo do encyklopedii
              > byle nie do bajek z racjonalisty.Oni szukaja
              > naiwnych,niewykształconych- i chyba znajdują?

              To zupełnie inaczej niż Kościół Rzymsko-Katolicki założony przez Konstantyna
              Wielkiego.
              Tam ludzie, którzy posiadają tytuły naukowe takie bajki opowiadają, że trudno
              uwierzyć w nie.
    • niedo-wiarek Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 09.09.07, 17:59
      Podstawowe pytanie brzmi: czy Bóg istnieje?
      Moim zdaniem Bóg nie istnieje, więc religia nie ma sensu :)
      Oczywiście wiara w bóstwo bywa użyteczna - daje nadzieję na wieczną
      szczęśliwość po śmierci; utwierdza w przekonaniu, że ciągle jest się
      dzieckiem, a dobry tatuś czuwa itd. Jeśli potrzebujesz takich
      podpórek w życiu, to być może warto wiarę w sobie umacniać. W moim
      mniemaniu jest to jednak zwykłe samooszukiwanie :)
    • maureen2 Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 09.09.07, 18:04
      jeśli nie wiesz jaki ma sens,to nie zawracaj sobie tym głowy,kiedy
      znajdziesz sens,to bedziesz wiedziała.
    • rkcb Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 10.09.07, 10:29
      Przede wszystkim - myśl.
      Nie daj się stłamsić nikomu, tylko zastanów się głęboko nad wiarą jako taką.
      Czy bóg istnieje?
      Czy na twierdzenie o jego istnieniu są jakieś dowody?
      Czy wiarę w boga można pogodzić z racjonalnym obrazem świata?
      Czy warto poświęcać czas na rytuały religijne?
      Stoisz przed bardzo poważną decyzją. Twój wybór może zdecydować o całym Twoim
      życiu. Jak zdecydujesz się na jawne odrzucenie wiary i boga, to musisz się
      liczyć z różnymi problemami, ale z drugiej strony jak nie będziesz wierzyć, a
      tylko udawać, że wierzysz - to czy życie w kłamstwie i dwójmyśleniu da Ci
      szczęście? Czy nie lepiej powiedzieć głośno to co sie myśli?
      Moim zdaniem - a jestem zadeklarowanym ateistą, do tego stopnie, że oficjalnie
      wystąpiłem z kościoła - lepiej jest głosić prawdę. Życie w zgodzie z samym sobą,
      jawne mówienie tego co się myśli jest wartością samą w sobie.
      Możesz poszukać odpowiedzi na swoje wątpliwości - polecam:
      www.racjonalista.pl/
      To świetny portal dla ludzi, którzy wątpią w istnienie boga i chcą rozwiać swoje
      wątpliwości.
    • trapista_maszynista Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 10.09.07, 22:19
      www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/rozwaz_wiara_00.html
      Odnosnie Twoich poszukiwan ta pozycja przyszla mi na mysl,byc moze
      Cie zaciekawi...
      • szym96 Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 10.09.07, 23:15
        to ma sens jestem szczerze przekonany że bóg istnieje nie na podstawie dowodów
        ale w to wierze jesteś jeszcze młoda i całe życie zależy od tego wyboru więc nie
        gadaj na forum (bo w Polsce co drugi nastolatek jest ateistą) tylko pogadaj z
        rodziną na ten temat od którego będzie wiele zależeć o twoim życiu

        jeśli tyle ludzi zgineło w Koloseum to coś w tym musi być.
        • niedo-wiarek Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 10.09.07, 23:55
          szym96 napisał:

          >bo w Polsce co drugi nastolatek jest ateistą)

          A to dziwne! Niedawno mówiono w mediach różnorakich, że większość
          polskich nastolatków to Pokolenie JP2...
        • rkcb Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 11.09.07, 08:41
          > nie gadaj na forum
          Typowe podeście wierzącego - nie pytaj się, nie miej wątpliwości - tylko siusiu,
          paciorek i spać.
          > (bo w Polsce co drugi nastolatek jest ateistą)
          Co oznacza, że co drugi nastolatek MYŚLI - to świetny wynik!
          • ejkuraczek Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 11.09.07, 11:51
            rkcb napisał:

            > > nie gadaj na forum
            > Typowe podeście wierzącego - nie pytaj się, nie miej wątpliwości -
            tylko siusiu
            > ,
            > paciorek i spać.
            > > (bo w Polsce co drugi nastolatek jest ateistą)
            > Co oznacza, że co drugi nastolatek MYŚLI - to świetny wynik!

            ja sądze,ze to raczej podejcie człowieka rozsadnego.
            Nikt przeciez nie szuka odpowedzi na watpliwosci w temacie fizyki
            kwantowej na forum "Plastyka" ani odpowiedzi na najnowsze badania
            archeologiczne w ksiazce kucharskiej.
            Parara jesli szukasz odpowiedzi na temat kryzysu wiary to szukaj
            wsrod ludzi wierzących,ktorzy takie kryzysy maja za sobą.Kryzys to
            nic złego jesli prowadzi do dojrzałosci.
            Ta połowa nastolatków -ateistów porzucajacych wiare to osoby,ktore
            zdecydowaly się nie dojrzec w wierze i nie przejsc twórczo kryzysu,
            nie szukac odpowiedzi. Rzucic i juz.Oczywiscie tak jest najłatwiej
            ale czy najmądrzej?
            Nie chodzisz do Koscioła, nie traktujesz serio sakramentów, nie
            słuchasz kazan,nie czytasz Biblii i dziwisz się ,ze Ci się wiara
            sypie?
            To jakbys nie chodziła do szkoły, nie czytała ksiazek i dziwiła
            się,ze nic nie umiesz.
            Bierz się za siebie leniuchu!;)
            Nie mozna miec ciagle tak hedonistycznego podejcia do wszystkiego.
            To co wartosciowe kosztuje nieco wysiłku,zwłaszcza na poczatku.
            • niedo-wiarek Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 11.09.07, 12:27
              ejkuraczek napisała:


              > To co wartosciowe kosztuje nieco wysiłku,zwłaszcza na poczatku.


              To fakt, szczególnie jeśli wartością jest wiara w rzeczy
              nieprawdopodobne. Dziecion jednak specjalnego wysiłku to nie
              sprawia ;)
              • ejkuraczek Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 12.09.07, 09:32
                ejkuraczek napisała:


                > To co wartosciowe kosztuje nieco wysiłku,zwłaszcza na poczatku.


                To fakt, szczególnie jeśli wartością jest wiara w rzeczy
                nieprawdopodobne. Dziecion jednak specjalnego wysiłku to nie
                sprawia ;)

                Same gdybanie wysiłku nie sprawia, gorzej jak wiaze się z praca nas
                sobą, miłoscią,wyrzeczeniem ,przebaczeniem,szukaniem, łamaniem
                schematów, pokora...czyli prawdziwą wiara
            • rkcb Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 11.09.07, 21:35
              > ja sądze,ze to raczej podejcie człowieka rozsadnego.
              ???
              > Nikt przeciez nie szuka odpowedzi na watpliwosci w temacie fizyki
              > kwantowej na forum "Plastyka" ani odpowiedzi na najnowsze badania
              > archeologiczne w ksiazce kucharskiej.
              To forum RELIGIA - jak byś nie zauważył.
              > Ta połowa nastolatków -ateistów porzucajacych wiare to osoby,ktore
              > zdecydowaly się nie dojrzec w wierze i nie przejsc twórczo kryzysu,
              > nie szukac odpowiedzi. Rzucic i juz.Oczywiscie tak jest najłatwiej
              > ale czy najmądrzej?
              Problemem jest to, że pozostanie w wierze jest wyborem bezsensownym. Ci co się
              na to nie decydują zyskują wolność i możliwość życia w zgodzie z
              rzeczywistością. Bo co może zrobić myślący wierzący ze swoim zmysłem krytycznym?
              Musi go wyłączyć gdy padają pytania na temat dowodów na istnienie boga.
              Oczywiście można nie myśleć - efekty widzimy wokół.
              > Nie chodzisz do Koscioła, nie traktujesz serio sakramentów, nie
              > słuchasz kazan,nie czytasz Biblii i dziwisz się ,ze Ci się wiara
              > sypie?
              Jak coś nie ma sensu to nie traktuje się tego poważnie - to oczywiste.
              > To jakbys nie chodziła do szkoły, nie czytała ksiazek i dziwiła
              > się,ze nic nie umiesz.
              Chodzisz do szkoły i czytasz - i to czego dowiadujesz się na fizyce i biologi
              kompletnie rozjeżdża się z tym czego dowiadujesz się na religii. I musisz wybrać
              - czy prawdziwa jest wiedza tych co zbudowali współczesną cywilizację ze
              wszystkiemu jej osiągnięciami, czy prawdą jest to co wymyślili jacyś pasterze
              tysiące lat temu - wybór jest dość prosty - nieprawdaż?
              > Bierz się za siebie leniuchu!;)
              Typowy dla wierzących paternalizm - ja bym nie pozwolił sobie na takie poczucie
              wyższości
              > Nie mozna miec ciagle tak hedonistycznego podejcia do wszystkiego.
              > To co wartosciowe kosztuje nieco wysiłku,zwłaszcza na poczatku.
              Wiara NIE jest żadną wartością - a raczej wręcz przeciwnie.
              I co jest złego w hedonizmie? Co jest złego w byciu szczęśliwym?
              To właśnie wierzący ze swoimi kompleksami starają się wciągnąć wszystkich do
              wnętrza swojego chorego snu. Religie są jak narkotyk - jak się zacznie zażywać
              to nie można przestać. Pewnie dają jakieś kolorowe wizje, ale czy narkomani są
              szczęśliwi??
              • maureen2 Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 11.09.07, 23:32
                dlaczego hedonizm tak wielu przeszkadza,czy to zawiść,zazdrość ?
                • ejkuraczek Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 12.09.07, 09:47
                  dlaczego hedonizm tak wielu przeszkadza,czy to zawiść,zazdrość ?

                  Myslę, ze,ze rozsaek i odpowiedzialnosc. Stawianie własnej
                  przyjemnosci jako wartosci najwyzszej i absolutu konczy się "droga
                  po trupach". I szkoda tych "trupów" po drodze i żal tego
                  człowieka,który całe zycie pozostaje na etapie rozpieszczonego
                  nastolatka,ktoremu wszystko się bezwzglednie należy.
                  • niedo-wiarek Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 12.09.07, 10:36
                    ejkuraczek napisała:

                    >Stawianie własnej
                    > przyjemnosci jako wartosci najwyzszej i absolutu konczy się "droga
                    > po trupach".

                    Wcale nie. Gdy ktoś idzie "drogą po trupach", to prędzej czy później
                    otoczenie dobierze mu się do d... a to wcale przyjemne nie jest.
                    Rozsądny hedonista zachowuje się całkiem przyzwoicie :)
                  • maureen2 Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 12.09.07, 11:28
                    to jakaś straszna i chora definicja hedonizmu,skąd się to bierze ?
              • ejkuraczek Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 12.09.07, 09:28
                > Wiara NIE jest żadną wartością - a raczej wręcz przeciwnie.

                Dlaczego??

                > I co jest złego w hedonizmie? Co jest złego w byciu szczęśliwym?

                Chyba nie rozumiesz słowa "hedonizm"...

                > To właśnie wierzący ze swoimi kompleksami starają się wciągnąć
                wszystkich do
                > wnętrza swojego chorego snu. Religie są jak narkotyk - jak się
                zacznie zażywać
                > to nie można przestać. Pewnie dają jakieś kolorowe wizje, ale czy
                narkomani są
                > szczęśliwi??

                Reszta to pomówienia i potwarze(to te Twoje wartosci? gratulacje)
                Nie rozmawiam na tym poziomie.

              • ejkuraczek Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 12.09.07, 09:42
                > ja sądze,ze to raczej podejcie człowieka rozsadnego.
                ???
                > Nikt przeciez nie szuka odpowedzi na watpliwosci w temacie fizyki
                > kwantowej na forum "Plastyka" ani odpowiedzi na najnowsze badania
                > archeologiczne w ksiazce kucharskiej.
                To forum RELIGIA - jak byś nie zauważył.

                Na którym niestety wiekszosc wypowiadajacych się o religii nie ma
                pojecia...To dopiero brak samokrytycyzmu!!

                > Ta połowa nastolatków -ateistów porzucajacych wiare to osoby,ktore
                > zdecydowaly się nie dojrzec w wierze i nie przejsc twórczo kryzysu,
                > nie szukac odpowiedzi. Rzucic i juz.Oczywiscie tak jest najłatwiej
                > ale czy najmądrzej?
                Problemem jest to, że pozostanie w wierze jest wyborem bezsensownym.

                Dlaczego??

                Ci co się
                na to nie decydują zyskują wolność i możliwość życia w zgodzie z
                rzeczywistością.

                A czym dla Ciebie jest rzeczywistosc? masz jakies dowody naukowe ,ze
                istaniej wyłacznie świt matrialny? nauka raczej jest sceptyczna co
                do matrializmu(no chyba,ze komusza)

                Bo co może zrobić myślący wierzący ze swoim zmysłem krytycznym?

                A co ja własnie robie ,jak nie krytykuje tutejszych wypowiedzi??

                Musi go wyłączyć gdy padają pytania na temat dowodów na istnienie
                boga.

                Chodzi Ci o dowody empiryczne?? Szkiełko i oko? Masz wąskie
                horyzonty myslowe..

                Oczywiście można nie myśleć - efekty widzimy wokół.

                Oj,mozna..

                > Nie chodzisz do Koscioła, nie traktujesz serio sakramentów, nie
                > słuchasz kazan,nie czytasz Biblii i dziwisz się ,ze Ci się wiara
                > sypie?
                Jak coś nie ma sensu to nie traktuje się tego poważnie - to
                oczywiste.

                Autorka watku wcale tego nie powiedziała.


                > To jakbys nie chodziła do szkoły, nie czytała ksiazek i dziwiła
                > się,ze nic nie umiesz.
                Chodzisz do szkoły i czytasz - i to czego dowiadujesz się na fizyce
                i biologi
                kompletnie rozjeżdża się z tym czego dowiadujesz się na religii. I
                musisz wybrać
                - czy prawdziwa jest wiedza tych co zbudowali współczesną cywilizację

                prawdziwą cywilizacje zbudowała chrzescijanska Europa przez 10
                ostanich wieków. Wracaj do szkoły.

                ze
                wszystkiemu jej osiągnięciami, czy prawdą jest to co wymyślili jacyś
                pasterze
                tysiące lat temu - wybór jest dość prosty - nieprawdaż?
                > Bierz się za siebie leniuchu!;)
                Typowy dla wierzących paternalizm - ja bym nie pozwolił sobie na
                takie poczucie
                wyższości


                No prosze,a gdzies mnie oskarzasz o brak krytycyzmu. Braku humoru
                tez mi nie brakuje:)

                > Nie mozna miec ciagle tak hedonistycznego podejcia do wszystkiego.
                > To co wartosciowe kosztuje nieco wysiłku,zwłaszcza na poczatku.
                Wiara NIE jest żadną wartością - a raczej wręcz przeciwnie.
                I co jest złego w hedonizmie? Co jest złego w byciu szczęśliwym?
                To właśnie wierzący ze swoimi kompleksami starają się wciągnąć
                wszystkich do
                wnętrza swojego chorego snu. Religie są jak narkotyk - jak się
                zacznie zażywać
                to nie można przestać. Pewnie dają jakieś kolorowe wizje, ale czy
                narkomani są
                szczęśliwi??

                jw.
                • rkcb Odpowiedź ejkurczakowi 12.09.07, 14:42
                  >> Wiara NIE jest żadną wartością - a raczej wręcz przeciwnie.
                  > Dlaczego??
                  Bo wiara oducza myślenia. Wiara w dogmaty - bez dowodu - zmusza do wyboru: rozum
                  czy wiara. Po za tym KAŻDA religia prowadzi lub prowadziła do zbrodni i
                  nietolerancji. I każdy wierzący staje się wspólnikiem post factum tych
                  wszystkich zbrodni. Żeby było jasne: Każdy katolik - przez sam fakt bycia
                  katolikiem - akceptuje stosy, krucjaty i inkwizycje, indeksy ksiąg zakazanych,
                  nawracanie siłą pogan i wojny religijne. Tak jak każdy muzułmanin - przez sam
                  fakt bycia muzułmaninem - akceptuje wyczyny zamachowców-samobójców.
                  Religia jest tez złodziejem czasu - to co ludzie poświęcają na odprawianie guseł
                  mogli by wykorzystać lepiej.
                  >> I co jest złego w hedonizmie? Co jest złego w byciu szczęśliwym?
                  > Chyba nie rozumiesz słowa "hedonizm"...
                  pl.wikipedia.org/wiki/Hedonizm
                  Przeczytaj, a potem porozmawiamy kto i czego nie rozumie.
                  >> To właśnie wierzący ze swoimi kompleksami starają się wciągnąć
                  >> wszystkich do wnętrza swojego chorego snu. Religie są jak narkotyk
                  >> - jak się zacznie zażywać to nie można przestać. Pewnie dają
                  >> jakieś kolorowe wizje, ale czy narkomani są szczęśliwi??
                  > Reszta to pomówienia i potwarze(to te Twoje wartosci? gratulacje)
                  > Nie rozmawiam na tym poziomie.
                  Co tu jest pomówieniem? Religie nie obiecują kolorowych wizji - wiecznego
                  zbawienia? Od kiedy to prawda jest oszczerstwem? Dla wierzących to niewygodna
                  prawda, ale nie zmienia to jej prawdziwości.
                  >> Problemem jest to, że pozostanie w wierze jest wyborem
                  >> bezsensownym.
                  > Dlaczego??
                  Bo wiara jest bez sensu - głoszenie urojeń i marnowanie czasu na gusła nic nie
                  daje - po za zmarnowanym czasem.
                  > A czym dla Ciebie jest rzeczywistosc? masz jakies dowody naukowe,
                  > ze istaniej wyłacznie świt matrialny? nauka raczej jest sceptyczna
                  > co do matrializmu(no chyba,ze komusza)
                  A masz jakieś dowody, że istnieje jakiś świat po za materialnym? Nie ośmieszaj
                  się. Po za tym widzę, że jak brakuje argumentów zaczynają się wyzwiska -
                  gratulacje chrześcijaninie.
                  > Chodzi Ci o dowody empiryczne?? Szkiełko i oko? Masz wąskie
                  > horyzonty myslowe..
                  Wystarczająco szerokie, żeby odróżnić urojenie od prawdy.
                  >>> Nie chodzisz do Koscioła, nie traktujesz serio sakramentów, nie
                  >>> słuchasz kazan,nie czytasz Biblii i dziwisz się ,ze Ci się wiara
                  >>> sypie?
                  >> Jak coś nie ma sensu to nie traktuje się tego poważnie - to
                  >> oczywiste.
                  > Autorka watku wcale tego nie powiedziała.
                  Ale zapytała: "Jak odnaleźć moją wiarę - i czy jest sens to robić?"
                  I to była moja odpowiedź.
                  > prawdziwą cywilizacje zbudowała chrzescijanska Europa przez 10
                  > ostanich wieków. Wracaj do szkoły.
                  Cywilizację to Europa zaczęła budować jak wyzwoliła się z pod tysiącletnich
                  wpływów kościoła. Jak powróciła do wartości antycznych i prawdziwej nauki. Czy
                  naprawdę uważasz, ze Mikołaj Kopernik, Galileo Galilei, Giordano Bruno działali
                  i głosili swoje poglądy pod troskliwą opieką kościoła? Kościół - jak każda
                  religia - przez setki lat był hamulcowym dla każdego postępu. Naukowego,
                  społecznego, kulturalnego - zawsze główną ideą było utrzymanie status quo.
                  > > Bierz się za siebie leniuchu!;)
                  > Typowy dla wierzących paternalizm - ja bym nie pozwolił sobie na
                  > takie poczucie
                  > wyższości
                  > No prosze,a gdzies mnie oskarzasz o brak krytycyzmu. Braku humoru
                  > tez mi nie brakuje:)
                  Żarty też świadczą o poglądach i stosunku do innych.
                  Po za tym - dość niezasłużonego szacunku dla urojeń i guseł. Można tolerować
                  religię, tak jak toleruje się filatelistów, czy hodowców róż ale to nie oznacza
                  na przyzwolenie na indoktrynacje dzieci i narzucanie "wartości chrześcijańskich"
                  tym, którym są one potrzebne jak rybie rower.
                  Religia jest urojeniem - szkodliwym indywidualnie i społecznie - i tak jak każde
                  urojenie powinna być traktowana. Wymagania wierzących, żeby ich urojenia
                  traktować jak coś wymagającego szacunku to dowód na próbę zdławienia dyskusji na
                  temat jak szkodliwa i bezsensowna jest religia. Zasługują na taki sam szacunek
                  jak wszyscy ludzie - także ci co głoszą, że są Napoleonami lub Cezarami. I na
                  nic więcej. Jak ktoś chcę, żeby poważnie traktować jego poglądy to powinien
                  potrafić je uzasadnić, a jak ktoś głosi "prawdy" bez dowodu to po prostu kłamie
                  i powinien być traktowany jak zwykły kłamca.
                  • marcinlet Re: Odpowiedź ejkurczakowi 13.09.07, 10:51
                    rkcb napisał:

                    > >> Wiara NIE jest żadną wartością - a raczej wręcz przeciwnie.
                    > > Dlaczego??
                    > Bo wiara oducza myślenia.
                    Ale myślenia oducza też ślepe wierzenie we wszystko Dawkinsowi i
                    racjonaliście.pl

                    > I każdy wierzący staje się wspólnikiem post factum tych
                    > wszystkich zbrodni. Żeby było jasne: Każdy katolik - przez sam
                    fakt bycia
                    > katolikiem - akceptuje stosy, krucjaty i inkwizycje, indeksy ksiąg
                    >zakazanych,
                    > nawracanie siłą pogan i wojny religijne.
                    A każdy uprawiający sport akceptuje środki dopingowe, bo sporo
                    sportowców je bierze. Każdy kto przyjął obywatelstwo niemieckie
                    akceptuje nazizm. Podobna logika.

                    > Religia jest tez złodziejem czasu - to co ludzie poświęcają na
                    >odprawianie guse
                    > ł
                    > mogli by wykorzystać lepiej.
                    To ich sprawa jak wykorzystują swój czas.
          • szym96 Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 11.09.07, 16:38
            rkcb napisał:


            > > (bo w Polsce co drugi nastolatek jest ateistą)
            > Co oznacza, że co drugi nastolatek MYŚLI - to świetny wynik!

            żal mi ciebie
            • rkcb A dlaczego? 11.09.07, 20:52
              • szym96 Re: A dlaczego? 12.09.07, 20:10
                dlatego że według ciebie życie trwa ok.80 lat i koniec.Według mnie będzie trwać
                wiecznie i tym się różnimy

                chyba proste
                • rkcb Re: A dlaczego? 12.09.07, 21:16
                  Rożnica jest taka, że ja wiem, że moje życie się skończy, a ty żyjesz w ułudzie.
                  Ułudzie na którą nie masz żadnych dowodów, po za bajkami pisanymi przez
                  pasterzy. Dostosowujesz swoje życie i zachowanie do wielkiego kłamstwa. To ty
                  jesteś godny współczucia - jak każdy kto ma urojenia.
                  Jednym z większych koszmarów mojego racjonalistycznego umysłu jest choroba
                  psychiczna - to, ze nagle moge być oderwany od rzeczywistości i zacznę mieć
                  urojenia - uwierzę w boga lub wyda mi się, ze jestem Napoleonem.
                  Naprawdę szczerze ci współczuje - żyć w świecie ułudy to coś strasznego.
                  • szym96 Re: A dlaczego? 15.09.07, 12:19
                    mówisz że nie mam dowodów że bóg istnieje a jakie ty masz dowody że nie istnieje
                    • rkcb Re: A dlaczego? 15.09.07, 19:09
                      Osoba postulująca istnienie jakiegoś bytu powinna:
                      a) Potrafić zdefiniować pojęcie, które opisuje ten byt - w tym wypadku: "bóg"
                      b) Potrafić przedstawić dowody na istnienie zdefiniowanego uprzednio bytu.
                      Jeżeli nie zostaną spełnione OBA te postulatu to zdanie: "Bóg istnieje" jest po
                      prostu pozbawione sensu.
                      Największym problemem dyskusji z wierzącymi jest to, że nie są w stanie spełnić
                      ŻADNEGO z tych postulatów w odniesieniu do pojęcia boga.
                      Jeżeli ty potrafisz zdefiniować i udowodnić istnienie boga to z przyjemnością
                      podyskutuje na ten temat, ale do momenty gdy przekonywająco tego nie zrobisz
                      jedynym logicznym założeniem jest: Bóg nie istnieje. Zgodnie z zasadą "brzytwy
                      Ockhama" - nie mnożenia bytów ponad potrzebę.
                      • the_renaissance_man Re: A dlaczego? 15.09.07, 20:13
                        W czym przeszkadza Tobie mnozenie bytow ponad miare? Religia, wiara
                        w boga nie powstaly z powietrza, tylko z ludzkich potrzeb. Jezeli
                        komus jest latwiej zyc z przekonaniem ze czuwa nad nim jakas istota
                        wszechmocna to nie widze w tym nic zlego i wymagajacego wspolczucia.
                        Takiego boga kazdy wierzacy sam sobie definiuje - wedlug potrzeb - i
                        nie musi nikomu nic udowadniac. Rowniez Twoje ewentualne proby
                        dowodzenia nieistnienia tych wszystkich bogow spelzna na niczym. Bog
                        istnieje w umyslach wierzacych. Nie przekonasz Kowalskiego, ze nie
                        ma boga, skoro Kowalski sam dla siebie tego boga stworzyl. Wszystko
                        oczywiscie jest git dopoty, dopoki wierzacy nie staraja sie za
                        wszelka cene narzucic swojego punktu widzenia.
                        • rkcb Re: A dlaczego? 15.09.07, 22:02
                          > W czym przeszkadza Tobie mnozenie bytow ponad miare?
                          Być może jest to po prostu kwestia smaku, ale po co tworzyć urojenia jak nie
                          jest to potrzebne?
                          > Rowniez Twoje ewentualne proby dowodzenia nieistnienia tych
                          > wszystkich bogow spelzna na niczym.
                          Czy ty naprawdę nie rozumiesz? Ja nie mam zamiaru dowodzić, że czegoś nie ma -
                          ja po prostu mam zamiar wykazać błędność dowodu, że coś jest - a to zasadnicza
                          różnica.
                          > Religia, wiara w boga nie powstaly z powietrza, tylko z ludzkich
                          > potrzeb.
                          Gdy ktoś taki żyje sam na bezludnej wyspie to jest jego problem, ale gdy ten
                          ktoś żyje w społeczeństwie i jego decyzje - podejmowane na podstawie
                          nieracjonalnych przesłanek - wpływają na życie innych, to już nie jest obojętne.
                          Jakie mogę mieć zaufanie do przeciętnego Kowalskiego, jak wiem, że w jego głowie
                          są jakieś urojenia? To tak jak z wiarygodnością światka - jak kłamie w jednym to
                          nie wierzy mu się w innym.
                          > Jezeli komus jest latwiej zyc z przekonaniem ze czuwa nad nim jakas
                          > istota wszechmocna to nie widze w tym nic zlego i wymagajacego
                          > wspolczucia.
                          Co jest w tym złego to już napisałem, a współczucie... Współczuje każdemu kto
                          jest chory, a choroba polegająca na nieuzasadnionej świadomości, że istnieją
                          jakieś urojone byty jest straszna. Jak mam nie współczuć komuś komu wydaje się -
                          bo taką wizje stworzył we własnym umyśle - że istnieje jakiś jego opiekun? I to
                          wbrew realnemu obrazowi świata?
                          • the_renaissance_man Re: A dlaczego? 16.09.07, 00:31
                            rkcb napisał:

                            > Czy ty naprawdę nie rozumiesz? Ja nie mam zamiaru dowodzić, że
                            czegoś nie ma -
                            > ja po prostu mam zamiar wykazać błędność dowodu, że coś jest - a
                            to zasadnicza
                            > różnica.

                            Hehe to zdanie wyraznie zadzialalo na Ciebie jak plachta na byka.
                            Gdybys wczytal sie w kontekst troche dokladniej bycmoze zauwazyl bys
                            te moja nieprecyzyjnosc. Dowod nieistnienia czy wykazanie blednosci
                            dowodu, ze cos jest - wszystko i tak sprowadza sie tutaj do
                            przekonania drugiej osoby ze jest w bledzie, czego nie jestes w
                            stanie zrobic, co uzasadnilem.

                            > Gdy ktoś taki żyje sam na bezludnej wyspie to jest jego problem,
                            ale gdy ten
                            > ktoś żyje w społeczeństwie i jego decyzje - podejmowane na
                            podstawie
                            > nieracjonalnych przesłanek - wpływają na życie innych, to już nie
                            jest obojętne

                            To czy ktos jest wierzacy czy nie moim zdaniem nie rozstrzyga czy
                            podejmowane przez niego decyzje sa racjonalne czy tez nie. W
                            kwestiach gospodarowania czy tez wspolzycia spolecznego kazdy
                            posluguje sie wlasnym rozumem i checia maksymalizacji zysku. Wiara -
                            poza skrajnymi przypadkami - nie ma tu nic do rzeczy.

                            > Jakie mogę mieć zaufanie do przeciętnego Kowalskiego, jak wiem, że
                            w jego głowie
                            > są jakieś urojenia? To tak jak z wiarygodnością światka - jak
                            kłamie w jednym to
                            > nie wierzy mu się w innym.

                            Ale Kowalski nie klamie twierdzac ze bog istnieje. Musi byc o tym
                            przekonany i gleboko w to wierzyc zeby mialo to jakikolwiek sens.
                            Dziwny argument.

                            > świadomości, że istnieją
                            > jakieś urojone byty jest straszna. Jak mam nie współczuć komuś
                            komu wydaje się
                            > -
                            > bo taką wizje stworzył we własnym umyśle - że istnieje jakiś jego
                            opiekun? I to
                            > wbrew realnemu obrazowi świata?

                            Wspolczuje sie z reguly komus, kto cierpi i jest nieszczesliwy, a Ty
                            de facto wspolczujesz temu kto jest szczesliwszy bo wierzy w
                            urojonego opiekuna. Jakby sparalizowalo Twojego bliskiego to
                            mowilbys mu w jakiej beznadziejnej sytuacji sie znalazl, czy wbrew
                            realnemu obrazowi, podnosil na duchu?
                            • rkcb Re: A dlaczego? 16.09.07, 12:15
                              > Hehe to zdanie wyraznie zadzialalo na Ciebie jak plachta na byka.
                              > Gdybys wczytal sie w kontekst troche dokladniej bycmoze zauwazyl
                              > bys te moja nieprecyzyjnosc. Dowod nieistnienia czy wykazanie
                              > blednosci dowodu, ze cos jest - wszystko i tak sprowadza sie tutaj
                              > do przekonania drugiej osoby ze jest w bledzie, czego nie jestes w
                              > stanie zrobic, co uzasadnilem.
                              Wykazanie błędności dowodu nie jest dokładnie tym samym co przeprowadzenie
                              dowodu na nieistnienie.
                              Z bogiem jest tak naprawdę inny problem - brak sensownej i spójnej definicji
                              pojęcia. Czego nieistnienie mam dowodzić? Którego boga lub jego wyobrażenia?
                              > To czy ktos jest wierzacy czy nie moim zdaniem nie rozstrzyga czy
                              > podejmowane przez niego decyzje sa racjonalne czy tez nie. W
                              > kwestiach gospodarowania czy tez wspolzycia spolecznego kazdy
                              > posluguje sie wlasnym rozumem i checia maksymalizacji zysku. Wiara
                              > - poza skrajnymi przypadkami - nie ma tu nic do rzeczy.
                              > Ale Kowalski nie klamie twierdzac ze bog istnieje. Musi byc o tym
                              > przekonany i gleboko w to wierzyc zeby mialo to jakikolwiek sens.
                              > Dziwny argument.
                              Mam inne zdanie - wiara oducza krytycyzmu. A efektem tego są różne wybory np.
                              polityczne. Czy naprawdę sądzisz, że PiS, LPR i SO miałoby tylu wyborców gdyby
                              Polska nie była krajem katolickim, gdzie oducza się dzieci myślenia na lekcjach
                              religii?
                              Kowalski wierząc w boga subiektywnie nie kłamie, ale fałszywie opisuje
                              rzeczywistość. A fałszywy opis jest niewiarygodny. W "Życiu seksualnym dzikich"
                              Ernesta Malinowskiego jest opis wiary skąd się biorą dzieci. Opisywani ludzie
                              wierzą, że sprawiają to duchy - bez udziału ojca. Zarówno wśród ludzi jak i
                              zwierząt. Konsekwencją tej wiary było to, że jak przywieziono tam samce świń - w
                              celu poprawienia rasy świń miejscowych - to zostały one natychmiast
                              wykastrowane. To - idiotyczne z naszego punktu widzenia - działanie wynikało z
                              wiary. Jest to oczywiście przykład skrajny, ale podobne można znaleźć we
                              współczesnej Polsce. Takie jak choćby zaniechanie leczenia, po to, żeby poddać
                              się zabiegom jakiś szarlatanów.
                              > Wspolczuje sie z reguly komus, kto cierpi i jest nieszczesliwy, a
                              > Ty de facto wspolczujesz temu kto jest szczesliwszy bo wierzy w
                              > urojonego opiekuna. Jakby sparalizowalo Twojego bliskiego to
                              > mowilbys mu w jakiej beznadziejnej sytuacji sie znalazl, czy wbrew
                              > realnemu obrazowi, podnosil na duchu?
                              Po pierwsze - nie ma żadnych dowodów, że wierzący są szczęśliwszy niż ateiści.
                              Nie wiem co bym mówił swojemu przyjacielowi, ale wiem co sam chciałbym usłyszeć
                              jak bym się znalazł w takiej sytuacji - prawdę całą prawdę i tylko prawdę. A jak
                              by chodziło o perspektywy przyszłości to najbardziej pesymistyczny wariant.
                              Uważam, że wierzący żyją w kłamstwie i świecie urojeń z poglądami, które
                              fałszywie opisują rzeczywistość. Marnują swój czas, energie i środki na
                              odprawianie guseł na cześć nieistniejących bóstw. Być może są szczęśliwi -
                              subiektywnie. Ale równie szczęśliwi - subiektywnie - są narkomani - jak ktoś się
                              napije, da sobie w żyłę lub coś zapali to jest szczęśliwszy. A mimo to nie
                              postulujesz(chyba?) powszechnej i nieskrępowanej dostępności wszelkich używek i
                              współczujesz (mam nadzieje, że tak) ludziom uzależnionym od różnych nałogów.
                              Dlaczego więc dziwisz się, że współczuje ludziom uzależnionym od religii?
                              • the_renaissance_man Re: A dlaczego? 16.09.07, 13:30
                                > Wykazanie błędności dowodu nie jest dokładnie tym samym co
                                przeprowadzenie
                                > dowodu na nieistnienie.

                                Ehh no pewnie ze nie jest ale jakie to ma znaczenie dla wierzacego?
                                On nie przeprowadza dowodu na istnienie boga, tylko zaslania sie
                                wiara. Wykazanie blednosci dowodu ktory nie istnieje raczej do
                                latwych nie nalezy, prawda?

                                > Z bogiem jest tak naprawdę inny problem - brak sensownej i spójnej
                                definicji
                                > pojęcia. Czego nieistnienie mam dowodzić? Którego boga lub jego
                                wyobrażenia?

                                Jego nieistnienia tez nie udowodnisz bo to twor zupelnie
                                abstrakcyjny i majacy jakiekolwiek znaczenie tylko dla osoby ktora
                                go stworzyla. Nie ma wiec tez spojnej, sensownej i wspolnej dla
                                kazdego wierzacego - jak rozumiem z punktu widzenia naukowego -
                                definicji.

                                > Mam inne zdanie - wiara oducza krytycyzmu. A efektem tego są różne
                                wybory np.
                                > polityczne. Czy naprawdę sądzisz, że PiS, LPR i SO miałoby tylu
                                wyborców gdyby
                                > Polska nie była krajem katolickim, gdzie oducza się dzieci
                                myślenia na lekcjach
                                > religii?

                                Oducza krytycyzmu w ogole, czy tez oducza krytycyzmu wzgledem wiary?
                                Moim zdaniem to drugie. Te partie ktore wymieniles akurat w kampanii
                                wyborczej odnosza sie do wartosci katolickich (moze poza samoobrona)
                                ale jest to zrozumiale, gdy pewna czesc spoleczenstwa (wcale nie
                                95%) na tych wartosciach opiera swoj swiatopoglad. Przy czym skrajna
                                w realizowaniu swoich obietnic wyborczych dotyczacych kwestii wiary
                                wydaje sie byc jedynie LPR, a ta moze sie pochwalic obecnie 1%
                                poparciem. A co by bylo gdyby...tego nikt nie wie na pewno.

                                > Po pierwsze - nie ma żadnych dowodów, że wierzący są szczęśliwszy
                                niż ateiści.

                                Ja nie twierdze ze sa szczesliwsi niz ateisci. Ale bez wiary byliby
                                na pewno mniej szczesliwi - wiara w opiekuna to ludzka potrzeba
                                ktora jest zaspokajana za pomoca religii. Na sile nikogo nie
                                przekonasz do jej porzucenia.

                                > Być może są szczęśliwi -
                                > subiektywnie. Ale równie szczęśliwi - subiektywnie - są narkomani -
                                jak ktoś si
                                > ę
                                > napije, da sobie w żyłę lub coś zapali to jest szczęśliwszy. A
                                mimo to nie
                                > postulujesz(chyba?) powszechnej i nieskrępowanej dostępności
                                wszelkich używek i
                                > współczujesz (mam nadzieje, że tak) ludziom uzależnionym od
                                różnych nałogów.

                                Nie zgodze sie z Twoim porownaniem. Jezli juz nazywac religie
                                uzaleznieniem, to na pewno nie takim jak alkoholizm czy narkomania.
                                Nie powiesz mi chyba, ze na dluzsza mete pijak i narkoman sa
                                szczesliwi. Bardziej pasowaloby moim zdaniem poronanie do
                                uzaleznienia od komputera i Internetu - czyli wzglednie
                                nieszkodliwych spolecznie uzaleznienien.

                                • rkcb Re: A dlaczego? 16.09.07, 15:34
                                  > Oducza krytycyzmu w ogole, czy tez oducza krytycyzmu wzgledem wiary?
                                  > Moim zdaniem to drugie.
                                  Moim zdaniem się mylisz - wiara oducza myślenia w ogóle. Sam fakt zaakceptowania
                                  istnienia jakiegoś bytu bez dowodu powoduje określone zmiany w podejściu do
                                  świata. A efektem tego jest bezkrytyczne przyjmowanie tego co mówią tz. autorytety.
                                  > Ja nie twierdze ze sa szczesliwsi niz ateisci. Ale bez wiary byliby
                                  > na pewno mniej szczesliwi - wiara w opiekuna to ludzka potrzeba
                                  > ktora jest zaspokajana za pomoca religii. Na sile nikogo nie
                                  > przekonasz do jej porzucenia.
                                  Wybacz, ale pierwsze zdanie jest sprzeczne wewnętrznie. Nie mam zamiaru nikogo
                                  przekonywać na siłę - albo kogoś przekonam, albo nie.
                                  > Nie zgodze sie z Twoim porownaniem. Jezli juz nazywac religie
                                  > uzaleznieniem, to na pewno nie takim jak alkoholizm czy narkomania.
                                  > Nie powiesz mi chyba, ze na dluzsza mete pijak i narkoman sa
                                  > szczesliwi. Bardziej pasowaloby moim zdaniem poronanie do
                                  > uzaleznienia od komputera i Internetu - czyli wzglednie
                                  > nieszkodliwych spolecznie uzaleznienien.
                                  A te sekty, które prowadziły do zbiorowych samobójstw swoich wyznawców? Nie były
                                  równie groźne jak narkotyki? A przekonywanie ludzi wierzących do dawania ofiar
                                  na kościół nie drenuje ich kieszeni tak jak wydatki na alkohol i z równą
                                  regularnością? Oczywiście, że są tacy którym wiara nie szkodzi - tak jak wypicie
                                  kieliszka wina do obiadu nie jest alkoholizmem.
                                  • the_renaissance_man Re: A dlaczego? 16.09.07, 16:24
                                    > Moim zdaniem się mylisz - wiara oducza myślenia w ogóle. Sam fakt
                                    zaakceptowani
                                    > a
                                    > istnienia jakiegoś bytu bez dowodu powoduje określone zmiany w
                                    podejściu do
                                    > świata. A efektem tego jest bezkrytyczne przyjmowanie tego co
                                    mówią tz. autoryt
                                    > ety.

                                    Myslalem ze rozmawiamy o wierze w opiekuna a nie o instytucji
                                    kosciola. Zwiazek miedzy powyzszymi wcale nie jest oczywisty.
                                    Kowalski moze wierzyc w stworce i rownoczesnie miec w dupie
                                    zalecenie kaplana na kogo np. ma zaglosowac w najblizszych wyborach.
                                    Kto wedlug Ciebie przyjmuje bezkrytycznie to co mowia tzw.
                                    autorytety? Ja nie znam takiego wierzacego.

                                    > Wybacz, ale pierwsze zdanie jest sprzeczne wewnętrznie. Nie mam
                                    zamiaru nikogo
                                    > przekonywać na siłę - albo kogoś przekonam, albo nie.

                                    Wybaczam. Zatem, nie przekonasz.

                                    > A te sekty, które prowadziły do zbiorowych samobójstw swoich
                                    wyznawców? Nie był
                                    > y
                                    > równie groźne jak narkotyki? A przekonywanie ludzi wierzących do
                                    dawania ofiar
                                    > na kościół nie drenuje ich kieszeni tak jak wydatki na alkohol i z
                                    równą
                                    > regularnością?

                                    To co piszesz nijak sie ma do naszej wczesniejszej dyskusji. Jeszcze
                                    raz podkreslam. Rozmawialismy o wierze w boga opiekuna, a nie o
                                    instytucji kosciola czy sekty ktore na tej wierze zeruja.
                                    • rkcb Re: A dlaczego? 16.09.07, 20:56
                                      Dobrze - możemy chyba ustalić punkty wspólne.
                                      Każdy ma prawo do osobistej wiary w swoje własne bóstwo opiekuńcze - a czy go
                                      nazwie bogiem stworzycielem, duchem przodka, cz aniołem stróżem to nie ma znaczenia
                                      Jest trudne, a może prawie niemożliwe przekonanie kogoś wierzącego w takie "coś"
                                      o nieistnieniu tego bytu.
                                      Tu się mogę z tobą zgodzić.
                                      Problemy zaczynają się wtedy gdy taka wiarę próbuje się
                                      a) Narzucić innym
                                      b) Zinstytucjonalizować
                                      c) Wierzący odrzuca racjonalne wyjaśnienia na rzecz wiary (nie koniecznie w
                                      jakieś bóstwo - hazardziści też wierzą w swoje szczęście i przegrywają wszystko)
                                      Dlatego uważam, że przekonywanie do koncepcji nieistnienia boga jest ważne.
                                      Wiara szkodzi - jednostce i ogółowi.
                                      • the_renaissance_man Re: A dlaczego? 17.09.07, 00:24
                                        > Dobrze - możemy chyba ustalić punkty wspólne.
                                        > Każdy ma prawo do osobistej wiary w swoje własne bóstwo
                                        opiekuńcze - a czy go
                                        > nazwie bogiem stworzycielem, duchem przodka, cz aniołem stróżem to
                                        nie ma znacz
                                        > enia
                                        > Jest trudne, a może prawie niemożliwe przekonanie kogoś wierzącego
                                        w takie "coś
                                        > "
                                        > o nieistnieniu tego bytu.
                                        > Tu się mogę z tobą zgodzić.
                                        > Problemy zaczynają się wtedy gdy taka wiarę próbuje się
                                        > a) Narzucić innym
                                        > b) Zinstytucjonalizować

                                        Ciesze sie ze w tak wielu istotnych punktach doszlismy do
                                        porozumienia. :)

                                        > c) Wierzący odrzuca racjonalne wyjaśnienia na rzecz wiary (nie
                                        koniecznie w
                                        > jakieś bóstwo - hazardziści też wierzą w swoje szczęście i
                                        przegrywają wszystko
                                        > )
                                        > Dlatego uważam, że przekonywanie do koncepcji nieistnienia boga
                                        jest ważne.
                                        > Wiara szkodzi - jednostce i ogółowi.

                                        Oczywiscie zgadza sie, ze taka osoba slepo wierzaca w slusznosc
                                        swoich racji bez jakiegokolwiek uzasadnienia, moze stac sie
                                        szkodliwa, w momencie, w ktorym chce te swoje poglady innym
                                        narzucac. Ale czy wynika to bezposrednio z wiary, czy moze z
                                        ludzkiej natury do stawania w obronie swojego zdania? Wszedzie tam
                                        gdzie obiektywna prawda nie istnieje i w gre wchodza emocje i
                                        subiektywne odczucia dochodzi do ostrych sporow. Wystarczy zajrzec
                                        na forum poswiecone muzyce czy filmowi aby sie o tym przekonac.
                                        Wydaje mi sie ze nie tyle przekonywanie do koncepcji nieistnienia
                                        boga jest wazne ile samo ukazywanie innego sposobu myslenia i
                                        postrzegania duchowosci. Zwykle mija sporo czasu zanim dziecko
                                        dokopie sie do jakiejs alternatywy dla wiary katolickiej i z tego
                                        punktu widzenia faktycznie moze to byc spolecznie szkodliwe.

                                        Dosc niefortunnie podales przyklad hazardzistow jako ludzi ktorzy w
                                        cos wierza i zle sie to dla nich konczy. Hazardzista nie gra bo
                                        wierzy ze wygra! Hazardzista gra dla samego grania, ktore jest dla
                                        niego zrodlem niesamowitej adrenaliny. Tak przynajmneij twierdza
                                        specjalisci od uzaleznien :)
                                        • grgkh Re: A dlaczego? 17.09.07, 01:06
                                          Wtrącę się na słówko, choć nie śledziłem dokładnie całej Waszej rozmowy, więc nie jestem pewien, czy nie powtórzę czegoś, co już ustaliliście. Chodzi mi o ten fragment:

                                          the_renaissance_man napisał:

                                          > Oczywiscie zgadza sie, ze taka osoba slepo wierzaca w slusznosc
                                          > swoich racji bez jakiegokolwiek uzasadnienia, moze stac sie
                                          > szkodliwa, w momencie, w ktorym chce te swoje poglady innym
                                          > narzucac. Ale czy wynika to bezposrednio z wiary, czy moze z
                                          > ludzkiej natury do stawania w obronie swojego zdania?

                                          Widzisz, są dwa typy nawiązywania relacji międzyludzkich:
                                          1) wtedy, gdy obie strony chcą coś ustalić
                                          2) wtedy, gdy przynajmniej jedna ze stron usiłuje wyłącznie przeforsować swoją rację.

                                          Jak myślisz, czy jeśli wszyscy postępowalibyśmy według drugiej reguły, to kiedykolwiek doszlibyśmy do czegoś innego oprócz totalnej wojny?

                                          No, to może nie wszyscy, niektórzy tylko - czy wtedy świat można by było urządzić według jakichś uczciwych, dążących do poznania prawdy obiektywnej zasad?

                                          Wydaje mi się, że im jesteśmy bliżej systemu pierwszego, czyli im więcej osób WYRAŻA CHĘĆ na poszukiwanie prawdy, dojście do kompromisu, zgadza się na to, że mogą się pomylić, tym lepiej się wszystkim żyje, a w rezultacie wszyscy wiedzą coraz więcej.

                                          Tak więc ci, którzy trwają niewzruszenie przy dogmatach są zalążkami zła. Jeszcze gorzej jest, gdy tę zarazę rozprzestrzeniają wokół siebie.

                                          Uważam więc, że taka osoba nie tyle może "stać się szkodliwa", ale SZKODLIWA JEST poprzez samo swoje istnienie, jest szkodliwa poprzez swoją postawę... I nie jest ważne, czy to jest wiara w bóstwa lub gusła, ale to że jest to podleganie dogamtyzmowi każdego gatunku.
                                          • the_renaissance_man Re: A dlaczego? 17.09.07, 15:48
                                            > Widzisz, są dwa typy nawiązywania relacji międzyludzkich:
                                            > 1) wtedy, gdy obie strony chcą coś ustalić
                                            > 2) wtedy, gdy przynajmniej jedna ze stron usiłuje wyłącznie
                                            przeforsować swoją rację.
                                            > Jak myślisz, czy jeśli wszyscy postępowalibyśmy według drugiej
                                            reguły, to kiedykolwiek doszlibyśmy do czegoś innego oprócz totalnej
                                            wojny?
                                            > No, to może nie wszyscy, niektórzy tylko - czy wtedy świat można
                                            by było urządzić według jakichś uczciwych, dążących do poznania
                                            prawdy obiektywnej zasad?

                                            Przede wszystkim dokonujesz w tym miejscu zbyt daleko idacego
                                            uogolnienia. Relacje miedzyludzkie bardzo rzadko opieraja sie na
                                            logice i checi osiagniecia wspolnego porzadku rzeczy i spojrzenia na
                                            swiat. Dominuja emocje i nieracjonalne zachowania. Sek w tym zeby
                                            nie tyle dazyc do zrozumienia zachowania innych czy tez przekonania
                                            ich do swojego punktu widzenia, ile do zaakceptowania ich
                                            odmiennosci. Ani 1 ani 2 z zaproponowanych przez Ciebie regul nie sa
                                            w tym wypadku odpowiednie. Zauwaz ze motorem napedowym ludzkosci,
                                            budowaniem porzadku oraz okreslaniem kierunku i priorytetow rozwoju
                                            cywilizacji, zajmowala sie - i ciagle zajmuje - jedynie nieliczna,
                                            swiatla czesc ludzkosci. To w ich gestii jest zawierania kompromisow
                                            i dochodzenie do wspolnej obiektywnej prawdy. Demokracja to uluda.
                                            Chcac zbudowac solidne i sprawnie dzialajace panstwo nie wolno sie
                                            na niej opierac. Ludzie w kupie sa glupi, kieruja sie emocjami,
                                            nigdy zdrowym rozsadkiem i logicznym mysleniem. Czy to wina wiary?
                                            religii? Nie, one nie maja tu nic do rzeczy.
                                            • grgkh Re: A dlaczego? 18.09.07, 00:02
                                              the_renaissance_man napisał:

                                              > > Widzisz, są dwa typy nawiązywania relacji międzyludzkich:
                                              > > 1) wtedy, gdy obie strony chcą coś ustalić
                                              > > 2) wtedy, gdy przynajmniej jedna ze stron usiłuje
                                              > > wyłącznie przeforsować swoją rację.
                                              > > Jak myślisz, czy jeśli wszyscy postępowalibyśmy
                                              > > według drugiej reguły, to kiedykolwiek doszlibyśmy
                                              > > do czegoś innego oprócz totalnej wojny?
                                              > > No, to może nie wszyscy, niektórzy tylko - czy wtedy świat
                                              > > można by było urządzić według jakichś uczciwych,
                                              > > dążących do poznania prawdy obiektywnej zasad?
                                              >
                                              > Przede wszystkim dokonujesz w tym miejscu zbyt daleko idacego
                                              > uogolnienia. Relacje miedzyludzkie bardzo rzadko opieraja sie na
                                              > logice i checi osiagniecia wspolnego porzadku
                                              > rzeczy i spojrzenia na swiat.

                                              A szkoda. Może należałoby coś zrobić, żeby to zmienić.
                                              A co? Domyślasz się?

                                              > Dominuja emocje i nieracjonalne zachowania.

                                              A skąd one się biorą? Czy nie z niedoedukowania i wiary w zabobony oraz dogmaty? Czy nie z niechęci do dyskutowania, co jest prawdziwe i bezwzględnego przyjęcia założenia, że prawda jest ponad wszystko?

                                              > Sek w tym zeby
                                              > nie tyle dazyc do zrozumienia zachowania innych czy tez
                                              > przekonania ich do swojego punktu widzenia,
                                              > ile do zaakceptowania ich odmiennosci.

                                              To już absurd. Czy jeśli nie będziemy określali nadrzędnie kryteriów co akceptujemy, a czego nie (prawda i fałsz), to akceptacja wszystkiego, jak leci, nie doprowadzi do wyłonienia się najdzikszych systemów włądzy - faszyzmu, rasizmu, niewolnictwa? To jest dla ciebie akceptyacja odmienności?

                                              > Ani 1 ani 2 z zaproponowanych przez Ciebie regul nie sa
                                              > w tym wypadku odpowiednie. Zauwaz ze motorem napedowym
                                              > ludzkosci, budowaniem porzadku oraz okreslaniem kierunku i
                                              > priorytetow rozwoju cywilizacji, zajmowala sie
                                              > - i ciagle zajmuje - jedynie nieliczna, swiatla czesc ludzkosci.

                                              No to sam odpowiadasz, co należy zrobić - edukować. A jaka ma być ta wiedza? czy może być byle jaka, pełna bzdur, akceptacji byle czego, dogmatów, czy powinna być to raczej wiedza solidnie zweryfikowana i niezakłamana?

                                              > To w ich gestii jest zawierania kompromisow
                                              > i dochodzenie do wspolnej obiektywnej prawdy.

                                              Przedziwna utopia... ;) Rządy mędrców? A jak zagwarantujesz, że wśród nich nie miałaby znaleźć się jakaś kanalia?

                                              > Demokracja to uluda.

                                              Owszem. Gdy lud jest głupi. A więc dążmy do wiedzy prawdziwej i uczmy jej wszystkich.

                                              > Chcac zbudowac solidne i sprawnie dzialajace panstwo nie wolno sie
                                              > na niej opierac. Ludzie w kupie sa glupi, kieruja sie emocjami,
                                              > nigdy zdrowym rozsadkiem i logicznym mysleniem. Czy to wina wiary?
                                              > religii? Nie, one nie maja tu nic do rzeczy.

                                              Ależ tak - to oczywista wina wiary, zabobonów, fałszywych dogmatów, bezgranicznemu ufaniu autorytetom. I szkoda, że tego nie rozumiesz.

                                              Wiara czyni człowieka niewolnikiem. Odbiera mu krytycyzm oceny. Pozwala akceptować fałsze i sofizmaty.
                                              • the_renaissance_man Re: A dlaczego? 18.09.07, 13:33
                                                > A szkoda. Może należałoby coś zrobić, żeby to zmienić.
                                                > A co? Domyślasz się?
                                                >
                                                > > Dominuja emocje i nieracjonalne zachowania.
                                                >
                                                > A skąd one się biorą? Czy nie z niedoedukowania i wiary w zabobony
                                                oraz dogmaty
                                                > ? Czy nie z niechęci do dyskutowania, co jest prawdziwe i
                                                bezwzględnego przyjęc
                                                > ia założenia, że prawda jest ponad wszystko?

                                                Emocje i nieracjonalne zachowania biora sie z wiary w zabobony i
                                                niedoedukowania? Ciekawe. Jezeli policjant obrazi Twoja matke to
                                                bedziesz na chlodno kalkulowal czy oplaca sie dac mu po ryju? Twoje
                                                przekonania - ateizm czy wiara w absolut - w takiej sytuacji nie
                                                maja znaczenia - reagujesz emocjonalnie.

                                                > To już absurd. Czy jeśli nie będziemy określali nadrzędnie
                                                kryteriów co akceptu
                                                > jemy, a czego nie (prawda i fałsz), to akceptacja wszystkiego, jak
                                                leci, nie do
                                                > prowadzi do wyłonienia się najdzikszych systemów włądzy -
                                                faszyzmu, rasizmu, ni
                                                > ewolnictwa? To jest dla ciebie akceptyacja odmienności?

                                                Oczywiscie jezeli tylko ja bede akceptowal odmiennosc innych a inni
                                                nie beda akceptowali mojej, to istnieje mozliwosc wylonienia sie
                                                takich systemow. Chodzilo mi bardziej o obopolny szacunek do
                                                posiadania wlasnego, odmiennego zdania. Jezeli ja bede szanowal
                                                Twoje zdanie ale sie z nim nie zgadzal, to oczekuje takiego samego
                                                zachowania z Twojej strony. Wedlug mnie utopią jest okreslenie
                                                nadrzednych kryteriow odnosnie do tego co akceptujemy, a czego nie.
                                                Jakie ludzkie zachowania sa wedlug Ciebie powszechnie i bezspornie
                                                akceptowane? Czy edukacja jest w stanie wyeliminowac wszelkie
                                                niepozadane zachowania?

                                                > > Zauwaz ze motorem napedowym
                                                > > ludzkosci, budowaniem porzadku oraz okreslaniem kierunku i
                                                > > priorytetow rozwoju cywilizacji, zajmowala sie
                                                > > - i ciagle zajmuje - jedynie nieliczna, swiatla czesc ludzkosci.
                                                > No to sam odpowiadasz, co należy zrobić - edukować. A jaka ma być
                                                ta wiedza? cz
                                                > y może być byle jaka, pełna bzdur, akceptacji byle czego,
                                                dogmatów, czy powinna
                                                > być to raczej wiedza solidnie zweryfikowana i niezakłamana?

                                                Edukacja narzedziem do wyzucia ludzi z wszelkich emocji ktore sa
                                                przyczyna nieracjonalnych zachowan. To masz na mysli mowiac o wiedzy
                                                pozbawionej bzdur? Sfera naukowa z bzdur oczyszcza sie samoistnie
                                                poprzez sprawny aparat i jasno okreslone, bezwzglednie respektowane
                                                kryteria, wiec pozostaje "zabzdurzona" sfera duchowa - emocjonalna.

                                                > Przedziwna utopia... ;) Rządy mędrców? A jak zagwarantujesz, że
                                                wśród nich nie
                                                > miałaby znaleźć się jakaś kanalia?

                                                Hmm, kanalia czyli jak rozumiem osoba wierzaca w krasnoludki? :)

                                                > Owszem. Gdy lud jest głupi. A więc dążmy do wiedzy prawdziwej i
                                                uczmy jej wszys
                                                > tkich.

                                                Lud w masie nie bedzie madry tylko dlatego ze przestanie wierzyc w
                                                opiekuna. Nadal bedzie podatny na prosta socjotechnike, nadal bedzie
                                                kierowal sie w swoich wyborach emocjami.

                                                > Ależ tak - to oczywista wina wiary, zabobonów, fałszywych
                                                dogmatów, bezgraniczn
                                                > emu ufaniu autorytetom. I szkoda, że tego nie rozumiesz.

                                                Nie taka oczywista skoro ja jej nie rozumiem. Czekam na solidne
                                                uzasadnienie. Najlepiej podaj przyklad bezgranicznego ufania
                                                autorytetom (duchownym jak mniemam) i powiedz jaki ma to zwiazek z
                                                wiara w opiekuna.
                          • marcinlet Re: A dlaczego? 16.09.07, 09:37
                            rkcb napisał:

                            > Jakie mogę mieć zaufanie do przeciętnego Kowalskiego, jak wiem, że
                            w jego głowi
                            > e
                            > są jakieś urojenia?
                            To jak idziesz np. do lekarza, boisz się, że okaże się wierzącym i
                            zacznie odmawiać zdrowaśki, a stetoskop wyrzuci przez okno? ;)))

                            > Co jest w tym złego to już napisałem, a współczucie... Współczuje
                            >każdemu kto
                            > jest chory, a choroba polegająca na nieuzasadnionej świadomości,
                            że istnieją
                            > jakieś urojone byty jest straszna.
                            Kiedyś ludzie (uczeni) wierzyli w takie urojone byty jak flogiston i
                            eter, teraz niektórzy wierzą w memy rozumiane jako realne byty, a
                            nie metafora (mimo że na istnienie czegoś takiego jak mem nie ma
                            żadnych dowodów empirycznych), a raczej postulują ich istnienie. Też
                            są chorzy?
                            • rkcb Re: A dlaczego? 16.09.07, 12:16
                              > To jak idziesz np. do lekarza, boisz się, że okaże się wierzącym i
                              > zacznie odmawiać zdrowaśki, a stetoskop wyrzuci przez okno? ;)))
                              Tak - jak miałbym wybór i wiedzę to wolałbym lekarz ateistę niż wierzącego.
                              Jeżeli ktoś ma urojenia w jednej dziedzinie to jaką mam gwarancję, że nie ma w
                              innej???
                              > Kiedyś ludzie (uczeni) wierzyli w takie urojone byty jak flogiston
                              > i eter, teraz niektórzy wierzą w memy rozumiane jako realne byty, a
                              > nie metafora (mimo że na istnienie czegoś takiego jak mem nie ma
                              > żadnych dowodów empirycznych), a raczej postulują ich istnienie.
                              > Też są chorzy?
                              Nauka na tym polega - stawia się jakąś hipotezę i szuka się dowodów na jej
                              potwierdzenie. Flogiston i eter zostały obalone na drodze naukowej - zaplanowano
                              odpowiednie eksperymenty i ich wyniki zadecydowały o odrzuceniu tych hipotez.
                              Twierdzenie, że nie ma dowodów na istnienie memu to chyba żart?
                              pl.wikipedia.org/wiki/Mem
                              Znasz jakieś eksperymenty potwierdzające istnienie boga?
                              • marcinlet Re: A dlaczego? 17.09.07, 09:37
                                rkcb napisał:

                                > Tak - jak miałbym wybór i wiedzę to wolałbym lekarz ateistę niż
                                >wierzącego.
                                > Jeżeli ktoś ma urojenia w jednej dziedzinie to jaką mam gwarancję,
                                że nie ma w
                                > innej???
                                A jak ktoś NIE MA urojeń w jednej dziedzinie to jaką masz gwarancję,
                                że nie ma w innej? Co w ogóle ma wiara do wykonywania różnych
                                zawodów. Ty naprawdę myślisz, że jak taki lekarz wierzy w Boga to
                                nie można mu ufać? Jak idziesz do sklepu to też pytasz sprzedawcę o
                                wiarę?

                                > > Kiedyś ludzie (uczeni) wierzyli w takie urojone byty jak
                                flogiston
                                > > i eter, teraz niektórzy wierzą w memy rozumiane jako realne
                                byty, a
                                > > nie metafora (mimo że na istnienie czegoś takiego jak mem nie ma
                                > > żadnych dowodów empirycznych), a raczej postulują ich istnienie.
                                > > Też są chorzy?
                                > Twierdzenie, że nie ma dowodów na istnienie memu to chyba żart?
                                > pl.wikipedia.org/wiki/Mem
                                Nie ma tam żadnych dowodów na istnienie czegoś takiego jak "mem".
                                One nie zostały odkryte, ale po prostu postuluje się ich istnienie,
                                tak jak kiedyś właśnie eteru i flogistonu.
                                • grgkh Bzdury gadasz, Marcinku :) 17.09.07, 12:09
                                  Swoją niewiedzxę stawiasz na równi ze zweryfikowaną wiedzą ludzi nauki. Twierdzisz, że jeśli Ty nie wiesz, że memy istnieją, to one nie istnieją.

                                  > Nie ma tam żadnych dowodów na istnienie czegoś takiego jak "mem".
                                  > One nie zostały odkryte, ale po prostu postuluje się ich
                                  > istnienie, tak jak kiedyś właśnie eteru i flogistonu.

                                  Zanim będziemy na ten temat, ewentualnie, dalej rozmawiać, zajrzyj do literatury fachowej.

                                  Styl, któy w tej wypowiedzi prezentujesz świetnie pasuje do Twojego stwierdzenia na temat fachowości lekarzy:

                                  marcinlet napisał:

                                  > rkcb napisał:
                                  >
                                  > > Tak - jak miałbym wybór i wiedzę to wolałbym lekarz
                                  > > ateistę niż wierzącego.
                                  > > Jeżeli ktoś ma urojenia w jednej dziedzinie to jaką
                                  > > mam gwarancję, że nie ma w innej???

                                  > A jak ktoś NIE MA urojeń w jednej dziedzinie to jaką masz
                                  > gwarancję, że nie ma w innej?
                                  > Co w ogóle ma wiara do wykonywania różnych zawodów.
                                  > Ty naprawdę myślisz, że jak taki lekarz wierzy w Boga to
                                  > nie można mu ufać? Jak idziesz do sklepu to też pytasz
                                  > sprzedawcę o wiarę?

                                  Dokładnie tak jest, czego nie chcesz przyjąć do wiadomości - wiara (sposób myślenia, w którym dopuszcza się nadrzędność dogmatów nad zgodą na weryfikacje wszystkiego) jest potencjalnie niebezpieczna ze względu na możliwość wpływu dogmatyzmu na postępowanie człowieka. Brak dogmatyzmu tego właśnie niebezpieczeństwa nie powoduje. Jest to logicznie tak proste, jak przysłowiowy świński ogon. Ale to właśnie dopuszczanie dogmatyzmu znieczula na logiczne błędy rozumowania. Jesteś bezpośrednią ofiarą tego swojego dogmatyzmu, a także wynikającego z niego niebezwzględnego respektowania zasad logiki.

                                  • marcinlet Re: Bzdury gadasz, Marcinku :) 17.09.07, 15:34
                                    grgkh napisał:

                                    > Swoją niewiedzxę stawiasz na równi ze zweryfikowaną wiedzą ludzi
                                    nauki. Twierdz
                                    > isz, że jeśli Ty nie wiesz, że memy istnieją, to one nie istnieją.
                                    No to podaj te dowody na istnienie memów, w jaki w ogóle sposób one
                                    istnieją? W jaki sposób zostały odkryte, jaka w ogóle jest ich
                                    definicja? Czy uprawniona jest analogia memu do genów lub wirusów?
                                    Memetycy np. mówią w uproszczeniu, że idee się rozprzestrzeniają bo
                                    memy idei się powielają. A skąd wiadomo, że są jakieś powielające
                                    się memy idei? Z tego, że idee się rozprzestrzeniają. Czy
                                    rozprzestrzenianie się idei i powielanie się memów to 2 różne sprawy
                                    (jedno powoduje drugie) czy też mówimy o jednym i tym samym za
                                    pomocą różnych słów? Co w ogóle jest tym replikatorem memów?
                                    Tak więc ja na razie obstaję przy swoim, że memy są takim samym
                                    konstruktem ludzkiego umysłu jak bogowie greccy.

                                    > Dokładnie tak jest, czego nie chcesz przyjąć do wiadomości - wiara
                                    (sposób myśl
                                    > enia, w którym dopuszcza się nadrzędność dogmatów nad zgodą na
                                    weryfikacje wszy
                                    > stkiego) jest potencjalnie niebezpieczna ze względu na możliwość
                                    wpływu dogmaty
                                    > zmu na postępowanie człowieka.
                                    To Ty też uważasz, że nie można ufać wierzącemu sprzedawcy w
                                    sklepie, bo może np. źle wydać resztę (dlatego, ze wierzy w Boga)?
                                    Krótko, tak czy nie.
                                    • rkcb Re: Bzdury gadasz, Marcinku :) 17.09.07, 21:45
                                      Czy ty naprawdę nie potrafisz przeczytać ze zrozumieniem krótkiego hasła w
                                      Wikipedii???
                                      Czy też WSZYSTKO masz zamiar redukować do absurdu, żeby udowodnić swoje wątpliwe
                                      racje?
                                      Mem to nie tylko idea - to może być też np. melodia albo fragment piosenki
                                      (melodia+słowa) i KAŻDY rodzaj informacji przekazywanej pomiędzy ludźmi. A
                                      wszystkie informacje przekazywane pomiędzy ludźmi sa wytworem ich umysłów
                                      > To Ty też uważasz, że nie można ufać wierzącemu sprzedawcy w
                                      > sklepie, bo może np. źle wydać resztę (dlatego, ze wierzy w Boga)?
                                      > Krótko, tak czy nie.
                                      Przyjmując twoją poetykę - Tak, wierzący sprzedawca jest mniej godny zaufanie -
                                      przecież wydając resztę może się akurat modlić co niewątpliwie wpływa na jego
                                      sprawność umysłową.
                                      Ale mówiąc poważnie - mówiliśmy o lekarzu - a to już inna bajka. Jeżeli nie
                                      widzisz różnicy miedzy odpowiedzialnością i potrzebą oceny sytuacji miedzy
                                      lekarzem a sprzedawcą... No cóż - pewnie leczysz się w sklepie - ale to twój
                                      problem.
                                      • marcinlet Re: Bzdury gadasz, Marcinku :) 17.09.07, 22:59
                                        rkcb napisał:

                                        > Czy ty naprawdę nie potrafisz przeczytać ze zrozumieniem krótkiego
                                        hasła w
                                        > Wikipedii???
                                        Pytałem o dowody istnienia memów, tam tego nie ma. W haśle
                                        pl.wikipedia.org/wiki/Memetyka
                                        też nie ma. Jest tylko to:
                                        "Słuszność teorii często poddawana jest w wątpliwość ze względu na
                                        to, że dotąd nikomu nie udało się udowodnić istnienia memów."
                                        W angielskiej wikipedii też niczego się nie doszukałem.

                                        > Czy też WSZYSTKO masz zamiar redukować do absurdu, żeby udowodnić
                                        >swoje wątpliw
                                        > e
                                        > racje?
                                        Jeżeli udowodniłem coś przez sprowadzenie do absurdu, to chyba już
                                        nie jest to wątpliwe.

                                        > Mem to nie tylko idea - to może być też np. melodia albo fragment
                                        piosenki
                                        > (melodia+słowa) i KAŻDY rodzaj informacji przekazywanej pomiędzy
                                        ludźmi.
                                        Wiem, tamto to był przykład. Trudno, żebym w jednym przykładzie miał
                                        wypisywać wszystkie rodzaje memów. Nigdy bym zdania nie skończył
                                        pisać.

                                        > > To Ty też uważasz, że nie można ufać wierzącemu sprzedawcy w
                                        > > sklepie, bo może np. źle wydać resztę (dlatego, ze wierzy w
                                        Boga)?
                                        > > Krótko, tak czy nie.
                                        > Przyjmując twoją poetykę - Tak, wierzący sprzedawca jest mniej
                                        godny zaufanie -
                                        > przecież wydając resztę może się akurat modlić co niewątpliwie
                                        wpływa na jego
                                        > sprawność umysłową.
                                        A niewierzący może sobie rozmyślać o np. "Bogu urojonym" R. Dawkinsa
                                        czy tam o jakichś teoriach naukowych i też się kopsnąć przy
                                        wydawaniu reszty. Tak to se można długo gdybać.

                                        > Ale mówiąc poważnie - mówiliśmy o lekarzu - a to już inna bajka.
                                        >Jeżeli nie
                                        > widzisz różnicy miedzy odpowiedzialnością i potrzebą oceny
                                        >sytuacji miedzy
                                        > lekarzem a sprzedawcą...
                                        Niewierzący lekarz również może zacząć rozmyślać o filozofii
                                        ateistycznej i spartaczyć operację.
                                        • grgkh Re: Bzdury gadasz, Marcinku :) 18.09.07, 00:22
                                          Mogę Ci pomóc. Mam skan "Maszyny memowej" i Ci go wyślę do poczytania pod warunkiem, że naprawdę masz dobrą wolę przeczytania 360 stron. To dobra i solidna wiedza. Taką wiedzą bardzo chętnie dzielę się z innymi. ;)
                                          • marcinlet Re: Bzdury gadasz, Marcinku :) 18.09.07, 09:00
                                            grgkh napisał:
                                            > Mogę Ci pomóc. Mam skan "Maszyny memowej" i Ci go wyślę do
                                            poczytania pod warun
                                            > kiem, że naprawdę masz dobrą wolę przeczytania 360 stron. To dobra
                                            i solidna wi
                                            > edza. Taką wiedzą bardzo chętnie dzielę się z innymi. ;)
                                            Jeśli możesz to wyślij, poproszę.
                                            • grgkh Miłego czytania :) 23.09.07, 19:40
                                              I niech "moc będzie z Tobą". ;)
                                    • grgkh Re: Bzdury gadasz, Marcinku :) 18.09.07, 00:16
                                      marcinlet napisał:

                                      > grgkh napisał:
                                      >
                                      > > Swoją niewiedzxę stawiasz na równi ze zweryfikowaną
                                      > > wiedzą ludzi nauki. Twierdzisz, że jeśli Ty nie wiesz,
                                      > > że memy istnieją, to one nie istnieją.

                                      > No to podaj te dowody na istnienie memów,
                                      > w jaki w ogóle sposób one istnieją?

                                      A geny widziałeś? Przecież to czysta chemia, a jednak jest nośnikiem informacji. Podobnie informacja, która jest w Twojej głowie daje się podzielić na jednostki, które można nazwać memeami, a istnieniem, powielaniem, przekazywaniem itd tychże zajmuje się memetyka. Przeczytaj "Maszynę memową" S.Blackmore albo poszukaj sobie w sieci coś na ten temat. Przyjmij zasadę, że aby coś podważać, trzeba się z tym zapoznać.

                                      > > Dokładnie tak jest, czego nie chcesz przyjąć do wiadomości -
                                      > > wiara (sposób myślenia, w którym dopuszcza się nadrzędność
                                      > > dogmatów nad zgodą na weryfikacje wszystkiego) jest
                                      > > potencjalnie niebezpieczna ze względu na możliwość wpływu
                                      > > dogmatyzmu na postępowanie człowieka.

                                      > To Ty też uważasz, że nie można ufać wierzącemu sprzedawcy w
                                      > sklepie, bo może np. źle wydać resztę (dlatego, ze wierzy w Boga)?
                                      > Krótko, tak czy nie.

                                      A co ma piernik do wiatraka? To jest Twój przykład, nie mój, i ma się on nijak do tego co powyżej powiedziałem.

                                      Powiedziałem wyraźnie, że wiara stwarza POTENCJALNE NIEBEZPIECZEŃSTWO. Nie jest tak zawsze, ale to zagrożenie wzrasta.
                                      I logicznie dopełnia to następująca teza:
                                      Brak wiary już tego niebezpieczeństwa nie stwarza, bo brak - w przeciwieństwie do podlegania wpływowi dogmatu - NICZYM nie skutkuje.

                                      I tyle logiki. Mam nadzieję, że jest to dla Ciebie jasne?
                                      • marcinlet Re: Bzdury gadasz, Marcinku :) 18.09.07, 08:56
                                        grgkh napisał:

                                        > marcinlet napisał:

                                        > A geny widziałeś?
                                        Nie, ale wiem gdzie ich szukać.

                                        > . Podobnie informacja, która jest w Twojej głowie daje się
                                        >podzielić na jednost
                                        > ki, które można nazwać memeami
                                        A po co ją dzielić?

                                        > > > Dokładnie tak jest, czego nie chcesz przyjąć do wiadomości -
                                        > > > wiara (sposób myślenia, w którym dopuszcza się nadrzędność
                                        > > > dogmatów nad zgodą na weryfikacje wszystkiego) jest
                                        > > > potencjalnie niebezpieczna ze względu na możliwość wpływu
                                        > > > dogmatyzmu na postępowanie człowieka.
                                        Ale dogmatykiem to może być każdy, nawet ateista. Tak więc tu nie
                                        chodzi o wiarę, ale o psychikę, zwykłe ludzkie predyspozycje.
    • marcinlet Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 11.09.07, 22:53
      Dojrzewasz, to weź przeczekaj i potem zdecydujesz co dalej robić.
    • piwi77 Jeżeli masz takie wątpliwości to znak, że religia 12.09.07, 10:45
      nie ma już dla Ciebie sensu. Piszesz, że nie wypełniasz przykazań
      bożych, chodzi Ci pewnie o te dyscyplinujące osoby religijne, bo nie
      wierzę, ze Twoja postawa moralna (tak jak to należy rozumieć)
      doznała uszczerbku w związku z Twoimi watpliwościami. I jeszcze
      jedno, gratuluję watpliwości, bez nich nie ma postepu.
    • edico2 Re: Taki sam sens, jak każda inna 12.09.07, 21:53
      Aczkolwiek bardzo mimo wielu podobieństw występują również bardzo poważne
      różnice. Powszechny u nas katolicyzm jest formą nie wymagającą zaangażowania
      intelektualnego, co wydaje się być wystarczająco zauważalne.
    • naprawdetrzezwy To wstępne szkolenie do bycia politykiem. 13.09.07, 11:21
      Uczy życia w kłamstwie.
      (pomysł pracowników państwa Vatican)
      • mich.999 Re: To wstępne szkolenie 13.09.07, 15:02
        do bycia bydlakiem.
    • bugmenot.com nie dziw sie 13.09.07, 17:53
      katolicyzm nie sprawdzil sie w ciagu statnich 2000+ lat. Sprobuj
      jezeli juz musisz byc chrzescijanka to sprobuj jakas inan religie,
      jest ich mnostwo i kazda inna jest lepsza.
    • edico2 Re: Ano ma sens 14.09.07, 17:53
      To dzięki kościelnej zasadzie ubóstwa wzięło się bogactwo ludzi Kościoła :))
    • beretelwi Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 17.09.07, 18:35
      WYPAD PROWOKATORKO !!!!!!!!!!!!!!!!!!
      malutka jestes
      nie pozdrawiam bo po co!!
    • adam5304 Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 05.10.07, 11:48
      Jeżeli się głębiej zastanowić, to tylko poszukiwanie prawdy jest sensownym celem
      życia. Wszystko inne to tylko wypełniacze czasu...
      Jest kilka ciekawych artykułów na ten temat tutaj:
      kabbala.pl/index.php/pocz%C4%85tkuj%C4%85cy
      Oczywiście jest to tylko jedna ze ścieżek, każdy swoją wybiera sam.
      • 2_sara Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 05.10.07, 18:34
        Pisałeś coś o poszukiwaniu prawdy a proponujesz kolejne złudzenie.
        Jaka prawda jest w Kabbale?
        • adam5304 Re: Jaki właściwie sens ma moja religia? 05.10.07, 22:10
          Tak jak napisałem, każdy ma swoją ścieżkę w kwestii prawdy i złudzenia.
          Chodziło mi o podejście, które jest w kabale - zaleca ona dojść do wszystkich
          odczuć samemu, samemu na własnych doświadczeniach i realnych odczuciach odszukać
          prawdę. A nie brać wszystko na wiarę i - do weryfikacji po śmierci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka