Gość: bzzzzzzzz
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
14.06.05, 19:35
KRĄG
Krewetkowe oszustwo Nowa Sól
Wtorek, 14 czerwca 2005, 18:30:21 | Iwona Rynkiewicz-Męcińska (0)
Właściciele spółki „GrEla”, firmy uszlachetniającej krewetki zniknęli z
Nowej Soli. Wraz z nimi maszyny, towar i zaległe wypłaty. Zostali oszukani
kontrahenci i 500 pracowników, którzy przewinęli się przez działający od
kilku miesięcy zakład.
W piątek pod bramami „krewetek” zaległych wypłat domagali się pracownicy. Gdy
weszli do biura, zostali wyrzuceni. Podczas weekendu właścicielka
spółki „GrEla” zabrała sprzęt należący do firmy, uszlachetnione krewetki,
ważniejsze dokumenty firmy i wyjechała do Niemiec. Pozostawiła długi w ZUS,
Urzędzie Skarbowym, nie zapłacone rachunki i pracowników pozbawionych środków
do życia. W poniedziałek rano załoga „GrEli” odwiedziła prokuraturę,
starostwo powiatowe i Urząd Miejski w poszukiwaniu pomocy.
O nieuczciwych działaniach właścicieli spółki informowaliśmy już po pierwszym
miesiącu działalności firmy. Najpierw doniesienie o popełnieniu przestępstwa
złożył do Prokuratury powiatowy lekarz weterynarii. Okazało się, że zakład
ruszył z produkcją bez odbioru weterynaryjnego i podstawowych dokumentów
potrzebnych do prowadzenia działalności. Właścicielka Elżbieta Kucharewicz
poddała się dobrowolnej karze grzywny w wysokości 2 tys. zł, ale w sytuacji
gdy zniknęła, nie wiadomo, czy uda się karę wyegzekwować, podobnie jak
zobowiązania wobec pracowników.
E. Kucharewicz od początku nie liczyła się z żadnymi instytucjami. Nie
pomagały interwencje Powiatowego Urzędu Pracy i Inspekcji Pracy oraz nakazy
natychmiastowej wypłaty zaległych wynagrodzeń. Zlekceważone zostały również
zalecenia Powiatowego Inspektora Sanitarnego, a skutku nie odniosły również
ponaglenia z tytułu niezapłaconych podatków oraz składek ZUS i innych
świadczeń pracowniczych. Na przysłowiowym lodzie zostały także firmy
wykonujące usługi dla „GrEli”. Nie doczekały się żadnej płatności.
W najgorszej sytuacji pozostają jednak pracownicy. Przez dwa miesiące ciężko
pracowali w kiepskich warunkach (niska temperatura, smród, brak masek,
rękawiczek) i nie otrzymali ani złotówki wypłaty. Wyznaczano kolejne terminy,
ale kończyło się tylko na błaganiach chociaż o zaliczki. Ostatni raz po
jałmużnę „uszlachetniarki” zgłosiły się w piątek, ale właścicielka w ogóle
nie chciała z nimi rozmawiać i wyrzuciła je z zakładu.
OSZUSTWO ZAPLANOWANE OD POCZĄTKU?
W poniedziałek rano ochrona nie chciała wpuścić pracowników do pracy. Bo i
nie było do czego. W sobotę w nocy tir wywiózł z zakładu przerobione
krewetki, część sprzętu i ważniejsze dokumenty. Jak przekazywali załodze
ochroniarze strzegący terenu firmy, do Niemiec pojechała też właścicielka i
jej synowie. Nikt nie był w stanie skontaktować się z nimi, gdyż ich telefony
komórkowe nie odpowiadały. Przez dłuższy czas pod bramą wrzało, a pracownicy
dzielili się z mediami swoimi przejściami w czasie pracy.
Żadne rachunki nie były płacone od samego początku, choć Niemcy płacili
spółce za wykonywaną usługę czyli przetwarzanie krewetek. Były to niemałe
pieniądze, a nam ciągle mówiono że ich nie ma, bo Niemcy nie płacą – mówi
technolog spółki „GrEla” Sebastian Janiszewski - Około dwóch tygodni temu
groziło firmie odcięcie mediów, bo nigdzie nic nie było płacone. O tym, że
właściciele mogą uciec z pieniędzmi i maszynami informowałem pracowników już
w piątek. Nie uwierzyli mi. Chciałem doprowadzić do tego, żeby załoga
zatrzymała tira, ale właścicielka ich omamiła, a mnie kazała zwolnić
dyscyplinarnie. Na dodatek oskarżyła mnie o pobicie i obciążyła kosztami
dezynfekcji hali, której nie było. W niektóre z opowieści o wyczynach
właścicieli trudno było uwierzyć, ale wszyscy zgodnie je potwierdzali. Na
porządku dziennym były m.in. wulgarne wyzwiska i odwiedziny męskiej kadry
kierowniczej pod prysznicami pań.
NIKT NIE SPODZIEWAŁ SIĘ UCIECZKI
Pod bramą firmy stał także zastępca dyrektora Powiatowego Urzędu Pracy w
Nowej Soli Stanisław Bator, który zapewniał, że PUP zrobi dla poszkodowanych
pracowników wszystko, co będzie możliwe. Zaproponowaliśmy pracownikom powrót
do ewidencji bezrobotnych – informuje S. Bator – Muszą złożyć oświadczenia,
że byli zatrudnieni w tej firmie i zostaną wciągnięci na listy bezrobotnych.
Ubezpieczymy nieubezpieczonych i odwiesimy zawieszone zasiłki. Na pytanie czy
można było zapobiec takiej sytuacji S. Bator odpowiedział, że tego nikt nie
mógł przewidzieć, bo pracodawca oferował dobre warunki pracy i nic nie
wskazywało na to, że inwestycja zakończy się takim skandalem.
Powiatowy Urząd Pracy kontrolował ten zakład, ponieważ kierowaliśmy tutaj
bezrobotnych w ramach prac interwencyjnych. Wyegzekwowaliśmy podpisanie umów
i pozostało nam śledzić doniesienia prasowe informujące o poczynaniach firmy –
mówi S. Bator – Ponieważ nie płacono wynagrodzeń, nie mogliśmy przekazywać
środków na ich refundację. Umowę o refundację zerwaliśmy, ale pieniędzy tych
nie możemy niestety wypłacić pracownikom. Obawiamy się jeszcze tego, czy nie
upadną firmy wykonujące usługi na rzecz nieuczciwej spółki, bo nakłady na
adaptację obiektu były spore.
PIELGRZYMKA PO INSTYTUCJACH
Pierwsze kroki pracownic, które w poniedziałek przyszły do pracy na pierwszą
zmianę zostały skierowane do prokuratury, gdzie złożyły doniesienie o
popełnieniu przestępstwa. Kolejną instytucją, którą całą gromadą odwiedziła
załoga krewetek, było starostwo utożsamiane ze spółką „GrEla”. Starostwo
promowało się kilka miesięcy temu jako instytucja, która ściągnęła „krewetki”
i pomogła firmie zaistnieć na rynku nowosolskim.
Delegację pracowników przyjął wicestarosta Edmund Kotlarski, który tylko
rozkładał ręce informując, że starostwo nic w tej sprawie nie może zrobić, a
z firmą „GrEla” nie ma nic wspólnego.
Starostwo nie jest stroną w tej sprawie – zapewniał wicestarosta – Jeżeli
kogoś gdzieś się ściągnie, to za to ma się odpowiadać? Nikt nie ma wypisane
na czole, czy jest uczciwy czy nie. W tym państwie jest wszystko
uporządkowane i władne są wam pomóc ośrodki pomocy społecznej, a my nie mamy
mocy władczej nad nimi. Zostaliście oszukani i z tym musicie iść do
prokuratora. Słowa wicestarosty wyprowadziły z równowagi przedstawicieli
załogi. Jak dzieje się coś dobrego, to każdy przypisuje sobie sukces – mówił
Sebastian Janiszewski – Pan firmował swoją twarzą te krewetki, mówiliście o
nowych miejscach pracy. Teraz jak się wszystko wali, to każdy umywa ręce.
W trakcie rozmowy padły też zarzuty wobec firm, które kontrolowały zakład w
czasie jego działalności. ż po miesiącu było wiadomo, że firma ma długi. Były
wezwania od komornika, ale nikt tego nie zauważył, ani Inspekcja Pracy, ani
Urząd Pracy. Dlaczego nikt nie sprawdził tej firmy zanim rozpoczęła
działalność i oszukała wielu ludzi? – krzyczeli reprezentanci poszkodowanych.
Gdy po raz kolejny rozgoryczeni ludzie usłyszeli, że starostwo nie jest w
stanie im w stanie pomóc, opuścili gabinet wicestarosty i udali się do
prezydenta miasta.
FIRMĘ NALEŻAŁO SPRAWDZIĆ
Pracowników krewetek przyjął wiceprezydent Jacek Milewski, który
poinformował, że miasto może zaoferować pomoc urzędowego prawnika, a podległy
miastu Ośrodek Pomocy Społecznej w pierwszej kolejności będzie rozpatrywać
wnioski poszkodowanych pracowników, ale tylko tych zameldowanych w Nowej
Soli. Ci spoza miasta, muszą się zgłosić do ośrodków pomocy w ich gminach. W
południe odbyło się spotkanie wiceprezydenta, w którym uczestniczyła również
radca prawny Iwona Sondej-Barriga, która m. in. przygotuje pracownikom pozwy
do sądu pracy.
Wiceprezydent Milewski rozmawiał także z prezesem nowosolskiego Sądu
Rejonowego Andrzejem Boguckim, który obiecał sz