jan.szulgo
02.09.07, 14:36
Wszystkim naszym politykom stroszącym się w kolorowe piórka,
nadymającym się jak próżne balony, czy pawie i dudniącym głośniej
niż pusta beczka, zamiast wypełniania swoich podstawowych obowiązków
parlamentarzysty, ministra, działacza samorządowego, zalecam uważne
przeczytanie felietonu Macieja Rybińskiego z ostatniego
numeru „WPROST” Pt. „Świnie na przyzbie”, jako niezbędnej dla nich
literatury obowiązkowej.
Jeżeli po tej lekturze nie zrozumieją kim naprawdę są i gdzie jest
ich miejsce w szeregu, niech rozpoczną powtórną edukację od
przedszkola, bo przy takim poziomie intelektu, powrót do
podstawówki, będzie dla nich progiem nie do pokonania.
Cytuję końcowy fragment tego felietonu: „…to samo jest w polityce.
Na początku był chaos i tylko duch solidarności unosił się nad
wodami. Potem następowało rozdzielenie. Powstawanie gatunków. Jednym
wyrastały skrzydła, innym odpadały. Rosły kły i pazury. Jedni
porastali w piórka, inni w szczecinę. Ale to ciągle jest ta sam a
zagroda, ten sam żłób. Mamy ciągle przed sobą nie żadne teatrum
mundi, ale średniorolne gospodarstwo, zasiedlone żywizną walczącą o
byt.. A my, gospodarze siedzimy sobie na przyzbie i patrzymy, kto
się lepiej rozepchnie, kto obryzga innych gnojówka, kto chwyci
większy kąsek, porcus vulgaris czy eries plebeius. Jedyne, co się
naprawdę udało to przezwyciężyć kolektywizację. Więc czy jest sens
pytać – komu, o co chodzi?”