29.06.08, 13:46
www.mateusz.pl/czytania/20080629.htm
"Uroczystość dwóch wielkich świętych początków Kościoła katolickiego: św.
Piotra, któremu Pan powierzył władzę nad chrześcijanami pochodzącymi z Żydów,
i św. Pawła, któremu Chrystus powierzył władzę nad chrześcijanami pochodzącymi
z pogan.

Św. Piotr był prostym rybakiem, powiedzielibyśmy dzisiaj: pochodził z
robotniczej rodziny, niewykształcony, pełen energii, żywo reagujący na
wszystko, ale mało wytrwały, przy trudnościach opuszczał ręce. Św. Paweł,
obywatel rzymski, wykształcony, uczony w Prawie. Należał do bardzo szanowanej
grupy ludzi w ówczesnym Izraelu, do faryzeuszów. Człowiek o stalowej woli,
wielkiej konsekwencji, niezrażający się żadnymi trudnościami, zawsze
zwycięski. Dwaj zupełnie różni ludzie.

Nie byli to jednak ludzie bez skazy. Bezkompromisowy Szaweł prześladował
Kościół Chrystusowy. Był uczestnikiem morderstwa. Zgadzał się, by na jego
oczach rozbili kamieniami głowę jego przyjaciela św. Szczepana. Sam należał do
grupy, która aresztowała innych, i to nie tylko na terenie Jerozolimy, ale
daleko poza miastem. Jego ręce były splamione niewinną krwią a serce krzywdą
wyrządzaną sprawiedliwym i uczciwym ludziom. Św. Piotr, który blisko trzy lata
chodził za Mistrzem, był Jego zastępcą, trzykrotnie przysięgał, że Go nie zna.
Zaparł się Go. I oto takich ludzi Chrystus uczynił Apostołami, i takim ludziom
oddał władzę w Kościele. Ludziom świadomym popełnionych przez siebie win. Św.
Paweł wyznał: „Jestem najmniejszy spośród Apostołów, ponieważ prześladowałem
Kościół Boży”.

W wychowaniu do spełnienia trudnego zadania w Kościele Chrystus uwzględnia
bolesne upadki, aby nauczyć człowieka pokory. Pokora jest podstawą mądrości.
Człowiek niepokorny nie może być sprawnym narzędziem w ręku Boga.

Świadomość słabości stawia człowieka w prawdzie wobec Boga i wobec ludzi.
Własny grzech może być trudną, ale niezwykle ważną lekcją w życiu człowieka,
lekcją mądrości. Bóg zgadza się na to, żebyśmy popełnili zło, aby nas nauczyć
pokory, abyśmy potrafili zobaczyć siebie w prawdzie. Iluż to ludzi z powodu
wygórowanej ambicji popełnia wielkie błędy w swoim życiu płacąc za nie
olbrzymią cenę. Pokora jest istotnym elementem mądrości człowieka.

Za wstawiennictwem dwu wielkich świętych, których Bóg z powodu grzechu nie
odrzucił, lecz wybrał jako narzędzia do uświęcenia świata, prośmy Ojca, byśmy
umieli doskonalić pokorę."

Ks. Edward Staniek
Obserwuj wątek
    • vobiska1 Re: Pokora 29.06.08, 14:12
      Ks.Stanek jak zwykle super komentarz !!
      "Człowiek niepokorny nie może być sprawnym narzędziem w ręku Boga.

      Świadomość słabości stawia człowieka w prawdzie wobec Boga i wobec
      ludzi.
      Własny grzech może być trudną, ale niezwykle ważną lekcją w życiu
      człowieka,
      lekcją mądrości. Bóg zgadza się na to, żebyśmy popełnili zło, aby
      nas nauczyć
      pokory, abyśmy potrafili zobaczyć siebie w prawdzie. Iluż to ludzi z
      powodu
      wygórowanej ambicji popełnia wielkie błędy w swoim życiu płacąc za
      nie
      olbrzymią cenę. Pokora jest istotnym elementem mądrości człowieka."

      • arkeg Re: Pokora 30.06.08, 09:28
        vobiska1 napisała:

        > Ks.Stanek jak zwykle super komentarz !!

        A´propos ks. Stańka.

        Od pewnej bardzo bliskiej mi osoby, która zna go osobiście, dowiedziałem się o
        historii, która poniekąd również wiąże się z pokorą.

        Ks. Staniek siedział w konfesjonale, podczas gdy w kościele rozpoczęła się już
        niedzielna Eucharystia. Penitentów było niewielu, więc ks. Edward przysłuchiwał
        się temu co działo się w świątyni. Podczas homilii zaczął się denerwować, bo
        zupełnie nie akceptował tego, o czym mówił celebrans. Treść kazania była
        wątpliwa co do teologicznej prawidłowości, a i forma kazania – zdaniem ks.
        Stańka – niepoprawna. W miarę przysłuchiawnia się, spowiednik coraz bardziej
        tracił nerwy, przyrzekając sobie solennie w duszy, że zaraz po Mszy św. musi
        porozmawiać z tamtym drugim księdzem i oświadczyć mu, że takimi kazaniami po
        prostu odstrasza on ludzi od Kościoła...

        Kiedy tak nad tym rozmyślał, nagle do konfesjonału podszedł starszy mężczyzna,
        klęknął przy kratkach i oświadczył, że chciałby się wyspowiadać. Ze słów tego
        człowieka wynikało, że nie spowiadał się on od 35 lat i dopero dzisiaj,
        poruszony do głębi wysłuchanym przed chwilą kazaniem, postanowił się nawrócić...

        Ks. Staniek w rozmowie ze wspomianą na wstępie osobą oświadczył, że od tamtego
        czasu nigdy nie krytykuje cudzych kazań, nawet gdyby one wydawały się mu „nie do
        przyjęcia”. Stwierdził, że po tamtym wydarzeniu zrozumiał, iż Duch Święty nie
        rzuca słów na wiatr i że tak właściwie n i e m a złych kazań bo k a ż d e
        wygłaszane jest dla kogoś konkretnego; czasem jest to większa liczba wiernych,
        czasem tylko jedna osoba... Zrozumiał, że w niebie obowiązuje inna, chrystusowa
        arytmetyka, według której więcej radości jest z jednego nawróconego grzesznika,
        niż dziewiędziesięciu dziewięciu – nawet lekko zdegustowanych kazaniem –
        sprawiedliwych...

        Fajna histora, prawda?
        • vobiska1 Do arkeg 30.06.08, 23:51
          Anegdota ta ma baardzo długą brodę niemniej jest adekwatna.A kazania
          są jak pigułki z apteki - na każdego dzialają inaczej.
          • arkeg Do Vobiska1 01.07.08, 08:19
            vobiska1 napisała:

            > Anegdota ta ma baardzo długą brodę niemniej jest adekwatna.

            No widzisz, tak to już w życiu jest; tą historię – jak twierdzisz – „z bardzo
            długą brodą“ usłyszałem po raz pierwszy w życiu… przedwczoraj od kogoś, komu z
            kolei mogę na 100 % wierzyć, że usłyszał ją właśnie od ks. Stańka. Oczywiście
            nie wiem kiedy ją od niego usłyszał i czy ks. Staniek także znał ją jedynie ze
            słyszenia, a potem nieskromnie ją sobie samemu przypisał... Wszystko możliwe...

            Mnie się ona podobała na tyle, że w swym forumowym „niedoświadczeniu” i
            naiwności, w dobrej wierze uznałem ją za godną przytoczenia w taki sposób, w
            jakim została mi przekazana, nic nie wiedząc ani o długiej brodzie, ani o jej
            takiej czy innej prawdziwej genezie...

            A ponieważ i mnie często nie podobają się kazania i w przeszłości skłonny byłem
            do krytyk „źle przygotowanych” kaznodziejów, historia ta miała dla mnie
            osobiście bardzo cenne, dydaktyczne znaczenie, bez względu na to, czy
            przydarzyła się ona komuś rzeczywiście, czy też została jedynie wymyślona i z
            czasem wyrosła jej długa broda...

            Dochodzę do wniosku, że forumowe „życie” nie jest jednak „moim” elementem i
            dlatego pozwolę sobie nie zabierać już więcej głosu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka