tomek854
27.01.09, 00:00
Kościół katolicki podaje że ponad 90% Polaków to katolicy. Z drugiej strony
nawet sami urzędnicy kościoła nie przestrzegają jego zasad - co trzeci ma
stosunki z kobietami (a co któryś z dziećmi). Ok. 41 % Polaków chodzi na
niedzielne msze, seks pozamałżeński i inne zachowania sprzeczne z naukami
kościoła są normą, a mimo tego kościół wciąż przedstawia się jako głos
większosći na podstawie ilości ochrzczonych...
Skoro mi się nie podoba, żeby się ktoś mną podpierał w takiej argumentacji, to
mógłbym to zmienić poddając się apostazji i się wypisując... Bo niby w
kościele byłem:
Kiedy miałem mniej niż rok zostałem ochrzczony. Nikt mnie nie pytał o zdanie,
a nawet jeżeli, to i tak by się nie liczyło, bo osoba do lat 13 nie ma prawa
decydować o sobie nawet w kwestiach ziemskich, więc tym bardziej chyba nie
powinna w kwestiach ponadziemskich. Wychowywany byłem niby w wierze
katolickiej, ale już pod koniec podstawówki się zorientowałem o co w tym
biega. Niestety mama wciąż nie chciała mi odpuścić mówiąc "jak się poddasz
bierzmowaniu, to będziesz dorosły duchowo i będziesz mógł sam decydować o
sobie, a na razie jesteś jeszcze niedojrzały do takich decyzji". Pewnie
liczyła na to, że łaska Ducha Świętego spłynie na mnie, niestety jedyny
rezultat był taki, że odwaliłem bieżmowanie na odczepne (trochę mi teraz
głupio wobec ludzi, którzy to traktują poważnie, ale w sumie pretensje proszę
mieć do mojej mamy :) ) po czym wróciłem do domu i oświadczyłem "teraz jestem
dorosły duchowo i dojrzały do decyzji, od tej chwili moja noga tam nie
postanie". I faktycznie, wyłączywszy śluby, pogrzeby, jedną mszę za dziadka na
prośbę babci i zwiedzanie budynków nie bywam a instytucją koscioła się brzydzę
(zachowując szacunek dla kilku naprawdę dobrych księży których znam).
Jednak kościół cały czas wlicza mnie w poczet swoich owieczek. Powinienem się
poddać apostazji żeby się wypisać.
I tutaj nadziewam sie na pewien paradoks:
Żeby wypisać się z instytucji do której nigdy dobrowolnie się nie zapisywałem
i której nie uznaję muszę postępować zgodnie z procedurami tej instytucji.
Czyli innymi słowy: nie zapisywałem się, nie uznaję, ale muszę nagle uznać że
jestem jej członkiem i świadomie się wypisać. Nie uważacie, że trochę to bez
sensu?
IMHO ucziwiej by było gdyby np. kościół miał prawo uważać za swoje owieczki
tylko tych, którzy np. co najmniej raz w roku przyjmują komunię świętą. Tak
jest np. w harcerstwie: nie przestrzegasz prawa, wylatujesz. Nie rozumiem
dlaczego w kościele ma być inaczej (to znaczy wiem, dlaczego, wygodnie jest
móc twierdzić, że jest się głosem większości).
No ale dobra, skoro trzeba tą apostazję to ok. Ale co dalej? Wygląda na to, że
jeżeli uznam to za normalne to czeka mnie dużo pracy... Muszę napisać podania
o wypisanie mnie z wszystkich innych instytucji których członkiem nigdy nie
byłem... W pierwszej kolejności wypiszę się z PiSu, LPRu, Samoobrony, SLD, PO
i PSLu bo to siara. W dalszej kolejności z kółek łowieckich, bo myśliwstwo
mnie odrzuca, kółek wędkarskich i kół gospodyń wiejskich. Potem przyjdzie pora
na organizacje młodzieżowe NZS, ZSP i tak dalej... Potem portale
społecznościowe - bebo, facebook i tak dalej... Potem okręgowa izba lekarska i
adwokacka, dalej klub posiadaczy samochodów marki citroën... Ech, będzie
tego... Dobrze chociaż, że za składki mnie nie ścigają :D