Dodaj do ulubionych

Po co wierzący szukają dowodów na istnienie boga?

27.08.09, 18:12
Czyżby wątpili w jego byt i chcą jego istnienie poprzeć dowodami?
Obserwuj wątek
    • piwi77 Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 27.08.09, 18:25
      Woleliby wiedzieć niż tylko wierzyć. Czyż to nie triumf rozumu nad
      czarną magią?
    • strikemaster Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 27.08.09, 19:02
      Żeby przestać wierzyć. :D Widocznie też mają dość przyjmowania wszystkiego "bo ksiądz powiedzieli".
    • smuga7 Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 27.08.09, 19:35
      Alternatywnie, dlaczego niewierzacych tak fascynuja wierzacy?
      Poza wszelkimi kpinami i drwinami z naiwnosci wierzacych, czyzby
      obawiali sie ze cos moze im byc niedostepne?
      • astrotaurus Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 27.08.09, 20:26

        smuga7 napisała:

        **Alternatywnie, dlaczego niewierzacych tak fascynuja wierzacy?**

        Aha, tak jak fascynuje drab co się z bejsbolem za rogiem czai...


        **Poza wszelkimi kpinami i drwinami z naiwnosci wierzacych, czyzby obawiali sie
        ze cos moze im byc niedostepne?**

        Aha, może być niedostępny np. Kraków, jak już się czarne towarzycho terenów
        nałyka, może być niedostępne in vitro jak się półGłowin spełni w prawodawstwie...

        Aha, tak jak fascynuje drab co się z bejsbolem za rogiem czai
        • smuga7 Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 27.08.09, 20:36
          Aha, nie wszyscy wierzacy sa katolikami.
          • astrotaurus Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 27.08.09, 21:01

            Aha, ale bliższa ciału koszula...
            Poza tym duperele tylko różnią religie od siebie. Podstawowe założenie i cel
            każdej religii (może poza byddyzmem, który ciut jakby się wychyla z powszechnego
            obrazka) to wprowadzić nienawiść i pogardę dla inności. Podzielić ludzi na
            lepszych - od naszego boga i gorszą resztę. Nnnnooo... gorszą resztę od innych
            bogów i najgorszą resztę bez bogów. :D

            Ale to wcale nie jest zabawne. :(
            • smuga7 Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 28.08.09, 00:44
              Zgoda na temat religii.
              Bog wszak to nie religia.
            • karbat Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 06.10.09, 16:57
              astrotaurus napisał:

              >kazdy ma prawo do swego zdania ale nie do faktow , zgoda

              www.youtube.com/watch?v=BaQ9dFF2FDs
      • kolter-one Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 27.08.09, 23:21
        smuga7 napisała:

        > Alternatywnie, dlaczego niewierzacych tak fascynuja wierzacy?
        > Poza wszelkimi kpinami i drwinami z naiwnosci wierzacych, czyzby
        > obawiali sie ze cos moze im byc niedostepne?

        Może to odreagowanie na wieloletnią indoktrynacje ?
        • smuga7 Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 28.08.09, 00:49
          Nie moze a na pewno Kolterku.
          Czy po to jednak tylko wyjsc poza katolicyzm aby zatrzymac sie na
          anty-katolicyzmie i w tym grzeznac bez konca?
          • kolter-one Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 28.08.09, 01:20
            smuga7 napisała:

            > Nie moze a na pewno Kolterku.

            To ciebie też imdoktrynowali ?

            > Czy po to jednak tylko wyjsc poza katolicyzm aby zatrzymac sie na
            > anty-katolicyzmie i w tym grzeznac bez konca?

            Wyborna zabawa ::))))
            • smuga7 Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 28.08.09, 04:29
              kolter-one napisał:

              > To ciebie też imdoktrynowali ?

              Chodzilam w dziecinstwie na lekcje religii jesli to masz Kolterku na
              mysli, ale nic z tego nie 'kumalam'.
              Wiara pojawila sie u mnie dopiero kilka lat temu, bez zwiazku z
              katolicyzmem.


    • bartoszcze Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 27.08.09, 20:15
      Bo znudziły im się bajki ateistów o tym, że Boga naukowo nie ma?
      • strikemaster Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 27.08.09, 21:41
        Fajnie Ci się snuje swoje marzenia. :)
        • bartoszcze Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 28.08.09, 00:06
          I vice versace:)
          • kolter-one Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 28.08.09, 00:24
            bartoszcze napisał:

            > I vice versace:

            Vice co ?
      • kolter-one Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 27.08.09, 23:23
        bartoszcze napisał:

        > Bo znudziły im się bajki ateistów o tym, że Boga naukowo nie ma?

        Nauka może zbadać to co jest widoczne albo namacalne ,wiec duch w tym się nie
        mieści!
    • astrotaurus Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 27.08.09, 21:02
      allessane napisał:

      *** Czyżby wątpili w jego byt i chcą jego istnienie poprzeć dowodami?***

      A tak wogle to gdzieś widział takich poszukiwaczy? :o
      • strikemaster Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 27.08.09, 21:40
        On nie wiem, ja niedawno widziałem całą rzeszę teologów próbujących tworzyć kolejne modele Boga. Nawet jakiś kongres w tej sprawie mieli.
        • karbat Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 06.10.09, 09:37
          strikemaster napisał:

          >On nie wiem, ja niedawno widziałem całą rzeszę teologów
          >próbujących tworzyć kolejne modele Boga. Nawet jakiś kongres w tej
          sprawie mieli.

          od setek lat tworza swa bozie na swoje podobienstwo , podlewajac swe
          teorie mistycznymi bajkami .
    • seth.destructor Wara bez uczynków jest martwa 27.08.09, 22:53
      Jeśli Bóg nic nie robi, to wiara w niego umiera.
      • kolter-one Re: Wara bez uczynków jest martwa 27.08.09, 23:28
        seth.destructor napisał:

        > Jeśli Bóg nic nie robi, to wiara w niego umiera.

        Nie , nie to ty masz wierzyć i uczynkami to potwierdzać, a to o czym ty piszesz
        jest w katolicyzmie gdzie nawiedzeni czekają na cuda ,np jak z obrazka wylatuje
        kupa !!
      • strikemaster Re: Wara bez uczynków jest martwa 27.08.09, 23:31
        A jeżeli Bóg nigdy nic nie zrobił, bo np. nie istnieje (nawet pomijając moje wywody nt. nieistnienia, bogów na świecie wymyslono tylu, że wszyscy nie mogą istnieć) to dlaczego wiara w ogóle powstała? I dlaczego wiele wyznań istnieje nadal, mimo, że można ze 100% pewnością założyć, ze ci bogowie nie istnieją, więc nic nie robią?
        • kolter-one Re: Wara bez uczynków jest martwa 28.08.09, 00:23
          strikemaster napisał:

          > A jeżeli Bóg nigdy nic nie zrobił,

          No bo nic nie zrobił !

          bo np. nie istnieje (nawet pomijając moje wy
          > wody nt. nieistnienia, bogów na świecie wymyslono tylu, że wszyscy nie mogą
          istnieć) to dlaczego wiara w ogóle powstała?

          Do dziś w dobie lotów kosmicznych są tacy dla których piorun z nieba to coś co
          przeraża , to dziwi cię ze ludzie szukali bliżej nie okreslonego wsparcia :))

          I dlaczego wiele wyznań istnieje nada
          > l, mimo, że można ze 100% pewnością założyć, ze ci bogowie nie istnieją, więc
          nic nie robią?

          To ty masz wykazać się dobrym sercem a nie on tam na górze .
        • seth.destructor Re: Wara bez uczynków jest martwa 28.08.09, 01:56
          Memy.
        • pocoo Re: Wiara bez uczynków jest martwa 28.08.09, 06:48
          strikemaster napisał:

          > I dlaczego wiele wyznań istnieje nada
          > l, mimo, że można ze 100% pewnością założyć, ze ci bogowie nie istnieją, więc n
          > ic nie robią?

          Moim przyjaciołom(nie katolikom) kanalia "podłożyła świnię".Żarliwie i gorliwie
          modlili się do Boga Ojca Jedynego w imieniu Syna Jego o pomoc .Bóg nic nie robi?
          Kanalia zginęła w wypadku. I co? Są święcie przekonani , że Bóg ich modłów o
          pomoc w rozwiązaniu podłej dla nich sytuacji wysłuchał.
          Jeszcze do niedawna słyszałam od nich , że Bóg nie karze ludzi.Karę lub nagrodę
          otrzymają na Sądzie Ostatecznym.
          • bartoszcze Re: Wiara bez uczynków jest martwa 28.08.09, 12:40
            Kiepscy chrześcijanie.
    • alter-tego Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 28.08.09, 15:18
      A szukają ? :)
      • radzimir11 Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 13.09.09, 00:36
        Rosyjski (wiadomo) astronauta i rosyjski (wiadomo) neurochirurg rozmawiali o
        chrześcijaństwie. Neurochirurg był wierzący, a astronauta nie.
        "Wiele razy latałem w kosmos - chwalił się astronauta - ale nigdy nie widziałem
        żadnego anioła."
        Neurochirurg na to odparł: "A ja zoperowałem sporo inteligentnych mózgów, lecz
        nigdy nie widziałem ani jednej myśli."

        radzimir11 mówi: Dobranoc. Słodkich snów.
        • enrque111 [...] 14.09.09, 16:44
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • karbat Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 14.09.09, 16:57
            Szukanie dowodow na istnienie Boga zarzucili juz madrzy filozofowie
            antyku .
            Epoka oswiecenia , najmadrzejsi synowie tej epoki stwierdzili , ze
            szukanie dowodow Boga jest bez sensu . Ale skad w katolandzie ludzie
            moga o tym wiedziec , jesli oswiecenie ominelo Polske szerokim
            lukiem .
            Zamiast otwartego swiatopagladu na swiat , uczy sie w szkolach
            religii , ci po religi szukaja dowodow na istnienie Boga , jaja jak
            balony .
            • piwi77 Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 14.09.09, 17:15
              Reasumując wygląda to u katolików tak -
              1. Najpierw przyjmują istnienie Boga za pewnik
              2. Następnie szukają dowodu na jego istnienie.

              Ale czyż nie tak właśnie dowodzi się metodą nie wprost? Metodą na
              udowodnienie niczego innego jak antytezy właśnie?
              • karbat Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 14.09.09, 17:22
                piwi77 napisał:

                > Reasumując wygląda to u katolików tak -
                > 1. Najpierw przyjmują istnienie Boga za pewnik
                > 2. Następnie szukają dowodu na jego istnienie.

                PUNKT .



                • karbat Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 14.09.09, 17:39
                  > piwi77 napisał:

                  >Reasumując wygląda to u katolików tak -
                  >1. Najpierw przyjmują istnienie Boga za pewnik
                  >2. Następnie szukają dowodu na jego istnienie.

                  i tak juz od 2 000 lat ,( bedac scislym od ca. 1 600 - set lat ).

                  • enrque111 [...] 15.09.09, 09:23
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • alter-tego Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 22.09.09, 11:32
                    karbat napisał:
                    >
                    > i tak juz od 2 000 lat ,( bedac scislym od ca. 1 600 - set lat ).


                    Podaj przykłady z ostatnich 100 lat.

              • alter-tego Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 22.09.09, 11:31
                piwi77 napisał:

                > Reasumując wygląda to u katolików tak -

                > 2. Następnie szukają dowodu na jego istnienie.

                Podaj przykłady z ostatnich 100 lat.
    • grgkh Nieprawda 20.09.09, 14:42
      enrque111 napisał:

      > Kościół jest organizmem żywym, rozwijającym się w duchu
      > prawdy i nauczania Chrystusa.

      Prawda jest względna i zależy od założeń obowiązujących w danym
      systemie oraz od posiadania przez nas logicznego dowodu na jej
      potwierdzenie.

      > Z przekazów Pisma Św. wynika bezsprzecznie

      Każda religia ma swpoje pismo święte i każdy przekaz jest inny.
      Biblia ma całą masę przekłamań, czego dowiodła archeologia, a
      Ewangelia ma sprzeczności pomiędzy jej częściami. Nic nie jest pewne
      i takim przekazom nie mozna ufać. DLACZEGO mielibyśmy ufać zapisom
      pisma świętego :)? Bo Ty tak mówisz? Ja mówię coś przeciwnego. ;)

      > (tylko jakieś głąby i nieuki próbują to kwestionować),

      Niewierzących jest najwięcej wśród ludzi mądrych i oświeconych.
      Twoja teza jest fałszywa.

      > że Bóg jest jeden w trzech osobach.

      1=3. Chyba tylko "głąb" i "nieuk" może zaprzeczać matematyce. I
      dlatego bóg nie istnieje w ogóle, bo taka jego definocja jest
      fałszem.

      > Dogmat zaś, gdybyś się uczył a nie włóczył - wiedziałbyś że
      > ogłaszany jest przez sobory i dotyczy od dawna uznawanych
      > w Kościele prawd wiary.

      Nieprawda. Dogmat to dowolna teza przyjmowana za prawdziwą bez
      dowodzenia tej prawdziwości. Istnieją także dogmaty naukowe, a z
      tymi sobory nie mają nic wspólnego. Masz żenujące braki w wiedzy i
      pewnie sam się włóczyłeś zamiast uczyć.
      • enrque111 Re: Nieprawda 20.09.09, 18:07
        grgkh napisał:

        > Prawda jest względna i zależy od założeń obowiązujących w danym
        > systemie oraz od posiadania przez nas logicznego dowodu na jej
        > potwierdzenie.

        Znowu zaczynasz pseudonaukowym bełkotem, który niewiele ma wspólnego z logiką. Mówienie o względności prawdy jest czystej wody asekuranctwem i relatywizmem, tak charakterystycznym dla kłamców, unurzanych w nowoczesnej "tolerancji". Czym się różni "prawda" od "względnej prawdy" - oba twierdzenia nie mogą być jednocześnie prawdziwe (ucz się logiki), 2+2=4 co w tym przypadku jest "względne" ???

        > Każda religia ma swpoje pismo święte i każdy przekaz jest inny.

        To identycznie, jak historia - każde państwo ma swoją, a każdy przekaz jest inny (starczy porównać obecną dyskusję na temat wybuchu II wojny światowej, czy Katynia w przekazie Rosjan i Polaków), czy to oznacza że fakty historyczne nie istniały ???

        > Biblia ma całą masę przekłamań, czego dowiodła archeologia, a
        > Ewangelia ma sprzeczności pomiędzy jej częściami. Nic nie jest pewne
        > i takim przekazom nie mozna ufać. DLACZEGO mielibyśmy ufać zapisom
        > pisma świętego :)? Bo Ty tak mówisz? Ja mówię coś przeciwnego. ;)

        Czekam na konkretne przykłady ??? Relacje dotyczące wielu wydarzeń historycznych również są ze sobą sprzeczne, ale to nie jest powód do ich całkowitego odrzucenia :)))
        Gdyby historycy odrzucili wszystkie sprzeczności w zapisach historycznych - nic o przeszłości byśmy nie wiedzieli :))) Dlatego prowadzi się badania, weryfikuje sprzeczności, wyjaśnia nieścisłości i czasami jakiś fakt, który wydawał się fantazją, mitem, czy wymysłem autora, okazuje się po wielu nieraz wiekach prawdą !!!

        > Niewierzących jest najwięcej wśród ludzi mądrych i oświeconych.
        > Twoja teza jest fałszywa.

        Może przytoczysz jakieś badania na ten temat, bo ja mam całkiem inne dane ???

        > 1=3. Chyba tylko "głąb" i "nieuk" może zaprzeczać matematyce. I
        > dlatego bóg nie istnieje w ogóle, bo taka jego definocja jest
        > fałszem.

        Nie podpieraj się matematyką, gdyż w tym wypadku również nie masz racji. Powiedz w takim razie ile to jest: 3 x nieskończoność = ???

        > Nieprawda. Dogmat to dowolna teza przyjmowana za prawdziwą bez
        > dowodzenia tej prawdziwości. Istnieją także dogmaty naukowe, a z
        > tymi sobory nie mają nic wspólnego. Masz żenujące braki w wiedzy i
        > pewnie sam się włóczyłeś zamiast uczyć.

        Widzę, że lubisz się wymądrzać :))) Przytaczasz definicję słownikową słowa "dogmat", ja zaś mówiłem ciągle o Kościele a nie na tematy językoznawcze. Gdy mówimy na tym forum o "Trójcy" mamy na myśli Boga, a nie zestaw trzech jakichś osób (gdyż właśnie taka jest definicja słownikowa).
        Widzę, że u ciebie nie tylko wiedza ogólna jest na początkującym poziomie, ale i inteligencja jest jeszcze młodsza :)))
      • karbat Re: Nieprawda 20.09.09, 18:10
        grgkh napisał:

        > Nieprawda. Dogmat to dowolna teza przyjmowana za prawdziwą bez
        > dowodzenia tej prawdziwości. Istnieją także dogmaty naukowe, a z
        > tymi sobory nie mają nic wspólnego. Masz żenujące braki w wiedzy i
        > pewnie sam się włóczyłeś zamiast uczyć.

        to straszne co wypisujesz , jest to logiczne spojne ,mozna sledzic
        watek twoich mysli . Malo tego , mozna z niektorymi twoimi uwagami
        polemizowac , nie zgadzac sie .

        Parobki umyslowe , dogmatow wielebnych starcow , w swej wierze
        najczesciej mijaja sie z prawda , czesciej bluzgja , i nic
        wiecej .
      • kiwaczek11 Re: Nieprawda 20.09.09, 19:57
        <<<
        > > że Bóg jest jeden w trzech osobach.
        >
        > 1=3. Chyba tylko "głąb" i "nieuk" może zaprzeczać matematyce. I
        > dlatego bóg nie istnieje w ogóle, bo taka jego definocja jest
        > fałszem.
        >>>

        Analogicznie- woda jest jedna w trzech postaciach : lód, woda
        (ciecz), para wodna. 1=3. Niesposób zaprzeczyć matematyce, dlatego
        woda nie istnieje wogóle, bo taka jej definicja jest fałszem. Wmyśl
        Twojgo toku rozumowania.



        • enrque111 Re: Nieprawda 21.09.09, 08:18
          kiwaczek11 napisał:

          > Analogicznie- woda jest jedna w trzech postaciach : lód, woda
          > (ciecz), para wodna. 1=3. Niesposób zaprzeczyć matematyce, dlatego
          > woda nie istnieje wogóle, bo taka jej definicja jest fałszem. Wmyśl
          > Twojgo toku rozumowania.

          Mam duże obawy, że twoje wywody (jak najbardziej słuszne) nie dotrą do umysłów zarażonych nienawiścią do Boga, religii i nauki :((((
          • karbat Re: Nieprawda 21.09.09, 15:42
            kiwaczek11 napisał:

            >Analogicznie- woda jest jedna w trzech postaciach : lód, woda
            >(ciecz), para wodna. 1=3. Niesposób zaprzeczyć matematyce, dlatego
            >woda nie istnieje wogóle, bo taka jej definicja jest fałszem.
            >Wmyśl Twojgo toku rozumowania.

            bozia kat. -
            • enrque111 Re: Nieprawda 22.09.09, 08:02
              karbat napisał:

              > bozia kat. -
          • grgkh Re: Nieprawda 23.09.09, 23:44
            enrque111 napisał:

            > Mam duże obawy, że twoje wywody (jak najbardziej słuszne)

            Niestety, kiwaczek ośmieszył się brakiem elementarnej wiedzy fizycznej,
            chemicznej i matematyczno-logicznej. To jest szkoła podstawowa, a może nawet
            przedszkole. ;)

            > nie dotrą do umysłów zarażonych nienawiścią do Boga, religii
            > i nauki :((((

            Bóg nie istnieje, więc nie ma sensu mieć w stosunku do niego jakichś uczuć.
            Religia jest mi obojętna, bo to system, choć oparty na dogmatyzmie i dlatego
            nieakceptowany przeze mnie. Nauka to sposób widzenia świata, w którym próbuje
            się ustalić, co jest prawdą o nim i jako taka jest sprzeczna z religijnym
            dogmatyzmem.

            A nienawiści to tutaj najwięcej widać u Ciebie, heniek.
            • enrque111 Re: Nieprawda 24.09.09, 10:36
              grgkh napisał:

              > Niestety, kiwaczek ośmieszył się brakiem elementarnej wiedzy fizycznej,
              > chemicznej i matematyczno-logicznej. To jest szkoła podstawowa, a może nawet
              > przedszkole. ;)

              Z tego, co zdążyłem się zorientować, to właśnie kiwaczek rozniósł twoje "rozumowanie" (?) w pył. Sam wielokrotnie wykazywałem, że nie potrafisz logicznie myśleć, a wiedzę masz "życzeniową" :)))

              > Bóg nie istnieje, więc nie ma sensu mieć w stosunku do niego jakichś uczuć.

              Skoro nie istnieje, to z kim tak zażarcie walczysz miesiącami, pisząc brednie z wypiekami na twarzy ?..... z "nieistniejącym Bogiem" :)))

              > Religia jest mi obojętna, bo to system, choć oparty na dogmatyzmie i dlatego
              > nieakceptowany przeze mnie. Nauka to sposób widzenia świata, w którym próbuje
              > się ustalić, co jest prawdą o nim i jako taka jest sprzeczna z religijnym
              > dogmatyzmem.

              Nie widzę tu żadnych sprzeczności. Może byś jakieś wykazał ?

              > A nienawiści to tutaj najwięcej widać u Ciebie, heniek.

              Mylisz się, po raz kolejny - jestem przepełniony życzliwością i pełen ciepłych uczuć dla bliźnich !!!
              • piwi77 Re: Nieprawda 24.09.09, 13:03
                enrque111 napisał:

                > Skoro nie istnieje, to z kim tak zażarcie walczysz miesiącami,
                > pisząc brednie z wypiekami na twarzy ?..... z "nieistniejącym
                > Bogiem" :)))

                Trzeba było od początku, że uważasz się za Boga i w tej roli
                odpowiadasz na posty grgkh. Do tego widzisz oczyma swej duszy
                wypieki na twarzy u grgkh. Mamy więc coś w okolicach psychozy
                paranoidalnej.
                • enrque111 Re: Nieprawda 24.09.09, 15:21
                  piwi77 napisał:

                  > Trzeba było od początku, że uważasz się za Boga i w tej roli
                  > odpowiadasz na posty grgkh. Do tego widzisz oczyma swej duszy
                  > wypieki na twarzy u grgkh. Mamy więc coś w okolicach psychozy
                  > paranoidalnej.

                  Cieszy mnie ciągle twoja altruistyczna postawa, obrońcy każdej ateistycznej niemoty. Czy ja w którymkolwiek wpisie sugerowałem, że jestem Bogiem ??? To, że twój kumpel walczy ze Stwórcą jest oczywistym faktem, gdyż starczy poczytać jego (pożal się Boże) wypociny, w których zażarcie dowodzi Jego nieistnienie, z takim zapałem, jakby wystepował w rywalizacji na najprzystojniejszego żniwiarza we wsi :)))
                  Zaczynam zaś podejrzewać, że to ty wykazujesz psychozę na moim punkcie (bardzo to mi schlebia), skoro doszukujesz się w moich wypowiedziach przesłania, którego nie wyraziłem, oraz nie możesz zdzierżyć że twoi kumple nie są w stanie mi logicznie odpowiedzieć i próbujesz nieudolnie ich wyręczyć :)))
                  • piwi77 Re: Nieprawda 24.09.09, 16:55
                    enrque111 napisał:

                    > To, że twój kumpel walczy ze Stwórcą jest oczywistym faktem,

                    Dwie rzeczy, grgkh nie jest moim kumplem, choć czytam jego teksty z
                    uwagą, bo warto. Po drugie, grgkh nie walczy żadnym stwórcą, nie ma
                    sensu walczyć z czymś czego nie ma, a grgkh jest zdania (podzielam
                    je), że żadnego stwórcy nie ma. Jeżeli grgkh juz z czymś walczy,
                    choć to pewnie za duże słowo, to z bożkami urojonymy w Waszych
                    katolickich główkach, które przeszkadzają nam o tyle, że próbujecie
                    wg Waszych niemądrych urojeń, układać życie także tym, co podobnych
                    urojeń nie mają.
                    • enrque111 Re: Nieprawda 25.09.09, 11:31
                      piwi77 napisał:

                      > Dwie rzeczy, grgkh nie jest moim kumplem, choć czytam jego teksty z
                      > uwagą, bo warto. Po drugie, grgkh nie walczy żadnym stwórcą, nie ma
                      > sensu walczyć z czymś czego nie ma, a grgkh jest zdania (podzielam
                      > je), że żadnego stwórcy nie ma. Jeżeli grgkh juz z czymś walczy,
                      > choć to pewnie za duże słowo, to z bożkami urojonymy w Waszych
                      > katolickich główkach, które przeszkadzają nam o tyle, że próbujecie
                      > wg Waszych niemądrych urojeń, układać życie także tym, co podobnych
                      > urojeń nie mają.

                      Miło, że stałeś się również samozwańczym rzecznikiem grigorikha (a może jesteś jednak u niego na etacie?). Wykazałem wielokrotnie (także inni, np. kiwaczek), że twój mentor bardzo często mija się z logiką, nie mówiąc już o niedostatecznej jego wiedzy historycznej. "Bożki urojone" z pewnością istnieją, ale w waszych antyreligijnych główkach :)))
                      • nehsa Re: Wartości - wżna sprawa. 25.09.09, 22:42
                        enrque111 w odp. na list grgkh m.in. napisał:
                        "Oceniam osoby na forum, po ich sposobie rozumowania (i nie musi być
                        on zbieżny z moim), cenię logikę i spokojny tok dyskusji,
                        bez kretyńskich uogólnień
                        . Jak możesz się bez trudu przekonać, z
                        osobami które w ten sposób prowadzą polemikę z szacunkiem i rzeczowo
                        dyskutuję (czasami dodaję szczyptę humoru dla ubarwienia dialogu),
                        natomiast wręcz odwrotnie traktuję osobników, którzy bezmyślnie,
                        kretyńsko i po chamsku powtarzają za jeszcze większymi od siebie
                        debilami utarte slogany, które na dodatek oczerniają wartości,
                        które sobie cenię.


                        i uprzejma prośba nehsy:
                        Przepraszam, że "wtłaczam się" do Waszej dysputy.
                        Podaj nam, i przy okazji mnie, chociaż jedną wartość, która Ty,
                        katolik sobie cenisz, i podaj definicję tej wartości.

                        Będę szczerze Ci wdzięczny.
                        • enrque111 Re: Wartości - wżna sprawa. 30.09.09, 11:36
                          nehsa napisał:

                          > Podaj nam, i przy okazji mnie, chociaż jedną wartość, która Ty,
                          > katolik sobie cenisz, i podaj definicję tej wartości.[/b]
                          > Będę szczerze Ci wdzięczny.

                          Wiem, że wszystko zamknąłbyś w ramach sztywnej definicji, jednak tak się nie da :))))
                          Podaj mi np. definicję: piękna, sprawiedliwości, dobra itp. ???
                          • nehsa Re: Wartości - wżna sprawa. 30.09.09, 19:25
                            enrque111 napisał:
                            że, "nehsa napisał:
                            Podaj nam, i przy okazji mnie, chociaż jedną wartość, która Ty,
                            katolik sobie cenisz, i podaj definicję tej wartości.
                            Będę szczerze Ci wdzięczny.

                            i uprzejmą prośbę nehsy skomentował:
                            "Wiem, że wszystko zamknąłbyś w ramach sztywnej definicji, jednak
                            tak się nie da
                            :))))
                            Podaj mi np. definicję: piękna, sprawiedliwości, dobra itp. ???"

                            i odp. nehsy:
                            Jedynie nieskończenie racjonalna Nauka Ojca, ktorą oznajmiał
                            Światłość - Syn Ojca
                            , zawiera wiedzę umożliwiajaca zrozumienie i
                            zdefiniowanie fundamentalych wartości, do ktorych należą:

                            1./ Wolność - Imię Ojca Wszystkich Ludzi.
                            2./ Światłość - Imię Syna Ojca, który jest sprawca wszystkich spraw
                            swego Ojca.


                            3./ Miłość.
                            4./ Miłosierdzie.
                            5./ Prawda.
                            6./ Dobro.
                            7./ Godność.
                            8./ Sprawiedliwość.


                            Dzięki ich znajomości, można trafnie zdefiniować:
                            a./ grzech,
                            b./ zło,
                            c./ niesprawiedliwość.


                            O czym ty, enrque111, i cały katolicki kler, i wszyscy katolicy
                            teologowie, nie macie zielonego pojęcia.


                            Tu, na tym Forum, dopóki nie zwróciłem uwagę Was wszystkich,
                            nie dostrzegaliście różnicy pomiędzy pracą, a współpracą.

                            Nie wiedzieliście też, jaka jest różnica pomiędzy, samoofiarą ,
                            współofiarą i ofiarą.


                            I to, też Wam wytłumaczyłem.

                            Piękno, nie jest fundamentalna wartością. To rzecz gustu.

                            Enrque111!
                            Chcesz wiedzieć, jak brzmi definicja sprawiedliwości, służę, chociaż
                            dziesiątki razy już ją podałem.

                            Sprawiedliwość, jest jakością międzyludzkiej współpracy
                            polegającej, co najmniej, na wzajemnie życzliwym, równoprawnym
                            postępowaniu, czyli jest powinnością solidarności, której z mocy
                            stworzenia jesteśmy nosicielami.


                            Dobro, jest określeniem oceniającym nasze postępowanie, które to
                            postępowanie, przewyższa jakością nasze zobowiązanie do
                            solidarności, zatem dobrem, jest jakość postępowania
                            równowarta miłosierdziu, albo równowarta miłości.


                            Uprzejmie ci przypominam, że ty enrque111, zadufany w
                            wartościach swojej religii katolik, nie odpowiedziałeś na moją
                            uprzejmą prośbę, i nie podałeś żadnej definicji, żadnej z wartości
                            , które podobno preferuje katolicyzm.
                            • enrque111 Re: Wartości - wżna sprawa. 30.09.09, 21:42
                              nehsa napisał:

                              > Tu, na tym Forum, dopóki nie zwróciłem uwagę Was wszystkich,
                              > nie dostrzegaliście różnicy pomiędzy pracą, a współpracą.

                              Pleciesz truizmy, mieszając je z kompletnym pomieszaniem pojęć. Udowodniłem już ci kiedyś, że bzdurą jest twoje rozróżnianie (właściwie definiowanie) pracy i współpracy.

                              > Nie wiedzieliście też, jaka jest różnica pomiędzy, samoofiarą ,
                              > współofiarą i ofiarą.


                              Także i w tym wypadku wykazałem twoją indolencję w rozumieniu tych pojęć :)))

                              > Piękno, nie jest fundamentalna wartością. To rzecz gustu.

                              Piękno jest być może najbardziej fundamentalną wartością. To właśnie piękno jest motorem wszystkich dążeń i działań na tym świecie i było celem Stwórcy wszechrzeczy. Nie ma bardziej pożądanej wartości niż piękno. Rozumiem jednak, że nie potrafiłeś sklecić w swojej chorej głowie definicji tej największej wartości, więc zbyłeś to ogólnikiem :)))

                              > Sprawiedliwość, jest jakością międzyludzkiej współpracy
                              > polegającej, co najmniej, na wzajemnie życzliwym, równoprawnym
                              > postępowaniu, czyli jest powinnością solidarności, której z mocy
                              > stworzenia jesteśmy nosicielami.


                              Bełkocesz bez sensu. Sprawiedliwość nie może być "jakością", gdyż ta jest zróżnicowana - może być jakość wyższa lub niższa. Czyżbyś zakładał, że może być coś sprawiedliwe, mniej sprawiedliwe, bardziej sprawiedliwe lub najbardziej sprawiedliwe ??? Nie może być także "wzajemnie życzliwym postępowaniem", gdyż np. jak powiem życzliwie tobie "idź się leczyć" i podam namiary na najlepszego psychiatrę, możesz uznać że jestem twoim wrogiem i źle ci życzę. Poza tym co to znaczy "równoprawnym postępowaniu" ? Sprawiedliwość bardzo rzadko polega na "równoprawnym postępowaniu", gdyby tak było to np. za śmierć płaciłoby się śmiercią, a wiemu doskonale, że bardzo rzadko tak się dzieje.

                              > Dobro, jest określeniem oceniającym nasze postępowanie, które to
                              > postępowanie, przewyższa jakością nasze zobowiązanie do
                              > solidarności, zatem dobrem, jest jakość postępowania
                              > równowarta miłosierdziu, albo równowarta miłości.


                              Znów ten sam bełkot chorego umysłu. O ile mogę (od biedy) się zgodzić, że "dobro, jest określeniem oceniającym nasze postępowanie", to już nie jest prawdą, że przewyższa ono nasze zobowiązanie do solidarności. A, jeśli nie przewyższa to już nie jest "dobrem" ???

                              > Uprzejmie ci przypominam, że ty enrque111, zadufany w
                              > wartościach swojej religii katolik, nie odpowiedziałeś na moją
                              > uprzejmą prośbę, i nie podałeś żadnej definicji, żadnej z wartości
                              >
                              , które podobno preferuje katolicyzm.

                              Nie podałem "definicji wartości", gdyż byłaby to głupota, taka jaką ty sam wykazałeś siląc się, nieudolnie na zdefiniowanie tak szerokich, bogatych i różnorodnych pojęć :))))
                              • nehsa Re: Wartości - wżna sprawa. 01.10.09, 07:27
                                "3grosze" nehsy:
                                Z głodnym się najem..."
                                • enrque111 Re: Wartości - wżna sprawa. 01.10.09, 09:05
                                  nehsa napisał:

                                  > "3grosze" nehsy:
                                  > Z głodnym się najem..."

                                  Raduje się moje serce, że zaczynasz zastanawiać się nad moimi słowy i mam nie pokonaną nadzieję, że po pewnym czasie (oby to nie była wieczność!) pojmiesz w całej rozciągłości, żeś błądził i powrócisz do Owczarni Pańskiej, a będę mógł cię ugościć jak ojciec zbłąkanego syna, który "był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się" :))))
                                  • radzimir11 Re: Wartości - wżna sprawa. 01.10.09, 09:40
                                    henrque111 napisał:

                                    > Raduje się moje serce, że zaczynasz zastanawiać się nad moimi słowy i mam nie p
                                    > okonaną nadzieję, że po pewnym czasie (oby to nie była wieczność!) pojmiesz w c
                                    > ałej rozciągłości, żeś błądził i powrócisz do Owczarni Pańskiej, a będę mógł ci
                                    > ę ugościć jak ojciec zbłąkanego syna, który "był umarły, a znów ożył; zaginął,
                                    > a odnalazł się" :))))

                                    henia, muszę przyznać, że nawet dobrze grasz rolę prawdziwej katoliczki. Tylko
                                    czy czasami jednak nie przerysowujesz jej za bardzo? No, bo zamiast
                                    chrześcijańskiego dramatu pełnego miłosierdzia, w którym masz grać rolę
                                    cierpiętniczki wzorem swego mistrza pozoru, wychodzi z twoich ust komedia, z
                                    której jeszcze lachasz się bezczelnie :))) Weź ty się może zreflektuj trochę,
                                    będziesz bardziej wiary godna. Co?

                                    radzi11 - krytyk teatralny
                                    • nehsa Re: Wartości - wżna sprawa. 01.10.09, 21:07
                                      radzimir11 mi.in napisał do enrgue111:
                                      henia, muszę przyznać, że nawet dobrze grasz rolę prawdziwej
                                      katoliczki. Tylko czy czasami jednak nie przerysowujesz jej za
                                      bardzo?

                                      i "3grosze" nehsy:
                                      Gdybym na portalu "Religia", nie miał nic ciekawego, i sensownego do
                                      przekazania, geby bym nie otworzył. Bo i po co?

                                      Jestem przekonany, że moja wiedza, nie jest tą, która może frapować
                                      bliźnich. Dlatego przekazuje tę wiedze, która wynika ze świadectw
                                      nieskończenie racjonalnej Nauki Wszechmogącego Ojca Wszystkich Ludzi
                                      . Zwracam na ten fakt uwagę w moich listach.

                                      Moje odpowiedzi, zawsze znajdują oparcie w świadectwach
                                      nieskończenie racjonalnej Nauki Ojca Wszystkich Ludzi.


                                      Z odpowiedzi, które uzyskuje na moje posty wynika, że stopień
                                      niedowartościowania Nauki Jedynego Ojca przez ludzi różnych wyznań w
                                      Polsce, jest zatrważający.


                                      A goryczą napawa mnie fakt, że przyczyną tego niedowartościowania,
                                      jest ze strony wyznawców religii, przede wszystkim lojalność
                                      wobec ich kapłanów
                                      , a ze strony ateistów, demonstracyjne
                                      lekceważenie racjonalnych dowodów zalezności człowieczeństwa od
                                      Stwórcy
                                      .

                                      Nic sensownego, odnośnie istnienia Jedynego Ojca, oraz istnienia
                                      Jedynego Syna Ojca
                                      , ani od religijnych , ani od ateistów
                                      dowiedzieć się nie można.


                                      Ale solidarnie jedni i drudzy wspomagają się w walce
                                      z aksjomatami oznajmionymi w Nauce Ojca Wszystkich Ludzi.


                                      Zatem tak religijni, jak i ateisci, są przeciwko sprawiedliwości
                                      .

                                    • enrque111 Re: Wartości - wżna sprawa. 02.10.09, 10:27
                                      radzimira11 napisała:

                                      > henia, muszę przyznać, że nawet dobrze grasz rolę prawdziwej katoliczki. Tylko
                                      > czy czasami jednak nie przerysowujesz jej za bardzo? No, bo zamiast
                                      > chrześcijańskiego dramatu pełnego miłosierdzia, w którym masz grać rolę
                                      > cierpiętniczki wzorem swego mistrza pozoru, wychodzi z twoich ust komedia, z
                                      > której jeszcze lachasz się bezczelnie :))) Weź ty się może zreflektuj trochę,
                                      > będziesz bardziej wiary godna. Co?

                                      Dziękuję ci rodzimiro za troskę, twoja opiekuńczość w stosunku do mojej, skromnej osoby jest wręcz rozczulająca.....jesteś prawdziwą siostrą miłosierdzia :))))
                                      Powiedz siostro, w jaki sposób mam się "zreflektować" ? Daj przykład owej "refleksji", oświeć mnie swoją "mądrością" i nadstaw pierś pełną miłosierdzia :)))
              • grgkh Re: Nieprawda 24.09.09, 13:45
                enrque111 napisał:

                > grgkh napisał:

                > > Bóg nie istnieje, więc nie ma sensu mieć w stosunku
                > > do niego jakichś uczuć.
                >
                > Skoro nie istnieje, to z kim tak zażarcie walczysz miesiącami,
                > pisząc brednie z wypiekami na twarzy ?..... z "nieistniejącym
                > Bogiem" :)))

                Z nikim nie "walczę". Jestem tu, żeby sobie publicznie podyskutować
                z... Tobą. ;) mam inne, niż Ty, poglądy i jestem ciekaw, które z
                nich są fałszywe.

                > > Religia jest mi obojętna, bo to system, choć oparty na
                > > dogmatyzmie i dlatego nieakceptowany przeze mnie. Nauka
                > > to sposób widzenia świata, w którym próbuje się ustalić,
                > > co jest prawdą o nim i jako taka jest sprzeczna z religijnym
                > > dogmatyzmem.
                >
                > Nie widzę tu żadnych sprzeczności. Może byś jakieś wykazał ?

                Metoda naukowa, nauka we wszystko wątpi i prawdziwości wszystkiego
                próbuje dowodzić. Dogmatyzm unika sprawdzania prawdziwości swych
                tez, a mimo to mówi, że są one na pewno prawdziwe. Takie są
                definicje. Wystarczy Ci wiedzy, czy poszerzać dalej? ;)

                > > A nienawiści to tutaj najwięcej widać u Ciebie, heniek.
                >
                > Mylisz się, po raz kolejny - jestem przepełniony życzliwością
                > i pełen ciepłych uczuć dla bliźnich !!!

                No to nie mów mi (na mnie) rzeczy przykrych i fałszywych. Ja Ci nie
                mówię. A rzeczywiście jesteś Henryk? Chyba trafiłem... ;)
                • enrque111 Re: Nieprawda 24.09.09, 15:45
                  grgkh napisał:

                  > Z nikim nie "walczę". Jestem tu, żeby sobie publicznie podyskutować
                  > z... Tobą. ;) mam inne, niż Ty, poglądy i jestem ciekaw, które z
                  > nich są fałszywe.

                  Skoro dyskutujesz na temat Boga, to znaczy że jest dla ciebie interesujący (sam się do tego przyznajesz). Wykazujesz tym samym po raz kolejny brak logiki, gdy twierdzisz, że "Bóg nie istnieje, więc nie ma sensu mieć w stosunku do niego jakichś uczuć." Zainteresowanie zawsze wypływa z jakichś uczuć i zwykle jest emocjonalne. Ciekawość jest uczuciem :)))

                  > Metoda naukowa, nauka we wszystko wątpi i prawdziwości wszystkiego
                  > próbuje dowodzić. Dogmatyzm unika sprawdzania prawdziwości swych
                  > tez, a mimo to mówi, że są one na pewno prawdziwe. Takie są
                  > definicje. Wystarczy Ci wiedzy, czy poszerzać dalej? ;)

                  Dobrze, że wtrąciłeś do swojej wypowiedzi dotyczącej dowodzenia przez naukę słowo "próbuje" ! Dogmatyzm z czegoś zwykle wynika, z jakiejś prawdy, która ma swoje podstawy. Dogmatem zawsze było np., że "dziecko należy do rodziców", dziś twoi duchowi przyjaciele, ten dogmat zaczęli podważać i obecnie dzieci należą do państwa, które ma prawo je rodzicom pod różnymi pretekstami odebrać :)))
                  Czy uważasz, że dogmatem jest pogląd, że "Bóg nie istnieje" ? Co nauka mówi na temat, dobra, piękna, sprawiedliwości - co w tym wypadku "uznaje za prawdę" ???
                  Czekam na twoje dalsze "poszerzanie" :))

                  > No to nie mów mi (na mnie) rzeczy przykrych i fałszywych. Ja Ci nie
                  > mówię. A rzeczywiście jesteś Henryk? Chyba trafiłem... ;)

                  To, co jest dla nas "przykre", zwykle sami o tym decydujemy. Mogę prawić ci komplementy, które uznasz za przykre. Z imieniem nie całkiem trafiłeś :))
                  • grgkh Re: Nieprawda 24.09.09, 17:02
                    enrque111 napisał:

                    > grgkh napisał:
                    >
                    > > Z nikim nie "walczę". Jestem tu, żeby sobie publicznie
                    > > podyskutować z... Tobą. ;) mam inne, niż Ty, poglądy i
                    > > jestem ciekaw, które z nich są fałszywe.

                    > Skoro dyskutujesz na temat Boga, to znaczy że jest dla ciebie
                    > interesujący (sam się do tego przyznajesz). Wykazujesz tym samym
                    > po raz kolejny brak logiki, gdy twierdzisz, że "Bóg nie istnieje,
                    > więc nie ma sensu mieć w stosunku do niego jakichś uczuć."
                    > Zainteresowanie zawsze wypływa z jakichś uczuć i zwykle jest
                    > emocjonalne. Ciekawość jest uczuciem :)))

                    Ale nie walczę. ;) Dyskutuję i do tego grzecznie. I tylko o to mi chodziło.

                    Według Ciebie bóg istnieje, choć tego nie potrafisz dowieść, a według mnie,
                    ponieważ nie można dowieść jego istnienia i wierzący zabraniają prowadzenia
                    takich dowodów, więc nie istnieje. Ogólnie: Istnieje tylko to, co zostało
                    udowodnione jako prawda
                    . Ale najpierw trzeba się zgodzić na proces dowodzenia.

                    > > Metoda naukowa, nauka we wszystko wątpi i prawdziwości
                    > > wszystkiego próbuje dowodzić. Dogmatyzm unika sprawdzania
                    > > prawdziwości swych tez, a mimo to mówi, że są one na pewno
                    > > prawdziwe. Takie są definicje.

                    > Dogmatyzm z czegoś zwykle wynika, z jakiejś prawdy,
                    > która ma swoje podstawy.

                    Zaproponuję dogmat, który z czegoś wynika: "enrque111 nie zna logiki". Jest tak,
                    bo uważa, że jeden bóg jest w trzech osobach, co jest sprzeczne z zasadami
                    logiki i matematyki, gdyż 1 nie równa się 3.

                    > > No to nie mów mi (na mnie) rzeczy przykrych i fałszywych.
                    > > Ja Ci nie mówię.

                    > To, co jest dla nas "przykre", zwykle sami o tym decydujemy.
                    > Mogę prawić ci komplementy, które uznasz za przykre.

                    W dyskusjach na forum nie odwołuj się w żaden sposób do domniemanych przeze
                    Ciebie ocen mojej osoby. Unikniesz mówienia komplementów, które ja odczytam jako
                    przykre. To jest moja prośba. Jeśli jesteś dobrym człowiekiem, jeśli Twój bóg to
                    bóg dobra, to to zrozumiesz i zaakceptujesz.
                    • enrque111 Re: Nieprawda 25.09.09, 11:26
                      grgkh napisał:

                      > Według Ciebie bóg istnieje, choć tego nie potrafisz dowieść, a według mnie,
                      > ponieważ nie można dowieść jego istnienia i wierzący zabraniają prowadzenia
                      > takich dowodów, więc nie istnieje. Ogólnie: Istnieje tylko to, co zostało
                      > udowodnione jako prawda
                      . Ale najpierw trzeba się zgodzić na proces dowodzen
                      > ia.

                      Właśnie o to chodzi, że nie zgodziłeś się na proces dowodzenia, który wykazałem w którymś z poprzednich wpisiów. Twierdzisz dogmatycznie :)) że coś, co nie zostało udowodnione - nie istnieje. Podałem ci na przykładach, że jest to fałszywe założenie.......ba, nawet nie naukowe. W takim przypadku dochodzimy do absurdalnych wniosków, że np. przed jej odkryciem Ameryka nie istniała, ani żaden z pierwiastków występujących w przyrodzie.
                      Dla osoby wierzącej, wystarczające są przesłanki (dowody), które posiada i uważa za racjonalne, choćby tzw. "nauka" twierdziła inaczej. Tak, jak dla Kolumba wystarczyły nie udowodnione jeszcze teorie o kulistości Ziemi, czy dla H. Schliemann'a uważana za całkowicie fantastyczną "Iliada" Homera do odkrycia Troi. W ten sam sposób ludziom wierzącym wystarczy za dowód istnienia Boga (pomijając już cały otaczający nas świat, który samoistnie nie mógł powstać) Biblia i tzw. świadectwa ludzi, którzy doświadczyli Jego obecności np. poprzez cudowne uzdrowienia, których nawet naukowcy nie potrafią wytłumaczyć.

                      > Zaproponuję dogmat, który z czegoś wynika: "enrque111 nie zna logiki". Jest tak
                      > ,
                      > bo uważa, że jeden bóg jest w trzech osobach, co jest sprzeczne z zasadami
                      > logiki i matematyki, gdyż 1 nie równa się 3.

                      Podnosiłeś ten argument już wcześniej, na który ci odpowiedziałem, zadając również matematyczne pytanie - ile to jest: 3 x ∞ = ? (trzy razy nieskończoność). Do dziś nie doczekałem się na to odpowiedzi, gdyż wykpiłeś się stwierdzeniem, że "na taką dyskusję, szkoda ci czasu" :))
                      Zaproponować możesz natomiast wszystko, co ci do głowy przyjdzie, ale aby stało sie to dogmatem musi być przyjęte, przynajmniej przez jakąś społeczność, o czym jako osoba wykształcona (na jaką się kreujesz) powinna wiedzieć :))

                      > W dyskusjach na forum nie odwołuj się w żaden sposób do domniemanych przeze
                      > Ciebie ocen mojej osoby. Unikniesz mówienia komplementów, które ja odczytam jak
                      > o
                      > przykre. To jest moja prośba. Jeśli jesteś dobrym człowiekiem, jeśli Twój bóg t
                      > o
                      > bóg dobra, to to zrozumiesz i zaakceptujesz.

                      Oceniam osoby na forum, po ich sposobie rozumowania (i nie musi być on zbieżny z moim), cenię logikę i spokojny tok dyskusji, bez kretyńskich uogólnień. Jak możesz się bez trudu przekonać, z osobami które w ten sposób prowadzą polemikę z szacunkiem i rzeczowo dyskutuję (czasami dodaję szczyptę humoru dla ubarwienia dialogu), natomiast wręcz odwrotnie traktuję osobników, którzy bezmyślnie, kretyńsko i po chamsku powtarzają za jeszcze większymi od siebie debilami utarte slogany, które na dodatek oczerniają wartości, które sobie cenię.
                      • grgkh Wyjaśnienia bzdur heńka 02.10.09, 12:16
                        enrque111 napisał:

                        > grgkh napisał:
                        >
                        > > Według Ciebie bóg istnieje, choć tego nie potrafisz
                        > > dowieść, a według mnie, ponieważ nie można dowieść
                        > > jego istnienia i wierzący zabraniają prowadzenia
                        > > takich dowodów, więc nie istnieje.
                        > > Ogólnie: Istnieje tylko to, co zostało
                        > > udowodnione jako prawda
                        . Ale najpierw trzeba
                        > > się zgodzić na proces dowodzenia.
                        >
                        > Właśnie o to chodzi,
                        > że nie zgodziłeś się na proces dowodzenia, który wykazałem
                        > w którymś z poprzednich wpisiów.

                        Którym? Jak zwykle, to nie jest prawda. Jeśli uważasz, że gdzieś się nie
                        zgodziłem, to wskaż to miejsce, a jeśli nawet tego nie zrobisz, to zgadzam się w
                        tym momencie. ;)

                        Proszę, poprowadźmy ten dowód.

                        > Twierdzisz dogmatycznie :)) że coś,
                        > co nie zostało udowodnione - nie istnieje.

                        To jest podstawowa zasada logiki. Tak opisujemy świat. Istnienia krasnoludka nie
                        udowodniono, a więc nie istnieje. Ale dla Ciebie istnieje. Współczuję Ci. Musisz
                        wierzyć jednocześnie we wszystkich bogów wymyślonych przez ludzi, a także tych,
                        których ludzie nigdy nie wymyślą. Bo jest to zgodne z zasadą, którą proponujesz.

                        > Tak, jak dla Kolumba wystarczyły nie udowodnione jeszcze
                        > teorie o kulistości Ziemi, czy dla H. Schliemann'a uważana
                        > za całkowicie fantastyczną "Iliada" Homera do odkrycia Troi.

                        Wobec istnienia teorii o kulistości Ziemi i o jej płaskości prawdziwa jest ta
                        teza, której prawdziwości dowiedziemy. Wcześniej żadna z nich nie może być
                        uznana za prawdziwą. Gdyby było tak jak tego chcesz, to musielibyśmy uznawać, że
                        Ziemia jest zarówno kulista jak i płaska. Status płaskości Ziemi się nie
                        zmienił. A jednak dopiero wtedy hipoteza awansuje do prawdziwości, gdy się
                        potwierdzi jej słuszność doświadczalnie.

                        Tak więc doświadczenie jest kluczowe. Dowód musi być. Bez dowodu żadna hipoteza
                        nie może być uznawana za prawdziwą.

                        > Podnosiłeś ten argument już wcześniej, na który ci
                        > odpowiedziałem, zadając również matematyczne pytanie
                        > - ile to jest: 3 x ∞ = ? (trzy razy nieskończoność).
                        > Do dziś nie doczekałem się na to odpowiedzi, gdyż
                        > wykpiłeś się stwierdzeniem, że "na taką dyskusję,
                        > szkoda ci czasu" :))

                        Rzeczywiście szkoda mi czasu, bo dyskusja z Tobą jest nieskończonym ciągiem
                        bzdurnych tez, z których, jak te dwie powyższe można obalić znajdując w nich
                        ewidentne błędy logiczne. Ale poświęcę Ci dziś trochę czasu...

                        Nieskończoność nie jest pojęciem liczbowym (nie jest ściśle określoną
                        wartością). Nieskończoność to symboliczny zapis braku końca działania
                        rekurencyjnej funkcji podającej jakieś wartości. Tak więc mówienie o
                        nieskończoności zawiera w sobie np. takie stwierdzenia, że wartości jakiegoś
                        ciągu mogą szybciej lub wolniej zmierzać ku nieskończoności.

                        Tak jest i tutaj. Zbiór z lewej strony równania nie jest tym samym
                        zbiorem
                        , który jest zapisany po stronie prawej, choć oba zapisuje się
                        umownie tym samym symbolem. Zbiór po prawej stronie zmierza do nieskończoności
                        szybciej niż ten po lewej. Równania tego nie wolno traktować identyczne jak
                        równania zawierającego liczby. Granice nie są tym samym, czym są liczby.

                        Rozmowa z Tobą, który nie rozumiesz matematyki i logiki, na tematy naukowe nie
                        ma sensu.
                        • enrque111 Re: Wyjaśnienia bzdur heńka 02.10.09, 15:10
                          grgkh napisał:

                          > > Właśnie o to chodzi,
                          > > że nie zgodziłeś się na proces dowodzenia, który wykazałem
                          > > w którymś z poprzednich wpisiów.
                          >
                          > Którym? Jak zwykle, to nie jest prawda. Jeśli uważasz, że gdzieś się nie
                          > zgodziłem, to wskaż to miejsce, a jeśli nawet tego nie zrobisz, to zgadzam się
                          > w
                          > tym momencie. ;)

                          Cieszę się, że zaczynasz logiczniej myśleć i wycofujesz się ze swoich wcześniejszych, jakże idiotycznych twierdzeń, że "istnieje tylko to co jest udowodnione" :)))

                          > > Twierdzisz dogmatycznie :)) że coś,
                          > > co nie zostało udowodnione - nie istnieje.
                          >
                          > To jest podstawowa zasada logiki. Tak opisujemy świat. Istnienia krasnoludka ni
                          > e
                          > udowodniono, a więc nie istnieje. Ale dla Ciebie istnieje. Współczuję Ci. Musis
                          > z
                          > wierzyć jednocześnie we wszystkich bogów wymyślonych przez ludzi, a także tych,
                          > których ludzie nigdy nie wymyślą. Bo jest to zgodne z zasadą, którą proponujesz

                          W tym wypadku ponownie wracasz do swoich dogmatycznych i nie logicznych twierdzeń :(((
                          Zatem, wg. ciebie, przed odkryciem Ameryka nie istniała ?
                          Dlaczego ja mam wierzyć we "wszystkich bogów wymyślonych przez ludzi"? Ja wierzę w jednego Boga, o istnieniu którego są, aż nadto liczne dowody, które mi w zupełności wystarczą :)))

                          > Wobec istnienia teorii o kulistości Ziemi i o jej płaskości prawdziwa jest ta
                          > teza, której prawdziwości dowiedziemy. Wcześniej żadna z nich nie może być
                          > uznana za prawdziwą. Gdyby było tak jak tego chcesz, to musielibyśmy uznawać, ż
                          > e
                          > Ziemia jest zarówno kulista jak i płaska. Status płaskości Ziemi się nie
                          > zmienił. A jednak dopiero wtedy hipoteza awansuje do prawdziwości, gdy się
                          > potwierdzi jej słuszność doświadczalnie.

                          Zmieniasz w tej chwili kierunek własnej argumentacji. Wcześniej wyraźnie obstawałeś przy twierdzeniu, że jeśli coś nie jest udowodnione, to nie istnieje. Otóż w tej chwili przyznajesz, że może istnieć, ale jest tylko hipotezą, którą należy udowodnić. W tym wypadku ja i inni wierzący twierdzimy, że otaczający nas świat jest dziełem Boga. Właśnie Jego dzieło jest dla nas dowodem, poza świadectwami, które czerpiemy z relacji osób, które osobiście doświadczyły obcowania z Bogiem. Dla ateisty, być może taki dowód nie wystarczy - to jego problem :)))

                          > Tak więc doświadczenie jest kluczowe. Dowód musi być. Bez dowodu żadna hipoteza
                          > nie może być uznawana za prawdziwą.

                          Wiadomym jest, że nie zawsze da się przeprowadzić "doświadczenie", a jakaś sytuacja, czy wydarzenie dokonuje się jeden, jedyny raz. To nie znaczy, że ona nie miała miejsca.

                          > Rzeczywiście szkoda mi czasu, bo dyskusja z Tobą jest nieskończonym ciągiem
                          > bzdurnych tez, z których, jak te dwie powyższe można obalić znajdując w nich
                          > ewidentne błędy logiczne. Ale poświęcę Ci dziś trochę czasu...

                          A już po pierwszym zdaniu podejrzewałem, że chcesz popełnić "Galileo gambit" :)) Na szczęście się zreflektowałeś.

                          > Nieskończoność nie jest pojęciem liczbowym (nie jest ściśle określoną
                          > wartością). Nieskończoność to symboliczny zapis braku końca działania
                          > rekurencyjnej funkcji podającej jakieś wartości. Tak więc mówienie o
                          > nieskończoności zawiera w sobie np. takie stwierdzenia, że wartości jakiegoś
                          > ciągu mogą szybciej lub wolniej zmierzać ku nieskończoności.

                          Nie matacz, ja nie jestem kiwaczkiem który lubi prowadzić pseudointelektualne dysputy, z których nic nie wynika. Gdzie w tym przypadku jest uwidoczniona "prędkość" zmierzania ku nieskończoności ? Nieskończoność jest zatem, jak najbardziej pojęciem matematycznym i ma nawet swój odpowiedni znak, który w matematyce jest powszechnie używany. Tak więc sam widzisz, że 3 x nieskończoność daje nam nieskończoność i na nic tu twoje dywagacje :)))

                          > Tak jest i tutaj. Zbiór z lewej strony równania nie jest tym samym
                          > zbiorem
                          , który jest zapisany po stronie prawej, choć oba zapisuje się
                          > umownie tym samym symbolem. Zbiór po prawej stronie zmierza do nieskończoności
                          > szybciej niż ten po lewej. Równania tego nie wolno traktować identyczne jak
                          > równania zawierającego liczby. Granice nie są tym samym, czym są liczby.

                          Ponownie pytam, gdzie ty widzisz prędkość zmierzania ku nieskończoności? Cieszę się, że chociaż w końcu zrozumiałeś, że "granice nie są tym samym, czym są liczby", ponieważ analogicznie nie można w ten sam sposób wyjaśniać na podstawie matematyki pojęcia Trójcy św. :)))))))

                          > Rozmowa z Tobą, który nie rozumiesz matematyki i logiki, na tematy naukowe nie
                          > ma sensu.

                          A jednak....... zdecydowałeś się na "galileo gambit" :))))))) Co do logiki, wykazałem już wielokrotnie, że jest ci obca.
                          • nehsa Re: Odkryj tajemnicę "pocoo". 03.10.09, 05:41
                            pocoo! przytoczyła słowa nehsy:
                            " Trzyosobowy Bóg, nie istnieje. Tak mowią słowa Nauki Naszego
                            > Ojca, i racjonalne dowody. "
                            i pocoo ironicznie skomentowała:
                            Masz "rację". Dowody nie do podważenia.

                            i odp. nehsy:
                            Pocoo!
                            Cechą Nauki Wszechmogącego Ojca, jest niezbędność.
                            Cechami przymiotów Ojca(Boga) i cechami przymiotów Syna(Boga),
                            jest również niezbędność.


                            W wolnych od jałowego przesiadywania na internecie chwilach, spręż
                            się Pocoo, i spróbuj sobie samej odpowiedzieć na pytanie:

                            Komu, na co, do czego, jest niezbędny "duch święty", tak zwana
                            trzecia osoba boska?


                            Jak znajdziesz racjonalny dowód na istnienie trzeciej osoby boskiej,
                            powiadom o tym cywilizowany świat. Będziesz odkrywczynią wielkiej
                            tajemnicy
                            .
                            Życzę sukcesów Pocoo! Zawistnik nehsa.
                            • nehsa Re: Odkryj tajemnicę "pocoo". 03.10.09, 05:48
                              Do Karbata!
                              Człowieku, cobym ja biedny nehsa nie napisał, to ty mnie
                              zaginasz, i swoimi błyskotliwymi wywodami zapędzasz w kozi róg.
                              Tracę czas, którego być może mam już niewiele.
                              Dlatego nie ośmielam się komentować Twoich ostatnich postów.
                              Jak odważę się coś tu jescze napisać, proszę Karbat, oszczędź mnie.
                            • enrque111 Re: Odkryj tajemnicę "pocoo". 03.10.09, 09:00
                              nehsa napisał:

                              > Cechą Nauki Wszechmogącego Ojca, jest niezbędność.
                              > Cechami przymiotów Ojca(Boga) i cechami przymiotów Syna(Boga),
                              > jest również niezbędność.

                              > Komu, na co, do czego, jest niezbędny "duch święty", tak zwana
                              > trzecia osoba boska?


                              To proste ! Cechami przymiotów Ducha Świętego (Boga) jest niezbędność !!!

                              > Jak znajdziesz racjonalny dowód na istnienie trzeciej osoby boskiej,
                              > powiadom o tym cywilizowany świat. Będziesz odkrywczynią wielkiej
                              > tajemnicy
                              .

                              Nie trzeba już tego czynić. Byłoby to wyważaniem otwartych drzwi. Cywilizowany świat już o tym wie od 2000 lat i doświadcza cały czas dowodów na istnienie trzeciej osoby Boskiej :)))
                          • grgkh Re: Wyjaśnienia bzdur heńka 06.10.09, 17:38
                            enrque111 napisał:

                            > Cieszę się, że [...] wycofujesz się ze swoich [...] twierdzeń,
                            > że "istnieje tylko to co jest udowodnione"

                            Nie. Nadal twierdzę tak samo: Co nie jest udowodnione jako
                            prawdziwe, to nie istnieje.



                            > > To jest podstawowa zasada logiki.
                            > > Tak opisujemy świat.
                            > > Musisz wierzyć jednocześnie we wszystkich bogów
                            > > wymyślonych przez ludzi, a także tych,
                            > > których ludzie nigdy nie wymyślą.
                            > > Bo jest to zgodne z zasadą, którą proponujesz

                            > W tym wypadku ponownie wracasz do swoich dogmatycznych
                            > i nie logicznych twierdzeń :(((
                            > Zatem, wg. ciebie, przed odkryciem Ameryka nie istniała ?

                            Przed odkryciem Ameryki ewentualnie wygloszona teza była hipotezą
                            . Jeśli sięgniesz po słownik, to się przekonasz, że hipoteza nie
                            posiada włąściowści prawdziwości ani fałszywości. Jest domniemaniem,
                            któe może uzyskać właściwopść prawdziwości (istnienia) jeśli
                            zostanie ono pozytywnie zweryfikowane. Nie znasz definicji.

                            > Dlaczego ja mam wierzyć we "wszystkich bogów wymyślonych
                            > przez ludzi"? Ja wierzę w jednego Boga, o istnieniu którego
                            > są, aż nadto liczne dowody, które mi w zupełności wystarczą :)))

                            Musisz w nich wierzyć. Ci pozostali bogowie są tak samo tylko
                            hipotezami. Jesli o swoim bogu mówisz, że jest prawdziwy, to zgodnie
                            z tą zasadą prawdziwi są także pozostali bogowie i nie wolno Ci
                            odmawiać im istnienia. Wedłu Ciebie istnieją. Musisz wierzyć we
                            wszystkich i nie wolno Ci się ich wypierać.

                            I tu chodzi o zasadę logiki, którą albo się chcesz posługiwać, albo
                            powinieneś z niej zrezygnować. Ale nie wolno Ci, dla własnego
                            widzimisię :), jednocześnie wieloznacznie jej traktować.

                            Twój bóg nie istnieje wraz z innymi bogami lub istnieja wszyscy
                            bogowie, o których tu mówimy.

                            Zrozumiałeś?

                            > > Wobec istnienia teorii o kulistości Ziemi i o jej
                            > > płaskości prawdziwa jest ta teza, której prawdziwości
                            > > dowiedziemy. Wcześniej żadna z nich nie może być
                            > > uznana za prawdziwą. Gdyby było tak jak tego chcesz,
                            > > to musielibyśmy uznawać, że Ziemia jest zarówno kulista
                            > > jak i płaska. Status płaskości Ziemi się nie
                            > > zmienił. A jednak dopiero wtedy hipoteza awansuje do
                            > > prawdziwości, gdy się potwierdzi jej słuszność doświadczalnie.
                            >
                            > Zmieniasz w tej chwili kierunek własnej argumentacji.
                            > Wcześniej wyraźnie obstawałeś przy twierdzeniu, że
                            > jeśli coś nie jest udowodnione, to nie istnieje.

                            Nie zmieniam. Pokazuję jedynie, do czego prowadzą Twoje założenia.
                            Do sprzeczności, do nonsensu. A więc są nieprawidłowe.

                            > Otóż
                            > w tej chwili przyznajesz, że może istnieć, ale jest tylko
                            > hipotezą, którą należy udowodnić.

                            Trzeba wykazać prawdziwość hipotezy. Wcześniej nie jest ona
                            prawdziwa. Jeśli mówi ona coś o świecie to dowodem jest
                            doświadczenie.

                            > W tym wypadku ja i inni wierzący twierdzimy,
                            > że otaczający nas świat jest dziełem Boga.

                            To jest niezweryfikowane domniemanie. Musiałbyś najpierw udowodnić,
                            że bóg istnieje. Nieistniejący bóg nie może być jest kreatorem.

                            > Właśnie Jego dzieło jest dla nas dowodem, poza świadectwami,
                            > które czerpiemy z relacji osób, które osobiście doświadczyły
                            > obcowania z Bogiem.

                            Szpitale bez klamek są pełne takich, którzy doświadczali dziwnych
                            rzeczy. Doświadczenie (nie doświadczanie) jest powtarzalnym
                            eksperymentem.

                            > Dla ateisty, być może taki dowód nie wystarczy
                            > - to jego problem :)))

                            Ja problemu nie mam. To Ty go masz, bo masz sprzeczny światopogląd.
                            Ponadto występując z nim publicznie i twierdząc, że jest on
                            poprawny, kłamiesz i wprowadzasz ludzi w błąd.


                            > > Tak więc doświadczenie jest kluczowe. Dowód musi być.
                            > > Bez dowodu żadna hipoteza
                            > > nie może być uznawana za prawdziwą.
                            >
                            > Wiadomym jest, że nie zawsze da się przeprowadzić
                            > "doświadczenie", a jakaś sytuacja, czy wydarzenie
                            > dokonuje się jeden, jedyny raz. To nie znaczy, że ona nie
                            > miała miejsca.

                            Owszem, zdarza się to i w świecie nauki, ale jedynie tymczasowo i
                            nigdy nie twierdzi się tak jak to mówią teiści, że ponieważ tego
                            doświadczalnie na pewno nie da się zrobić (skąd to wiedzą?), a więc
                            powinniśmy odstąpić od zasady i uważać, że to jest prawdą. Od tej
                            zasady nie wolno nigdy odstępować, gdyż wprowadziłaby ona do opisu
                            świata dowolną ilość hipotez fałszywych.

                            > > Nieskończoność nie jest pojęciem liczbowym
                            > > (nie jest ściśle określoną wartością).
                            > > Nieskończoność to symboliczny zapis braku końca działania
                            > > rekurencyjnej funkcji podającej jakieś wartości.
                            > > Tak więc mówienie o nieskończoności zawiera w sobie
                            > > np. takie stwierdzenia, że wartości jakiegoś
                            > > ciągu mogą szybciej lub wolniej zmierzać ku nieskończoności.
                            >
                            > Gdzie w tym przypadku jest uwidoczniona "prędkość"
                            > zmierzania ku nieskończoności ?

                            Prawa strona równania zmierza ku nieskonczoności 3 razy szybciejniż
                            lewa: 3 x ∞ = ∞. Można tak napisać, gdyż jest to tylko sposób zapisu
                            wykorzystujący tę właściwość symbolu nieskończoności, że nie jest
                            ona żadną konkretną wartością liczbową. Rozumiesz to? Żadną
                            konkretną, a więc ukryć pod nią możemy dowolne wartości, które mają
                            cechę wspólną - jeszcze nie zostały obliczone, choć z grubsza
                            wiadomo, że są BARDZO duże (lub bardzo małe). Dopóki nie zostanie
                            określona wartość liczbowa lewej strony, dopóty nie istnieje także
                            wartość liczbowa strony prawej.

                            > Nieskończoność jest zatem, jak najbardziej pojęciem
                            > matematycznym i ma nawet swój odpowiedni znak, który
                            > w matematyce jest powszechnie używany.

                            Nieskończoność nie jest liczbą, nie jest tym samym co liczba, a
                            jedynie symbolem matematycznym o nieco innym znaczeniu.

                            > Tak więc sam widzisz, że 3 x nieskończoność daje nam
                            > nieskończoność i na nic tu twoje dywagacje :)))

                            Ale 3*1=3 i nigdy w matematyce inaczej nie będzie, i na nic tu Twoje
                            dywagacje.

                            > > Tak jest i tutaj. Zbiór z lewej strony równania
                            > > nie jest tym samym zbiorem, który jest zapisany
                            > > po stronie prawej, choć oba zapisuje się
                            > > umownie tym samym symbolem. Zbiór po prawej stronie
                            > > zmierza do nieskończoności szybciej niż ten po lewej.
                            > > Równania tego nie wolno traktować identyczne jak
                            > > równania zawierającego liczby.
                            > > Granice nie są tym samym, czym są liczby.

                            > Ponownie pytam, gdzie ty widzisz prędkość zmierzania
                            > ku nieskończoności?

                            Nieskończoność nie jest ściśle określoną liczbą, a jedynie symbolem
                            mówiącym, że jej określanie, wyliczanie nie jest zakończone i trwa.
                            Czy rozumiesz to? Wyliczanie trwa i wartości wciąż brak. Możemy więc
                            nie przerywać tego nigdy, a spodziewamy się, że osiągnie ona
                            nieokreśloną, bardzo dużą lub bardzo małą wartość.Takich
                            hipotetycznych wartości nie da się porównywać. Matematyka zabrania
                            odejmowania od siebie dwóch nieskończoności, właśnie z tego powodu,
                            bo nie wiadomo czy odjemnej, czy odjemnikowi przypisać wartość
                            większą i o ile one mogłyby się wtedy różnić. Nie daje się tego
                            określić, bo ich wyliczanie nie jest nigdy zakończone.
                            • enrque111 Re: Wyjaśnienia bzdur heńka 06.10.09, 23:00
                              grgkh napisał:

                              > Nie. Nadal twierdzę tak samo: Co nie jest udowodnione jako
                              > prawdziwe, to nie istnieje.


                              Brak w tym rozumowaniu elementarnej logiki.
                              Wykazałem ci już, że np. nie istniałyby planety, przed ich odkryciem, pierwiastki, lądy itd. Kompletna bzdura.

                              > Przed odkryciem Ameryki ewentualnie wygloszona teza była hipotezą
                              >
                              . Jeśli sięgniesz po słownik, to się przekonasz, że hipoteza nie
                              > posiada włąściowści prawdziwości ani fałszywości. Jest domniemaniem,
                              > któe może uzyskać właściwopść prawdziwości (istnienia) jeśli
                              > zostanie ono pozytywnie zweryfikowane. Nie znasz definicji.

                              Tym rozumowaniem wycofujesz się z poprzedniego, bzdurnego twierdzenia, czy jemu zaprzeczasz ???
                              "Nie istnieje", czy "jest hipotezą" ??? A, jeśli "teza" nie została postawiona, to dana rzecz nie istnieje ???

                              > Musisz w nich wierzyć. Ci pozostali bogowie są tak samo tylko
                              > hipotezami. Jesli o swoim bogu mówisz, że jest prawdziwy, to zgodnie
                              > z tą zasadą prawdziwi są także pozostali bogowie i nie wolno Ci
                              > odmawiać im istnienia. Wedłu Ciebie istnieją. Musisz wierzyć we
                              > wszystkich i nie wolno Ci się ich wypierać.

                              Mylisz się po raz kolejny. Skoro istnieje tylko jeden Bóg, to wszystkie pozostałe nie mogą istnieć, albo są bogami-demonami, a więc nie są Bogiem. Dlaczego ja mam wierzyć w demonów, których niektórzy nazywają bogami? Bóg powiedział wyraźnie: "nie ma innych bogów ode mnie". Bóg dla mnie nie jest "hipotezą" lecz faktem udowodnionym, ale skoro ty tych faktów nie chcesz uznać, to jest twoja sprawa. Równie dobrze mogę twierdzić, że Mahomet, Pitagoras, czy Mieszko I nie istnieli i są jedynie "hipotezą" :))))

                              > I tu chodzi o zasadę logiki, którą albo się chcesz posługiwać, albo
                              > powinieneś z niej zrezygnować. Ale nie wolno Ci, dla własnego
                              > widzimisię :), jednocześnie wieloznacznie jej traktować.

                              Właśnie o logice cały czas mówię, którą ty zdajesz się traktować instrumentalnie :)))

                              > Twój bóg nie istnieje wraz z innymi bogami lub istnieja wszyscy
                              > bogowie, o których tu mówimy.
                              >
                              > Zrozumiałeś?

                              Nie, to ty nie zrozumiałeś. To tak, jakbym powiedział ci, że np. w powieści Sienkiewicza "Qvo vadis" albo wszystkie postaci są prawdziwe, albo wszystkie zmyślone. Nonsens.

                              > Nie zmieniam. Pokazuję jedynie, do czego prowadzą Twoje założenia.
                              > Do sprzeczności, do nonsensu. A więc są nieprawidłowe.

                              No, i mamy pat, ponieważ ja to samo myślę o twoich założeniach.

                              > Trzeba wykazać prawdziwość hipotezy. Wcześniej nie jest ona
                              > prawdziwa. Jeśli mówi ona coś o świecie to dowodem jest
                              > doświadczenie.

                              Każda nauka opiera się na hipotezach. Sęk w tym, że nauka nie zajmuje się Bogiem. Jest On, poza jej sferą zainteresowania. Bogiem zajmuje się teologia i filozofia. Poza tym, gdybyśmy już wszystko poznali, wszystko wyjaśnili, wszędzie gdzie tylko można dotarli, zbadali i odkryli - wówczas mógłbym przyznać ci rację, że "doświadczalnie" stwierdzono że Boga nie ma.
                              Tak jednak nie jest. Dla zdecydowanej większości ludzi - Bóg istnieje jako fakt, dla innych jako hipoteza, a dla zdecydowanej mniejszości......także hipotetycznie "Bóg nie istnieje" :))

                              > To jest niezweryfikowane domniemanie. Musiałbyś najpierw udowodnić,
                              > że bóg istnieje. Nieistniejący bóg nie może być jest kreatorem.

                              To tak, jakby dzikus znalazł na pustyni telefon komórkowy i zakładał, że nie jest on dziełem człowieka (kreatora?), tylko sam się stworzył z piasku :))) A, świat przecież jest po milionkroć bardziej skomplikowany niż ów telefon.

                              > Szpitale bez klamek są pełne takich, którzy doświadczali dziwnych
                              > rzeczy. Doświadczenie (nie doświadczanie) jest powtarzalnym
                              > eksperymentem.

                              Gdyby Boga można było zmierzyć, zważyć, zbadać doświadczalnie i w dodatku "powtarzalnie", to nie mielibyśmy do czynienia z Bogiem ale z częścią natury, Jego dzieła :))) Przez tysiąclecia i także dziś dla większości ludzi na świecie jest to oczywiste, że Bóg istnieje, a dowodem na to jesteśmy my (jedyni we wszechświecie) i otaczająca nas rzeczywistość.

                              > Ja problemu nie mam. To Ty go masz, bo masz sprzeczny światopogląd.
                              > Ponadto występując z nim publicznie i twierdząc, że jest on
                              > poprawny, kłamiesz i wprowadzasz ludzi w błąd.

                              :)) Światopogląd mam jasno ugruntowany i nie mam z nim najmniejszego problemu. Może wyjaśnisz co jest tu sprzecznego ?

                              > Owszem, zdarza się to i w świecie nauki, ale jedynie tymczasowo i
                              > nigdy nie twierdzi się tak jak to mówią teiści, że ponieważ tego
                              > doświadczalnie na pewno nie da się zrobić (skąd to wiedzą?), a więc
                              > powinniśmy odstąpić od zasady i uważać, że to jest prawdą. Od tej
                              > zasady nie wolno nigdy odstępować, gdyż wprowadziłaby ona do opisu
                              > świata dowolną ilość hipotez fałszywych.

                              Już ci napisałem, że nauka nie zajmuje się Bogiem, tak jak nauka nie zajmuje się pięknem, prawdą, sprawiedliwością, moralnością itp. Śmieszy mnie więc twoje (i nie tylko twoje) dowodzenie o nie istnieniu Boga, hipotezach, doświadczeniach, zasadach, opisach i innych "naukowych" metodach w odniesieniu do Stwórcy.

                              > Prawa strona równania zmierza ku nieskonczoności 3 razy szybciejniż
                              > lewa: 3 x ∞ = ∞. Można tak napisać, gdyż jest to tylko sposób zapis
                              > u
                              > wykorzystujący tę właściwość symbolu nieskończoności, że nie jest
                              > ona żadną konkretną wartością liczbową. Rozumiesz to? Żadną
                              > konkretną, a więc ukryć pod nią możemy dowolne wartości, które mają
                              > cechę wspólną - jeszcze nie zostały obliczone, choć z grubsza
                              > wiadomo, że są BARDZO duże (lub bardzo małe). Dopóki nie zostanie
                              > określona wartość liczbowa lewej strony, dopóty nie istnieje także
                              > wartość liczbowa strony prawej.

                              Nie ma tu mowy o żadnej "prędkości", a nieskończoność mówi sama za siebie, i czy będzie to 3 x ∞, czy 100 x ∞, zawsze = ∞ !!! Nie trzeba tu wielu dywagacji. Przykład ten podałem jedynie w celu zobrazowania błędu w twoim rozumowaniu, że istote Trójcy św. da się wyrazić matematycznie :)))

                              > Nieskończoność nie jest liczbą, nie jest tym samym co liczba, a
                              > jedynie symbolem matematycznym o nieco innym znaczeniu.

                              Właśnie, zaczynasz logicznie myśleć. Bóg również nie jest ani liczbą ani cyfrą, choć ma trzy osoby o całkiem innym znaczeniu, to jednak stanowi jedność.

                              > > Tak więc sam widzisz, że 3 x nieskończoność daje nam
                              > > nieskończoność i na nic tu twoje dywagacje :)))
                              >
                              > Ale 3*1=3 i nigdy w matematyce inaczej nie będzie, i na nic tu Twoje
                              > dywagacje.

                              Tak, w matematyce właśnie tak jest, że 3 x 1 = 3, a 3 x ∞ = ∞ , i na nic tu twoje dywagacje :)))

                              > > Ponownie pytam, gdzie ty widzisz prędkość zmierzania
                              > > ku nieskończoności?
                              >
                              > Nieskończoność nie jest ściśle określoną liczbą, a jedynie symbolem
                              > mówiącym, że jej określanie, wyliczanie nie jest zakończone i trwa.

                              Owszem, zadania matematyczne na tym wyniku się kończą, chociaż wyliczania zakończyć nie sposób ! Tak jest w przypadku Boga, możesz badać a nigdy nie zbadasz, bo Bóg przerasta wszystko, nawet nasze wyobrażenie, stąd również ten matematyczny przykład.

                              > Nie daje się tego
                              > określić, bo ich wyliczanie nie jest nigdy zakończone.

                              A, jednak nie jest nigdy zakończone, choćbyś nie wiem co robił aby zakończyć, zbadać i udowodnić :)))
                              • grgkh 3 * jabłka = jabłka 07.10.09, 12:15
                                I dodawanie kolejnych jabłek nie zmienia sytuacji. Aż do nieskończoności. Zawsze
                                zbiór jabłek pozostanie zbiorem jabłek. Ale tylko jabłek, czyli wspólnej nazwy
                                (cechy) grupy.

                                To jest operowanie na zbiorach, w których nie bierze się pod uwagę ich cechy
                                policzalności. Względem cechy policzalności, która tu jest pomijana, zbiory
                                jabłek się różnią od siebie, choć nadal nazywać je można jabłkami. Arytmetyka
                                przestaje tu mieć sens, a zapis dotyczy sytuacji ze ściśle określonego
                                kontekstu, gdy policzalność chcemy pomijać.

                                Natomiast w przypadku boga mówi się o policzalności:
                                3 osoby miałyby tu równać się jednej osobie. A to, z uwzględnieniem arytmetyki
                                nie jest prawdą, bo to nie są już TE SAME osoby, a więc zanika (odwrotnie niż
                                dla jabłek) łącząca je cecha pozwalająca na dodawanie.

                                Mógłbyś by powiedzieć:

                                Trzech bogów ułamkowych składa się na jednego boga całkowitego.

                                I na to mogę się zgodzić. Tylko że to już żadna tajemnica. Ponadto każdy z
                                "fragmentów" boga ma tylko część zawartości całości, nie jest więc bogiem w
                                pełnym znaczeniu tego słowa, nie jest wszystkim.

                                Proponuję Ci zastanowić się, jakie konkretne ułamki chciałbyś składnikom
                                przypisać. Po równo? Po 1/3? Czy jakoś inaczej? Bo jak już pisać równania, to
                                koniecznie zgodnie z podstawowymi regułami arytmetyki.

                                A przy okazji, powiedz, kiedy w szkole mówiono Ci, że istnieje odstępstwo od
                                arytmetycznej równości strony lewej i prawej równania?
                                • enrque111 Re: 3 * jabłka = jabłka 08.10.09, 11:59
                                  grgkh napisał:

                                  > I dodawanie kolejnych jabłek nie zmienia sytuacji. Aż do nieskończoności. Zawsz
                                  > e
                                  > zbiór jabłek pozostanie zbiorem jabłek. Ale tylko jabłek, czyli wspólnej nazwy
                                  > (cechy) grupy.

                                  Możesz w nieskończoność snuć swoje wywody matematyczne, ale nie zmieni to faktu, że Boga nie można rozpatrywać w tych kategoriach. Tak jak nie można zdefiniować pojęcia piękna, dobra, miłości itp.
                                  Nieskończoność, to wartość której nie można zmierzyć w żaden sposób, a jest to tylko jedna z cech (zrozumiała nawet dla takich ateistów jak ty) Boga :))))
        • grgkh Re: Nieprawda 23.09.09, 23:37
          kiwaczek11 napisał:

          > <<<
          > > > że Bóg jest jeden w trzech osobach.
          > >
          > > 1=3. Chyba tylko "głąb" i "nieuk" może zaprzeczać matematyce. I
          > > dlatego bóg nie istnieje w ogóle, bo taka jego definicja jest
          > > fałszem.
          > >>>
          >
          > Analogicznie- woda jest jedna w trzech postaciach : lód, woda
          > (ciecz), para wodna. 1=3. Niesposób zaprzeczyć matematyce, dlatego
          > woda nie istnieje wogóle, bo taka jej definicja jest fałszem. Wmyśl
          > Twojgo toku rozumowania.

          Woda traktowana jako związek chemiczny, H2O, ma definicją związaną ze wzorem
          chemicznym. Istnieje jako ten wzór. Stan skupienia to całkowicie odrębna
          kategoria określająca zachowanie się więcej niż jednej cząsteczki wody i
          jej parametry fizyczne. Woda, będąc cieczą, lodem lub parą NIE PRZESTAJE
          BYĆ WODĄ, tak jak Ty, będą Polakiem nie przestajesz być człowiekiem.

          Tak więc Twoja sugestia świadczy o alogiczności Twojego myślenia i mylenia ze
          sobą elementarnych pojęć fizycznych i chemicznych. Jak zwykle mieszasz ze sobą
          różne definicje i z tego koktajlu usiłujesz wyciągać fałszywe wnioski.

          A jeśli spojrzysz do słowników i encyklopedii, to dostrzeżesz, że definicji wody
          jest znacznie więcej, a każda z nich może być sprzeczna z pozostałymi.

          Twierdzenie, że bóg jest jeden w trzech osobach jest logicznie bzdurne. Jedna
          osoba to nie to samo co trzy osoby. Ten przykład dotyczy cechy policzalności i
          niczego więcej.
          • kiwaczek11 Re: Nieprawda 24.09.09, 12:42
            <<<
            że Bóg jest jeden w trzech osobach.
            > >
            > > 1=3. Chyba tylko "głąb" i "nieuk" może zaprzeczać matematyce...
            >>>

            <<>
            Twierdzenie, że bóg jest jeden w trzech osobach jest logicznie bzdurne. Jedna
            osoba to nie to samo co trzy osoby. Ten przykład dotyczy cechy policzalności i
            niczego więcej.
            >>>

            Nie jest tutaj napisane , że Bóg jest osobą ( jako jedną osobą). Dlatego właśnie
            to co Ty napisałeś , a co posłużyło Ci do wyciągnięcia prostego wniosku, jest
            bez sensu i logicznie bzdurne.
            Porównania ilościowe można robić tylko w obrębie tych samych jednostek. Jeśli
            jednostką jest „osoba”, a nie jest określone , że Bóg to osoba, to napisanie
            „1=3” jest bzdurą.
            Tak samo jakbyś chciał udowodnić sprzeczność następującego zapisu :
            „jedna rodzina jest trzyosobowa”, wg Ciebie też 1=3.
            • piwi77 Re: Nieprawda 24.09.09, 12:52
              Takie rozumowanie mogłoby się odnieść także do Boga tylko wtedy,
              gdybyśmy założyli, że bóg to zbiór osób. Problem jednak w tym, że
              Bóg ma właśnie cechy osobowe, chrześcijanie nawet mówią o Bogu
              osobowym, a tu nagle okazuje się, że w Bogu osobowym osób są trzy.
              Czyli jest tak jak chce tego grgkh - u chrześcijan 1 jest równe 3.
              • kiwaczek11 Re: Nieprawda 24.09.09, 13:22
                <<<
                Takie rozumowanie mogłoby się odnieść także do Boga tylko wtedy,
                gdybyśmy założyli, że bóg to zbiór osób.
                >>>
                Zgadzam się, to prawda, jeśli chodzi o moją analogię z rodziną.

                <<<
                Problem jednak w tym, że Bóg ma właśnie cechy osobowe, chrześcijanie nawet mówią o Bogu
                osobowym, a tu nagle okazuje się, że w Bogu osobowym osób są trzy.
                Czyli jest tak jak chce tego grgkh - u chrześcijan 1 jest równe 3.
                >>>
                Nie jestem pewien czy podmiot posiadający zbiór ( mały, duży , kompletny, niekompletny ?) cech osobowych automatycznie jest osobą. Musiałbym poczytać.
                O ile wiem, katolickie pojmowanie Boga jak osoby ( nie mówię o pojmowaniu prostodusznych babć) nie jest takie wprost oczywiste, jak jej potoczna interpretacja i wiąże się z relacyjnością między poszczególnymi osobami. A jeśli chodzi o zbiór cech, to też jest odwrotnie. To każda z osób ma ten sam zbiór cech boskich, co stanowi jednego Boga, a nie jedna osoba ma zbiór cech trzech osób. Dlatego tez Bóg , jakkolwiek osobowy – z cechami osobowymi, nie jest traktowany jako osoba w sensie poszczególnego osobnika. Dlatego jest tu wspomniana niezgodność jednostek dla porównania ilościowego. Dlatego tez stosowanie prostego chwytu arytmetycznego, jaki zastosował to grgkh nie jest tu skuteczne.
                • grgkh Re: Nieprawda 24.09.09, 13:36
                  kiwaczek11 napisał:

                  > Nie jestem pewien czy podmiot posiadający zbiór ( mały, duży ,
                  > kompletny, niekompletny ?) cech osobowych automatycznie jest
                  > osobą. Musiałbym poczytać.

                  Szkoda, że dopiero teraz bierzesz się za czytanie. To jest
                  charakterystyczne dla "obrońców wiary". Wciąż "wierzą" zamiast
                  posługiwać się logiką i racjonalizmem myślenia. Bo MUSZĄ mieć rację.
                  Bo wierzą. ;)

                  > O ile wiem, katolickie pojmowanie Boga jak osoby

                  Co to znaczy "o ile wiem"?

                  > ( nie mówię o pojmowaniu prostodusznych babć)

                  A skąd babcie zaraziły się takim rozumowaniem, jesli nie od
                  kapłanów, a ci od światłych teologów? To babcie mozna juz tak kiwać
                  (czy to dlatego jestes kiwaczek?).

                  > nie jest takie wprost oczywiste, jak jej potoczna interpretacja
                  > i wiąże się z relacyjnością między poszczególnymi osobami.

                  A Ty wciąż to samo. Przecież od początku było wiadome, że chodzi o
                  jedna kategorię, osobę. Tak mówi o tym katolicka teologia.

                  > A jeśli chodzi o zbiór cech, to też jest odwrotnie.

                  Co jest "odwrotnie"?

                  > To każda z osób ma ten sam zbiór cech boskich,
                  > co stanowi jednego Boga, a nie jedna osoba ma zbiór cech
                  > trzech osób.

                  A to juz całkowicie nie na temat.

                  > Dlatego tez Bóg , jakkolwiek osobowy – z cechami osobowymi,
                  > nie jest traktowany jako osoba w sensie poszczególnego osobnika.

                  Jest osoba i nia nie jest? Bo Tobie w tej chwili tak wygodnie?
                  Bredzisz. Toniesz, kiwaczek. Im bardziej się w to zanurzasz, tym
                  bardziej jesteś utopiony. ;)

                  > Dlatego jest tu wspomniana niezgodność jednostek dla porównani
                  > ilościowego. Dlatego tez stosowanie prostego chwytu
                  > arytmetycznego, jaki zastosował to grgkh nie jest tu skuteczne.

                  To nie ja stosuję chwyt, ale durni teologowie sobie to wymyślili. A
                  Ty, bezmyślnie, niestety ;), ich bronisz. A ja tylko pokazuję, że
                  logika myslenia MUSI nas obowiazywać zawsze i nigdy nie wolno mówić,
                  że 1=3.
            • grgkh Re: Nieprawda 24.09.09, 13:22
              kiwaczek11 napisał:

              > <<<
              > że Bóg jest jeden w trzech osobach.
              > > >
              > > > 1=3. Chyba tylko "głąb" i "nieuk" może zaprzeczać matematyce...
              > >>>
              >
              > <<>
              > Twierdzenie, że bóg jest jeden w trzech osobach jest logicznie
              > bzdurne. Jedna osoba to nie to samo co trzy osoby. Ten przykład
              > dotyczy cechy policzalności i niczego więcej.
              > >>>
              >
              > Nie jest tutaj napisane , że Bóg jest osobą ( jako jedną osobą).
              > Dlatego właśnie to co Ty napisałeś , a co posłużyło Ci do
              > wyciągnięcia prostego wniosku, jest bez sensu i logicznie bzdurne.

              W zerówce przedszkolnej uczy się dzieci, że jedno jabłko plus dwa
              jabłka to trzy jabłka, ale... jedno jabłko plus dwie gruszki to trzy
              owoce. Domyślasz się do czego zmierzam?

              Cały problem polega na tym, że katoliccy teologowie WYRAŹNIE mówią,
              a co do Ciebie nie dociera, że chodzi o kategorię OSOBA. Wg nich bóg
              jest jedną osobą, ale w trzech osobach, bo przecież bogowi swemu
              ulubionemu nie odmawiają cechy osoba, prawda? To jest coś
              jak "jabłko" lub "owoc", ale kategoria jest jedna i jednoznaczna, a
              tej sprzeczności nadają nazwę "tajemnica" i zamiast wprost
              powiedzieć, że to fałsz, to każą wiernym z wielka atencja kiwac nad
              nia głową. To jest "wielka tajemnica"... A teraz przeczytaj sobie,
              co napisałeś w poprzednim swoim poscie. :)))

              Tak, kiwaczek, skompromitowałes się. Najpierw bzdurne argumenty.
              Idiotyczne tak, że siąść i płakać nad Tobą, a potem rozpaczliwa
              próba ratowania skóry. :)

              PS. A ja nadal proponuję Ci zawieszenie broni. Opanuj żądzę odwetu,
              bo to niczemu dobremu nie służy, Tobie szczególnie, a ja zapomnę
              wszystkie Twoje potknięcia i nigdy nie będę się na nie powoływał.
              • kiwaczek11 Re: Nieprawda 24.09.09, 13:59
                <<<
                W zerówce przedszkolnej uczy się dzieci, że jedno jabłko plus dwa
                jabłka to trzy jabłka, ale... jedno jabłko plus dwie gruszki to trzy
                owoce.
                >>>

                Dlatego nie możesz napisać, ze jedno jabłko plus dwie gruszki to trzy jabłka,
                ani że jedno jabłko plus dwie gruszki to trzy gruszki.
                Twoje „arytmetyczne” podejście do zagadnienia przypomina mi pewien dowcip z brodą :
                „Czym się różni wróbelek? Bo ma jedna nóżkę bardziej od drugiej”
                • grgkh Re: Nieprawda 24.09.09, 16:43
                  kiwaczek11 napisał:

                  > <<<
                  > W zerówce przedszkolnej uczy się dzieci, że jedno jabłko
                  > plus dwa jabłka to trzy jabłka, ale... jedno jabłko plus
                  > dwie gruszki to trzy owoce.
                  > >>>
                  >
                  > Dlatego nie możesz napisać, ze jedno jabłko plus dwie gruszki
                  > to trzy jabłka, ani że jedno jabłko plus dwie gruszki to trzy
                  > gruszki.
                  > Twoje „arytmetyczne” podejście do zagadnienia przypomina mi
                  > pewien dowcip z brodą :
                  > „Czym się różni wróbelek? Bo ma jedna nóżkę bardziej od drugiej”

                  Czy Ty umiesz czytać ze zrozumieniem?

                  Przecież piszę, że chodzi o JEDNĄ, WSPÓLNĄ kategorię, kategorię
                  osoby (której odpowiada w tym przykładzie owoc).

                  Pytamy o tezę: jeden bóg (jako osoba) w trzech osobach.

                  1<>3. I to jest prawda. A bóg w trzech osobach stał się oto u teologów - i u
                  Ciebie - nagle jedną osobą. I wytłumacz się ze swojego absurdalnego i nie na
                  temat przykładu z wodą. Wciąż czekam na Twój komentarz.
    • alter-tego Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 22.09.09, 11:22
      A szukają ? :)
    • strikemaster Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 23.09.09, 23:51
      IMO nie szukają dowodów bo co inteligentniejsi (ci, którzy mogliby cokolwiek znaleźć) zdają sobie sprawę, że takich dowodów nie ma i nigdy nie będzie. Szukają tylko jakichś argumentów umożliwiających nawracanie.
      • karbat Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 24.09.09, 13:25
        kiwaczek11 napisał:

        > >że Bóg jest jeden w trzech osobach.

        >Analogicznie- woda jest jedna w trzech postaciach : lód, woda
        >(ciecz), para wodna. 1=3. Niesposób zaprzeczyć matematyce, dlatego
        >woda nie istnieje wogóle, bo taka jej definicja jest fałszem. Wmyśl
        >Twojgo toku rozumowania.

        analogia woda -bozia ,hehehehe ,w jednym masz zupelna racje ,
        bozie to lanie wody .
        Pozwolisz ,ze rozwine twe porownanie .
        Jedna bozia w trzech postaciach , na zasadzie przykladu z woda -
        bozie trzeba by raz podgrzewac , raz oziebiac - zmieniac
        teperatue ,cisnienie , aby bozia mogla ulegac przemianom ,
        wystepowac w trzech postaciach . Ta sama bozia w roznych postaciach
        o roznych wlasciwosciach :o.

        • nehsa Re: Dowody istnienia "Boga", są. 24.09.09, 18:09
          "3grosze" nehsy:

          Poniżej, dowody zależności bycia
          człowiekiem, od Stwórcy.

          1./ Niezależność od człowieka mowy człowieka=zdolności do
          mówienia.


          Wyjaśnienie:
          a./ Jak sens naszej mowy jest sprawiedliwy, to tym
          sensem dowodzimy, co najmniej swojego posłuszeństwa
          powinności solidarności, której to powinności=obowiązku, jesteśmy
          nosicielami, tragarzami.


          b./ Jak sens naszej mowy jest niesprawiedliwy, to tym
          samym, jest karą.

          Skutki sprawiedliwości i niesprawiedliwości ponosimy wszyscy we
          różnym stopniu.

          Posłuszeństwa i kary, nie można rozpatrywać, jako dowodów
          zależności mowy, od człowieka.

          Zatem brak dowodów zalezności od człowieka jego mowy, jest
          oczywisty.

          Mówimy, dzięki pracy nieśmiertelnego Ducha.
          Od nas zależy sens mowy, a nie mowa=zdolność do mówienia.

          2./ Oczywista niematerialność zależnego od nas sensu naszej mowy,
          która to niematerialność, także dowodzi wykorzystywania przez nas
          pracy nieśmiertelnego Ducha.


          3./ Oczywisty fakt nosicielstwa przez nas
          powinności=zobowiązania do wzajemnie życzliwej, równoprawnej,
          międzyludzkiej współpracy, czyli nosicielstwa powinności
          solidarności.


          Wyjaśnienie:
          Skoro każda niesprawiedliwość, czyli nasze nieposłuszeństwo
          solidarności jest dla nas karą, co jest nie do zaprzeczenia,
          to czas najwyższy dostrzedz, że ten fakt, jest racjonalnym,
          niezaprzeczalnym dowodem zobowiązania nas, do postępowania
          sprawiedliwego, do solidarności.

          Natomiast fakt, że to zobowiązanie jest egzekwowane przez NAS, od
          siebie samych(!!!), jest racjonalnym, niezaprzeczalnym dowodem
          nosicielstwa właśnie takiego zobowiązania.

          Gdybyśmy nie byli WSZYSCY, czyli każdy z nas, nosicielami takiej
          powinności=zobowiązania, to za uczynioną przez NAS
          niesprawiedliwość=nasze nieposłuszeństwo;
          -nie bylibyśmy karani,
          -karą nie byłyby nasze czyny,
          czyli nie karalibyśmy się sami,
          -wreszcie, karę mógłby nam wymierzyć ktoś inny.


          Ale, że to każdy z nas, a więc i wszyscy, jesteśmy nosicielami,
          precyzyjnie określonego w Nauce Jedynego Ojca obowiązku,
          to za nasze nieposłuszeństwo,
          naszymi czynami, karę wymierzamy sobie, my sami.


          Fakty te, m.in. racjonalnie dowodzą, że nasza wolna i nieprzymuszona
          wola, jest realizowana w myślach, gdzie podejmujemy decyzję o
          jakości naszych czynów, i w czynach, za tę decyzję ponosimy
          natychmiast wszyscy odpowiedzialność.

          Jednocześnie, będąca zarazem karą, niesprawiedliwość,
          "powiadamia" nas, nieraz bardzo dotkliwie, o jakości
          obowiązującego nas postępowania.

          Dowody istnienia, jak Wy mówicie, Boga, są niemożliwe do
          zaprzeczenia.
          I nikt z Was ich nie unicestwił, i nie unicestwi. Bo poprostu tak
          się dzieje.


          Ps.
          Trzyosobowy Bóg, nie istnieje. Tak mowią słowa Nauki Naszego
          Ojca, i racjonalne dowody.
          • karbat Re: Dowody istnienia "Boga", są. 01.10.09, 21:36
            nehsa napisał:

            >Niezależność od człowieka mowy człowieka=zdolności do
            >mówienia.

            obawiam sie ,ze nie rozumiesz slowa NIEZALEZNOSC od czlowieka , masz
            na mysli mowe :).
            Gdzie jest ta niezalezna od czlowieka mowa , gdy czlowiek umiera ?

            >Jak sens naszej mowy jest sprawiedliwy, to tym
            >sensem dowodzimy, co najmniej swojego posłuszeństwa
            >powinności solidarności,
            >Jak sens naszej mowy jest niesprawiedliwy, to tym
            >samym, jest karą.

            ale jestes uparty w swej niekonsekwencji .
            Sens mowy sprawiedliwy , niesprawiedliwy o czyms wg ciebie
            swiadczy . Jaki sens ma mowa dziecka lub osoby chorej ? ... lub
            twojej ?

            > Mówimy, dzięki pracy nieśmiertelnego Ducha.
            > Od nas zależy sens mowy, a nie mowa=zdolność do mówienia.

            niesmiertelny duch pracuje ;) , biedak musi umrzec razem ze swym
            gospodarzem , gdy nie ma nad czym pracowac ;) .

            Zawsze mowilem ,ze duchy musza byc smiertelne .


          • pocoo Re: Dowody istnienia "Boga", są. 02.10.09, 06:24
            nehsa napisał:


            > Trzyosobowy Bóg, nie istnieje. Tak mowią słowa Nauki Naszego
            > Ojca, i racjonalne dowody.



            Masz "rację".Dowody nie do podważenia.
      • szlachetnamagda Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 03.10.09, 11:39
        O taaak, gratuluje wszechwiedzy. Zapewne nigdy nie spotkałeś owego inteligentnego katolika( czy też chrześcijanina, nieważne), a wygłaszasz swoją opinię w ich imieniu. Proszę łaskawie: mów o sobie.
      • szlachetnamagda Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 03.10.09, 11:40
        strikemaster napisał:

        > IMO nie szukają dowodów bo co inteligentniejsi (ci, którzy mogliby cokolwiek zn
        > aleźć) zdają sobie sprawę, że takich dowodów nie ma i nigdy nie będzie. Szukają
        > tylko jakichś argumentów umożliwiających nawracanie.

        O taaak, gratuluje wszechwiedzy. Zapewne nigdy nie spotkałeś owego inteligentnego katolika( czy też chrześcijanina, nieważne), a wygłaszasz swoją opinię w ich imieniu. Proszę łaskawie: mów o sobie.
    • szlachetnamagda Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 03.10.09, 11:34
      Oczywiście, że tak. Potrzebujemy choćby jednego, najmniejszego dowodu. Jest wiele wiar na świecie, wiele bożków, wiele obiektów kultu i żeby wierzyć akurat w tego jednego, potrzebuje jakiegoś znaku, że podążam właściwą drogą, że mój wybór jest słuszny.
      • karbat Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 03.10.09, 14:26
        nehsa napisał:
        > Do Karbata!
        > Człowieku, cobym ja biedny nehsa nie napisał, to ty mnie
        > zaginasz, i swoimi błyskotliwymi wywodami zapędzasz w kozi róg.
        > Tracę czas, którego być może mam już niewiele.
        > Dlatego nie ośmielam się komentować Twoich ostatnich postów.
        > Jak odważę się coś tu jescze napisać, proszę Karbat, oszczędź mnie.

        nesho , ubolewam ,ze tak to odbierasz , na mysl mi nie przyszlo ,aby
        CIEBIE zapedzac w kozi rog , jak piaszesz . Probuje jedynie
        przedstawic sprzecznosci i falszywe wnioski wynikajace z twoich
        pogladow , nazywanych dowodami .
        Robisz zalozenia ,swoje stawiasz tezy , wyciagasz za daleko idace
        wnioski twierdzac ,ze to jest prawda . Posilkujesz sie wybranymi ,
        pasujacymi ci cytatami ( z totalnie zafalszowanej biblii ) .
        Masz niektore ciekawe spostrzezenia , ale nie wiem jak bys sie
        wysilal , - jakies niesmiertene duchy , dusze nie istnieja ,
        podobnie bogowie . Moga istniec jedynie jako ILUZJE .

        Co z tego , ze dla ciebie pracuje jakis bog ojciec , skoro jak
        widac , jego praca , wyniki jego pracy , nie funkcjonuja w stosunku
        do obiektu jego pracy - czlowieka .
        Mozesz postulowac istnienie Bogow ,aby czlowiek byll lepszy ,
        czlowiek ewoluuje wiec nie trac nadzieji ;).
        Co z tego ,ze twoj bog sie samoofiarowal , pozniej jego syn poddal
        sie samoofiarze , po co ? . Ich para poszla w gwizdek . Robisz ze
        swych bogow ofiary , nakim chcieli wywrzec wrazenie , na symych
        sobie ?.
        Podkreslam , nie bierz moich uwag "osobiscie " ,skoro przedstawiasz
        swe poglady publicznie , musisz sie liczyc z tym ,ze ,znajada sie
        zawsze tacy , ktorzy przedstawia sprzecznosci wynikajace ( sa
        immamentne ), z kazdej teorii o bogach , duchach .

        Gdyby twoi bogowie , duchy , dusze istnielaly nie musiano by
        mistermnie dowodzic ich istnienia ,zabawa w ciuciubabke , moim
        zdaniem nie jest domena bogow .
        Instaucje religijne wiedza doskonale , ze bogow, duchy ,
        anioly ,diably , trzeby wbic wiernym do glowek , co robia
        konsekwentnie od dziecka .
      • nehsa Re: Dowody na istnienie Boga, jutro. 03.10.09, 21:55
        szlachetnamagda napisała:
        "Oczywiście, że tak. Potrzebujemy choćby jednego, najmniejszego
        dowodu. Jest wiele wiar na świecie, wiele bożków, wiele obiektów
        kultu i żeby wierzyć akurat w tego jednego, potrzebuje jakiegoś
        znaku, że podążam właściwą drogą, że mój wybór jest słuszny. "

        od nehsy:
        Za późno na formułowanie odpowiedzi, dlatego jutro.

        • radzimir11 Re: Dowody na istnienie Boga, już dzisiaj ... 03.10.09, 22:08
          Oto one ...
          www.youtube.com/watch?v=641xeu4Xo60&feature=PlayList&p=A36C0BF74CDCF48F&playnext=1&playnext_from=PL&index=3
          • pocoo Re: Dowody na istnienie Boga, już od paru dni 03.10.09, 22:26
            Bo trzęsienia ziemi i tsunami to też dzieło Boga.
            • radzimir11 Re: Dowody na istnienie Boga, już od paru dni 03.10.09, 22:29
              pocoo napisała:

              > Bo trzęsienia ziemi i tsunami to też dzieło Boga.

              Tak, to też Jego dzieło ...
              • karbat Re: Dowody na istnienie Boga, już od paru dni 03.10.09, 22:39
                radzimir11 napisał:

                > pocoo napisała:
                > > Bo trzęsienia ziemi i tsunami to też dzieło Boga.

                > Tak, to też Jego dzieło ...

                bozia natura ,ciezko jej cos zarzuciac , a ze ludzie osiedlaja sie
                tam gdzie sa w stopniu wiekszym narazeni na nature niz gdzie
                indziej , problem ludzi nie natury .
                • pocoo Re: Dowody na istnienie Boga, już od paru dni 04.10.09, 08:38
                  karbat napisał:

                  > bozia natura ,ciezko jej cos zarzuciac , a ze ludzie osiedlaja sie
                  > tam gdzie sa w stopniu wiekszym narazeni na nature niz gdzie
                  > indziej , problem ludzi nie natury .

                  Ale gdzie tych ludzi spędzić? Trzęsienia ziemi, tajfuny i tornada zwykle omijają tylko północną Europę.Gigantyczne susze , powodzie i pożary też.A może by tak w buszu lub dżunglii z daleka od rzek?
                  • nehsa Re: Dowody istnenia Boga.i 04.10.09, 15:38
                    szlachetnamagda m.in. napisała:
                    "...Potrzebujemy choćby jednego, najmniejszego dowodu. Jest wiele
                    wiar na świecie, wiele bożków, wiele obiektów kultu i żeby wierzyć
                    akurat w tego jednego, potrzebuje jakiegoś znaku, że podążam
                    właściwą drogą, że mój wybór jest słuszny. "

                    i odp. nehsy:
                    Dowody zależności człowieczeństwa od Stwórcy, dowodami istnienia
                    Boga.
                    (część pierwsza)
                    Rozważałem istnienie takich dowodów, opierając się na wiarygodnych
                    świadectwach Nauki Wszechmogącego Ojca, i uwzględniając fakt, że
                    słowo naszej mowy, jest minimalnym, postrzegalnym dowodem naszej
                    międzyludzkiej współpracy.
                    Nauka Ojca, stanowi w Biblii mikrocząstkę treści, a w Ewangeliach
                    zaledwie część.


                    Co jest oczywistym dowodem zależności każdego człowieka od
                    Stwórcy?


                    1./ Oczywistym dowodem zależności każdego człowieka od
                    Stwórcy, jest zobowiązanie każdego człowieka przez Stwórcę do
                    międzyludzkiej współpracy wszystkich ze wszystkimi, czego dowodem
                    jest m.in. fakt, że każde postępowanie człowieka jest dowodem
                    właśnie takiej współpracy
                    , chociaż ludzie nie zawsze zdają sobie
                    z tego sprawę.

                    Czy w nieskończenie racjonalnej Nauce Ojca Wszystkich Ludzi
                    zostało nam oznajmione, na czym ma polegać nasza współpraca?


                    Ależ oczywiście tak.
                    W Nauce Jedynego Ojca, zostaliśmy zrozumiale powiadomieni, że z
                    mocy stworzenia nas ludźmi, jesteśmy nosicielami powinności, czyli
                    obowiązku
                    , współpracy sprawiedliwej.
                    A nasza powinność=obowiązek, polega na wzajemnie życzliwej,
                    równoprawnej międzyludzkiej współpracy, która to jakość, stanowi
                    minimalną wartość sprawiedliwego postępowania
                    , o czym w
                    Ewangelii św. Łukasza 17/7-10.
                    Taka jakość sprawiedliwej współpracy, wg. mnie, jest
                    solidarnością.

                    Skoro Stwórca, czyniąc nas ludźmi, uczynił nas nosicielami
                    obowiązku
                    , to należy domniemywać, że wyposażył nas także w
                    zdolność wystarczającą do podołania temu obowiązkowi. I tak też jest.

                    Jaka zdolność umożliwia nam wywiązywanie się z powierzonego przez
                    Stwórcę obowiązku?


                    2./ Aby umożliwić nam wywiązanie się z obowiązującego nas
                    minimum sprawiedliwości, czyli solidarności, Stwórca, wyposażył nas
                    w zdolność do porozumiewania się, realizowaną, przede wszystkim, za
                    pośrednictwem mowy,
                    o czym w Ew.św.Mateusza 10/20
                    "Bo wy nie jesteście ktorzy mówicie, ale duch, który mówi w was."


                    i w Ew.św.Jana 6/63.
                    "...słowa, które ja wam mówię, duch są, i żywot są."


                    Mowa, jest czynem niematerialnym, bo jej sens jest
                    niematerialny.
                    Z czego wniosek, że mową nie czynimy zła, ponieważ zło, jest
                    zawsze czynem materialnym.

                    Niematerialności sensu ludzkiej mowy, dowodzi brak jakiejkolwiek
                    jego zależności, od wartości akustycznej
                    wypowiadanego z ust słowa, bowiem słowo naszej mowy, o takiej samej
                    wartości akustycznno-fonetycznej,
                    może mieć dowolny sens, a nawet sens przeciwstawny.
                    Niematerialność sensu mowy człowieka dowodzi, że mówimy, dzięki
                    wykorzystywaniu przez nas pracy Ducha.


                    Pozostałe dowody w następnym poście.
                    • nehsa Re: Dowody istnenia Boga.i 04.10.09, 15:42
                      Dowody zależności człowieczeństwa od Stwórcy, dowodami istnienia
                      Boga
                      . (część druga)
                      Rozważam istnienie takich dowodów, uwzględniając fakt, że słowo,
                      jest minimalnym, postrzegalnym dowodem naszej międzyludzkiej
                      współpracy, która to współpraca, jest zawsze, albo sprawiedliwa,
                      albo niesprawiedliwa.
                      To my, dzięki posiadaniu wolnej i nieprzymuszonej woli decydujemy w
                      myślach o tym, czy do międzyludzkiej współpracy wykorzystać
                      sprawiedliwy, czy też niesprawiedliwy sens naszego słowa, naszej
                      mowy.

                      3/ Jak sens naszej mowy dowodzi solidarności, to tym
                      sensem dowodzimy swojego posłuszeństwa naszej
                      powinności
                      , a jego skutkiem jest pokój, o czym mówią słowa w
                      Ew.św.Jana 14/27.

                      3a./ Jak sens naszej mowy jest niesprawiedliwy, gorszej
                      jakości niż solidarność, i dowodzi naszej nieżyczliwości, to
                      tym samym, jest on dla nas karą.
                      Skutki wszelkiej niesprawiedliwości ponosimy wszyscy, ale w
                      różnym stopniu. W innym karczyńca, w innym wszyscy pozostali ludzie-
                      karbiorcy.
                      Przecież posłuszeństwa, i kary, nie można rozpatrywać, jako
                      dowodów zależności
                      , a więc i zależności mowy od człowieka.
                      Widoczny jest zatem brak dowodów zależności od człowieka jego mowy
                      , z czego oczywisty wniosek, że mówimy, dzięki pracy Ducha.
                      Od nas zależy wybór sprawiedliwego, bądź niesprawiedliwego sensu
                      mowy, a nie mowa=zdolność do mówienia.

                      Jakie inne wnioski wynikają z faktu, że każda popełniona przez
                      nas niesprawiedliwość, jest karą?


                      Skoro każda niesprawiedliwość, czyli nasze nieposłuszeństwo
                      solidarności jest dla nas karą, co jest nie do zaprzeczenia,
                      to czas najwyższy dostrzedz, że ten fakt, jest racjonalnym,
                      niezaprzeczalnym dowodem zobowiązania nas, do postępowania
                      sprawiedliwego, którego jakość precyzyjnie określają słowa Nauki
                      Ojca.
                      Kara spełnia także funkcję edukacyjną.

                      3b./ Natomiast fakt, że powinność solidarności jest
                      egzekwowana przez NAS, od siebie samych(!!!), jest racjonalnym,
                      niezaprzeczalnym dowodem nosicielstwa właśnie takiego zobowiązania.
                      Gdybyśmy nie byli WSZYSCY, czyli każdy z nas, nosicielami takiej
                      powinności, to za uczynioną przez NAS
                      niesprawiedliwość:
                      -nie bylibyśmy karani,
                      -karą nie byłyby nasze czyny, czyli nie karalibyśmy się sami,
                      -wreszcie, karę mógłby nam wymierzyć ktoś inny.
                      Ale, że to każdy z nas, a więc i wszyscy, jesteśmy nosicielami,
                      precyzyjnie określonego w Nauce Jedynego Ojca obowiązku,
                      to za nasze nieposłuszeństwo,
                      naszymi czynami, karę wymierzamy sobie, my sami.


                      Fakty te, m.in. racjonalnie dowodzą, że nasza wolna i
                      nieprzymuszona wola, jest realizowana w myślach, gdzie podejmujemy
                      decyzję o jakości naszych czynów
                      , i w czynach, za tę decyzję
                      ponosimy natychmiast wszyscy odpowiedzialność.
                      Jednocześnie, będąca zarazem karą, niesprawiedliwość,
                      "powiadamia" nas, nieraz bardzo dotkliwie, o jakości
                      obowiązującego nas postępowania.

                      Dowody istnienia, jak Wy mówicie, Boga, są niemożliwe do
                      zaprzeczenia, bo poprostu tak się dzieje.
                      • pocoo Re: Nehsa , błagam... 04.10.09, 17:26
                        Zlituj się chociaż nad sobą.
                        • nehsa Re: Uprzejmie proszę... 04.10.09, 22:43
                          pocoo, w odpowiedzi na kolejne dwa moje posty napisała:
                          "Zlituj się chociaż nad sobą."

                          i odp. nehsy:
                          Pocoo!
                          Tu, na Forum, zwracałem się już wystarczająco wiele razy do różnych
                          osób, tak katolików, jak i wyznawców innych religii, a także
                          ateistów, aby byli uprzejmi zamiast diagnoz, porad, wyrazów
                          współczucia, a jak w twoim przypadku - wstrząsającej odezwy
                          ,
                          wyjąkać zwięźle o co im, i tobie chodzi.

                          Uprzejmie proszę, uczyń zadość mojej skromnej prośbie, i napisz
                          zrozumiale, dlaczego to ja, mam zlitować się nad sobą?


                          Spodziewam się, że wstrząsnęła tobą treść moich dwóch postów.
                          Wykaż więc wobec któregokolwiek z podanych przeze mnie dowodów
                          istnienia Boga, że dowodzi on mojej głupoty, a nie istnienia
                          Boga.

                          Jeśli tego nie zdołasz uczynić, przyjmij podane przeze mnie
                          fakty, za dowody.
                          Bo tak poprostu jest.

                          Ps.
                          Korzystamy z własności cudzej.(Duch nie jest nasz).
                          Przeanalizuj skutki postępowania z tym co nasze. Np. ciało jest
                          nasze.
                          Zminiaturyzuj Ziemie do M-3, a liczbę ludności do dwóch osób, będzie
                          ci łatwiej unicestwić podane przeze mnie dowody. Jednak sukcesu nie
                          wróżę ani tobie, ani nikomu innemu.


                          • pocoo Re: Uprzejmie proszę... 05.10.09, 07:26
                            nehsa napisał:
                            > Uprzejmie proszę, uczyń zadość mojej skromnej prośbie, i napisz
                            > zrozumiale, dlaczego to ja, mam zlitować się nad sobą?


                            Ile razy wklejałeś ten sam tekst?
                            Ile osób podpierających się Biblią potraktowałeś jak ignorantów(delikatnie mówiąc)?
                            Ile osób poważnie traktuje to co piszesz?
                            Życzysz sobie aby prawdy przez Ciebie pisane przyjmowano bezkrytycznie bo są tak proste jak konstrukcja cepa.
                            Pozwól , aby każdy miał prawo korzystać ze swojej wolnej woli i jako jedyny "mądry" znawca Nauki Ojca nie traktował pozostałych jak głupków.
                            Tego Tobie i sobie życzę.



                            Odpowiedz sobie sam na pytania a odpowiedź nasunie się sama.
                            • nehsa Re: Uprzejmie proszę... 05.10.09, 18:25
                              Pocoo!
                              Treść Twoich postów, jest dowodem, ze jesteś przyzwoitym człowiekiem.
                              Dlatego żywię do Ciebie sympatię, nie oczekując odwzajemnienia.
                              W swoim poście piszesz do mnie:
                              "Ile osób poważnie traktuje to co piszesz?"

                              Pocoo!
                              Zaapeluj do nich, aby byli łaskawi unicestwić podane przeze mnie
                              dowody istnienia "Boga", i udowodnić na tym Forum, że facet
                              posługujący się nickiem "nehsa", to poprostu idiota.

                              Moją prośbę, skoro to nie są dowody, i do tego bezsensowne, jest
                              dziecinnie łatwo zaspokoić.

                              Więc pokornie czekam, a nuż Ktoś z Wielkich Umysłów na tym
                              Forum zlituję się nade mną.

                              Pocoo!
                              Nie uczyni tego żaden internauta.
                              Ciebie, przepraszam za to, że wiedząc, że Ty nie unicestwisz
                              podanych przeze mnie dowodów, prowokowałem bezczelnie abyś to
                              uczyniła.






                              • enrque111 Re: Uprzejmie proszę... 05.10.09, 19:22
                                nehsa napisał:

                                > Pocoo!
                                > Zaapeluj do nich, aby byli łaskawi unicestwić podane przeze mnie
                                > dowody istnienia "Boga", i udowodnić na tym Forum, że facet
                                > posługujący się nickiem "nehsa", to poprostu idiota.

                                Jeśli chodzi o ten ostatni problem, to w dyskusji ze mną sam się obnażyłeś :)))))))
                                • pocoo Re:Niezwyciężony Enrque 05.10.09, 20:08
                                  Twoją najpotężniejszą bronią jest "cysterna pomyj" wylewana na każdego kto nie myśli Twoimi kategoriami.Któż stanie z Tobą do walki? Jeżeli jest to walka na "ścieki" , to tylko kolter.Ja należę do tych , którzy nie lubią smrodu.
                                  • karbat Re:Niezwyciężony Enrque 05.10.09, 20:39
                                    nehsa napisał:

                                    > Dowody zależności człowieczeństwa od Stwórcy, dowodami
                                    >istnienia Boga.
                                    > Rozważam istnienie takich dowodów, uwzględniając fakt, że słowo,
                                    > jest minimalnym, postrzegalnym dowodem naszej międzyludzkiej
                                    > współpracy, która to współpraca, jest zawsze, albo sprawiedliwa,
                                    > albo niesprawiedliwa.
                                    > To my, dzięki posiadaniu wolnej i nieprzymuszonej woli decydujemy
                                    > w myślach o tym, czy do międzyludzkiej współpracy wykorzystać
                                    > sprawiedliwy, czy też niesprawiedliwy sens naszego słowa, naszej
                                    > mowy.
                                    .
                                    .
                                    .
                                    > Dowody istnienia, jak Wy mówicie, Boga, są niemożliwe do
                                    > zaprzeczenia, bo poprostu tak się dzieje.

                                    Ano sie DZIEJE ...... Nehsa podaje - Dowody zależności
                                    człowieczeństwa od Stwórcy,dowodami istnienia Boga .
                                    Znalazlem taki dowod na zaleznosc czlowieczenstwa od stworcy ,tu
                                    masz ten dowod ( bog istnieje ) ;

                                    www.youtube.com/watch?v=BaQ9dFF2FDs
                                    • nehsa Re: Kontrargumęty, nie są kontrargumentami. 05.10.09, 23:30
                                      Karbat!
                                      Ja od b.dawna wiem, że ty nie "wydolisz".
                                      Nie tylko ty, jest was "demokratyczna większość", i taką mamy też
                                      demokrację.
                                  • enrque111 Re:Niezwyciężony Enrque 05.10.09, 21:38
                                    pocoo napisała:

                                    > Twoją najpotężniejszą bronią jest "cysterna pomyj" wylewana na każdego kto nie
                                    > myśli Twoimi kategoriami.Któż stanie z Tobą do walki? Jeżeli jest to walka na "
                                    > ścieki" , to tylko kolter.Ja należę do tych , którzy nie lubią smrodu.

                                    Czyżbyś przejęła od swoich tępych kolegów metodę pomówień ??? Kiedy oblałem kogoś "cysterną pomyj" ? Czy ubliżyłem komukolwiek choć jednym wulgarnym słowem ? Co ty uważasz za "ścieki" ? Czy plugawy język, którym chłostają Kościół Powszechny twoi kumple nie uważasz za "plugawy" ?
                                    • pocoo Re:Niezwyciężony Enrque 06.10.09, 08:10
                                      enrque111 napisał:
                                      >
                                      > Czyżbyś przejęła od swoich tępych kolegów metodę pomówień ??? Kiedy oblałem kog
                                      > oś "cysterną pomyj" ? Czy ubliżyłem komukolwiek choć jednym wulgarnym słowem ?

                                      Czy to znaczy , że nie wiesz o czym piszesz? Już spokojnie , podrapię ciebie za uszkiem.

                                      > Co ty uważasz za "ścieki" ? Czy plugawy język, którym chłostają Kościół Powszec
                                      > hny twoi kumple nie uważasz za "plugawy" ?


                                      "Maleńka" rożnica.Czy ty ,człowiek wcielający w życie słowa Jezusa( jak ktoś w ciebie kamieniem to ty w niego chlebem ,
                                      jeżeli ktoś ciebie uderzy w jeden policzek , nadstaw mu drugi)
                                      chce się porównywać z ludźmi "opętanymi" przez diabła? W czym jesteś lepszy skoro z nich przykład bierzesz?
                                      Jeżeli rozmawiasz z Chińczykiem to muszą ci się zrobić skośne oczy żeby ciebie zrozumiał?
                                      • enrque111 Re:Niezwyciężony Enrque 06.10.09, 22:02
                                        pocoo napisała:

                                        > > Czyżbyś przejęła od swoich tępych kolegów metodę pomówień ??? Kiedy oblał
                                        > em kog
                                        > > oś "cysterną pomyj" ? Czy ubliżyłem komukolwiek choć jednym wulgarnym sło
                                        > wem ?
                                        >
                                        > Czy to znaczy , że nie wiesz o czym piszesz? Już spokojnie , podrapię ciebie za
                                        > uszkiem.

                                        Zawsze wiem o czym piszę. Spokojny także jestem zawsze, tym bardziej na niniejszym forum. Nie rozpieszczaj mnie z tym drapaniem :)))

                                        > "Maleńka" rożnica.Czy ty ,człowiek wcielający w życie słowa Jezusa( jak ktoś w
                                        > ciebie kamieniem to ty w niego chlebem ,
                                        > jeżeli ktoś ciebie uderzy w jeden policzek , nadstaw mu drugi)
                                        > chce się porównywać z ludźmi "opętanymi" przez diabła? W czym jesteś lepszy sko
                                        > ro z nich przykład bierzesz?
                                        > Jeżeli rozmawiasz z Chińczykiem to muszą ci się zrobić skośne oczy żeby ciebie
                                        > zrozumiał?

                                        Sądziłem, że dostrzegłaś już, jak "nadstawiam drugi policzek" i na rzucanie we mnie kamieniem, odpowiadam chlebem ! Nigdy nie unoszę się gniewem, gdy mi ubliżają twoi kumple i nie odpłacam im wulgarnym słowem za obelgę mojej, skromnej osoby, staram się tu postepować w myśl nauki Chrystusa.
                                        Nie znaczy to jednak, że mam tolerować zniewagi, lżenie i plucie na Kościół Chrystusowy !!! Byłbym, jak owi potwarcy, karły moralne i pomioty szatana, gdybym nie stawał w obronie Owczarni Pańskiej, lżonej przez te szumowiny ! Chrystus również unosił się słusznym gniewem i występował przeciwko osobom hańbiącym Przybytek Pański.
                                        • pocoo Re:Niezwyciężony Enrque 08.10.09, 09:07
                                          enrque111 napisał:
                                          >
                                          > Sądziłem, że dostrzegłaś już, jak "nadstawiam drugi policzek" i na rzucanie we
                                          > mnie kamieniem, odpowiadam chlebem !

                                          Jest to tak bardzo widoczne , że widzą to wszyscy użytkownicy forum.

                                          Nigdy nie unoszę się gniewem, gdy mi ubliż
                                          > ają twoi kumple i nie odpłacam im wulgarnym słowem za obelgę mojej, skromnej os
                                          > oby, staram się tu postepować w myśl nauki Chrystusa.

                                          Koniec ze mną."Rozwaliłeś" mnie na maxa.
                                          • enrque111 Re:Niezwyciężony Enrque 08.10.09, 11:18
                                            pocoo napisała:

                                            > Jest to tak bardzo widoczne , że widzą to wszyscy użytkownicy forum.

                                            Raduje mnie, że to dostrzegasz !

                                            > Koniec ze mną."Rozwaliłeś" mnie na maxa.

                                            Nie było to moim celem - wybacz :((((
    • farookhar Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 06.10.09, 18:02
      Dowód jest jeden, dobro w sercach ludzi,
      a w każdym razie tęsknota za nim.

      zdar
      farookhar
    • farookhar Re: Po co wierzący szukają dowodów na istnienie b 06.10.09, 18:13
      Brat, a co w tym złego ?

      Mt 13:19
      19. Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go,
      przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego
      człowieka oznacza ziarno posiane na drodze.
      (BT)


      zdar
      farookhar

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka