piwi77
11.10.08, 15:26
Wyobraźmy sobie biblijnego Jezusa dzisiaj. Nieźle nadziany (przejął
po ojcu dobrze prosperującą firmę, a poza tym ma kupę złota i nikt
nie wie skąd, podobno dostał jak się urodził). Facet medialny,
wszędzie go pełno, wygląda jak niezłe ciacho, wygadany, wszyscy go
chcą, ale się nie rozerwie i idzie tam, gdzie mu najwięcej płacą.
Nie ma wątpliwości, że zrobi karierę, już ją robi. Ma startować
nawet wyborach na prezydenta. Aż tu nagle zdarzenie jak ze snu,
spotykasz go na ulicy, a on ni stąd ni zowąd, proponuje ci robotę w
swojej ekipie. Dwunastu szuka, a ty masz być jednym z nich. Decyduj
byle szybko, rzucasz dla niego swoją dotychczasową, źle płatną,
nudną, bez perspektyw robotę i żonę, co ci już zbrzydła?